Na rozdrożu

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Paprotka
Posty: 136
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Paprotka » 12 wrz 2020, 7:49

nałóg pisze:
11 wrz 2020, 22:30
A czy te dzieci nie są konsekwencjami określonych postaw i decyzji Twojego męża?Waszego kryzysu?Czy jak Ci te dzieci Twojego męża” przeszkadzają” a chcesz powrotu męża to jesteś gotowa na przyjęcie go z „dobrodziejstwem inwentarza „ czyli z konsekwencjami w osobach jego dzieci? On już nigdy nie będzie ojcem tylko Twoich dzieci..... PD
Ja to wiem. I jak napisałam już kiedyś nie jestem i nie wiem ,czy kiedykolwiek byłabym gotowa na tworzenie takiej rodziny. Ale Nie jest to do końca mój problem ,bo mąż do mnie nigdy nie wróci. Tylko pisze to w kontekście rzekomego „odmóżdżania”. Kim ja bym była namawiając męża do ograniczenia lub zaniechania kontaktów z jego dziećmi ?

Sosna
Posty: 68
Rejestracja: 28 sie 2020, 10:29
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Sosna » 12 wrz 2020, 19:06

Wracając do mojego wątku. Trwam w tym dziwnym zawieszeniu. Mam wrażenie, że mój mąż jest chorym pracoholikiem. Żyje w świecie pracy, tam czuje się szczęśliwy, oddala się od rodziny, domu. Dodatkowo jest zero-jedynkowy, albo czarne albo białe, nie znosi szarości. Dlatego kolejne kowalskie go nakręcają, adrenalina, wtedy czuje się kochany, akceptowany... A życie rodzinne przeważnie jest szare, szczególnie jak trzeba nad nim pracować. Nie wiem co robię źle. Wczoraj usłyszałam, że nie czuje się ze mną szczęśliwy. To bardzo smutne usłyszeć coś takiego po 28 latach. Mój mąż ma bardzo niskie poczucie swojej wartości, tyle lat go ciągnęłam do góry , pocieszałam, zapewniałam. A teraz usłyszałam, że nie jest szczęśliwy. Tak za to ja jestem... Po tych powtarzających się powrotach do kowalskiej, ciągłej walce naprawdę mam ochotę odpuścić i go spakować. Staram się odwiesić.

Caliope
Posty: 1001
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Caliope » 12 wrz 2020, 20:47

Nie myśl co robisz źle, bo nie robisz. W podobnym miejscu jak twój jest mój mąż, ma swój własny kryzys i tak samo jest nieszczęśliwy. Krytykował mój wygląd, schudłam, byłam powolna i chora na depresję, jestem zdrowa, mam cechy dawnej siebie i nic się nie zmieniło, a myślałam że jak zmienię to co mu się nie podoba będzie dobrze, a jednak nie wiadomo o co tak naprawdę chodzi. Najlepiej zająć się sobą i żyć dla siebie, zmieniać się dla siebie i być sobą.

sasanka
Posty: 185
Rejestracja: 09 sie 2017, 23:08
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: sasanka » 12 wrz 2020, 21:20

Nirwana być może to zdanie , które Cię tak dotknęło nie było sformułowane zbyt szczęśliwie.
Chodziło w nim o to ,że kobieta jeżeli ma taką potrzebę to potrafi tak się "zaopiekować " mężem zwłaszcza cudzym, że to powoduje jego tzw.odmóżdżenie ( i mam nadzieję nałóg , że dotyczy to tylko niektórych jak pisałeś facetów ).
Co nie oznacza , że wszystkie kobiety tak chcą i robią , ale wszystkie jak chcą to potrafią to zrobić , tak myślę.
Wynika to moim zdaniem z tego co ten ksiądz napisał , że wszystko zaczyna się od potrzeb kobiety.
A niejedna kowalska ma duże potrzeby i potrafi je realizować.
I to co widzę dookoła i o czym czytam to niestety potwierdza.

Sosna
Posty: 68
Rejestracja: 28 sie 2020, 10:29
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Sosna » 12 wrz 2020, 22:01

Tak, dziekuję. Jestem coraz bliżej spakowania go, ale coś mi wygląda że on są do tego dąży.

acine
Posty: 127
Rejestracja: 26 lip 2018, 23:35
Płeć: Mężczyzna

Re: Na rozdrożu

Post autor: acine » 12 wrz 2020, 22:37

Sosna pisze:
12 wrz 2020, 19:06
Wracając do mojego wątku. Trwam w tym dziwnym zawieszeniu. Mam wrażenie, że mój mąż jest chorym pracoholikiem. Żyje w świecie pracy, tam czuje się szczęśliwy, oddala się od rodziny, domu. Dodatkowo jest zero-jedynkowy, albo czarne albo białe, nie znosi szarości. Dlatego kolejne kowalskie go nakręcają, adrenalina, wtedy czuje się kochany, akceptowany... A życie rodzinne przeważnie jest szare, szczególnie jak trzeba nad nim pracować. Nie wiem co robię źle. Wczoraj usłyszałam, że nie czuje się ze mną szczęśliwy. To bardzo smutne usłyszeć coś takiego po 28 latach. Mój mąż ma bardzo niskie poczucie swojej wartości, tyle lat go ciągnęłam do góry , pocieszałam, zapewniałam. A teraz usłyszałam, że nie jest szczęśliwy. Tak za to ja jestem... Po tych powtarzających się powrotach do kowalskiej, ciągłej walce naprawdę mam ochotę odpuścić i go spakować. Staram się odwiesić.
moze byc tez tak ze tak haruje bo potrzebuje caly czas srodkow na te "eskapady". Ciekawe co napisalas o tym ze myslisz ze moze miec niskie poczucie wlasnej wartosci. Tylko co ty rozumiesz przez wartosc a co on rozumie przez to slowo sosenko? Chlop panszczyzniany w XIXw jak rozmawial ze szlachicicem to jak w rozmowie uzywali slowa wolnosc to zupelnie co innego pod ten termin podstawiali. Dla jednego byla to wolnosc od nieslusznych ciezarow a dla drugiego kasyno w Monaco. Mowili wiec w tej rozmowie czesto nie do siebie ale tak jakby rownolegle albo kolo siebie. No i moze wydawalo im sie ze sie nawzajem rozumia :)

Ruta
Posty: 930
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Ruta » 12 wrz 2020, 23:07

Sosna pisze:
12 wrz 2020, 22:01
Tak, dziekuję. Jestem coraz bliżej spakowania go, ale coś mi wygląda że on są do tego dąży.
Sosno, jeśli tak czujesz, bądź bardzo rozważna. Taka sytuacja jest często manipulacją.

Zanim mój mąż wyprowadził się z domu, byłam zrozpaczona. Trudno mi nawet teraz opisywać co się wtedy działo. Było to znacznie gorsze niż wszystkie poprzednie lata, gdy naszym ogromnym problemem były męża nałogi. Gorsze nawet niż ten straszny okres, gdy mąż był w bardzo długim ciągu. Było to mnóstwo bardzo subtelnych rzeczy oraz wiele mniej subtelnych, w tym mnóstwo oskarżeń ze strony mojego męża i wiele moich starań, by się "poprawić", które nic nie dawały. Mnóstwo pogłębiajacej się pogardy ze strony męża, jego odsunięcia się ode mnie, od naszych spraw. Wiele okrutnych i niezrozumiałych wtedy dla mnie zachowań ze strony mojego męża wobec mnie.

Wiedziałam, że więcej nie dam rady i rozwiązanie zaczęłam widzieć w rozwodzie. Byłam bardzo udręczona. Miałam ogromne szczęście spotkać na swojej drodze osoby, które pomogły mi spojrzeć w siebie i dostrzec czego naprawdę chcę, a czego nie chcę i znaleźć mądre rozwiązania. Na pewno mądrzejsze niż te, które podsuwaly mi moje trudne i bolesne emocje i ciągłe nowe rany jakie zadawał mi wtedy mąż. Odkryłam, że wcale nie chcę rozwodu, nie chcę już tylko być tak dalej dręczona. I z jakiegoś powodu postrzegam rozwód jako sposób na to, by to dręczenie mnie zakończyć.
Trudno było mi zgiąć kark, przyjść do męża, odkryć się przed nim i powiedzieć mu co czuję, że wciąż go kocham, że nie chcę rozstania, że bardzo boli mnie jego postawa i jestem gotowa do naprawy relacji. Ale też, że oczekuję, że mąż wróci do abstynencji i terapii. Jednak tak zrobiłam. Zaryzykowalam odrzuceniem i zostałam odrzucona.
Z perspektywy czasu wiem, że stała za tym wszystkim inna kobieta. I że mój mąż był już wtedy zdecydowany, by do niej odejść.
(Rozumiem, dlaczego. W męża oczach byłam wtedy bardzo złą kobietą, która się zmieniła. Podczas terapii uzależnień męża bardzo się wzmocniłam. I nauczyłam się, jak nie zgadzać się na odurzanie się męża i jak go w tym nie wspierać. Dla męża oznaczało to, że nie da się już ze mną żyć, bo go "ograniczam".)
Maz podjął swoje decyzje, manipulował jednak mną w taki sposób, abym to ja "zadecydowała" o rozstaniu i bym to ja go "wyrzuciła". Pozostałby wtedy formalnie "niewinny" i usprawiedliwiony. Do dziś bardzo boli mnie to, że człowiek tak mi bliski, któremu tak bardzo ufałam, mógł być wobec mnie tak bardzo okrutny.
Co zrobiłam dalej? Zaczęłam schodzić mężowi z drogi. Nie pozwalałam sobą pomiatać. Nie zmieniłam swojej postawy wobec nałogów męża. Zajęłam się sobą i dzieckiem. Psychicznie, ale też finansowo, przygotowywałam się do tego, że mąż odejdzie, bo jego zachowanie to zapowiadało. Coś jak intuicyjna lista Zerty. I któregoś dnia takiego osobnego, bardzo trudnego życia, mąż oświadczył, że się wyprowadza. Mimo, że od jakiegoś czasu wiedziałam, że wszystko do tego dąży, bardzo mocno to przeżyłam. Nasze dziecko także.
Do dziś nie wiem, czy mogłam cokolwiek zrobić inaczej, cokolwiek co mogło zmienić decyzję męża. Może takie rzeczy były. Nie wiem.
Na pewno jednak nie żałuję, że nie uległam presji i manipulacji. Tu na forum odkryłam, że nie jestem jedyną osobą, ktora takiej formy manipulacji ze strony męża lub żony, decydujących się na odejście do innej osoby, doświadczyła. Boli mnie zarówno mój ból jak i wszystkich innych osób, które go doświadczają. Wiem, jak niszczące jest takie doświadczenie.
Wybaczyłam wewnętrznie mojemu mężowi to co robił, tak jak wybaczam mu wszystko inne. Inaczej to ja doświadczałabym tak silnych emocji, że to ja byłabym wobec mojego męża agresorką. Wciąż powtarzam sobie dawną maksymę mojego męża: zło dobrem zwyciężaj. Nie zmniejsza to jednak na razie mojego bólu i niedowierzania, że naprawdę można w taki sposób traktować innego człowieka.

Nie potrafię nic doradzić. Moja postawa nie uratowała mojego małżeństwa. Pozwoliła tylko uniknąć mi katastrofy, gdy wbrew sobie dałabym się wmanipulować w rozbicie małżeństwa, na którym mi zależało i nadal głęboko wewnątrz mnie wciąż mi zależy. Mimo wszystko nie przestałam mojego męża kochać i wciąż pozostanie żoną mojego męża jest dla mnie jedynym wyborem, zgodnym z tym, co jest w moim sercu.
Może to jedyna wskazówka: by mocno patrzeć się w swoje serce i swoje wewnętrzne pragnienia. To pozwala pozostać w zgodzie ze sobą, z Bogiem, z wiarą.

Nino
Posty: 552
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Nino » 12 wrz 2020, 23:12

Sosna, moj maz to powtarzal: ze nie czuje sie przy mnie szczesliwy...Boze, jak bolaly mnie te slowa!! Jak ja sie strasznie czulam po uslyszeniu czegos takiego....
Cos mi mowi jednak, ze moje przejmowanie sie tymi slowami jest niewlasciwe.
Czujesz sie przy mnie nieszczesliwy? Przykro mi i....fajranto!
Funkcjonujesz dalej w swoim zyciu.
On sie czuje nieszczesliwy, ty nie musisz.

Paprotka
Posty: 136
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Paprotka » 13 wrz 2020, 8:12

Sosna pisze:
12 wrz 2020, 22:01
Tak, dziekuję. Jestem coraz bliżej spakowania go, ale coś mi wygląda że on są do tego dąży.
Tez uważam ,ze za bardzo analizujesz męża. Ale myśle ,ze większość osób była w tej fazie. Niestety jest szansa ,ze mąż chce żebyś zdjęła chociaż trochę poczucia wina z niego wyrzucając go z domu. Łatwiej jest odejść widząc samodzielna kobietę, która żyje swoim życiem. Od Ciebie zależy jak chcesz dalej żyć. Może mu przejdzie ale ta sytuacja trwa od 4 lat. Może za pół roku takiego życia odejść sam. Może do tej kobiety a może do innej.
Nie wiem na ile rozmawiasz szczerze z mężem a na ile unikasz konfrontacji ,żeby nie doszło do ostatecznych rozwiązań.
Poza tym my często interpretujemy fakty po swojemu.

Ruta
Posty: 930
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Ruta » 13 wrz 2020, 8:23

Nino pisze:
12 wrz 2020, 23:12
Sosna, moj maz to powtarzal: ze nie czuje sie przy mnie szczesliwy...Boze, jak bolaly mnie te slowa!! Jak ja sie strasznie czulam po uslyszeniu czegos takiego....
Cos mi mowi jednak, ze moje przejmowanie sie tymi slowami jest niewlasciwe.
Czujesz sie przy mnie nieszczesliwy? Przykro mi i....fajranto!
Funkcjonujesz dalej w swoim zyciu.
On sie czuje nieszczesliwy, ty nie musisz.
Wiesz Ninko, mój mąż, mimo wszystkich naszych problemów był przy mnie szczęśliwy, i ja przy nim, mimo wszystkich trudnych doświadczeń także.

Poczucie "nieszczęścia" złapało mojego męża dopiero gdy zdecydował, że lepiej mu będzie przy kowalskiej. Wtedy naraz opadły go wszystkie nieszczęścia świata, małżeństwo stało się w oczach mojego męża jednym wielkim pasmem udręk, a wszystkich nieszczęść przyczyną byłam oczywiście ja. Gdy osoba w kryzysie coś mówi, to mówi...nie trzeba brać tego od razu za rzeczywistość, nawet gdy dla tej osoby to właśnie jest rzeczywistością.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2041
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Na rozdrożu

Post autor: ozeasz » 13 wrz 2020, 10:46

Nino pisze:
12 wrz 2020, 23:12
Sosna, moj maz to powtarzal: ze nie czuje sie przy mnie szczesliwy...Boze, jak bolaly mnie te slowa!! Jak ja sie strasznie czulam po uslyszeniu czegos takiego....
Cos mi mowi jednak, ze moje przejmowanie sie tymi slowami jest niewlasciwe.
Czujesz sie przy mnie nieszczesliwy? Przykro mi i....fajranto!
Funkcjonujesz dalej w swoim zyciu.
On sie czuje nieszczesliwy, ty nie musisz.
A dotarliście z mężem do tego co jest konkretnie powodem owego "nieszczęścia" ?
Zauważam różnego rodzaju reakcje na tego rodzaju słowa:
  • zaprzeczanie: no jak to, przecież ja... związane z poczuciem winy, niedopuszczeniem do siebie myśli że ja mogę zrobić coś, co jest sprzeczne z moimi wartościami,
  • agresja- bunt: biorące się z "obrony przed atakiem", choć właściwie to źródłem tej agresji jest dysonans związany z tym co powyżej napisałem: widzę siebie jako kogoś dobrego ,a zarzuca mi się zło
  • przyjęcie i obwinianie się: skoro tak mówi to tak jest, więc postaram się to zmienić i zmieniam, ale wg wskazówek partnera, co może być pozytywną zmianą, pod warunkiem że nie zaistnieje tutaj efekt podwójnego wiązania..
  • przyjęcie -refleksja: skoro tak to widzisz zastanowię się mimo tego że ja sam tego tak nie widzę, dotarcie na podstawie faktów, sytuacji do źródła wzbudzanych uczuć, emocji i (prawdopodobnie w związku z tym) niezrealizowanych potrzeb
To że boli, hmm, tylko co, że tak mogłaś zrobić czy że to "absolutna nieprawda", czy to że On tak to widzi,czuje?
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Na rozdrożu

Post autor: tata999 » 13 wrz 2020, 12:12

sasanka pisze:
12 wrz 2020, 21:20
Chodziło w nim o to ,że kobieta jeżeli ma taką potrzebę to potrafi tak się "zaopiekować " mężem zwłaszcza cudzym, że to powoduje jego tzw.odmóżdżenie ( i mam nadzieję nałóg , że dotyczy to tylko niektórych jak pisałeś facetów ).
Co nie oznacza , że wszystkie kobiety tak chcą i robią , ale wszystkie jak chcą to potrafią to zrobić , tak myślę.
Nie, nie potrafią wszystkie.

Sarah
Posty: 176
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Sarah » 13 wrz 2020, 13:57

tata999 pisze:
13 wrz 2020, 12:12
sasanka pisze:
12 wrz 2020, 21:20
Chodziło w nim o to ,że kobieta jeżeli ma taką potrzebę to potrafi tak się "zaopiekować " mężem zwłaszcza cudzym, że to powoduje jego tzw.odmóżdżenie ( i mam nadzieję nałóg , że dotyczy to tylko niektórych jak pisałeś facetów ).
Co nie oznacza , że wszystkie kobiety tak chcą i robią , ale wszystkie jak chcą to potrafią to zrobić , tak myślę.
Nie, nie potrafią wszystkie.
Moim zdaniem trzeba być (nie napiszę kim, bo moderacja nie puści) bez moralności, żeby takie coś potrafić.
Oczywiście mężczyzn podatnych na takie "wpływy" też to dotyczy, nawet bardziej - bo to oni obiecywali, a nawet przysięgali żonom miłość, wierność i uczciwość.
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

Caliope
Posty: 1001
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Caliope » 13 wrz 2020, 14:58

Jestem przykładem że ja nie potrafię, nie miałam nigdy takich potrzeb by odmóżdżyć czyjegoś męża. A miałam jako panna kilka propozycji, więc wiem że to ten mąż lgnie do kowalskiej, ona tylko kiwa palcem.
Ja się cały czas zastanawiam skąd nieszczęście mojego męża ze mną. Mam mu wierzyć, że to małżeństwo nie powinno istnieć bo nie pasujemy do siebie? absurd takie coś brać do siebie, a to powiedział.

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Na rozdrożu

Post autor: tata999 » 13 wrz 2020, 15:59

Sarah pisze:
13 wrz 2020, 13:57
Oczywiście mężczyzn podatnych na takie "wpływy" też to dotyczy, nawet bardziej - bo to oni obiecywali, a nawet przysięgali żonom miłość, wierność i uczciwość.
Jedni nazwą ich eufemistycznie podatnymi, inni niedojrzałymi, frajerami, a nawet niemężczyznami. Nie tylko dlatego, że przysięgali i nie dotrzymali obietnic.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 12 gości