Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Paprotka » 15 paź 2020, 17:26

Ewuryca pisze:
15 paź 2020, 15:15
Dziewczyny wiele na forum pisze się, że ten kto pozostaje wierny, nawet gdy odchodzi małżonek, to wypełnia przysięge małżeńską i jest to życie w zgodzie z Kościołem. Tylko, że taką postawę należy zachować do momentu kiedy współmażonek będzie chciał się zerwać z grzechem i wrócić. Jeżeli On chce a wy nie dajecie mu szansy to czy wtedy te role nie odwracają się? Czy nie jest to przeciwku przysiędze miłośći zawartej również w przysiędze małźeńskiej? Bo czasu przecież nie cofną...
Myśle ,ze trzeba to rozpatrywać indywidualnie bo co jeśli tej miłości nie ma ? Co innego jeśli ludzie po kilku miesiącach zdali sobie sprawę ,ze się kochają i tęsknią za sobą. Ze krótka fascynacja inna kobieta to błąd. Kiedyś ich tyle łączyło. Ale to musi być wspólna szczera decyzja.
W kryzysie nagle każdy ma status „przemocowca”.
Ale moja sytuacja jest inna niż Bławatki ,czy nawet Sosny.
Moj mąż nie przyjdzie i nie powie: kocham Cię, tęsknie, brakuje mi Ciebie. Dlatego jak już pisałam nie rozpatruje scenariusza powrotu.

JolantaElżbieta
Posty: 615
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: JolantaElżbieta » 15 paź 2020, 18:12

Paprotka pisze:
15 paź 2020, 17:26

Myśle ,ze trzeba to rozpatrywać indywidualnie bo co jeśli tej miłości nie ma ? Co innego jeśli ludzie po kilku miesiącach zdali sobie sprawę ,ze się kochają i tęsknią za sobą. Ze krótka fascynacja inna kobieta to błąd. Kiedyś ich tyle łączyło. Ale to musi być wspólna szczera decyzja.
W kryzysie nagle każdy ma status „przemocowca”.
Ale moja sytuacja jest inna niż Bławatki ,czy nawet Sosny.
Moj mąż nie przyjdzie i nie powie: kocham Cię, tęsknie, brakuje mi Ciebie. Dlatego jak już pisałam nie rozpatruje scenariusza powrotu.
Zgadzam się z Tobą Paprotko, ja też jestem w takiej sytuacji. Też wiem, że nie ma żadnej możliwości, żeby mój mąż wrócił, bo jeśli mnie nie kochał, to nie pokocha, żeby nie wiem co. Ale z drugiej strony, znam sytuacje, gdzie mężowie wykrzykiwali, ze nigdy nie wrócą, że nie kochają a wracali:-) I pokochali :-)

Ewuryca
Posty: 253
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ewuryca » 15 paź 2020, 18:33

Paprotka pisze:
15 paź 2020, 17:26
Ewuryca pisze:
15 paź 2020, 15:15
Dziewczyny wiele na forum pisze się, że ten kto pozostaje wierny, nawet gdy odchodzi małżonek, to wypełnia przysięge małżeńską i jest to życie w zgodzie z Kościołem. Tylko, że taką postawę należy zachować do momentu kiedy współmażonek będzie chciał się zerwać z grzechem i wrócić. Jeżeli On chce a wy nie dajecie mu szansy to czy wtedy te role nie odwracają się? Czy nie jest to przeciwku przysiędze miłośći zawartej również w przysiędze małźeńskiej? Bo czasu przecież nie cofną...
Myśle ,ze trzeba to rozpatrywać indywidualnie bo co jeśli tej miłości nie ma ? Co innego jeśli ludzie po kilku miesiącach zdali sobie sprawę ,ze się kochają i tęsknią za sobą. Ze krótka fascynacja inna kobieta to błąd. Kiedyś ich tyle łączyło. Ale to musi być wspólna szczera decyzja.
W kryzysie nagle każdy ma status „przemocowca”.
Ale moja sytuacja jest inna niż Bławatki ,czy nawet Sosny.
Moj mąż nie przyjdzie i nie powie: kocham Cię, tęsknie, brakuje mi Ciebie. Dlatego jak już pisałam nie rozpatruje scenariusza powrotu.
Paprotko tu akurat cię rozumiem, bo twoja sytuacja jest inna. Zwracałam się do dziewczyn gdzie mężowie chcą wrócić i deklarują jakieś chęci pracy nad małżeństwem czy tez sobą.
Nie dziwie ci się że nie rozpatrujesz scenariusza powrotu bo po co myśleć nad przyszłością i gdybać. Co innego kiedy ów mąż stoi przed nimi i o taką szanse prosi, wtedy jak dla mnie trzeba się zastanowić czy odmawiając komuś drugiej szansy nie popełniamy po prostu grzechu tylko innej natury. Bo co powie ksiądz w konfesjonale kiedy powiemy że mąż chce wrócić ale ja postanowiłam mu nie wybaczyć...

burza
Posty: 399
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: burza » 15 paź 2020, 19:31

Włączając się do waszej dyskusji i przemyśleń myślałam o mojej sytuacji i uważam ze , szansa zerowa na powrót małżonka. Gdy zapytałam czy jest jakiś cień nadziei, naprawy mówi "do ciebie nigdy". A gdy zapytałam i co ci po tym on ze, dostaniesz rozwód on ze, będzie bardzo szczęśliwy? Nasuwa mi się myśl czy on mnie wogole kiedyś kochał, skoro tak mówi.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9168
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Nirwanna » 15 paź 2020, 20:17

Paprotka pisze:
15 paź 2020, 13:36
Nirwanna pisze:
15 paź 2020, 11:27
Paprotka pisze:
15 paź 2020, 8:15


Które ?
to:
tomko pisze:
14 paź 2020, 14:10
Poczułbym się znowu nic nie warta. Świadomość ,ze kocha inna kobietę a ze mną jest z obowiązku byłaby straszna. Nie wyobrażam sobie przy tym wyjeżdżać Np na wakacje z malutkimi ,obcymi dziećmi.
Hmmm a na co miałabym zmienić ? Jestem wierna sakramentowi i danej przysiędze ale to nie oznacza ,ze mam być traktowana bez szacunku jako hotel i odskocznia. Żona powinna być najważniejsza. Mój mąż nie pokocha mnie dlatego ,ze zostanie porzucony. Nie zrobił tego przez 25 lat małżeństwa. Podczas kryzysu zwracał się do Boga. To dawało mu szczęście a ja byłam przykrym obowiązkiem. Kimś z kim wziął ślub ,bo tak było trzeba i drugi raz by nie wziął. Myśle ,ze każdy stawia takiemu małżonkowi jakieś warunki. Poza tym powiedział zaprzyjaźnionemu duchownemu ,ze nawet w takiej sytuacji nie wróci. To jego decyzja.
Znam go na tyle dobrze ,ze wiem ,ze nie wróci wiec moja postawa tez nic nie wnosi.
Nie ma już we mnie agresji. Nie jestem nieszczęśliwa. Ale nie będę się tez okłamywać ,bo zderzenie z rzeczywistością jest brutalne i bardzo kaleczące.
Paprotko, żeby była jasność, ja nie twierdzę, że jesteś niewierna przysiędze małżeńskiej.
Ja mam na myśli, że wiele rzeczy w swojej postawie uzależniasz od czynników zewnętrznych. Taka postawa jest mocno ograniczająca, bardzo zamyka na pomysły Pana Boga, które niemalże zawsze są inne niż ludzkie myślenie. A paradoksalnie - okazują się najlepsze dla człowieka, byle ten człowiek zachował, budował otwartość na Bożą łaskę. I nie mam tu na myśli Bożej łaski tylko i wyłącznie w kwestiach okołomałżeńskich.
No i tak pozwolę sobie zauważyć, że ociupinkę agresji w Twojej postawie jednak jest. To taka agresja broniąca Twojego sposobu myślenia przed potencjalną zmianą. Oczywiście możesz swojego sposobu myślenia nie zmieniać, wszystko w wolności.
Z doświadczenia jednak powiem, że dopiero gdy ja porzuciłam ciasną skorupę własnych pomysłów, to Pan Bóg mógł wreszcie w moim życiu zacząć działać i je zmieniać. Na dużo szczęśliwsze oczywiście, choć gdyby mi ktoś tę dekadę temu powiedział, w jaki sposób będę żyć i żyć szczęśliwie, to bym go (kolokwialnie mówiąc) pogoniła na drzewo ;-)

A dzieje się to tak, że przestaję kurczowo trzymać się mojego sposobu myślenia, i pozwalam Bogu to myślenie we mnie zmienić. Dzieje się metanoia. Horyzonty się wtedy otwierają, że hej :D
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Paprotka » 15 paź 2020, 22:39

Nirwanna pisze:
15 paź 2020, 20:17
Paprotka pisze:
15 paź 2020, 13:36
Nirwanna pisze:
15 paź 2020, 11:27

to:
Hmmm a na co miałabym zmienić ? Jestem wierna sakramentowi i danej przysiędze ale to nie oznacza ,ze mam być traktowana bez szacunku jako hotel i odskocznia. Żona powinna być najważniejsza. Mój mąż nie pokocha mnie dlatego ,ze zostanie porzucony. Nie zrobił tego przez 25 lat małżeństwa. Podczas kryzysu zwracał się do Boga. To dawało mu szczęście a ja byłam przykrym obowiązkiem. Kimś z kim wziął ślub ,bo tak było trzeba i drugi raz by nie wziął. Myśle ,ze każdy stawia takiemu małżonkowi jakieś warunki. Poza tym powiedział zaprzyjaźnionemu duchownemu ,ze nawet w takiej sytuacji nie wróci. To jego decyzja.
Znam go na tyle dobrze ,ze wiem ,ze nie wróci wiec moja postawa tez nic nie wnosi.
Nie ma już we mnie agresji. Nie jestem nieszczęśliwa. Ale nie będę się tez okłamywać ,bo zderzenie z rzeczywistością jest brutalne i bardzo kaleczące.
Paprotko, żeby była jasność, ja nie twierdzę, że jesteś niewierna przysiędze małżeńskiej.
Ja mam na myśli, że wiele rzeczy w swojej postawie uzależniasz od czynników zewnętrznych. Taka postawa jest mocno ograniczająca, bardzo zamyka na pomysły Pana Boga, które niemalże zawsze są inne niż ludzkie myślenie. A paradoksalnie - okazują się najlepsze dla człowieka, byle ten człowiek zachował, budował otwartość na Bożą łaskę. I nie mam tu na myśli Bożej łaski tylko i wyłącznie w kwestiach okołomałżeńskich.
No i tak pozwolę sobie zauważyć, że ociupinkę agresji w Twojej postawie jednak jest. To taka agresja broniąca Twojego sposobu myślenia przed potencjalną zmianą. Oczywiście możesz swojego sposobu myślenia nie zmieniać, wszystko w wolności.
Z doświadczenia jednak powiem, że dopiero gdy ja porzuciłam ciasną skorupę własnych pomysłów, to Pan Bóg mógł wreszcie w moim życiu zacząć działać i je zmieniać. Na dużo szczęśliwsze oczywiście, choć gdyby mi ktoś tę dekadę temu powiedział, w jaki sposób będę żyć i żyć szczęśliwie, to bym go (kolokwialnie mówiąc) pogoniła na drzewo ;-)

A dzieje się to tak, że przestaję kurczowo trzymać się mojego sposobu myślenia, i pozwalam Bogu to myślenie we mnie zmienić. Dzieje się metanoia. Horyzonty się wtedy otwierają, że hej :D
Dalej nie do końca rozumiem ? ;)

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9168
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Nirwanna » 16 paź 2020, 7:02

To, że mąż (lub żona) twierdzi że "nigdy z Tobą nie będę", to fakt mówiący że teraz tak uważa. Natomiast przyjmowanie, że taka na pewno będzie przyszłość - to rodzaj ubożkawiania współmałżonka i zewnątrzsterowalność. Tylko Bóg zna przyszłość. Człowiek może jedynie z pewnym prawdopodobieństwem ją przypuszczać, oraz oczywiście aktywnie kształtować. Wskazane - zgodnie z wolą Bożą i otwartością na Jego łaskę.

Powtarzanie o malutkich dzieciach jako o przeszkodzie, to też uzależnianie wewnętrznej postawy od czynników zewnętrznych. Dzieci tylko przez chwilę będą malutkie. Za kilkanaście lat zaczną wchodzić w dorosłość i usamodzielniać się. Mogę przez te kilkanaście lat zmienić myślenie, albo wciąż postrzegać ich istnienie jako przeszkodę nie do przeskoczenia.
Podejrzewam, że podobny dylemat mieli pierwsi chrześcijanie co do świętego Pawła, wszak pamiętali go jako oprawcę. Wygrali ci (i cały Kościół z nimi), którzy zmienili swoje myślenie o nim.

To samo się tyczy postawy "nie chcę być hotelem i odskocznią". W zasadzie słusznie. Jednak Pan Bóg może pokazać, że 1. intencja wracającego jest inna niż szukanie hotelu i odskoczni, lub 2. zaprosić do relacji z tego poziomu (hotelu, odskoczni), bo w perspektywie czeka miłość. Przecież podobnie kształtuje się ludzka miłość do Boga, najpierw jako ucieczki i pomocy w przypadku kryzysu, potem już - dla Niego samego. Bóg "kupuje" nawet tę słabą, interesowną ludzką intencję. Bo w perspektywie jest Miłość.

Mogę więc do końca życia powtarzać sobie "ale ja sobie tego nie wyobrażam!!!" lub pytać "a co Ty na to, Panie Boże?". Ta druga postawa to otwartość na Bożą łaskę. On czasem pokaże, że "jeszcze nie teraz, bo się od nowa pokaleczycie", ale z czasem może zaprosić "wiesz, proponuję wam zmianę sytuacji, będzie pięknie choć nieprzewidywalnie, co wy na to?"
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Bławatek
Posty: 267
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 16 paź 2020, 7:14

burza pisze:
15 paź 2020, 19:31
Włączając się do waszej dyskusji i przemyśleń myślałam o mojej sytuacji i uważam ze , szansa zerowa na powrót małżonka. Gdy zapytałam czy jest jakiś cień nadziei, naprawy mówi "do ciebie nigdy". A gdy zapytałam i co ci po tym on ze, dostaniesz rozwód on ze, będzie bardzo szczęśliwy? Nasuwa mi się myśl czy on mnie wogole kiedyś kochał, skoro tak mówi.
Burzo ile razy ja pytałam męża - po co Ci rozwód? Naprawdę chcesz to wszystko skończyć? Ile razu mu przypominałam czym jest sakrament, przysięga, jak ważny jest ojciec w życiu dziecka - nie od święta ale na codzien. I ciągle słyszałam że on już podjął decyzję, zdania nie zmieni , ma dość, chcę być szczęśliwy, ale ze mną nigdy nie był więc i pewnie nie będzie. Ile ja łez wylałam, nocy nie przesłałam. Nieustawalam w modlitwie o powrót męża, a ostatnio to tylko o jego nawrócenie. Tym bardziej że na 2 terapiach indywidualnych usłyszałam, że mam zacząć żyć w pojedynkę, planować bez męża (nawet terapeutka katolicka to mi proponowała - ryczałam jak głupia, ale takie myślenie zaczęłam wdrażać).

Burzo wczoraj mąż wyszedł z propozycją naprawy, pójścia na terapię małżeńską. Podobno zaczął terapię indywidualną. Może po kazaniu naszego proboszcza dla rodziców przed Komunią zaczął się u niego proces zmiany myślenia. Może kowalska mu dała kopniaka. Może sumienie dostało w końcu prawo głosu. Nie wiem. Wiem jedno - teraz strasznie trudno mi zaufać. Nie odrzucam go, ale boję się kolejnego zranienia więc jestem ostrożna.

Paradoksalnie - ja odpuściłam walkę, upominanie męża, rozmowy z nim i wtedy on zaczyna rozmowy ze mną. Pan Bóg zaczyna działać 🙂. Zobaczę co dalej mąż będzie robił - czy to chwilowa przemiana czy już proces na stałe. Wszystko w rękach Boga 🙂

Pavel
Posty: 3023
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Pavel » 16 paź 2020, 8:16

Nirwanna, znakomicie wg mnie ujęłaś to w słowa, bardzo się z tym utożsamiam.
Moja żona, gdy wracała, nie powiedziała nawet przepraszam. Wróciła na zasadzie: „spróbujmy”, ale z brakiem (lub niewielką ilością) refleksji własnej.
Nie z tzw. miłości a raczej na zasadzie: moja nowa wizja szczęścia się posypała, a ty od biedy możesz być. Takie...bezpieczne lądowanie.
Oczywiście świadomość tego nie była przyjemna, mocno uwierała moje ego.
Dlaczego mimo to, mimo wątpliwości i nieufności do żony przyjąłem ją?
Byłem to winny sobie, jej, dzieciom.
Mam swój, ogromny, udział w kryzysie.
Poza tym, warto było spróbować budować na innych zasadach niż dotychczas, nawet gdy oznaczało to, że przez dłuższy czas dotyczyło to tylko moich działań.
Pomogła mi również świadomość swojego pogubienia przez lata, własnego (niewłaściwego) pojmowania miłości. Wiedziałem, że żona jest pogubiona przynajmniej tak mocno, jak ja byłem (inaczej byśmy razem na jednym pokładzie Nie wylądowali).
Czyli - nie mogła mi dać czegoś, czego nie miała.
Własnymi zmianami, swoją postawą postanowiłem dać świadectwo, że można i warto inaczej.
Oczywiście to nie jest tak, że od tamtej pory było jak w bajkowym:”i żyli długo i szcześliwie”.
Powrót po takich zranieniach to wielki trud, zapieranie się siebie, poskramianie ego, nauka cierpliwości, akceptacji drugiej osoby i jej słabości (tak jak i swojej) i tak dalej...
To upadki, przeróżne.
To wracanie na poprzednio wyznaczoną drogę.
Porównanie do wyprawy w Himalaje znikąd się nie wzięło.

No i co istotne:
To się może udać, u nas się udaje. Chociaż pracy do wykonania wciąż ogromne pokłady.

P.s. Ja masę razy słyszałem w kryzysie od żony, że mnie nie kocha, tak naprawdę nie kochała, na pewno nie pokocha, na pewno nie wróci, że wolałaby żyć sama niż w związku bez miłości. Tak naprawdę nie wie nawet czy mnie lubi, drażnię ją na poziomie fizycznym nawet (jak chodzę, mówię, tańczę, śpiewam, jem, śpię itd 😂😂😂
Uczucia mają to do siebie, że są zmienne. Sprowadzanie miłości do nich daje takie rezultaty, że w ostrym kryzysie i trudnych emocjach takie właśnie ma się wyobrażenie.
Teraz jakoś żona ma inaczej.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Paprotka » 16 paź 2020, 10:17

Nirwano dalej nie widzę związku ale myśle ,ze takie dyskusje są potrzebne , bo na forum piszemy często skrótowo.
Ja zdaje dobie sprawę ,ze nic nie jest na 100% ale moja ocena prawdopodobieństwa wynika ze znajomosci męża, naszego związku, tego co się działo przy rozstaniu i tego jak on teraz żyje.
Nie stawiam tez męża na pierwszym miejscu mówiąc ,ze nie wróci.
Co do dzieci to nie wybiegam w przyszłość. Nie myśle ,ze mąż wróci jak dzieci podrosna bo za kilkanaście lat może mnie nie być ;)
Co do intencji wracającego to one nie zależą ode mnie. To nie ja zapraszam męża z pozycji potencjalnego hotelu tylko on może mieć taka intencje. Ona nie musi być czysta i może nigdy się nie zmienić ale to takie gdybanie.
Nirwano myśle ,ze zbyt lekceważymy postawę , uczucia i intencje drugiej strony. I nie jest to kwestia stawiania jej na pierwszym miejscu.
Jeśli ktoś nie chce nas przyjąć do pracy ,bo wg niego nie mamy kwalifikacji to nie wiem ,czy powinnismy twierdzić ,ze zapewne nas chce tylko jeszcze o tym nie wie a kwalifikacje nie są istotne.
Ktoś podjął decyzje i może ja kiedyś zmienić a może sie okazać ,ze inny pracownik będzie dla niego optymalny. To nie zależy od nas.
Ja już słyszałam różne rzeczy, ze mąż zapewne mnie kocha, ze myli pożądanie , ze to fascynacja a zła kobieta wpuściła go w dzieci. A tu dzieci okazuje się wystarane po leczeniu a związek trwa.
Mnie okłamywanie się nie pomagało a wręcz przeciwnie.
Ale jest to inna sytuacja niż dziewczyn ,których sprawa ciagle trwa.

marylka
Posty: 1196
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: marylka » 16 paź 2020, 12:55

Ewuryca pisze:
15 paź 2020, 15:15
Dziewczyny wiele na forum pisze się, że ten kto pozostaje wierny, nawet gdy odchodzi małżonek, to wypełnia przysięge małżeńską i jest to życie w zgodzie z Kościołem. Tylko, że taką postawę należy zachować do momentu kiedy współmażonek będzie chciał się zerwać z grzechem i wrócić. Jeżeli On chce a wy nie dajecie mu szansy to czy wtedy te role nie odwracają się? Czy nie jest to przeciwku przysiędze miłośći zawartej również w przysiędze małźeńskiej? Bo czasu przecież nie cofną...
Nie cofna. I wszyscy o tym wiedza
Nie oznacza to, że jak malżonek chce wrocic to żona " na pstryk" ma otwierac drzwi
Co wiecej - takie nie przepracowane kryzysy wracaja czesto ze zdwojona siłą.

U mnie maż szybko chcial wrocić. Natomiast ja nie bylam gotowa. Powiedzialam mu że mu nie ufam a i dzieci też. I nie chce tego powrotu na dzis. Nasz powrot trwal ponad dwa lata. W tym czasie on najpierw zbliżyl sie do dzieci. Podjal terapie. Z czasem zaczał mnie zapraszac na randki - tak - na randki.
W wakacje bylismy razem z dziecmi gdzie ja osobno spalam z dziecmi. Tam na kolacje mnie wział i oswiadczyl sie. Jeszcze raz kleczal ;) to romantyczne bylo :)
Kiedys przy rozstaniu rzucilam obraczke i pierscionek zareczynowy w niego. Myslałam że zgubione. I ten pierscionek z powrotem dostalam. Odnowiony. Nawet wtedy mu powiedzialam że ten pierscionek to szansa a nie powrot.
Potem jeździlismy na rekolekcje, spotkalismy sie z kilkoma kaplanami w tym z ks. Dziewieckim.
Mąż zdawal sobie sprawe ile mi wyrzadzil zla i zranien. I teraz on czekal ale nie bezczynnie. Sam chodzil na terapie i pukal do mojego serca.
Ja bylam na krokach i też mnostwo energii włożylam w przebaczenie. Tak. W danie szansy.
Ja należę do osob potrafiacych sobie poradzić. I jak już podejme decyzje to trudno mnie zlamac.

Tak samo było z wyprowadzka. Ile razy pozwolilam przekroczyc mu granice. Doslownie gryzlam glebe z bolu i trwałam. Aż mnie zlamał. Mój mąż. I odeszłam.

Wracając - Dopiero w rocznice slubu odnowilismy przysiege małżenska a ksiadz /ktory wiedzial - ja nie/ powiedzial że może mi mąż założyć obraczkę. Wypolerowana, lśniaca - moja stara nowa obraczka

Jeśli meżczyzna jest swiadomy krzywd i szczerze chce je naprawic a nie tylko wrocic żeby miec gdzie mieszkac - to poczeka ale nie bezczynnie - wspólnie bedzie chcial pracowac z żona nad poprawa relacji.
Blawatku - mysle że to dobry moment na terapie małżeńska. Ale wcale to nie musi oznaczac znaku rownosci ze wspólnym mieszkaniem od razu.
Przy takich okazjach intencje meża wyjda - jak chodzi mu tylko o lokum to prysnie z niego wczesniej czy pozniej przy byle okazji. A jak poustawial sobie priorytety i na czele postawil rodzine - to wytrwa w każdych warunkach

Mamy wybaczac 77 razy. Ale Chrystus nie powiedzial "natychmiast" - prawda?
Wszystko potrzebuje czasu. Zwlaszcza rany ktore krwawią i co rusz sa otwierane musza dlugo sie goic a i blizny zostają.....

Pozdrawiam

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ruta » 16 paź 2020, 16:36

marylka pisze:
16 paź 2020, 12:55
Ewuryca pisze:
15 paź 2020, 15:15
Dziewczyny wiele na forum pisze się, że ten kto pozostaje wierny, nawet gdy odchodzi małżonek, to wypełnia przysięge małżeńską i jest to życie w zgodzie z Kościołem. Tylko, że taką postawę należy zachować do momentu kiedy współmażonek będzie chciał się zerwać z grzechem i wrócić. Jeżeli On chce a wy nie dajecie mu szansy to czy wtedy te role nie odwracają się? Czy nie jest to przeciwku przysiędze miłośći zawartej również w przysiędze małźeńskiej? Bo czasu przecież nie cofną...
Nie cofna. I wszyscy o tym wiedza
Nie oznacza to, że jak malżonek chce wrocic to żona " na pstryk" ma otwierac drzwi
Co wiecej - takie nie przepracowane kryzysy wracaja czesto ze zdwojona siłą.
Ja otworzyłam drzwi niemal na pstryk. Mąż poszedł na terapię. Koniec moich wymagań. Było dokładnie tak jak piszesz Marylko, kryzys wrócił ze zdwojoną siłą, choć przez parę miesięcy wydawało się, że wszystko zaczyna się układać. Gdybym wtedy poczekała, byłoby jasne, czy mąż podjął terapię dla świętego spokoju, czy z rzeczywistej motywacji wewnętrznej, czy chce być z nami, czy nie ma gdzie się podziać. No ale ja go żałowałam, uważałam za bohatera, że jest na terapii i takie tam głupoty. No i straciłam czujność, bo mąż miał być z nami tylko na święta Bożego Narodzenia... i potem został.

Ewuryca
Posty: 253
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ewuryca » 17 paź 2020, 8:17

Ruta pisze:
16 paź 2020, 16:36
marylka pisze:
16 paź 2020, 12:55
Ewuryca pisze:
15 paź 2020, 15:15
Dziewczyny wiele na forum pisze się, że ten kto pozostaje wierny, nawet gdy odchodzi małżonek, to wypełnia przysięge małżeńską i jest to życie w zgodzie z Kościołem. Tylko, że taką postawę należy zachować do momentu kiedy współmażonek będzie chciał się zerwać z grzechem i wrócić. Jeżeli On chce a wy nie dajecie mu szansy to czy wtedy te role nie odwracają się? Czy nie jest to przeciwku przysiędze miłośći zawartej również w przysiędze małźeńskiej? Bo czasu przecież nie cofną...
Nie cofna. I wszyscy o tym wiedza
Nie oznacza to, że jak malżonek chce wrocic to żona " na pstryk" ma otwierac drzwi
Co wiecej - takie nie przepracowane kryzysy wracaja czesto ze zdwojona siłą.
Ja otworzyłam drzwi niemal na pstryk. Mąż poszedł na terapię. Koniec moich wymagań. Było dokładnie tak jak piszesz Marylko, kryzys wrócił ze zdwojoną siłą, choć przez parę miesięcy wydawało się, że wszystko zaczyna się układać. Gdybym wtedy poczekała, byłoby jasne, czy mąż podjął terapię dla świętego spokoju, czy z rzeczywistej motywacji wewnętrznej, czy chce być z nami, czy nie ma gdzie się podziać. No ale ja go żałowałam, uważałam za bohatera, że jest na terapii i takie tam głupoty. No i straciłam czujność, bo mąż miał być z nami tylko na święta Bożego Narodzenia... i potem został.
Ruto a może mąż miał wewnętrzną motywacje bo niewiele osób w ogóle chce i ma odwagę podjąć terapii w ośrodku, ale po prostu przegrał z nałogiem.. No a życie z uzależnioną osobą to wiadomo że kryzys prędzej czy później nadejdzie.

Marylko masz racje, że trzeba przepracować wszystko i dwie strony muszą dać coś z siebie żeby moc zbudować od nowa to co runęło. Ja pisałam o samej postawie: nie jestem w stanie wybaczyć, nie zapomnę, za bardzo mnie zranił, nie z takim człowiekiem. Ja rozumiem, że do takich uczuć po tylu zranieniach mamy prawo ale według mnie tu właśnie jest miejsce na naszą przemianę (czytaj porzuconych). Można wtedy właśnie prosić Boga o łaskę przebaczenia i zmienić postawę z nie mogę na chce ale sama nie potrafię wiec proszę Boga o pomoc. Czasem zasłaniany się zranieniami i nie możliwością zaufania, a tak naprawdę chodzi o naszą dumę, ego, itd. Czasem nawet ze zranienia można zrobić sobie zniewolenie.

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Paprotka » 17 paź 2020, 12:16

Ewuryca pisze:
17 paź 2020, 8:17
Ruta pisze:
16 paź 2020, 16:36
marylka pisze:
16 paź 2020, 12:55


Nie cofna. I wszyscy o tym wiedza
Nie oznacza to, że jak malżonek chce wrocic to żona " na pstryk" ma otwierac drzwi
Co wiecej - takie nie przepracowane kryzysy wracaja czesto ze zdwojona siłą.
Ja otworzyłam drzwi niemal na pstryk. Mąż poszedł na terapię. Koniec moich wymagań. Było dokładnie tak jak piszesz Marylko, kryzys wrócił ze zdwojoną siłą, choć przez parę miesięcy wydawało się, że wszystko zaczyna się układać. Gdybym wtedy poczekała, byłoby jasne, czy mąż podjął terapię dla świętego spokoju, czy z rzeczywistej motywacji wewnętrznej, czy chce być z nami, czy nie ma gdzie się podziać. No ale ja go żałowałam, uważałam za bohatera, że jest na terapii i takie tam głupoty. No i straciłam czujność, bo mąż miał być z nami tylko na święta Bożego Narodzenia... i potem został.
Ruto a może mąż miał wewnętrzną motywacje bo niewiele osób w ogóle chce i ma odwagę podjąć terapii w ośrodku, ale po prostu przegrał z nałogiem.. No a życie z uzależnioną osobą to wiadomo że kryzys prędzej czy później nadejdzie.

Marylko masz racje, że trzeba przepracować wszystko i dwie strony muszą dać coś z siebie żeby moc zbudować od nowa to co runęło. Ja pisałam o samej postawie: nie jestem w stanie wybaczyć, nie zapomnę, za bardzo mnie zranił, nie z takim człowiekiem. Ja rozumiem, że do takich uczuć po tylu zranieniach mamy prawo ale według mnie tu właśnie jest miejsce na naszą przemianę (czytaj porzuconych). Można wtedy właśnie prosić Boga o łaskę przebaczenia i zmienić postawę z nie mogę na chce ale sama nie potrafię wiec proszę Boga o pomoc. Czasem zasłaniany się zranieniami i nie możliwością zaufania, a tak naprawdę chodzi o naszą dumę, ego, itd. Czasem nawet ze zranienia można zrobić sobie zniewolenie.
Ja mężowi wybaczyłam. Pogodziłam się z rozpadem związku i tym jak wyglada jego i moja sytuacja życiowa. I dlatego rozważania o powrocie męża są w moim przypadku abstrakcyjne tym bardziej jedli jego intencje nie byłyby czyste.
Przecież wiele razy kryzysy u nas przechodziły ale teraz tez widzę ,ze dziecko było mocnym spoiwem.

Caliope
Posty: 499
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Caliope » 17 paź 2020, 18:04

Ja też nie myślę o powrocie męża, on jest w mieszkaniu tylko ciałem, nie umysłem. Jako mąż nie istnieje, a tylko dostarczyciel pieniędzy na opłaty, nawet nie słucha, że są inne rzeczy do których ktoś go potrzebuje. To jego misja i ja nie czekam na powrót, oddałam go Bogu.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 18 gości