Zniszczone życie, ukojenie, cierpienia

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Wyrzucona
Posty: 99
Rejestracja: 20 mar 2020, 12:13
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Zniszczone życie, ukojenie, cierpienia

Post autor: Wyrzucona » 24 sie 2020, 17:49

Bardzo Ci wspolczuje. Twoja historia jest bardzo podobna do mojej, mnie maz tez wyrzucil z domu, moje malzenstwo rowniez zaczelo sie psuc gdy maz zaczal diagnozowac mnie na podstawie filmikow z youtube. Moim zdaniem one robia czlowiekowi wode z mozgu. Tez to strasznie przezylam . Teraz kiedy jestem juz dluzej w terapii i moja psycholog mnie poznala ona u mnie sugerowanych przez meza zaburzen nie stwierdza. Zycze Ci sporo sily, z czasem na terapi pewnie sam sie lepiej poznasz. Internet nigdy nie zastapi specjalisty.

thomazz
Posty: 4
Rejestracja: 20 sie 2020, 13:24
Płeć: Mężczyzna

Re: Zniszczone życie, ukojenie, cierpienia

Post autor: thomazz » 06 wrz 2020, 11:28

Witam,
Dziękuje za wszystkie słowa wsparcia oraz modlitwy w mojej intencji.
Potrzebowałem czasu, żeby sobie wszystko przemyśleć i poukładać w głowie.
Staram się szukać pomocy w modlitwie i Panu Bogu. Rozpocząłem kolejną Nowennę Pompejańską, łączą ją również z Nowenną do Matki Boskiej Rozwiązującej Węzły.
Wiem, że chciałbym powrotu do żony i naprawy tej relacji. Po ludzku jest to niemożliwe, ale dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Modlę się za żonę, zawierzam swoje cierpienie Panu Bogu.

Chcę się również wybrać na spotkanie ogniska Sychar. Potrzebuje otoczyć się teraz życzliwymi ludźmi.
Pracuje nad sobą i próbuje przetrwać ten bardzo ciężki okres. Pracuję na terapii i pracuje we własnym zakresie.
Brakuje mi dzieci - już nie widziałem ich miesiąc. Moja żona używa dzieci jako karty przetargowej. Nie widzi jak bardzo krzywdzi mnie i dzieci. Złożyłem wniosek do sądu rodzinnego o uregulowanie kontaktów z dziećmi - mój prawnik działa w tym temacie.

Sądownie mam zdjęty zakaz zbliżania i kontaktów, dzięki Bogu ktoś po zapoznaniu się z aktami zauważył, że jestem niewinny i nie jestem zagrożeniem. Nic złego nie zrobiłem.

Jeśli tylko mogę o to prosić, to bardzo proszę o modlitwę w intencji mojego małżeństwa oraz mojej.

Bóg zapłać za wszystkie modlitwy.

Ruta
Posty: 903
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Zniszczone życie, ukojenie, cierpienia

Post autor: Ruta » 06 wrz 2020, 20:31

thomazz pisze:
06 wrz 2020, 11:28
Witam,
Dziękuje za wszystkie słowa wsparcia oraz modlitwy w mojej intencji.
Potrzebowałem czasu, żeby sobie wszystko przemyśleć i poukładać w głowie.
Staram się szukać pomocy w modlitwie i Panu Bogu. Rozpocząłem kolejną Nowennę Pompejańską, łączą ją również z Nowenną do Matki Boskiej Rozwiązującej Węzły.
Wiem, że chciałbym powrotu do żony i naprawy tej relacji. Po ludzku jest to niemożliwe, ale dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Modlę się za żonę, zawierzam swoje cierpienie Panu Bogu.

Chcę się również wybrać na spotkanie ogniska Sychar. Potrzebuje otoczyć się teraz życzliwymi ludźmi.
Pracuje nad sobą i próbuje przetrwać ten bardzo ciężki okres. Pracuję na terapii i pracuje we własnym zakresie.
Brakuje mi dzieci - już nie widziałem ich miesiąc. Moja żona używa dzieci jako karty przetargowej. Nie widzi jak bardzo krzywdzi mnie i dzieci. Złożyłem wniosek do sądu rodzinnego o uregulowanie kontaktów z dziećmi - mój prawnik działa w tym temacie.

Sądownie mam zdjęty zakaz zbliżania i kontaktów, dzięki Bogu ktoś po zapoznaniu się z aktami zauważył, że jestem niewinny i nie jestem zagrożeniem. Nic złego nie zrobiłem.

Jeśli tylko mogę o to prosić, to bardzo proszę o modlitwę w intencji mojego małżeństwa oraz mojej.

Bóg zapłać za wszystkie modlitwy.
Dobrze, że się powoli wyciszasz. Czy miałeś chwilę na zastanowienie się, jak może widzieć sytuację twoja żona? Wiem, że w twoich oczach może to wszystko wyglądać na izolowanie cię od dzieci i granie dziećmi jako kartą przetargową. W oczach żony może to wyglądać na sposób ochrony siebie i dzieci... przed tobą. Warto pomyśleć jakich twoich zachowań żona może się obawiać i ich unikać, nawet jeśli z twojej perspektywy nie wzbudzają poczucia zagrożenia.
Na pewno warto uregulować kontakty sądownie, zdecydowanie lepiej niż próbować je wymuszać. Myślałeś już, jak mają one wyglądać? Prawnicy mają zwyczaj wnosić o kontakty sam na sam. Przy tak małych dzieciach żona może się obawiać takiej formy kontaktów. Może to odebrać jako kolejną próbę przestraszenia jej. Pamiętaj, że kontakty mogą być często zmieniane, modyfikowane, rozszerzane. Wniosek o zmianę zabezpieczenia jest prosty, można napisać go samodzielnie.
Może na początek wnieś np. o kontakty z dziećmi w domu, w obecności żony, ale ze zobowiązaniem jej do nie przeszkadzania w kontaktach. Warto zapytać także żony o to jaka forma twoich kontaktów z dziećmi byłaby przez nią odczuwana jako bezpieczna? Najlepiej mailem, po pierwsze masz wtedy dowody do sądu, po drugie pisząc oboje będziecie pewniej bardziej powsciagliwi niż podczas osobistej lub telefonicznej rozmowy.
Przy małych dzieciach lepsze są kontakty krótsze ale częstsze, o czym prawnicy także często zapominają. Pomysl w tym także o sobie i o tym, by kontakty ich częstotliwość czas trwania odpowiadały także tobie, ale jednak z uwzględnieniem potrzeb dzieci i żony.
Wiem, że może to wyglądać na to, że namawiam cię do robienia wszystkiego "pod żonę". Ale myślę że uwzględnienie jej potrzeb i obaw pomoże się wam porozumieć i odbudować zaufanie żony do ciebie, niezależnie od tego, czy czy utraciłeś jej zaufanie zasłużenie, czy nie. Jeśli twardo uzyskasz kontakty sam na sam, może się okazać, że nie będzie do nich dochodzić. Zostaniesz z pustym papierkiem. A próby realizacji kontaktów będą się wtedy wiązać z eskalacją konfliktu.
Jeśli myślisz o porozumieniu z żoną, postaraj się także zapytać ją czy potrzebuje pomocy, zakupów, może zawiezienia gdzieś, znasz na pewno potrzeby swojej rodziny, wiesz z czym żona radzi sobie gorzej. Jeśli odmówi uszanuj to, zapewniając że w razie potrzeby może na ciebie liczyć. Jeśli to oczywiście prawda.
Zwróć także uwagę na to by płacić godziwe alimenty, nawet jeśli nie są one jeszcze ustalone.

Pomodlę się dziś w intencji twoje i twojej rodziny.

Pavel
Posty: 3221
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Zniszczone życie, ukojenie, cierpienia

Post autor: Pavel » 07 wrz 2020, 0:32

Ja nie rozumiem dlaczego nie mając ograniczonych kontaktów mężczyzna ma je...wymuszać.
Każdej kobiecie która ma tego typu myślenie, Ruto tobie również, bo to twój post mnie do napisania tego „zainspirował” polecam postawić się w sytuacji, że mając pełnię praw rodzicielskich nie masz prawa i możliwości zobaczyć własnych dzieci, bo...”bo nie”. Przez tydzień, miesiąc, dwa i dłużej, aż sąd łaskawie da możliwość zobaczyć własne dzieci.
Już widzę te cierpliwe czekanie I wyrozumiałość wobec mężów.
Warto pamietać przy tym by przy małych dzieciach kontakty były krótsze ale częstsze i by przypadkiem nie zabiegać nazbyt o widzenia, bo to może nie spodobać się drugiemu rodzicowi.
Wybaczcie lekką złośliwość, ale dla mnie takie nierówne podejście jest zwyczajnie oburzające.
My Jesteśmy ojcami tych dzieci. I nas te dzieci również potrzebują. Nie jesteśmy rodzicem drugiej kategorii.
Wiem, że są tacy, którzy się mało interesują i nie za dużo potrafią zrobić. Są też tacy, którzy Zupełnie porzucają. Matki też są różne.
Ale wrzucanie nas wszystkich do jednego „wora” nie jest Ok.

Szczerze mówiąc nie rozumiem takiego skrajnie różnego podejścia tylko dlatego, że płeć piszącego jest inna.
Mam nierzadko wrażenie, że mężczyzna bez względu na to po której stronie „barykady„ stoi, i tak jest głównym winnym i podejrzanym.
Ja zakładam, że mimo subiektywnego widzenia rzeczywistości przez każdego z nas, nie powinniśmy podważać tego co pisze autor wątku.
Inaczej to nie ma sensu.
A z tego co napisał thomazz wyczytuję, że został wyrzucony z domu i oskarżony o przemoc której się nie dopuścił. W dodatku wygląda mi po tym opisie, że żona „gra” dziećmi. Czyli - to nie on jest przemocowcem, a ofiarą przemocy i manipulacji.
Jeżeli kłamie - oszukuje nas i samego siebie. Ja jednak nie mając żadnych powodów I przesłanek by mu nie wierzyć - zakładam, że napisał prawdę lub coś do niej zbliżonego.

Ja rozumiem, że może nie wiedzieć jeszcze, co faktycznie jest jego udziałem w kryzysie. Bo coś tam na pewno jest i jego udziałem.
To przed nim, o ile zechce.
Sam wiem ile rzeczy robiłem niewłaściwie nie mając świadomości tego.

Ja nie namawiam do „wojowania” z żoną, aby była jasność. Wręcz przeciwnie.
Wszystko da się zrobić mądrze i po chrześcijańsku.
Czyli z zachowaniem miłości własnej oraz z zachowaniem godności i szacunku do samego siebie.
Bez tego ciężko będzie, aby jego żona zaczęła go szanować.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Ruta
Posty: 903
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Zniszczone życie, ukojenie, cierpienia

Post autor: Ruta » 07 wrz 2020, 2:03

Pavel pisze:
07 wrz 2020, 0:32
Ja nie rozumiem dlaczego nie mając ograniczonych kontaktów mężczyzna ma je...wymuszać.
Każdej kobiecie która ma tego typu myślenie, Ruto tobie również, bo to twój post mnie do napisania tego „zainspirował” polecam postawić się w sytuacji, że mając pełnię praw rodzicielskich nie masz prawa i możliwości zobaczyć własnych dzieci, bo...”bo nie”. Przez tydzień, miesiąc, dwa i dłużej, aż sąd łaskawie da możliwość zobaczyć własne dzieci.
Już widzę te cierpliwe czekanie I wyrozumiałość wobec mężów.
Warto pamietać przy tym by przy małych dzieciach kontakty były krótsze ale częstsze i by przypadkiem nie zabiegać nazbyt o widzenia, bo to może nie spodobać się drugiemu rodzicowi.
Wybaczcie lekką złośliwość, ale dla mnie takie nierówne podejście jest zwyczajnie oburzające.
My Jesteśmy ojcami tych dzieci. I nas te dzieci również potrzebują. Nie jesteśmy rodzicem drugiej kategorii.
Wiem, że są tacy, którzy się mało interesują i nie za dużo potrafią zrobić. Są też tacy, którzy Zupełnie porzucają. Matki też są różne.
Ale wrzucanie nas wszystkich do jednego „wora” nie jest Ok.

Szczerze mówiąc nie rozumiem takiego skrajnie różnego podejścia tylko dlatego, że płeć piszącego jest inna.
Mam nierzadko wrażenie, że mężczyzna bez względu na to po której stronie „barykady„ stoi, i tak jest głównym winnym i podejrzanym.
Ja zakładam, że mimo subiektywnego widzenia rzeczywistości przez każdego z nas, nie powinniśmy podważać tego co pisze autor wątku.
Inaczej to nie ma sensu.
A z tego co napisał thomazz wyczytuję, że został wyrzucony z domu i oskarżony o przemoc której się nie dopuścił. W dodatku wygląda mi po tym opisie, że żona „gra” dziećmi. Czyli - to nie on jest przemocowcem, a ofiarą przemocy i manipulacji.
Jeżeli kłamie - oszukuje nas i samego siebie. Ja jednak nie mając żadnych powodów I przesłanek by mu nie wierzyć - zakładam, że napisał prawdę lub coś do niej zbliżonego.

Ja rozumiem, że może nie wiedzieć jeszcze, co faktycznie jest jego udziałem w kryzysie. Bo coś tam na pewno jest i jego udziałem.
To przed nim, o ile zechce.
Sam wiem ile rzeczy robiłem niewłaściwie nie mając świadomości tego.

Ja nie namawiam do „wojowania” z żoną, aby była jasność. Wręcz przeciwnie.
Wszystko da się zrobić mądrze i po chrześcijańsku.
Czyli z zachowaniem miłości własnej oraz z zachowaniem godności i szacunku do samego siebie.
Bez tego ciężko będzie, aby jego żona zaczęła go szanować.
Pavle, takie są realia. Jeśli żona nie godzi się na kontakt ojca z dziećmi, niezależnie od jej powodów, w tym nawet bardzo złych intencji wobec kryształowego męża i ojca, pozostają dwie drogi. Jedna oznacza zastosowanie przemocy, czy to sądowej, czy osobistej i wymuszenia. Druga porozumienie się z żoną. Biorąc pod uwagę relację ojca z dziećmi lepszy jest chwilowy brak kontaktu, niż zostanie w oczach własnych dzieci osobą stosujacą przemoc. Jeśli natomiast żona jest wariatką, ktora bez żadnej przyczyny izoluje dzieci od ojca, rozsądny i kochający ojciec występuje o przyznanie mu opieki. Nie o opiekę naprzemienną, bo do tego trzeba współpracy, a z wariatką nie jest ona możliwa.

Natomiast akurat w przypadku kontaktów, przemoc zawsze uderzy w dzieci. To także moje osobiste doświadczenie. Mój mąż mógł widywać się z dzieckiem kiedy tylko chciał, w domu, poza domem, o każdej porze dnia i nocy. Jeśli tylko był trzeźwy. Postanowił wymusić kontakty sądownie, bo nie po to się wyprowadzał ode mnie, żebym mu teraz mówiła co i kiedy może zażywać. No i wymusił. Teraz po kilkudziesięciu jego wyskokach syn nie chce go widywać.

To na co próbuję zwrócić uwagę, to szukanie rozwiązań, porozumienia. Oraz ochrona dzieci. Nie sugeruję takimi wskazówkami, że autor stosował przemoc. Rady są takie same dla mężczyzny który nie stosowal przemocy jak i dla takiego, który ją stosował. Ojciec wymuszajacy kontakty przegra relację z walsnymi dziećmi. Ojciec zabierajacy male dzieci od przerazonej matki także. Dzieci do mniej więcej 7 roku życia nie tylko silnie czują emocje mamy, ale przyjmują je za swoje. Można uznać, że w wielu przypadkach jest to cholernie niesprawiedliwe, że to pan musi skakać wokół pani. Nawet jeśli zgodnie z postulatami ojców zostaną zmienione przepisy i na przykład gdy tylko rodzice zaczną żyć w rozliczeniu z automatu ojcu od pierwszego dnia będą przysługiwać trzy warianty kontaktów do wyboru, nic się jednak nie zmieni.
Myślę, że rozmowa o odwrotnej sytuacji, gdy to żona jest pozbawiona kontaktów z dziećmi należą do kategorii takich samych abstrakcji jak rozmowa o tym co zrobi mój mąż jeśli zaczne go bić. Jesteśmy kobietami i mężczyznami. Różnimy się i w wielu różnych sytuacjach życiowych startujemy z różnych pozycji. Jeśli nie uznajemy tych różnic, widzimy w tych sytuacjach "niesprawiedliwość".
Dzieci potrzebują mamy i taty. Gdy jednak małe dzieci nie mogą mieć ich obojga na codzień, lepszym opiekunem jest zwykle mama. Co zresztą póki co ojcowie uznają w znacznej większości i nie próbują udawać matek. Nie twierdzę przy tym, że w trudnych sytuacjach ojcowie nie mogą stać się głównymi opiekunami i pełnić tą rolę doskonale. Ale wymaga to pokonania siebie, rozwijania w sobie cech kobiecych, a nie bycia w zgodzie ze sobą. Tak samo jak dla samotnej matki dorastajacego chlopca, wymaga sięgnięcia do męskich cech swojej natury i ich rozbudowania, jego wychowanie. Obecność ojca pozwoliłaby być tylko mamą. Bez ojca mama nie może być do końca sobą, bo zepsuje dzieci.

Co do częstszych, ale krótszych kontaktów, przy małych dzieciach są one lepsze ze względu na dzieci, nie na żonę. Przy dzieciach które są samodzielniejsze, zaczynają żyć z rówieśnikami, mają swoje zajęcia pasje, lepsze są z kolei kontakty w których rodzic bierze udział w życiu dziecka, a nie je z tego życia wywozi nawet parę razy w tygodniu. Nie raz widziałam rozpacz dzieci zabieranych na kontakt z podwórka, ze środka zabawy z kolegami. Albo widziałam zażenowanie starszych chłopców na treningach synka, gdzie na widowni zostawali ich ojcowie z kontaktu i mamy najmłodszych dzieci. Wiesz jaki to obciach dla dziecka?
Źle zorganizowane kontakty nie uwzględniające wieku i potrzeb dziecka zawsze prowadzą do tego, że dziecko zaczyna je postrzegać jako karę. Tu nie liczy się chcę ojca, tylko potrzebuję dziecka... Dużo czytam i myślę o kontaktach, bo sama mam teraz problem z dzieckiem, które bardzo potrzebuje ojca, ale nie chce go widywać i ojcem, który chce widywac dziecko, ale ma przy tym gdzieś jego potrzeby, żyje tym by w relacji z dzieckiem zaspokoić swoje potrzeby emocjonalne i swoją potrzebę kontaktu, na własnych warunkach.
Przykro mi też, ale w większości przypadków gdy to matka stale opiekuje się dziećmi, jest ona w stanie lepiej wskazać potrzeby dziecka i warto wysłuchać jej sugestii. Bedzie lepiej wiedziała, ile maluch wytrzyma bez niej, czy obecność taty na podwórku to jeszcze frajda, czy już obciach.

Wogole byłoby pięknie jakbyśmy odeszli wszyscy od koncepcji kontaktów. Znacznie lepiej gdy tata jest po prostu włączony w życie dziecka i się nim opiekuje, a nie je widuje. Dzieci nie potrzebują być przez ojców widywane. Potrzebują czuć, że ojcowie są dla nich.

Ewuryca
Posty: 274
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Zniszczone życie, ukojenie, cierpienia

Post autor: Ewuryca » 07 wrz 2020, 7:17

Zgadzam się z Pavlem. Psychologia udowodniła że rola ojca jest niezwykle ważna w wychowaniu dziecka, a brak takich więzi wychodzi później w dorosłym życiu i tworzą się właśnie dysfunkcyjne związki. Jeżeli ojciec chce mieć kontakt z własnymi dziećmi to jest to naprawdę straszne że kobieta w imię własnej dumy czy zemsty go ograniczona, to ona będzie później winna defektów emocjonalnych dzieci. Faktycznie ciężko powiedzieć co autor mógłby zrobić inaczej niż przez sąd bo podejrzewam że każdym razem jak się zjawi to będzie wzywała policję. A może spróbować zrobić na odwrót , czyli samemu wezwać policję aby byli od początku do końca na takiej próbie zobaczenia się z dziećmi. Taką nierówność w traktowaniu mężczyzn przez kobiety czasem na forum widać kiedy słyszymy rady aby mąż się wyprowadził, kobieta nie pisze do drugiej kobiety TY się wyprowadź bo ty nie możesz już wytrzymać, tylko czy On nie może się wyprowadzić.

Pavel
Posty: 3221
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Zniszczone życie, ukojenie, cierpienia

Post autor: Pavel » 07 wrz 2020, 7:40

Ruto, chciałem się początkowo szczegółowo odnieść do twej wypowiedzi, ale właściwie ona tylko potwierdza w moim odbiorze, niestety, to co napisałem wyżej.

Zostawię to jak jest, bo nie czuję potrzeby by cię przekonywać do niczego.
Napiszę tylko, że w większości się z tym co napisałaś nie zgadzam i przede wszystkim to co Najbardziej istotne dla autora wątku - Sądowe zabezpieczenie wizyt i egzekwowanie ich to nie jest przemoc. Pozasądowe, normalne i kulturalne domaganie się tego samego - również.

Mam nadzieję Ruto, że w tym przypadku zachowujesz jednostronność i nie uważasz swych działań prawnych jako przemoc.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Ruta
Posty: 903
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Zniszczone życie, ukojenie, cierpienia

Post autor: Ruta » 07 wrz 2020, 9:04

Pavel pisze:
07 wrz 2020, 7:40
Napiszę tylko, że w większości się z tym co napisałaś nie zgadzam i przede wszystkim to co Najbardziej istotne dla autora wątku - Sądowe zabezpieczenie wizyt i egzekwowanie ich to nie jest przemoc. Pozasądowe, normalne i kulturalne domaganie się tego samego - również.
Pavle, nie uważam że sądowne zabezpieczenie wizyt i ich egzekwowanie to przemoc. Uważam jednak, że sądowne ustalenie kontaktów w takiej formie, na którą obecnie nie jest gotowa matka i ktora nie bedzie ustalona wspólnie, skończy się prędzej, czy później przemocą, z jej lub z ojca strony a formie, która nie jest odpowiednia dla dzieci, to czysta przemoc.
Uważam także że to źle, jeśli ojciec sam zaczyna postrzegać siebie jako wizytującego, a nie jako pełnoprawnego rodzica, który opiekuje się dzieckiem i uczestniczy w życiu dziecka, a nie je z tego życia wyrywa, by je widywać.

Czy do swoich rad się stosuję? Tak. Mój mąż stosuje przemoc, odurza się. A jednak robiłam wszystko, by mąż po porzuceniu rodziny miał jak najwięcej kontaktów z synem, byłam elestyczna jak tylko mogłam, czasem kosztowało mnie to ogromny stres i obawy o bezpieczeństwo dziecka. Często zresztą także tu na forum spadały na mnie za to gromy, że powierzam dziecko osobie uzależnionej. Tylko w razie wyraźnej nietrzezwosci wstrzymywałam kontakt i się na niego nie godziłam. Jednak nadal mimo wszystko porozumiewałam się z mężem osobiście, nie przez sąd. I syn miał dzięki temu tatę. Gdy tata był trzeźwy, dobrego i kochającego tatę.

Poważne problemy w relacji męża z dzieckiem zaczęły się od chwili, gdy mąż uzyskał kontakty w sądzie. Na męża wniosek, nie mój. Za radą prawniczki, ktora pisała mu pozew rozwodowy. Zabezpieczenie zaczęło mężowi służyć do tego, by widywać się z dzieckiem w każdym stanie i na własnych warunkach, bez uwzględniania potrzeb syna. Faktycznie mąż nie musiał już ze mną współpracować ani mnie słuchać. Skończyło się tym, że syn po trzech sezonach takich kontaktów nie chce widzieć ojca. Nie chce przebywać z nietrzeźwym ojcem, nie chce by jego tata w różnych stanach siedział mu na ławce pod domem w ramach "kontaktu", nie chce przebywać w obecności agresywnego taty, nie chce się bać ani wstydzić. I ma do tego pełne prawo.
Nadal rozmawiam z mężem na temat tego co się teraz dzieje. Próbuję przekonać go do podjęcia wspólnej terapii z synem, by mogli powrócić do takich kontaktów, na których dziecko będzie czuć się bezpiecznie. I które nie będą "widzeniami", ale uczestnictwem męża w życiu syna. Bo syn go potrzebuje.
Jestem przekonana, że dzieci autora wątku go potrzebują i wlasnie dlatego warto, by zadbał o swoją obecność w życiu dzieci. Przy tak małych dzieciach, skoro nie zakłada sprawowania opieki ani opieki naprzemiennej będzie zależny od mamy dzieci. I warto by dążył do porozumienia z nią. Jeśli wejdzie w myślenie "kontaktami" to przy tak małych dzieciach straci relację z nimi.

Bławatek
Posty: 384
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zniszczone życie, ukojenie, cierpienia

Post autor: Bławatek » 07 wrz 2020, 9:49

Tak jak autor wątku napisał, że zarówno żona używa dzieci jako karty przetargowej oraz mając na uwadze że został on wyrzucony z domu i dodatkowo była wzywana policja przez jego żonę to ja bym była ostrożna ponieważ nie wiadomo jakie zamiary ma jego żona, czy nie będzie nagrywać kontaktów lub ewentualnych kłótni bo wiadomo że jesteśmy tylko ludźmi i Thomazz będąc nieświadomym swoich możliwych reakcji może sobie zaszkodzić. I chyba w takim sensie pisała Ruta. Ja "walczę" od 6 m-cy o częstsze kontakty mojego męża z synem i ilekroć mówię, że mają za mały kontakt to mój mąż twierdzi, że wystarczający - ja się wtedy złoszczę a on ze spokojem odchodzi. Efekt taki, że teraz syn planując różne rzeczy nie bierze pod uwagę ojca i mnie to strasznie boli. Postanowiłam, że nie będę już nalegać, mąż podejmuje decyzje więc niech ponosi też konsekwencje tych decyzji.

Jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi to ciężko wpłynąć na drugą osobę, szczególnie gdy "ubzdura" sobie, że to co postanowiła jest najlepsze. W tym wypadku żona Thomazza ma swój pogląd na tę sprawę odmienną od widzenia większości osób z forum. Większość "normalnych" matek byłaby wdzięczna za częstszą opiekę mężów nad dziećmi - wspólną zabawę, wspólną naukę, wspólne zakupy - tak aby dziecko miało ojca z którym przecież normalnie takie rzeczy się robi na codzien. A nie tylko wpadającego raz w tygodniu, miesiącu czy nawet na pół roku (bo i takie przykłady na forum czytałam). Ale jest dużo matek ze zwariowanym podejściem do tych spraw, które utrudniają kontakty, grają dziećmi i ich uczuciami, nie licząc się z potrzebami zarówno dzieci jak i męża. Takie postawy są naganne. Natomiast trzeba w takich sytuacjach być ostrożnym aby sobie nie zaszkodzić bardziej. I tutaj autor musi być niezwykle delikatny, spokojny i najlepiej jakby udało mu się z żoną w trakcie rozmów wytłumaczyć, że jego kontakty z dziećmi będą służyć ich lepszemu rozwojowi oraz też pomogą żonie w jej życiu, bo będzie miała wówczas chwilę dla siebie. Natomiast jeśli ona jest bojowo nastawiona to musi się Thomazz liczyć z tym, że łatwo mieć nie będzie, ale wytrwałością i spokojem może uda mu się w dobrej atmosferze i często dziećmi opiekować.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości