1,5 roku kryzysu

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

fannyprice
Posty: 59
Rejestracja: 16 kwie 2019, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: fannyprice » 31 sie 2020, 17:38

Bławatek pisze:
31 sie 2020, 15:56
Zgadzam się - po długim czasie nie powinno się ciągle wracać do zdarzeń z przeszłości, co kto powiedział, jaką miał minę itp. To tak jak z upominaniem dziecka gdy jest niegrzeczne lub np. gdy pracodawca zwraca uwagę podwładnemu - jest 'negatywne' zdarzenie i od razu zwrócenie uwagi, rozmowa, kara itd., a nie odwlekanie bo wtedy nie przynosi to żadnego skutku. Mój mąż też ciągle zawsze wracał do rzeczy, którymi ja go raniłam, a nigdy jakoś nie pamiętał zdarzeń, słów którymi on mnie ranił. Więc mu mówiłam, że to było kiedyś a teraz jest dzień dzisiejszy i jeśli wtedy mi o tym nie mówił to ja tym bardziej nie będę teraz tego analizować bo nie pamiętam takich sytuacji czy swoich słów, min.
Właśnie często jest tak, że dopiero po paru miesiącach mąż informuje że wtedy poczuł sie zraniony czy było mu przykro. Tłumaczy że on potrzebuje więcej czasu żeby sobie uświadomić uczucia. Tylko że np. podejmuje działania na podstawie tych uczuć, a dopiero po długim czasie mówi że tak sie zachowuje bo ja wtedy np. w styczniu zrobiłam czy powiedziałam coś takiego. A ja już tę sytuację średnio pamietam, zwlaszcza jak byla bardzo neutralna, codzienna, a nie że jakiś konflikt. Jest bardzo trudno iść dalej w takiej sytuacji..
"można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem"

fannyprice
Posty: 59
Rejestracja: 16 kwie 2019, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: fannyprice » 31 sie 2020, 21:03

Proszę Was o modlitwę, po kolejnym wybuchu męża jestem po ludzku przerażona jego słowami i postawą wobec mnie :( Człowiek który niespełna dwa lata temu ślubował mi miłość wobec Boga dzisiaj na mnie pluje i wyzywa widząc mnie w ostatnich dniach ciąży...

Straszy mnie że zabierze dziecko i lepiej się nim zajmie niż ja. Mówi słowa jakby ktoś go przeklął, opętał. To wprost nie do uwierzenia. Martwię się i zastanawiam czy nie potrzebuje pomocy psychiatrycznej, czy informować jego rodzinę o tym totalnie dziwnym stanie? Ma obłęd w oczach.

Chcę się od niego odseparować na czas rozwiązania, oby starczyło mi sił to udźwignąć.
"można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem"

Lawendowa
Posty: 3842
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Lawendowa » 31 sie 2020, 21:17

fannyprice pisze:
31 sie 2020, 21:03
Proszę Was o modlitwę, po kolejnym wybuchu męża jestem po ludzku przerażona jego słowami i postawą wobec mnie :( Człowiek który niespełna dwa lata temu ślubował mi miłość wobec Boga dzisiaj na mnie pluje i wyzywa widząc mnie w ostatnich dniach ciąży...

Straszy mnie że zabierze dziecko i lepiej się nim zajmie niż ja. Mówi słowa jakby ktoś go przeklął, opętał. To wprost nie do uwierzenia. Martwię się i zastanawiam czy nie potrzebuje pomocy psychiatrycznej, czy informować jego rodzinę o tym totalnie dziwnym stanie? Ma obłęd w oczach.

Chcę się od niego odseparować na czas rozwiązania, oby starczyło mi sił to udźwignąć.
Tak mi przykro :(
Biorąc pod uwagę, że Twój mąż już z pomocy psychiatry korzystał, myślę, że warto jego rodzinę poinformować. Warto, by ktoś poza Tobą wiedział co się z mężem dzieje. Ty teraz sama będziesz potrzebowała dużo wsparcia i opieki i o to warto zadbać.
Przytulam i jestem z modlitwą.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

MaryM
Posty: 217
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: MaryM » 31 sie 2020, 21:38

Przytulam Cię w modlitwie... jesteś taka silna, przetrwasz wszystko dla tego dzieciątka, które wynagrodzi Ci ten straszny czas. Czasem otrzymujemy ciosy od naszych najbliższych. Ro wszystko jest po coś. Bezwzględnie w to wierzę. Zatroszcz się o siebie. Poinformuj rodzinę. To żaden wstyd, a nie będziesz z tym sama.

kocimiętka
Posty: 67
Rejestracja: 24 mar 2019, 19:37
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: kocimiętka » 31 sie 2020, 23:24

Jeśli ktoś Twojego Męża przeklął to z tego co wiem należałoby, aby ta osoba poszła do spowiedzi, wyznała swój grzech i podczas spowiedzi to przekleństwo odwołała. Jeśli zdarzyło się, że może Ty coś chlapnęłaś w jednej z kłótni to warto, abyś tak zrobiła, póki jeszcze jesteś "na chodzie". Z tego co też wiem, czytałam w świadectwach itd., osoba przeklęta może sama wyjść spod przekleństwa i przejść pod błogosławieństwo żyjąc w łasce uświęcającej-wtedy przekleństwo nie działa, nie ma jakby dostępu. Czyli spowiedź, jak najczęstszą Eucharystia, modlitwa itd. Ty jako żona jesteś duchowo zespolona z mężem. Dlatego możesz, a nawet będąc w sytuacji, o której piszesz, powinnaś modlić się zawierzając męża Maryi. Bo wtedy Ona ma otwarta furtkę i dostęp, aby doprowadzić człowieka do Chrystusa. Możesz odmówić Nowenne Pompejanska lub Nowenne do Matki Boskiej Rozwiązującej Węzły (krótsza) jako Akt zawierzenia męża Maryi. I jest szansa, że Maryja rozprawi się z tym złym co w nim drzemie.
Kochana nie trać wiary i nadziei.
Poczytaj o przekleństwie i błogosławieństwie, które jest u Boga to też będziesz miała większy pogląd na sprawę.
Zdrowia dla Ciebie i maluszka.

Pavel
Posty: 3015
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Pavel » 31 sie 2020, 23:27

Ja do tego dodam, że w takiej sytuacji ochrony potrzebujesz nie tylko ty ale i dziecko.
Jeżeli twój mąż miałby się zajmować nim tak jak do tej pory....czynami się udawadnia, nie paplaniem.
Moim zdaniem warto byś rozważyła dostępne instrumenty prawne by w spokoju móc do porodu dotrwać i urodzić.
Czytając to co piszesz, nawet biorąc pod uwagę subiektywność opisu, przysłowiowy nóż się w kieszeni otwiera :////
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2137
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: ozeasz » 01 wrz 2020, 0:24

Ruta pisze:
19 sie 2020, 0:08
Obrona przed agresją nie jest bierną agresją. Terapeucie się coś pomyliło, może nie ma doświadczenia z parami w których jedna ze stron stosuje przemoc i niewiele wie o mechanizmach przemocy. Doświadczam różnych form agresji ze strony męża, korzystam z terapii. To o czym piszesz, izolacja i przerywanie sytuacji w których zaczyna się przemoc, to podstawowe narzędzie obrony. Kolejnym jest pełna izolacja, do czasu aż osoba stosująca przemoc nie sięgnie po pomoc dla siebie oraz nie dojdzie do stanu w którym nie bedzie się już uciekać do przemocy w relacji. Wiara nie wyklucza odseparowania się od małżonka, który stosuje przemoc. Wręcz do niej zachęca.
Z całego serca polecam ci konferencje Księdza Marka Dziewieckiego, który wyjaśnia czym różni się miłość od naiwności oraz jak mądrze bronić się przed przemocą ze strony bliskich nam osób.
Zacytuję Ci jeden fragment: Żadna dziewczyna ani żadna kobieta nie jest powołana przez Boga do tego, aby się poświęcić jakiemuś mężczyźnie. Nie istnieje takie powołanie. (...). BÓG CHCE ABYŚMY BYLI DLA BLISKICH MĄDRYM DAREM, A NIE NAIWNĄ OFIARĄ.
Ruto a możesz posłać link? Mnie te zacytowane słowa co najmniej niepokoją i dobrze by było poznać ich kontekst żeby móc z tym dyskutować. Ja za to jako mąż i ojciec widzę w poświęceniu najbliższym dobro i raczej czerpię ze źródła którym jest Pismo Święte, słowa Jezusa...


Hmm, zastanawiająca jest pewność Twojej diagnozy Ruto, z doświadczenia jednak wiem, że tak właśnie traktując żonę, mimo napiętej atmosfery, czasem wulgaryzmów, oraz słów mogących zranić moje wyjście bolało Ją również, czuła się niewysłuchana i nieważna.

Wiem że wiele tematów między nami wzbudzało,nadal w sumie wzbudza żywe emocje, wyjście w sytuacji kiedy ten ktoś (moja żona, kiedyś mój tata czy mój brat) nawet podniesionym głosem czy w sposób niecenzurowany je wyrzuca może świadczyć też o tym, że to już górna granica możliwości jego panowania i oczywiście można formalnie jak z kartki wypełnić wskazania ks.Dziewieckiego ja tego nie nazwałbym jednak w żaden sposób miłością, jak już to obroną z powodu bezsilności. Mam wrażenie że wiele razy nadużywane jest sformułowanie, jak dla mnie, w niefortunnym połączeniem dwu wykluczających się słów.

Nie wszyscy stosujący krzyk czy wulgaryzmy to przemocowcy, ludzie mają różnie temperamenty, różnie sobie radzą z emocjami, a jak powiedział też Rosenberg w sposób dramatyczny okazują niezrealizowane potrzeby, często w taki, który im nie zagwarantuje ich spełnienia.

Jednak w mojej ocenie zbyt łatwo tutaj ocenia się ludzi, diagnozuje się ich mimo że nikt z nas ich nie spotkał, ocenia postępowanie człowieka którego nikt z nas nie widział, a nakłanianie Ruto podpierając się wiarą do odseparowania małżonka, hmm, wg mnie odważnie? Dobrze jest uświadomić fannyprice że niestety to ona pozostanie z konsekwencjami tak czy inaczej...

Fannyprice czytam że miodu nie masz, rozumiem że jest Ci ogromnie trudno, to nie miało tak być ,mąż miał być wsparciem i ochroną, miał być kimś kto zapewni bezpieczeństwo, kto będzie stał na straży rodziny...a tu klapa.

Z tego co napisałaś jesteście młodym małżeństwem, nie wiem na ile macie świadomość wpływu waszych pierwotnych rodzin i ich wychowania na wasze obecne zachowania? Wydaje mi się że mąż jest chyba cholerykiem, jest impulsywny w dodatku, na wszystko chce mieć odpowiedź w formie argumentu, a to typowy męski sposób percepcji, Ty chciałabyś by mąż był wobec Ciebie empatyczny, czuły, wrażliwy, żeby rozpoznawał emocje które przeżywasz... to wygląda jak typowe różnice w komunikacji, nie wiadomo też jak wygląda wasza rozmowa, na ile wzajemnie się nakręcacie w tym wszystkim ?

Nie wiem czy słyszałaś o takim sposobie postępowania jak: akcja-stop-reakcja, a jak by ks. Jaworski powiedział decyzja, bo reaguje dziecko, dorosły decyduje..

Może słyszałaś o ks. Poloku i jego konferencji na temat temperamentów, może moderacja Cię nakieruje, w jednym z ostatnim postów pisałaś że mąż wspomina coś sprzed kilku miesięcy jakby to było wczoraj, moja żona robiła podobnie, to cecha sposobu percepcji jednego z temperamentów....

Oczywiste jest to, że będąc w takim stanie warto zadbać o spokój i bezpieczeństwo dla maluszka, może na chociaż parę dni odwiedzić rodziców, uspokoić się, trochę wyluzować, spędzić czas z tymi z którymi czujesz się bezpiecznie i dobrze, może potem inaczej spojrzysz na Waszą sytuację?
Pozdrawiam serdecznie.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Ruta
Posty: 687
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Ruta » 02 wrz 2020, 3:00

ozeasz pisze:
01 wrz 2020, 0:24
Ruta pisze:
19 sie 2020, 0:08
Obrona przed agresją nie jest bierną agresją. Terapeucie się coś pomyliło, może nie ma doświadczenia z parami w których jedna ze stron stosuje przemoc i niewiele wie o mechanizmach przemocy. Doświadczam różnych form agresji ze strony męża, korzystam z terapii. To o czym piszesz, izolacja i przerywanie sytuacji w których zaczyna się przemoc, to podstawowe narzędzie obrony. Kolejnym jest pełna izolacja, do czasu aż osoba stosująca przemoc nie sięgnie po pomoc dla siebie oraz nie dojdzie do stanu w którym nie bedzie się już uciekać do przemocy w relacji. Wiara nie wyklucza odseparowania się od małżonka, który stosuje przemoc. Wręcz do niej zachęca.
Z całego serca polecam ci konferencje Księdza Marka Dziewieckiego, który wyjaśnia czym różni się miłość od naiwności oraz jak mądrze bronić się przed przemocą ze strony bliskich nam osób.
Zacytuję Ci jeden fragment: Żadna dziewczyna ani żadna kobieta nie jest powołana przez Boga do tego, aby się poświęcić jakiemuś mężczyźnie. Nie istnieje takie powołanie. (...). BÓG CHCE ABYŚMY BYLI DLA BLISKICH MĄDRYM DAREM, A NIE NAIWNĄ OFIARĄ.
Ruto a możesz posłać link? Mnie te zacytowane słowa co najmniej niepokoją i dobrze by było poznać ich kontekst żeby móc z tym dyskutować. Ja za to jako mąż i ojciec widzę w poświęceniu najbliższym dobro i raczej czerpię ze źródła którym jest Pismo Święte, słowa Jezusa...


Hmm, zastanawiająca jest pewność Twojej diagnozy Ruto, z doświadczenia jednak wiem, że tak właśnie traktując żonę, mimo napiętej atmosfery, czasem wulgaryzmów, oraz słów mogących zranić moje wyjście bolało Ją również, czuła się niewysłuchana i nieważna.

Wiem że wiele tematów między nami wzbudzało,nadal w sumie wzbudza żywe emocje, wyjście w sytuacji kiedy ten ktoś (moja żona, kiedyś mój tata czy mój brat) nawet podniesionym głosem czy w sposób niecenzurowany je wyrzuca może świadczyć też o tym, że to już górna granica możliwości jego panowania i oczywiście można formalnie jak z kartki wypełnić wskazania ks.Dziewieckiego ja tego nie nazwałbym jednak w żaden sposób miłością, jak już to obroną z powodu bezsilności. Mam wrażenie że wiele razy nadużywane jest sformułowanie, jak dla mnie, w niefortunnym połączeniem dwu wykluczających się słów.

Nie wszyscy stosujący krzyk czy wulgaryzmy to przemocowcy, ludzie mają różnie temperamenty, różnie sobie radzą z emocjami, a jak powiedział też Rosenberg w sposób dramatyczny okazują niezrealizowane potrzeby, często w taki, który im nie zagwarantuje ich spełnienia.

Jednak w mojej ocenie zbyt łatwo tutaj ocenia się ludzi, diagnozuje się ich mimo że nikt z nas ich nie spotkał, ocenia postępowanie człowieka którego nikt z nas nie widział, a nakłanianie Ruto podpierając się wiarą do odseparowania małżonka, hmm, wg mnie odważnie? Dobrze jest uświadomić fannyprice że niestety to ona pozostanie z konsekwencjami tak czy inaczej...

Fannyprice czytam że miodu nie masz, rozumiem że jest Ci ogromnie trudno, to nie miało tak być ,mąż miał być wsparciem i ochroną, miał być kimś kto zapewni bezpieczeństwo, kto będzie stał na straży rodziny...a tu klapa.

Z tego co napisałaś jesteście młodym małżeństwem, nie wiem na ile macie świadomość wpływu waszych pierwotnych rodzin i ich wychowania na wasze obecne zachowania? Wydaje mi się że mąż jest chyba cholerykiem, jest impulsywny w dodatku, na wszystko chce mieć odpowiedź w formie argumentu, a to typowy męski sposób percepcji, Ty chciałabyś by mąż był wobec Ciebie empatyczny, czuły, wrażliwy, żeby rozpoznawał emocje które przeżywasz... to wygląda jak typowe różnice w komunikacji, nie wiadomo też jak wygląda wasza rozmowa, na ile wzajemnie się nakręcacie w tym wszystkim ?

Nie wiem czy słyszałaś o takim sposobie postępowania jak: akcja-stop-reakcja, a jak by ks. Jaworski powiedział decyzja, bo reaguje dziecko, dorosły decyduje..

Może słyszałaś o ks. Poloku i jego konferencji na temat temperamentów, może moderacja Cię nakieruje, w jednym z ostatnim postów pisałaś że mąż wspomina coś sprzed kilku miesięcy jakby to było wczoraj, moja żona robiła podobnie, to cecha sposobu percepcji jednego z temperamentów....

Oczywiste jest to, że będąc w takim stanie warto zadbać o spokój i bezpieczeństwo dla maluszka, może na chociaż parę dni odwiedzić rodziców, uspokoić się, trochę wyluzować, spędzić czas z tymi z którymi czujesz się bezpiecznie i dobrze, może potem inaczej spojrzysz na Waszą sytuację?
Pozdrawiam serdecznie.
Przytoczony przeze mnie cytat pochodzi z książki "Pokonywanie trudności w małżeństwie i rodzinie."

Ja go rozumiem tak: Poświęcenie się KOMUŚ nie jest powołaniem. Nie poświęcamy się szczególnie komuś kto krzywdzi. Możemy natomiast się poświęcać DLA tych których kochamy i którzy nas kochają i tą miłość równie ofiarnie co my okazują.

Myślę, że różnice między postrzeganiem między mną a tobą, Ozeaszu płyną z naszych różnych doświadczeń. Ja doświadczyłam wielu lat przemocy, w której pozostawałam w mylnym przekonaniu, że moim obowiązkiem jest ją znosić. Dlatego zapewne jestem uwrażliwona na przemoc.

W sytuacji przemocy rady typu odpocznij, zobaczysz sprawy w innym świetle, zmniejsz oczekiwania, prowadzą do jeszcze większej przemocy. Wiem, bo z takich rad, dawanych w jak najlepszej wierze, korzystałam.
Jeśli jednak przemocy nie ma, to z kolei stosowanie rad właściwych do sytuacji w których potrzeba się radykalnie bronić, prowadzi jak słusznie zauważasz do destrukcji.
Problem w tym, że osoby doświadczające przemocy, szczególnie psychicznej, ale fizycznej także, często przez wiele lat nawet przed sobą nie przyznają, że przemocy doświadczają.

Separacja od małżonka stosującego przemoc jest jedyną skuteczną formą obrony, jeśli nie działa izolacja i nie wchodzenie w sytuacje prowadzące do przemocy. Często zresztą takze separacja prowadzi do zmniejszenia przemocy, nie do jej zatrzymania, bo stosujący przemoc lubią ją stosować, więc wcale nie zamierzają się łatwo poddać i odpuścić. Tego także doświadczam. Jednak wolę doświadczać mniej przemocy, niż więcej. Po 10 latach mam trochę przesyt. Przemoc ma różne oblicza, ale zawsze jest destrukcyjna. Bywa wymieszana z ogromną miłością i ofiarnoscią. Tak często dzieje się z osobami uzależnionymi.

Przemoc często nie jest zawiniona, choć brzmi to może niepokojąco. Odurzony zwykle nawet nie wie, że stosuje przemoc, a jak jest trzeźwy to nie pamięta. Chory psychicznie nie odpowiada za swoje zachowanie. Osoba nie potrafiąca się komunikować także nie stosuje przemocy celowo, ona się tak komunikuje.

Są jednak przypadki wcale nie takie rzadkie, gdy przemoc jest narzędziem do osiągania swoich zwykle bardzo złych celów, np. udręczenia żony tak, by sama wniosła o rozwód lub się na niego zgodziła. Ten rodzaj przemocy często stosują te same osoby, które stosują przemoc niezawiniona. Po prostu mają mniej barier. Taka przemoc jest straszna, bo jest zimna i okrutna. Natomiast z perspektywy osoby doświadczajacej przemocy ani wina ani motywacje sprawcy nie mają znaczenia. Ich krzywda i cierpienie są takie same.

Osobiście traktowanie ciężarnej kobiety w sposób, który opisujesz Funnyprice, postrzegam jako przemoc. Stąd moje sugestie dotyczące izolowania się i w razie potrzeby także odseparowania się. Jeśli czujesz, że to czego doswiadczasz to przemoc, to zwykle jest to przemoc.

Na pewno dobrym pomysłem jest nie ukrywanie tego co się dzieje, także przed rodziną. Natomiast z rodziną męża byłabym ostrożna. Zdarza się, że zamiast wsparcia otrzymuje się informacje w stylu jesteś głupia i to twoja wina, co się u was dzieje. Rzadko natomiast rodzina reaguje interwencją, tak jak oczekuje tego żona. Warto więc od razu sformułować oczekiwania.

Natomiast Funnyprice, kompletnie nie wierz w bajki o zabieraniu dziecka. Szanse są równe zeru. Takie teksty to zastraszanie i ramienia, a nie jakieś realne scenariusze.

Zgadzam się z Pavlem, że warto rozważyć co mozesz zrobić by uzyskać spokój na czas do porodu i sam poród, od siebie uparcie dodam na połóg też.

A.zelia
Posty: 160
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: A.zelia » 02 wrz 2020, 11:05

Dokładnie. Jak tak chce niby zabrać dziecko zbierz dowody jak 'wzorowo' teraz o nie dba

Ruta
Posty: 687
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Ruta » 02 wrz 2020, 13:46

A.zelia pisze:
02 wrz 2020, 11:05
Dokładnie. Jak tak chce niby zabrać dziecko zbierz dowody jak 'wzorowo' teraz o nie dba
Myślę, że nawet dowodów nie potrzeba, chodzi o to, że jest to straszenie. Gdy pod wpływem strachu uznajemy zagrożenie za realne, i zaczynamy podejmować działania, by to zagrożenie oddalić, straszący osiągnął efekt. Zastraszył nas i zmienił sposób w jaki widzimy rzeczywistość.

Caliope
Posty: 488
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Caliope » 02 wrz 2020, 15:21

Zastraszanie zabraniem dziecka jest podłe. Mi się też zdarzyło podczas nieszczęśliwego wypadku, gdzie byłam bardzo wykończona i syn poparzył się wodą jak łapałam go wypadającego z wózka. Mąż był w domu, ale mi nie pomagał, nawet do toalety brałam dziecko w wózku. Wtedy mnie zastraszył, jeszcze w depresji, płakałam kilka dni i żyłam w strachu i poczuciu winy. Ale na szczęście teraz wiem że to niemożliwe, że mój skarb zostałby ze mną.

A.zelia
Posty: 160
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: A.zelia » 03 wrz 2020, 13:15

Ozeasz dobrze kojarzę, że SAM stosowałem przemoc w małżeństwie?

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2137
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: ozeasz » 04 wrz 2020, 16:39

A.zelia pisze:
03 wrz 2020, 13:15
Ozeasz dobrze kojarzę, że SAM stosowałem przemoc w małżeństwie?
Jeśli to pytanie dotyczy mnie, to tak.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2137
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: ozeasz » 04 wrz 2020, 17:46

Ruta pisze:
02 wrz 2020, 3:00
Separacja od małżonka stosującego przemoc jest jedyną skuteczną formą obrony, jeśli nie działa izolacja i nie wchodzenie w sytuacje prowadzące do przemocy.
Ruto ton Twej wypowiedzi,tej tu (choć w innych Twoich postach też to zauważam), odbieram jako autorytarny..tego rodzaju sformułowania mnie odrzucają i automatycznie budzi się we mnie sprzeciw wobec takiego zero jedynkowego opisu zjawiska takiego czy innego.

Stawiają one interlokutora w sytuacji albo bezrefleksyjnej zgody, albo buntu, bo forma nie daje możliwości dialogu, nie wiem czy to zauważasz, celowo czy nieświadomie stosujesz? Ja mam inne doświadczenia... ze sobą i nie tylko.

Nie chcę się sprzeczać co do zasadniczości sformułowanych tez, ja z doświadczenia, z autopsji powiem że w naszym małżeństwie tak nie było, niepotrzebna była separacja, ja sam byłem przerażony swoją postawą kiedy podniosłem rękę na żonę i nie posądzałbym się o takie reakcje dopóki się to nie zdarzyło, choć mógłbym przypuszczać że po ojcu mam to we krwi, a jednak przypisywałem wtedy podświadomie Jego agresję raczej alkoholowi niż naturze, bo kiedy nie był pijany, nie był też agresywny.
Ruta pisze:
02 wrz 2020, 3:00
Często zresztą także separacja prowadzi do zmniejszenia przemocy, nie do jej zatrzymania, bo stosujący przemoc lubią ją stosować, więc wcale nie zamierzają się łatwo poddać i odpuścić.
Nie wiem skąd czerpiesz wiedzę, nie życzyłbym nikomu stanu psychicznego w sytuacjach około przemocowych, ja NIGDY (celowo używam wielkiego kwantyfikatora) nie powiedziałbym że to co zrobiłem to dlatego, że lubiłem, raczej w tamtej sytuacji, jak i z niektórymi (przypuszczam) którzy idą w cudzołóstwo (dlatego łatwiej mi to zrozumieć), było to zachowanie z braku widocznego wyjścia, rozwiązania danej stresogennej sytuacji czyli (ja to tak koduje) rodzaj bezradności. Przemoc w mojej sytuacji prowadziła do wyrzutów sumienia i poczucia winy(słusznego zresztą) bo nie było to rozwiązanie świadomie stosowane, ani też zgodne z moim światem wartości...źle traktowałem osobę którą kochałem i ta świadomość była nie do zniesienia, a zarazem nie umiałem znaleźć sposobu na rozwiązanie do czasu terapii.
Ruta pisze:
02 wrz 2020, 3:00
Tego także doświadczam. Jednak wolę doświadczać mniej przemocy, niż więcej. Po 10 latach mam trochę przesyt. Przemoc ma różne oblicza, ale zawsze jest destrukcyjna. Bywa wymieszana z ogromną miłością i ofiarnością. Tak często dzieje się z osobami uzależnionymi.
Dla mnie przemoc jak napisałem powyżej była sposobem radzenia sobie w sytuacji dla mnie trudnej, pojawiała się tylko w ostrych kłótniach z żoną, kiedy doświadczając poniżania, wręcz stręczenia nie miałem wypracowanych sposobów na radzenie sobie w takich chwilach.

To się zmieniło po terapii 21 lat temu i było jednym z impulsów do pracy nad sobą do dnia dzisiejszego. Za to (obaj z jesteśmy DDA i DDD) żona nie zaprzestała zachowań przemocowych które i wcześniej stosowała, nie fizycznych a psychicznych, za to ja z posiadaną już wiedzą i przepracowanym po półtorarocznej terapii małżeńskiej temacie, dawałem sobie już z tym radę.

Żona do dziś nie ruszyła z tematem który był jedną z fundamentalnych przyczyn naszych konfliktów.

Pisząc fannyprice nie miałem na celu "poklepywać Jej męża po plecach" a bardziej wskazać że przyczyny tych sytuacji mogą mieć źródło w pierwotnych rodzinach (wychowaniu, nawet nieświadomym naśladowaniu), temperamentach, "docieraniu się", wzajemnej komunikacji, obustronnego niekontrolowania negatywnych emocji, choćby wzajemnego obwiniania, oceniania co łatwo prowadzi do ekalacji, .. tyle mogę powiedzieć z własnego doświadczenia.

Pozdrawiam serdecznie.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Caliope
Posty: 488
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Caliope » 04 wrz 2020, 19:21

Ozeaszu, a stosowałaś przemoc po alkoholu? jakoś nie wyłapałam z postów.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: monachomachia i 20 gości