Dziękuję. Nie tańczę.

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

marylka
Posty: 1201
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: marylka » 19 wrz 2020, 23:38

Wiecie dziewczyny....ja zdalam sobie sprawe, że bardzo dużo jest tylko obrazkow ktore nic nie mają wspolnego z rzeczywistoscia
Kiedys obserwowalam jedna pare - kobieta przepiekna, mega atrakcyjna z coreczka jak z obrazka w wozeczku. Bardzo mnie sciskalo serce kiedy ustalala grafik w pracy ze mna i z meżem telefonicznie. Boże! Jak ja jej zazdroscilam! Dlaczego ja tego nie miałam?
Od razu sobie pomysllam - z taka figura zwlaszcza nogami - to wiadomo! Połowa rzeczy zalatwiona!


Wiecie że ona musiala zrezygnowac z tej pracy? Przyszla kiedyś zawstydzona...no ja tak mam że wielu ludzi przede mna otwiera sie w szczerosci.
I w skrócie - tam też byl mega kryzys!
Nie mogla liczyć na meża
Nie chodzi że wszyscy tak maja.
Ale ja teraz wiem jak mowi nałóg, że małżenstwo to permamentny kryzys o różnym stopniu nasilenia
Ogromnie było żal mi tej kobiety
Chce przez to powiedzieć że usmiechniete pary na ulicach nie zawsze znacza szcześliwe
Czasem nawet sa to ofiary ktore sie musza uśmiechać
Nie wiemy jak tam jest
Dlatego nie warto rozczulac sie i żałowac że my tak nie mamy mijajac pare trzymajaca sie za rece
Bo nie wiemy ile tam bolu i cierpienia
Dla mnie wiarygodni sa staruszkowie...o..ci to by mogli opowiedzieć!

Nino...to byl mega krok - gratuluje
I zachecam każdego z Was - niech Wasze serce pogada z Waszym rozumem - dogadaja się :D
Bo rozum wylączy emocje i histerie a zostana tylko fakty.
Ktore jak serce dostrzeże to bedzie biło już spokojnie i miarowo
Pozdrawiam

marylka
Posty: 1201
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: marylka » 20 wrz 2020, 0:07

A tak dziewczyny to obiektywnym okiem spojrzeć...czy meżczyzna to naprawde pepek świata?
Jest tyle rzeczy do zrobienia i odkrycia!
Warto zatrzymywac sie???
Tak z przymrużeniem oka
Bławatek pisze:
19 wrz 2020, 22:15
Na razie mnie zawsze motywowało mówienie sobie "kto jak kto, ale ja na pewno radę dam".
Ja sobie z kolei powrarzam - " padlaś? Powstan! Popraw korone i zasuwaj dalej!" :lol:
Świat jest naprawde piekny i ciekawy i ma tyyyyyyle ciekawego do pokazania!

Zachecam do odkrywania tego i czerpania z tego garsciami!
Wszystko to dal nam Pan!
Może mąż musial sie oddalic bo byłoby gorzej dla Was?
Przecież Bog wie co dobre jest dla WAS
Nie dla meża.
DlA CIEBIE!!!!
Nie masz pojecia co by bylo gdyby on zostal.
Może myślisz - to najgorsze że maż odszedł
A skad to wiesz?
A.....może mogło być gorzej?
Tylko Bog to wie
Zaufajcie prosze Bogu
U mnie było tak że mąź musial wiele pracowac nad soba
Wiem że wiecej bym nie zniosla zdrad i poniżań i wrecz Bog mnie wypchnał z tego domu bo w źyciu bym sama nie wyszla
Stad trafilam na fakty zdrady i kazania
Ks. Dziewieckiego
Nie myslalyscie że to Bog DLA WASZEGO DOBRA odsuwa meża od Was?
Ja tak nie myślałam
Dopóki w trakcie rozstania kiedy czasem przyjechalam do domu gdzie mieszkal mąż - zobaczylam ukradkiem że on róźaniec odmawia. Że leżą na wierzchu książki ktore kiedys mu dalam a on nigdy nie miał czasu przeczytać....
Bog jakos naprawil mojego meża chociaź ja przestalam w to wierzyć
Ale w tym czasie i mnie nie zostawił. Podesłal sychar, wspanialych ludzi dal stabilna prace błogoslawil każdego dnia. Nie pozwolil sie nudzić. Dal chora babcie ktora musialam sie zaopiekować....kurcze dziewczyny....Wy też tak macie!
Wszystkie jesteśmy CÓRKAMI KRÓLA!!!
Czy Wy to widzicie?????
Więc proponuję - poprawcie korony i zachowujcie sie jak ksieżniczki :)

Pozdrawiam

Caliope
Posty: 637
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Caliope » 20 wrz 2020, 0:48

Nino, ja nie mogę zrozumieć tej sytuacji z twoją bliskością z mężem. On mówi że was nie ma, a godzi się na bliskość. Coś tu nie gra w jego głowie, aż mnie boli serce jakie to dziwne i dające nadzieję i to taką wielką, bo słowa mniej znaczą od czynów. Ja sama nie potrafię się już zbliżyć, nie chcę być upokorzona i odrzucona, bo mój mąż za mnie zadecydował.

Paprotka
Posty: 136
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Paprotka » 20 wrz 2020, 9:52

Marylko przeczytałam Twój dialog. Myśle ,ze większość z nas tak to przeżywało i teraz tak widzę ,ze brakuje czegoś co teraz jest dla mnie najważniejsze. Miłości. Kiedy mąż odchodzi miałam te same przemyślenia ale nie to ,ze tracę człowieka którego kocham , który jest moim najlepszym przyjacielem.
A co do centralizacji mężczyzny. To nasza wina ale i kultury, społeczeństwa. Nawet laickie młode mamy prześcigają się w byciu najlepsza żona, kucharka, matka, pracownica.
Sama złapałam się na tym ,ze jak mąż odchodził to z ironia myślałam : kto będzie Ci teraz majtki prał ? Ta gowniara ? Znudzi się ,bo to ja żona wiec jak wszystko zrobić najlepiej. A ja nawet nie znałam swojego męża.

Nino
Posty: 472
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Nino » 20 wrz 2020, 13:36

Caliope, z tą naszą bliskością jest coś nie tak....W tym sensie, że mąż po nią sięga i ją dostaje, jest nawet hojny, jest nam dobrze, a potem....???

Coś jest bardzo nie tak...:( Nie wiem..., może przerobię to na Krokach?

Ja uważałam, że jeśli mąż mnie pragnie, to znaczy, że mnie kocha! Że jestem dla niego jedyna, a potem, gdy zorientowałam się, że w jego życiu pojawiają się kowalskie: że... jestem nie do przebicia!! Niezła pycha i głupota, co?

I ja nie chcę już tak. Owszem, bliskość odmroziła na chwilę mojego męża, ale gdy tylko pojawił się trudny temat, gdy napisałam mu o tych prezerwatywach, bo nie wiedziałam, jak mam z nim rozmawiać, nie byłam w stanie udawać, że nie wiem o jego zdradach: ponownie go 'straciłam" i... usłyszałam, że dla niego nasze małżeństwo jest formalnością, oraz...: że możemy ten błąd naprawić! Cóż za propozycja!

Dziś podczas mszy świętej modliłam się o łaskę takich okoliczności, abym mogła powiedzieć mężowi, że... dobrze: skoro nie chcesz tworzyć ze mną MAŁŻEŃSTWA, jesteś wolny.

Czuję, że dojrzewam do tego. Moje "n i e c h c ę j u ż d ł u ż e j t a k", rozpiera mnie.

vertigo
Posty: 130
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: vertigo » 20 wrz 2020, 14:19

Nino pisze:
20 wrz 2020, 13:36
Ja uważałam, że jeśli mąż mnie pragnie, to znaczy, że mnie kocha! Że jestem dla niego jedyna, a potem, gdy zorientowałam się, że w jego życiu pojawiają się kowalskie: że... jestem nie do przebicia!! Niezła pycha i głupota, co?
Dla kobiety seks jest mocno związany z relacją, dla mężczyzny już nie, bo potrafi to rozdzielić. To zasada, od której oczywiście są wyjątki po obydwu stronach.

To dlatego mężczyźni, gdy zdrada fizyczna wyjdzie na jaw, zarzekają się, że "to był tylko seks", "to było tylko jeden raz", "w ogóle jej nie kocham" itp. itd. I to, mając na względzie powyższą zasadę, paradoksalnie jest prawdą.
Ludzie robią wszystko, aby siebie samych przekonać, że świat nie wygląda tak, jak wygląda naprawdę.

Nino
Posty: 472
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Nino » 20 wrz 2020, 18:18

Vertigo, problem z moim mężem jest taki, że on się nie zarzekał. Jak zdrada wyszła na jaw, to...pytał: To po co chcesz ze mną jeszcze być? Ja bym na Twoim miejscu odpuścił...A ja walczyłam! I on zostawał....
Tylko, o co walczyłam?
Pragnęłam, aby powiedział mi o tym w cztery oczy i szczerze przeprosił. Aby dał mi szansę, bym mogła mu wybaczyć.

Abyśmy zaczęli od nowa...

Obecnie nie jestem w stanie udawać, że nic się nie stało, jeśli nawet nic się nie stało...Jeśli to był tylko seks, nic nie znaczący...

Nie byłam napastliwa, pisząc mu o tych prezerwatywach. To był komunikat. Nieprzyjemny, bo prezerwatywy znalazły w domu dzieci, ale tak to niestety wyglądało.

No to mąż dorzucił, że znalazłam je również w walizce...A więc zakładał, że je tam odkryję. Że przejrzę jego rzeczy pozostawione w garażu. Dlaczego to robi? To jest nienormalne.

Paprotka
Posty: 136
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Paprotka » 20 wrz 2020, 21:16

Nino pisze:
20 wrz 2020, 18:18
Vertigo, problem z moim mężem jest taki, że on się nie zarzekał. Jak zdrada wyszła na jaw, to...pytał: To po co chcesz ze mną jeszcze być? Ja bym na Twoim miejscu odpuścił...A ja walczyłam! I on zostawał....
Tylko, o co walczyłam?
Pragnęłam, aby powiedział mi o tym w cztery oczy i szczerze przeprosił. Aby dał mi szansę, bym mogła mu wybaczyć.

Abyśmy zaczęli od nowa...

Obecnie nie jestem w stanie udawać, że nic się nie stało, jeśli nawet nic się nie stało...Jeśli to był tylko seks, nic nie znaczący...

Nie byłam napastliwa, pisząc mu o tych prezerwatywach. To był komunikat. Nieprzyjemny, bo prezerwatywy znalazły w domu dzieci, ale tak to niestety wyglądało.

No to mąż dorzucił, że znalazłam je również w walizce...A więc zakładał, że je tam odkryję. Że przejrzę jego rzeczy pozostawione w garażu. Dlaczego to robi? To jest nienormalne.
Dlaczego pozwalasz mu na trzymanie tych rzeczy u siebie ? Gdyby moje dziecko będąc małoletnim znalazło prezerwatywy zrobiłabym awanturę.

Nino
Posty: 472
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Nino » 20 wrz 2020, 23:08

Paprotka, wyrazilam zgode, gdy maz mnie piinformowal, ze zwiezie swoje rzeczy do garazu we wrzesniu. W sumie grzebanie w czyichs rzeczach fajne nie jest.
Dwa: dorosle dzieci przez przypadek znalazly te prezerwatywy. Fajne to nie bylo, ale tez pojawily sie pewne watpliwosci, do kogo mogly nalezec...Nie bede rozwijac watku. Moze syn kryje ojca...Maz nie podjal tematu, wiec nie ma szans, aby sprawa sie wyjasnila.
Duzo gorsze od tych prezerwatyw jest to, ze maz nie chce szczerze rozmawiac, pozostawiajac tym samym rodzine w koszmarnych domyslach.

Nino
Posty: 472
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Nino » 20 wrz 2020, 23:16

Co do awantur: to ja juz nie chce robic ich mezowi. To nie ma sensu. Jestem oczywiscie wsciekla i pragne konfrontacji, ale nie takiej.
Najbardziej pragne szczerej, a nawet i do bolu szczerej rozmowy. Ona nawet nie mysi byc dluga. Maz jest caly pozatykany zloscia, ja zalem...Kolomyja.

Caliope
Posty: 637
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Caliope » 20 wrz 2020, 23:18

A jest sens Paprotko by robić awantury w i tak kiepskiej sytuacji w kryzysie ? Dziecko nauczone nie grzebać w nie swoich rzeczach nie zrobi tego. Jest tylko jeden sposób, rozmowa na spokojnie, boli, ale daje to siłę by nie ulec emocjom.

Ruta
Posty: 834
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Ruta » 21 wrz 2020, 1:08

Nino pisze:
20 wrz 2020, 18:18
No to mąż dorzucił, że znalazłam je również w walizce...A więc zakładał, że je tam odkryję. Że przejrzę jego rzeczy pozostawione w garażu. Dlaczego to robi? To jest nienormalne.
Nino, mąż cię zna. Założył, że przejrzysz walizkę, ty przejrzałaś. Robi to, bo jest w stanie przewidzieć, co ty zrobisz. Ale jaka za tym intencja stoi i co tym mąż chce osiągnąć, pewnie nie zgadniesz. Może nawet on sam nie do końca wie?
Mój mąż także nie potrafi komunikować się wprost. Ale ja także nie potrafiłam. I zdarzało się, że porozumiewalismy się "przez walizkę". Oczywiście kończyło się tylko tym, że każde z nas tworzyło swoje scenariusze, co też to drugie miało na myśli, a wszystko w emocjach...
Uczę się komunikacji wprost. I wiesz co? Nasza komunikacja się poprawia, choć świadoma zmiana jest na razie tylko po mojej stronie. Zmiana jest niewielka, trudno to nadal nazwać dobrą komunikacją, ale jest lepiej.
Polecam ci z całego serca Porozumienie bez przemocy. Mi idzie ta nauka mozolnie. Ale warto. Wszystkie moje relacje na tym zyskują. Dziś wrócił z weekendu u dziadków mój synek. Trudno nam było porozmawiać, mały na wszystko co mówiłam reagował złością, cokolwiek mówiłam było źle. Kiedyś czułabym się w takiej sytuacji bezradna. Dziś po prostu zapytałam się, co się dzieje, powiedziałam, że czuję że jest napięty, że nie mam złych intencji w tym co mówię i czuję się zdezorientowana jego reakcjami. Zobaczyłam łzy w jego oczach, przytuliłam go, trochę się wypłakal i chwilę potem dowiedziałam się, że babcia była przez cały czas bardzo nieprzyjemna, uszczypliwa, ciągle miała pretensje, krzyczała za wszystko i było mu bardzo przykro. Chwilę o tym pogadaliśmy i potem nasza rozmowa była już miła i bez tego wcześniejszego napięcia. To takie moje małe postępy. Uczę się patrzeć w siebie, wyrażać co czuję i dawać innym przestrzeń, by wyrazili siebie i swoje uczucia. I zaczyna mi to wychodzić.
Sycharowa mądrość zbiorowa, że zmiany najlepiej zacząć od siebie i że zmiana w nas może wpłynąć na otoczenie i przynieść dalsze zmiany, naprawdę działa :)

Paprotka
Posty: 136
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Paprotka » 21 wrz 2020, 7:32

Caliope pisze:
20 wrz 2020, 23:18
A jest sens Paprotko by robić awantury w i tak kiepskiej sytuacji w kryzysie ? Dziecko nauczone nie grzebać w nie swoich rzeczach nie zrobi tego. Jest tylko jeden sposób, rozmowa na spokojnie, boli, ale daje to siłę by nie ulec emocjom.
A co da godzenie się na przechowywaniu rzeczy obcej kobiety u siebie w domu.
Muszę się przyznać ,ze sama coś takiego zrobiłam. Już po rozstaniu remontowałam dom i poprosiłam o przechowaniu przez męża różnych rzeczy. Po około 3 dniach wracam z pracy a tu moje rzeczy stoją pod brama z karteczka, ze następnym razem zostaną wywalone na śmietnik.
Byłam wściekła. Przecież jestem żona i mam prawa. Miałam gdzieś ,ze komuś przeszkadzają a tym bardziej obcej kobiecie.
Mąż Nino nie szanuje jej. Chce zawalić garaż to to robi. Weźmie jak jemu się będzie chciało tym bardziej ,ze sam podjął decyzje o rozstaniu.

Ruta
Posty: 834
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Ruta » 21 wrz 2020, 9:02

Paprotka pisze:
21 wrz 2020, 7:32

A co da godzenie się na przechowywaniu rzeczy obcej kobiety u siebie w domu.
Muszę się przyznać ,ze sama coś takiego zrobiłam. Już po rozstaniu remontowałam dom i poprosiłam o przechowaniu przez męża różnych rzeczy. Po około 3 dniach wracam z pracy a tu moje rzeczy stoją pod brama z karteczka, ze następnym razem zostaną wywalone na śmietnik.
Byłam wściekła. Przecież jestem żona i mam prawa. Miałam gdzieś ,ze komuś przeszkadzają a tym bardziej obcej kobiecie.
Mąż Nino nie szanuje jej. Chce zawalić garaż to to robi. Weźmie jak jemu się będzie chciało tym bardziej ,ze sam podjął decyzje o rozstaniu.
Paprotko, mam wrażenie, że mówi przez ciebie gorycz. Nino zgodziła się przechować rzeczy męża, nie innej kobiety. Na tym etapie uznała, że będzie to w porządku. Każdy nas w swoim własnym kryzysie małżeńskim powoli odkrywa co jest błędem, co nim nie jest, co jest prawdą, a co ułudą. Zanim taka mapa powstanie, mija trochę czasu i dla każdego ten czas jest inny.

Przykro mi, że spotkała cię tak przykra sytuacja, jak opisujesz. To nie powinno mieć miejsca. Twój mąż zachował się niedojrzale, najpierw zgadzając się na przechowanie twoich rzeczy, a potem godząc się na ich wystawienie. W przysłowiowym amoku ludzie robią rzeczy głupie i podłe, także wobec bliskich osób.

Czy myslałaś o tym, by troszkę zmienić swój kierunek? Mój mąż także żyje z inną kobietą. Nie wnikam, czy czuje się szczęśliwy, nieszczęśliwy, pewnie bywa z tym różnie. Jestem żoną. Związaliśmy się przysięgą. Dobrowolnie. Mąż ma wolną wolę, zdecydował się przysięgę łamać radykalnie. Łamał ją na długo zanim zdecydował się odejść do innej kobiety (co zresztą nadal starannie przede mną ukrywa). No i trudno.

Ja też złożyłam przysięgę, a sakrament małżeństwa ma ogromną moc, z której mogę czerpać pełnymi garściami. Daje mi moc, siłę i radość życia. Ty także możesz, jeśli tylko pozwolisz sobie to ogromne źródło dostrzec.
Ta moc daje mi także siłę także na to, by nie tylko dostrzec również swój udział w kryzysie, ale by znaleźć siłę potrzebną by to zmienić. Dzięki temu nie muszę już rozpamietywac przeszłości.

Paprotka
Posty: 136
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Paprotka » 21 wrz 2020, 11:06

Ruta pisze:
21 wrz 2020, 9:02
Paprotka pisze:
21 wrz 2020, 7:32

A co da godzenie się na przechowywaniu rzeczy obcej kobiety u siebie w domu.
Muszę się przyznać ,ze sama coś takiego zrobiłam. Już po rozstaniu remontowałam dom i poprosiłam o przechowaniu przez męża różnych rzeczy. Po około 3 dniach wracam z pracy a tu moje rzeczy stoją pod brama z karteczka, ze następnym razem zostaną wywalone na śmietnik.
Byłam wściekła. Przecież jestem żona i mam prawa. Miałam gdzieś ,ze komuś przeszkadzają a tym bardziej obcej kobiecie.
Mąż Nino nie szanuje jej. Chce zawalić garaż to to robi. Weźmie jak jemu się będzie chciało tym bardziej ,ze sam podjął decyzje o rozstaniu.
Paprotko, mam wrażenie, że mówi przez ciebie gorycz. Nino zgodziła się przechować rzeczy męża, nie innej kobiety. Na tym etapie uznała, że będzie to w porządku. Każdy nas w swoim własnym kryzysie małżeńskim powoli odkrywa co jest błędem, co nim nie jest, co jest prawdą, a co ułudą. Zanim taka mapa powstanie, mija trochę czasu i dla każdego ten czas jest inny.

Przykro mi, że spotkała cię tak przykra sytuacja, jak opisujesz. To nie powinno mieć miejsca. Twój mąż zachował się niedojrzale, najpierw zgadzając się na przechowanie twoich rzeczy, a potem godząc się na ich wystawienie. W przysłowiowym amoku ludzie robią rzeczy głupie i podłe, także wobec bliskich osób.

Czy myslałaś o tym, by troszkę zmienić swój kierunek? Mój mąż także żyje z inną kobietą. Nie wnikam, czy czuje się szczęśliwy, nieszczęśliwy, pewnie bywa z tym różnie. Jestem żoną. Związaliśmy się przysięgą. Dobrowolnie. Mąż ma wolną wolę, zdecydował się przysięgę łamać radykalnie. Łamał ją na długo zanim zdecydował się odejść do innej kobiety (co zresztą nadal starannie przede mną ukrywa). No i trudno.

Ja też złożyłam przysięgę, a sakrament małżeństwa ma ogromną moc, z której mogę czerpać pełnymi garściami. Daje mi moc, siłę i radość życia. Ty także możesz, jeśli tylko pozwolisz sobie to ogromne źródło dostrzec.
Ta moc daje mi także siłę także na to, by nie tylko dostrzec również swój udział w kryzysie, ale by znaleźć siłę potrzebną by to zmienić. Dzięki temu nie muszę już rozpamietywac przeszłości.
Nie, to nie gorycz. Mój przykład podałam dlatego ,ze uważam ,ze zachowałam się wtedy jak egoistka. A mój mąż nie skonsultował tej decyzji zapewne z kobieta z która mieszkał. Z tego co wiem to ta kobieta odwiozła sama te rzeczy.
Nino się zgodziła ale pytanie ,czy teraz jej to odpowiada ,czy nie. Mam wrażenie ,ze nie. Stad moje zaskoczenie ,ze mąż donosi nowe rzeczy

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości