Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 547
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: Ruta » 04 sie 2020, 22:40

tata999 pisze:
04 sie 2020, 18:53

(...) "zrobić coś przeciwko mężowi" brzmi złowrogo i szkodliwie. Pójście do sądu po alimenty brzmi dla mnie jak wymuszenie. Nie napisała S zona o innych krokach, a podejrzewam, że mogłyby być ważniejsze i może podjęte we dwoje. Ten wpis sprawia wrażenie, że pójście do sądu po alimenty było najbardziej kluczowym elementem wyjścia z kryzysu.
Tato, bardzo długo takie opinie jak twoja powstrzymywały mnie przed zasądzeniem alimentów, a potem przed ich egzekucją. Abyś nie uznał, że to komplement, w efekcie były, szczególnie na początku, dni kiedy pracowałam po 15 godzin na dobę i nie mialam czasu dla dziecka. Nie żeby zarobić na luksusy, ale na zwykle utrzymanie i opłaty. To dziecko było wtedy w głębokim szoku po opuszczeniu przez tatę. I mnie także nie było przy nim. Nie dlatego, że tak wybrałam. Chcę także napisać ci, że choć udało mi się to wszystko poskładać, to nadal bywam bardzo przemęczona. Choć pracuję mniej. Chcę ci też powiedzieć, że ponieważ nie mogę pozwolić sobie na zwolnienie z pracy, ani na obniżenie zarobków do 80 procent, moje dziecko zostawało czasem samo w domu podczas choroby, na wiele godzin, choć jest w wieku, gdy nie powinno być samo w domu wcale, a już na pewno nie przez tyle godzin. Łamałam prawo. Epidemia jest dla mnie błogosławieństwem, bo mogę pracować z domu.
I właśnie sobie uświadomiłam, że wcale nie muszę robić żadnej z tych rzeczy, że mogę nie być przemęczona i mogę nie bać się wziąć paru dni opieki nad dzieckiem w obawie, że w kolejnym miesiącu w razie choroby nie starczy mi na leki.
I jest to rzeczywistość nie tylko moja, ale wielu kobiet. Więc może warto przemyśleć, zanim zacznie się komentować sprawę egzekucji alimentów.
A jeśli rzetelna egzekucja solidnych alimentów miałaby doprowadzić do tego, że mężczyźni zaczeliby liczyć, czy na pewno stać ich na odejście od żony i "zakładanie nowej rodziny"? Tym lepiej. Za dużo jest przypadków, gdy sąd obniża alimenty, bo pan ma nowego dzidziusia w "nowej rodzinie", a parę lat potem wnosi o zmniejszenie alimentów na tego dzidziusia również , bo musi płacić na dzidzię numer trzy. Jakby rzetelnie płacił na pierwsze dziecko, to zastanowiłby się dwa razy przy drugim i ze sto razy przy trzecim. Panie kowalskie też musialyby zmienić obszar polowań, zonaci z dziećmi straciliby trochę na uroku.

wigton
Posty: 31
Rejestracja: 22 lip 2020, 15:16
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: wigton » 04 sie 2020, 23:57

lustro pisze:
03 sie 2020, 16:45
wigton pisze:
03 sie 2020, 8:49
Jakiś czas temu wspominałem o terapiach małżeńskich ale Żona zawsze była im przeciwna twierdząc, że sama daje sobie radę a ja przesadzam zakladajac, ze oddala sie ode mnie skoro rozmawia z panami tylko o codziennosci. Poza tym uwaza ze to strata czasu i pieniedzy.
A o wlasnej terapi myslales?
Na razie myslałem jedynie o terapii we dwoje. Ponoć takie są najlepsze dla małżeństw
Ostatnio zmieniony 05 sie 2020, 6:04 przez Pavel, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

wigton
Posty: 31
Rejestracja: 22 lip 2020, 15:16
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: wigton » 04 sie 2020, 23:59

Ruta pisze:
03 sie 2020, 18:58
lustro pisze:
03 sie 2020, 8:46

(...) Poza tym, nawet biorąc pid uwage, ze sa to "rozwazania ogolne", to czy one dotycza osib na firum czy raczej tego, jak twoim zdaniem powinni by byli zachowac sie odchodzacy/zdradzający?
Tylko, ze tych drugich tu nie ma. Oni z tych "porad" nie skorzystają.
A pozostałym sa one malo przydatne. A moim zdaniem wrecz szkodliwe, bo mówią zdradzonym/porzuconym, ze ktos ma zachowywac sie inaczej i sprawiaja, ze zaczyna sie miec oczekiwania w stosunku do innych.
A stad prosta droga do pogłębienia kryzysu i totalnego rozpadu.
Bo na współmałżonka nie mamy wplywu - mamy na samych siebie. Jak powiemy sobie, ze inni maja spelniac nasze oczekiwania i zachowywac sie wg naszego uznania, to frustracja rosnie. A szansa na naprawę maleje.
Lustro, znacznie krócej niż ja (tak, wiem, długie posty to moja specjalność, zacznę zwracać uwagę na to, jak je trochę skracać) wyraziłaś, jedną z tych rzeczy, które próbowałam przekazać.

Wington, sama wciąż jestem w procesie nauki zajmowania się sobą w kryzysie, z zachowaniem wierności przysiędze małżeńskiej, bez usiłowania wpłynięcia na męża i manipulacji, ale też bez zamykania oczu na to, co się dzieje. I ciągle odkrywam nowe pokłady moich skłonności zarówno do pozostawania bierną, jak i do manipulacji mężem. Jednak, choć moje małżeństwo pozostaje w kryzysie, to po mojej stronie zdrowieje, no i do tego z takiej pracy nad sobą czerpię całymi garściami w wielu innych obszarach mojego życia, także w pracy.
Na razie mogę napisać książkę "Jak idąc za radami doświadczonych terapeutów pogłębić kryzys i skłonić męża do wyprowadzki z domu (z romansem w gratisie)". Może za jakiś czas będę mogła napisać coś on większej wartości, np. "Jak dążąc do naprawy małżeństwa poprawić jakość swojego życia", choć mam cichą nadzieję, że tytuł jednak bedzie brzmiał "Jak z Bożą pomocą uzdrowić swoje małżeństwo" :)
Co siejesz to zbierasz, a i tak zwykle mało zwracamy uwagę na to co siejemy.
Pomodlę się dzisiaj w intencji Twojego małżeństwa i o dobre Boże prowadzenie w kryzysie dla Ciebie oraz wszelkie potrzebne Wam łaski.
Dziekuję bardzo
Ostatnio zmieniony 05 sie 2020, 6:05 przez Pavel, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

renegate
Posty: 134
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: renegate » 05 sie 2020, 1:03

tata999 pisze:
04 sie 2020, 18:53
Ruta pisze:
04 sie 2020, 15:43
s zona pisze:
03 sie 2020, 17:27

Ta ochrona siebie i dzieci, byla dla mnie trudna ... gdyby nie Sychar, zrezygnowalabym ...
Ciezko bylo mi zrobic cos " przeciwko mezowi" ...jak to do sadu na wlasnego meza .. po alimenty, skoro, jak maz twierdzil, ty dobrze zarabiasz i masz na wszystko . To niewazne ,ze kosztem siebie, swoich potrzeb ..czasu ..
S zono, bardzo Ci dziękuję za cały Twój post, szczególnie za fragment, który cytuję powyżej. Bardzo mi pomogłaś.
(...)
Zgadzam się, że "zrobić coś przeciwko mężowi" brzmi złowrogo i szkodliwie. Pójście do sądu po alimenty brzmi dla mnie jak wymuszenie. Nie napisała S zona o innych krokach, a podejrzewam, że mogłyby być ważniejsze i może podjęte we dwoje. Ten wpis sprawia wrażenie, że pójście do sądu po alimenty było najbardziej kluczowym elementem wyjścia z kryzysu.

Tata999, krótkie pytanie, jak zamierzałbyś podejmować wspólne kroki z osobą w czynnym nałogu lub innym nieleczonym schorzeniem psychicznym? Wiedząc, że osoba z tymi problemami nie wyraża woli tego leczenia?

Na marginesie, S zona użyła sformułowania
Ciezko bylo mi zrobic cos " przeciwko mezowi"
jako wyraz typowego sposobu myślenia dla osób współuzależnionych lub pozostających we zależności emocjonalnej od innych.
Takie osoby boją się zadbać o siebie, o dzieci, bo na pierwszym miejscu jest współmałżonek, który w ich ocenie na zawsze odejdzie, gdy on zrobią coś, co jest nie po ich myśli.

renegate
Posty: 134
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: renegate » 05 sie 2020, 1:30

A jeśli rzetelna egzekucja solidnych alimentów miałaby doprowadzić do tego, że mężczyźni zaczeliby liczyć, czy na pewno stać ich na odejście od żony i "zakładanie nowej rodziny"? Tym lepiej. Za dużo jest przypadków, gdy sąd obniża alimenty, bo pan ma nowego dzidziusia w "nowej rodzinie", a parę lat potem wnosi o zmniejszenie alimentów na tego dzidziusia również , bo musi płacić na dzidzię numer trzy. Jakby rzetelnie płacił na pierwsze dziecko, to zastanowiłby się dwa razy przy drugim i ze sto razy przy trzecim. Panie kowalskie też musialyby zmienić obszar polowań, zonaci z dziećmi straciliby trochę na uroku.
Ruto, wiele racji oczywiście...
Dodałabym jednak kilka kwestii.
Dopóki jest przyzwolenie na romanse, na brak zadbania o drugą stronę w sytuacji rozpadu związku, o dzieci, trudno o otrzeźwienie dla osób szukających atrakcji.
Jeśli na porządku dziennym są dyskusje i chwalenie postaw ojców nie płacących alimentów, zaniżających je lub ukrywających rzeczywiste zarobki, to dobrze być nie może.
Z drugiej strony, jeżeli na porządku dziennym jest nadal uczenie dziewczynek, żeby rozglądały się za panami majętnymi, by łapały niezdecydowanych partnerów na (rzekome) dziecko w drodze, to i stąd potem opinie, takie a nie inne. Czyli, że kobiety zainteresowane są tylko zdobyciem pieniędzy od mężczyzn, a dziecko to gwarancja na to.
I potem także nierzadko mamy w rzeczywistości przykłady na takie małżeństwa czy i sposoby na definitywne ich rozbicie przez osobę trzecią. Pytanie jeszcze zawsze, do kogo pretensje później...
Czy dla osób trzecich dziecko czyjeś działa odstraszająco? Skoro wchodzą w relację z zajętą osobą, to chyba nie. Skoro same nierzadko są prowodyrkami obniżania zasądzonych alimentów, to chyba nie.
A to, że ktoś płaci porządne alimenty na dziecko/dzieci z poprzedniego związku też nie zawsze jest odstraszające. Może oznaczać, że to majętna osoba, odpowiedzialna. I, że następna partnerka (i ewentualne dziecko następne) też będzie miała dobrze przy tej osobie.
Nie zapominajmy też, że dziecko z jedną osobą nie jest jeszcze gwarancją na to, co będzie po ustaniu konieczności płacenia alimentów. Kwestie dziedziczenia to już zupełnie inna sprawa. I taka następna kobieta lub uważająca się za ostatnią danego mężczyzny może nadal liczyć na cały jego majątek.

Generalnie jednak, gdy ktoś jest w ogóle "zainteresowany" osobą zajętą, w związku nieformalnym czy formalnym, nie wymagajmy od takiej osoby zdrowego, logicznego myślenia. Tak samo od osoby, która zamiast naprawić kryzys lub w ostateczności odejść, wdaje się w romans, płodzi dzieci z inną osobą czy osobami.

renegate
Posty: 134
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: renegate » 05 sie 2020, 4:14

wigton pisze:
03 sie 2020, 8:49
Jakiś czas temu wspominałem o terapiach małżeńskich ale Żona zawsze była im przeciwna twierdząc, że sama daje sobie radę a ja przesadzam zakladajac, ze oddala sie ode mnie skoro rozmawia z panami tylko o codziennosci. Poza tym uwaza ze to strata czasu i pieniedzy.
Nie "odgrazam sie" rozwodem a jedynie traktuje to jako ostatecznosc a to nie to samo. Mam nadzieje, ze za jakis czas zonie "przejdzie" bo ilez mozna sie dowartosciowywac tym bardziej ze ja tez w tej kwestii nie jestem bierny i pomimo sytuacji okazuje jej swa milosc.
Na tym forum chcialem poznac Wasze opinie i przekonac sie, czy moje spojrzenie na problem jest w Waszym odczuciu uzasadnione czy rzeczywiscie przesadzam, jak sugeruje zona. Stad tez tytul wątku. Jeszcze raz dziękuję za wszystkie opinie.
Wigtonie, a może bez mówienia żonie, że główny powód do terapii, to jej rozmowy z innymi facetami, ale ogólnie, że chciałbyś polepszyć Wasz związek. Czujesz, że jest taka potrzeba, Ty chciałbyś coś zmienić, popracować nad Waszą komunikacją, potrzebami każdej z stron, posłuchać rad innej osoby...
A jeśli żona nadal się nie zgodzi, to iść samemu do specjalisty.

Sarah
Posty: 115
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: Sarah » 05 sie 2020, 8:34

Ruta pisze:
04 sie 2020, 22:40
Tato, bardzo długo takie opinie jak twoja powstrzymywały mnie przed zasądzeniem alimentów, a potem przed ich egzekucją. Abyś nie uznał, że to komplement, w efekcie były, szczególnie na początku, dni kiedy pracowałam po 15 godzin na dobę i nie mialam czasu dla dziecka. Nie żeby zarobić na luksusy, ale na zwykle utrzymanie i opłaty.
Mam nadzieję, że Tata999 wytłumaczy jaśniej, co miał na myśli.
Oczywiście, że masz (mamy) prawo do alimentów w takiej kwocie, jaka jest potrzebna. I tyle. Smutne, że wiele osób, chyba w ogromnej większości kobiet, ma pod tym względem jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, zahamowania, rozkminy itd. Cieszę się, Ruto, że już nie masz z tym problemu. :)
I pójdę do grobu z podniesioną głową.

(B. Dylan)

lustro
Posty: 1201
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: lustro » 05 sie 2020, 8:47

renegate pisze:
05 sie 2020, 4:14
wigton pisze:
03 sie 2020, 8:49
Jakiś czas temu wspominałem o terapiach małżeńskich ale Żona zawsze była im przeciwna twierdząc, że sama daje sobie radę a ja przesadzam zakladajac, ze oddala sie ode mnie skoro rozmawia z panami tylko o codziennosci. Poza tym uwaza ze to strata czasu i pieniedzy.
Wigtonie, a może bez mówienia żonie, że główny powód do terapii, to jej rozmowy z innymi facetami, ale ogólnie, że chciałbyś polepszyć Wasz związek. Czujesz, że jest taka potrzeba, Ty chciałbyś coś zmienić, popracować nad Waszą komunikacją, potrzebami każdej z stron, posłuchać rad innej osoby...
A jeśli żona nadal się nie zgodzi, to iść samemu do specjalisty.
Mozna spróbować, choć sznase sa marne tak naprawdę.
Bo nawet jek zona sie zgodzi dla swiętego spokoju, to jaką to bedzie miało wartość?

Była bym za terapią własna i własną pracą nad sobą.
Ale tez tylko wtedy, kiedy Wigton poczuje sam z siebie i dla siebie, taką potrzebę.

Tak naprawdę, moim zdaniem, terapia i praca nad sobą ( bo przeciez temu terapia ma służyć), ma sens kiedy robi sie to dla siebie.
Nie po to, żeby zmienić kogoś, lub dla małżeństwa.
Nie tędy droga.
Kiedy taka terapia/samodoskonalenie i samopraca, stają sie ważne i potrzebne terapeutyzowanemu, bo mają poprawić jakośc jego zycia, to wtedy zaczyna to miec sens.
Moze sie wtedy okazać, że terapia pomoze podjąć własciwe decyzje, postawić granice, albo inaczej spojrzeć na świat, żone, sytuację...
ale to robi sie DLA SIEBIE.
Kiedy sie jest zamotanym w emocje, kiedy żyje sie w nieustannym napięciu, trudno to zrozumieć. Zeby dojrzeć do terapii trzeba sie troche uspokoić, wyciszyć...usłyszec siebie.
Wydaje mi się, że Wigton jest całkiem spokojny i opanowany...i dość chłodno patrzy na sytuację. Moge sie mylić.

Lawendowa
Posty: 3715
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: Lawendowa » 05 sie 2020, 9:40

Moderacja uznała temat alimentów i poboczne za wyczerpane w tym wątku. Kolejne posty w tym temacie nie będą akceptowane, jako nie związane z sytuacją autora wątku.
Sugerujemy kontynuowanie ich, jeśli ktoś ma taką potrzebę w bardziej odpowiednim miejscu.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Wiedźmin

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: Wiedźmin » 05 sie 2020, 10:01

renegate pisze:
05 sie 2020, 4:14
[...] Wigtonie, a może bez mówienia żonie, że główny powód do terapii, to jej rozmowy z innymi facetami [...]
Czy ktoś tu namawia kogoś do "nieszczerości" ? lub przynajmniej zatajania prawdy ? ;)
renegate pisze:
05 sie 2020, 4:14
[...] ale ogólnie, że chciałbyś polepszyć Wasz związek. Czujesz, że jest taka potrzeba, Ty chciałbyś coś zmienić, popracować nad Waszą komunikacją, potrzebami każdej z stron, posłuchać rad innej osoby...
Zgodzę się (wyjątkowo? :P a może to już któryś raz) ;) - z lustro - to chyba nie za dobry pomysł zmieniać żonę (męża) na terapii i pracować nad "naszą komunikacją" - może niech Wigton niech pracuje nad swoją (np. "Porozumienie bez przemocy") - to jest w jego zakresie i jego granicach... i może tego dokonać bez oglądania się na innych.
renegate pisze:
05 sie 2020, 4:14
[...] A jeśli żona nadal się nie zgodzi, to iść samemu do specjalisty.
Który to już raz słyszę słowo "specjalista"? ;) Chyba mam na nie uczulenie ;)

Byłem w ciągu 3 lat kryzysu u 6 może 7 psychologów, był też biegły sądowy obserwujący dzieci - nie mam zbyt dobrego zdania o "specjalistach" - jednak babka - fakt - była faktycznie fantastyczna - pomogła i mi... i dużo synkowi (bardziej w takich szkolnych sprawach ale ogólnie również) - ale jakbym nie trafił na tę jedną kobietę, mądrą, DOŚWIADCZONĄ... - to moje poprzednie doświadczenia nie pozwoliłby mi polecać komuś w kryzysie wizyty "u specjalisty" - może miałem pecha.

marylka
Posty: 1149
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: marylka » 05 sie 2020, 16:22

lustro pisze:
05 sie 2020, 8:47



Mozna spróbować, choć sznase sa marne tak naprawdę.
Bo nawet jek zona sie zgodzi dla swiętego spokoju, to jaką to bedzie miało wartość?

Była bym za terapią własna i własną pracą nad sobą.
Ale tez tylko wtedy, kiedy Wigton poczuje sam z siebie i dla siebie, taką potrzebę.

Tak naprawdę, moim zdaniem, terapia i praca nad sobą ( bo przeciez temu terapia ma służyć), ma sens kiedy robi sie to dla siebie.
Znam przypadek kiedy żona zażyczyla sobie na prezent urodzinowy wizyte wspólna u terapeutow. Mąż uważal to za glupi pomysł ale zgodzil sie. Mial siedzieć i sluchać mógł nic nie mowić
Wytrzymał 5 pierwszych zdan bez komentowania :lol:
I tak rozpoczeła sie terapia ktora zaowocowała pokonaniem kryzysu
Czasem trzeba sprytu bo na sile to faktycznie bez sensu
Wiedźmin pisze:
05 sie 2020, 10:01
ale jakbym nie trafił na tę jedną kobietę, mądrą, DOŚWIADCZONĄ... - to moje poprzednie doświadczenia nie pozwoliłby mi polecać komuś w kryzysie wizyty "u specjalisty" - może miałem pecha.
Warto szukac pytac o dobrego specjaliste
My musielismy brac wolne bo 300 km byli od nas nasi terapeuci - małżeństwo
Warto było
Pozdrawiam

lustro
Posty: 1201
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: lustro » 05 sie 2020, 23:50

A ja znam sytuacje, gdzie zona odmowila terapii.
I nigdy na takową wsponie nie dotarli.
A pomimo to, bez sprytnych wybiegow, malzenstwo ocalalo i trwa.

Kto powiedzial, ze trzeba koniecznie zaciagnac wspolmalzonka na terapie dla par?

Ruta
Posty: 547
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: Ruta » 06 sie 2020, 1:54

Do własnej terapii trzeba także dojrzeć. Na pewno wybór terapeuty także ma znaczenie, szczególnie gdy trafiamy na terapię w osobistym kryzysie. Wielu terapeutów ma skłonność do przekraczanie granic, i udzielania konkretnych porad. A konsekwencje zastosowania się do nich ponoszą osoby w terapii.

Trzeba także wiedzieć, czego od terapii oczekuję i nad czym chcę pracować, co mi przeszkadza, z czym sobie nie radzę, co chcę w sobie wzmocnić.

Choć sama korzystam z terapii, aby poradzić sobie ze współuzależnieniem w relacji z mężem i z tym co we mnie do rozwinięcia się współuzależnienia doprowadziło, nie uważam jednak terapii za remedium na wszystko. Jest wiele innych sposobów pracy ze sobą, kształtowania się i rozwoju. Ogromną pracę nad sobą wykonałam podczas rozważań w Nowennie Pompejańskiej. Bardzo dużo czerpię z obecności tutaj na Forum. Można także czytać wartościowe lektury, w tym z bogatej listy polecanej tutaj, jak również oglądać wartościowe wystąpienia i konferencje.

Początkowo, gdy postanowiłam wziąć się za siebie i podjąć się pracy nad sobą, sądziłam, że to trochę jak operacja. Tu się wytnie, tu zaszyje, trochę strachu, trochę bólu i już. Teraz widzę, że to zupełnie nie tak i jeśli tylko jestem otwarta na prawdę o sobie, moja praca nad naprawianiem tego co potrzeba i poprawianiem tego co można poprawić to zadanie na całe życie. Oddaję się w tym Bożemu prowadzeniu.

Więc Wigtonie, jeśli nie bardzo masz ochotę na terapię, to możesz mieć rację, że nie jest to coś co na ten etap twojego życia jest ci potrzebne. Jeśli mogę odnieść się do mojego osobistego odbioru Ciebie, wydajesz mi się dość stabilnym mężczyzną, zaniepokojonym tym co dzieje się w relacji z żoną i z samą żoną. Ponieważ jednak doświadczenie wskazuje, że próba wpłynięcia na drugą osobę, szczególnie gdy jest ona w kryzysie, nie daje efektów, albo daje takie których wcale nie chcemy, to bezpieczniej poszukać drogi do zmiany siebie, swojej postawy, takiej która ma szanase wywołać dalsze zmiany. Jeśli zmienia się część układu, to cały układ ulega reorganizacji.
Natomiast mam takie wrażenie - i proszę nie obraź się jeśli się mylę - że jest w tobie obawa, przed podjęciem takiej próby. Pisałeś, że nie przebijesz adoratorow, ani że nie zamierzasz z nimi konkurować i zgadzam się z Tobą, że to rozsądna postawa. Ale jakbyś tak zaryzykował jakąś niewielką zmianę w sobie, jeśli to problem, że miałaby być ona w stronę żony, to może zupełnie inną, taką dla Ciebie - to co by się stało?
Wiesz ja zanim podjęłam pracę ze sobą, to najpierw nauczyłam się pływać :) Sam fakt, że to mi się udało, spowodował, że poczułam się mocniejsza, pewniejsza siebie i już tak bardzo nie bałam się zajrzeć w siebie, nawet w te obszary, w których wiedziałam, że zastanę bałagan.
Może zerknij na słynną Listę Zerty, szczególnie na te punkty, które są o zadbaniu o siebie, swoje potrzeby, swój uśmiech i komfort. Może masz jakieś odkladane marzenie, może chciałbyś więcej sportu uprawiać, albo więcej odpoczywać, albo ufundować sobie wypasione kolumny? Coś tam na pewno się znajdzie. W najgorszym razie ufundujesz sobie kontuzję kolana, parę kilo do przodu od bezruchu, albo debet na karcie. Oj tam oj tam.

marylka
Posty: 1149
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: marylka » 06 sie 2020, 12:09

lustro pisze:
05 sie 2020, 23:50
Kto powiedzial, ze trzeba koniecznie zaciagnac wspolmalzonka na terapie dla par?
Nikt
Nikt też nie podważa czasem fajnych rozwiazań żeby przy ich pomocy malżenstwo ocalało
Wszystko zależy od pomyslowosci, wyczucia i tak - czasem trzeba kobiecego/meskiego sprytu
Zawsze lepiej probowac niż siedziec nabzyczałym że "nie bo nie i nie uda sie"
Pozdrawiam

lustro
Posty: 1201
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: lustro » 06 sie 2020, 18:38

marylka pisze:
06 sie 2020, 12:09
lustro pisze:
05 sie 2020, 23:50
Kto powiedzial, ze trzeba koniecznie zaciagnac wspolmalzonka na terapie dla par?
Nikt
Nikt też nie podważa czasem fajnych rozwiazań
Marylko
Kazdy z nas ma swoje doświadczenia i własną drogę.
Rozumiem, ze wam terapia sprytnie zorganizowana, pomogla. I nie rzecz w tym, ze ja cos podważam, bo tego nie robię.
Piszę tylko, ze to nie jest konieczna i jedyna droga i sposób. Ze zamiast rozkladac rece i biernie czekac na rozwoj wypadkow, bo zona nie chce terapii, warto zajac sie sobą. Ze brak zaangazowania sie zony nie zamyka możliwości i tematu.
I do tego zachecam Wigtona.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Angela, SiSi i 21 gości