Na rozdrożu

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 706
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Ruta » 17 wrz 2020, 10:13

marylka pisze:
16 wrz 2020, 23:16
U mnie przełomowym momentem był czas kiedy popatrzyłam w lustro i sie przeraziłam.
Ogromnie szara kobieta smutna z wyplakanymi oczami.
Ten obraz mnie otrzeźwił
Zaczęłam odważnie patrzec na małżeństwo swoje.
Popatrzylam na męża - no mi sie podobał ale nie wiadomo kim to on nie był!
Zwykly facet.
A ja cale życie jemu podporzadkowałam
Myślalam że taka misja żony
Wszystko ustawione pod jego humorki a on...coraz bardziej nieszcześliwy!
A ja?
Co ja wlaściwie mam przy nim?
Ile dni ja placze denerwuje sie i myślę gdzie on i z kim?
I jeszcze - w czym mu znowu przewiniłam?
I.....chwila refleksji - czy ja tak chce żyć?
Dlaczego tak za wszelka cene chce żeby byl ze mna?
Przecież wiekszosc obowiazkow jest po mojej stronie - co? Nie poradzę sobie?
Przy nim tylko nerwicy sie nabawię
I jeszcze.....czy ja siebie szanuję?
Dlaczego pozwalam sie tak traktować?
Dlaczego nie podniosę głowy?
Dlaczego kowalska lub ktokolwiek inny ma byc moim rywalem?
Ja mam swój status - dom prace i dzieci. Nie muszę z nikim stawac w konkury. Mam też meża. Ktory bawi sie ze mna w chowanego. Dlaczego ja sie z nim bawie w chowanego?
I dalej....skoro ja sie nie szanuje .....to dlaczego on mialby mnie szanować?
Bo upodlilam sie zamieniajac sie w jego terapeutke matke i psycholożkę. Tak!
Jestem żona!
Jakim prawem on mi medli o jakies babie?
Dlaczego ja pozwolilam jej mieszkac w naszym domu - wirtualnie????
Dlaczego podsuwam moja piers żeby na niej sie wyplakal jak to on sie zakręcił?
Wtedy zrozumiałam że on mnie nie kocha i nie szanuje
A skoro tak - to czy ja chce byc z nim?
Oszukiwac samą siebie?
I żyć wspomnieniem że przez rok po ślubie byl taki kochany?
Co ja ze soba zrobilam?
Wiecie jakie to bylo bolesne?
I oczyszczajace zarazem?
Przypomnialam sie sobie taka kiedyś - optymistka lubiana z otwartym sercem do ludzi.
Teraz?
Jeden wielki kłębek nerwów.
Nawet do dzieci nie potrafie mowic tylko krzycze i krzycze
A....za co?
Co mu nie pasuje?

Naprawde jestem taka zła?
Nie warta źeby usiadl i ze mna porozmawiał?
Wieczne dasy milczenia?
A....dlaczego to on nadaje ton temu domowi?
Dlaczego mu na to pozwolilam?
(...)
Marylko, bardzo ci dziękuje za to co napisałaś. Bardzo mi pomogłaś.

krzychforum
Posty: 314
Rejestracja: 06 gru 2017, 22:52
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Na rozdrożu

Post autor: krzychforum » 17 wrz 2020, 11:10

Sosna pisze:
17 wrz 2020, 9:59
krzychforum pisze:
16 wrz 2020, 19:51
Nie napisałaś, dlaczego na to piwo miałby nie iść?
Oczywiście, że może iść na piwo. Tylko dla nas nie ma czasu bo przebywa w pracy do 22, a dla kolegów potrafi wcześniej skończyć...
marylka pisze:
16 wrz 2020, 23:16
Wtedy zrozumiałam że on mnie nie kocha i nie szanuje
A skoro tak - to czy ja chce byc z nim?
Oszukiwac samą siebie?
I żyć wspomnieniem że przez rok po ślubie byl taki kochany?
Co ja ze soba zrobilam?
Wiecie jakie to bylo bolesne?
I oczyszczajace zarazem?
Przypomnialam sie sobie taka kiedyś - optymistka lubiana z otwartym sercem do ludzi.
Teraz?
Jeden wielki kłębek nerwów.
Tak też tak mam, byłam zawsze pełna optymizmu, radosna, a dziś smutna kobieta, zastanawiam się nad wyprowadzką, ale mam obawy czy nie będzie to przesłanka do ewentualnego rozwodu...Zaczynam ostro stosować listę Zerty. Mam wrażenie, że mój mąż coś kombinuje, na wspólne konto wpłacił drobny ułamek swoich zarobków, a przecież tyle pracuje więc teoretycznie powinien i zarabiać.
Dla kolegów ma czas bo są dla niego atrakcyjni, lepsze to niż powrót do hotelu, który Ty nazywasz domem. Tak sobie przynajmniej fantazjuję w tym temacie.

Zobacz : on robi co chce, a Ty się przejmujesz. Jaka chcesz być za kolejne 4 lata?

A co do rozwodu, to jest najważniejsze w Twoim życiu czy będziesz rozwódką? Gdzie tu jest walka o siebie?

Sarah
Posty: 130
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Sarah » 17 wrz 2020, 11:31

Paprotka pisze:
17 wrz 2020, 7:16
Nie wiesz ,czy ma dylemat ,bo jeszcze Cię kocha ,czy niestety ma poczucie winy i obowiązku i z wielka ulga przyjmie Twoja radykalność w tej kwestii. Tkwisz już tak 4 lata
No i jeszcze niewyjaśniona kwestia ojcostwa dziecka kochanki... Dziewczyno, wykończysz się tym wszystkim. Zastanów się czy warto...
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

Sosna
Posty: 57
Rejestracja: 28 sie 2020, 10:29
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Sosna » 17 wrz 2020, 12:36

Paprotka pisze:
17 wrz 2020, 7:16
Twój mąż jest w innym miejscu. Nie wiesz gdzie. Nie wiesz ,czy ma dylemat ,bo jeszcze Cię kocha ,czy niestety ma poczucie winy i obowiązku i z wielka ulga przyjmie Twoja radykalność w tej kwestii. Tkwisz już tak 4 lata. Pytanie ,czy jesteś gotowa na takie kroki jak Caliope. Nawet na własna wyprowadzkę.
Musisz być tez gotowa na to ,ze mąż może nie wróci szczególnie jak są dorosłe dzieci.
Tak to prawda on jest gdzieś indziej. Mam wrażenie, że teraz uczepił się mojego jednorazowego kontaktu z kolegą bo szuka jakieś pretekstu do swojego zachowywania się. Jestem tak umęczona tą huśtawką, że jestem gotowa na jego odejście, wiem że poradzę sobie sama, bo większość obowiązków spoczywa na mnie. Mąż musiałby mnie i dzieci wspierać finansowo, bo znacznie obniży się poziom naszego życia. W sumie obawiam się samodzielnej wyprowadzki bo może to być zarzut do rozwodu, gdyby takowego chciał. Może on próbuje na mnie wymusić decyzję o wyprowadzce swoim zachowaniem, nie wiem.

Bławatek
Posty: 267
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Bławatek » 17 wrz 2020, 12:38

Marylko mi też twoje słowa pomogły, dziękuję.

Mąż się ode mnie odwiesił a ja nadal ciągle wszystko analizuję... Pewnie dlatego, że ja zawsze się mężowi podporządkowywalam, robiłam co on chciał, do niego i jego planów się dopasowywałam🙁.

Nino
Posty: 451
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Nino » 17 wrz 2020, 14:04

No wlasnie...Przestac sie bac! Mam podobna intuicje, ze jak tak prawdziwie i szczerze, z ufnoscia i bezwarunkowo, tak slepo postawisz Jezusa na pierwszym miejscu: zaczna sie dziac male, prywatne cuda w twoim zyciu, ale dla ciebie wcale nie takie male....
I moze tylko ty bedziesz wiedziec, ze dzieje sie cud w twoim zyciu....Tylko ty bedziesz wiedziec, o co chodzi....
Takim cudem moze byc przeciez odzyskany spokoj albo zdolnosc do przezywania radosci, ktorej nie odczuwalo sie latami w wyniszczajacym zwiazku....
Bog w moim zyciu dokonuje wielu cudow, takich specjalnie dla mnie. Glupia nie jestem....
Dostaje wiele lask, a zeby sie jeszcze lepiej urzadzic, powierzylam sie Maryi!
Dokladnie tak uwazam: czy bede z mezem, czy bez meza: przy Bogu pozostane bezpieczna i radosna. Bede spokojna.
Trudniej to przekonanie wcielic w zycie. Czasami wrecz wydaje sie to niemozliwe....

spokojna
Posty: 69
Rejestracja: 30 cze 2018, 21:00
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: spokojna » 17 wrz 2020, 19:08

marylka pisze:
16 wrz 2020, 23:16
U mnie przełomowym momentem był czas kiedy popatrzyłam w lustro i sie przeraziłam.
Ogromnie szara kobieta smutna z wyplakanymi oczami.
Ten obraz mnie otrzeźwił
Zaczęłam odważnie patrzec na małżeństwo swoje.
Popatrzylam na męża - no mi sie podobał ale nie wiadomo kim to on nie był!
Zwykly facet.
A ja cale życie jemu podporzadkowałam
Myślalam że taka misja żony
Wszystko ustawione pod jego humorki a on...coraz bardziej nieszcześliwy!
A ja?
Co ja wlaściwie mam przy nim?
Ile dni ja placze denerwuje sie i myślę gdzie on i z kim?
I jeszcze - w czym mu znowu przewiniłam?
I.....chwila refleksji - czy ja tak chce żyć?
Dlaczego tak za wszelka cene chce żeby byl ze mna?...................................................................
Wielu przykrosci bym unikneła. No ale musialo sie wydarzyć.....takiej sily nigdy żaden facet Wam nie da. Zwlaszcza mąż:)

Pozdrawiam
Przepraszam marylko że skasowałam część postu , żeby nie powtarzać , ale dziękuję Ci za całego !
Bardzo mnie nim wsparłaś i pomogłaś . Jestem już na pustyni i takie teksty są balsamem dla mojego zbolałego serca . Serdeczne dzięki i pogody ducha
Odstąp od złego i czyń dobrze , a będziesz trwał na wieki .
Ps.37.27

Sosna
Posty: 57
Rejestracja: 28 sie 2020, 10:29
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Sosna » 18 wrz 2020, 7:53

krzychforum pisze:
17 wrz 2020, 11:10
Dla kolegów ma czas bo są dla niego atrakcyjni, lepsze to niż powrót do hotelu, który Ty nazywasz domem. Tak sobie przynajmniej fantazjuję w tym temacie.
Dziękuję za te słowa, nareszcie do mnie dotarło, że właśnie tak to wygląda, nareszcie pojawia się we mnie jakieś uczucie, złość. Oddałam mężowi 26 lat, starałam się dbać o nasze relacje, tłumaczyłam go, pocieszałam. A on mnie po prostu nie szanuje, a ja przecież jestem córką Króla!

Sosna
Posty: 57
Rejestracja: 28 sie 2020, 10:29
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Sosna » 18 wrz 2020, 10:14

Wczoraj postanowiłam wynieść się do innego pokoju, mąż po powrocie ok 22 wszedł do pokoju i zapytał czy już tak będę w tym pokoju. Powiedziałam mu, że dopóki on nie będzie mężem, ja nie będę żoną. A on : "to mam teraz sam sobie gotować, prać i prasować", wszystko mi opadło...A dziś do mnie napisał, że chyba poszuka sobie mieszkania, nie będzie nas męczyć. Na razie nic nie odpisałam, bo sama nie wiem co mam mu napisać, echh.

marylka
Posty: 1196
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: marylka » 18 wrz 2020, 12:04

Sosna pisze:
18 wrz 2020, 10:14
Wczoraj postanowiłam wynieść się do innego pokoju, mąż po powrocie ok 22 wszedł do pokoju i zapytał czy już tak będę w tym pokoju. Powiedziałam mu, że dopóki on nie będzie mężem, ja nie będę żoną. A on : "to mam teraz sam sobie gotować, prać i prasować", wszystko mi opadło...A dziś do mnie napisał, że chyba poszuka sobie mieszkania, nie będzie nas męczyć. Na razie nic nie odpisałam, bo sama nie wiem co mam mu napisać, echh.
Sosno.....domyslam sie co przeżywasz i bardzo mi przykro.
Chcialam zwrocić uwage jeszcze na jedna rzecz
Moj mąż byl świetnym manipulantem. Też mnie dlugo znal i wiedzial w jakie struny uderzyc żebym poczula wyrzuty sumienia
napisał, że chyba poszuka sobie mieszkania, nie będzie nas męczyć.
No jaki on dobroduszny!
Dla Twojej wygody on sie poświęci i wyprowadzi
A zauważylaś jego pierwsze pytanie?
"to mam teraz sam sobie gotować, prać i prasować",
Moj mąż oprocz zakupow potrafil jeszcze wode sobie zagotowac źeby nie przypalić
To wszystko bylo.
Oczekiwal porzadku ale wiadomo było że o ten porzadek dbalam ja z dziećmi.
Moj mąż byl bardzo wygodnym człowiekiem. Mial wyprane i wyprasowane. A i czas dla siebie miał bo wiadomo bylo że cieżko pracuje i musi byc wypoczety natomiast ja mimo że też pracowalam to ja wstawalam do chorych dzieci.
Kiedy bylam na krokach tutaj w sycharze i zaczełam pisac że on beze mnie zginie to mi kochana prowadzaca napisała - co on do Biedronki nie pojdzie i pierogow sobie nie ugotuje?

W ogole dużo meżczyzn ma przekonanie że do wielkich rzeczy sa stworzeni a pranie i prasowanie gotowanie to takie bzdurki sa że praktycznie same sie robia.


To wszystko to manipulacja
No popatrz jego oczami - wyprane wyprasowane a i pewnie deserek czeka - czego wiecej chciec?
Nic tylko sie bawić!
Kto by chcial to zmieniać? Myslisz że on chce tego?

Ja wiem że zrobilam blad. Odbarczajac meża z obowiazkow zrobilam z niego kaleke a z siebie osła

Ale...póki żyjemy można wszystko naprawić. Mój nastoletni syn jak mial pralke nastawic a mnie nie było to poczytal w necie!
Ja Cie namawiam żebys przemyslała i zadbala o siebie. Pomyslała - czy to chcesz robic czy nie.
Jak chcesz - to rob - tylko nie połykaj łez że sie poświecasz. A jak nie chcesz - to nie rób
Ty Sosno jestes wolnym człowiekiem tak jak Twoj mąż.
Myśle że twoj maż bada teren. I "chyba" sie wyprowadzi.
Bo pewnie tego sie boisz i on o tym wie.

Ja - wracajac do mojej historii - bylam w takiej sytuacji, że liczylam sie z tym, że jak sie wyprowadze to on sobie kogos znajdzie.
Liczylam sie z tym że już nie wroci.
Bylam już tak umeczona psychicznie że puscilam go.
Niech serce i inne narzady rzadzą. Ja mu nie bede wiecznie tlumaczyla jak powinien funkcjonowac maż bo to uwlacza i mi i jego inteligencji.

Co by nie powiedzieć.....mam świadomosć że mąż wrocil do mnie bo mu było dobrze przy mnie.
Nie jestem tak naiwna że tylko serce zwycieżyło
Zwyczajnie - dobrze mu bylo przy mnie
A przekonal sie dopiero jak zostal sam - ile stracił
Nie tylko dom pachnacy ciastem ale i...tak - obsluge

Ja też w pewnym momencie zrobilam sobie bilans zyskow i strat kiedy podejmowalm decyzje o ponownym wprowadzeniu sie do domu.
Do dzis sobie mąż prasuje, w weekendy on gotuje - nawet ciasta piecze!

Musial tego sie nauczyc żeby nie zginać kiedy byl sam.

Jakos zrozumial chyba że kowalskie też maja wady i może....źe ja nie taka zla i wredna bylam. Nie wiem. Bo nie pytalam nigdy jak tam jego sprawy sercowe. Zreszta - nie odważylby sie mi o tym mowic
W moim domu mieszkam ja i moje dzieci.
Troche jest analogii w tej przypowiesci o "synu marnotrawnym"
Ojciec też wiedzial że syn byl głodny i po to wrocił
To takie przyziemne powody ale mysle że na poczatek też czasem wystarczą
Tylko...no wlaśnie....najpierw głodu trzeba doświadczyć niestety.
Nie namawim Cie do żadnego rozwiazania bo każda sytuacja jest inna

Ale do jednego - TAK
BĄDŹ KONSEKWENTNA
Jak maż zobaczy że jestes jak choragiewka co co rusz sie wycofuje sie ze swoich slów - to tak rodzi sie przekonanie że nie trzeba sie liczyc z twoim zdaniem - bo przecież co chwile inne jest.

Cos podskornie czuje, że on bez Ciebie nie pociagnie dlugo. To dzis jest rocznica waszego ślubu?
Otaczam Was modlitwa
Jeszcze raz namawiam - zaufaj Bogu. Poczytaj Biblię. Jestem pewna że Bóg Ci powie co masz robić

Ja np jak bylam w zwiazku caly czas slyszalam o slużbie i wybaczaniu itp Wierzylam że to szlachetne jest. No i żeby nie unikać krzyża......
Potem jak mialam podjać ważne decyzje to trafiłam na ks. Dziewieckiego i bylam w szoku.
Jak to?
To ja moge odejsć?????
Moge stawiać granice?
Potem dosluchalam że MUSZĘ
Bo ja też JESTEM WAŻNA dla Boga
I Ty jestes ważna Sosno.

Czesto nie moge pojać - jak my - kobiety potrafimy tak dać sie stlamsić. Przecież to przez nas przychodzi życie, my ogarniamy wszystko a jeszcze pracujemy zawodowo. I jak meczyznom udaje sie tak nami manipulowac - wbijac w poczucie winy, zdradzac klamać
To obrzydliwe jest

No ale....ja sama jestm idealnym przykladem jak wlaściwie ja sama zrobilm z siebie robola - nawet budowniczego! Intencje mialam przecież takie czyste!
Chciałam żeby mu było dobrze!
Przedobrzyłam :(

Zapomnialam byc kobieta
I mąż zapomniał - jak traktowac żone jak kobiete
Kobiete zobaczyl w kowalskiej
I znowu...fajnie miec refleksje - zrozumieć to.
Fajnie miec poczucie że owszem - nie ma obiadu ale ja potrzebuje zrelaksowac sie w wannie z piana przy fajnej muzyce. I bez wyrzutow to robić!
A jak maż wroci to powiedziec że jak chce to może i mi przygotowac cos. Bo ja wlaśnie kapiel biorę
Dla samej siebie - wybalsamowac sie, nałożyć na usta blyszczyk
I usmiechnać sie do siebie w lustrze
Dbaj o siebie. Co najmniej tak samo jak o męża do tej pory dbałaś. Zobaczysz - wroci usmiech na twarzy, duma z siebie i ze swojego życia.
Naszym atutem jest nasze piekno. Wewnetrzne i zewnetrzne.
Jeśli je gdzies zapodziałaś - odnajdz je.
Jeśli nie chcesz dzisiaj rozmawiac/pisać - nie musisz
Ile ja wieczorow plokałam bo maż nie mizl ochoty ze mba rozmawiać!
Kumple - pisalaś o nich. On wychodzi kiedy i gdzie chce.
Ty nie musisz stac na bacznosć i w tej samej chwili odpowiadać.
A wiesz?
Ja od meża nauczylam sie jednej odpowiedzi - NIE WIEM
Zawsze mnie denerwowało jak tak mowił. Ale jaka to fajna odpowiedź.
Mąż też może Cie czegos nauczyć
Na pewno dbania o siebie :)
Troche z przekasem to pisze ale u mnie to zadziałało :)
Pozdrawiam

Sarah
Posty: 130
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Sarah » 18 wrz 2020, 12:31

Sosna pisze:
18 wrz 2020, 10:14
Powiedziałam mu, że dopóki on nie będzie mężem, ja nie będę żoną. A on : "to mam teraz sam sobie gotować, prać i prasować",
Czyżby to było dla niego kwintesencją roli żony?
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

Nino
Posty: 451
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Nino » 18 wrz 2020, 13:27

Nic nie pisz. Jak chce cos wynajmowac, niech wynajmuje. Ty podjelas swoja decyzje o wyprowadzce do drugiego pokoju, wyjasnilas mu dlaczego. Nie podjelas decyzji o tym, aby mu pomagac lub perswadowac wynajecie mieszkania.
Nie da sie jednak ukryc, ze chyba probuje ci cos zakomunikowac, skoro wspomnial o tym wzajemnym meczeniu.....nie mam jednak bladego pojecia, jak na tego typu komunikaty reagowac.

Ruta
Posty: 706
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Ruta » 18 wrz 2020, 17:44

Sosna pisze:
18 wrz 2020, 10:14
Wczoraj postanowiłam wynieść się do innego pokoju, mąż po powrocie ok 22 wszedł do pokoju i zapytał czy już tak będę w tym pokoju. Powiedziałam mu, że dopóki on nie będzie mężem, ja nie będę żoną. A on : "to mam teraz sam sobie gotować, prać i prasować", wszystko mi opadło...A dziś do mnie napisał, że chyba poszuka sobie mieszkania, nie będzie nas męczyć. Na razie nic nie odpisałam, bo sama nie wiem co mam mu napisać, echh.
Myślę, że ważne jest by być w zgodzie ze sobą. Wtedy są największe szanse na to, że nie będzie się żałować swoich decyzji. Jeszcze przed wyprowadzką męża także się od niego odseparowałam, bo bardzo źle mnie traktował. Równocześnie jednak jasno powiedziałam co czuję, że nie chcę dalej w ten sposób być traktowana, ale jestem gotowa do naprawy naszej relacji i zależy mi nadal na naszym małżeństwie. Mężowi nie zależało, był już myślami przy nowej relacji. Szukał tylko pretekstu do wyprowadzki. Próbował także sprowokować mnie, abym to ja jej zażądała. Cieszę się, że nie dałam mężowi pretekstu i swoją decyzję musiał podjąć sam, na własny rachunek.
Nie wszystkie takie historie kończą się dobrze, nie wszyscy niewierni małżonkowie wracają. Myślę, że właśnie dlatego nie warto szczególnie w kryzysie podejmować działań i decyzji, które nie są w zgodzie z nami, a są nakierowane na to, by mąż lub żona coś tam...zmienili się, zorientowali, zaangażowali. Zwykle ci małżonkowie wiedzą co robią, znają nas, nasze słabe punkty i realizują swój własny plan. Nie sądzę, by postawa zostawianej żony czy zostawianego męża mogła cokolwiek w tej sytuacji zmienić. Może dać ewentualnie usprawiedliwienie, jeśli opuszczana osoba zacznie dawać gwałtowny wyraz swoim emocjom. Dlatego najlepiej zająć się wtedy sobą. I działać w ochronie siebie i dzieci. Myślę, że ta ochrona powinna także obejmować sprawy finansowe. Ja tą sferę bardzo zaniedbałam. Dałam się oszukać, że mąż potrzebuje czasu, że musi się jakoś od nowa ułożyć, że z czasem podejmie odpowiedzialność finansową za dziecko. Nic takiego się nie stało. W zasadzie gdy mąż zostawił mnie i dziecko, ja jeszcze go żałowałam i starałam się go wspierać, by mu było lepiej. Mąż oczywiście takie uczucia we mnie podsycał. Teraz mogę się tylko z siebie śmiać, jak łatwo było mężowi mnie zwodzić, oszukiwać i wykorzystywać. Dlatego kontakt z własnymi uczuciami jest ważny. Wtedy nie jest tak łatwo. Jeśli jeszcze uda się naprawdę poczuć, że jestem ważna i jak piszą dziewczyny, jestem córką Króla, to robią się z nas całkiem przyzwoite dziewczyny. Takie które nie jest tak łatwo wykorzystać. I które trzeba szanować, bo szanują siebie.

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Paprotka » 19 wrz 2020, 7:41

Marylko , czyli nie przeszkadza Ci z jakich powodów powrócił Twój mąż ? Bo sugerujesz ,ze jest mu tak wygodnie. To jest np. powód z którego ja bym nie przyjęła. Choć był taki moment ,ze mi to nie przeszkadzało a wręcz byłoby to powodem do dumy.
Sosno co do tego co Ci mąż powiedział to szokujące ale częste. Myśle ,ze pomysł Ruty żeby postępować w zgodzie ze sobą jest najlepszy. Ja stosowałam wiele pomysłów w tym rad z wykładów ,czy znajomych księży. U mnie to nic nie podziałało ,bo mój mąż kochał inna świadomy jej wszelkich wad. To nie była przelotna fascynacja. Ale jak już wspominałam nie wiemy co siedzi w drugiej osobie.

Ruta
Posty: 706
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Na rozdrożu

Post autor: Ruta » 19 wrz 2020, 12:14

Paprotka pisze:
19 wrz 2020, 7:41
Marylko , czyli nie przeszkadza Ci z jakich powodów powrócił Twój mąż ? Bo sugerujesz ,ze jest mu tak wygodnie. To jest np. powód z którego ja bym nie przyjęła. Choć był taki moment ,ze mi to nie przeszkadzało a wręcz byłoby to powodem do dumy.
Paprotko, a ja mam pytanie do ciebie. Jakie ma znaczenie powód dla którego mąż wraca do wypełniania przysięgi małżeńskiej?

Myślę, że trudno jest ocenić czyjeś intencje.
Mężczyznom z kolei mówienie o swoich uczuciach przychodzi na ogół z trudem. Więc nawet pytanie zadane mężowi wprost o intencje powrotu niekoniecznie musi przynieść odpowiedź. Za odpowiedzią może znów kryć się wiele innych rzeczy. Nawet więc gdyby hipotetyczny mąż powiedział "wróciłem, bo doszedłem do wniosku, że tak mi będzie najwygodniej", może to oznaczać wszystko, od nieumiejętności powiedzenia kocham, po to, że doszedł do wniosku, że tak będzie mu najwygodniej.
Myślę też sobie, że gdyby hipotetyczny mąż przemyślał sobie sprawę, swoje życie i wrócił do domu, bo przy żonie będzie mu najwygodniej, byłby to wspaniały komplement dla żony. Oznaczałoby to, że stanowi dla niego odpowiednią pomoc. Przecież nie oznacza to, że mąż wraca, by mieć dobrą obsługę i nic z siebie nie dawać, ale by wypełniać przysięgę. I to myślę ma znaczenie: nie z jakiego powodu mąż wraca, ale po co. Czy po to, by wypełniać przysięgę małżeńską (jedyny cel, jaki ja biorę pod uwagę), czy tez np. odkuć się finansowo, mieć gdzie pomieszkać. To "po co" jest też łatwo weryfikowalne. Widać, czy ktoś wypełnia przysięgę czy nie....w przeciwieństwie do motywacji i powodów, które są niewykrywalne i nieweryfikowalne.

Mój mąż na przykład nie będzie mógł wrócić do mnie "dla wygody", w sensie dobrej jakości obsługi, bo choć robiłam w domu więcej rzeczy, to nigdy mężowi nie usługiwałam. Mąż także prał, gotował i sprzątał, a wiele rzeczy (gdy miał dobry okres i nie był w ciągu) robiliśmy wspólnie. Lubiliśmy razem sprzątać, gotować, piec ciasta. Z drugiej strony patrzę w siebie i wcale nie miałabym nic przeciwko temu, by prowadzić dom bez pomocy męża, czyli sprzątać, prać i gotować - jeśli tak się umówimy, a wkład męża będzie polegał na czymś innym, o ile miałabym poczucie, że moja praca i mój wkład są szanowane. Podział obowiązków to sprawa wtórna i mało znacząca.

Myślę też, że jeśli mąż nie może wrócić do żony "dla wygody" nie znaczy to wcale, że z żoną jest coś nie tak. Odpowiednia pomoc dla każdego jest czymś innym.
Przyglądam się sobie w swoim kryzysie i kryzysie mojego małżeństwa i wiem jedno, mój mąż ze wszystkimi swoimi uwikłaniami, nałogami i nawet bardzo krzywdzącą mnie postawą, stał się dla mnie odpowiednią pomocą. Gdyby był stale kochającym i zaangażowanym mężem i ojcem, nigdy nie doszłoby do kryzysu. Nigdy nie musiałabym się skonfrontować ze sobą. Przeżyłabym miłe i przyjemne życie. Jak ameba.
Myślę też o tym, jaką pomocą jestem ja dla mojego męża. Nie wiem. Tak jak mój mąż, nie jestem z kategorii "miłe i przyjemne życie". Nie muszę się jednak chyba tym martwić. Tak jak mój mąż stał się dla mnie odpowiednią pomocą, będąc po prostu sobą, tak myślę, że wystarczy że ja także będę sobą. Natomiast czy mąż podejmie wyzwanie - to już jego problem i jego wybór. Ja też mogłam sobie zostać w swoim współuzależnieniu, dalej żyć iluzjami o sobie i o świecie, skupić się na tym by było mi miło. Mąż może podjąć i taki wybór, by było miło, by kontynuować swoje nałogi i mieć dla nich wsparcie, by żyć w kłamstwie.
Natomiast co do powodów dla których jestem wierna przysiędze małżeńskiej i dla których jestem gotowa, by nawróconego męża przyjąć, także nie są z kategorii "romantycznych". Nie łamię danego słowa i to dla mnie ważne. Ważny jest dla mnie Bóg, ufam Mu. Więc moja motywacja ma więcej związku ze mną niż z mężem, chcę być wierna Bogu, swojej wierze i sobie. Jest też kwestia wygody, z mężem wypełniającym przysięgę małżeńską żyje się łatwiej. Że nie ma w tym porywów serca? One przychodzą, gdy oboje małżonkowie swoją przysięgę wypełniają. Wtedy będę mogła się zakochać w mężu nawet do nieprzytomności, a on we mnie.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 15 gości