Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro dot. twardej miłości

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Lawendowa
Posty: 4419
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro dot. twardej miłości

Post autor: Lawendowa » 27 sie 2020, 10:52

Zespół moderatorski podtrzymuje swoją decyzję wynikającą z Regulaminu II/8 i II/12. Tytuł jest cytatem z pierwszego wydzielonego postu.
Nie pierwszy raz takie wydzielanie wątku ma miejsce i jeśli będzie taka potrzeba - nie ostatni.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

marylka
Posty: 1220
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: marylka » 27 sie 2020, 10:55

lustro pisze:
26 sie 2020, 8:12

Nie, nic sie nie zmieniło. Jestesmy razem i to jest min, efekt tego, że nie zastosował tzw. "twardej miłości".
Ale to nie zmienia postaci rzeczy, że staram się zrozumieć, o co chodzi i czemu służy w/w twarda miłośc.
Ja w niej miłości do drugiej osoby nie widzę. Nadal. Niestety.
Ale po co Ci to rozumieć?
Masz meża nałogowego czynnie?
Masz sytuacje zagrożenia zdrowia i życia Twojego i Twoich dzieci?
Czyli - masz wybor - albo bedziesz ofiara i podstawiala swoj tyłek żeby mąż Cie po nim kopał
Czy zastosowanie twardej miłosci - czyli -KONIEC z przemoca na MNIE
Masz tak lustro?
Sadzac po Twoich wpisach - nie
Nie zrozumiesz tak jak syty nie zrozumie głodnego
Nie zrozumiesz Ruty ktorej maż ma krzyżowe uzależnienia i pod wplywem narkotykow bierze dziecko do samochodu
Możesz bic piane że u Ci mąż takiej twardej miłosci nie zastosował. No i co z tego?
Czy Ty go dreczyłaś psychicznie? Fizycznie? Dręczyłaś swoje dzieci?
Musial stosować wobec Ciebie twardą miłość?
Jest to bardziej logiczne niż Ci sie wydaje lustro
(Przykro mi - ks. Dziewiecki nie jest dla mnie autorytetem własnie dlatego, że min. uważa, że dzieci z poza małżeństwa mozna oddać do domu dziecka, żeby tylko "uratować" małżeństwo. A takich propozycji z jego strony jest wiecej. Dla mnie to nie jest miłośc, a bezdusznośc. I takie jest moje zdanie.
Może skup sie na swoich doświadczeniach a nie na założeniach czysto hipotetycznych?
Już ktorys raz opowiadasz o tej konferencji ksiedza.
Też sluchałam tej konferencji. Nie podałas tytułu - NAJTRUDNIEJSZE sytuacje
Czy masz nieślubne dziecko?
Czy to dziecko sprawia ból Twojemu meżowi i przypomina mu o Twojej zdradzie?
Bo o takiej sytuacji ksiadz mowił.
Podawał jeszcze kilka innych rozwiązań no ale Ty tylko jedno podajesz żeby...no właśnie....po co to robisz?
Chcesz teraz podważać ksiedza doktora?
Ok
Ale po co?????
Jak masz dziecko ze zdrady - to poniekąd masz prawo to komentować, bo to Twoje doświadczenie
A jak nie masz?
To po co teoretyzujesz?
Sama czasem piszesz że tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono
A czy czasem nie deklarowałaś przed ślubem że jak mąż Cie zdradzi to sie rozejdziecie?
No...99% przyszłych małżonków obu płci tak deklaruje
I co?
Jak jest?
Więc po co teoretyzujesz?
W temacie dzieci równieź?
A tak swoją drogą, odwracając sytuację, czy odchodzący małzonek mówiący - teraz ja i moje szczeście, ja jestem teraz dla siebie najważniejszy i tym sie kieruję - nie jest przejawem twardej miłości? Przeciez własnie broni swoich granic, swojego interesu i swojej miłości własnej...stawiając to na pierwszym miejscu.
Widać wielkie braki w pojeciu "twarda miłość". Za mało miejsca na tak obszerny temat. Lustro - chcesz sie wypowiadac? Siadaj do lektur.
Polecam też podobne pojecie "podbijanie dna" -oczywiscie jeśli chcesz uchodzić za fachowca
Wiem, bo sama przez taki etap przeszłam, nim zaczęłam znowu myslec o bliskich, jako osobach, które maja takie samo prawo jak ja do szcześcia.
To, co przechodzilas to okres kiedy zrozumialas że masz prawo do szcześcia
Jak to szczescie postrzegalaś - tak sie uszcześliwiałaś.
Natomiast cala ta filozofia nawet obok "twardej miłości" nie stała - jeżeli Ty taka filozofie zaliczasz do "twardej miłości"
Ojciec z miłości do syna pozwolił mu na błedy, wolną wolę, konsekwencje...ale nie podkładał mu nóg, nie podbijał dna, nie zabrał części majątku naleznej synowi, żeby ochronic ten majątek, nie wygnał syna z domu nim ten roztrwonił wszystko, tylko syn sam poszedł w świat...prawda?
A kiedy wrócił i prosił o pomoc, to nie postawił mu masę wyszukanych warunków do spełnienia w ramach zabezpieczenia swoich interesów "na zaś", tylko postawił na stół cielaka i wino i zaprosił gości i zrobił radosną imprezę.
Bo kochał syna, a nie dlatego, że kochał przede wszystkim siebie.
Czy gdzies jest napisane że ten syn gnebił ojca? Bił go? Szantażował? A może okradł? Mial nałogi? Dręczył? Stosowal przemoc wobec brata? Służby może?
Nie pomyślałaś że ojciec nie musiał stosować "twardej miłości"?
A zauważyłaś inny fragment w PŚ?
"Dlaczego mnie bijesz"?
Nie ma nastawiania drugiego policzka tylko obrona swojego zdania - "jeśli źle powiedziałem - udowodnij to"
Moją niezgode budzi we mnie postawienie siebie, miłości własnej, własnych intereseów...przed bliznimi.
Zgodnie z przykazaniami, w moim rozumieniu, to ma byc na równi. Nic ponad.
To znow Twoja nie wiadomo skad wzieta teoria. No i nie godzisz sie z nia. I ok. Tyle że ta teoria jest tylko Twoja.
Oczywiście zakladam że caly czas myślisz, że o "twardej miłosci" piszesz. Przynajmniej tak zakładasz że to jest "twarda miłosć" mam wrażenie.

Pozdrawiam

Ruta
Posty: 975
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro

Post autor: Ruta » 27 sie 2020, 12:08

renta11 pisze:
27 sie 2020, 6:28
Manewrowanie między miłością miłosierną (pochylaniem się nad zdradzaczem jako człowiekiem zagubionym) a twardą miłością (wyznaczaniem granic w czynieniu krzywdy, pozwalaniem zdradzaczowi na ponoszenie konsekwencji swoich czynów) jest zawsze trudna. Nawet Jezus raz podnosił do góry za rękę teściową a raz rozwalał stoliki handlarzom. Ale Jezus znał każdego człowieka, znał na wskroś. Więc do każdego mógł przyłożyć idealną miarę, w tym momencie, w tych konkretnych okolicznościach. A my nie znamy aż tak dobrze zdradzacza, nie znamy wszystkich okoliczności (bo zdradzacz najczęściej kłamie, mataczy, przerzuca winę). Więc i konsekwencje naszych działań bywają różne. Ale czy to o te konsekwencje chodzi? Ty często lustro odnosisz się do skutku jakim jest uratowanie małżeństwa. Tylko o tym piszesz powołując się na swoje przeżycia z tym pozytywnym skutkiem. Ale przecież obok małżeństwa są inne ważniejsze dobra, rzeczy: Bóg, dobra z nim relacja,dobro moich dzieci, rodziny jako całości, moich wartości i przekonań. To dla mnie było i jest ważniejsze od małżeństwa. Małżeństwo może będzie , może nie (bo to zależy od dwóch osób) , a ja zostanę z Bogiem i ze sobą do końca życia. I to na moim podwórku ma być porządek, bo to zależy tylko ode mnie i jest realne do przeprowadzenia. I tutaj widzę najczęściej różnicę. Stawianie małżeństwa na pierwszym miejscu czyni z małżeństwa bożka i nie jest dobre moim zdaniem. Występuje na tym forum nagminnie. Ale ustawienie małżeństwa na swoim miejscu (co wyżej opisałam) powoduje, że inne były/są moje decyzje i skutki.
Dziękuję Ci renta za twój wpis. Uświadomiłam sobie, to co już wiem od jakiegoś czasu, ale inaczej jest, kiedy coś dokładnie nazwę.
Nie ma dla mnie znaczenia, czy mój mąż wróci do mnie i do naszej rodziny. Oczywiście, że jest to jedno z tych pragnień, które noszę w sercu. Jednak jeśli moja obrona miałaby spowodować, że mąż nigdy nie wróci, to... będę się bronić.
To ogromna zmiana we mnie. Tak jak piszesz, moim bożkiem przez wiele lat było małżeństwo, pełna rodzina. Nawet w większym stopniu niż mąż. Miałam więc "interesującą" hierarchię wartości, napierw małżeństwo i dbanie za wszelką cenę aby rodzina była pełna, potem mąż i dbanie za wszelką cenę aby był, i powstrzymywanie się od jakichkolwiek działań, które mogłyby wpłynąć na to, że odejdzie. A potem jedna wielka magma, w której pływałam ja, moje dziecko, praca, Bóg i wiele innych spraw.
Był taki moment w moim życiu, na długo przed zawarciem malzenstwa, gdy byłam bardzo obrażona na Boga. Nie bardzo pamiętam swój stan wtedy, ale tak z grubsza to chyba postanowiłam żyć dobrze, po bożemu, ale bez relacji z Bogiem. I przyszła taka nagła i przerastająca mnie sytuacja, w której po długiej przerwie w kontakcie, wywrzeszczałam do Boga jeśli jesteś (nie mając z Nim kontaktu zaczęłam w to wątpić), to się pokaż i pomóż, przecież widzisz co się dzieje, sama nie dam rady pomóc. Do dziś mi przykro, bo wrzeszczalam wtedy w duchu także inne rzeczy, z kategorii hard. No, ale kontakt nawiązałam, co prawda w bardzo zły sposób i nie prosząc o pomoc, ale jej żądając. Cała sytuacja skończyła się dobrze. I dopiero po jakimś czasie jasno zobaczyłam, że Bóg był w tej trudnej sytuacji cały czas, od samego początku, był i pomagał. Od tego momentu gdy tak bardzo na Boga nakrzyczalam, zaczął się mój powrót do mojej relacji z Nim. Ja w tym moim krzyku i złości byłam absolutnie szczera. A moja relacja z Bogiem z czasem na powrót stała się bliska, mimo, że zaczęła się od ogromnej awantury.
W moim małżeństwie zastąpiłam jednak stopniowo Boga małżeństwem i się od Niego na powrót oddalilam.

Nie chcę już takich pętli w moim życiu. Mi przy Bogu jest dobrze, a bez Niego zawsze wpadam w kłopoty, gubię się i cierpię.

lustro
Posty: 1307
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro

Post autor: lustro » 27 sie 2020, 13:02

Lawendowa pisze:
27 sie 2020, 10:52
Zespół moderatorski podtrzymuje swoją decyzję wynikającą z Regulaminu II/8 i II/12. Tytuł jest cytatem z pierwszego wydzielonego postu.
Nie pierwszy raz takie wydzielanie wątku ma miejsce i jeśli będzie taka potrzeba - nie ostatni.
W takim razie proszę doprecyzowac
Refleksje, spostrzezenia i watplisosci lustri dot. Twardej miłości "

Bedzie potencjalnym zainteresowanym latwiej się zorientować

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9859
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro dot. twardej miłości

Post autor: Nirwanna » 27 sie 2020, 13:15

Zrobione.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

lustro
Posty: 1307
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro dot. twardej miłości

Post autor: lustro » 27 sie 2020, 13:21

Dziekuje Nirwanna 😊

Bławatek
Posty: 469
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro dot. twardej miłości

Post autor: Bławatek » 27 sie 2020, 17:56

Twarda miłość jest trudna. Dla tych co chcą ją zastosować jak i dla tych, na których jest stosowana.

Ksiądz Dziewiecki w swoich konferencjach często mówi o twardej miłości lub miłości nie naiwnej. Z podobnym twierdzeniem spotkałam się ponad 20 lat temu, bedąc nastolatką na rekolekcjach. I wtedy pierwszy raz usłyszałam treści podobne do tych głoszonych przez ks. Dziewieckiego. Tylko wtedy skupiono się głównie nie problemie alkoholowym - twarda miłość miała się objawiać m.in wraca człowiek mocno pijany, brudny, śmierdzący i wówczas żona czy matka, czy ktokolwiek inny zostawia taką osobę w takim stanie w jakim jest a nie : że myje, przebiera, kładzie do czystego łóżka, rano robi śniadanie i dzwoni do szefa danego alkoholika z usprawiedliwieniem nieobecności w pracy “bo mąż ma grypę”. Osoba z problemem, nałogiem ma odczuć na własnej skórze dany problem.

Dla przykładu napiszę o 2 historiach, które zobrazują brak twardej miłości.

Jest 2 młodzieńców - nazwijmy ich X i Y.
X będąc nastolatkiem wpadł w nieciekawe towarzystwo dzięki któremu poznał nie tylko alkohol, ale też dopalacze oraz miał konflikt z prawem. Mimo takich problemów, gdy nie był pod wpływem używek w domu sprzątał, naprawiał różne rzeczy, był kulturalny.

Y ma tylko problem z alkoholem, aczkolwiek według niego - takiego problemu nie ma. Nie angażuje się w żadną aktywność domową.

Rodzice X i Y podchodzili do synów z miłością i dawali im wolność, aczkolwiek nie raz wybuchały awantury o to , że synowie niszczą sobie życie, a przy okazji w domu nie ma miłej, spokojnej atmosfery. Jest też babcia, która zawsze broni wnuków oraz wspomaga pieniążkami gdy im zabraknie na używki. Y nakręcony alkoholem, problemami z “kolegami” a czasami też dopalaczami potrafi wszystkich zwyzywać epitetami, od których uszy więdną a nawet tej babci, która go chroni i mu pomaga potrafi życzyć śmierci (też w niezbyt miłych słowach) aczkolwiek potrafił się zreflektować i na trzeźwo analizował co robił gdy był pod wpływem i potrafił przepraszać. Ale później historia się wielokrotnie powtarzała - używki, wyzwiska, i refleksja z przepraszaniem. Odrzucał pomoc rodziny, która proponowała terapię, wyjazd do ośrodka na leczenie, wyjazd jak najdalej od tego towarzystwa itd. Niestety nałogi i złe towarzystwo przyczyniły się do powstania zaburzeń w organiźmie i osobowości oraz do przedwczesnej śmierci Xa. X miał do swojego ojca żal, że nie był względem niego nigdy twardy, że go nie wyciągał z kłopotów, nie dawał upomnień, nie wychowywał.

Natomiast Y ciągle twierdzi, że nie ma problemu z piciem - bo zazwyczaj nic nie pamięta, gdyż nie raz był w takim stanie, że ledwo wrócił na nogach, ale rodzina pomagała bezpiecznie wylądować w miękkim łóżku, rano śniadanko było więc nie trzeba było iść do sklepu - jedynie ktoś przypomniał o jego powrocie i w jakim był stanie, albo widział ranę, która świadczyła o tym , że droga do domu była wyboista - ale to nieprawda, bo przecież on nic nie pamięta. Jak zapije to tydzień potrafi nie pracować bo nie jest w stanie, a szef to toleruje - jedynie mniejszą zapłatę dostaje (szara strefa).Wyprowadzić się dobrowolnie nie chce, a rodzina nie chce posunąć się do drastycznego kroku czyli wystawienia rzeczy za drzwi i wymeldowania, poniewaz boją się, że stoczyłby się jeszcze bardziej.

To są historie prawdziwe - dwa przykłady miękkiej miłości, bez kar i upominania, bez stanowczości. Kochania tak aby kogoś nie skrzywdzić. Tylko, czy wówczas nieświadomie nie wyrządza się krzywdy komuś na całe życie. Już nie wspomnę, że osoby w nałogu mniej lub bardziej świadomie krzywdzą swoich bliskich.

Każdy człowiek ma wolną wolę i ma prawo popełniać błędy. I tak jak jadąc samochodem mijamy znaki informujące, ostrzegające oraz zakazu, które ułatwiają nam jazdę oraz dbają o nasze bezpieczeństwo, tak i w życiu potrzebujemy takich znaków. Potrzebujemy ludzi, którzy czasami nas może uratują swoim osądem, nakazami, zakazami, prośbą i groźba, a my może czasami odczujemy to jako niesprawiedliwość, atak. Piszę my, bo są różne sytuacje, z którymi każdy ma do czynienia i zawsze jakaś sytuacja, słowo może się wydać krzywdząca.

Czy ja wychowując dziecko mam prawo mu czegoś zabronić lub nakazac - dla jego dobra (małoletniego), choć ono odczuje to jako atak na swoją wolność i możliwość decydowania o sobie? Ja z miłości zabraniam, a tym samym ranię, krzywdzę? A czy za kilkanaście lat będę mogła mu zwrócić uwagę, jeśli uznam, że niszczy swoje życie używkami, zdradzając żonę, kradnąc? czy mam czekać na rozwój wypadków, zostawiając mu wolność wyboru.

Życie jest trudne, często przebiega mało zgodnie z naszymi planami czy marzeniami i jak ktoś mądrze powiedział “raz dokonując wyboru ciągle wybierać muszę”.

Ks. Dziewiecki duzo mówi też jak traktować współmałżonka, który zdradza, jak powinien być traktowany przez rodzinę, czego można od niego wymagać. Nie ma to na celu krzywdzenie odchodzącego, zdradzającego, ale ochronę poszkodowanych, zadbanie o rodzinę. Osobę, która się zagubiła i żyje w grzechu my mamy prawo upomnieć oraz się na to nie zgadzać, nie akceptować tego. Np. matka, której syn porzucił rodzinę ma prawo zaprosić syna, ale nie nową partnerkę życiową (kowalską), gdy w tym momecie oboje mogą się poczuć skrzywdzeni.

Czytając książki, słuchając konferencji a także korzystając z wymiany zdań chociażby na tym forum ciagle sie rozwijamy i uczymy czegoś nowego lub zmieniamy swoje myślenie czy nastawienie do jakiś spraw, które być moze było błędne.

Lawendowa
Posty: 4419
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Lawendowa » 28 sie 2020, 20:36

Jakaż piękna manipulacja !
Jak przeczytałam ten post to, aż się mocno zastanowiłam, czy ja aby tego samego Dobsona czytałam. Pamiętałam wydźwięk tej książki zupełnie inaczej.
acine pisze:
26 sie 2020, 11:13
Tutaj jest krotki fragment z "Milosc potrzebuje stanowczosci" i duch "twardej milosci" wedlug Jamesa Dobsona. Wydanie z 1993 str 129:
"Bądźmy jednak realistami. W obecnych czasach w setkach tysięcy rodzin jedno z rodziców widzi niesprawiedliwość i brutalność drugiego. Bywa, że ojciec reaguje przesadnie na zwykłe dziecięce zachowanie i bije dziecko, wybuchając gniewem i chęcią zemsty. Bywa też, że matka daje klapsa płaczącemu z powodu kolki niemowlakowi lub zbyt srogo karze starsze dziecko. Co w takich okolicznościach powinien czynić troskliwy rodzic? Jeśli zwróci się do władz, może nie na żarty rozgniewać współmałżonka i zagrozić zniszczeniem rodziny. Ponadto reputacja rodziny wśród sąsiadów i przyjaciół może ulec zachwianiu i skończą się niektóre znajomości. Bywa często tak, że cena jest zbyt wielka i matka lub ojciec postanawia jej nie płacić. Dlatego na dzieciach skupia się większość niesprawiedliwości, której nie można ukarać. "

To jest akurat fragment z rozdzialu o przemocy w stosunku do dzieci niemniej widac, ze nie ma tutaj wersji 'twardej milosci" jaka wystepuje u ks. Dziewieckiego czy "podbijania dna" malzonkowi. W ogole powinno sie rozdzielic te dwa sposoby myslenia na temat twardej milisci tzn Dobsona i ks.Dziewieckiego bo tylko nazwa jest taka sama a tresc pod ta nazwa naprawde zupelnie inna. Naprawde polecam przeczytac ta niedluga ksiazke bo wiele nieporozumien sie natworzylo wokol owej twardej milosci. Naprawde inne sa te nazmijmy "duchy twardej milosci" Dobsona i ks Dziewieckiego.
Sięgnęłam do książki i znalazłam to co poniżej wklejam.
A teraz ten sam fragment tej książki i kilka zdań z tegoż samego rozdziału - kilka akapitów wcześniej i kilka dalszych, z tej samej strony:
"Chociaż rozumiemy powody znęcania się nad dziećmi, nie możemy tolerować tego zjawiska, ponieważ jego wpływ na kształtującego się młodego człowieka może być niszczący. Dlatego zachęcam dostosowania metody stanowczej miłości wobec tych partnerów w małżeństwie, którzy znęcają się nad dziećmi"
"Bądźmy jednak realistami. W obecnych czasach w setkach tysięcy rodzin jedno z rodziców widzi niesprawiedliwość i brutalność drugiego. Bywa, że ojciec reaguje przesadnie na zwykłe dziecięce zachowanie i bije dziecko, wybuchając gniewem i chęcią zemsty. Bywa też, że matka daje klapsa płaczącemu z powodu kolki niemowlakowi lub zbyt srogo karze starsze dziecko. Co w takich okolicznościach powinien czynić troskliwy rodzic? Jeśli zwróci się do władz, może nie na żarty rozgniewać współmałżonka i zagrozić zniszczeniem rodziny. Ponadto reputacja rodziny wśród sąsiadów i przyjaciół może ulec zachwianiu i skończą się niektóre znajomości. Bywa często tak, że cena jest zbyt wielka i matka lub ojciec postanawia jej nie płacić. Dlatego na dzieciach skupia się większość niesprawiedliwości, której nie można ukarać. "
"Rodzice! Jeśli coś takiego dzieje się w waszym domu, musicie pomóc swoim dzieciom! Nie ma chwili do stracenia!"
i dalej:
"Jeśli wszystko inne zawiedzie, a współmałżonek dalej będzie się znęcał nad dziećmi, zabierzcie je z domu w bezpieczne miejsce np. do babci, dziadka czy przyjaciół. Na tym polega stanowcza miłość w obliczu zagrożenia. A potem pozwólcie, żeby Pan Bóg pomógł wam się pojednać i uzdrowić małżeństwo".
Bardzo zachęcam do przeczytania tej książki samemu, bo dowolne interpretacje mogą zaprowadzić na manowce i uczynić komuś wielką krzywdę.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

acine
Posty: 127
Rejestracja: 26 lip 2018, 23:35
Płeć: Mężczyzna

Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro dot. twardej miłości

Post autor: acine » 28 sie 2020, 21:08

Ty Lawendowa moze siegnelas do fragmentu a ja ta ksiazke przeczytalem cala i nie tylka ta jego pozycje. Nawet w zacytowanych przez Ciebie fragmentach nie ma wzmainki o nasylaniu policji czy jakichkolwiek instytucji. Ja oczywiscie nie sugeruje ze przemoc domowa w stosunku do dzieci czy malzonka czy malzonki nalezy ukrywac w domu ale to jest fragment pokazujacy ze Dobson w ogole nie ma na mysli angazowania jakichkolwiek zewnetrznych instytucji. W ogole w tej ksiazce na temat twardej milosci Dobson nie porusza tematow stricte przemocowych czy uzaleznien. Tam sa one tylko wzmiankowane bo glownym tematem tej ksiazki sa problemy zdrady czy odejscia malzonka czy malzonki. Ks Dziewiecki i caly ten pozwole sobie nazwac "przemysl uzaleznieniowy" znacznie zmodyfikowal pojecie twardej milosci i to po prostu widac jak sie zna pozycje Dobsona. Ja rozumiem ze by bylo jasne ze uzaleznienia to powazny problem ale twarda milosc w tym "segmencie pomocowym" to nie to samo co Dobsona "segment pomocowy". Dlatego staram sie zwrocic uwage ze termin o ktory sie spieramy obaj panowie inaczej po prostu rozumieja a tutaj na forum chce sie ich obu "zlac" razem jako jedna calosc. Jako autorow jakiejs jednej twardej milosci Dobsona i ks Dziewieckiego. A to po prostu jest zafalszowaniem rzeczywistosci.

Lawendowa
Posty: 4419
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro dot. twardej miłości

Post autor: Lawendowa » 28 sie 2020, 23:40

acine pisze:
28 sie 2020, 21:08
Ty Lawendowa moze siegnelas do fragmentu a ja ta ksiazke przeczytalem cala i nie tylka ta jego pozycje.
Widzisz acine, wbrew temu co insunuujesz, ja tą książkę pierwszy raz przeczytałam lata temu i wielokrotnie do wielu tematów wracałam później, a i teraz mam ją przed sobą.
acine pisze:
28 sie 2020, 21:08
Nawet w zacytowanych przez Ciebie fragmentach nie ma wzmainki o nasylaniu policji czy jakichkolwiek instytucji. Ja oczywiscie nie sugeruje ze przemoc domowa w stosunku do dzieci czy malzonka czy malzonki nalezy ukrywac w domu ale to jest fragment pokazujacy ze Dobson w ogole nie ma na mysli angazowania jakichkolwiek zewnetrznych instytucji. W ogole w tej ksiazce na temat twardej milosci Dobson nie porusza tematow stricte przemocowych czy uzaleznien.
Przeciwnie. Wielokrotnie pisze o zwracaniu się do stosownych instytucji, tak w przypadku przemocy, jak i uzależnień. Warto to sobie doczytać. Akurat tematowi przemocy i uzależnień faktycznie poświęcił w tej książce mniej miejsca niż kryzysom wynikającym np. ze zdrady, ale to co pisze jest bardzo spójne z tym co mówi ks. Marek Dziewiecki min. odsyłanie do stosownych instytucji, do AA i Al-Anon po pomoc w przypadku uzależnień. Dobson pisze o AA by tam szukać pomocy - jak i kiedy stawiać twarde warunki, które zmuszą (właśnie tego słowa użył) alkoholika do przyznania się do nałogu; by tam uczyć się zastosowania stanowczej miłości. O potrzebie separacji do czasu sięgnięcia przez uzależnionego po pomoc też pisze.
Dobson pisze wprost, że problemu nałogów nie da się rozwiązać bez fachowej pomocy z zewnątrz.

Jeśli ktoś jest zainteresowany tematem, to jednak najlepszym źródłem będzie przeczytanie samemu tej książki.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

acine
Posty: 127
Rejestracja: 26 lip 2018, 23:35
Płeć: Mężczyzna

Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro dot. twardej miłości

Post autor: acine » 29 sie 2020, 0:01

temat AA i pokrewne zwiazane z uzaleznienieniami to nawet nie 5 procent objetosci ksiazki. Moze 1 -1.5 procenta.
acine pisze:
28 sie 2020, 23:40
Lawendowa pisze:
28 sie 2020, 21:08


Jeśli ktoś jest zainteresowany tematem, to jednak najlepszym źródłem będzie przeczytanie samemu tej książki.
A ja zachecam nawet do szerszego zapoznania sie z Dobsonem bo tylko w konteksie takim mozna dobrze zrozumiec jego przekaz. I tak chronologicznie wg kolejnosci ich powstawania pierwsza " co kazda zona chcialaby aby jej maz wiedzial o kobietach" potem "Milosc potrzebuje stanowczosci" a dopelnic "Co każdy mąż chciałby aby jego żona wiedziała o mężczyźnie"
Ostatnio zmieniony 29 sie 2020, 8:11 przez Nirwanna, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

Akacja
Posty: 98
Rejestracja: 18 gru 2019, 4:31
Płeć: Kobieta

Re: Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro dot. twardej miłości

Post autor: Akacja » 29 sie 2020, 0:49

Ehh, dość sporo osób nie zgadza się z twardą miłością tutaj, ja także. A zauważyłam, że rzeczywiście większość osób których małżeństwa się naprawiły i wróciły do siebie to są te nie wykorzystujące twardej miłości.. Tylko te które kochały najprawdziwszą miłością - taką jak ukochał nas Pan Jezus - zapominając o sobie samych mają większą szansę na powrót do siebie współmałżonka a jeśli nawet nie, to na zbawienie siebie i swojego współmałżonka (choć wiadomo jak ciężka jest ta cena za duszę, która należy do szatana).

Kochać siebie.. Niestety to bardzo śliska granica, bo zawsze gdy zaczynamy myśleć o sobie zapominamy o bliźnich.. A gdy myślimy o bliźnich zapominając o sobie, swoich prawach, zranieniach itd. jakoś sami stajemy się lepsi i bardziej wartościowi dla innych i o dziwo dla siebie też :)

przykłady świętych niech nas pobudzają, św. Monika nie wyparła się św. Augustyna gdy ten robił z kobietami co chciał, a i męża miała zdradzacza który przed śmiercią się nawrócił, tak samo św. Rita też miała męża, który ją zdradzał, bił, pił.. ale się przy niej nawrócił. Od jakiegoś czasu te święte są mi bliskie, bo mają podobny życiorys chociaż one nie wybierały mężów i nie współżyły przed ślubem jak większość z nas to przyjęły te krzyże, może właśnie dlatego aby być pomocą dla nas. By orędować za nami i dawać nadzieję w beznadziejności..

Może te krzyże są dla nas zbawienne bo możemy pokutować, cierpienie oddać by zadośćuczynić Bogu i bliźnim za zniewagi jakie od nas doznali.

Kochajmy nie słowem i językiem, lecz czynem i prawdą - ja to rozumiem tak: by zło dobrem zwyciężać, czyli służyć innym gdy są blisko, a prawdą tzn. mówić co mnie boli ale nie bo 20 lat temu coś tam i ciągle mnie to boli bo nie wybaczyłam tylko dzisiaj zrobiłeś to i to (fakt) poczułam się wtedy tak i tak (odkrycie mego serca), czasem trzeba jak Jezus na krzyżu - nie mówił, że boli bo by temu kto go ranił nic ta wiadomość nie dała, ale modlił się żarliwie za niego do Ojca, który potrafi rozkruszyć serce z kamienia.. i pozwolił się ranić, nie zszedł z krzyża i nie zniszczył całej ludzkości przez miłość własną..

Ruta
Posty: 975
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro dot. twardej miłości

Post autor: Ruta » 29 sie 2020, 2:32

acine pisze:
28 sie 2020, 21:08
Ty Lawendowa moze siegnelas do fragmentu a ja ta ksiazke przeczytalem cala i nie tylka ta jego pozycje. Nawet w zacytowanych przez Ciebie fragmentach nie ma wzmainki o nasylaniu policji czy jakichkolwiek instytucji. Ja oczywiscie nie sugeruje ze przemoc domowa w stosunku do dzieci czy malzonka czy malzonki nalezy ukrywac w domu ale to jest fragment pokazujacy ze Dobson w ogole nie ma na mysli angazowania jakichkolwiek zewnetrznych instytucji. W ogole w tej ksiazce na temat twardej milosci Dobson nie porusza tematow stricte przemocowych czy uzaleznien. Tam sa one tylko wzmiankowane bo glownym tematem tej ksiazki sa problemy zdrady czy odejscia malzonka czy malzonki. Ks Dziewiecki i caly ten pozwole sobie nazwac "przemysl uzaleznieniowy" znacznie zmodyfikowal pojecie twardej milosci i to po prostu widac jak sie zna pozycje Dobsona. Ja rozumiem ze by bylo jasne ze uzaleznienia to powazny problem ale twarda milosc w tym "segmencie pomocowym" to nie to samo co Dobsona "segment pomocowy". Dlatego staram sie zwrocic uwage ze termin o ktory sie spieramy obaj panowie inaczej po prostu rozumieja a tutaj na forum chce sie ich obu "zlac" razem jako jedna calosc. Jako autorow jakiejs jednej twardej milosci Dobsona i ks Dziewieckiego. A to po prostu jest zafalszowaniem rzeczywistosci.
Wiem sporo o specjalistach z branży uzależnień, słucham ich i czytuję do znudzenia.
Myślę, że to specyficzny odcinek. Większości osób uzależnionych nadal nie potrafimy uratować. Ksiądz Dziewiecki jako jeden z nielicznych specjalistów mówi o tym otwarcie, zarówno o tym, że twarda miłość nie jest sposobem na nakłonienie do leczenia, ale także, że uzależnienia to choroby prowadzące do śmierci. Cenię jego uczciwość.

Ksiądz mówi także że większość osób uratowanych to osoby pokochane twardą miłością. Nie chodzi o to, że nie ufam księdzu, ale zamierzam to sprawdzić, w sensie dowiedzieć się, co w konkretnych przypadkach ta twarda miłość oznaczała. Jak widać jest tu ogromny obszar do różnych interpretacji i pomysłów...oraz ogromne pole do długich dysput. Poszukam u źródeł.

acine
Posty: 127
Rejestracja: 26 lip 2018, 23:35
Płeć: Mężczyzna

Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro dot. twardej miłości

Post autor: acine » 29 sie 2020, 7:55

Moj poprzedni post wymaga moderacji bo blednie pokazaly sie tam cytowania moje i lawendowej.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9859
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Re: Refleksje, spostrzeżenia i wątpliwości lustro dot. twardej miłości

Post autor: Nirwanna » 29 sie 2020, 8:12

Poprawione.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Astro, Załamana i 11 gości