Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Caliope
Posty: 627
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Caliope » 24 lis 2020, 17:07

Dasz radę Bławatku, ja wiele lat próbowałam zadowolić męża, nawey przy nim sprzątalam by zauważył. Teraz jak o tym myślę, to juz tak nie zrobię, bo nie o to chodzi i nie chcę czuć się jak skacząca małpa. Lepiej mi jak ja decyduję o całym domu i nikt mi się nie wtrąca.

burza
Posty: 411
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: burza » 24 lis 2020, 21:17

Blawatku dobrze napisałaś, mimo tej całej sytuacji szukać pozytywów. I dobrze ci to wszystko wychodzi z tego co czytam super. Na drugą osobę nie mamy wpływu tylko na siebie. Tak psycholog ostatnio nam mówila na terapii, przez swoją zmianę możne zmienić się współmałżonek może ale nie musi. Z modlitwą.

Bławatek
Posty: 313
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 25 lis 2020, 19:44

Nie wiem czy dobrze mi wszystko wychodzi. Staram się widzieć wokół dobro i nadzieję.

Czerpię dużo z modlitwy i Pisma Świętego.
Wczoraj otworzyło mi się Pismo Święte na fragmencie:
List do Filipian rozdział 4
'11 Nie mówię tego bynajmniej z powodu niedostatku: ja bowiem nauczyłem się wystarczać sobie w warunkach, w jakich jestem. 12 Umiem cierpieć biedę, umiem też korzystać z obfitości. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, korzystać z obfity i doznawać niedostatku. 13 Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.'

I choć czasami upadam, choć czasami mi ciężko, wiem że z Bogiem wszystko jest możliwe. Może nie łatwe, ale możliwe.

Bławatek
Posty: 313
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 30 lis 2020, 18:51

Dziś upadłam.

Nauka zdalna nas wykończy. Niestety ja nie mogę liczyć na pracę zdalną więc na szczęście dzięki dobrej woli mojej cioci mój syn nie jest w ciągu dnia sam. Jednakże sami nie są w stanie wielu zadań zrobić więc często mam telefon w ciągu dnia do pracy "mamo pomóż", więc rozwiązujemy zadania na odległość. Dobrze że mam taką pracę że mogę mu kilka minut poświęcić, a i pomoc cioci bardzo ułatwia, bo akurat w szkole syna strasznie dużo zadają więc i tak popołudniami i weekendami siedzimy nad lekcjami. Niestety na męża nie mam co liczyć bo za każdym razem jak ma coś zrobić z dzieckiem to mówi, że nie wie, nie umie. Ja też wiele rzeczy nie wiem i nie umiem więc szukam wyjaśnień w książkach lub Internecie, ale lepiej powiedzieć że się nie umie i nie robić. Dziś syn miał kryzys bo już jest zmęczony nawałem zadań i nie nadąża podczas łączenia z klasą.

Niestety nie mam co liczyć też że w jakieś popołudnie mąż zabierze syna gdzieś i będę miała chwilę oddechu, bo albo przebywa niewiadomo gdzie albo w mieszkaniu w którym mieliśmy zamieszkać ale tam popsuł się piec i jest zimno. I niestety mąż z tym nic nie robi. Jak ja mam iść za nim w nieznane jak o takie podstawowe rzeczy jak ciepło nie umie się zatroszczyć. Wczoraj był u nas całe popołudnie to się wygrzal - dziecko szczęśliwe bo tyle czasu naraz dawno z tatą nie spędził. Niestety miłe chwile są ulotne a potem czeka mnie i syna ciężka harówka.

Niestety dziś zadzwoniłam do Teściów z zapytaniem czy mój mąż ich poinformował, że jednak się wycofuje z naprawiania, bo jednak mnie nie kocha i chce być szczęśliwy (mąż powiedział mi, że im mówił). Wiem, że nie powinnam, ale dzisiejszą przeprawa z płaczącym synem, że ma dość nauki, mnie do tego popchnęła. Tym bardziej że 3 tygodnie temu zapraszali mnie na rozmowę, ale nie miałam jeszcze sposobności.

Rozmowa niestety nie była zbyt przyjemna bo po raz kolejny usłyszałam że to ja ponoszę większą winę za to co mamy, bo nie chciałam wyprowadzić się z mojego domu, tylko, że do nich nie dociera, że przez to, że mój mąż nie dbał o rodzinę ani finansowo ani osobowo i dzięki pomocy cioci mogłam pracować a dzięki temu że nie musieliśmy ponosić zbyt dużych kosztów za wynajem to było nas stać na normalne życie. Oni uważają że mamy żyć sami bez pomocy cioci, tylko że albo ja wtedy zrezygnuję z pracy (i będzie nam na wiele brakować) albo syn będzie całymi dniami sam w pustym mieszkaniu. Bo niestety jak zaproponowałam, że chętnie na parę dni zwolnię ciocię z obowiązku bycia z ich wnukiem i zapraszam ich w przyszłym tygodniu codziennie na kilka godzin do nas aby popilnowali wnuka to usłyszałam że to jest obowiązek rodziców a nie dziadków. Koło się zamyka. Do wszystkiego jestem sama. Lub mogę liczyć tylko na moją rodzinę.

Rozświetla mi się też coraz bardziej sytuacja dlaczego mój mąż takie drastyczne kroki robi. W zeszłym roku jego bratanek jeszcze przed ślubem zakupił z przyszłą żoną mieszkanie i mąż od swoich rodziców usłyszał jaki to ich wnuk zaradny. Dlatego teraz tak ciągle mówi o kupnie mieszkania i zaczęciu nowego życia. A ze mną nigdy kredytu nie chciał brać. Dlatego wypalił o wyprowadzce na drugi koniec kraju i zaczęciu wszystkiego od nowa. Aby pokazać innym że też potrafi. Tylko po co w tak niepewnym czasie tak drastycznie działać. Ciężko teraz o nową pracę, więc trzeba cieszyć się że się pracuje w miarę pewnej firmie.

Przerasta mnie wszystko, liczę dni do ferii świątecznych i zimowych. Może wtedy uda nam się z synem złapać jakaś równowagę.

burza
Posty: 411
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: burza » 30 lis 2020, 23:27

Blawatku, przykro mi że, twoj mąż nie jest pewny co do naprawy waszej relacji i stoi na rozdrożu. Co do syna z tego co pisałaś to 9latek a wiadomo że, takie dziecko nie może samo w domu.Sama coś, wiem na ten temat bo mam córkę 8lat. Nigdy nawet na 5min nie zostawiłam jej bo by się bała. Teraz na czas zamknięcia szkół w listopadzie była ok 10dni u teściów. I to bardzo źle dla mnie i córki bo nie mamy tych relacji. ale to źle rozwiązanie tak zaproponował mąż, ja przestałam . I teraz od grudnia znow będzie u nas opiekunka przez 10 dni na czas mojej pracy a później 3-4dni mąż.I tu u mnie z tą nauka to mogę liczyć na męża kiedy mnie nie ma ale córka też sama. A wracając do ciebie dobrze ze, masz kogoś z rodziny kto pomoże ci i zaopiekuje się twoim synem. Trochę dziwi mnie twój mąż, że nie chce ci pomóc bardziej z opieką syna a poprzez to buduje sobie relacje. Wiadomo że, dla takich dzieci co dopiero zaczynają szkołę to ciężko ta nauka im idzie bo przez internet i wtedy my rodzice musimy motywowac ale czasem i to im nie pomaga coś wiem o tym. A to nie to samo co w szkole
kiedy nauczyciel i rówieśnicy maja kontakt. Musisz być dobrej myśli, jeśli chodzicie na terapię to może, coś mężu się zmieni i będzie chciał z synem więcej czasu spędzać a i pomagać.

Bławatek
Posty: 313
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 07 gru 2020, 12:42

Witajcie,
Ja znów mam mętlik w głowie.

Niestety mąż po ostatniej decyzji u terapeuty że jednak nie widzi przyszłości ze mną bo mnie nie kocha, cały czas mi przypomina o tym i wypomina np. słowami, że ja swoje szanse miałam (zarówno w małżeństwie jak i miesiąc temu) i z nich nie skorzystałam. A wczoraj wzięło się to z głupstwa - mąż ma teraz taką fryzurę jak mi się u niego zawsze podobała, ale przez ostatnie lata strzygł się inaczej i jak mu mówiłam że mi się podoba w innej, która bardziej mu pasuje to zawsze odpowiadał, że on tak woli i w pracy koleżanki też mu mówią, że ta nowa lepsza. Jak wczoraj mu powiedziałam że ładnie mu znów w tej starej fryzurze to usłyszałam, że miałam swoje szanse kiedyś teraz już nie. Może nie powinnam mówić, ale mąż mówił na terapii że nie widzi u mnie zmian, a teraz wiem że jego językiem miłości jest aby go chwalić i doceniać, dziękować mu itd. więc wdrażam w życie bo może dostrzeże zamiany u mnie

Druga sprawa to to, że ostatnio od koleżanki dowiedziałam się jak jej znajoma, którą też kiedyś poznałam miała w sądzie sprawę rozwodową i jak mąż na którego miała dowody że ją zdradzał zrobił jej w sądzie piekiełko wywlekają różne rzeczy na światło dzienne. Niestety mój mąż też jest do tego zdolny - pokazał na spotkaniach z mediatorem i terapeutką do czego jest zdolny. Z jednego się cieszę, że świadkowie (podobno) tylko są na fragmentach gdy oni są przez sąd przepytywani, bo nie wiem jak bym znalazła siłę patrzeć na wszystkie osoby i słuchać wszystkich argumentów (w większości przerysowanych) męża, które że mnie zrobią najgorszą osobę pod słońcem. (Bo mąż się chciał kulturalnie rozwieść za porozumieniem stron a ja mu wydziwiam i utrudniam).

Po trzecie myślałam że sprawę rozwodową zawiesza się bezterminowo a odwiesić można po minimum 3 miesiącach, a dziś moja pełnomocnik mi powiedziała że się ostatnio pozmieniało i zawiesza się maksymalnie na 3 m-ce. Mediator nam źle przekazał. Myślałam że przez te parę miesięcy mąż jednak sprawę na spokojnie jeszcze raz przeanalizuje, ale wydaje mi się, że teraz nam braknie tego czasu.

Po czwarte ciągle się zastanawiam czy da się odbudować małżeństwo z kimś kto po pierwsze nie kocha, po drugie jest egoistą myślącym tylko o sobie (nawet dziecko i jego potrzeby nie są dla niego ważne), po trzecie z kimś kto tylko wymaga zmian u drugiej osoby bo przecież on nie musi lub nie chce nic zmieniać.

Dziś moja pełnomocnik zadała mi pytanie: jak się czuję na codzien bez męża. Niestety, muszę odpowiedzieć, że lepiej niż jak byłam z nim, ponieważ zawsze i tak ze wszystkim byłam sama (zajmowanie się dzieckiem, nauka, remonty, myślenie o pieniądzach na życie) a teraz przynajmniej mamy spokój bo nie muszę na codzien mierzyć się z humorami męża, nie muszę się do niego dostosowywać, mam wydatki pod kontrolą, bo kiedyś to mąż z chęcią korzystał z moich pieniędzy za to ja na pomoc z jego strony liczyć nie mogłam. I co z tego gdy gdzieś tam w sercu miłość do niego się tli. Przecież on nawet tego nie docenia

Normalnie płakać mi się chce. A jak sobie jeszcze przypomnę postawy mężczyzn z otoczenia mojego, z rodziny czy tych wszystkich panów z forum, którzy walczą o każdy dzień z dzieckiem a mój mąż ciągle odpuszcza to już wogole zastanawiam się czy warto "walczyć" i się starać.

burza
Posty: 411
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: burza » 07 gru 2020, 21:48

Blawatku przykro mi że, tak u ciebie się to toczy. I czytając cię to wszystko odnośnie męża. To tak jakby sytuacja moja, dokładnie tak samo widzę u mojego męża. On nic nie musi, to ja muszę się zmienić. Ale jak ktoś chce, widzieć dziurę w całym to ja zobaczy choćbym na rzesach stanęła. A tego nie jestem w stanie zrobić. Pozdrawiam

Bławatek
Posty: 313
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 08 gru 2020, 21:12

Burzo, niestety tak jest, że choćbyśmy się starały to i tak często współmałżonka nie zadowolimy. Tylko szkoda, że np. ja muszę wysłuchiwać, że to wszystko przeze mnie się podziało, że wszystko jest moją winą.

Czasami trudno znaleźć siły do działania gdy ciągle się jest negatywnie ocenianym. Na szczęście w modlitwie odnajduję nadzieję na lepsze jutro.

s zona
Posty: 3335
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: s zona » 09 gru 2020, 10:40

burza pisze:
07 gru 2020, 21:48
Blawatku przykro mi że, tak u ciebie się to toczy. I czytając cię to wszystko odnośnie męża. To tak jakby sytuacja moja, dokładnie tak samo widzę u mojego męża. On nic nie musi, to ja muszę się zmienić. Ale jak ktoś chce, widzieć dziurę w całym to ja zobaczy choćbym na rzesach stanęła. A tego nie jestem w stanie zrobić. Pozdrawiam
Burzo, jesli pozwolisz napisze z innej strony .

A moze warto spjrzec na meza ,ze jednak stara sie byc dobrym ojcem i zabiega o kontakty z Wasza corka . Zawiozi do szkoly i uczestniczy w jej zyciu, z tego co piszesz to dosc duzo.Moze warto to Docenic ..

Przy okazji mnie bardzo pomoglo i chyba wtedy zaczelo cos kielkowac na plus, kiedy zdjelam z serca zlosc i inne niepochlebne uczucia w stosunku do meza a zaczelam ....blogoslawic i modlic sie za niego ..Mysle, ze to bylo budujace ..

Burzo, moj maz tez mial jakies krytyczne opinie o mnie . Kiedys uwazalam je za krzywdzace ...ze nie ma racji... ze usprawiedliwia tylko w ten sposob swoje zachowanie .
Potem zaczelam bardziej sie wsluchiwac .
Mniej mowic a sluchac . i cos poprawiac U SIEBIE...pomoglo .

Moze warto zmieniac sie dla Siebie Samej Rowniez, Bozej Odwagii Burzo .

Caliope
Posty: 627
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Caliope » 09 gru 2020, 11:54

A wiecie jaki jest sposób na te obwinianie? u mnie działa mówienie, że mąż mną manipuluje, bo to jest manipulacja poczuciem winy i zwalanie na drugiego. I minęło,już nie słyszę ,że wszystko to moja wina.

Bławatek
Posty: 313
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 05 sty 2021, 21:20

Stary rok niezbyt udany na szczęście się skończył. Nowy niesie nadzieję, ale zobaczymy jak się sprawy potoczą, bo mąż jednak woli się rozwieść, aby jak to stwierdził mógł kiedyś się ożenić i być szczęśliwym, bo przecież nie jest jeszcze stary i ma prawo sobie życie ułożyć.

I znów tak jak w moim temacie, stoję w miejscu i się zastanawiam co robić, jak go traktować. Od kilku miesięcy mąż jest uprzejmy, miły, chętny do pomocy, niedawno przyszedł niespodziewanie jak się brałam za malowanie sufitu i sam z siebie chwycił za pędzel, chętnie nas gdzieś autem zawozi (oczywiście jak ma czas). Ale ponieważ nie kocha mnie, wie, że ja się nie zmienię (tak jakby on oczekiwał) to i tak nie wiąże ze mną przyszłości. Wiem, że nie je codziennie obiadów i ja oczywiście z dobrego serca nie raz mu proponuje – zazwyczaj nie chce korzystać, choć czasami zjadł (a ja z tyłu głowy mam po pierwsze, że jak będę taka miła to on siebie będzie utwierdzał w przekonaniu, że ja się z tym pogodziłam i akceptuję, a gdy nawet wody czy herbaty mu nie pozwolę się napić to znów utwierdzi się w przekonaniu, że zołza ze mnie straszna – i jak tu funkcjonować). A ja nie umiem być przyjaciółką - tak mnie teraz traktuje - wiedząc, że chce w przyszłości sobie z kimś życie układać. Wiem, że nie znamy naszej przyszłości i woli Boga, ale to tak strasznie boli, gdy przychodzi taki uradowany i miły (taki jak był przed ślubem) i ciągle mówi, że ja już swoją szansę miałam. I jak zawsze wszystko jest moja winą:
- bo nie rozmawialiśmy - sam rzadko zaczynał rozmowy, a jak były niewygodne tematy to uciekał lub się zamykał w sobie, więc w pewnym momencie uznałam, ze mam tak trudnego męża i trudno nie będziemy rozmawiać,
- bo się nie przytulałam do niego - sam tego też nie czynił - a jak wielokrotnie w łóżku czy w ciągu dnia się chciałam przytulić lub usiąść blisko niego to słyszałam, że go duszę, zabieram mu przestrzeń itd. (już pomijam, że dużo uciekał w swoje hobby i wiele wieczorów i sobót spędzałam samotnie),
- bo mogłam wcześniej czytać te wszystkie poradniki i słuchać konferencji a teraz już za późno - ja czytałam prasę katolicką i czasami pokazywałam mu ciekawe artykuły odnośnie małżeństwa i rodziny, ale niestety mąż nie był zainteresowany i żadnego nie przeczytał.
- moja wina, że mieszkaliśmy w takich ciasnych warunkach - zamiast się cieszyć, że mimo wszystkich naszych problemów finansowych na początku małżeństwa mieliśmy możliwość zamieszkania w pokoju z kuchnią w moim domu rodzinnym, na początku było dużo miejsca ale później wraz ze wzrostem naszego syna robiło się ciasno, fakt - później też nie mieliśmy pieniędzy na własny kąt, a nawet na zakup bardziej pojemnych mebli, bo mąż dodatkowe swoje pieniądze przeznaczał na zakup kolejnych samochodów,
- moja wina, że nie było między nami bliskości - trochę się z tym zgodzę, tylko, że ja nie potrafiłam się swobodnie kochać wiedząc, że tuz obok śpi nasze dziecko, które w każdej chwili może się obudzić i zobaczyć rodziców w akcji, poza tym bałam się, że gdyby pojawiło się kolejne dziecko to już wogóle wykończymy się w tej ciasnocie, a ja nie dam rady, bo przecież mąż nigdy za bardzo nie garnął się do zajmowania się dzieckiem, czy do jakichkolwiek prac domowych - owszem jak zrzędziłam, to to robił, ale nic z siebie,
- bo nie ubierałam się tak jak on chcial i się nie malowałam - szkoda, że w narzeczeństwie chwalił moją naturalność i to że nie wyglądam jak te wszystkie umalowane lale, a na to że wolę stonowane barwy a nie jakieś kolorowe ciuchy to nic nie poradzę, aczkolwiek gdybym od niego dostała kolorową sukienkę to bym w niej chodziła,

- itd., itp...

Mąż wogóle nie pamięta miłych chwil, zdarzeń, naszych planów, rozmów, wspólnego spędzania czasu. Tak jakbyśmy żyli przez 10 lat tylko w kryzysie, oddaleni od siebie. A przecież było dobrze i miło.

A mi się ciągle chce płakać, że gdyby taki miły, rozmowny i pomocny sam z siebie był w małżeństwie to żadnych kryzysów byśmy nie mieli (no może małe, jak każde małzeństwo). Nawet gdy rok temu “chciał naprawiać” to był szorstki, władczy, wymagający zmian głównie po mojej stronie, a wystarczyłoby, żeby był taki jak kiedyś i jak teraz, to ja bym mu bardziej zaufała, więcej z siebie dała.

I dalej uważam, że jego osobowość jest skomplikowana – elementy egoistyczne wymieszane z narcystycznymi plus wychowanie w rodzinie gdzie ojciec rządził twardo i wszystko musiało być tak jak on uważa, a żona powinna siedzieć w domu, ewentualnie pracować, a resztę dnia siedzieć w domu. Plus manipulacje.

A i ja mam naleciałości z domu, gdzie był alkohol - głównie na imprezach rodzinnych i w weekendy, z domu, w którym matka ogarniała wszystko bo ojciec nie umiał/nie chciał być głową rodziny – nie zajmujący się dziećmi, nic nie robiący w domu, nie zainteresowany polepszeniem bytu rodzinie. A ja nie będąc szczęśliwa z tych powodów w rodzinie pierwotnej szukałam kandydata na meża, który nie pije i jest zaradny – i takim był mój mąż - tak się pokazał przed ślubem (i jako wierzący też), tylko, że po ślubie okazało się, że zaradny to on niestety nie jest, no chyba, że chodzi o jego hobby i czas wolny. A ja chciałam żeby był głową rodziny, żeby podejmował ważne decyzje, bo ja je mogę podejmować, ale chciałabym być kobietą, o którą w końcu się ktoś będzie troszczył. Na tych polach mam co robić. Aczkolwiek teraz będąc samotną matką tym bardziej wszystko jest na mojej głowie.

Tak mi ciągle te wszystkie tematy chodzą po głowie.

Nic nie planuję, nie myślę o przyszłości, żyję dniem dzisiejszym. Szkoda tylko, że pandemia nie pozwala żyć swobodnie i rozwijać skrzydeł, ale może doczekamy się lepszych, normalniejszych dni. Czego wszystkim życzę.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 20 gości