Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Bławatek
Posty: 263
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 25 paź 2020, 23:09

Tak, najlepiej jak się wyprowadzimy bo mój mąż nie będzie umiał się odnaleźć w moim domu. Pewnie głównie dlatego, że tu mu wszyscy (moja rodzina bliższa i dalsza, która widziała w jakim złym stanie byłam po jego odejściu) będą przypominali o jego odejściu. A ja naprawdę dużo własnej pracy i tylko moich pieniędzy włożyłam w remont i dobrze nam tu z synem. Niestety mąż naciska też na powrót, bo on nie wie jak mamy naprawiać na odległość, a ja mu nie ufam - coś będzie nie po jego myśli i znów ucieknie. Mam nadzieję, że terapeuta da nam jakieś wskazówki.

Najgorsze, że ja już powoli nie widzę sensu ratowania. Wieczorem jeszcze rozmawialiśmy - jak to mąż stwierdził wyliczaliśmy kto co zrobił lub nie zrobił w naszym małżeństwie. Ja twierdzę, że jeżeli nie powiemy sobie wszystkiego co nas bolało, co nam nie odpowiadało to nigdy nie zrobimy nic w kierunku aby było lepiej. Mąż nie umiał przyjąć prawdy o sobie i swoim zachowaniu, wstał powiedział "nie kocham cię" i wyszedł. Za pół godziny zadzwonił, że słabo się czuje i boi się, że zemdleje i poprosił abym na chwilę podeszła. Mieszka teraz niedaleko, biłam się z myślami, ale już mu się takie omdlenia zdarzały więc poszłam. A on znów był w takim stanie jak kilkukrotnie w małżeństwie - jak mały chłopiec, który został bardzo skrzywdzony, leżał skulony, bał się być sam. Sam rani mówiąc np. "nie kocham cię" a potem leży cierpiąc bo świat dookoła jest zły. Mi to wygląda na jakieś zaburzenie osobowości ale nie wiem jak go przekonać że takie stany ma cyklicznie i powinien to zdiagnozować.

Wszystko w rękach Boga.

Caliope
Posty: 488
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Caliope » 26 paź 2020, 7:57

Bławatku mi psycholog mówi, zostaw przeszłość, ona nie wròci. Trzeba zamknąć stary etap, wybaczyć i odbudowywać bez starych spraw i wypominek. Dlatego powiedział że Cię nie kocha, bo nic się nie zmieniło i dalej masz żal. A że widać go to dotyka to zareagował somatycznie. Ile ja bym dała żeby mieć szansę na odbudowę, tylko u mnie to mąż nie zapomniał o przeszłości i wygórowanych oczekiwaniach. Przeszłości się nie cofnie, można jedynie wymyśleć sposób by bez obwiniania stać się lepszą wersją siebie.

Bławatek
Posty: 263
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 26 paź 2020, 13:37

Caliope pisze:
26 paź 2020, 7:57
Bławatku mi psycholog mówi, zostaw przeszłość, ona nie wròci. Trzeba zamknąć stary etap, wybaczyć i odbudowywać bez starych spraw i wypominek. Dlatego powiedział że Cię nie kocha, bo nic się nie zmieniło i dalej masz żal. A że widać go to dotyka to zareagował somatycznie. Ile ja bym dała żeby mieć szansę na odbudowę, tylko u mnie to mąż nie zapomniał o przeszłości i wygórowanych oczekiwaniach. Przeszłości się nie cofnie, można jedynie wymyśleć sposób by bez obwiniania stać się lepszą wersją siebie.
Caliope ja go nie odrzucam tylko chcę zobaczyć czy jego zmiana jest długofalowa czy stwierdził, że w ciepłych warunkach przezimuje. Wiem że przyszłości się nie cofnie ale my się w małżeństwie "kłóciliśmy" o kilka spraw na okrągło i to zawsze ja szłam na konpromis, rezygnowałam z siebie, ja ciągle przepraszałam, a sama nigdy przepraszam nie usłyszałam. I prędzej czy później znów to samo wypłynie. Chciałabyś wracać do tego co było źle czy zacząć na nowo ale dobro. Gdybyś dostała szansę od męża ale i warunek -poszłabys mieszkać do zimnych pokoi bez dobrych warunków bytowych, czy wolałabyś mieszkanie/dom w którym mieszkasz. Ja nie mam wygórowanych oczekiwań, koleżanki się śmieją że one by nigdy takie skromne nie były.

Caliope
Posty: 488
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Caliope » 26 paź 2020, 17:27

Nie ma co się licytować kto co ma ,kto nie ma, mamy inne problemy. Mi chodzi o granice, po prostu nie chce mi się o takich rzeczach gadać to nie rozmawiam. U was przynajmniej są plany razem, zawsze możesz spróbować i się potem przecież wycofać jak strefa komfortu nie będzie dla Ciebie do zniesienia. O to mi chodziło żeby zamknąć przeszłość.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9154
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Nirwanna » 26 paź 2020, 20:16

Wiecie, "zamknąć przeszłość(i nie wracać do niej)" to ładne i nośne hasło, ale z mojego doświadczenia wynika, że jest to potężny skrót myślowy, który stosując bezrefleksyjnie, mogę sobie zrobić ogromną krzywdę.
Zamknąć przeszłość nie polega na decyzji rozumowej, że oto od jutra od 9.45 przekręcam klucz i jest zamknięta.
Zamknięcie przeszłości to efekt, owoc, do którego dążę i dążyć będę zapewne ładnych kilka, a może i kilkanaście lat.
To potężny proces psychoduchowy, polegający na akceptacji siebie, swojego życia, przeszłości od stanu prenatalnego poczynając, polegający też na zadośćuczynieniu Bogu, sobie i innym, oraz wreszcie na wybaczeniu wszystkim krzywdzicielom w moim dotychczasowym życiu. To wszystko dzieje się w procesie. A dopiero na jego końcu jest owo "zamknięcie przeszłości", aby nie miała już destrukcyjnego wpływu na moją teraźniejszość.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Caliope
Posty: 488
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Caliope » 26 paź 2020, 21:53

Masz rację Nirwanno, ja zamknęłam przeszłość w rodzinie pierwotnej na terapii. Swoją w małżeństwie zamykam, byłoby szybciej gdyby nie ciężka teraźniejszość, ale się da, prawie rok i jestem pogodzona z innymi, ale ze sobą mam jeszcze pracę. Wybaczenie, uznanie że już jest po, nie zmienię nic co było, to dla mnie zamknięcie przeszłości.

Bławatek
Posty: 263
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 27 paź 2020, 9:18

Ważne słowa Nirwanny - zamknięcie przeszłości to proces.

Wszystko co doświadczyłam naznaczyło mnie i ukształtowało, mogę mieć żal do rodziców, że nie nauczyli mnie kochać i żyć z tą myślą, że nie umiem kochać przez nich więc taka już będę, natomiast mam możliwość wgłębić się w to wszystko, próbować rozebrać na czynniki proste i coś z tym zrobić. Np. nauczyć się kochać, dawać innym miłość słowem, czynem, gestem. I wtedy przestanę mieć żal, tylko dotrze do mnie np. to że ich też nikt wcześniej nie kochał na przykład lub tego nie nauczył. I zamiast ciągle robić im wyrzuty to wybaczę, przyjmę i wyciągnę z tego dobro np. do zmiany siebie.

Dla mnie raniące są sprawy finansowe w naszym małżeństwie bo ciągle ja byłam za wszystko odpowiedzialna - gdy mąż był bez stałej pracy to go wspierałam, pozwalałam mieć kosztowne i czasochłonne hobby, ale w sytuacji gdy mąż zaczął lepiej zarabiać i mnie oszukiwać (niestety do tej pory) to rodzi się we mnie bunt. Bo ktoś mając pieniądze (zatajone) nie powinien drugiej stronie wytykać rzekomej niegospodarności tylko wziąć w końcu odpowiedzialność za byt rodziny. Do dziś słyszę jak źle było mężowi w naszym zapełnionym po brzegi mieszkanku, ale sam mając możliwości nic nie zrobił w kierunku zamiany na lepsze - lepiej ciągle oskarżać drugą stronę. Nie chcę wracać do tych samych schematów.

Jak gdzieś przeczytałam czy usłyszałam - wybaczyć można zawsze i wszystko, zapomnieć niekoniecznie

marylka
Posty: 1193
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: marylka » 27 paź 2020, 12:14

Bławatek pisze:
27 paź 2020, 9:18
lepiej ciągle oskarżać drugą stronę. Nie chcę wracać do tych samych schematów.
Super że nie chcesz
Czas wiec to wdrożyc
Możesz np postanowic sobie że tych "ciąglych oskarźen " nie bedziesz sluchać, nie wciagac sie w jalowe oskarżenia
Już i tak chyba wszystko sobie powiedzieliscie

Mąż jak i Ty wiecie jak bylo i jest z finansami a oskarżanie czesto jest zagluszaniem wlasnego sumienia. Wiec skoro nie masz nic do zagluszania to nie musisz sluchac jego usprawiedliwien w formie krzyku i obwiniania

Pozdrawiam

Bławatek
Posty: 263
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 27 paź 2020, 22:18

Byliśmy dzisiaj jak się okazało u mediatora. Nawet w miłej atmosferze rozmawialiśmy tzn. negocjowaliśmy na jakie ustępstwa każde z nas może pójść - wyszło, że ja powinnam więcej dać z siebie i nie marudzić to mój "pan" łaskawie będzie ze mną. Niby ustaliliśmy, że mąż zawiesi sprawę o rozwód ale w samochodzie usłyszałam, że jeszcze sie zastanowi. W parę minut przekalkulował, że jednak straci. Wychodzi jego podła egoistyczna natura - ciągle słyszałam: ja, bo mnie, bo moje - nie: my, nam, nasze. To że mnie zranił, skrzywdził, a wcześniej nie doceniał i nie okazywał mi miłości to nie ma znaczenia, bo przecież on postąpił słusznie nie wypełniałam swoich obowiązków domowych tak jak on by chciał to odszedł. Ale teraz po tym moim remoncie to się zastanawia.

Zalecono nam terapię małżeńską, ale ona chyba niewiele u nas znieni.

Zostawiam wszystko Bogu.

marylka
Posty: 1193
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: marylka » 28 paź 2020, 12:15

Bławatek pisze:
27 paź 2020, 22:18
Nawet w miłej atmosferze rozmawialiśmy
Właśnie o to chodzi żeby w bezpiecznych warunkach można bylo porozmawiac
tzn. negocjowaliśmy na jakie ustępstwa każde z nas może pójść - wyszło, że ja powinnam więcej dać z siebie i nie marudzić to mój "pan" łaskawie będzie ze mną.
Nie rozumiem
Skoro mowiliscie ile możecie
To to "wiecej Ty" jest za Twoja zgoda tak?

To skoro tak jest i na to sie zgodzilaś - to dlaczego wyczuwam u Ciebie żal i sarkazm? /może sie myłe/
Niby ustaliliśmy, że mąż zawiesi sprawę o rozwód ale w samochodzie usłyszałam,


To sa takie stare pogrywki.
Tu ustalacie i tego warto sie trzymac. A co ponadto to rozmowy sa zbedne i ja bym do serca ich sobie nie brala
Tak to wyglada - gdzies uznajecie że we dwojke nie potraficie sie dogadac i prosicie o pomoc osobe trzecia. Warto przy niej poruszac szczegolnie wrażliwe tematy zwlaszcza na poczatku terapii bo we dwojke na razie nie potraficie sie dogadac. A na osobnosci nie wchodzic w dyskusje bo i tak w pyskowke sie zamienia

Wychodzi jego podła egoistyczna natura - ciągle słyszałam: ja, bo mnie, bo moje -

Czy Ty chcesz z ta podla egoistyczna natura byc czy nie?
Bo już ja sie gubie
Zalecono nam terapię małżeńską, ale ona chyba niewiele u nas znieni.
Z takim Twoim nastawieniem na pewno nic nie zmieni
Zostawiam wszystko Bogu.
Bog pomaga tym ktorzy CHCĄ sobie pomóc
Bog Ci podesle ludzi, sytuacje ale wiesz....to tak jak w ewangeliach...Jezus pyta - czego chcesz - no dziwne pytanie do ślepego prawda?
A jednak.....

Blawatku - czy Ty chcesz budować?

Od poczatku - od razu ukladasz sie w roli ofiary że musisz isc na wiecej ustepstw
To za Twoja zgoda było czy nie?
Czasem i tak jest że wiecej musi poswiecic jedna strona
Jednak jesli przyswieca jej cel i determinacja w imie innych ważniejszych wartosci - to pójdzie na ustepstwa. Malo tego - zrobi to z checią

Jak bedziesz caly czas czula że ponosisz jakaś ofiare to ja stawiam też znak zapytania o Wasza wspólna przyszłosć
Bo poczucie skrzywdzenia powoduje wykrzywiona mine urazy agresje pretensje......no a nic dobrego to nie wroży
Wiec wszystko w rekach Waszych - Boga i Twoich
Ja to tak widze
Pozdrawiam

Bławatek
Posty: 263
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 28 paź 2020, 14:14

marylka pisze:
28 paź 2020, 12:15
Bławatek pisze:
27 paź 2020, 22:18
Nawet w miłej atmosferze rozmawialiśmy
Właśnie o to chodzi żeby w bezpiecznych warunkach można bylo porozmawiac
tzn. negocjowaliśmy na jakie ustępstwa każde z nas może pójść - wyszło, że ja powinnam więcej dać z siebie i nie marudzić to mój "pan" łaskawie będzie ze mną.
Nie rozumiem
Skoro mowiliscie ile możecie
To to "wiecej Ty" jest za Twoja zgoda tak?

To skoro tak jest i na to sie zgodzilaś - to dlaczego wyczuwam u Ciebie żal i sarkazm? /może sie myłe/
Niby ustaliliśmy, że mąż zawiesi sprawę o rozwód ale w samochodzie usłyszałam,


To sa takie stare pogrywki.
Tu ustalacie i tego warto sie trzymac. A co ponadto to rozmowy sa zbedne i ja bym do serca ich sobie nie brala
Tak to wyglada - gdzies uznajecie że we dwojke nie potraficie sie dogadac i prosicie o pomoc osobe trzecia. Warto przy niej poruszac szczegolnie wrażliwe tematy zwlaszcza na poczatku terapii bo we dwojke na razie nie potraficie sie dogadac. A na osobnosci nie wchodzic w dyskusje bo i tak w pyskowke sie zamienia

Wychodzi jego podła egoistyczna natura - ciągle słyszałam: ja, bo mnie, bo moje -

Czy Ty chcesz z ta podla egoistyczna natura byc czy nie?
Bo już ja sie gubie
Zalecono nam terapię małżeńską, ale ona chyba niewiele u nas znieni.
Z takim Twoim nastawieniem na pewno nic nie zmieni
Zostawiam wszystko Bogu.
Bog pomaga tym ktorzy CHCĄ sobie pomóc
Bog Ci podesle ludzi, sytuacje ale wiesz....to tak jak w ewangeliach...Jezus pyta - czego chcesz - no dziwne pytanie do ślepego prawda?
A jednak.....

Blawatku - czy Ty chcesz budować?

Od poczatku - od razu ukladasz sie w roli ofiary że musisz isc na wiecej ustepstw
To za Twoja zgoda było czy nie?
Czasem i tak jest że wiecej musi poswiecic jedna strona
Jednak jesli przyswieca jej cel i determinacja w imie innych ważniejszych wartosci - to pójdzie na ustepstwa. Malo tego - zrobi to z checią

Jak bedziesz caly czas czula że ponosisz jakaś ofiare to ja stawiam też znak zapytania o Wasza wspólna przyszłosć
Bo poczucie skrzywdzenia powoduje wykrzywiona mine urazy agresje pretensje......no a nic dobrego to nie wroży
Wiec wszystko w rekach Waszych - Boga i Twoich
Ja to tak widze
Pozdrawiam
Dla mnie nie jest problemem dać więcej z siebie, tylko że mąż z góry zakłada, że i tak ze mną mu dobrze nie będzie. Tak powiedział w aucie. Oraz że musi to przemyśleć jeszcze raz bo pewnie wiele na tym straci. Nie jest dla niego ważna rodzina, ja, syn tylko on i jego szczęście. Próbuję mu na różne sposoby otwierać oczy, że jest strasznym egoistą, a wystarczyłoby aby popracował nad sobą, choć trochę wyzbył się egoizmu. W każdym małżeństwie, związku potrzeba kompromisu i ustępstw, ale jeśli tylko jedna strona będzie ustępować to i tak się wszystko posypie. Każda moja chęć, zapał a gaszone słowami jak mi będzie źle to odejdę. Ja się czuję często szantażowana.

Ja już nie chcę być ofiarą. Dużo czytałam o małżeństwie np. książkę p. Jacka Pulikowskiego - proponowałam mu to powiedział że głupot katolickich nie będzie czytał. A ja bym chciała mieć właśnie taki model rodziny i małżeństwa jak czytam, jak słucham w konferencjach. Niestety jak ja sama zacznę to wdrażać to mąż i tak będzie to odbierał jako atak.

Chcę naprawiać małżeństwo, bo gdzieś tam jeszcze moja miłość do niego jest. Ale jeśli mam całe życie się podporządkowywać mężowi to chyba coś jest nie w porządku. Szukam terapeutów (niekatolickich - warunek męża), którzy mają doświadczenie i chcą pomóc a nie tylko kasę zbierać. To jest mój warunek - chodzimy na terapię, naprawiamy małżeństwo i siebie i dopiero mąż wraca. Kiedyś już pisałam że przed odejściem mąż mi powiedział, że ciągle mnie obserwuje. Jak można być sobą, normalnie żyć gdy się wie że jest się obserwowaną i ocenianą. Ja nie mogę popełnić nawet najmniejszego błędu, mieć złego dnia bo mogę usłyszeć "nie starasz się". Chcę chodzić na terapię też po to aby zobaczyć gdzie popełniliśmy błędy i czy to rzeczywiście tylko moja wina, że nam nie wyszło.

Caliope
Posty: 488
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Caliope » 28 paź 2020, 16:54

Bławatku, przykre to co piszesz, że jesteś obserwowana i oceniana, też tak miałam i starając się bardzo robiłam sobie krzywdę. Nie bój się stawiać granic, ja przede wszystkim myślę żeby mi było dobrze i chcę być sobą z mężem lub bez niego. Nie idę dalej jak moje granice są przekraczane lub jestem pod ścianą, ucinam to co mi się nie podoba i się nie boję, bo nie muszę spełniać wymogów.

marylka
Posty: 1193
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: marylka » 28 paź 2020, 17:16

Wybacz Bławatko ale mysle źe gdybys mniej zafiksowala sie na podsuwaniu meżowi madrych lektur a sama w nie sie wczytala - dla SIEBIE - wiecej bys zyskała
To że maż Cie obserwuje i ocenia to jedno
A czy bedziesz chodzila pod jego dyktando - to Twoja decyzja
Pozdrawiam

Ruta
Posty: 690
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ruta » 28 paź 2020, 18:53

Bławatek pisze:
28 paź 2020, 14:14
Dla mnie nie jest problemem dać więcej z siebie, tylko że mąż z góry zakłada, że i tak ze mną mu dobrze nie będzie. Tak powiedział w aucie. Oraz że musi to przemyśleć jeszcze raz bo pewnie wiele na tym straci. Nie jest dla niego ważna rodzina, ja, syn tylko on i jego szczęście. Próbuję mu na różne sposoby otwierać oczy, że jest strasznym egoistą, a wystarczyłoby aby popracował nad sobą, choć trochę wyzbył się egoizmu. W każdym małżeństwie, związku potrzeba kompromisu i ustępstw, ale jeśli tylko jedna strona będzie ustępować to i tak się wszystko posypie. Każda moja chęć, zapał a gaszone słowami jak mi będzie źle to odejdę. Ja się czuję często szantażowana.

Ja już nie chcę być ofiarą. Dużo czytałam o małżeństwie np. książkę p. Jacka Pulikowskiego - proponowałam mu to powiedział że głupot katolickich nie będzie czytał. A ja bym chciała mieć właśnie taki model rodziny i małżeństwa jak czytam, jak słucham w konferencjach. Niestety jak ja sama zacznę to wdrażać to mąż i tak będzie to odbierał jako atak.

Chcę naprawiać małżeństwo, bo gdzieś tam jeszcze moja miłość do niego jest. Ale jeśli mam całe życie się podporządkowywać mężowi to chyba coś jest nie w porządku. Szukam terapeutów (niekatolickich - warunek męża), którzy mają doświadczenie i chcą pomóc a nie tylko kasę zbierać. To jest mój warunek - chodzimy na terapię, naprawiamy małżeństwo i siebie i dopiero mąż wraca. Kiedyś już pisałam że przed odejściem mąż mi powiedział, że ciągle mnie obserwuje. Jak można być sobą, normalnie żyć gdy się wie że jest się obserwowaną i ocenianą. Ja nie mogę popełnić nawet najmniejszego błędu, mieć złego dnia bo mogę usłyszeć "nie starasz się". Chcę chodzić na terapię też po to aby zobaczyć gdzie popełniliśmy błędy i czy to rzeczywiście tylko moja wina, że nam nie wyszło.
Bławatku,
Rozumiem tęsknotę za takim dobrym katolickim małżeństwem, też czułam się zachwycona i myślałam sobie - też tak chcę. Myślę też o dwóch wspaniałych rodzinach, które znam, obie bardzo wierzące, z dużą gromadą dzieci. Wspaniali, ciepli, żyjący wiarą - sama ich obecność jest uspakajająca i kojąca. I wiesz co - choć wiele ich łaczy, przede wszystkim wiara i zaufanie Bogu, to każde z nich ma swój własny model małżeństwa, wzajemnych relacji, relacji z dziećmi. Punkty styczne są tylko takie, że w obu małżeństwach i mąż i żona są na siebie niezwykle otwarci i wobec siebie są bardzo wspierający.

Jeden idealny mąż jest bardzo skrupulatny, gotowy cały czas by pomagać swoim bliskim, zawsze na nich otwarty, gdy dziecko dzwoniło, że zapomniało zeszytu z pracą domową, to zostawiał wszystko i przywoził, bez żadnych wurzutów i pretensji, jest bardzo otwarty i bezpośredni, ma też poczucie humoru i jest bardzo zaradny. Drugi idealny mąż jest zdystansowany i taki no wiem, mocny?, wypełnia sobą przestrzeń, jest ciepły ale autorytarny, nie wyobrażam sobie by któreś z jego dzieci zadzwoniło, że nie ma zeszytu w szkole, za to sobie wyobrażam co by powiedział - zapewne coś w stylu, przykro mi, następnym razem pamiętaj, a teraz po prostu przyjmij jedynkę i zapytaj od razu co masz zrobić, by ją poprawić. Czy chciałabym żyć z którymś z tych idelanych męzów? - nie.
Mój własny mąż w swoich dobrych czasach dawał przede wszystkim radość, była w nim taka dziecięca ciekawość do wszystkiego, kiedy coś robił, to robił całym sobą, przez to każda rzecz robiona razem z nim była super, nawet mycie podłogi, miał niesamowite, abstrakcyjne poczucie homoru i potrafił niesamowite rzeczy, z jednej strony lubił męskie zajęcia i był dobry we wszystkich pracach typu remonty, z drugiej potrafił robić piękne dekoracje, lubił gotowanie i prace domowe. Wszystko przy nim ożywało i nabierało kolorów. Zapewne gdyby to on otrzymał telefon od dziecka, że nie ma zeszytu, to powiedziałby coś w stylu - postaraj się uniknąć jedynki, w razie czego powiedz szczerze czemu nie masz, jak zapomniałeś, no to zapomniałeś - a jak ci nauczyciel wystawi jedynkę, no to sie tak bardzo tym nie przejmuj, to się zdarza.


Myślę, że nie warto trzymać się jakiejś określonej wizji, szczególnie wizji tego, jaki ma być mąż. Wiele kobiet żali się - i słusznie, gdy mąż ma upragnioną wizję dobrej katolickiej żony i czuje się wtłaczana w jakieś określone ramki. Mężczyźni się nie żalą, ale chyba niestety czasem też jakieś tam ramki dla nich mamy.

Słucham sobie różnych rekolekcji - i różni księża często poruszają na różne sposoby jeden temat - że jeśli czujemy potrzebę miłości, kompletnej szczerej relacji, takiej, gdzie będziemy bezpieczne, zadowolone, zawsze szczęśliwe i kochane - to z takimi potrzebami trzeba zwracać się do Boga. Mąż czy żona to ludzie, niedoskonali, grzeszni, egoistyczni. Jak napisał nałóg - małżeństwo to raczej stan większego lub mniejszego kryzysu. Radząc sobie z tymi mniejszymi lub większymi kryzysami rozwijamy się. A siłę, radość życia, poczucie bycia zawsze kochaną, poczucie bezpieczeństwa - to zapewnia Bóg, nie mąż.

Piszę, bo pomyślałam sobie, że może warto przed terapią odpuścić sobie oczekiwania - posłuchać męża, otworzyć się na to, co on ma do zaproponowania, zaoferowania i pomyśleć nie o tym, jaka wizja małżeństwa rodziny mi się podoba i mnie urzeka, tylko o tym, jakie mam potrzeby i na które z nich może odpowiedzieć mój mąż. Oraz na jakie jego potrzeby mogę odpowiedzieć ja.

Piszę też, bo pomyślałam sobie o takiej sytuacji: mój mąż utracjusz wraca, po terapii, trzeźwy, pewnie nastroszony i niepewny, pewnie z całą listą zastrzeżeń i kwestii asekuracyjnych (jak coś nie pójdzie to sobie pójdę, nie wiem czy to mam sens, a co jak nic nie poczuję) - a ja mu od razu z wysokiego C z Pulikowskim, dobrym katolickim małżeństwem, głeboką relacją, cierpliwością do żony i potrzebą jej wysłuchiwania i zwracaniem uwagi na jej emocje (to mi najbardziej się podobało). Zwieje. Jak nic by zwiał.

A co do tych mężowskich tekstów asekuracyjnych - no właśnie to rodzaj asekuracji, by się ochronić, nie dać poranić, albo cos tam sobie zabezpieczyć, furtkę zostawić. Trzymajcie się ustaleń, reszta to gadanina. No i nie musisz od razu przegadywac wszystkiego - szczególnie tekstów w funkcji zaczepki czy asekuracji.

Na terapi na swojej grupie nauczyłam się dwóch przydatnych odpowiedzi okolicznościowych - "przyjmuję co powiedziałeś (że tak uważasz, że tak to widzisz)" oraz "ja tak nie uważam" (szczególnie, gdy ktoś wypowiada opinię, która w twoim odczuciu jest krzywdząca lub stanowi zaczepkę, by podkręcić atmosferę).

marylka
Posty: 1193
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: marylka » 29 paź 2020, 8:16

Chcialam cos dodac na temat "podsuwanych lektur"
Wiesz jak odczytuj maż takie sytuacje?
"Jestes głupi - doucz sie"
Jakbys Ty sie czula jakby Tobie co rusz maż podsuwal książki do przeczytania?

Pisze to bo i ja mam takie doswiadczenie.
Ja nawet meża nie podejrzewalam o czytanie!
Kupowalam mu audiobooki nawet wypasiony sprzet mu kupilam żeby mial gdzie sluchac
Nawet do garażu mu zanioslam!!!!

Byłam przekonana że jak wyslucha to wszystko zrozumie i bedzie dobrze
Prawda jest taka źe ci co szukaja to znajdują.
Też musza chcieć
Także madrosci w polecanych lekturach musza chcieć

Mąż wszystko wysluchal dopiero po mojej wyprowadzce - jak już nie musiał

Można zasugerować, opowiedziec że ciekawy artykul przeczytalaś czy mógłby poczytać niejakiego Pulikowskiego i sie wypowiedziec czy sie z nim zgadza
W ten sposob

Natomiast może być że on caly czas slyszy od Ciebie żeby sie douczył.
Oczywiscie nie wprost ale miedzy wierszami

Mój mąż ma dzisiaj caly regał książek i to przerożna tematyka
Czyta wiecej niż ja :lol:
Ale to on sam chcial
Dlatego zwrócilam ns to uwage u Ciebie Blawatko

Pozdrawiam

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości