Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

SkonczonyNiepokorny
Posty: 16
Rejestracja: 13 maja 2020, 8:28
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: SkonczonyNiepokorny » 15 maja 2020, 13:58

Postaram się odpowiedzieć na większość pytań - niestety bez cytowania bo mówiąc szczerze jest to pierwsze forum na którym się wypowiadam i nie ogarniam :)

Sprawa jest świeża - początkiem marca żona oznajmiła. Końcem maja miałem się wyprowadzić. Mieszkanie wynajmowaliśmy.

Odnośnie kłótni - ostatnio zdążyło nam się takie 2 lub 3 kilkudniowe epizody obrażenia się na siebie ale byłem pewien, że jak będzie źle to potrwa to miesiąc i dopiero wtedy można się martwić. Poza tym, nawet jeśli doszło do jakiejś wymiany zdań to za 5 minut Ona udawała, że jest ok i chodziła, śpiewała, tańczyła... Uznawałem to tak jak widziałem - wyjaśniliśmy sobie i jest git.

Odnośnie konta - tak naprawdę nie miała swojego własnego konta. Po tym jak rozkręciliśmy biznes i znalazła sobie pracę, uzgodniliśmy, że wpłacamy do wspólnej puli określoną kwotę - ja ze względu na wyższe zarobki dużo większą a reszta jest dla każdego z nas. Założyłem swoje drugie konto a jedno pozostało "rodzinne". byłem w pełni transparentny odnośnie moich zarobków itd. niczego nie ukrywałem... Jak trzeba było to nie widziałem problemu aby przelać więcej. Oczywiście nie było tak, że miałem na koncie setki tysięcy odłożone. raczej to były małe kwoty. Takiego podziału w sumie to dokonałem gdzieś rok temu.

Odnośnie motywacji... A raczej pseudo motywacji. Chciałem aby zarabiała pieniądze ale nie mogła znaleźć pracy. otwarłem więc działalność gospodarczą. Jednak starałem się "wspierać" żonę. Mówiąc o wsparciu mam na myśli mówić jej jak ma robić aby to działało, potrafiłem niekiedy zarzucać jej brak zaangażowania. Podsuwać jej plany, wykresiki, sposoby rozwiązywania problemów. Jestem trochę korpoludkiem i w takiej rzeczywistości się obracam więc dla mnie to było normalne . Dopiero teraz powiedziała mi jak bardzo tego nienawidziła... Jednak wtedy nic nawet nie wspomniała.

Grożenie rozwodem miało miejsce właśnie po takich dniach dąsania się na siebie... raczej było to w stylu "musimy coś z tym zrobić, bo następnym razem będzie to coraz dłużej i dłużej i co - w końcu rozwiedziemy się"

Nigdy nie groziłem jej wprost jednak miałem bardzo brzydką cechę której teraz staram się pozbyć. Nie doceniałem mocy wypowiadanych słów. Jeżeli coś się powie to nawet jak się przeprosi to to zostaje. Nie da rady słowa zmazać drugim słowem. Słowo to zostaje w drugiej osobie i tylko Ona zdecyduje co z tym zrobi. A ja mówiłem dużo. Nieraz przy wymianie zdań potrafiłem wbić szpilę tylko po to aby było na moje... Niektórych słów nawet nie pamiętam, że wypowiadałem. Myślę, że to właśnie budowało ten lęk przede mną.

Odnośnie mojego obwiniania się - tak, czuje się winny. Jednak mam tą świadomość, że Żona też mogła zareagować w porę i postawić sprawę jasno. Jednak spokojnie po cichu poczekała na wygaśnięcia uczucia. W te jej słowa o tym, że To już wygasło też nie do końca wierzę... ale to już inna bajka.

Longines
Posty: 67
Rejestracja: 03 sty 2020, 11:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: Longines » 15 maja 2020, 14:42

Z doświadczenia własnego i wielu znajomych: większość kobiet ma tendencje do niedoceniania takiej wspólnoty. Oczekują jej, wymagają, ale kiedy już ją mają- bardzo szybko okazuje się, że jest to dla nich z jednej storny narzędzie do kontrolowania męża, a z drugiej asymetria: twoja pensja jest wspólna, ale to co ja zarabiam jest moje.
To nie sa tylko moje doświadczenia. Bardzo powszechne zjawisko. To jescze byłoby do przetrawienia, ale kolejną konsrkwencją jest z automatu spadek szacunku do małżonka. Bo skoro się należy, to się już nie ceni.

Nie mówię, że wszytskie bo spotykałem sie kiedyś z kobietą, która taka nie była i sama pilnowała żeby było po równo. Ale taka była 1 tylko (słownie: jedna).

Moja sakramentalna małżonka niestety taka nie była. Do konta miała nie ograniczony dostęp, przez większość czasu małżeństwa nie pracowała, ale nie żałowała sobie nigdy. A z czasem shopping i wydawanie było coraz obfitsze, a szacunek do mnie coraz mniejszy. A na koniec i tak wszystkim naopowiadała, że jej żałowałem kasy.

Wiec nie polecam wspólnego konta i sam nigdy tego błędu już nie zrobię.

A.zelia
Posty: 159
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: A.zelia » 15 maja 2020, 14:57

Czyli przed podjęciem pracy tego konta rodzinnego nie było? Nie miała wtedy dostępu do pieniędzy?

Decyzja o założeniu i profilu firmy (gastronomia) była Twoja?

A.zelia
Posty: 159
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: A.zelia » 15 maja 2020, 16:00

Longines-gdzies Ty takie rzeczy widział? A jak jedno obojętnie które zarabia 20000 zł, a drugie-2000 zł też ma być na pół? Jak funkcjonować w takiej rodzinie? Bo związek i rodzina to jednak nie współlokatorzy z akademika.

Co w tym złego, że ktoś (w ramach rozsądku) sobie nie żałuje? Wszystkie prace domowe z żoną dzieliła na pół? Opiekę nad dziećmi również? Masz świadomość ile to pracy? Korzystaliście obydwoje. Każde po jednym etacie. Ty praca ona dom. Jej działka gorsza niż Twoja?

Szarży Kowalscy odrabiają po 1.5 etatu. O 17-18 z rwącymi światami doczłapuja do domu, gdzie obydwojga wita lub obydwoje witać powinien...etat domowy. Samo się nie robi

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8929
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: Nirwanna » 15 maja 2020, 17:37

Longines pisze:
15 maja 2020, 14:42
Z doświadczenia własnego i wielu znajomych: większość kobiet ma tendencje do niedoceniania takiej wspólnoty. Oczekują jej, wymagają, ale kiedy już ją mają- bardzo szybko okazuje się, że jest to dla nich z jednej storny narzędzie do kontrolowania męża, a z drugiej asymetria: twoja pensja jest wspólna, ale to co ja zarabiam jest moje.
To nie sa tylko moje doświadczenia. Bardzo powszechne zjawisko.
Longines, przykro mi że miałeś powyższe doświadczenia, współczuję.
W moim doświadczeniu proporcje są odwrotne, znam mniejszość takich kobiet na pulę wszystkich mi znanych.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

A.zelia
Posty: 159
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: A.zelia » 15 maja 2020, 17:58

Podobnie jak Nirwanna. Za to mężczyzn cedujących całość zajmowania się domem plus dzieckiem na pracującą na równi z nimi kobietę jest całkiem sporo i oni uważają to za oczywiste. To jak? Równouprawnienie nie tylko w kwestii rachunków?

Triste
Posty: 378
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: Triste » 15 maja 2020, 19:21

Longines pisze:
15 maja 2020, 14:42
Z doświadczenia własnego i wielu znajomych: większość kobiet ma tendencje do niedoceniania takiej wspólnoty. Oczekują jej, wymagają, ale kiedy już ją mają- bardzo szybko okazuje się, że jest to dla nich z jednej storny narzędzie do kontrolowania męża, a z drugiej asymetria: twoja pensja jest wspólna, ale to co ja zarabiam jest moje.
To nie sa tylko moje doświadczenia. Bardzo powszechne zjawisko. To jescze byłoby do przetrawienia, ale kolejną konsrkwencją jest z automatu spadek szacunku do małżonka. Bo skoro się należy, to się już nie ceni.

Nie mówię, że wszytskie bo spotykałem sie kiedyś z kobietą, która taka nie była i sama pilnowała żeby było po równo. Ale taka była 1 tylko (słownie: jedna).

Moja sakramentalna małżonka niestety taka nie była. Do konta miała nie ograniczony dostęp, przez większość czasu małżeństwa nie pracowała, ale nie żałowała sobie nigdy. A z czasem shopping i wydawanie było coraz obfitsze, a szacunek do mnie coraz mniejszy. A na koniec i tak wszystkim naopowiadała, że jej żałowałem kasy.

Wiec nie polecam wspólnego konta i sam nigdy tego błędu już nie zrobię.
To smutne co piszesz ...
Ja nie miałam z mężem wspólnego konta a wszystkie wydatki dzieliliśmy po połowie.
Gdybyśmy mieli wspólne to też normalną rzeczą byłoby uzgadnianie wszystkiego.
Nie wyobrażam sobie iść na sklepy i nakupowac rzeczy nabijając wspólny rachunek nie omawiając tego z mężem...

Pavel
Posty: 2951
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: Pavel » 15 maja 2020, 19:46

To co piszesz jest smutne longinesie, ale jednocześnie na podstawie doświadczenia swojego i obserwacji wyciągnąłeś wg mnie błędne wnioski.

To nie wspólne konto było powodem i źródłem tego typu zachowań. To bałagan w tobie i twoje żonie. Gdyby tam wszystko grało, temat nigdy by nie zaistniał.
Tam gdzie nie ma właściwych fundamentów i masa spraw wygląda niewłaściwie, efekty będą opłakane. Zwykły łańcuch przyczynowo-skutkowy.

Oddzielne konta to jeden z elementów z pewnością nie działających na korzyść małżeństwa.

Małżeństwo ma być wspólnotą, również majątkową.
Ja od początku mam z żoną wspólne konto, mimo bałaganu w wielu aspektach nie wyobrażałem sobie, by w małzeństwie było „moje” i „twoje”. Miało być NASZE.

Innego rozwiązania sobie nie wyobrażam i teraz.

Oczywiście sprawa inaczej może wyglądać np. w separacji, ale w normalnym małzeństwie - to po prostu błędna decyzja.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Gaea
Posty: 54
Rejestracja: 28 sty 2020, 9:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: Gaea » 15 maja 2020, 20:07

Triste pisze:
15 maja 2020, 19:21
Ja nie miałam z mężem wspólnego konta a wszystkie wydatki dzieliliśmy po połowie.
Gdybyśmy mieli wspólne to też normalną rzeczą byłoby uzgadnianie wszystkiego.
Nie wyobrażam sobie iść na sklepy i nakupowac rzeczy nabijając wspólny rachunek nie omawiając tego z mężem...
U mnie jest podobnie.
Może z racji tego, że raczej jesteśmy rozsądni w kwestii zakupów nigdy pieniądze nie były przedmiotem sporu (chyba to jedyny temat, który nie jest poruszany w kłótniach). Większe zakupy analizujemy wspólnie.

Longines
Posty: 67
Rejestracja: 03 sty 2020, 11:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: Longines » 15 maja 2020, 21:27

Wydaje mi się, że niepotrzebny offtopic się tutaj robi. Kwestie finansów w związkach to osobny temat i wątpię, żeby był istotny obecnie w wątku Skończonego-Niepokornego.
Pytacie, więc pokrótce odpowiem i nie wracamy do tego, bo to tylko zapycha wątek. Też kiedyś wierzyłem w taki model o jakim piszecie. Temat był poruszony na naukach przedmałżeńskich i uznałem wtedy, że to słuszne. Dokładnie ten sam argument padł "nawet jeśli żona nie pracuje, to przecież jest wspólne i tylko tak ma sens, bo musi być zaufanie, a jeśli opiekuje się domem to jest też ciężka praca".
Zaznaczam: nie mówię, że taki model nie może funkcjonować. Działa jakoś np u moich rodziców.

U mnie było inaczej. Ale nie tylko u mnie- identycznych pod kątem finansów historii poznałem bardzo wiele. I psychologowie też zwracają na to uwagę. Co działało u naszych rodziców, teraz jest inne, mentalność się bardzo zmieniła.

Mam wyższe wyksztalcenie, jestem lekarzem. Moja sakramentalna małżonka pochodzi z nieco mniej zamożnej rodziny. Jako że jestem starszy 2lata, szybciej podjąłem pracę, a ponieważ wymarzonej specjalizacji nie mogłem robić w Polsce, tylko w Niemczech- od początku zarabiałem dobre pieniądze i byłem samodzielny finansowo. I nie żałowałem jej nigdy. Płaciłem za wakacje, wyjazdy, po ślubie zamieszkaliśmy w mieszkaniu które wcześniej urządzaliśmy za moje pieniądze. Ja sam wychowany byłem na skromnego człowieka, nie wydawałem nigdy na siebie, nie potrzebowałem markowych ciuchów czy drogich gadżetów. Odkładałem na budowę domu, ale żonie nie żałowałem na nic- w granicach rozsadku.
Miała pełny dostęp do konta. I bardzo szybko okazało się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Przed ślubem można było mieć frajdę z weekendu nad jeziorem czy w polskich górach. Potem wakacje musiały być allinclusive i najlepiej na drugiej półkuli. Wieczne niezadowolenie, fochy i brak szacunku, bo inni mają lepiej. Do pracy jej się nie spieszyło- przez większość trwania małżeństwa pracowałem tylko ja i jeszcze miałem awantury ze za dużo dyżuruję i jej czasu nie poświęcam. Pracowała trochę ponad rok, po czym odeszła bo nie lubiła szefa. Drugą pracę podjęła po rocznej przerwie i na dwa miesiące przed końcem związku.
Kiedy się wyprowadzała zabrała z mieszkania wszystko, co miało jakąś wartość, zostawiła ziejące dziury w ścinach i stare meble których nie chciała. Zwinęła nawet wycieraczkę spod drzwi. I zrobiła z siebie ofiarę, a ze mnie potwora co jej na nic kasy nie dawał. A potem sie okazalo, że kogoś miała i niemal natychmiast założyła rodzinę z tym człowiekiem.

Pavel- nie znasz mnie i nie masz prawa takich osądów wydawać. Idealny nie jestem (BO NIKT NIE JEST), ale byłem głęboko wierzący i też uważałem, że to wszytsko wspólne jest, że musi być zaufanie i wspólne budowanie przyszłości, a budowałem ją po katolicku i z zaufaniem w te nauki. Więc nie zarzucaj mi "bałaganu". Poza tym to, że nie wyobrażasz sobie inaczej, nie oznacza wcale że coś innego jest "błędną decyzją", nie może dzialać, albo nawet być lepsze. To oznacza tylko tyle, że nie wyobrażasz sobie inaczej.

Też uważałem, że może po prostu źle trafiłem i to po prostu pechowe doświadczenie. Ale rozwód kosztował mnie ponad rok terapii, rozpad systemu wartości jaki wyznawałem przez całe życie. Przy tym sporo się dowiedziałem o psychologii, statystykach rozwdów etc. Bardzo podobne historie poznałem w bliskim otoczeniu i niezliczoną masę anonimowych. Tak po prostu się dzieje, takie historie nie są niczym nadzwyczajnym w dzisiejszym świecie. Widzę te tendencje nawet wśród znajomych. Moja koleżanka (bardzo atrakcyjna kobieta), też lekarka zaręczyła się z bardzo dobrze zarabiającym lekarzem i od razu zredukowała swoją pracę do dwóch dni w tygodniu, w prywatnym gabinecie. Z dumą mówi o tym jak wydaje kasę narzeczonego i uważa ze to jest dobry uklad "ja będę miała sportowego Mercedesa, a on kanapki do pracy codzinnie".

Nie współczujcie mi: finansowo stanąłem na nogi stabilnie bardzo szybko. Kocham to co robię i dlatego jestem w tym dobry, co przekłada się na finanse też. Żyję oszczędnie i dobrze zainwestowałem oszczędności. Szybko się okazało, że z jednej pensji zostaje lepsze saldo niż wtedy kiedy obudwoje zarabialiśmy i na konto wpływały 2 wypłaty. Ale jest coś jeszcze: nauczylem się też tzw. zdrowego egoizmu i czasem lubię sobie coś kupić, czy pojechać, albo coś przeżyć, po prostu dlatego że ciężko pracuję i mogę mieć frajdę z tego co mi ta praca przynosi.

Proponuję zakonczyć na tym dyskusje o finansach w związkach. U niektórych to działa, u innych nie. Ja zalecam ostrożność i zapoznanie się z psychologicznymi aspektami tematu.

A w kwestii problemow z jakimi przyszedł tu Skończony-Niepokorny:
Przykro mi, że przez to przechodzisz. To na co chcę tutaj zwrócić uwagę i czego Ci życzę: wpadasz w stan w jaki wpada 99,9% facetów w obliczu odejścia żony i widma rozwodu: załamujesz się, dowalasz sobie poczuciem winy i katujesz się swoimi błędami, wyrzucasz sobie, że nie byłeś lepszy/idealny i że się nie domyślałeś czego żona chciała. NIKT NIE JEST IDEALNY I ŻADEN FACET SIE NIE DOMYŚLA.
Teraz niezależnie od tego co będzie (będziecie chcieli to ratować, Ty bedziesz chciał, a ona nie, rozwód będzie czy nie)- niezależnie od scenariusza jaki się zrealizuje, chciałbym, zebyś z kilku spraw zdał sobie sprawę i nigdy o nich nie zapominał
1. Masz całe swoje życie do przeżycia. W małżeństwie czy samemu- jesteś kimś, masz swoją wartość, żyjesz i to życie musi mieć jakość
2. Cokolwiek by nie było i jaki scenariusz by się nie realizował: bądź mężczyzną. Konkretny, świadomy swojej wartości i twardo stąpający po ziemi.
3. Punkt 3 wynika z drugiego. W obliczu rozpadu małżeństwa wielu facetów wpada w taki stan "nic nie jestem wart, życie nie ma sensu, nic mnie nie czeka". To jest kompletna bzdura. Jeśli nawet należysz do tych ludzi, którzy w małżeństwie/związku zatracili swoje "ja" i widzisz siebie już tylko jako część "my", to za każdym razem kiedy takie myśli Cię najdą opłukaj twarz w zimnej wodzie i z automatu pomyśl
"Jestem też ojcem. Jeśli jestem ojcem to nie mogę być nikim. JA jestem".
4. Ponieważ jesteś ojcem i jesteś facetem bądź świadom niebezpieczeństwa sytuacji w jakiej się znalazłeś- pod kątem prawnym/finansowym i pod kątem kontaktów z dziećmi.

Skup się na tym, że jesteś ojcem i facetem.
Jak pisałem punkty 2 i 3, przypomniała mi się jedna z pierwszych scen z jednej z moich ulubionych książek. "Ojciec Chrzestny". Na ślub córki Dona przybywa jego ulubiony chrześniak, znany piosenkarz. I żali mu się z życiowych problemów. Don słucha uważnie, po czym bardzo ostro i stanowczo doprowadza go do porządku, a następnie spokojnym tonem
"Spędzasz czas z rodziną? To dobrze. Mężczyzna, który nie spędza czasu z rodziną, nigdy nie będzie prawdziwym mężczyzną."

Caliope
Posty: 373
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: Caliope » 15 maja 2020, 22:31

Ja to w ogóle bałam się mieć wspólne konto z mężem. Uważałam że muszę być niezależna, bo muszę mieć kontrolę. Później wyszło jak wyszło, ale się przyzwyczaiłam i czasem ponoszę konsekwencje tego wyboru, a mąż nie może mi nic zarzucić.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8929
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: Nirwanna » 15 maja 2020, 23:00

Temat finansów jest bardzo nośny, choć obstawiam, że to tylko jeden z elementów kryzysu, z jakim przyszedł tu autor wątku.
Sugestia mała taka.
Longines pisze:
15 maja 2020, 21:27
Jestem też ojcem. Jeśli jestem ojcem to nie mogę być nikim. JA jestem".
Longinesie, odniosę się tylko do jednego fragmentu, tego wyboldowanego. W Biblii tak mówił o sobie Bóg. Sądzę, że dla osoby wierzacej i znającej Pismo Święte to sformułowanie jest znane, więc potrzebuję zaznaczyć - że jest w Twoich radach dla SN, przy ogromnej ich słuszności - w tym pewne zagrożenie. Jest nim skupienie się na tym JA, swego rodzaju egoizm, selfizm, który coraz bardziej marginalizuje rolę Boga w stawaniu się coraz lepszym "ja", a idzie w kierunku "ja-twórca", "ja-bóg".
Więc pod Twoimi punktami ja się również podpisuję, jednak z naciskiem - że to budowanie czy odbudowywanie siebie powinno mieć jako miernik, odniesienie i wzorzec - osobę Boga. Inaczej o kant, kolokwialnie mówiąc, życie to szybko zweryfikuje, a Bóg do tego dopuści.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

SkonczonyNiepokorny
Posty: 16
Rejestracja: 13 maja 2020, 8:28
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: SkonczonyNiepokorny » 16 maja 2020, 0:15

A.zelia pisze:
15 maja 2020, 14:57
Czyli przed podjęciem pracy tego konta rodzinnego nie było? Nie miała wtedy dostępu do pieniędzy?

Decyzja o założeniu i profilu firmy (gastronomia) była Twoja?
Od początku żona do konta miała pełnomocnictwo i kartę swoją. Nie broniłem jej fizycznie dostępu do pieniędzy. Jednak co pewien czas w okolicy końca miesiąca jak pieniędzy było mało potrafiłem mówić - "spójrz jak nam pieniądze przez palce uciekają, nie wiadomo nawet gdzie, musimy zabrać się za to i to jakoś ogarnąć" I wymyślałem różne sposoby ( kupki tygodniowe, zbieranie paragonów, planowanie ). Spowodowało to w niej pewien rodzaju strach przed wydawaniem tych pieniędzy. Dzieci pojawiły się też w odstępach takich, że spędziła w domu ponad 6 lat.

Odnośnie profilu firmy.. każde zainteresowanie żony starałem się przekształcić w biznes dla niej. Chciałem żeby robiła to co lubi i miała z tego pieniądz. Tak było z np robieniem paznokci ( tu jednak nie otworzyliśmy biznesu ) jak i z tą gastronomią. Sam też miałem wcześniej różne działalności gospodarcze pomimo pracy na etacie - dzielnie mnie przy tym wspierała. Jednak tam nie wywierałem na Niej aż takiej presji.

Rzeczywiście spory offtopic się zrobił na temat bankowości małżeńskiej :) Ja uważam, że to w sumie indywidualna sprawa... znam takie i takie pary i każdej to odpowiada. Klucz to znalezienie właśnie rozwiązań które odpowiadają obojgu. Nie możemy oceniać innych według własnego bagażu doświadczeń. Nie jest to myślę aż taki aspekt moralny żeby każda z rodzin nie mogła go rozpatrzyć na sposób jaki im odpowiada :)

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: tata999 » 16 maja 2020, 9:33

Pavel pisze:
15 maja 2020, 19:46

To nie wspólne konto było powodem i źródłem tego typu zachowań. To bałagan w tobie i twoje żonie. Gdyby tam wszystko grało, temat nigdy by nie zaistniał.
Tam gdzie nie ma właściwych fundamentów i masa spraw wygląda niewłaściwie, efekty będą opłakane. Zwykły łańcuch przyczynowo-skutkowy.

Oddzielne konta to jeden z elementów z pewnością nie działających na korzyść małżeństwa.

Małżeństwo ma być wspólnotą, również majątkową.
Ja od początku mam z żoną wspólne konto, mimo bałaganu w wielu aspektach nie wyobrażałem sobie, by w małzeństwie było „moje” i „twoje”. Miało być NASZE.

Innego rozwiązania sobie nie wyobrażam i teraz.

Oczywiście sprawa inaczej może wyglądać np. w separacji, ale w normalnym małzeństwie - to po prostu błędna decyzja.
W tej wypowiedzi nie znajduję ani jednego argumentu. Czy mogę prosić o chociaż jeden argument do tych jednoznacznych, stanowczych tez?

A.zelia
Posty: 159
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Idealne małżeństwo - i nadszedł ten dzień...

Post autor: A.zelia » 16 maja 2020, 12:01

No to kiedy to konto przestało być wspólne skoro jak piszesz było do pewnego momentu? I dlaczego?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: vertigo i 13 gości