Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Bławatek
Posty: 263
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 27 wrz 2020, 18:16

Nirwanna pisze:
27 wrz 2020, 10:18

Często bowiem jest tak, że kryzys dziecka w relacji z rodzicem (w tym przypadku z odcinającym się od dziecka ojcem) przekłada się na relację z Bogiem na zasadzie kalki, przeniesienia. Dziecko może przyjąć, że Bóg ma podobnie jak rodzic, że jest daleki, że się odcina.
Mądry proboszcz, doświadczona katechetka - może zwrócić na to uwagę podczas procesu przygotowywania dziecka do Komunii Św., aby znając tło rodzinne, pokazać dziecku, że te rzeczywistości "rodzony ojciec" i "Bóg Ojciec" - są rozdzielne, nie są tożsame.
Nirwano dziękuję za słowa wsparcia.

Muszę nabrać odwagi i udać się na rozmowę z proboszczem. Na chwilę obecną za dużo emocji we mnie jest i jestem płaczliwa i nie chciałabym wybuchnąć wielkim płaczem bo by nic z rozmowy nie wyszło.

U nas na chwilę obecną jest tak, że po odejściu męża syn chętniej chodzi do kościoła, a zawsze się buntował i wymyślał przeróżne wymówki np. to że go boli gardlo. Wiem, że może to być spowodowane tym, aby mi przykrości nie robić lub aby tata docenił to że jest grzeczniejszy. Mnie jednak cieszy, że nie muszę już 'walczyć' z synem, tym bardziej, że teraz nas czeka więcej chodzenia do kościoła. Ja z tym nigdy nie miałam problemów - to moim panom zawsze się nie chciało.

Niestety takich rodzin i dzieci jest na pewno więcej i byłoby dobrze gdyby dzieci z 'innych' rodzin nie czuły się gorsze, bo mogą zniechęcić się do Kościoła.

dywan
Posty: 60
Rejestracja: 09 sty 2018, 17:45
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: dywan » 27 wrz 2020, 18:33

Witam.Zobaczcie dziewczyny jak te kowalskie mogą skończyc-tak jak ta moja!Mój mąż zrobił jej dokłanie to samo.Gdy była przy końcówce ciąży,(identycznie jak ja) zaczął romansować z zamężną kobietą,która ma trójkę dzieci, a kazde z innym panem.Mieczem wojowała od miecza ginie.Nie ma sensu pisac listow do kowalskich.Szkoda czasu,zdrowa,nerwów.Po co..Lepiej zająć się sobą.A do księdza na ich parafię poszłam.Żeby pokazać się,poinformować ze istnieję,kocham i że ich związek to cudzołóstwo.A co z tym zrobi ksiądz-jego sprawa.Mam nadzieję,ze upomniał.

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Paprotka » 27 wrz 2020, 20:38

dywan pisze:
27 wrz 2020, 18:33
Witam.Zobaczcie dziewczyny jak te kowalskie mogą skończyc-tak jak ta moja!Mój mąż zrobił jej dokłanie to samo.Gdy była przy końcówce ciąży,(identycznie jak ja) zaczął romansować z zamężną kobietą,która ma trójkę dzieci, a kazde z innym panem.Mieczem wojowała od miecza ginie.Nie ma sensu pisac listow do kowalskich.Szkoda czasu,zdrowa,nerwów.Po co..Lepiej zająć się sobą.A do księdza na ich parafię poszłam.Żeby pokazać się,poinformować ze istnieję,kocham i że ich związek to cudzołóstwo.A co z tym zrobi ksiądz-jego sprawa.Mam nadzieję,ze upomniał.
Nie do końca podobają mi się intencje tu zawarte również w naigrawaniu się z nieszczęścia innej kobiety. Nie wiem ,czy taka powinna być nasza postawa. Twój mąż to kawał „łobuza” i chyba nie jest to wina innych kobiet ...

Sarah
Posty: 130
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Sarah » 27 wrz 2020, 21:42

Paprotka pisze:
27 wrz 2020, 20:38
Nie do końca podobają mi się intencje tu zawarte również w naigrawaniu się z nieszczęścia innej kobiety. Nie wiem ,czy taka powinna być nasza postawa. Twój mąż to kawał „łobuza” i chyba nie jest to wina innych kobiet ...
Skoro zadawała się z żonatym to "święta" też nie była... Pewnie, że to nasi współmałżonkowie przysięgali nam miłość, wierność i uczciwość, ale kowalskich też nie ma co wybielać ani żałować.
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

dywan
Posty: 60
Rejestracja: 09 sty 2018, 17:45
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: dywan » 27 wrz 2020, 22:29

Nie było moim celem naigrywanie się tylko stwierdzenie faktu jak zadziało się u mnie.Że kowalska(wraz z moim męzem łobuzem) zasiała zlo ,a teraz musi je zbierac.Ze nie kazda relacja mąż-kowalska przetrwa,nawet jesli pojawia się tam dziecko.

Ruta
Posty: 690
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ruta » 27 wrz 2020, 23:37

Paprotka pisze:
27 wrz 2020, 20:38
Nie do końca podobają mi się intencje tu zawarte również w naigrawaniu się z nieszczęścia innej kobiety. Nie wiem ,czy taka powinna być nasza postawa. Twój mąż to kawał „łobuza” i chyba nie jest to wina innych kobiet ...
Mi kowalskich nie żal. I nie chodzi o naigrywanie się, tylko o prosty fakt. Wiązanie się z żonatym mężczyzną lub z zamężną kobietą nie jest w porządku. I tyle. Co do tego, czy zdradzający mąż lub żona jest "kawałem łobuza" - nie wiem. Wiem, że każdy kto zdradza, czy to kobieta, czy mężczyzna nie jest w porządku. Jeśli przy tym po odejściu zaniedbuje swoje dzieci, gnębi pozostawionego małżonka - jest nie w porządku jeszcze bardziej.

Nie żal mi nikogo, kto postępuje źle - kto stosuje przemoc, kto wyzyskuje innych, kto oszukuje, kłamie, zdradza, krzywdzi słabszych i w jakikolwiek sposób narusza podstawowe zasady przyzwoitości. Potrafię zobaczyć w nich ludzi z trudnymi historiami, pogubionych, zranionych i każdej takiej osobie życzę bożej łaski i nawrócenia. Ale nie jest mi żal, gdy ponoszą konsekwencje swojego postępowania. I jest mi przykro, gdy ich nie ponoszą - szczególnie jeśli krzywdzą dotkliwie innych, na przykład dzieci i są w tym bezkarni. Przyjmuję, że tak jest, ale jest mi z tego powodu przykro.

Sama parę razy w życiu odeszłam od Przykazań Bożych, choćby dając się mężowi przekonać wbrew sobie do antykoncepcji. Wyłożyłam się na tym. Przykro mi, że nie mam więcej dzieci i z bólem przyjmuję, że mogę ich więcej nie mieć. Nie żal mi siebie. Wiem, że ponoszę konsekwencje swoich własnych pomysłów, sama odrzuciłam ten dar, nawet za bardzo nie dyskutowałam z mężem o tym - byłam zaślepiona nawet na potrzeby mojego serca i gotowa na wszystko, byle tylko przypodobać się mojemu mężowi i spełnić jego oczekiwania. A mogłam trzymać się Boga. Dlaczego ma mi być żal zaślepionych kowalskich?

Jaki jest udział kowalskich w zdradach? Ano różny. Jednak sorry, panie i panowie kowalscy rzadko bywają niewinnymi ofiarami. Zdarza się, że świadomie i z premedytacją dążą do tego, by ich "zdobycz" miała jak najgorsze relacje z pozostawionym lub wcale jeszcze nie pozostawionym małżonkiem i z dziećmi, rozkręcają konflikty. Zdarza się też, że nie tyle wchodzą nieświadomie w relację z osobą w związku małżeńskim, co aktywnie "przejmują" cudzą żonę lub męża - i wdzierają się tam, gdzie wcale nie jest źle i aktywnie rozbijają małżeństwa. Oczywiście, że idealny małżonek powinien umieć się takim pokusom oprzeć. Ale rzadko kto bywa idealny.

Trochę już przeżyłam i widziałam. Widziałam panie, które kręcą się koło żonatych i dzieciatych, przekonują jaka ta żona zła, reklamują się na wszlekie możliwe sposoby, czasem bardzo podstępnie. Znajomy miał taką "przyjaciółkę", drążyłą w jego małżeństwie i drążyła, latami doradzała wywołując i podsycając konflikty, twierdząc przy tym, że ona tylko z serca doradza i tylko się przyjaźni, aż wydrążyła. Pan potraktował jej słowa serio, że nie jest nim zainteresowana - rzucił tą "złą i niedobrą żonę" - i poszukał sobie innej pani. Ani on nie jest szczęsliwy, ani żona. A niedoszła kowalska dalej w najlepsze zajmuje się rozbijaniem innych małżeństw, pod pozorem udzielania rad pogubionym mężom - "z perspektywy kobiecej". Życzę jej z całego serca nawrócenia, ma szansę, bo do kościoła biega.
Następna pani obsesyjnie kręciła koło każdego żonatego jakiego dała radę napotkać. Ani była ładna, ani mądra, za to wredna. Ale parę małżeństw rozbiła. Jej pierwsza niedoszła zdobycz z sensownego męża i ojca stała się alkoholikiem. Żona i dzieci nie chcą go znać, po tym co im pod jej wpływem robił i jak ich krzywdził - a on nie chce znać kowalskiej. Uciekał przed nią przez pół świata. Z jej ataków ocalało tylko jedno małżeństwo, po ciężkiej walce żony. A pani kowalska nie odpuszczała do końca, prześladowała żonę nawet kiedy była w zaawansowanej ciąży, niedoszłego "partnera" także prześladowała. Nie przyjmowała do wiadomości, że nic już po niej i pan nie odejdzie od żony. Skończyło się dopiero gdy małżonkowie zdecydowali się założyć jej sprawę o nękanie. Przerażająca psychopatyczna manipulantka. Panów kowalskich zajętych rozbijaniem małżeństw dla sportu także napotkałam.

Jeśli którejś kowalskiej lub któremuś kowalskiemu obrywa się w życiu za ich postawę - czuję satysfakcję. Jak wtedy gdy byłam mała i w jakiejś bajce źli zostawali ukarani, a dobrzy nagrodzeni. W bajkach nie było zwykle o złych co się robią dobrzy i zbyt wielu takich przemian nie widziałam - ale wierzę, że każdy zły może się nawrócić. Wtedy będzie mi ich żal - bo wiem, że gdy zdajemy sobie sprawę jak źle postępowaliśmy - zwykle bardzo cierpimy. Jeśli udaje mi się zdobyć na to, by pomodlić się za kowalską/kowalskie to tylko w intencji ich nawrócenia. Z serca też mogę się modlić, by każda z nich znalazła sobie przyzwoitego mężczyznę, który pociągnie je do dobrego i przyzwoitego życia. I czasem tak też się modlę.

Sądzę też, że gdyby wszyscy kowalscy i kowalskie tego świata zachowali się przyzwoicie, ponawracali się i poodczepiali się od swoich "zdobyczy" - to ocalonych małżeństw byłoby znacznie więcej. Nikt niby nikogo nie trzyma siłą, ale niektórzy kowalscy jednak snują swoje pajęcze sieci. Chcącemu nie dzieje się krzywda.

Ruta
Posty: 690
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ruta » 28 wrz 2020, 0:00

Bławatek pisze:
27 wrz 2020, 18:02
Ruto, znam ten ból i rozterki związane z naszą sytuacją - czy informować innych i kiedy oraz co mówić. Ja mam ten problem, że mieszkam tu całe życie, to mąż się do mnie sprowadził. Mnie zna wiele osób i z kręgów kościelnych i świeckich. Teraz często przemykam przez miasto aby kogoś nie spotkać i nie usłyszeć pytania co u nas, jak tam mąż itd. Dziś byliśmy na mszy dziecięcej (kolejny obowiązek przed Komunią), zawsze tą mszę omijałam bo boli mnie widok rodzin z dziećmi, małżonków razem, ale co mam powiedzieć dziecku jak ich katechetka zapraszala. Więc cała mszę ukradkiem łzy wycierałam, tym bardziej, że tyle znajomych małżeństw było.
Bławatku, ten ból i wszystko co z nim związane z czasem mija :) Z czasem jakoś się wszyscy dowiadują, a słowa przychodzą coraz łatwiej. Dla mnie msze rodzinne na których byłam tylko ja z synkiem także były początkowo bardzo trudne. I też czasem a w zasadzie za każdym razem miałam łzy w oczach. W Świętej Rodziny, która była dla nas zawsze ważna i Jej święto także, rozbiłam się emocjonalnie zupełnie. Teraz jest lepiej, cieszę się na powrót każdą mszą w jakiej uczestniczę. Czy jestem na niej zupełnie sama, czy z synkiem. A swój żal, gdy się pojawia, z ufnością oddaję Bogu.
Jeśli chodzi o widok rodzin, też kłuło mnie serce i czułam żal. Bałam się że wybuchnę szlochem pośrodku kościoła - z żalu. Nauczyłam się za każdym razem w takiej sytuacji dziękować Bogu za małżonków wypełniających przysięgę małżeńską i prosić o błogosławieństwo dla nich i o to, by ich widok cieszył serca wszystkich - moje też. Początkowo chodziło mi tylko o ty, by zająć myśli i odejść od żalu, nie popłakać się w głos, ale... zadziałało - teraz widok rodzin naprawdę mnie cieszy, nie smuci. Taka mała uproszona łaska.

Będzie dobrze. Jestem pewna, że pięknie przeżyjecie czas przygotowania do komunii. Może warto poszukać plusów - na przykład, że mąż jest gotowy się zaangazować i uczestniczyć w spotkaniach. Zawsze może coś go natchnie, a synek będzie się czuł lepiej, jeśli oboje będziecie przy nim. A jak się okaże że jednak męzowi się znudzi i nie będzie przychodzić - to też plus - mniej emocji dla ciebie. A synek nie będzie w napięciu, więc będzie mógł się skupić spokojnie na mszy i radośnie z mamą ją przeżywać. W kościele, w świętej przestrzeni mszy, wszystko co się dzieje zawsze jest na plus.

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Avys » 28 wrz 2020, 11:33

Każda kochanka powinna brać pod uwagę, że jeżeli zajdzie w ciążę z żonatym mężczyzną to bierze na siebie ogromne ryzyko bycia samotną matką i tym samym ryzykuje jeszcze przed poczęciem dziecka, że ono nie będzie miało kochającego taty. Beznadziejny start w macierzyństwo. Mężczyzna ten pokazał już, że jego słowa o wierności kobiecie są zupełnie niewiarygodne, więc niby dlaczego kowalskiej miałby nie opuścić jak mu będzie źle??!?Dodatkowo budując szczęście na nieszczęściu innych (żony i dzieci) mężczyzna ten nie jest łobuzem ale łajdakiem! Łobuzem to jest dziecko które nie usłucha rodziców i zje wszystkie cukierki czekoladowe, a potem poskacze po sofie i wysmaruje ją czekoladą.
Oczywiście to samo tyczy się kobiet które porzucają mężów i wiążą się z kowalskimi.

Nadzieją jest to, że każdy łajdak może zostać świętym jeśli tylko zechce :-)

JolantaElżbieta
Posty: 615
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: JolantaElżbieta » 28 wrz 2020, 14:10

Avys pisze:
28 wrz 2020, 11:33
Każda kochanka powinna brać pod uwagę, że jeżeli zajdzie w ciążę z żonatym mężczyzną to bierze na siebie ogromne ryzyko bycia samotną matką i tym samym ryzykuje jeszcze przed poczęciem dziecka, że ono nie będzie miało kochającego taty. Beznadziejny start w macierzyństwo. Mężczyzna ten pokazał już, że jego słowa o wierności kobiecie są zupełnie niewiarygodne, więc niby dlaczego kowalskiej miałby nie opuścić jak mu będzie źle??!?Dodatkowo budując szczęście na nieszczęściu innych (żony i dzieci) mężczyzna ten nie jest łobuzem ale łajdakiem! Łobuzem to jest dziecko które nie usłucha rodziców i zje wszystkie cukierki czekoladowe, a potem poskacze po sofie i wysmaruje ją czekoladą.
Oczywiście to samo tyczy się kobiet które porzucają mężów i wiążą się z kowalskimi.

Nadzieją jest to, że każdy łajdak może zostać świętym jeśli tylko zechce :-)
Niech mowa wasza będzie tak - tak, nie - nie. Lubię to :-) Też tak uważam. I że każdy kto wtyka nos w małżeństwo w kryzysie, korzystając z okazji musi odczuć skutki swojego czynu - oczywiście dzieci są niewinne i cierpią przez łotrostwa dorosłych:-(

Sarah
Posty: 130
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Sarah » 28 wrz 2020, 14:34

Popieram. Nie bawmy się w eufemizmy, tylko nazywajmy rzeczy po imieniu. Rozwalanie małżeństwa to łajdactwo.
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Paprotka » 29 wrz 2020, 12:09

Ja nie pisze ,czy mi kogoś żal ,czy nie. Po prostu nie pochwalam takiej retoryki. O nas, żonach zdradzonych, rozwodzących się, często różnie się zachowujących tez mówią często zle. Często słyszałam : co za wredna żoneczkę, dziwne ze z nią tyle wytrzymał, nie żal mi jej. Nie dotyczyło to się mnie. Ale o kilku kobietach tak słyszałam.
My nadajemy iście demoniczne cechy kobiecie której również nie znamy.
A po środku jest ten zapewne uwiedziony ale szamotajacy się Misio.

sasanka
Posty: 173
Rejestracja: 09 sie 2017, 23:08
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: sasanka » 29 wrz 2020, 20:13

Popieram nazywanie rzeczy po imieniu i przyjmowanie faktów takimi jakie są.
Kowalska sięga z egoizmu po cudzego męża i czego się spodziewa?
W dodatku zachodzi w ciążę nie myśląc o swoim dziecku , które poczęła (wybaczcie ten zwrot , bo może zabrzmi trochę fanatycznie) z ...grzechu. A potem oczekuje współczucia i chce jak najwięcej otrzymać od tego kowalskiego , którego już przygarnęła kolejna kowalska. Wszystko okej , tylko tam w międzyczasie pojawiają się bezbronne dzieci.
A biedny misiu bez wysiłku żyje sobie dalej , bo wie , że bez problemu znajdzie się następna kowalska.
Paprotko tu nie chodzi o retorykę wypowiedzi tylko o prawdę , która broni się czynami.

Sarah
Posty: 130
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Sarah » 29 wrz 2020, 21:20

Paprotka pisze:
29 wrz 2020, 12:09
My nadajemy iście demoniczne cechy kobiecie której również nie znamy.
Moim zdaniem stwierdzamy fakty. Wchodzenie w małżeństwo to zło, jakby na to nie patrzeć. Oczywiście jeszcze większym złem jest zdradzanie żony czy męża przez osobę, która obiecała jej czy jemu miłość, wierność i uczciwość. Nawet wśród ludzi świeckich (no dobra, wśród tej bardziej przyzwoitej i uczciwej ich części) przyjęte jest, że jeśli już nie widzi się możliwości ratowania małżeństwa, to należy najpierw się rozstać, a dopiero później szukać następnego partnera. A nie kłamać i oszukiwać. A sypianie z żonatymi czy mężatkami nie ma nic wspólnego z honorem i przyzwoitością. Nawet za zdradę małżeńską można ponieść karę w postaci orzeczenia rozwodu ze swojej winy (i alimentów nawet do końca życia swojego czy zdradzonego współmałżonka, jeśli ten nie zawrze ponownie małżeństwa).
Paprotko, mam dziwne wrażenie, że w wielu swoich postach bronisz zdradzaczy, kowalskich, ich miłości itp., chociaż przeważnie w zawoalowany sposób. Dlaczego to robisz, jeszcze na takim forum?
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

Ruta
Posty: 690
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ruta » 29 wrz 2020, 21:29

Paprotka pisze:
29 wrz 2020, 12:09
(...) O nas, żonach zdradzonych, rozwodzących się, często różnie się zachowujących tez mówią często zle. Często słyszałam : co za wredna żoneczkę, dziwne ze z nią tyle wytrzymał, nie żal mi jej. Nie dotyczyło to się mnie. Ale o kilku kobietach tak słyszałam.
My nadajemy iście demoniczne cechy kobiecie której również nie znamy.
A po środku jest ten zapewne uwiedziony ale szamotajacy się Misio.
W zasadzie to co mówi się o tych żonach i mężach to często prawda. To naprawdę dziwne, że mój mąż tyle ze mną wytrzymał i równie dziwne, że ja z nim tyle wytrzymałam. I zapewne to co się o mnie "mówi" w dużej mierze jest prawdą...
Czy pośrodku jest uwiedziony Misio? Albo uwiedziona Misia? Zapewne nie. W wielu przypadkach jest człowiek, który słusznie miał dość i żony i siebie i tego co razem z żoną tworzyli. Tylko w tym wszystkim pobłądził, oszukał sam siebie, myśląc, że zacznie od nowa i dzięki temu jego życie się poskłada. Jest w tym też kowalska czy kowalski. Także pogubieni i zaślepieni.
Myślę jednak, że przyzwoita osoba widząc małżonka w kryzysie nie wciąga go w romans, żeby łatać jakieś swoje dziury emocjonalne, tylko odsyła Misia czy Misię do męża żony czy dzieci. Stąd tyle złości i frustracji myślę wobec kowalskich. Ich egoizmy ranią wiele osób.

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Paprotka » 30 wrz 2020, 0:11

Saro a jak skomentujesz to ,ze dla wielu osób żony zachowują się podobnie ?
Ja się podzielę swoim przykładem ,bo nie można tu takich faktów stwierdzić. Kiedyś moja przyjaciółka trochę mnie ustawiła mówiąc mi jak to wyglądało i żebym nie dorabiała zbędnej filozofii ,która pomagała mi pozornie. Było latwiej.
Nasze małżeństwo było średnie i o tym ludzie wiedzieli. Mój mąż pracował z ta kobieta. Wg innych coś zawsze wisiało w powietrzu ale nie było uwodzenia czy większych rozmów. A owa kobieta nie jest na moje nieszczęście demoniczna, zakompleksiona manipulatorka w miniówce i czerwonej szmince. Jest lubiana , nawet bardzo. My z mężem przeżywaliśmy kolejny z rzędu zakręt , padały mocne słowa w tym o rozwodzie. Nie pierwszy raz. A ja zawsze taka twarda i konkretna babka jestem. A przynajmniej tak uważał mąż.W pracy pojawił się przestój wiec zaczęli rozmawiać. Jak się okazało szło im lepiej niż nam kiedykolwiek, mieli wspólne tematy, zainteresowania. Dla tej kobiety ,która nie jest religijna rozstanie 2 ludzi ,których związek jest mierny a dziecko dorosłe jest logiczne. Wiem kiedy mój mąż się zakochał , bo zmieniło się jego zachowanie. Kiedy zaczęli ze sobą sypiać , bo wyniósł się z sypialni. Ja stosowałam tzw twarda miłość kompletnie nie doceniając mojego męża. A mój mąż uważał ,ze chce rozwodu bo zdrady nie toleruje. On również chciał rozwodu bo nowym związkiem postawił kropkę. Powiedzieliśmy sobie tak wiele rzeczy i wyszło ich tez sporo ,ze mąż powiedział ,ze woli być sam niż ze mną.
Zrobiłam kilka rzeczy których się wstydzę i pewnie wiele osób uważa mnie za „wariatkę”.
W mojej historii jak i pewnie w wielu innych zadziałał zbieg wielu okoliczności i niedomówień a nie demoniczna uwodzicielka ;)
Poza tym jest to matka rodzeństwa mojego dziecka . Mam nadzieje ,ze mimo tego co ja robiłam ona już tez odpuściła.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 14 gości