podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Kocham Prawdę
Posty: 4
Rejestracja: 06 kwie 2020, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Post autor: Kocham Prawdę » 06 kwie 2020, 14:46

Witam serdecznie.

Jestem już psychicznie wyczerpana i fizycznie też.
Mąż ma podejrzenie schizofrenii, ale nie chce sie leczyć, nie chce iść do lekarza, odmawia.
Słyszy głosy, które mówią mu co ma robić, ma ciągle teorie spiskowe, nie rozumie co się do niego mówi, twierdzi, że ja jestem chora psychicznie ( od lat) i z tego powodu opuścił naszą sypialnię. Chce w ten sposób zmusić mnie do leczenia psychiatrycznego, choć ja jestem zdrowa ( mam wykonany szereg badań przez psychiatrę, opinie psychologa biegłego, bo już to wykonałam).
W przeszłości była przemoc fizyczna, teraz jest dręczenie psychiczne pt. że ja jestem chora, wikłanie w to nasze dziecko, które też już nie dźwiga sytuacji w domu.
No i to zerwanie węzła małżeńskiego, opuszczenie sypialni bez powodu i wmawianie mi i dziecku kłamstwa.

Dramatycznych sytuacji w moim życiu z powodu męża były tysiące... Nie wystarczyłoby tygodnia bym tu opisała to wszystko.

O co proszę ? Nie wiem... O wsparcie, o modlitwę ? O kontakt kogoś kto przeżywa/przeżywał podobną traumę ?

Al la
Posty: 2420
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Post autor: Al la » 06 kwie 2020, 22:17

Witaj, Kocham Prawdę, na naszym forum.
Rozumiem Twoją trudną sytuację, dobrze, że szukasz pomocy dla siebie i Twojej rodziny.
Twoja historia jest szczególna, mam nadzieję, że znajdziesz tu, na forum wsparcie i odpowiedzi na pytania Cię dręczące.
Pozdrawiam Cię serdecznie, wspieram modlitwą.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

klopot_16
Posty: 47
Rejestracja: 16 sie 2017, 21:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Post autor: klopot_16 » 07 kwie 2020, 8:02

Witaj. Mój mąż ma zdiagnozowaną schizofrenię i leczy się od ponad pięciu lat. Początkowo też posądzał mnie i wszystkich innych o chorobę, a siebie uważał za zdrowego, tylko opętanego. Doszedł do takiego momentu, że już nie mógł wytrzymać z głosami, które słyszał i zgodził się na leczenie. Po pierwszym pobycie w szpitalu wydawało się, że będzie lepiej, przestał słyszeć głosy. Wyszedł z diagnozą: psychoza dysocjacyjna. Brał leki i dużo spał. Niestety lekarze zmienili mu leki na antydepresyjne i choroba wróciła ze zdwojoną siłą. Wtedy już nie było wątpliwości, że to schizofrenia. Mąż przyjmuje leki, ale nie ma poczucia choroby. Uważa, że ma problem duchowy. Nie ma praktycznie remisji, cały czas słyszy głosy. Jest ciężko, ale da się żyć. Życzę Ci dużo sił.

Kocham Prawdę
Posty: 4
Rejestracja: 06 kwie 2020, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Post autor: Kocham Prawdę » 07 kwie 2020, 11:14

klopot_16 pisze:
07 kwie 2020, 8:02
Witaj. Mój mąż ma zdiagnozowaną schizofrenię i leczy się od ponad pięciu lat. Początkowo też posądzał mnie i wszystkich innych o chorobę, a siebie uważał za zdrowego, tylko opętanego. Doszedł do takiego momentu, że już nie mógł wytrzymać z głosami, które słyszał i zgodził się na leczenie. Po pierwszym pobycie w szpitalu wydawało się, że będzie lepiej, przestał słyszeć głosy. Wyszedł z diagnozą: psychoza dysocjacyjna. Brał leki i dużo spał. Niestety lekarze zmienili mu leki na antydepresyjne i choroba wróciła ze zdwojoną siłą. Wtedy już nie było wątpliwości, że to schizofrenia. Mąż przyjmuje leki, ale nie ma poczucia choroby. Uważa, że ma problem duchowy. Nie ma praktycznie remisji, cały czas słyszy głosy. Jest ciężko, ale da się żyć. Życzę Ci dużo sił.
Dziękuję ...
widzisz, ale Twój mąż się jednak leczy. Mój odmawia i ja boję się albo wylewu, albo popadnięcia w chorobę psychiczną. Awantury sa nadal, teraz ta nieszczęsna korona i jesteśmy na siebie skazani. Czuję się potwornie samotna. W domu znieczulica. Gdy po awanturze ze strony męża ciśnienie zwyżkuje na maxa, muszę zbijać lekiem , potem leżę, nogi do góry i to jest na ich oczach, nikt nawet nie spyta jak się czuję, czy podać mi łyk wody. Kiedyś sie zadławiłam i się dusiłam, na oczach męża, krzyczałam o pomoc, mąż stał obok, patrzył i nie zrobił nic by mi pomóc ...

s zona
Posty: 3283
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Post autor: s zona » 07 kwie 2020, 17:37

Kocham Prawdę pisze:
06 kwie 2020, 14:46


O co proszę ? Nie wiem... O wsparcie, o modlitwę ? O kontakt kogoś kto przeżywa/przeżywał podobną traumę ?
Kocham Prawde ,
ciezkie to musi byc .. osobiscie ominely mnie takie doswiadczenia .. ale niemal 2 lata pisala tutaj jedna z Sycharek - Angela . chyba podobne doswiadczenia do Twoich ... moze cos Ci pomoze takie spojrzenie ..viewtopic.php?t=273.

Ze swojej strony obiecuje modlitwe :)

ps osobiscie zaluje, ze Angela nie pisze juz tutaj ..brakuje mi jej madrych, wywazonych postow ...
Ma Ktos z nas jakis kontakt , myslalam jak daje sobe rade ....

Minu
Posty: 78
Rejestracja: 14 wrz 2019, 17:21
Płeć: Kobieta

Re: podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Post autor: Minu » 07 kwie 2020, 17:59

Kocham Prawdę...
bardzo mi przykro z powodu Twojej sytuacji i szczerze Ci współczuję...chodź mam świadomość,że zamiast współczucia wolałabyś jakąś konstruktywną pomoc, radę...na pewno i taką tutaj otrzymasz.
Ja ze swojej strony wspieram dobrym słowem i modlitwą. W chwilach największej słabości oddawaj wszystko Maryi i nie walcz z tym...po prostu to oddawaj...z czasem będzie lepiej i znajdą się rozwiązania.
Ściskam mocno i życzę dużo wytrwałości!

Wyrzucona
Posty: 98
Rejestracja: 20 mar 2020, 12:13
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Post autor: Wyrzucona » 07 kwie 2020, 19:39

Witaj,
Akurat moja siostra ma schizofrenię, choruje od wielu lat. Przeszliśmy z nią naprawdę wiele jako rodzina (zrozumie tylko ten kto to przeżył) oczywiście nie chciała się leczyć ale to chyba standard w tej chorobie, dokładnie wiem co przeżywasz. U nas tak się to skończyło że nic nie pomagało żadne namowy, prośby, grozby, do momentu aż sama doszła do takiego etapu że w końcu się poddała i dała się zawieżć do szpitala. Powiem Ci na pocieszenie że odkąd się leczy jest zupełnie inna. Teraz sama się dziwi sobie jak ona mogła tak długo nie chcieć się leczyć i takie głupoty gadać. Funkcjonuje całkiem ok, mieszka sama, skończyła studia językowe z wyróżnieniem (to ponoć bardzo zdolni ludzie) i daje radę. Rozumiem że największym problemem jest nakłonić kogoś do leczenia i tu za bardzo nie wiem co Ci poradzić ale to jedyny sposób. Wydaje mi się że warto poszukać dobrego psychiatry i samemu przejść się pogadać o mężu, może coś doradzi jak go namówić. W skrajnych przypadkach są możliwości zmuszenia kogoś do leczenia ale to najlepiej lekarz wyjaśni. Wiem że są też stowarzyszenia chorych na tę chorobę może tam coś poradzą może mają jakieś grupy wsparcia. Jestem daleka od radzenia komuś czegoś ale jesli będzie tak jak w przypadku mojej siostry to mąż potem będzie ci wdzięczny jak już zacznie się leczyć, minie trochę czasu no i potem trzeba mocno pilnować żeby brać leki.
wszystkiego dobrego

Kocham Prawdę
Posty: 4
Rejestracja: 06 kwie 2020, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Post autor: Kocham Prawdę » 08 kwie 2020, 4:48

Minu, dziękuję za wsparcie ..
Wyrzucona, dziękuję za wiadomość.
Wiem, że leczenie cuda może uczynić i da się wtedy żyć z chorobą. Wszystko wiem.
Ale co z tego, skoro mąż zaprzecza i mi wmawia ciągle chorobę. Próbowałam już wszystkiego, rozmawiałam z psychiatrami, adwokatem, księżmi, byłam też parę lat w stowarzyszeniu pomagającym chorym na schizofrenię. Pamiętam, że jeden chory mówił mi, że jeśli mąż nie podejmie leczenia to mnie wykończy. I tak się teraz dzieje, a jak wtedy opowiadałam o objawach- był pewien , że to schizofrenia - sam ją miał.
Wyrzucona - piszesz grupy wsparcia, psychiatrzy - ja to wszystko wiem. Ale co z tego - przecież nic nie działa. Mój mąż o dziwo chciał pójść ze mną do psychiatry, niby dowiedzieć się jak ja się czuję ( ten lekarz wówczas chciał się mężowi przyjrzeć- podejrzewa schizofrenię u niego - miał być to taki fortel), ale przecież i tak nikt nas teraz nie przyjmie. Zresztą taki fortel, też nie wiem czy to dobre.
Adwokat doradził złożenie wniosku do ośrodka pomocy o przymusowe badanie męża z uwagi na przemoc itp, itd ( 1,5 roku temu mąż " zafundował" mi 5-dniowy pobyt w ciężkim psychiatryku, gdzie przeżyłam traumę swego życia - wpadł w szał, gdyż uroił sobie, że chcę się zabić, rzucał mną o ścianę, a gdy przyjechała policja i pogotowie , które wezwał - oni nie uwierzyli w moje dokumenty medyczne, że jestem zdrowa, tylko siłą mnie zabrali do psychiatryka, gdzie spędziłam w tym koszmarze 5 dni i dopiero sąd mnie uwolnił. Wierzycie, że coś takiego jest możliwe w Polsce??. Adwokat dziwiła się, że nic z tym nie zrobiłam wówczas, nie poszłam na prokuraturę, wówczas miałby przymusowe badania. Ale - mój ówczesny adwokat - człowiek głęboko wierzący i "nie wierzący" w rozwody, nie pochylił się nad moją traumą i nie doradził takiego rozwiązania. Może uznał, że muszę cierpieć - bo taka moja rola ).

Ale powiem tak - nie mam już siły na włóczenie się po urzędach. Wczoraj przeprowadziłam ostateczną rozmowę z mężem. On żąda rozwodu - choć, co ciekawe, ja w jego głosie wyczuwam, że on tego nie chce, poza tym wiem, że jestem miłością jego życia i w okresach, gdy bywał spokojny, "nosił mnie na rękach" i dałby mi gwiazdkę z nieba.
Jednak powiedział ( bez przekonania i w emocjach), że tylko rozwód i koniec. Ja powiedziałam ok, potem trochę byłam w emocjach i powiedziałam pewnie za dużo o swoim żalu. Puenta jest taka, że dziś się wyprowadzam i załatwiam podział majątku. Gdy zaczęłam się pakować, mąż zagrodził mi drogę i powiedział, że nigdzie nie pojadę, bo jest korona. Ciekawe było to co powiedział dalej - mój psychiatra mówi, że bardzo jest istotne to w jaki sposób mąż mówi, gdy wygaduje tzw. herezje, brednie. Czy żartuje, czy jest poważny. Jeśli wygłaszając swoje opinie, np. o tym, że jakieś głosy mówią co ma robić i on to robi , wygłasza je w tonie serio, poważnym, to jest to prawdopodobnie schizofrenia. Otóż ja zakończyłam dyskusję z mężem słowami : " I tak się wyprowadzę, nie możesz mi tego zabronić, bo ja nie jestem Twoją własnością". Mąż odpowiedział, mega poważnym tonem : "Jesteś moją własnością".

To tyle. W sobotę Wielka Sobota i moje urodziny ( choć urodziłam się w Wielkanoc), i w ogóle święta, spędzę je poza domem, w rozłące z synem. Nigdy nie myślałam, że w moim życiu dojdzie aż do takiej traumy.
Myślę, że przez te 20 lat życia z mężem, czuję, że od początku to już była schizofrenia, za dużo z siebie dawałam, nie stawiałam granic, nie wywalczyłam jego leczenia, choć już 10 lat temu księżą mi sugerowali separację. Ja tego nigdy nie zrobiłam. Nawet jak się wyprowadzałam po różnych traumach, to wracałam po 2-3 dniach, bo tęskniłam za synem.
Teraz ten rozwód i to w czasach korony, nic prawie nie działa. Jestem uwięziona.
Proszę o modlitwę.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9343
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Post autor: Nirwanna » 08 kwie 2020, 8:11

Kocham Prawdę,odniosę się tylko do dwóch fragmentów:
Kocham Prawdę pisze:
08 kwie 2020, 4:48
Wierzycie, że coś takiego jest możliwe w Polsce??. Adwokat dziwiła się, że nic z tym nie zrobiłam wówczas, nie poszłam na prokuraturę, wówczas miałby przymusowe badania. Ale - mój ówczesny adwokat - człowiek głęboko wierzący i "nie wierzący" w rozwody, nie pochylił się nad moją traumą i nie doradził takiego rozwiązania. Może uznał, że muszę cierpieć - bo taka moja rola ).
Kocham Prawdę pisze:
08 kwie 2020, 4:48
Myślę, że przez te 20 lat życia z mężem, czuję, że od początku to już była schizofrenia, za dużo z siebie dawałam, nie stawiałam granic, nie wywalczyłam jego leczenia, choć już 10 lat temu księżą mi sugerowali separację. Ja tego nigdy nie zrobiłam. Nawet jak się wyprowadzałam po różnych traumach, to wracałam po 2-3 dniach, bo tęskniłam za synem.
Teraz ten rozwód i to w czasach korony, nic prawie nie działa. Jestem uwięziona.
Rzeczywiście, przeżyłaś bardzo trudną sytuację, mówię o tym pobycie w szpitalu. Jednak o tyle mnie to nie dziwi, że faktycznie po wielu latach życia z osobą chorą a nieleczącą się, tak na pierwszy rzut oka bardziej chora wydaje się osoba faktycznie zdrowa, tylko po prostu bezsilna.
Do tego stopnia bezsilna, że jedynym wyjściem wydaje jej się samobójstwo. Takie przypadki też znam. To tak ku przestrodze.

Przyznam, że nie do końca rozumiem korelację tej sytuacji, czyli zgłoszenie przemocy na prokuraturę, które mogło zaskutkować przymusowymi badaniami męża, a adwokatem, który "nie wierzył w rozwody" i odradził to. Przecież to są dwie różne rzeczy, jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

Podobnie teraz - nigdy nie zdecydowałaś się na separację, a teraz nagle wyjściem wydaje Ci się rozwód. Dlaczego jednak nie separacja?
O co chodzi?

I jeszcze jedno - czy korzystałaś z jakiejkolwiek pomocy dla osób doznających przemocy?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Kocham Prawdę
Posty: 4
Rejestracja: 06 kwie 2020, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Post autor: Kocham Prawdę » 08 kwie 2020, 9:44

Nirwanna,
Zaznaczę, że ja na pierwszy rzut oka nie wydawałam się chora, absolutnie, byłam po prostu zdenerwowana gdy wpada do domu pięciu chłopa i zaczyna trzymać stronę mojego- bardzo sugestywnego męża i sprawce przemocy, zamiast mojej, gdzie byłam rzucana o ścianę, mąż kneblował mi usta gdy wzywałam pomocy, aż w końcu przybiegł do nas sąsiad. i wtedy pokazałam dokumenty o moim zdrowiu psychicznym a potem wobec policji i ratowników medycznych.
Jestem bezsilna, ale nie myślę o samobójstwie. Coś Ci się mój wizerunek trochę rozjechał chyba. I nie potrzebuję przestróg.

Otóż kwestia zgłoszenia na prokuraturę miała wielki sens po moim uwolnieniu ze szpitala. Skoro mąż złożył fałszywe zeznania na policji, że ja chcę się zabić i zafundował mi piekło w psychiatryku, to ja po wyjściu z niego mogłam wówczas podać go na prokuraturę i wówczas zostałby przebadany i wszystko zostałoby wyjaśnione. Ale niestety - adwokat , akurat z Domowego Kościołą nie uznawał rozwodów i w ogóle mi o tym nie powiedział, a uważam, że powinien. Wtedy miałabym sprawę jasną o stanie psychicznym męża i to był najlepszy moment na jego zbadanie. Ale zbyt doktrynalni prawnicy patrzą czasem na reguły a nie na dobro człowieka i to jest nienormalne. Zasada- musisz pozostać w małżeństwie - do końca, bita, dręczona psychicznie , byleby do końca Waszych dni jest po prostu chora i okrutna ! Źle wówczas trafiłam, trzeba było sobie szukać prawnika spoza kościoła.

Nigdy nie zdecydowałam się na separację, fakt. Ale teraz mąż zdecydował się na rozwód. To jego decyzja i tyle.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9343
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Post autor: Nirwanna » 15 kwie 2020, 11:42

Kocham Prawdę pisze:
08 kwie 2020, 9:44
Nirwanna,
Zaznaczę, że ja na pierwszy rzut oka nie wydawałam się chora, absolutnie, byłam po prostu zdenerwowana gdy wpada do domu pięciu chłopa i zaczyna trzymać stronę mojego- bardzo sugestywnego męża i sprawce przemocy, zamiast mojej, gdzie byłam rzucana o ścianę, mąż kneblował mi usta gdy wzywałam pomocy, aż w końcu przybiegł do nas sąsiad. i wtedy pokazałam dokumenty o moim zdrowiu psychicznym a potem wobec policji i ratowników medycznych.
Jestem bezsilna, ale nie myślę o samobójstwie. Coś Ci się mój wizerunek trochę rozjechał chyba. I nie potrzebuję przestróg.
KochamPrawdę, staram się nie tworzyć sobie niczyich wizerunków, również Twojego. Staram się dawać informacje zwrotne na podstawie tego, co czytam. A czytam, że - sama to napisałaś - Twój mąż był bardzo sugestywny. Dla niespecjalisty (policjantów - w tamtym przypadku) taka sugestywność będzie przekonująca, i na jej podstawie będą podejmować decyzje.

Cieszę się, że nie myślisz o samobójstwie, i mam nadzieję, że nigdy do tego etapu nie dojdziesz.
Tym niemniej znam takie przypadki, więc się tą wiedzą dzielę. Skoro nie potrzebujesz przestróg - ok.
Może ta wiedza przyda się komuś, kto tylko czyta forum, nie umiejąc podzielić się swoją historią.

Zasygnalizuję Ci tylko pewna rzecz:
Kocham Prawdę pisze:
08 kwie 2020, 9:44
Ale niestety - adwokat , akurat z Domowego Kościołą nie uznawał rozwodów i w ogóle mi o tym nie powiedział, a uważam, że powinien. Wtedy miałabym sprawę jasną o stanie psychicznym męża i to był najlepszy moment na jego zbadanie. Ale zbyt doktrynalni prawnicy patrzą czasem na reguły a nie na dobro człowieka i to jest nienormalne. Zasada- musisz pozostać w małżeństwie - do końca, bita, dręczona psychicznie , byleby do końca Waszych dni jest po prostu chora i okrutna ! Źle wówczas trafiłam, trzeba było sobie szukać prawnika spoza kościoła.
Nie wiem oczywiście, jaki był wówczas stan prawny, ale jeśli istniała już wówczas instytucja separacji, to właśnie o niej powinien Ci powiedzieć.
Patrząc na zachowanie tego konkretnego adwokata, ja bym nie szła w drugą skrajność, czyli w usługi prawnika spoza kościoła, tylko starała się znaleźć prawnika wierzącego, który jednocześnie nie jest wyłącznie legalistą i umie realnie ocenić sytuację.

Tego Ci bardzo życzę - dobrych, Bożych ludzi na Twojej drodze, którzy pomogą w dobrych, rozumnych, solidnie rozeznanych decyzjach.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Monti
Posty: 736
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: podejrzenie schizofrenii u Męża, nie daję rady ...

Post autor: Monti » 15 kwie 2020, 12:16

KochamPrawdę, to co piszesz o swoim prawniku, to typowy przykład tego, co czym pisał ks. Tischner, że pobożność jest ważna, ale rozumu nie zastąpi. Uważam, że w Twojej sytuacji separacja była optymalnym rozwiązaniem. Pozwalanie na krzywdę sprzeciwia się przykazaniu miłości, które odnosi się także do nas samych.
"Niczego się nie wyrzekać, do niczego się nie przywiązywać"
Anthony de Mello

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 14 gości