Małżeństwo a schizofrenia

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Łopatka
Posty: 27
Rejestracja: 23 cze 2019, 22:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: Łopatka » 04 sie 2019, 22:36

Kłopotku,
Tak bardzo Ci współczuję. Znalazłaś jakieś wsparcie w realu przez ten rok?
I czemu myślisz że zmarnowalas życie wiążąc się z nim? Ja rozumiem że musisz czuć się bardzo samotna i podziwiam, że to wszystko dzwigasz. Ale przecież pisałaś, że przed chorobą mieliście szczęśliwe życie.
Nigdy nie wiadomo co przyniesie kolejny rok. Może mąż się ustabilizuje, może trzeba zmienić leki?
A jak on teraz funkcjonuje?

Ukasz
Posty: 1409
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: Ukasz » 04 sie 2019, 23:22

To jest chyba taki moment, że nie można w gruncie rzeczy zrobić nic. Tylko po prostu pogodzić się z tym, że tak jest. Powiedzieć Bogu - OK, jest jak jest, i co teraz? Jak ja mam się radować?
Ostatnio spotkała mnie dotkliwa krzywda. Akurat tego dnia wyjeżdżałem na tygodniowe rekolekcje. To mi pomogło jakoś ustawić perspektywę. Pytałem Boga, po co mi to dał. Co ja mam z tym zrobić, jakie wezwanie w tym tkwi, jaka szansa dla mnie. Krzywda nie zniknęła, ale chyba udało mi się uniknąć wejścia w rolę ofiary.

klopot_16
Posty: 45
Rejestracja: 16 sie 2017, 21:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: klopot_16 » 04 sie 2019, 23:23

Łopatka pisze:
04 sie 2019, 22:36
Kłopotku,
Tak bardzo Ci współczuję. Znalazłaś jakieś wsparcie w realu przez ten rok?
I czemu myślisz że zmarnowalas życie wiążąc się z nim? Ja rozumiem że musisz czuć się bardzo samotna i podziwiam, że to wszystko dzwigasz. Ale przecież pisałaś, że przed chorobą mieliście szczęśliwe życie.
Nigdy nie wiadomo co przyniesie kolejny rok. Może mąż się ustabilizuje, może trzeba zmienić leki?
A jak on teraz funkcjonuje?
Łopatko dziękuję za Twoje zainteresowanie. Niestety nie mam żadnego wsparcia w realu, ani w rodzinie, ani wśród znajomych. Odkąd mąż zachorował, odcięliśmy się od wszystkich. Mąż nie chce z nikim się spotykać, więc nikogo nie zapraszam do domu, a sama ze względu na małe dziecko też jestem uziemiona. On codziennie jeździ do swojej mamy na wieś, a jak jest w domu, to głównie leży, czasami siedzi z nami, ale się prawie nie odzywa. Nie mogę z nim porozmawiać praktycznie na żaden temat, nie ufam mu, nigdy nie zostawiłabym z nim dziecka samego. Czasami się go boję, chociaż bierze leki i raczej jest spokojny. Ale nigdy nie wiem, o czym myśli i co słyszy w swojej głowie.
Pytasz, czemu myślę, że zmarnowałam życie wiążąc się z nim? To już nie chodzi nawet o chorobę, bo jej nie dało się przewidzieć, ale o inne jego zachowania, które nie podobały mi się przed ślubem i na to miałam wpływ, powinnam była dobrze przemyśleć, zanim za niego wyszłam. Ale tak myślę z perspektywy czterdziestu kilku lat, wtedy miałam dwadzieścia parę i chyba nie myślałam logicznie. Tego właśnie nie potrafię sobie wybaczyć, że popełniłam błąd wychodząc za niego, mimo iż nie podobało mi się jego zachowanie.

tata999
Posty: 515
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: tata999 » 04 sie 2019, 23:34

klopot_16 pisze:
04 sie 2019, 22:35
Bo nie potrafię nikogo poprosić o pomoc, bo nie umiem pozbyć się tego swojego zgorzknienia i być oparciem dla swoich dzieci. (...) Nie wiem, co jeszcze mogłabym zrobić?
Myślę, że tu może być ważny element do przepracowania. Nie wyobrażam sobie, co można zrobić innego, żeby uniknąć w takim przypadku zgorzknienia, jeśli nie czerpiąc pomoc z zewnątrz. Nie potrafisz prosić o pomoc - tak napisałaś. Gdy się nauczysz, odblokują się możliwości, których nie przewidziałabyś.

Dziękuję Ci za jasne sformułowanie pytań i wątpliwości, które też mnie nurtują. Podejrzewam, że może należą do grupy tych, na które nie ma odpowiedzi.

Przesyłam wyrazy szacunku i życzenia pogody ducha.

Łopatka
Posty: 27
Rejestracja: 23 cze 2019, 22:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: Łopatka » 05 sie 2019, 8:37

Kłopotku,
Chyba kazna z nas wychodzac za mąż trochę ignorowala pewne zachowania narzeczonego, albo myślała naiwnie, że się zmieni.
Poparz z innej perspektywy, gdyby nie on, nie miałabyś tych dzieci które masz. Pewnie starsza corka że względu na okres dojrzewania daje Ci w kość, ale to minie. Mlodsze dzieciątko natomiast widzi w Tobie cały świat. I jesteś jego autorytetem. Kiedyś ktoś mi powiedział jesteś najlepsza matka dla swoich dzieci. I żadna inna kobieta nie byłaby dla nich lepsza. Tak jest z każdą z nas.
Piszesz ze mąż jeździ do swojej matki. Spróbuj zapytać jej czy raz w tygodniu moze też zaopiekować się dziećmi. Przy szpitalach psychiatrycznych funkcjonują różne grupy wsparcia. Warto byłoby tam zajrzeć. Wygadac się a i może dzięki temu choć trochę zrozumieć chorobę męża i zmniejszyć strach.
Albo poszukaj psychologa klinicznego, który też powinien umieć podpowiedzieć Ci jak radzić sobie na codzień.
Czyli najważniejsze, zadbaj o siebie. Jeśli będziesz czuła oparcie - nawet w obcej osobie. Będziesz bardziej pewna siebie i dasz większe oparcie dzieciakom. A może kiedyś przestaniesz się bać?
To że mąż choruje, nie znaczy że nie możesz nikogo zaprosić. Wystarczy powiedzieć prawde:mąż choruje na schizofrenię.
Zdziwisz się ile ludzi Ci odpowie: a u mnie w rodzinie to ten i ten też się leczy psychiatryczne. Może na inną chorbe, a może na tą samą.
Trzeba przełamać wstyd, bo co ludzie powiedzą. Prawda jest taka że każdego to może spotkać.
Spokojnego dnia.

Angela
Posty: 459
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: Angela » 07 sie 2019, 8:41

Zgorzknienie i mnie zgorzknienie zabijało, ale też niszczyło moje dzieci. Zajęta rozpamiętywaniem skrzywdzeniami i kryzysem małżeństwa, przegapiłam czas gdy najmłodsza córka nabawiła się anoreksji. Teraz zarzuca mi, że czuła się opuszczona a świat zaczął ją przerażać. Ciężko nadrobić stracony czas, który powinno się piświęcić dzieciom, by pokazać im piękno i radość życia. A dzieciom mocno udziela się nasz nastrój.
Podziwiałam swoją koleżankę, która umiała zorganizować wspaniałe urodziny dla córki, gdy w tym samym czasie młodsze dziecko walczyło z rakiem. I nie wychowała egoistki, bo jednocześnie dużo rozmawiała z córką i dziewczynka pięknie modliła się o zdrowie braciszka.
Choć wydaje Ci się, że dla Ciebie czas stanął w miejscu, to nie stoi dla dzieci. Zatem ucz dzieci radości życia i ciesz się razem z nimi. Kluczem są kontakty z innymi ludzmi. Zwłaszcza, że mąż żyje swoim życiem i Ty możesz wyjść z domu.

marylka
Posty: 898
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: marylka » 07 sie 2019, 10:22

Dziewczyny zgadzam sie co do dzieci. One siakna jak gabka domem rodzinnym. A kto inny jak rodzice maja pokazac jak mierzyc sie z przeciwnosciami i trudnosciami.
Dzieci to nasze lustra.
Wiele można w nich dostrzec
Zwlaszcza nasze braki i zaniedbania
I nie ma co na nie sie obrażac tylko na ile można - weryfikować swoje postawy
Trudno sie usmiechac kiedy serce krwawi
Dlatego mocno trzeba zmieniac punt SWOJEGO myslenia
Dostrzegac plusy i dziekowac Bogu za to co sie akurat ma
A kluczem sa inni ludzie, inni rodzice dzielacy sie doswiadczeniami
Pozdrawiam
Pozdrawiam

klopot_16
Posty: 45
Rejestracja: 16 sie 2017, 21:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: klopot_16 » 07 sie 2019, 16:06

Dziękuję Wam za dobre słowo. Wiem, że powinnam robić wszystko co w mojej mocy, żeby zapewnić dzieciom w miarę normalne życie i chyba to robię. Ale niestety nie potrafię cieszyć się życiem i zapomnieć chociaż na chwilę o problemach, nieuleczalna choroba męża odebrała mi wszelką nadzieję. Jak choruje głowa rodziny, to cała rodzina jest chora, niestety. I choćbym nie wiem jak się starała, to moja rodzina nigdy nie będzie normalna.

Ukasz
Posty: 1409
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: Ukasz » 07 sie 2019, 23:34

Czy dziękujesz Bogu, że Twój mąż ma Ciebie - dobrą, wierną żonę, która troszczy się o niego w jego chorobie? Co było z tym, którego pokochałaś i z którym spędziłaś szczęśliwie sporą część Twojego życia - bez Ciebie? Czy opiekując się nim czujesz, że on tego potrzebuje?

klopot_16
Posty: 45
Rejestracja: 16 sie 2017, 21:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: klopot_16 » 08 sie 2019, 11:21

Ukasz pisze:
07 sie 2019, 23:34
Czy dziękujesz Bogu, że Twój mąż ma Ciebie - dobrą, wierną żonę, która troszczy się o niego w jego chorobie? Co było z tym, którego pokochałaś i z którym spędziłaś szczęśliwie sporą część Twojego życia - bez Ciebie? Czy opiekując się nim czujesz, że on tego potrzebuje?
Nie przyszło mi nigdy do głowy, żeby za to dziękować. Zresztą nie jestem wcale dobrą żoną. Troszczę się o męża, bo muszę. Ale tak naprawdę robię dla siebie i swoich dzieci. Gdybym nie pilnowała, żeby mąż brał leki, to nie dałoby się z nim żyć. Gdybym nie zadbała o przyznanie renty dla męża, to nie mielibyśmy z czego żyć. Nie wiem, jak postąpiłaby inna kobieta, gdyby była na moim miejscu. Może by go zostawiła? Przecież wiele kobiet zostawia zdrowych mężów, a co dopiero chorego psychicznie. Wiem, że mąż mnie potrzebuje, trwam przy nim, bo łączy nas sakrament, ale tak naprawdę czuję się z tego powodu strasznie nieszczęśliwa.

Ukasz
Posty: 1409
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: Ukasz » 08 sie 2019, 19:35

No właśnie, a może z dokładnie tego powodu możesz być szczęśliwa? Jeśli pozwolisz swojej miłości rozkwitnąć? Pozwolisz Bogu, żeby uleczył Twoją miłość, uczynił ją swoją, radosnym darem z siebie? Takim, który daje szczęście przewyższające wszystko, co może dać świat?
Mi największą radość sprawia to, że kocham żonę. Gdy ona na to jakoś odpowiada, jest bardzo miło, ale to tylko taki efekt uboczny i zarazem słabszy.

JolantaElżbieta
Posty: 432
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: JolantaElżbieta » 08 sie 2019, 20:36

klopot_16 pisze:
08 sie 2019, 11:21
Ukasz pisze:
07 sie 2019, 23:34
Czy dziękujesz Bogu, że Twój mąż ma Ciebie - dobrą, wierną żonę, która troszczy się o niego w jego chorobie? Co było z tym, którego pokochałaś i z którym spędziłaś szczęśliwie sporą część Twojego życia - bez Ciebie? Czy opiekując się nim czujesz, że on tego potrzebuje?
Nie przyszło mi nigdy do głowy, żeby za to dziękować. Zresztą nie jestem wcale dobrą żoną. Troszczę się o męża, bo muszę. Ale tak naprawdę robię dla siebie i swoich dzieci. Gdybym nie pilnowała, żeby mąż brał leki, to nie dałoby się z nim żyć. Gdybym nie zadbała o przyznanie renty dla męża, to nie mielibyśmy z czego żyć. Nie wiem, jak postąpiłaby inna kobieta, gdyby była na moim miejscu. Może by go zostawiła? Przecież wiele kobiet zostawia zdrowych mężów, a co dopiero chorego psychicznie. Wiem, że mąż mnie potrzebuje, trwam przy nim, bo łączy nas sakrament, ale tak naprawdę czuję się z tego powodu strasznie nieszczęśliwa.

Znajdź książkę Moc uwielbienia :-)

klopot_16
Posty: 45
Rejestracja: 16 sie 2017, 21:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: klopot_16 » 08 sie 2019, 23:02

Ukasz pisze:
08 sie 2019, 19:35
No właśnie, a może z dokładnie tego powodu możesz być szczęśliwa? Jeśli pozwolisz swojej miłości rozkwitnąć? Pozwolisz Bogu, żeby uleczył Twoją miłość, uczynił ją swoją, radosnym darem z siebie? Takim, który daje szczęście przewyższające wszystko, co może dać świat?
Piękne to słowa, ale bardzo trudne do zrealizowania. Cały czas proszę Boga, żeby uleczył moją rodzinę, żeby nauczył mnie kochać mojego męża, ale nic się nie zmienia. Już prawie pięć lat to trwa. Wiem, że Bóg ma inne poczucie czasu niż my, ale ja żyję tu i teraz, każdego dnia wołam o pomoc, a ona nie nadchodzi. A może tylko ja nie potrafię jej dostrzec?

Ukasz
Posty: 1409
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: Ukasz » 09 sie 2019, 9:17

Ja prosiłem Boga o uwolnienie od masturbacji. Walczyłem, jak potrafiłem, i wciąż upadałem. A Bóg mnie dotknął i niemalże z dnia na dzień mnie uleczył. Całkowicie. Dał cudowną, pełną czystość. Chyba nawet naprawdę z dnia na dzień, tylko ja potrzebowałem kilku tygodni, żeby to zobaczyć. Tyle, że stało się to po 30 latach tej walki. Wtedy, gdy naprawdę uznałem swoją bezsilność. Gdy byłem gotów przyjąć uzdrowienie jako dar wyłącznie od Niego i żadną moją zasługę. Ja z grzechem przegrałem, a On z tym grzechem wygrał.
Wbrew powtarzanym tu często stwierdzeniom nie uważam, by miłość była wyborem i decyzją. Tym również. I uczuciami także. Miłość jest miłością, czymś większym, co obejmuje i wybór, i postawę, i uczucia i jeszcze wiele więcej. W każdym razie u mnie przyszedł czas zupełnej obojętności. Nie umiałem nawet powiedzieć, czy kocham moją żonę. Było mi wszystko jedno, czy ona będzie ze mną czy nie. Nawet lepiej mi było bez niej. Została mi tylko wola, żeby od nowa pokochać ją gorąco, jak za dni naszej młodości, i jeszcze o wiele bardziej, mocniej, i w większej wolności. Kierownik duchowy poradził mi, żeby odnowić charyzmat sakramentu małżeństwa prze głębsze wejście w fundament wszystkich sakramentów - w eucharystię. Posłuchałem. W moim przypadku efekt przyszedł już po kilku tygodniach. Trwa. Rozwija się. Na razie nie przełożyło się to na dobrą, bliską relację z żoną, ale może przyjdzie i to.
To moja historia. Twoja na pewno będzie inna, ale może ta moja jakoś Ci pomoże.

nałóg
Posty: 881
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo a schizofrenia

Post autor: nałóg » 09 sie 2019, 13:33

Ukasz pisze:
09 sie 2019, 9:17
Ja prosiłem Boga o uwolnienie od masturbacji. Walczyłem, jak potrafiłem, i wciąż upadałem. A Bóg mnie dotknął i niemalże z dnia na dzień mnie uleczył. Całkowicie. Dał cudowną, pełną czystość. Chyba nawet naprawdę z dnia na dzień, tylko ja potrzebowałem kilku tygodni, żeby to zobaczyć. Tyle, że stało się to po 30 latach tej walki. Wtedy, gdy naprawdę uznałem swoją bezsilność.
30 lat "walki" i ciągłe przegrywanie..... a wystarczyło uznać swoją bezsilność i zaprzestać walki....poddać się. Tak 3 maj.PD

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości