Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Sarah
Posty: 211
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Sarah » 16 gru 2020, 12:04

Firletko, właśnie zastanawiałam się co u Ciebie, dobrze, że napisałaś.
Współczuję sytuacji.
Niestety ten niby zwrot w w postępowaniu męża i jego pytanie o to czy "możecie spróbować" ma zapewne związek z tym, że, jak piszesz, kochanka kopnęła go w... Może po tym, jak pokazałaś jej mężowi ich rozmowy. Nie wie, co ze sobą zrobić, więc zwraca się do Ciebie. Poza tym, z tego co piszesz, zachowuję się fatalnie i nic nie wskazuje na jego zmianę. Trochę on mi przypomina mojego męża, z tym, że mój ma dodatkowo z kochanką dziecko i mieszka z nią teraz. Poza tym też zachowuje się okropnie, również próbuje manipulować naszym dzieckiem, do tego stopnia, że w odpowiedzi na pozew wskazał go jako świadka, który pewnie w jego zamyśle ma zeznawać w sądzie przeciwko mnie... W ogóle w odpowiedzi na pozew wylał na mnie pomyje, a nawet... wnioskował o uznanie mnie za winną rozpadu małżeństwa (!). Wiem, że to raczej standard w takich sprawach, ale wydaje mi się to kuriozalne. Jednocześnie też szuka ze mną kontaktu - zablokowałam go na jednym komunikatorze, to znalazł mnie na drugim. Pisze, że chciałby się ze mną porozumieć, że przecież byliśmy tacy sobie bliscy, że może jeszcze nie wszystko stracone :cry: Rozumiem o co mu chodzi - też nie wie, co ze sobą zrobić, kochanka to osoba właściwie z patologii, biedna jak mysz kościelna, więc bardzo pogorszył się jego status społeczny i ekonomiczny. A z drugiej strony nie przeszkadza mu to w "szczuciu" na mnie w sądzie (była już jedna rozprawa). Czasami myślę, że on ma może schizofrenię czy inne rozdwojenie jaźni. Nie ukrywam, że też czasami wkrada się w moje serce jakaś wątpliwość, nawet były momenty, że było mi go trochę żal. Pojawiały się też myśli, że może jednak z nim byłoby mi wygodniej i łatwiej, tym bardziej, że nie mam teraz pracy i jakoś nie mogę nic znaleźć. Ale takie myśli trwają tylko chwilę, bo z drugiej strony mam pewność, że gdybym wróciła do życia z nim, to byłby mój koniec, upadek :cry: I tak naprawdę wiem, że nie mogę tego zrobić, bo, tak jak piszesz, chcę mieć szacunek dla siebie i być szczęśliwa , a z nim to niemożliwe.
Wiem, że u Ciebie sytuacja jest trochę inna, bo przynajmniej Ciebie mąż nie "uszczęśliwił" dzieckiem z kochanką. Jednak mimo wszystko, uważaj na siebie i nie daj się zwieść i zmanipulować... z tego, co piszesz traktuje Cię bardzo źle. Nie namawiam oczywiście do rozwodu, choć uznałam, że dla mnie to jedyna droga, bo nie ma już powrotu do życia we dwoje po tym wszystkim co mi zrobił.
Życzę Ci pogody ducha, mimo wszystko.
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

Firletka
Posty: 217
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 16 gru 2020, 14:52

Caliope:dziękuję
Sarah: ja mogę skopiować Twoja wypowiedz i wstawić jako swoją... On używa identycznych argumentów... "chciałby się ze mną porozumieć, że przecież byliśmy tacy sobie bliscy, że może jeszcze nie wszystko stracone" Identycznie... A za chwilę wyzwiska...
Też myślę, że mój jeszcze mąż ma chorobę psychiczną. Nikt normalny sie tak nie zachowuje.. Chyba jakies okruchy moralności, skrupolow. Powinien mieć...
Sarah.. Jak sobie radzisz bez pracy? Masz alimenty?

sajmon123
Posty: 313
Rejestracja: 16 lis 2020, 22:57
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: sajmon123 » 16 gru 2020, 19:48

Firletka pisze:
16 gru 2020, 14:52
Caliope:dziękuję
Sarah: ja mogę skopiować Twoja wypowiedz i wstawić jako swoją... On używa identycznych argumentów... "chciałby się ze mną porozumieć, że przecież byliśmy tacy sobie bliscy, że może jeszcze nie wszystko stracone" Identycznie... A za chwilę wyzwiska...
Też myślę, że mój jeszcze mąż ma chorobę psychiczną. Nikt normalny sie tak nie zachowuje.. Chyba jakies okruchy moralności, skrupolow. Powinien mieć...
Sarah.. Jak sobie radzisz bez pracy? Masz alimenty?
Mam pytanie. Czy kiedyś, nie wiem, może nie na początku, ale w trakcie małżeństwa Wasi mężowie przejawiali do Was chociaż odrobinę agresji słownej? Np podczas kłótni, potrafili powiedzieć a Ty jesteś taka i owaka? Czy zmieniło się to dopiero podczas kryzysu? Pytam tak z ciekawości, bo wydaje mi się, że człowiek nie robi się od razu taki podły z nienawiści. Ja mam wiele żalu do mojej mamy, że nie okazywała mi uczuc, że piła, że wyzywała, wysniewala, wyrzucała z domu. Był okres, że jej nienawidziłem wręcz. Jednak nigdy, przenigdy nawet w myślach jej nie wyzwałem, nigdy nie powiedziałem o niej "stara" tylko zawsze mama. Nie wiem czy to nie zależy po prostu od człowieka, albo być może właśnie taki cios jak rozpadające się małżeństwo (nawet jeśli mąż odchodzi do innej to myślę że on ma wyrzuty sumienia) działa tak a nie inaczej. Wiele ludzi zmienia się diametralnie po jakichs wypadkach, traumach. Jeśli to co myślę ma miejsce, to uważam, że większość z tych małżeństw dałoby się uratować poprzez rzetelna indywidualna terapię. Ludzi z traum się leczy. Przed leczeniem zachowują się irracjonalnie a po wracają silniejsi. Chciałbym, żeby doszło kiedyś do tego, by dzieci w szkole miały obowiązkowe, regularne wizyty u psychologa, by w dorosłym życiu nie bali się sięgać po porady specjalistów i wiedziały, że to co niekiedy wydaje nam się czarno białe ma kolory tenczy. Żeby jako dorośli wiedzieli, że rzadko jest taki problem, którego nie idzie rozwiązać.

Pavel
Posty: 3804
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Pavel » 16 gru 2020, 19:52

Oczywiście współczuję.
Nie wiem natomiast skąd przekonanie, że rozwód spowoduje, że mąż zniknie z twego życia.

Na koniec ze swojego doświadczenia.
Moja żona nie wróciła, bo nagle zrozumiała, że jednak mnie kocha czy inne tego typu bzdury.
Dostała kopa od życia i kowalskiego. Jej wizja szczęścia nie przetrwała zderzenia z betonową ścianą o nazwie proza życia.
Nie było skruchy ani szczerości, ani zadośćuczynienia.
Postanowiła jednak spróbować, oboje byliśmy pełni obaw. Ona pewnie nawet bardziej, ja bowiem już wtedy dość solidnie stałem na nogach i uznałem, że niewiele ryzykuję.
Dopiero z czasem zaczęła powoli rozumieć co, gdzie, jak i dlaczego. Na jakim jest teraz etapie - nawet nie wiem, to nie moja odpowiedzialność, ale jesteśmy 4,5 roku po jej powrocie i ma to ręce i nogi.

Wiem więc, że z takiej niby bezsensownej pozycji można wystartować i może mieć to sens.

Oczywiście warto jakieś bazowe wymagania postawić: ja powiedziałem wyraźnie, że nie chcę takiego małżeństwa jak przed kryzysem oraz, że nie chcę manekina tylko żonę, więc jeśli nie chce próbować się jak żona zachowywać, to ja w to nie wchodzę.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Ruta
Posty: 1615
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Ruta » 16 gru 2020, 19:56

Firletko,
jest to jedno z możliwych rozwiązań - rozwód. I jedno z tych, które w naszych czasach najszybciej przychodzą, gdy próbujemy chronić się przed przemocą i krzywdą ze strony męża czy żony.

Jest jeszcze inne rozwiązanie - odseparowanie się od małżonka, który jest w kryzysie oraz w razie potrzeby uregulowanie tej sytuacji prawnie, poprzez wystąpienie o seprację.

Rozwiązanie pierwsze podpowiada "świat". Obiecując między innymni: ustanie przemocy, spokój i szczęście. Ze spełnieniem tych obietnic bywa różnie - zdarza się, że przemoc po rozwodzie nie ustaje, ale się nasila. Z niezrozumiałych dla mnie powodów coraz częściej nie zakłada się wtedy nawet niebieskiej karty. Czy po rozwodzie osiąga się spokój i szczęście - to zależy od wielu różnych rzeczy. Często od tego w jaki sposób układa się dalsze życie, czy przepracowuje się swoje problemy, czy odnajduje się i rozwija swoją relację z Bogiem. Rzecz w tym, że po to, by zrobić te rzeczy wcale nie trzeba rozwodu.
Jest jeszcze kwestia szczęścia takiego świeckiego, w postaci wejścia w kolejną relację po rozwodzie. Zwykle zabieramy w nią swoje nieprzepracowane problemy i choć "nowy partner" ma być inny, z czasem problemy w relacji okazują się "te same". Zdarza się, że wszystko układa się dobrze - i relacja jest harmonijna i po ludzku daje satysfakcję, jednak zamyka to drogę do życia w stanie Łaski Uświęcającej i Sakramnetów. Oraz drogę do nawrócenia i zbawienia.

Rozwód ma jeszcze jeden aspekt - odpowiedzialności za małżonka i złożoną mu przysięgę. Nie chciałabym, by mój mąż gdy wejdę w kryzys, porzucił mnie i zostawił, uznając, że ma mnie dość i nie może ze mną wytrzymać. W zasadzie można stwierdzić, że mąż tak zrobił - przecież się ode mnie wyprowadził. Jednak ja widzę to tak - mój mąż jest w kryzysie i to co robi, a co jest destrukcją, jest efektem tego kryzysu. Siostra Anna Bałchan powiedziała kiedyś bardzo mocne, ale bardzo prawdziwe słowa - jeśli w coś wdepniesz, nie stajesz się tym w co wdepnąłeś. Warto widzieć w małżonku, tym pogrążonym w krysie, który w coś wdepnął - człowieka. A nie to, w co wdepnął. Nałóg kiedyś także o tym pisał - by oddzielać człowieka od jego nałogu. Porzucanie małżonka w kryzysie wydaje mi się łamaniem przysięgi. Czymś nie w porządku. Natomiast nie oznacza to zgody na przemoc, czy nawet wspólnego życia. Czasem najpierw potrzebna jest izolacja i wyjście z własnego kryzysu, stanięcie na nogi. Stanięcie z Bogiem. Wtedy można dopiero zacząć myśleć, jak pomóc małżonkowe w jego kryzsie. To nie egoizm, to zdrowy rozsądek.

Długo tego nie rozumiałam. Ale w końcu zrozumiałam - i moje relacje z mężem bardzo się poprawiły. Trudno mieć dobrą relację z kimś, kto nie traktuje cię jak człowieka. A zwykle dopóki nie zaczniemy nad sobą w kryzysie małżeńskim pracować tak postrzegamy małżonka, który pogrążą się w kryzysie. Wiele razy pisałam, że mój mąż zrobił ze mnie (tak wewnętrznie w sobie) potwora. To prawda. Prawda jest jednak taka, że ja (choć możliwe, że w mniejszym stopniu) zaraeagowałam podobnie. I choć widziałam w moim mężu wiele dobrych rzeczy, choć skrytych za fasadą kryzysu, to reagowałam w relacji z nim tylko na to, co było fasadą. Odkąd reaguję na to co w głębi - mam relację także z tym co w głębi. Bywa, że to tylko rwące się w rękach niteczki - mój mąż mi jeszcze nie ufa. I ja go rozumiem. Prawda jest też taka, że choć z całego serca starałam się uratowac męża, to sama nie bardzo umiejąc pływać, też się szarpałam i oboje ściągaliśmy się nawzajem pod wodę.

To co podpowiada Sychar - praca nad sobą zamiast nad małżonkiem, izolacja w razie przemocy, by się przed nią chronić, wierność małżonkowi, także gdy jest on w kryzysie jest możliwa, daje radość i szczęście i tworzy szansę na naprawę relacji między małżonkami, nawet gdy są one bardzo trudne, lub gdy ostatnią (choć bardzo mocną przecież) więzią, jest więź sakramentalna.

Nie neguję twojego pomysłu. Każdy ma prawo do własnego wyboru. Choć zawsze mi tak wewnętrznie przykro, gdy ktoś dokonuje wyboru niezgodnego z Ewnagelią. Dlatego, że w życiu parę razy takich wyborów dokonałam. I bardzo mocno za każdym razem się poraniłam. Czasem także inne osoby. Czasem naprawdę bardzo dotkliwie. Na tyle, by zacząć się takich wyborów obawiać.

Gdy pogłębiłam swoje życie religijne i duchowe i więcej rozumiem sercem, obawiam się łamania przykazań także z innych przyczyn.

Nie oznacza to, że trzeba natychmiast myśl o rozwodzie porzucić. Wręcz przeciwnie - sądzę, że warto ją w sobie zatrzymać, dokładnie przemyśleć, przemodlić. Jak trudno o szczerą rozmowę z Bogiem, a tak bywa, to posiedzieć z nią, tą myślą, na Adoracji.

Sarah
Posty: 211
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Sarah » 16 gru 2020, 20:02

Firletka - mąż coś tam płaci, choć niedużo. Teraz kilka dni temu była rozprawa poświęcona właśnie zabezpieczeniu czyli alimentom na czas procesu, ale jeszcze nie ma postanowienia sądu, ma przyjść pocztą. Obawiam się, że zasądzą mało i będzie triumfował i śmiał mi się w twarz...Gdyby nie pomoc rodziny byłabym w bardzo złej sytuacji.
Tak, ja też czuję niestety głównie obrzydzenie :cry: Chociaż wieczorem przed rozprawą, kiedy zaczął do mnie słać rzewne smsy, trochę zrobiło mi się go szkoda, nie ukrywam. A następnego dnia opowiadał w sądzie, jak to jeździ z kochanką, wspólnym dzieckiem i dzieckiem kochanki z któregoś małżeństwa samochodem na dalekie spacery. Albo, że musi "dobrze odżywiać konkubinę po porodzie" :lol: To na pytanie sędzi, na co wydaje pieniądze i dlaczego tak mało płaci synowi. Przypomniałam sobie ten żal z poprzedniego dnia i poczułam się jak frajerka...
Nie wiem, może oni jednak mają jakieś wyrzuty sumienia i tak sobie racjonalizują, że to my jesteśmy złe, bo inaczej nie mogliby spoglądać w lustro? Coś takiego mówiła mi też psycholog.
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

Caliope
Posty: 1908
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Caliope » 16 gru 2020, 21:02

Firletka pisze:
16 gru 2020, 14:52
Caliope:dziękuję
Sarah: ja mogę skopiować Twoja wypowiedz i wstawić jako swoją... On używa identycznych argumentów... "chciałby się ze mną porozumieć, że przecież byliśmy tacy sobie bliscy, że może jeszcze nie wszystko stracone" Identycznie... A za chwilę wyzwiska...
Też myślę, że mój jeszcze mąż ma chorobę psychiczną. Nikt normalny sie tak nie zachowuje.. Chyba jakies okruchy moralności, skrupolow. Powinien mieć...
Sarah.. Jak sobie radzisz bez pracy? Masz alimenty?
Firletko, on ma chorobę, to alkoholizm, może obaj wasi mężowie mają ten sam problem. Nie ma co się za bardzo przejmować, kiedyś może nadejść dzień w którym mąż sięgnie dna i się odbije.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 10594
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Nirwanna » 17 gru 2020, 8:13

Firletka pisze:
16 gru 2020, 10:29
Dzień dobry, trochę czasu minęło... Znowu dużo się wydarzyło.
Wiem, powiecie nie to forum... Ale na 99% zdecydowałam się na rozwód.
Maz bardzo, bardzo zmanipulował dzieci, a, szczególnie córkę (11 lat). Przemoc psychiczną w stosunku do mnie nie osłabła, były momentu, ze się nasilała... Atmosfera w domu okropna. On jeździł do kochanki, wracał do domu, nie zamierzal i nie zamierza się wyprowadzić... koszmar.

[...]

Mam dość, chciałabym żeby on zniknął z mojego życia...
A z drugiej strony jest ten 1%... Wątpliwości... Ale.. To nie ma sensu... Prawda? MUsze mieć do SIEBIE SZACUNEK... chcę być szczęśliwa, a z nim nie będę...
Nie chce Was zapytać co ja mam robić? Ale proszę o jakiś komentarz... Kogoś z boku.
Co zrobiłaś od połowy października, aby postawić przemocy stanowcze STOP?
Pavel pisze:
16 gru 2020, 19:52
Oczywiście współczuję.
Nie wiem natomiast skąd przekonanie, że rozwód spowoduje, że mąż zniknie z twego życia.
Podpisuję się pod słowami Pavla.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Firletka
Posty: 217
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 18 gru 2020, 8:37

Czytam Wasze odpowiedzi, układam w głowie. Odezwę się.

Odpowiem tylko na pytanie Nirwany, co robiłam?
Zamilkłam. Nie odzywam się, a przynajmniej się staram... Zajęłam się swoimi sprawami.. Dużo pracuje zawodowo. Po pracy dzieci, obowiązki domowe. Staram się omijać
... Ciężko mi nawet to słowo przez gardło przechodzi... męża... szerokim łukiem. Chciałam się wyprowadzić - psycholog córki stanowczo to odradziła.

Wiecie co jest najgorsze.. On chyba jest.. chory...
O swoją zdradę oskarża mnie. Argument, bo mu się nie podobałam (bo nie chodziłam do pracy w miniowkach zakrywających tylek - ja nie żartuję, to cytat - mam prawie 40 lat). Chwilę po tych oskarżeniach, ma pretensje i płacze, bo...nie chciałam ubierać z nim choinki.... Godzinę później wyzywa mnie od najgorszych, podkreślając, że zdrada do moja wina. Obraża też moją rodzinę i znajomych...

teodora
Posty: 118
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: teodora » 18 gru 2020, 11:28

Firletko, z tego co piszesz Twój mąż jest całkowicie rozchwiany emocjonalnie. Sam sobie nie radzi ze sobą. Przyczyny mogą być różne. Alkohol, tłumione wyrzuty sumienia, strach, choroba psyhiczna... tego nie wiesz.

Na ten moment radziłabym Ci skupić się tylko i wyłącznie na obronie siebie i dzieci. Prawnie, psyhologicznie, w każdym możliwym aspekcie.

Podpisuję się pod słowami Pavla - w czym mógłby Ci pomóc rozwód? Moj ojciec jest alkoholikiem, ja tego nie pamiętam, ale mama twierdzi że dopóki byli razem było w miarę spokojnie. Przemocowcem stał sie po rozwodzie, potrafił włamywać się do domu mamy w nocy, wywlekać ją z sypialni. Robić awantury na balkonie, wyłamywać drzwi. Rozwód właściwie nie pomógł. Pomogły realne działania tamujące przemoc - wezwanie policji, izolacja. Taka jest historia z mojego dzieciństwa. Nie twierdzę, że to jedyny scenariusz, ale scenariusz możliwy.

Dodaj do tego fakt, że rozwód to doświadczenie ogromnie wyczerpujące psyhicznie, emocjonalnie. Czy tego teraz potrzebujesz? Wydaje mi się, że z tego co piszesz, rozwód w Twoim pojęciu , byłby takim jasnym sygnałem dla męża 'DOŚĆ'. Można się zastanowić jakie są inne narzędzia, żeby taki sygnał mężowi dać. Jestem pewna, że grupa wsparcia, terapia mogłyby Ci na to dać odpowiedź.

W dzisiejszych czasach przeciwdziałanie przemocy domowej, jest o wiele bardziej dostępne, niż te 30 lat temu.

Czy masz kogoś bliskiego kto wie o twojej sytuacji?
Jest taka aplikacja na telefon 'Twój parasol' dla osób dotkniętych przemocą, jest tam dużo informacji. Proszę nie zostawaj z tym sama. Nie daj się odizolować.

Twoj mąż kwalifikuje sie na terapię. Sam sobie nie poradzi, ale to on musi chcieć.

Myślę, że teraz jest czas, żeby sie skupić na przetrwaniu kryzysu. Potem będziesz miała naprawdę dużo czasu i przestrzeni, żeby sobie odpowiedzieć na pytania czego pragniesz, jak i z kim chcesz żyć.

Jeżeli chodzi o dzieci to, taką młodą osobę łatwo manipulować. Zwłaszcza że młoda dziewczynka, która staje się kobietą bardzo potrzebuje taty w tym czasie. Pamietaj jednak, że dzieci mają też oczy i rozum i są naprawdę w stanie w końcu zobaczyć i przyjąć rzeczywistość. Ja też i moja siostra obie przechodziłyśmy ten etap, że desperacko chciałyśmy wierzyć w to co mówi tata... ale to się kupy nie trzymało, co więcej jego słowa zupełnie nie pokrywały się z czynami. Było to bardzo trudne i bolesne doświadczenie, ale było to dojście do prawdy i w konsekwencji do zwrócenia sie do Boga, kiedy mialam 14 lat. Bądź blisko Boga, idź swoją drogą, twoje dzieci potrzebują jednego stałego, pewnego, mądrze, stanowczo kochajacego rodzica, nawet jesli teraz tego nie okazują,będziesz ich przystanią.

Z modlitwą za Ciebie i Twoją bardzo trudną sytuację.

Firletka
Posty: 217
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 18 gru 2020, 16:56

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Są one dla mnie bardzo ważne. Postaram się odpowiedzieć na pytania i chyba też usystematyzować sobie wiedzę w swojej głowie.

Nie jestem sama w tym wszystkim. Mam ogromne wsparcie znajomych i rodziny, co tez jest przyczyną agresji mojego męża... On jest wściekły, że ja mam znajomych on nie, jest zły, że jego koledzy i koleżanki z pracy donosili mi o jego poczynaniach... W skrocie
Przed lutym 2020 wydawałoby się sielanka, pierwsza wigilia w nowo wybudowanym domu, mąż mi wyznaje miłość każdego dnia itp. Itd.
-luty:coś zaczyna mi nie grać, odkrywam, że jeździ po pracy gdzieś, a mnie oszukuje, na początku się nie przyznaje, gdy mu pokazuje dowody - tak, jeżdżę do kolezanki POGADAĆ, przeprosiny, płacz, chęć naprawy, obiecuje, że zerwał kontakt
Mówię o tym teściowej (nie wiem co mi do głowy strzeliło)-kaze mi zaciskać zeby i nic nikomu nie mówić...,wg niej to norma, dzieje się tak w każdym domu-a ja... to robie (dziś nie mogę w to uwierzyć)
-w kwietniu odkrywam, że nie zerwał żadnego kontaktu... Znowu się nie przyznaje, później tak
-emocji mnóstwo, oznajmia, że mnie nie kocha...
Mówię o wszystkim rodzicom, przyjaciolkom. On... Jest wobec mnie agresywny... Głównie werbalnie, ale uderzył mnie też (fakt, że chciałam zabrać mu telefon). Rodzice, znajomi mówia, że jestem zastrasza... Ja nie wierzę, nie słyszę jego okropnych wyzwisk, agresji - chce jeszcze to ratowac
-mam kontakt, z jego kolegami z pracy, potwierdzają romans - "on się wypiera - to tylko koleżanka-informuje jej męża-on wie, to nie pierwszy raz... No cóż, kocha ja bardzo, zaciska zeby...
-próbujemy terapii...przychodzi covid rezygnujemy
-w maju odbieram anonim, też z jego pracy ze szczegółami opisujący co się dzieje (on twierdzi, że sama sobie go napisałam)
-agresja... raz jest... raz nie... Przeważnie jest... On nie chce zerwać z nią kontaktu... huśtawka masakryczna...
-w czerwcu podsłuchuje jego rozmowę, mówi do Kowalskiej kotku, moja kobieto, później przyznaje, że ja kocha
-znów przeprasza... A ja durna i naiwna wierzę...
-jedziemy na wakacje, jest sielanka, po powrocie zaczyna się.. Jest coraz gorzej, agresja, wyzwiska, wulgaryzmy, obleśne teksty...
-idę na terapię
-w październiku wyciera mi swoją brudna skarpetka twarz, kopie, niszczy telefon, chcąc mi go wyrwać... wzywam policję, zakładam niebieska kartę,zawiadamiam prokuraturę o znęcaniu sie (on jest mundurowym, jest wściekły). Przestaje wyzywać, ale... zaczyna się manipulacja dziećmi. Szczególnie córką...
Do tej pory nie chciał rozwodu(choć ma regularny romans i jeździ do niej regularnie) teraz zaczyna chcieć... Ale wmawia dzieciom, że to ja... Ciągle słyszę, jaka jestem zla... Matka wezwała policję, matka chce sprzedać dom.. Itp. Itd
Ani razu nie wyraża chęci wyprowadzki, wręcz przeciwnie, powiedział mi nawet, ze ożeni się i wprowadzi się z Kowalska...
-powoli wracają wyzwiska
-idę z córka do psychologa, on chodzi z nami, pod drzwiami potrafi wyzwać mnie od najgorszych, w środku... Boże zupełnie inny człowiek, gdybym w tym nie uczestniczyla to bym mu uwierzyła... Wręcz idealny mąż i tatuś
-dzieci są skolowane. Córka zachwycona jego zmiana, wyznaje mi, że się go czasem boi, ale zadowolona, że się zmienił, że chce żeby był taki jak teraz...
-znajduje jego korespondencję na messengerze (zostawił otwarty laptop) - teksty masakra - świadcza o regularnym romansie...
-jeszcze raz informuje jej męża, romans, chyba się urywa
-on dalej jest w stosunku do mnie agresywny, a dzieciom opowiada, że nie chce rozwodu...
-zaczyna mieć huśtawki nastrojów - płacz, euforia
-ja jestem cały czas w terapii. Słyszę, że jestem silną kobietą, że dostać szybko uporalam się z tym (mówi mi to terapeutka, dzielnicowy, o koleżankach nie wspomnę - wsparcie ogromne). Wierzę, że dam radę... Sama... Przewaznie słyszę, zostaw go... Mimo pandemii, zaczynam żyć dla siebie, rozwijam się, spotykam ze znajomymi oni mi mówią, że wróciła [moje imię] ze studiów, pełna radości i śmiechu...

Staram się omijać go szerokim łukiem, ale czasem na jego zaczepki reaguje... bardzo emocjonalnie. Nie widzę szans bycia z nim, uważam, że ma dziury w mózgu i deficyty z dzieciństwa (robi dokładnie to samo co jego ojciec i brat) i jest po prostu...[...].
Ostatnio zmieniony 18 gru 2020, 22:13 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: wycięte imię i mało cenzuralne określenie

Firletka
Posty: 217
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 18 gru 2020, 18:37

Sajmon, pytasz czy mąż przejawiał wcześniej agresję słowna do mnie... I nie i tak. Nie wyzywał mnie, ale przeklinał w rozmowie. Nawet dzieci skarżyły się babci, że tato przeklina i bardzo krzyczy.

Firletka
Posty: 217
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 23 gru 2020, 23:30

Błagam o modlitwę w mojej intencji, bo... chyba zwariuje.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 10594
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Nirwanna » 24 gru 2020, 6:29

Pod Twoją obronę...
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

teodora
Posty: 118
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: teodora » 24 gru 2020, 8:33

Uciekamy się święta Boża Rodzicielko..

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: agnes94 i 14 gości