Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Ukasz

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: Ukasz » 22 cze 2020, 23:06

Wyrzucona pisze:
22 cze 2020, 15:24
Pewnie powinnam mu pokazac ze nie ma racji
Nie jemu! Sobie! Zadbaj o to, żeby poczuć się dobrą, wartościową, piękną kobietą. Nie w oczach męża, nie w tym krzywym i teraz potłuczonym lustrze, tylko w rzeczywistości. Myśl o tym, jaka jesteś naprawdę, jaka jesteś przed Bogiem, bo tylko On Cię zna.

Małgorzata Małgosia
Posty: 297
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: Małgorzata Małgosia » 23 cze 2020, 9:02

Wyrzucona, a gdyby Twój mąż umarł i już nie mogłabyś przeglądać się w jego oczach, to co? Też musiałabyś umrzeć, bo nie ma tego kto Ciebie definiował? Istniałaś tylko dlatego, że mąż mówił Ci kim jesteś? Naprawdę, spróbuj wyjść z tego ciasnego pudełka. Z tego co tutaj piszesz widać, że samej będzie Ci trudno. Skorzystaj z pomocy dobrego terapeuty. Najważniejsze jest to, że nikt nie przeżyje życia za Ciebie: ani mąż, ani terapeuta, ani przyjaciele. Jesteś odpowiedzialna za własne życie i to jak je poprowadzisz. Nie Twój mąż. A Ty nieustannie kręcisz się w kółko wokół niego. To jest odpychanie odpowiedzialności, a nie tego chce Bóg. Postaraj się odnaleźć samą siebie, bo wydaje mi się, że dawno temu się zgubiłaś w ciemnym lesie. Poproś Boga o pomoc: Jezu, ratuj! Jezusie Synu Dawida ulituj się nade mną.
Zmiana myślenia, schematów w których żyło się od dzieciństwa, to długi proces. Nie spodziewaj się efektów jak na pstryknięcie palcami. Spróbuj wyłączyć magiczne myślenie i fantazjowanie o tym jak to byłoby cudownie gdyby można było cofnąć czas. Nie cofniesz. Przeszłość była minęła i teraz postaraj się wykorzystać popełnione błędy na swoją korzyść. Może Bóg chce Twojej zmiany, może dzięki temu kryzysowi masz niepowtarzalną szansę daną przez Boga, na zmianę samej siebie?
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

elena
Posty: 84
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: elena » 23 cze 2020, 9:30

Bławatek pisze:
22 cze 2020, 18:32

Ja staram się dostrzegać każdego dnia pozytywne zdarzenia i staram się myśleć o sobie pozytywnie bo przecież jestem wartościową osobą. Pamiętasz z dzieciństwa książkę o Pollyannie - ona starała się każdego dnia grać w zadowolenie.

Tu na forum często spotykałam się ze zwrotem że jesteśmy Córkami Króla. A dla Boga jesteś najważniejsza i najfajniejsza :)
Dziękuję za te słowa, potrzebowałam dziś takich właśnie słów. :)
Czasem wchodzę na forum, bo to tylko, żeby przeczytać jakaś krótką wypowiedz, która ma być drogowskazem na dany dzień.

Wczoraj widziałam reklamę jakichś tabletek na uspokojenie i uśmiechnięta pani mówiąca „Tabletki XYZ pozwoliły mi bezstresowo przejść przez rozwód” :|
Idealny środek przeciwbólowy na rozpad małżeństwa ehhh...
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

Wyrzucona
Posty: 98
Rejestracja: 20 mar 2020, 12:13
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: Wyrzucona » 23 cze 2020, 13:05

Czasem mam takie mysli co moglabym zrobic lepiej, inaczej zeby do tego nie doszlo. Kazdy ma jakies winy ja tez .Mysle sobie ze gdybym byla mniej zazdrosna o meza, nie dazyla tak do spedzania czasu razem moze on by nie czul sie taki osaczony. Moze powinnam go wiecej chwalic, mniej sie czepiac. Smutne jest to ze nie bylo mi dane poprawic swoich bledow choc bardzo chcialam i ze nie moge cofnac czasu. Mam okropny zal do siebie ze nie udalo mi sie stworzyc udanego zwiazku choc wlozylam w to cale serce. Ciagle kusi mnie by odezwac sie do meza , zaproponowac spacer choc wszyscy mowia mi ze powinnam dac sobie spokoj. Nie wiem czy to dobry pomysl czy nie potraktuje tego jak kolejnej okazji do wyrzycia sie na mnie.

elena
Posty: 84
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: elena » 23 cze 2020, 15:18

Wyrzucona pisze:
23 cze 2020, 13:05
Czasem mam takie mysli co moglabym zrobic lepiej, inaczej zeby do tego nie doszlo. Kazdy ma jakies winy ja tez .Mysle sobie ze gdybym byla mniej zazdrosna o meza, nie dazyla tak do spedzania czasu razem moze on by nie czul sie taki osaczony. Moze powinnam go wiecej chwalic, mniej sie czepiac. Smutne jest to ze nie bylo mi dane poprawic swoich bledow choc bardzo chcialam i ze nie moge cofnac czasu. Mam okropny zal do siebie ze nie udalo mi sie stworzyc udanego zwiazku choc wlozylam w to cale serce. Ciagle kusi mnie by odezwac sie do meza , zaproponowac spacer choc wszyscy mowia mi ze powinnam dac sobie spokoj. Nie wiem czy to dobry pomysl czy nie potraktuje tego jak kolejnej okazji do wyrzycia sie na mnie.
Nie zadręczaj się takim myśleniem. Ja nie dążyłam do częstego spędzania czasu razem, mąż nie był osaczony, nie byłam zazdrosna, mąż miał czas na swoje zajęcia, hobby itp. A i tak odszedł, tylko z innych powodów. Nie jesteśmy idealni, popełniamy błędy, wszyscy bez wyjątku, Twój mąż tez nie jest idealny i tez mógł włożyć całe serce w wasz związek.
Co do propozycji spaceru to sama nie wiem. Ja swojemu mężowi nie proponuje spotkań, tylko na Dzień dziecka zaproponowałam wspólne wyjście z naszym synem, zgodził się, było całkiem fajnie ;) a później poczułam większa tęsknotę po tym spotkaniu. Także nie wiem czy wspólne spacery zawsze są dobre.
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

wertor1
Posty: 79
Rejestracja: 24 lut 2017, 6:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: wertor1 » 23 cze 2020, 17:08

Wyrzucona pisze:
23 cze 2020, 13:05
Czasem mam takie mysli co moglabym zrobic lepiej, inaczej zeby do tego nie doszlo. Kazdy ma jakies winy ja tez .Mysle sobie ze gdybym byla mniej zazdrosna o meza, nie dazyla tak do spedzania czasu razem moze on by nie czul sie taki osaczony. Moze powinnam go wiecej chwalic, mniej sie czepiac. Smutne jest to ze nie bylo mi dane poprawic swoich bledow choc bardzo chcialam i ze nie moge cofnac czasu. Mam okropny zal do siebie ze nie udalo mi sie stworzyc udanego zwiazku choc wlozylam w to cale serce. Ciagle kusi mnie by odezwac sie do meza , zaproponowac spacer choc wszyscy mowia mi ze powinnam dac sobie spokoj. Nie wiem czy to dobry pomysl czy nie potraktuje tego jak kolejnej okazji do wyrzycia sie na mnie.
Sama zauważyłaś,że narzucanie się i osaczanie nie było dobre lepiej teraz ten czas poświęcić dla siebie na poprawę wizerunku ,może jakiś sport ale nie zaprasza jgo i nie proś o kontakt

Wyrzucona
Posty: 98
Rejestracja: 20 mar 2020, 12:13
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: Wyrzucona » 01 lip 2020, 10:22

Witajcie, troche mnie nie bylo. U mnie bez wiekszych zmian. Maz nie odzywa sie ani slowem zupelnie mnie przekreslil. Lubie moje spotkania z terapeutka sporo mi to daje. Ostatnio przeczytalam sobie te 30 stron ktore maz o mnie napisal. To straszne ze najblizszy mi czlowiek ma o mnie tak okropne zdanie . Pismo zaczyna sie od obrazka ze zmija (ja) ktora dusi meza a obok stoi diabel. Maz wiele razy podkreslil ze to fajny obrazek ktory wiernie oddaje nasze malzenstwo. Nawet nie wiecie jak to boli. Patrzac obiektywnie niektore rzeczy w pismie moge zrozumiec ze maz ma zal o nie ale napisane w bardzo hamski sposob. Szans na poprawe w moim odczuciu nie dostalam wcale. Pismo konczy sie porownaniem mnie do przeinwestowanego samochodu. Zdaniem meza nie wykazuje nawet odrobiny autorefleksji. Od kilku miesiecy nie robie nic innego jak tylko analizuje co zrobilam zle, co moglam robic inaczej dlaczego stalo sie tak jak sie stalo. Mysle o tym dzien i noc bez przerwy czy to nie jest autorefleksja. Pastwienie sie psychicznie nademna chyba sprawia mezowi przyjemnosc a we mnie rodzi sie pytanie jak mialabym byc z czlowiekiem ktory ma o mnie tak okropne zdanie, w ktorego oczach jestem nikim jedynie toksyna ktora zatrowa mu zycie...

Caliope
Posty: 374
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: Caliope » 01 lip 2020, 11:53

Wyrzucona, nie ma sensu analizować co zrobiłaś źle, co i dlaczego się stało. To jest przeszłość, ona nie wróci, i na szczęście dla nas. Ja uczę się być nowym innym człowiekiem, a przede wszystkim sobą, którego nikt pod siebie nie ma prawa zmieniać, tylko ja mogę się sobie przyglądać. Psycholog ci bardzo pomoże w odnalezieniu Ciebie samej, mężowie nas zmieniają pod siebie jak się damy, bo jest zakochanie, a potem odchodzą. Zawsze bądź sobą, dla siebie i tych co Ciebie taką akceptują.

Wyrzucona
Posty: 98
Rejestracja: 20 mar 2020, 12:13
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: Wyrzucona » 03 lip 2020, 10:41

Kochani wesprzyjcie mnie prosze jakims cieplym slowem, taki wszechogarniajacy smutek mnie ogarnia, czuje sie nie godna milosci . Ja nadal nie umiem uwierzyc ze to koniec mojego zycia z mezem ze on mnie nie che, nie kocha ,przekreslil. On sie do mnie wogole nie odzywa zupelnie nic, cisza.

Nino
Posty: 348
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: Nino » 03 lip 2020, 11:27

Taka zupelnie nic cisze tez przechodzilam. Kilka razy. Po kilka miesiecy. Trzeba wtedy mocno skupic sie na sobie. Mnie ratuje praca i sport.

Wyrzucona
Posty: 98
Rejestracja: 20 mar 2020, 12:13
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: Wyrzucona » 04 lip 2020, 20:26

Dzisiaj stracilam nadzieje, uswiadomilam sobie ze nie moge i nie chce byc zona czlowieka ktory tak klamie. Dostalam pismo od adwokata maz zaprzeczyl jakoby wyrzucil mnie z domu ponoc wyprowadzilam sie sama za uzgodnieniem i to byla moja decyzja ( tak plakalam i prosilam zeby pozwolul mi zostac w domu przynajmniej do rozprawy, potem wielokrotnie plakalam przechodzac obok domu. Ponadto moja choroba jest zmyslona a zadnego zalamania nerwowego nie bylo . Plakalam za nim dzien w dzien przez tyle miesiecy ale dzis uswiadomilam sobie ze nie chce juz byc jego zona.

renegate
Posty: 134
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: renegate » 05 lip 2020, 1:36

Wyrzucona, na razie to, czy Ty jeszcze chcesz czy już nie chcesz być ze swoim mężem, nie ma znaczenia.
Sprawa rozwodowa trwa, Twój mąż z prawnikiem przyjęli taką a nie inną strategię. Spójrz, jak wygląda realna sytuacja.
Widzisz, nieścisłości czy kłamstwa, to jest sprawa dla Twojego z kolei prawnika, by rzeczowo na to pismo odpowiedzieć.
Co do Twoich odczuć natomiast, to przeżywasz duży kryzys, wszystko Ci się zawaliło i miotają Tobą wielkie emocje.
Pisałaś, że masz pomoc psychologa, mam nadzieję, że terapia pomoże Ci przez to wszystko, co się dzieje, jakoś przejść jednak w miarę stabilnym stanie psychicznym.
Wspominałaś, że masz swoje rzeczy do przepracowania i nie poddawaj się w tym względzie. Bez względu, czy widzisz szansę na bycie ze swoim mężem czy nie.
Wsparcie psychologa, tym bardziej Ci się teraz przyda.

Małgorzata Małgosia
Posty: 297
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: Małgorzata Małgosia » 05 lip 2020, 17:20

Wyrzucona, wydaje mi się, że wszyscy tutaj pisaliśmy, że wyprowadzając się z domu i podkładając mężowi, tzn. idąc jak po sznurku zgodnie z jego wolą i pomysłem, tylko sobie zaszkodzisz. No, ale może tak naprawdę od początku, mimo, że tu jesteś na forum, chcesz zakończenia Waszego małżeństwa. Ostatnio dowiedziałam się, że takie zachowania nazywa się bierną agresją. Twoja wola co zrobisz ze swoim życiem. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że trwanie w wierności małżeństwu, pomimo okropnego małżonka, daje siłę i pokój serca. Bóg wtedy naprawdę błogosławi.
Ale jeżeli Ty widzisz to inaczej - Twój wybór. Moim zdaniem wybierasz jednak to co trudniejsze emocjonalnie na dłuższą metę. Dla mnie zgoda na rozwód bez walki o jakiej mowa w Sycharze, to krótkowzroczna ulga. Potem, w dalszej perspektywie, jest koszmar pt. jak mogłam to zrobić. To jest dopiero piekło.
Brak zgody nie daje natychmiastowej ulgi, ale za to, jak już minie ten pierwszy najtrudniejszy moment (u mnie ok. pół roku), sprawia, że stajesz się wewnętrznie wolnym człowiekiem. I to jest prawdziwa ulga, na całe życie.
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

Wyrzucona
Posty: 98
Rejestracja: 20 mar 2020, 12:13
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: Wyrzucona » 05 lip 2020, 18:14

Dziekuje renegate. Najgorsza ja ta bezradnosc i poczucie braku sprawiedliwosci. Jesli ktos ma gadane , dobrze gra i potrafi klamac to pozostaje sie tylko modlic ze sie w tych klamstwach zaplacze i wyjdzie to na jaw. Tez mam teraz takie zwatpienie ze Bog mnie nie chce wysluchac , prosze o jakas wskazowke o jakis dobrych ludzi na mojej drodze zeby pomogli mi z tego wyjsc. U mnie swiadkowie nie pala sie zeby isc do sadu (wola zachowac neutralnosc) obawiam sie ze zostane na tym polu bitwy sama . Niewielki jednak mam na to wplyw

Wyrzucona
Posty: 98
Rejestracja: 20 mar 2020, 12:13
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odchodzi - nie daję już rady psychicznie

Post autor: Wyrzucona » 08 lip 2020, 11:58

Malgosiu nie wiem dlaczego tak myslisz. Robilam co maz chcial bo bylam w stanie silnego kryzysu psychicznego nadawalam sie wtedy na oddzial nie mozna od takiej osoby wymagac ze przeciwwstawi sie mezowi ktory w dodatku pastwi sie psychicznie. To ja go kochalam ponad wszystko i pomijam osoby trzecie ktore o tym wiedza ale sam Bog mi swiadkiem jak mi zalezalo na ratowaniu tego makzenstwa ile znioslam ile przemodlilam ile swieczek w naszej intencji odpalilam. Chodzi mi o to ze teraz w trakcie terapi i spotkan z psychiatra dowiedzialam sie ze maz nie moze mnie tak traktowac on ma bardzo silna osobowosc i to wykorzystuje ja jestem bardzo krucha i nie potrafie zawalczyc o swoje . Minie kilka miesiecy mojej terapi zanim bede mogla stanac z nim jak rowny z rownym do dialogu, to sa moje deficyty ale taka sie urodzilam . Przykro mi ze uwazasz ze od poczatku chcialam zakonczenia tego malzenstwa.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: MareS i 5 gości