Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

wrinice
Posty: 11
Rejestracja: 15 lip 2020, 20:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: wrinice » 30 wrz 2020, 18:45

Byłem już u trzech różnych terapeutów. Generalnie obawiam się tego, ze terapia doprowadzi mnie do rozwodu.
Dziękuje za rady odnośnie modlitwy. Naprawdę dajecie świadectwo. Ja zwątpiłem gruntownie i jestem na Boga poważnie obrażony.

Al la
Posty: 2440
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: Al la » 30 wrz 2020, 19:19

wrinice pisze:
30 wrz 2020, 18:45
Byłem już u trzech różnych terapeutów. Generalnie obawiam się tego, ze terapia doprowadzi mnie do rozwodu.
Dziękuje za rady odnośnie modlitwy. Naprawdę dajecie świadectwo. Ja zwątpiłem gruntownie i jestem na Boga poważnie obrażony.
To bardzo dobra wiadomość.
Czyli wierzysz w Boga, skoro jesteś na Niego obrażony?
Możesz zacząć od powiedzenia Bogu, na co jesteś obrażony.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

Ruta
Posty: 672
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: Ruta » 30 wrz 2020, 23:28

wrinice pisze:
30 wrz 2020, 18:45

Naprawdę dajecie świadectwo. Ja zwątpiłem gruntownie i jestem na Boga poważnie obrażony.
To wspaniale i nie żartuję ani trochę. Przeszłam w życiu naprawdę różne fazy mojej relacji z Bogiem. Od pełnej radości prostoty wiary, po mocne doświadczenie Bożej miłości i tego, że On sam jest Miłością. Doświadczenia, które uratowało mi życie. A jednak mimo tego doświadczenia moja relacja z Bogiem nie zawsze układała się dobrze. Najtrudniejszy etap to była pustka. Nie gniewałam się na Boga. Ja się od niego odwróciłam, uznałam, że nie może być Miłością skoro dopuszcza zło i cierpienie niewinnych. Nie potrafiłam tego pojąć. Więc się odwróciłam. I wtedy zaczęłam doświadczać takiej pustki, że zaczęłam wątpić w Jego istnienie. Wcześniej Boga czułam, całe moje życie. I nagle - pustka. Nie było mi źle. Postanowiłam być dobra, zachowywać przykazania, ale bez Boga, bez zwracania się do Niego. Nawet się do tej mojej pustki przyzwyczaiłam, choć bycie dobrą i przyzwoitą było znacznie trudniejsze, niż wtedy, gdy byłam blisko Boga. Tym bardziej się zacinałam i tym bardziej pustka robiła się pusta. Wszystko zmieniło się w jednej chwili, gdy zaczęłam w tą pustkę krzyczeć. Nie z potrzeby ducha, ale z potrzeby chwili, gdy uznałam, że jeśli Bóg jest, to nie może tej sytuacji zostawić i nie pomóc. Nie chodziło o mnie. To był trudny początek, bo zaczęłam od obrażania Boga i to w dodatku szczerego obrażania i płynącego prosto z mojego serca. Oraz od żądania interwencji. Ale pustka w jednej chwili zaczęła się na powrót wypełniać... i z powrotem miałam być na Kogo obrażona. Jakby to nie brzmiało, uczęśliwiło mnie to. Jeszcze długo, wiele miesięcy krzyczałam, obrażałam się i kłóciłam... Aż w końcu po prostu poczułam, że jestem na powrót gotowa żyć z Bogiem. Wyszłam za mąż. I w małżeństwie po jakimś czasie zgodnego życia małżeńskiego z Bogiem i w radości, znów zaczęłam kombinować, sądzić, że wiem lepiej, co jest dobre dla mojego małżeństwa, że może to co głosi Kościół, to wcale nie pochodzi od Niego. Szczerze mówiąc, od początku wiedziałam wtedy, że kombinuję. Po prostu na pierwszym miejscu postawiłam męża i moje pragnienie sprostania męża oczekiwaniom. A że te były sprzeczne z oczekiwaniami Boga, no to i efekt żałosny. Nie to, że odeszłam od wiary, modliłam się, chodziłam do Kościoła, ale traktowałam wiarę jak supermarket, biorąc dla siebie tylko to, co mi odpowiadało... a moja więź z Bogiem robiła się znów coraz słabsza. Tym razem wcale się na Niego nie gniewałam, wręcz przeciwnie, uważałam że Bóg jest wspaniały, tylko trochę... staroświecki. Dopiero w ogromnym kryzysie stuknęłam się w głowę i powoli zaczęłam do Boga wracać. Choć kryzys w moim małżeństwie trwa w najlepsze, to mój osobisty kryzys zaczął się rozwiązywać. Wierzę w moc sakramentu małżeństwa i wierzę, że Bóg zrobi wszystko, co możliwe, by moje małżeństwo uzdrowić, tak samo jak wiem, że nie opuści mojego męża. Wiem też, że jeśli Jego wolą nie będzie uzdrowienie mojego małżeństwa, to pozostając przy Nim będę mogła żyć dalej w radości. Wolę cierpienie przy Bogu, niż wszelkie uciechy bez Niego. Doświadczyłam obu tych stanów, więc mój wybór jest świadomy.
Wcześniej w relacji z Bogiem byłam jak rozpuszczony dzieciak, który wścieka się na rodziców, wini ich za wszystko, testuje, sprawdza granice i sądzi, że jest mądrzejszy i sam wszystko wymyśli. No i się wyprowadza, by żyć po swojemu. Potem byłam jak głupi dzieciak, który już wie, że nauki rodziców mają sens, ale i tak upiera się przy swoim. Trudno mi ocenić siebie teraz, pewnie najbliżej mi do córki marnotrawnej, pobalowałam i wcale nie okazało się to radosne, zgłodniałam, solidnie upadłam, potłukłam się i wróciłam. Nawet nie z miłości, z głodu. A jednak zostałam przyjęta. I doświadczając Miłości sama zaczynam kochać, nie tylko Boga, ale także siebie.
Piszę tak długo i szczegółowo, żebyś przekazać Ci, że moje i nie tylko moje obrażenie się na Boga nie przekreśla wcale relacji z Nim. To także relacja. I że możesz z Bogiem szczerze rozmawiać, o tym co czujesz, za co czujesz się obrażony, co cię boli. W relacji z Bogiem możesz zawsze iść za swoim sercem. I on Cię zawsze przyjmie, wysłucha, przytuli do serca, jeśli będzie trzeba będzie dla Ciebie czułą Matką, a gdy będzie potrzeba kochającym, ale wymagającym Ojcem. Moje doświadczenia pokazują jeszcze jedno - potrzebny jest akt woli, wewnętrznej zgody na działanie Boga we mnie, w moim życiu, w małżeństwie. Mam pełne przekonanie, że Bóg traktuje naszą/moją wolną wolę bardzo poważnie i choć zawsze jest przy nas, to przychodzi na tyle, na ile Go o to poprosimy. Trudno w to uwierzyć bez doświadczenia osobistego, ale im bardziej totalnie przyjmujesz Boga, tym On bardziej totalnie przychodzi. I uzdrawia.

wrinice
Posty: 11
Rejestracja: 15 lip 2020, 20:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: wrinice » 01 paź 2020, 10:55

Napisze jeszcze o mojej smutnej rzeczywistości. Relacje z żona miałem wcześnie. Później były inne kobiety, w tym jedna poważna relacja. Później stwierdziłem, ze to jednak żona jest ta jedyna i poczuliśmy dziecko. Następnie po jakimś czasie wzięliśmy ślub, bo ja potrzebowałem się umocnić w tej decyzji. Przy Bogu byliśmy raczej słabo i przy okazji rozwoju dzieci. Był to w miarę dobry czas. Wtedy ślubującego wydaje mi się ze nie myślałem dostatecznie daleko w przód i chyba potraktowałem i nadal traktuje wiarę jako magię. Że wiara automatycznie we mnie coś zmieni. Teraz w chwili zwątpienia we wszystko w amoku poszukuje relacji seksualnej. Nie chce się do tego przyznać przed samym sobą ale chce zdradzić żonę. Po to żeby sprawdzić czy będzie mi z ta inna kobieta lepiej. Jestem już tak ogłupiały ze nie myśle o konsekwencjach. A kiedy pomyśle to wydaje mi się ze muszę porzucić wszystko. Dotychczasowych przyjaciół, dzieci... Boże czemu czynisz mnie tak prymitywnym?

Nino
Posty: 433
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: Nino » 01 paź 2020, 14:37

Wiem, ze nie wolno mowic za innych, ale jak Ciebie czytam, to mam wrazenie, ze podobnie miota sie moj maz.
Nie mam pojecia, z czego to moze wynikac.

Bławatek
Posty: 257
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: Bławatek » 01 paź 2020, 14:41

wrinice pisze:
01 paź 2020, 10:55
Napisze jeszcze o mojej smutnej rzeczywistości. Relacje z żona miałem wcześnie. Później były inne kobiety, w tym jedna poważna relacja. Później stwierdziłem, ze to jednak żona jest ta jedyna i poczuliśmy dziecko. Następnie po jakimś czasie wzięliśmy ślub, bo ja potrzebowałem się umocnić w tej decyzji. Przy Bogu byliśmy raczej słabo i przy okazji rozwoju dzieci. Był to w miarę dobry czas. Wtedy ślubującego wydaje mi się ze nie myślałem dostatecznie daleko w przód i chyba potraktowałem i nadal traktuje wiarę jako magię. Że wiara automatycznie we mnie coś zmieni. Teraz w chwili zwątpienia we wszystko w amoku poszukuje relacji seksualnej. Nie chce się do tego przyznać przed samym sobą ale chce zdradzić żonę. Po to żeby sprawdzić czy będzie mi z ta inna kobieta lepiej. Jestem już tak ogłupiały ze nie myśle o konsekwencjach. A kiedy pomyśle to wydaje mi się ze muszę porzucić wszystko. Dotychczasowych przyjaciół, dzieci... Boże czemu czynisz mnie tak prymitywnym?
Długo zastanawiałam się czy napisać.

Mój mąż pewnie przez kilka lat też tak miał jak Ty Wrinice - zastanawianie się, gdybanie, analizowanie czy z kimś innym byłby szczęśliwszy.

Miłość to postawa. Kocham mimo, że ta druga strona nie jest doskonała, bo i ja nie jestem przecież doskonała.

Może dobrze by było abyś rozpoczął terapię na zasadzie warsztatów pomagających odnaleźć Ci to co ważne dla Ciebie, bo na razie się strasznie miotasz. Mnie mąż opuścił i właśnie rozmowy z terapeutką pomogły mi przewartościować moje życie oraz zobaczyć moje błędy a także możliwości, które są przede mną.

Jesteś kowalem swojego życia - Bóg daje Ci wiele możliwości, ale to Ty wybierasz co przyjmujesz a co odrzucasz

Nino
Posty: 433
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: Nino » 01 paź 2020, 14:47

I to nie Bog czyni Cie tak prymitywnym. Sam siebie takiego stwarzasz. Szczerze piszesz i jestes na Forum, wiec to jednak jakis plus. Moze znajdziesz tu pomoc?
Zycze Ci.
Moj malzonek tez ciagle w amoku poszukiwan relacji pozamalzenskich. A przy tym widze, jak sie waha, jak cos tam niby przewalcza w sobie. Jego relacja z Bogiem? Z mojego punktu widzenia nie istnieje, ale mam wiare, ze maz wciaz jest i zawsze bedzie - tak samo jak ja i inni ludzie - ukochanym dzieckiem Bozym, wiec kimze jestem, aby oceniac tak doniosla sprawe?
Mam wrazenie, ze cala masa jakiegos nieuporzodkowania w Tobie, pomimo szczerych checi...
Pomodle sie za Ciebie.

Akacja
Posty: 80
Rejestracja: 18 gru 2019, 4:31
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: Akacja » 01 paź 2020, 14:51

Bóg nie czyni Cię tak prymitywnym, jesteś Jego synem, tylko Ty wybierasz życie bez Niego i będziesz miał seks ale stracisz nieskończoność. Stracisz swego Ojca jeśli umrzesz w grzechu.

Nam też się różne rzeczy chce, nieraz bardzo złe takie jak Ty.. Ale świadomość obrazy Boga i skrzywdzenia innych zatrzymuje nas i idziemy po pomoc do Niego, do spowiedzi i na Eucharysię. Znajdź czas aby pobyć z Nim przed wystawionym Najświętszym Sajramentem a ocalisz duszę, która jest bytem wiecznym. Masz wybór, ta kobieta z którą chcesz cudzołożyć też jest córką Boga bo On ją stworzył.

Jesteś na sztucznym zasilaniu: seks, może alkohol, imprezy, narkotyki - dają nam chwilę przyjemności ale szybko się kończą, trzeba potem wciąż mocniejsze bodźce aby czuć się żywym, ale ci ludzie to chodzące trupy. Bóg może ich ożywić ale tylko jeśli oni się nawrócą. Zechcą kochać Boga ponad wszystko.

Życiem jest Jezus.

Akacja
Posty: 80
Rejestracja: 18 gru 2019, 4:31
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: Akacja » 01 paź 2020, 15:40

wrinice pisze:
30 wrz 2020, 18:45
Ja zwątpiłem gruntownie i jestem na Boga poważnie obrażony.
Wiesz obraziłeś się na kogoś nieskończenie dobrego, który nawet swojego Syna zrodzonego a nie stworzonego wydał za Ciebie na okup...

Może dlatego się obraziłeś bo nie dał Ci tego co zabija??

Może twoje dziecko też by się obraziło na Ciebie gdybyś mu nie dał ostrego noża, ale może w końcu by zrozumiało, że tata wie lepiej!

Bóg dał nam przykazania byśmy nie umarli, bo wiedział, że gdy je złamiemy to umrzemy! Jezus nas ożywia, ale jeśli szatan tak mocno nas zapląta w sidła i więzy, to już nie zdołamy pójść po ratunek bo będzie nam się wydawać że jest tak nam dobrze :/ bez Boga ze stworzeniem, które się kiedyś skończy jak my sami.. wieczność potępienia, a najgorszy ból piekła to brak obecności Bożej.. dzienniczek św. Faustyny

Jest taka strona "mężczyźni św. Józefa", tam są wszystkie konferencje nagrane za darmo można je zawsze odsłuchać.

Caliope
Posty: 477
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: Caliope » 01 paź 2020, 16:19

wrinice pisze:
01 paź 2020, 10:55
Napisze jeszcze o mojej smutnej rzeczywistości. Relacje z żona miałem wcześnie. Później były inne kobiety, w tym jedna poważna relacja. Później stwierdziłem, ze to jednak żona jest ta jedyna i poczuliśmy dziecko. Następnie po jakimś czasie wzięliśmy ślub, bo ja potrzebowałem się umocnić w tej decyzji. Przy Bogu byliśmy raczej słabo i przy okazji rozwoju dzieci. Był to w miarę dobry czas. Wtedy ślubującego wydaje mi się ze nie myślałem dostatecznie daleko w przód i chyba potraktowałem i nadal traktuje wiarę jako magię. Że wiara automatycznie we mnie coś zmieni. Teraz w chwili zwątpienia we wszystko w amoku poszukuje relacji seksualnej. Nie chce się do tego przyznać przed samym sobą ale chce zdradzić żonę. Po to żeby sprawdzić czy będzie mi z ta inna kobieta lepiej. Jestem już tak ogłupiały ze nie myśle o konsekwencjach. A kiedy pomyśle to wydaje mi się ze muszę porzucić wszystko. Dotychczasowych przyjaciół, dzieci... Boże czemu czynisz mnie tak prymitywnym?
A przypadkiem nie jest tak, że jako mężczyzna potrafisz oddzielić seks od emocji ? co da skok w bok jeśli nie będzie emocji też z tą inną kobietą? nie będzie wyrzutów sumienia ? Bóg stworzył nas na swój obraz, więc nie ma mowy o tym że jesteś prymitywny. Masz wolną wolę, dokonujesz swoich analiz, wyborów i musisz doświadczać konsekwencji. Ja żyję według moich zasad zgodnych z moją wiarą i miłością, może warto też coś podobnego sobie wymyśleć, łatwiej żyć.

s zona
Posty: 2892
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: s zona » 01 paź 2020, 16:34

Vinnice,
czytajac Ciebie mam mieszane uczucia ... czego szukasz .. Boga , powrotu do zony... czy jej zamienika ...
Ale dobrze trafiles , jesli masz na mysli 2 pierwsze ... z trzecim raczej nie znajdziesz " poklepania po plecach ".
A moze warto sprobowac wbic sie jeszcze na viewtopic.php?f=74&t=3499&p=270349#p270349
" ...do zycia w obfitosci " to powinno Cie zainteresowac, a wydatek, jak dla Ciebie groszowy .

Mnie kiedys Rekolekcje postawily na nogii, ale to Twoje zycie/decyzja ...
Pogody Ducha

wrinice
Posty: 11
Rejestracja: 15 lip 2020, 20:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: wrinice » 01 paź 2020, 19:13

Hej s_zona
Ciekawe dlaczego dałaś mi temat przemocy....
To, co ostatnio czułem, ze robię w naszym związku to olbrzymia przemoc psychiczna i emocjonalna wobec żony. Tak postępował mój dziadek względem babci, w małżeństwie moich rodziców również było dużo przemocy, z tego co wiem to również aborcji.
To jest dla mnie dziwne, ze po wypadku( próbie samobójczej) żony opiekowałem się nią i dziećmi. To był dla mnie „boży” czas. Modliłem się nowenna do św Józefa w czasie manii żony (bardzo mnie wtedy raniła) ale spokojnie to znosiłem czując oparcie w Bogu. Pamietam, ze wtedy obiecywałem, ze będę bronił kościoła. I żona wróciła do pełnej sprawności. Ten czas wracania to był czas mojego olbrzymiego szczęścia i bliskości kościoła. Będąc w Indiach zapaliłem z kolega trawę i od tego momentu czuje z nim dziwna duchowa bliskość, ale właściwie całkiem zniknęło zaufanie Jezusowi. No i rozpada mi się małżeństwo. Żona tez odeszła od kościoła w ostatnim czasie. Może to jest moje pole do walki? Odzyskać zaufanie do Jezusa?

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: Avys » 01 paź 2020, 21:17

Wrinice, jeśli to co piszesz to wszystko prawda (?) to idź na psychoterapię ratować siebie najpierw. Jak trochę opanujesz to co się w Tobie dzieje to wtedy zajmiesz się ratowaniem małżeństwa. Na zasadzie najpierw zakładasz maskę tlenową sobie, a potem ratujesz innych.

Co do Twojego pomysłu zdradzenia żony i sprawdzania czy z jakąś inna kobietą byłoby Ci lepiej to słabe jest bo co jak akurat trafisz na coś kiepskiego. Musiałbyś zrobić jakiś casting, bo jedna kobieta chyba by nie wystarczyła. Tylko po takim castingu to nie wiadomo czy żona w ogóle chciałaby Twojego powrotu i czy nie byłbyś już za daleko żeby wrócić. Także warto to przemyśleć zanim przyjdzie Ci znów taki pomysł. Jeżeli szukasz mocnych wrażeń to może wolontariat w hospicjum by Ci pomógł ogarnąć się w życiu i zobaczyć co naprawdę jest ważne. Przedyskutuj to z psychoterapeutą - bo ja się nie znam.

A co do Twojej wiary- to ja w stanie w jakim jesteś nie polecam różańców czy koronek ale zwykłą gadaninę do Boga to co myślisz w sercu- np. ciężko mi wierzyć, że istniejesz Boże...proszę przymnóż mi wiary. Możesz też otworzyć Pismo Święte, bo tak łatwiej usłyszeć co Bóg do nas mówi.
„W ciemności idziemy, w ciemności, do źródła Twojego życia. Tylko nadzieja jest światłem.” - to taki kanon z Taize który na ten wieczór jakoś mi do Ciebie przypasował. Zresztą do mnie też.

Ruta
Posty: 672
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: Ruta » 01 paź 2020, 22:17

Hej Wrinice,
Szczerość z jaką opisujesz swój stan, siebie, to co się w tobie dzieje budzi z jednej strony mój podziw, z drugiej trudne do opisania uczucie zbliżone do niepokoju. Gdy czytam twoje kolejne posty, mam wrażenie, że jesteś obecnie trochę jak kalejdoskop - jest jakiś układ, obraz, ale wystarczy lekkie poruszenie i już cały układ się zmienia - choć nadal składa się przecież z tych samych elementów. Może stąd w Tobie potrzeba znalezienia jakiejś swojej bitwy, celu - czegoś co Cię ustabilizuje. Na pewno dobrym pomysłem jest odzyskać zaufanie do Jezusa, a rekolekcje to świetny sposób :) Takie bitwy to dobre bitwy. No i niosą dobre owoce.

Na pewno to lepszy wybór, niż szukanie stabilizacji przez relację pozamałżeńską. To na pewno stabilizacji nie niesie. Wielu próbowało, każdy poległ. Piszesz o trudnych zmaganiach w sobie, o poszukiwaniu pozamałżeńskiej relacji seksualnej. Czy pisząc że zdarza się, że chciałbyś sprawdzić, czy z "tą inną" kobietą będzie ci lepiej, masz na myśli jakąś konkretną kobietę, czy jakiś ogólny wyimaginowany obraz innej kobiety?
Nie jestem mężczyzną, ale jednak kilku mężczyzn znam, w tym mojego męża. I widzę, że do szukania w amoku relacji seksualnej często prowadzi jedna konkretna droga, zaczynająca się od zwiedzenia przez pornografię (choć są także inne drogi do takiego kryzysu). Mój mąż się od pornografii uzależnił. I choć dotknęły go także inne niszczące uzależnienia, to uzależnienie od pornografii uważam za najbardziej zgubne dla nas, dla niego, dla mnie, dla naszej relacji. Patrząc w jakie bagno zabrnął mój mąż i paru innych bliskich mi mężczyzn, mogę powiedzieć tylko jedno, każdemu mężczyźnie - jeśli masz jakąkolwiek relację z pornografią, natychmiast ją zakończ.
Nie twierdzę oczywiście, że problem pornografii dotyczy Ciebie. Ale jeśli dotyczy, to lepiej go nie ignorować, nie odsuwać, nie bagatlizować. Pornografia jest dla mózgu jak twardy narkotyk, uzależnia bardzo silnie, zmienia też postrzeganie świata, siebie. Często jest przyczyną stanów depresyjnych, wyczerpania, rozbicia, niezdolności do życia. Manipuluje przy naszych najgłębszych instynktach i je wypacza. Obiecuje wiele - ale nic z tego co obiecuje nie ma szansy się spełnić. To tylko miraże. Groźne, bo czyniące nas niezdolnymi do prawdziwych relacji. Najbardziej uświadomił mi to eksperyment z supersamicą motyla. Badacze stworzyli kartonowe supersamice, posiadające wyolbrzymione cechy atrakcyjnych samic i w porze godów prezentowali je motylim samcom. W efekcie samce nie były zainteresowane nawet najbardziej atrakcyjnymi przedstawicielkami swojego gatunku, za to podejmowały próby zdobycia względów kartonów. Ten wątek spadku atrakcyjności kobiet często pojawia się w świadectwach mężczyzn dotkniętych pornografią. Jesteśmy ludźmi, więc u nas jest to wszystko bardziej złożone niż u motyli. Potrafimy tą kartonową wizję przenieść na konkretną osobę, uprzedmiotowiamy ją wtedy, z drugiej strony postrzegamy jako bardzo atrakcyjną i pociągającą, której nie sposób się oprzeć. Potem przychodzi rozczarowanie - no bo wszystko od początku jest z kartonu i nie jest prawdziwe. Już same nasze oczekiwania wobec tej osoby i tego co relacja z nią ma nam przynieść, także (a może przede wszystkim) w sferze fizycznej są kartonowe - bliskośc fizyczna oferuje mnóstwo pięknych przeżyć i przyjemnych także, ale żadnego z tych które obiecuje pornografia.

Taką samą ułudą są doświadczecznia dziwnej duchowej bliskości z osobą z którą zażyje się narkotyki. To także tylko oddziaływanie na mózg - w tym przypadku substancji chemicznych.

sasanka
Posty: 173
Rejestracja: 09 sie 2017, 23:08
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: sasanka » 01 paź 2020, 23:20

Wrinice z tego co piszesz wyłania się obraz trudnej rodziny w jakiej wyrastałeś.
Niestety to zawsze przekłada się na następne pokolenia. Rozwiedzeni rodzice np.emocjonalnie nie dają wsparcia ani nie przekazują żadnych zasad na których człowiek może się oprzeć.
Widać , że jesteś osobą wrażliwą i dużo do Ciebie trafia więc spróbuj zastosować przekazane Ci rady i zacznij doceniać to co masz.
Keira napisała na początku piękny post , przeczytaj go jeszcze raz , koniecznie.
Powodzenia.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 16 gości