Dziękuję. Nie tańczę.

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9055
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Nirwanna » 15 cze 2020, 11:48

Ukasz pisze:
15 cze 2020, 7:59
A ja widzę to dokładnie przeciwnie. Jest w tym konsekwencja: pragnienie bliskości z mężem. Umiejętność korzystania z takiej, jak jest. Karmienie tym miłości małżeńskiej. Odsunięcie poczucia skrzywdzenia. I jednocześnie stawanie w prawdzie i to z panowaniem nad emocjami.
Mężowi zostawiłaś bardzo jasne przesłanie: kochasz go, umiesz cieszyć się bliskością z nim i potrafisz nazwać swoją krzywdę. Co on z tym zrobi, to już jego odpowiedzialność.
Uciesz się tym, jak wiele się nauczyłaś, jak pięknie potrafisz kochać.
Ja to z kolei widzę przeciwnie.
Miłość jest możliwa tylko w wolności. Tj. po etapie odwieszenia się. Daję siebie bo chcę, a nie dlatego że muszę. I nie odbieram wtedy tego jako krzywdy.
Póki co ja widzę Nino wciąż w uzależnieniu emocjonalnym, np. tu:
Nino pisze:
15 cze 2020, 9:45
Jednak nie potrafie zaprzestac.
Z zewnątrz dwie podobne sytuacje mogą się wydawać tożsame.
Różni je jednak intencja wewnętrzna i sposób przeżywania, i jest to diametralna różnica.
Tak właśnie różnicie się w tym przypadku Ty, Ukaszu, i Ty, Nino.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Triste
Posty: 378
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Triste » 15 cze 2020, 12:31

Dokładnie tak Nirwanno, ja nie umiałam tego tak idealnie ubrać w słowa ale widzę dokładnie te same różnice.
Nino moim zdaniem robisz coś (nie do końca z własnej potrzeby) lecz dla efektu.
Brak efektu = twoja złość.
Takie Twoje zachowanie (pójście do łózka z mężem a w następstwie brak jakiegokolwiek jego działania) opisujesz tutaj nie pierwszy raz.
Dlatego tym razem tak mi się to rzuciło w oczy - że znów masz żal o to samo.

Powiem Ci że ja również zostałam tak potraktowana przez męża. Ale zgodziłam się na to jeden jedyny raz.
I postawiłam sobie granicę że więcej tak nie postąpię.

Lawendowa
Posty: 3770
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Lawendowa » 15 cze 2020, 12:53

tata999 pisze:
15 cze 2020, 10:16
Mądry facet.
Tata999,
mógłbyś nieco rozwinąć swoją wypowiedź? W tak lakonicznej formie nie bardzo wiadomo co masz na myśli, a gdybologia zbyt dobrym kierunkiem nie jest.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Caliope
Posty: 426
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Caliope » 15 cze 2020, 14:29

Z jednego punktu widzenia to dobrze że jest nawiązanie bliskości z mężem, ale w kryzysie można ponieść wysoką cenę. Mój mąż chciał współżyć w styczniu, ale było tylko dwa razy, bo później kilka razy mi odmówił, bo podchodziłam z emocjami (A da się inaczej?). Bardzo mnie tym upokorzył i więcej już nie inicjowałam. Po odmowach i wiedzy że nie kocha, zamknęłam się na tego typu potrzeby, boli poczucie bycia przedmiotem.

Sarah
Posty: 125
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Sarah » 15 cze 2020, 15:01

Nino, jeśli mimo wszystko potrafisz czerpać przyjemność z seksu z mężem, to bardzo dobrze, jesteś tu moim zdaniem wygrana. W końcu kto, jak nie Ty, ma prawo do jego seksualności? Ale jeśli robisz to też po to, żeby go znowu przywiązać do siebie, to moim zdaniem nie jest dobra droga.
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

Sarah
Posty: 125
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Sarah » 15 cze 2020, 16:12

Ukasz pisze:
15 cze 2020, 7:59
A ja widzę to dokładnie przeciwnie. Jest w tym konsekwencja: pragnienie bliskości z mężem. Umiejętność korzystania z takiej, jak jest. Karmienie tym miłości małżeńskiej. Odsunięcie poczucia skrzywdzenia. I jednocześnie stawanie w prawdzie i to z panowaniem nad emocjami.
Ukasz... Tyle pięknych, wzniosłych słów, na pewno masz tu wiele racji. Ale uwierz: kobiety też mają potrzeby seksualne, po prostu, tylko i aż tyle. Wiem, że to nadal temat tabu, zwłaszcza na katolickim forum. Karmienie miłości małżeńskiej jest oczywiście ważne, ale zwykła, ludzka potrzeba zaspokojenia napięcia też ;)
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

Ukasz

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Ukasz » 15 cze 2020, 23:19

Nino pisze:
14 cze 2020, 23:02
W ostatnim czasie spedzilam z mezem dwie noce.
W kwestii podjetej przez niego decyzji: bez zmian.
Nie tlumaczy.
Napiety jak wazka.
Mimo to bliskosc z nim przynosi mi ukojenie.
Dzis w samochodzie wylalo mi sie na temat jego zachowania wobec nas. Mowilam bez unoszenia glosu.
Milczal. Byc moze tym wylaniem przypieczetowalam jeszcze bardziej jego decyzje, ale mialam dosc.
Triste pisze:
15 cze 2020, 12:31
Brak efektu = twoja złość.
Nie widzę złości ani w zachowaniu Nino, ani w jej słowach tutaj. Zaopiekowała swoje potrzeby. I noce z mężem, i powiedzenie mu swoich uczuć dało ukojenie, pokrzepiło. Co w tym złego?
Nirwanna pisze:
15 cze 2020, 11:48
Miłość jest możliwa tylko w wolności. Tj. po etapie odwieszenia się. [...] Póki co ja widzę Nino wciąż w uzależnieniu emocjonalnym,
W pełni się zgadzam, że bez wolności nie ma miłości. Tylko nie wierzę w pełną wolność i w pełną miłość. Ja przynajmniej zawsze jestem i będę w drodze w tym kierunku. I czasem mam wrażenie, że ze słusznego kierunku pod tytułem "odwieszania się" robi się tu trochę bożka. Na czym ma polegać całkowite odwieszenie? Brak tęsknoty? Brak potrzeby bliskości? Obojętność? Niechęć? Ja żonie nie ślubowałem pełnego odwieszenia, lecz miłość. Mieści się w tym i tęsknota, i gorące pragnienie bycia razem, i ból rozstania, i pociąg fizyczny. Możecie to nazwać jakimś uzależnieniem emocjonalnym. Ja przez to rozumiem co innego, co dobrze znam z własnego doświadczenia: przekonanie, że nie jestem w stanie żyć bez tej osoby, gotowość do zrobienia wszystkiego, byle nie być odrzuconym. Nie mam teraz czasu przypominania sobie całego wątku, ale jeśli dobrze pamiętam, Nino nie trzyma męża, nie błaga o powrót, daje sobie radę, gdy jest sama. Tylko wtedy, gdy widzi jakąś szansę, jakiś ruch męża w swoją stronę, to go nie odrzuca.
Nirwanna pisze:
15 cze 2020, 11:48
Daję siebie bo chcę, a nie dlatego że muszę. I nie odbieram wtedy tego jako krzywdy.
A gdzie widzicie poczucie krzywdy u Nino? Czy czuje się skrzywdzona tym spotkaniem, tym przeżytym wspólnie czasem? Czy tym, że wypowiedziała spokojnie swój ból i po prostu została wysłuchana?
Nino pisze:
15 cze 2020, 9:45
Jednak nie potrafie zaprzestac.
Nino, żebyśmy nie gubili się w domysłach, sprecyzuj proszę, czego nie potrafisz przestać. Ja zrozumiałem to tak, że chodzi o dawanie mężowi szans na otworzenie się.

Nino
Posty: 390
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Nino » 16 cze 2020, 10:14

Intymne spotkania z mezem przynosza mi ulge i ukojenie. Jest to w pierwszej kolejnosci zaspokojenie moich potrzeb bliskosci i kontaktu fizycznego. Nie zmuszam meza do tego. Ciesze sie, ze sa wtedy chwile, kiedy "normalnie" rozmawiamy, zjadamy razem posilek i sluchamy dobrej muzyki. Sprawia mi radosc takie wydarzenie. Zrodlem bolu jest pozniejszy powrot meza do stanu izolacji. Nie ukrywam ze zywie nadzieje, iz takie bliskie spotkanie z mezem skruszy nieco mury jego twierdzy i zasieje w nim ziarno checi powrotu, jednak nie robie tego bo musze ani dla wywolania efektu.
Robie to w poczuciu wolnosci i tez ryzyka ze poczuje sie potem zraniona powrotem meza do emocjonalnej separacji.
Nie potrafie zaprzestac szukania okazji, aby takie spotkanie sprowokowac. To mialam na mysli. Byc moze strzelam sobie w ten sposob w kolano. To jednak okazjonalne spotkania!
Rowniez uwazam, ze nie jestem do konca odwieszona, jednak od ponad roku zyje sama i radze sobie najlepiej. jak potrafie w danym momencie. Nie przestaje modlic sie za nas i mam swiadomosc koniecznosci pracy nad soba i konsekwentnego kontynuowania jej.
Maz powiedxial ze nie jest w zwiazku i ze w ogole nie chce byc w zadnej relacji. Zakladam ze tak jest, ale mam w pamieci punkt z listy Zerty, aby prztjmowac za prawde mniej niz 50 procent tego co mowi.
Spotkania z nim (nie tylko intymne, ale rwniez np. dwa spacery po lesie, ktore nam sie przydarzyly) sprawiaja, ze nabieram dalszych sil do trwania w tym malzenstwie, pomimo bolesnego odrzucenia a chwilami jest naprawde bardzo trudno. Pozew do sadu biskupiego mam napisany.

Nino
Posty: 390
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Nino » 16 cze 2020, 10:22

Tata, czy moglbys wyjasnic co miales na mysli w swoim zwiezlym komentarzu?

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: tata999 » 16 cze 2020, 12:20

Nino pisze:
16 cze 2020, 10:22
Tata, czy moglbys wyjasnic co miales na mysli w swoim zwiezlym komentarzu?
Czy szukasz u innych potwierdzenia wspaniałości swojego męża? Wyraziłem dla niego podziw, zwięźle.

Sarah
Posty: 125
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Sarah » 16 cze 2020, 13:11

tata999 pisze:
16 cze 2020, 12:20
Wyraziłem dla niego podziw, zwięźle.
Hm, ale dlaczego? Raczej jego postępowanie (opisane przez Nino) nie wydaje się godne podziwu?
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

s zona
Posty: 2766
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: s zona » 16 cze 2020, 15:03

Sarah pisze:
16 cze 2020, 13:11
tata999 pisze:
16 cze 2020, 12:20
Wyraziłem dla niego podziw, zwięźle.
Hm, ale dlaczego? Raczej jego postępowanie (opisane przez Nino) nie wydaje się godne podziwu?
Tato 999,
nie bardzo rozumiem - konkretnie- gdybys zechcial wyjasnic,za co podziwiasz meza Niny ..

Dla mnie to slabe jest .. zerwal wiez z dziecmi, raniac ich uczucia .. Nie czuje potrzeby nawiazac ..

Chociaz wspierajac finansowo ... moze na tym polega meska odpowiedzialnosc za rodzine .. bo skoro placi ...
Ale co z reszta ...
Czy tylko na tym polega meska odpowiedzialnosc za rodzine :o ..

Gdybys, znalazl czas, prosze- wyjasnic jak to wyglada z meskiej strony .... wydaje mi sie ,ze to moze dotyczyc nie tylko Nino ...
Pogody Ducha .

PS Nino ,a moze jezykiem milosci Twojego meza sa dobre przyslugi i w ten sposob to okazuje ...

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: tata999 » 16 cze 2020, 15:20

Sarah pisze:
16 cze 2020, 13:11
tata999 pisze:
16 cze 2020, 12:20
Wyraziłem dla niego podziw, zwięźle.
Hm, ale dlaczego? Raczej jego postępowanie (opisane przez Nino) nie wydaje się godne podziwu?
Co w tym postępowaniu oceniasz jako niegodne podziwu?

Napiszę uzasadnienie swojej oceny w wolnej chwili (chyba jutro).

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: tata999 » 17 cze 2020, 14:18

Sarah pisze:
16 cze 2020, 13:11
tata999 pisze:
16 cze 2020, 12:20
Wyraziłem dla niego podziw, zwięźle.
Hm, ale dlaczego? Raczej jego postępowanie (opisane przez Nino) nie wydaje się godne podziwu?
s zona pisze:
16 cze 2020, 15:03
Tato 999,
nie bardzo rozumiem - konkretnie- gdybys zechcial wyjasnic,za co podziwiasz meza Niny ..
Nino pisze:
16 cze 2020, 10:22
Tata, czy moglbys wyjasnic co miales na mysli w swoim zwiezlym komentarzu?
Lawendowa pisze:
15 cze 2020, 12:53
Tata999,
mógłbyś nieco rozwinąć swoją wypowiedź? W tak lakonicznej formie nie bardzo wiadomo co masz na myśli, a gdybologia zbyt dobrym kierunkiem nie jest.
Z tego, co wyczytałem z opisów, to fakty (skąpe, jak na ilość wypowiedzi) o mężu są takie:
1) Dba o kontakt z Nino, spotyka się i sypia z nią. Nie zerwał kontaktu.
2) "Ma duże poczucie obowiązku, więc pod pewnymi względami jest bardzo fair. W maju, i może też w czerwcu, poniósł cały ciężar finansowy. Opłaty oraz pieniądze dla mnie i córki na życie. " Jeśli się nie mylę, to zmienił swoje plany na prośbę Nino i zamieszkał wspólnie w czasie pandemii: "(...) powrót na czas pandemii, aby pomóc nam finansowo, jednak: zdecydował się na ten gest w naszym kierunku i doceniam to."
3) Odpiera ataki "gdy źle o nim mówiłam i rozkładałam na czynniki jego trudny charakter (...) Mam niejako wyniesioną z domu skłonność do oceniania i wartościowania osób i zdarzeń. (...) Tak też czyniłam względem męża. Wiedziałam lepiej co czuje i co myśli, a im bardziej on nie dawał wyrazu temu, co czuje i myśli: tym bardziej ja się domyślałam i "wiedziałam"...". "cała rodzina pragnie, abym się wreszcie rozwiodła".
4) Zmaga się z obrazem "takiego ojca", którego dorosłe dzieci miałyby nie cieszyć się z obecności w domu. viewtopic.php?f=10&t=3067&p=237049#p237053 Niestety, nie ma odpowiedzi Nino na pytanie Wiedźmina skąd taki obraz. Nie zerwał z nimi kontaktu. Twierdzi, że " dzieci mają do niego telefon, mogą zadzwonić."
5) "Tymczasem mąż wyprowadził się i z "ukochanego domku"." Zostawił żonie i dzieciom. Sam mieszka bez luksusu w mieszkaniu u kogoś "bezkosztowo" lub najmuje.
6) Pracuje na utrzymanie rodziny i siebie. Nie poddaje się nałogom typu alkohol i rozpaczy.
7) Z własnej inicjatywy zabrał Nino do sanktuarium.
8) "maz mieszka sam oraz: ze nie stworzyl zwiazku, ze wyrazil wole, by wrocic do domu, choc zmiana okolicznosci zawodowych pociagnela zmiane jego decyzji, gdy widze, jak pomaga nam finansowo, nie uchyla sie przed tym, kiedy popiera pewne moje plany dotyczace domku i dzialki".

Wydaje mi się, że przyjął do serca sycharowską radę, żeby zadbał o siebie i odwiesił od żony. Miał fundowany niezrozumiały rollercoster (wytrącanie z równowagi), którego mógł nie znieść i od którego postanowił się odciąć. W izolacji może przepracowywać kolejne problemy, naprawiać siebie i związek. Nie wchodzi w konflikty, nie rzuca kłód pod nogi, troszczy się na ile to jest możliwe. Nie spełnia wszystkich roszczeń, zachcianek, oczekiwań, czyli jest zwykłym człowiekiem, bez mocy bożych, których skąpiłby najbliższym mu osobom. "Jest napięty jak ważka" zapewne dlatego, że mu zależy, a grunt po którym stąpa jest zaminowany. Na dłuższą wypowiedź nie mam czasu.
Triste pisze:
15 cze 2020, 6:02
Spędzasz noc z mężem a podświadomie liczysz że mąż zmieni zdanie co do rozwodu a kiedy jego postawa jest bez zmian wylewasz na niego pretensje.
Moim zdaniem to są 2 niezależne kwestie. Sex z mężem w katolicyźmie to nic złego. Nie wietrzę podstępu. Nie umniejszam, bo niby nic nie ugrała. Obojgu było dobrze i to wspaniale. Niech doceniają, że na tej płaszczyźnie potrafią coś zbudować, łączą i się cieszą. Jednocześnie można mieć pretensje, że inne obszary małżeństwa kuleją. Oczywiście to tylko indywidualna opinia i nie trzeba się z nią zgadzać. Mogę się mylić.
Triste pisze:
15 cze 2020, 12:31
Powiem Ci że ja również zostałam tak potraktowana przez męża. Ale zgodziłam się na to jeden jedyny raz.
I postawiłam sobie granicę że więcej tak nie postąpię.
Co masz na myśli przez użycie zwrotu "tak potraktowana"? Jak oceniasz swoją decyzję, "że więcej tak nie postąpię" z perspektywy czasu? Jak to się ma do 2 nocy z mężem u Nino?
Caliope pisze:
15 cze 2020, 14:29
(...) później kilka razy mi odmówił, bo podchodziłam z emocjami (A da się inaczej?). Bardzo mnie tym upokorzył i więcej już nie inicjowałam. Po odmowach i wiedzy że nie kocha, zamknęłam się na tego typu potrzeby, boli poczucie bycia przedmiotem.
Czy zrobiłaś coś z tym, że dowiedziałaś się uzasadnienia, że odmówił, bo podchodziłaś z emocjami? Czy jedynie zamknęłaś się w sobie, bez poszukiwania (być może wspólnie) innych rozwiązań?
Nino pisze:
16 cze 2020, 10:14
Spotkania z nim (nie tylko intymne, ale rwniez np. dwa spacery po lesie, ktore nam sie przydarzyly) sprawiaja, ze nabieram dalszych sil do trwania w tym malzenstwie, pomimo bolesnego odrzucenia a chwilami jest naprawde bardzo trudno.
To jest bardzo dobra puenta również dla mojej wypowiedzi.

Caliope
Posty: 426
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Caliope » 17 cze 2020, 17:13

tata999 pisze:
17 cze 2020, 14:18
Caliope pisze:
15 cze 2020, 14:29
(...) później kilka razy mi odmówił, bo podchodziłam z emocjami (A da się inaczej?). Bardzo mnie tym upokorzył i więcej już nie inicjowałam. Po odmowach i wiedzy że nie kocha, zamknęłam się na tego typu potrzeby, boli poczucie bycia przedmiotem.
Czy zrobiłaś coś z tym, że dowiedziałaś się uzasadnienia, że odmówił, bo podchodziłaś z emocjami? Czy jedynie zamknęłaś się w sobie, bez poszukiwania (być może wspólnie) innych rozwiązań ?
Tata999, to było w styczniu ,wtedy mówił że on nic nie chce naprawiać.Żebym nie myślała że dzięki temu coś się ruszy, on nic i tak do mnie nie czuje i woli tego nie robić. Bardzo zabolało, nie czuję się kobietą, bardziej jak mężczyzna, bo najprawdopodobniej to ja będę podejmowała znów inicjatywę, albo nigdy już nic nie będzie między nami.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości