Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Caliope
Posty: 434
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Caliope » 24 sie 2020, 23:33

Bławatku i Pestko, teraz widać co przychodzi z takiej służby, gdzie w naszych czasach jednak egzamin zdaje partnerstwo. Mój mąż przestał mieć do mnie szacunek za uległość i służalczość, a słyszałam że jestem dobrą żoną, bo o wszystko i wszystkich dbam, tylko nie o siebie. Dlatego kowalskie są atrakcyjne, bo mają hobby, pasje, swoje życie,są tajemnicą. A tu co, sterana żona, co pod nos podstawi i nudno jest. Ja na nowo odkrywam w sobie kowalską, będąc dalej żoną, nie patrząc już czy mąż ma obiad, czy jest ogarnięte, fajnie mieć swoją własną drogę.

Bławatek
Posty: 219
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 06 wrz 2020, 21:44

Caliope pisze:
24 sie 2020, 23:33
Bławatku i Pestko, teraz widać co przychodzi z takiej służby, gdzie w naszych czasach jednak egzamin zdaje partnerstwo. Mój mąż przestał mieć do mnie szacunek za uległość i służalczość, a słyszałam że jestem dobrą żoną, bo o wszystko i wszystkich dbam, tylko nie o siebie. Dlatego kowalskie są atrakcyjne, bo mają hobby, pasje, swoje życie,są tajemnicą. A tu co, sterana żona, co pod nos podstawi i nudno jest. Ja na nowo odkrywam w sobie kowalską, będąc dalej żoną, nie patrząc już czy mąż ma obiad, czy jest ogarnięte, fajnie mieć swoją własną drogę.
Caliope, ja miałam pasje, które zawiesiłam bo przy małym dziecku nie miałam czasu i możliwości realizacji siebie. Mój mąż się realizował. A jak ostatnio się zbuntowałam i chciałam dla siebie - tylko siebie- wygospodarować czas to mój mąż zamiast mi pomóc w domu, zamiast przejść część obowiązków - tym bardziej teraz jak dziecko już bardzo samodzielne - wolał uciec. Być może do kowalskiej, która się nie czepia, która ma czas, jest zmysłowa, wypoczęta itd. a żona, która jest przemęczona, niewyspana i zmierzyła jest nie ważna. Czytałam kilka książek o małżeństwie ostatnio - rady dla męża m.in. takie: "jeśli widzisz, że żona jest przemęczona nadmiarem obowiązków to zdejmij z niej choć kilka a wtedy odbije się to pozytywnie w waszej sypialni" - i choć ja próbowałam w ten sposób zmieniać nasze relacje, obowiązki domowe to nigdy się nie udało.

Niedawno ktoś mi powiedział, że przede mną mąż miał kilka dziewczyn, a ja od męża słyszałam tylko o jednej - kolejne jego kłamstwo. W sumie jego niedawne słowa mnie nakierowały na takie domysły, ale odrzucałam to.

Teraz dalej tkwię w remoncie, bo się okazało, że to nie tak łatwo zrobić w starym budownictwie podłogę, a i ściany się sypią. Na szczęście pomaga mi ktoś kto ma pojęcie o różnych pracach remontowych i nie naciąga mnie na kasę i rzeczy zbędne. Ale niestety z rozmów z tym człowiekiem widzę jak niezaradny był mój mąż. Bo teraz widzę, że niektórzy potrafią chodzić do pracy a po niej iść do kogoś ciężko pracować przy remoncie aby dorobić do budżetu domowego. Niektórych stać na utrzymanie wielodzietnej rodziny. I nie robią tego bo muszą tylko chcą. I obserwuję sąsiadów - żona znika często na kilka godzin a w tym czasie mąż zajmuje się dwójka dzieci, ale nie na zasadzie, że siedzi i obserwuje jak one się bawią tylko sam z nimi ciągle coś robi. Ani jednej ani drugiej postawy nie mogłam się doprosić. A już partnerstwa wogole.

Na dodatek mąż się ode mnie sam odwiesił, że już nie mamy żadnego kontaktu ani wspólnych spraw, bo i tak najczęściej ( jak już dzwoni) to kontaktuje się bezpośrednio z synem. Smutne to - a jak pomyślę, że może już tak będzie przez kilkadziesiąt lat (jeśli Bóg obdarzył mnie takim dłuższym życiem) to już wogole mi smutno.

Ruta
Posty: 635
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ruta » 06 wrz 2020, 23:53

Bławatku, czytam, że sporo twoich myśli krąży obecnie wokół pytania, co się tak naprawdę stało i czemu twój mąż podjął takie fatalne decyzje. To ważne i potrzebne, jednak trzeba uważać, by się w tych rozważaniach nie pogrążyć. Parę razy w takie odmęty już wpadłam. Teraz mam dyscyplinę, o przeszłości mojej i męża myślę jedynie w rozważaniach. Gdy łapię się na myśleniu w innych okolicznościach, zmieniam temat. O kowalskiej nie myślę wcale. Szkoda mojego czasu. Szkoda zadawać sobie ran. Przekonanie, że kowalska jest lepsza czy nawet tylko bardziej wypoczęta nie ma żadnego uzasadnienia. Tak samo jak wizje, jakimi zadręcza się wiele kobiet, że teraz tam kwitnie romans i wszystko jest pięknie. A może właśnie on wali jej głową o ścianę. No i co z tego? Szkoda się wkręcać w takie rozmyślania.

Fajnie, że robisz dalej remont, nawet jeśli się ciągnie, to w końcu kiedyś się skończy. Ja robię "remont pełzający", bo i czas i finanse mam mocno ograniczone, a robię wszystko sama. Ale umiem już samodzielnie zamontować baterię i zamontować syfon. I nic nie cieknie :) You Tube rządzi. A ja zamieniam się pomalutku w złotą rączkę.

Napisałaś, że porzuciłaś kiedyś swoje pasje. Myślałaś o tym, żeby do nich wrócić? Wiem, że jest ciężko, sama od odejścia męża cierpię na deficyt wszystkiego, czasu, snu i sama nie wiem czego jeszcze. Ja zawsze kochałam góry i wszelkie włóczęgi, po lasach, po dziczach, ale lubiłam też zwiedzać miasta. Gdy maluch rósł zaczęłam do tego wracać, czasem razem z mężem i z dzieckiem, czasem z synkiem, raz nawet bez rodziny w wyższych górach. Teraz z wielu różnych przyczyn nie mam na razie najmniejszych szans na żadne eskapady. I wiesz co? Wyciągnęłam z tego to co lubię i co robić mogę, chodzenie. To nie to samo, ale sprawia mi sporą przyjemność. Traktuję to jako podtrzymywanie kondycji do czasu aż ruszę w moje kochane góry.
Znajdziesz na pewno coś dla siebie, coś nowego lub starego lub jakiś mix, coś odpowiedniego do twojej sytuacji. A jak już znajdziesz to na pewno mniej bedziesz mieć czasu na smutki, bo trudno się smucić jak jest ci radośnie :)

Caliope
Posty: 434
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Caliope » 07 wrz 2020, 11:35

Bławatek pisze:
06 wrz 2020, 21:44
Caliope pisze:
24 sie 2020, 23:33
Bławatku i Pestko, teraz widać co przychodzi z takiej służby, gdzie w naszych czasach jednak egzamin zdaje partnerstwo. Mój mąż przestał mieć do mnie szacunek za uległość i służalczość, a słyszałam że jestem dobrą żoną, bo o wszystko i wszystkich dbam, tylko nie o siebie. Dlatego kowalskie są atrakcyjne, bo mają hobby, pasje, swoje życie,są tajemnicą. A tu co, sterana żona, co pod nos podstawi i nudno jest. Ja na nowo odkrywam w sobie kowalską, będąc dalej żoną, nie patrząc już czy mąż ma obiad, czy jest ogarnięte, fajnie mieć swoją własną drogę.
Caliope, ja miałam pasje, które zawiesiłam bo przy małym dziecku nie miałam czasu i możliwości realizacji siebie. Mój mąż się realizował. A jak ostatnio się zbuntowałam i chciałam dla siebie - tylko siebie- wygospodarować czas to mój mąż zamiast mi pomóc w domu, zamiast przejść część obowiązków - tym bardziej teraz jak dziecko już bardzo samodzielne - wolał uciec. Być może do kowalskiej, która się nie czepia, która ma czas, jest zmysłowa, wypoczęta itd. a żona, która jest przemęczona, niewyspana i zmierzyła jest nie ważna. Czytałam kilka książek o małżeństwie ostatnio - rady dla męża m.in. takie: "jeśli widzisz, że żona jest przemęczona nadmiarem obowiązków to zdejmij z niej choć kilka a wtedy odbije się to pozytywnie w waszej sypialni" - i choć ja próbowałam w ten sposób zmieniać nasze relacje, obowiązki domowe to nigdy się nie udało.

Niedawno ktoś mi powiedział, że przede mną mąż miał kilka dziewczyn, a ja od męża słyszałam tylko o jednej - kolejne jego kłamstwo. W sumie jego niedawne słowa mnie nakierowały na takie domysły, ale odrzucałam to.

Teraz dalej tkwię w remoncie, bo się okazało, że to nie tak łatwo zrobić w starym budownictwie podłogę, a i ściany się sypią. Na szczęście pomaga mi ktoś kto ma pojęcie o różnych pracach remontowych i nie naciąga mnie na kasę i rzeczy zbędne. Ale niestety z rozmów z tym człowiekiem widzę jak niezaradny był mój mąż. Bo teraz widzę, że niektórzy potrafią chodzić do pracy a po niej iść do kogoś ciężko pracować przy remoncie aby dorobić do budżetu domowego. Niektórych stać na utrzymanie wielodzietnej rodziny. I nie robią tego bo muszą tylko chcą. I obserwuję sąsiadów - żona znika często na kilka godzin a w tym czasie mąż zajmuje się dwójka dzieci, ale nie na zasadzie, że siedzi i obserwuje jak one się bawią tylko sam z nimi ciągle coś robi. Ani jednej ani drugiej postawy nie mogłam się doprosić. A już partnerstwa wogole.

Na dodatek mąż się ode mnie sam odwiesił, że już nie mamy żadnego kontaktu ani wspólnych spraw, bo i tak najczęściej ( jak już dzwoni) to kontaktuje się bezpośrednio z synem. Smutne to - a jak pomyślę, że może już tak będzie przez kilkadziesiąt lat (jeśli Bóg obdarzył mnie takim dłuższym życiem) to już wogole mi smutno.
Smutne to co piszesz Bławatku, z moim nie jest tak strasznie, bo przed ślubem go poznałam z każdej strony, był zaradny. Wiem że sama dopuściłam bezwiednie do sytuacji w której jestem. U mnie wszystko zaczęło sie po bardzo ciężkim porodzie, widziałam jak moj syn umiera i wpadłam w depresję. Nie walczyłam, nie prosiłam o pomoc, bo nie miałam siły, tylko żeby przeżyć. Udało sie wyjść z choroby i dzięki braku kowalskiej i pomimo bólu jaki czuję uczę się dobrych wzorców i wymagam partnerstwa i odpowiedzialności od męża. Do pasji można wrócić, do wszystkich swoich celów i marzeń i życzę Ci tego z całego serca.

Nino
Posty: 397
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Nino » 07 wrz 2020, 13:57

Bławatku, o przyszłości nie myśl. Skupiaj się na dniu, który jest. Doskonale Ciebie rozumiem, bo też jestem opuszczoną w podobny sposób kobietą. Gdzie to mąż może poszczycić się doktoratem z odwieszenia. Niestety, podobnie jak Ty, ulegam porównywaniom do innych i... wtedy odczuwam głęboki smutek oraz...zazdrość!
O co chodzi z tym porównywaniem się? Skąd to się bierze? Jak to w sobie zwalczyć? Może to są pytania, które warto zadać sobie?
Porównywanie się do innych towarzyszy mi od dziecka. To jest mechanizm, który wdrukowano mi we wczesnym dzieciństwie. Kiedy zaczęłam zdawać sobie sprawę z jego toksyczności (jako nastolatka), nie potrafiłam się przed tym obronić. Moja reakcja polegała na kontestacji, abnegacji, destrukcyjnym buncie, rozpaczy i... uleganiu temu mechanizmowi w sytuacjach, gdzie mogłabym już odpuścić. Bo dorosłam, bo stałam się bardziej świadomą siebie osobą. Bo może coś tam przepracowałam. Tymczasem mam prawie 50 lat i chyba ani jeszcze porządnie nie dorosłam/dojrzałam, świadoma staję się coraz bardziej, ale to widocznie jeszcze nie wystarcza, aby żyć w poczuciu wewnętrznego pokoju, radości i bezpieczeństwa: niezależnie od okoliczności.
Stoję dopiero na progu pracy terapeutycznej....
Niekiedy udaje mi się przezwyciężyć pokusę porównywania swojej, i w moim poczuciu: beznadziejnej, sytuacji do sytuacji innych osób, która uparcie wydaje mi się zawsze lepsza ;)
Polega to na tym, że wysiłkiem woli nie ulegam jej i widzę siebie w takiej, jakby to powiedzieć: odrębności.
Na przykład, spędzam czas z przyjacielem i jego nową partnerką (on jest wdowcem), z którą od kilku miesięcy buduje relację, uczucie powoli się rozwija, spędzają ze sobą czas, mają miłe, dobre przeżycia. Serce rośnie,gdy się na to patrzy.
No, ale.....Mnie rośnie, albo... nie rośnie. To moja decyzja, czy będę cieszyć się ich szczęściem i im błogosławić, czy zapadnę się w sobie, płonąc w środku ze smutku i zazdrości, że mnie nie jest dane takie zwykłe, fajne życie z ukochanym. Na dodatek, mój ukochany wciąż chodzi na tym łez padole (na szczęście!) i być może dzieli swoje szczęście z ukochaną, która bynajmniej nie jest jego żoną!
Warto uważnie przyglądać się sobie. Swoim reakcjom. To jest trudne, ale można zdecydować, czy dam się ponieść smutkowi, czy błogosławieństwu. Czy popłynę w zazdrość, czy szybko otrząsnę się z poczucia bólu i zajmę innymi sprawami, które przyniosą mi ulgę i zadowolenie (z banem na fajki i alko ;).
No i w jaki sposób myślę sama o sobie? Przez takie porównania zaczynam czuć się gorzej, widzę swoją sytuację wyłącznie w czarnych barwach.
A może to jest właśnie sytuacja, w której mam szansę odzyskiwać dawno utracone poczucie godności? Mogę próbować odbudowywać poczucie własnej wartości? W oparciu o siebie, a nie w porównywaniu się z innymi?
A może jak w pełni zaakceptuję swoją sytuację, pogodzę się z nią, to potem w starciu ze szczęśliwymi małżeństwami, będę spokojniejsza, silniejsza, bardziej odporna?
Takie rozkminki.
Trzymaj się!

Ruta
Posty: 635
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ruta » 07 wrz 2020, 22:30

Nino pisze:
07 wrz 2020, 13:57

1. Niekiedy udaje mi się przezwyciężyć pokusę porównywania swojej, i w moim poczuciu: beznadziejnej, sytuacji do sytuacji innych osób, która uparcie wydaje mi się zawsze lepsza ;)
(...)
2. Na przykład, spędzam czas z przyjacielem i jego nową partnerką (on jest wdowcem), z którą od kilku miesięcy buduje relację, uczucie powoli się rozwija, spędzają ze s,gdy się na to patrzy.
No, ale.....Mnie rośnie, albo... nie rośnie.
Przepraszam, że odniosę się w punktach, z telefonu cytowania idą mi słabo...

1. Pomaga mi postawa wdzięczności za to co mam. Jeśli nie pomaga, myślę o tych, którzy są w o wiele trudniejszym położeniu. Taką umiejętność zawdzięczam mojemu dziadkowi.
Byłam dzieckiem, które nic nie jadło. Każde jedzenie rosło mi w buzi. Byłam przez to najmniejsza z rówieśników, chudziutka i bladziutka. Któregoś dnia mój dziadek bardzo spokojnie opowiedział mi o tym, że na świecie nie wszędzie dzieci mają dostęp do jedzenia, że są takie kraje, gdzie dzieci głodują, cierpią, a nawet umierają z głodu. I to jedzenie, które ja odrzucam dobrowolnie, dla nich oznacza życie lub śmierć. Bardzo mną to poruszyło. Od tego dnia zaczęłam jeść więcej, aż stopniowo zaczęłam jeść zupełnie przyzwoicie.
Taki sposób myślenia o tym co mam i o tym co odrzucam ze mną został. Pod koniec ostatniej zimy miałam dni w których znów nachodziły mnie bolesne myśli o pełnych rodzinach, o tym, że będzie wiosna, święta Wielkiej Nocy i ja taka sama w tym będę, no bo bez męża. A potem weszłam do pokoju z talerzem ciasteczek, zobaczyłam synka w towarzystwie kolegów, radośnie się śmiejących, kochanych, zdrowych. I pomyślałam: co ja za głupoty sobie w tej mojej głowie opowiadam. Mam dach nad głową, mam zdrowe piękne dziecko, mam dobre warunki, by zapewniać mu rozwój, mam nawet czas i przestrzeń, by piec babeczki i je ładnie dekorować i słuchać sobie śmiejących się dzieci. Wypełniła mnie ogromna wdzięczność, a głupie myśli sobie poszły.

2. Nino, czemu myślisz, że musi być albo albo? Kiedy widzę ładną rodzinę, cieszę się, że takie rodziny są, ich bliskością i szczęściem. Czuję też smutek, że moja rodzina obecnie tak nie wygląda i że się do tego stanu także dołożyłam...Radością się cieszę, ból oddaję w modlitwie.

Nino
Posty: 397
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Nino » 08 wrz 2020, 9:04

Tez tak to widze, zeby byc wdziecznym za to, co jest i co sie ma. Zeby dziekowac. Gorzej z emocjami, ktore czlowieka nachodza. Z poczuciem niespelnionych oczekiwan...

Bławatek
Posty: 219
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 19 wrz 2020, 23:28

Kochani, mój mąż tak się ode mnie odwiesił, że czuję się tak jakby go nie było...jakby umarł... Związane jest to z tym, że dalej ma czas dla syna tylko przez chwilę raz w tygodniu albo nawet rzadziej. Przelewa kwotę 'alimentow' i już go nic nie interesuje - czy syn ma buty, kurtkę, czy trzeba go gdzieś zawieź... Widział, że remontuję ale nigdy nie zapytał czy w czymś pomóc. Bo jak wcześniej wielokrotnie mówił -on już nasz związek zakończył, nie ma nas...

Do tego odwiesza się od swojej i mojej rodziny. Nie był na komunii swojej chrześniaczki (moja rodzina) i olał swojego chrześniaka, który dzwonił z zaproszeniem na kawę urodzinową (jego rodzina).

Wiem, że dam sobie ze wszystkim radę sama... ale bardzo boli widok szczęśliwych rodzin wokół.

Oglądałam zdjęcia z wesela na którym byłam bez niego (jego rodzina) i tak mi się smutno zrobiło, że tak już będzie zawsze.

Już nawet syn się pogodził, że tata z nami mieszkać już nie będzie bo stwierdził, że jak skończymy remont jego pokoju to zaczniemy inne rzeczy. I jak zaproponowałam, że może tatę poprosi o zrobienie tego co sobie wymyślił to syn stwierdził, że lepiej poprosić fachowca, który teraz nam pomagał. A mąż umiałby zrobić to co sobie wymyślił nasz syn. Smutne to wszystko.

Po spotkaniach z terapeutką wiem, że muszę pracować nad odbudowaniem swojej wartości. Ona też zaproponowała, że mam zaplanować swoją przyszłość - za rok, 2, 5 lat... I najlepiej bez męża... Bardzo to boli. Chyba za wcześnie...

Po wysłuchanych konferencjach ks. Pawlukiewicza wiem że wiele błędnych zachowań w małżeństwie było z mojej strony, ale wynikały one zazwyczaj z tego że mąż mnie wcześniej tak lub inaczej potraktował np. szedł na cały dzień do garażu a ja musiałam ogarnąć zakupy, sprzątanie, pranie, gotowanie, zabawę z dzieckiem i mnóstwo innych rzeczy więc wieczorem padałam i nie miałam siły ani na rozmowy ani na amory... A wystarczyłoby aby mąż w garażu spędził mniej czasu i pomógł mi np. w sprzątaniu i wówczas mógłby na coś liczyć wieczorem. Ja byłam padnięta a on odbierał to jako karę z mojej strony.

Czasu się już nie cofnie... A i trudno zmienić człowieka już ukształtowanego, który sam nie ma ochoty nic w sobie zmienić.

Ja się zmieniam aby być lepszym człowiekiem, niekoniecznie już żoną...

Bławatek
Posty: 219
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 23 wrz 2020, 12:51

I znów po odwieszeniu się jako takim od męża - mąż mi mętlik robi.

Parę dni temu dałam mu znać o jutrzejszym spotkaniu dla rodziców przed Komunią syna i była cisza - nawet nie dał znać czy odczytał wiadomości. A dziś zadzwonił, że najpierw zabierze syna a potem pójdziemy na spotkanie. Pytanie mi się nasuwa- na ile chce iść bo jest tym zainteresowany a na ile to jest działanie aby pokazać, że jest zainteresowany sprawami dziecka. Ta jego chęć pójścia mnie zastanawia ponieważ nigdy na żadne zebrania chodzić nie miał potrzeby. I dziś przez telefon znów miły i radosny, próbujący pokazać swoje zaangażowanie. A mi serce wtedy zawsze krwawi bo wcześniej w małżeństwie tak miło ze mną nie rozmawiał.

Najgorsze, że ja po każdym jego telefonie jestem dziwnie roztrzęsiona i rozbita, nie przybita ale emocjonalnie rozbita...

marylka
Posty: 1181
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: marylka » 23 wrz 2020, 14:49

Bławatek pisze:
23 wrz 2020, 12:51
Pytanie mi się nasuwa- na ile chce iść bo jest tym zainteresowany a na ile to jest działanie aby pokazać, że jest zainteresowany sprawami dziecka. Ta jego chęć pójścia mnie zastanawia ponieważ nigdy na żadne zebrania chodzić nie miał potrzeby. I dziś przez telefon znów miły i radosny, próbujący pokazać swoje zaangażowanie. A mi serce wtedy zawsze krwawi bo wcześniej w małżeństwie tak miło ze mną nie rozmawiał.

Najgorsze, że ja po każdym jego telefonie jestem dziwnie roztrzęsiona i rozbita, nie przybita ale emocjonalnie rozbita...
Rozumim że jestes rozbita al namawiam Cie żebys sie nie zastanawila z jakich pobudek to robi
I tk go nie rozgryziesz i myslę że szkoda na to czasu.
Natomiast...ten czas lepiej poswiec żeby ladnie wygladać na zebraniu ;)
Pozdrawiam

Ruta
Posty: 635
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ruta » 23 wrz 2020, 17:50

Bławatek pisze:
23 wrz 2020, 12:51
I znów po odwieszeniu się jako takim od męża - mąż mi mętlik robi.

Parę dni temu dałam mu znać o jutrzejszym spotkaniu dla rodziców przed Komunią syna i była cisza - nawet nie dał znać czy odczytał wiadomości. A dziś zadzwonił, że najpierw zabierze syna a potem pójdziemy na spotkanie. Pytanie mi się nasuwa- na ile chce iść bo jest tym zainteresowany a na ile to jest działanie aby pokazać, że jest zainteresowany sprawami dziecka. Ta jego chęć pójścia mnie zastanawia ponieważ nigdy na żadne zebrania chodzić nie miał potrzeby. I dziś przez telefon znów miły i radosny, próbujący pokazać swoje zaangażowanie. A mi serce wtedy zawsze krwawi bo wcześniej w małżeństwie tak miło ze mną nie rozmawiał.

Najgorsze, że ja po każdym jego telefonie jestem dziwnie roztrzęsiona i rozbita, nie przybita ale emocjonalnie rozbita...
Przyłączam się do rad Marylki, szkoda czasu na rozważanie intencji męża - i tak ich nie odkryjesz. Za to warto ładnie się ubrać ;)

Mój mąż też tak mną kręcił, a raczej ja dawałam się emocjonalnie kręcić mężowi. Huśtwaki były niesamowite. Nie rozumiałam, czemu jest miły, czemu jest niemiły, czemu sie odzywa, czemu nie. Czasem zachowywał się tak, że czułam nadzieję, czasem mnie mroził. Część zachowań wyjaśniła się, gdy otrzymałam pozew (stosował się do rad zatrudnionej pani mecenas), część w innym czasie (coś tam sobie na różne sposoby próbował ode mnie osiągać, od konkretów, po poprawę samopoczucia). Teraz się izoluję i uczę się nie dawać sobą kręcić.

Załamana
Posty: 72
Rejestracja: 03 kwie 2020, 12:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Załamana » 23 wrz 2020, 18:37

Dziewczyny od wczoraj wiem ze jest pani K... jest yo kobieta ode mnie starsza i wszyscy mowia ze brzydsza... takze zawsze albo prawie zawsze coś sie za tym kryje. Jedno to mi dało ja już z tym człowiekiem nie chce miec nic do czynienia. Kiedy odchodzil w kwietniu mowil ze do kolegi a no niestety do niej . Będzie bolec i boli ale dla mnie yo jest koniec..

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9070
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Nirwanna » 23 wrz 2020, 18:47

Załamana, bardzo mi przykro, niech Maryja utuli Cię w tym doświadczeniu...
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Bławatek
Posty: 219
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 23 wrz 2020, 22:29

Wiem, że nie warto tracić czasu na domysły, bo życie i tak zawsze zaskakuje inaczej. Zdziwiłam się, że mąż jest chętny aby iść na zebranie, no ale to zawsze na punkt w sądzie.

Załamana łącze się z Tobą w twoim bólu. Tyle przeszłaś a tu kolejny cios.

U mojego męża też raczej kowalska, bo mimo że się umówiliśmy, że dziś wieczorem zadzwonię i dogadamy sprawę odebrania syna ze szkoły oraz pójścia na zebranie to mąż nie odebrał moich telefonów. Z dużym prawdopodobieństwem prawdopodobna kowalska nie wie o naszym istnieniu i dlatego mąż nie odbiera naszych telefonów (bo gdy syn dzwoni to też mąż nie odbiera) - tak jest zawsze, dlatego rzadko do niego dzwonię, bo mi potem w głowie siedzą różne mysli.

Przez 2 lata prosiłam Boga - "zrób coś z moim mężem bo ja się przez niego od Ciebie oddalam" - więc Bóg dał mi szansę przylgniecia mocno do Niego, a że mąż mi w tym przeszkadzał to go przy mnie nie ma.

Ruta
Posty: 635
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ruta » 23 wrz 2020, 23:19

Załamana, obejmuję Cię modlitwą. Bądź dla siebie dobra, to bardzo trudne co przeżywasz. Jeśli dasz radę, spróbuj choć szepnąć o tym Maryi.

Bławatku, także myślę, że kryzysy pozwalają nam zawrócić ze złej drogi. Nie miałam takiego wglądu jak ty, by dostrzec, że przy męzu oddalam się od Boga i uwzględnić ten problem w modlitwie. Oddalałam się od Boga, bo sobie zrobiłam bożka z męża, co nie przeszkadzało mi tkwić w przeświadczeniu, że wszystko jest w najlepszym porządku - w sensie mojej postawy duchowej i więzi z Bogiem. Bo że w małzeństwie było fatalnie to sie przegapić nie dało - ale związku między oddalaniem się od Boga, a pogłebiającym się kryzysem nie widziałam... Najmniejszego alarmu nie miałam.
No i tak sobie myślę też - skoro jedna twoja intencja została wysłuchana, a ty wróciłaś na dobrą drogę - to może czas na kolejną intencję?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości