Sytuacja beznadziejna

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Lenka
Posty: 88
Rejestracja: 27 lip 2017, 11:12
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Sytuacja beznadziejna

Post autor: Lenka » 31 lip 2017, 18:31

Witajcie,
Czytam to forum od kilku miesięcy i nie natknęłam się na sytuację podobną do mojej, dlatego postanowiłam się w końcu odezwać. Podziwiam Waszą siłę, wytrwałość oraz ogromne pokłady wiary i nadziei w ratowaniu swoich małżeństw. Bardzo mi pomogliście w najcięższych chwilach, dziękuję Wam bardzo. Nie wiem tylko, czy ja mam na tyle siły, by dalej walczyć.
Z mężem jesteśmy małżeństwem ponad 10 lat i niestety pomimo wielu lat leczenia nie mamy dzieci. Nie będę opisywać początków naszego kryzysu, bo mam świadomość, że przyczyniłam się do niego i jak wszędzie,tak i w naszym małżeństwie zabrakło przede wszystkim Pana Boga. Zła komunikacja, rutyna, niepotrzebne dyskusje z naprawdę błahych powodów powodowały, że odsuwaliśmy się od siebie. Zaczęłam się wtedy modlić o poprawę naszych relacji i jestem przekonana, że wiele zaczęło się zmieniać na lepsze. A może tylko ja tak to widziałam, może to we mnie te zmiany zaczęły zachodzić. Zresztą wtedy uważałam nasze małżeństwo za całkiem niezłe, a nasze problemy mogliśmy rozwiązać kilkoma rozmowami i niewielką zmianą nawyków. No ale stało się.
Rok temu, gdy w końcu okryliśmy przyczynę braku potomstwa mój mąż po powrocie z pracy poinformował mnie, że już mnie nie kocha i nie chce ze mną dłużej być, że nic już nie czuje. Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. To nie był ten sam człowiek. Te zimne, ciemne, obce oczy i taka wroga postawa - do dzisiaj mnie to prześladuje. Nie pomagały prośby, rozmowy, płacz. Powtarzał w kółko "ale ja już nic nie czuję", "tutaj już nic dobrego nie będzie", chociaż jeszcze tydzień wcześniej wszystko wydawało się być w porządku. Oczywiście zaprzeczał, gdy pytałam, czy kogoś ma. Tydzień później okazało się, że jest ku temu przyczyna i nawet ma swoje imię, a w kolejnym tygodniu, że kochanka jest w ciąży. Myślę, że nie muszę pisać jak mnie to dobiło. Jakie szanse, że wybierze żonę, skoro po drugiej stronie jest dziecko na które czekał tyle lat?
Uciekłam w modlitwę, oddałam wszystko Jezusowi. Gdyby nie praca i "siły z góry", nie wiem jak podniosłabym się z łóżka.
Liczne rozmowy ze mną, z rodziną i wieloma innymi osobami spowodowały, że mąż postanowił zostać, chociaż im bliżej było porodu, tym częściej mówił, że nie wie jeszcze co zrobi. Kowalska oczywiście nie potrafiła uszanować ani sakramentu małżeństwa ani jego decyzji: szantażowała usunięciem ciąży, robiła ciągłe wyrzuty, a on wspierał, pocieszał, dawał nadzieję, że jakoś wszystko się ułoży.
W tym czasie twierdził, że nie chce odchodzić, ale też nie podejmował żadnych rozmów na nasz temat. Ja oczywiście byłam pełna żalu, bólu, pretensji. Próbowałam rozmawiać, przekonywać, wg niego tylko psułam, zamiast naprawiać.
Gdy dziecko się urodziło zupełnie oszalał na jego punkcie. Teraz już wprost mówi, że chce być z nimi, że tam jest ciągle myślami, a tutaj i tak nic się nie zmieni. Nie mam już siły, czuję, że moje rozmowy z nim, to jak rzucanie grochem o ścianę. Więc biorąc pod uwagę propozycje z książki "Miłość ...", postanowiłam napisać list. Tłumaczyłam m.in., że dziecko nie jest problemem, bo może mieć z nim kontakt, że poza zniszczeniem małżeństwa odbiera mi również szanse na zostanie matką, że nadal go kocham i chcę ratować nasze małżeństwo, ale nic na siłę. Może odejść jeśli chce. I teraz pojawiły się wątpliwości, czy taki list mu dać. Czy będzie mu to na rękę, odbierze to jako pozwolenie (chociaż i tak zrobi co będzie chciał), czy może uzyskam w nim jakąś iskierkę zwątpienia, że popełnia błąd. A może lepiej czegoś nie pisać lub właśnie coś konkretnego napisać.
Zaczynam już tracić nadzieję. Proszę, poradźcie, co zrobić?
"Jezu, ufam Tobie - Ty się tym zajmij"

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8952
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: Nirwanna » 01 sie 2017, 6:55

Witaj, Lenko, u nas na forum :-)
Skoro czytasz już nas jakiś czas, to pewnie kilkakrotnie już czytałaś apele o dyskrecję. To ważne, aby w necie chronić prywatność swoją i bliskich, i warto do tego podejść odpowiedzialnie.
Za chwilę na pewno odezwą się sycharki ze wsparciem, ja zwrócę uwagę tylko na jedno, rzuciło mi się to w oczy.
Piszesz, że dałoby się naprawić Wasze małżeństwo po kilku rozmowach i po zmianie kilku nawyków. Hm, problem wg mnie jest trochę głębszy, bo po ludzku może być tak jak piszesz, ale po Bożemu, to oboje macie bożki przed Panem Bogiem. Tym "bożkiem" jest dla Was dziecko. Zapewne bardziej to widać u Twojego męża, ale i Ty się temu przyjrzyj u siebie. Rozumiem oczywiście ogromną Twoją potrzebę macierzyństwa, to bardzo naturalne. Jednakowoż... po prostu się temu przyjrzyj. Prawdopodobnie łatwiej przyjdzie Ci wtedy zaakceptować sytuację, w jakiej znaleźliście się jako małżeństwo. A wtedy łatwiej przychodzi szukanie dróg wyjścia w kryzysu :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Lenka
Posty: 88
Rejestracja: 27 lip 2017, 11:12
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: Lenka » 01 sie 2017, 11:11

Witaj Nirwanna :)
Pisząc, że nasze małżeństwo dałoby się naprawić kilkoma rozmowami miałam na myśli sytuację przed zdradą. Teraz sytuacja jest strasznie skomplikowana.
To prawda, byłam skupiona na naszych staraniach, oczywiście był to również czas mojej intensywnej modlitwy, również w intencji poprawy małżeńskich relacji. Dziecko było najważniejsze, ale dla kogo nie jest, jeśli sie pragnie mieć dzieci, a czas w miejscu nie stoi.
Natomiast nie da się nie zauważyć, że dla mojego męża dziecko pozamałżenskie jest teraz na pierwszym miejscu. Nie ma szans na żadną rozmowę dotycząca nas.
"Jezu, ufam Tobie - Ty się tym zajmij"

mare1966
Posty: 1345
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: mare1966 » 01 sie 2017, 21:47

Cóż , małżeństwo jest takie , jacy ludzie je tworzą
i na czym je budują .
Tak "po światowemu" to wszystko jakoś "zrozumiałe" i finał nie zaskakuje .
Jakie wartości takie postępowanie .
Opętania tutaj bym się nie dopatrywał .

Nie sądzę jednak aby mąż zaznał spokoju sumienia .

Lenka
Posty: 88
Rejestracja: 27 lip 2017, 11:12
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: Lenka » 07 sie 2017, 13:44

mare1966 chyba zbyt łatwo oceniasz, ale częściowo zgadzam się z tobą.
Niestety, ze świecą szukać osób, które zakładając rodzinę myślą tylko o tym, żeby to Pan Bóg był na pierwszym miejscu. Każdy martwi się o pracę, o zdrowie, o rodzinę i szuka pomocy tam, gdzie może. Każdy pragnie wieść spokojne życie, każdy chce być kochany, szczęśliwy. I niestety w codziennych trudach, a może przyjemnościach, to co naprawdę ważne umyka.
To my tutaj, po swoich przeżyciach szukamy pomocy Boskiej, bo po prostu nie mamy wpływu na zachowania i decyzje bliskich nam osób. Szczególnie w tak tragicznych dla nas momentach.
Ja póki co postanowiłam wstrzymać się z listem. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale myślę, że Kowalska sama zmusi męża do podjęcia jakiejś decyzji. Widzę jak mój mąż bardzo się męczy, jak bardzo jest przez nią naciskany i nie może zdecydować się na żaden krok szczególnie, że jego rodzina bardzo krytykuje to, co robi. A ponieważ wybiera się do niej jutro, to chyba niedługo wszystko się wyjaśni.
"Jezu, ufam Tobie - Ty się tym zajmij"

Lenka
Posty: 88
Rejestracja: 27 lip 2017, 11:12
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: Lenka » 07 sie 2017, 14:47

Mam również pytanie do Panów posiadających dzieci. Czy pojawienie się dziecka w Waszych rodzinach sprawiło, że wszystko inne przestało dla Was istnieć? Czy uczucia do żony (matki dziecka) wzrosły? Bo jak sobie wytłumaczyć zachowanie męża? Mówi, że gdyby nie było dziecka, to bez problemu odszedłby od Kowalskiej, ale dziecko jest, potrzebuje obojga rodziców do prawidłowego rozwoju, miłości, dobrego wychowania itd. Matka dziecka jest i będzie dla niego ważna, bo w końcu urodziła mu dziecko. Czy to tylko sposób na pomniejszenie wyrzutów sumienia i wmówienie sobie, że podejmuje dobrą decyzję?
"Jezu, ufam Tobie - Ty się tym zajmij"

Unicorn2
Posty: 373
Rejestracja: 05 mar 2017, 14:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: Unicorn2 » 07 sie 2017, 18:40

Lenka kowalska przywróciła Twojemu męźowi wiarę w siebie.Facet który myśli źe nie moźe mieć dzieci czuje się gorszy od innych.
Ona jest teraz kobietą która uczyniła z niego prawdziwego faceta , kwestie moralne myśle źe są na drugim planie.
Świat się zmienia nikogo to juź nie dziwi , idzie postęp .Myśle źe niedługo kosciół ugnie się pod naporem postępu.
Chciałbym napisać Ci coś pocieszającego ale wydaje mi się źe tak jak u mnie zostaje tylko modlitwa.

Simon

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: Simon » 08 sie 2017, 9:45

Lenko, to bardzo ciężka sytuacja i tak jak pisze unicorn2 pozostaje tylko modlitwa. Sam wiem, jak to jest nie mieć dzieci. Jest to potężna sprawa i bardzo ciężko wymagać od faceta, by pozostał z kobietą która nie dała mu dziecka, gdy ma już dziecko z inną. Właściwie ciężko tu napisać że "będzie dobrze", chociaż oczywiście Bóg może wszystko.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8952
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: Nirwanna » 08 sie 2017, 14:16

Simon, sytuacja jest trudna, ale przysięga małżeńska obowiązuje w każdej sytuacji, nawet jeśli jest mu ciężko. Wiesz, w takiej sytuacji taki facet może czuć się usprawiedliwiony że ma dziecko, musi je wychować... tylko, że porzucenie żony która mu nie dała dziecka, jest traktowaniem tej żony jako przedmiot. Nie spełniła oczekiwań - no to precz. Zobacz że są też wypowiadane słowa "co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela". Dziecko jest człowiekiem, czyż nie? Więc ono też dzielić nie powinno.
Przy czym nie neguję tego, że takiemu mężczyźnie może być niewiarygodnie ciężko dokonać wyboru. Ale wymagać dobrego wyboru - już trzeba.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Lenka
Posty: 88
Rejestracja: 27 lip 2017, 11:12
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: Lenka » 08 sie 2017, 15:18

Simon, rozumiem, że jest ciężko mojemu mężowi, chociaż on już dokonał wyboru. Ale jest dokładnie tak, jak pisze Nirwanna. Dzieckiem usprawiedliwia teraz wszystko, choć wg mnie to świetny pretekst na to, aby być z Kowalską. Ostatnio stwierdził, że lekarz i tak nie dawał nam szansy, mimo, że był tylko na pierwszej rozmowie, a z ostatnimi wynikami jechałam już sama, bo rzekomo był na szkoleniu. Na pytanie, dlaczego odbiera mi szanse na macierzyństwo słyszę, że nic mi nie odbiera, bo i tak by się nie udało. Trudno, takie życie - stwierdził. A szansa aby się udało była ogromna. I to właśnie jest takie trudne, bo związek z Kowalską ją przekreślił.
Dzisiaj oznajmił mi, że jedzie do niej i wraca w czwartek, bo ma wyjazd służbowy. Odpowiedziałam, że nie zgadzam się na to, aby jeździł tam, nocował, migdalił się, a tutaj zachowywał się jak w hotelu, gdzie może przenocować pomiędzy wyjazdami praca - kochanka. Jeśli chce, to może pojechać rano i wrócić wieczorem. Powiedziałam, że to jego decyzja. Jeśli pojedzie i zamierza zostać, to chcę, aby zostawił klucze do mieszkania i wrócić może jedynie po rzeczy. Przesadziłam? Pewnie tak, ale nie mam już siły. Nie wiem tylko co zrobię, jak zostawi klucze, pojedzie i zapuka w czwartek.
"Jezu, ufam Tobie - Ty się tym zajmij"

bosa
Posty: 342
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: bosa » 09 sie 2017, 9:40

.....Żeby sobie utrudnić odpowiedź, pytanie pierwsze przeformułujmy następująco: Czy
w przypadku, kiedy małżeństwo sakramentalne jest bezdzietne, współmałżonek (mąż albo
żona) mający nieślubne dziecko ma moralne prawo, ze względu na dobro dziecka, pozo
-
stać w związku niesakramentalnym z jego współrodzicem?
Otóż nie ma takiego prawa
.
Bo nie godzi się osoby, której ślubowało się dozgonną miłość, porzucać tak jakby była już
tylko jakąś niepotrzebną rzeczą.
Ale nieślubne dziecko też jest osobą! I to szczególnie bezbronną i potrzebującą opieki!
Oczywiście. Jednak nie powinno się nigdy zdradzać współmałżonka, nie powinno się mieć
nieślubnych dzieci. Owszem, ponieważ to dziecko jednak już jest, rozumie się samo przez
się, że powinno się je przyjąć z miłością.
Czy jednak okazywanie miłości dziecku poprzez
jeszcze głębsze podeptanie miłości małżeńskiej, jaką się ślubowało, jest właściwym
sposobem okazywania mu miłości?
Wypowiedzi publikowane na stronach Wspólnoty
Trudnych Małżeństw SYCHAR pełne są rzetelnych poszukiwań takiej miłości okazywanej
dziecku nieślubnemu, która daje się pogodzić z odbudową sakramentalnego małżeństwa
jego ojca lub matki.
Co do pytania trzeciego, wydaje się, że ani nie jest to pytanie retoryczne, ani też nie
jest ono niesłusznym przyczepianiem się do Kościoła. Swoją oficjalną naukę na ten temat
Kościół głosi bez wykrętów i bez rozmiękczania – jak chociażby w cytowanej tu wypowiedzi
Katechizmu Kościoła Katolickiego
. Wydaje się jednak, że również gorący katolicy – a nawet
ci księża, którzy pragną ściśle trzymać się nauki Kościoła – niekiedy ulegają, zazwyczaj bez-
wiednie, duchowi tego świata i nie mają odwagi podtrzymywać nadziei na odbudowanie
sakramentalnego małżeństwa w sytuacjach szczególnie beznadziejnych.
Na pewno warto czasem o tym pomyśleć. Na pewno warto wziąć pod uwagę, że może
właśnie ja powinienem wyznać: „mówię bom
smutny i sam pełen winy”.
o. prof. Jacek Salij OP
Szukającym drogi
, miesięcznik „W drodze”, nr 9/2011
http://miesiecznik.wdrodze.pl/index.php ... jXSMNJGv91
Teksty o. Jacka Salija OP dotyczące małżeństwa znajdują się m.in. na stronie internetowej
naszej wspólnoty:
http://www.ojacek.sychar.org....

To cytat z sycharowej broszury.
Kocham Cię Panie, i jedyna łaska o jaką Cię proszę ,to kochać Cię wiecznie.. św.Jan Maria Vianney

Lenka
Posty: 88
Rejestracja: 27 lip 2017, 11:12
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: Lenka » 12 sie 2017, 13:09

O mój Jezu, czemu to wszystko jest takie trudne, czemu tak bardzo boli ...
"Jezu, ufam Tobie - Ty się tym zajmij"

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: jacek-sychar » 12 sie 2017, 13:13

Tak, Lenko. Jest to trudne i boli. Boli tym bardziej, im bardziej byliśmy blisko osoby, która nas krzywdzi. A kto może być bliżej, niż współmałżonek?

Lenka
Posty: 88
Rejestracja: 27 lip 2017, 11:12
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: Lenka » 12 sie 2017, 16:15

Wiesz Jacku, zawsze uważałam męża za dobrego człowieka i nigdy wcześniej nie przyszłoby mi przez myśl, że może zrobić coś takiego i to w takim momencie naszego leczenia. Teraz nie umiem sobie tego poukładać, trudno mi się pozbierać.
Modlę się ciągle, ale coraz częściej nachodzą mnie myśli, czy to ma jakiś sens? Tyle lat modliłam się o łaskę potomstwa, zamawiałam msze-w ostatniej uczestniczyliśmy oboje 3 tygodnie przed zdradą, byliśmy u spowiedzi i Komunii Św. Modliły się również inne osoby z rodziny, znajomi i nic, a tam pierwszy dobry cykl wystarczył (o czym oboje wiedzieli, nawet rozmawiali o tym co będzie, jak się pocznie dziecko).
Pewnie Pan Bóg ma jakiś swój plan dla mnie, ale w tym momencie nie rozumiem Jego działań. Teraz mój mąż mówi, że już nie chce mnie więcej ranić, wiec odchodzi (chociaż nie chce się wyprowadzić), że to Pan Bóg pobłogosławił go tym dzieckiem, że lepiej mi będzie samej, że bez niego będę szczęśliwsza. Wie, że zostaję całkiem sama: rodzice daleko, rodzeństwo tez. A skoro i tak już mnie zranił ...

Często pojawiają sie tutaj porady, aby szukać bliskości Boga. Proszę, napiszcie jak to budowanie bliskich relacji z Panem Bogiem u Was wyglądało-jesli oczywiście nie jest to zbyt osobiste. Proszę również o modlitwę.
"Jezu, ufam Tobie - Ty się tym zajmij"

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Sytuacja beznadziejna

Post autor: jacek-sychar » 12 sie 2017, 16:22

Lenka
Napiszę Ci o swoim szukaniu bliskości z Bogiem.
Po roku walki z sytuacją, sobą, i z czym tam jeszcze można sobie wyobrazić, zacząłem codziennie chodzić na Mszę św. I to był ten element, który pozwolił mi na odbicie się od mojego dna. Nie było to jedno zdarzenie, ale ciąg prowadzący ku górze. Miałem już motywacje do dalszego życia.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot], Paprotka i 8 gości