Już po rozwodzie co robić?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

basiaO
Posty: 5
Rejestracja: 18 wrz 2020, 11:19
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Już po rozwodzie co robić?

Post autor: basiaO » 21 wrz 2020, 11:35

Dzień dobry
Chciała poprosić Was o wsparcie, radę, modlitwę sama nie wiem o co. Rok (od rozwodu) temu mąż odszedł ode mnie i od naszego syna. Z dnia na dzień oznajmił, że już mnie nie kocha i chce rozwodu. Prosiłam, błagałam, płakałam, proponowałam terapie, wspólny wyjazd nic go nie wzruszało. Po złożeniu pozwu rozmawiał ze mną już tylko przez adwokata. Rozwód cywilny odbył się a na rozprawie oznajmił, że nie ma żadnych zastrzeżeń do naszego wspólnego życia tylko po prostu już mnie nie kocha i mamy odmienne charaktery. Rozwiódł się również z naszym nastoletnim synem, obecnie nie ma z nim żadnego kontaktu i kompletnie do niego nie dąży. Nie interesuje go gdzie syn mieszka jaką szkołę średnią wybrał ani czy w ogóle żyjemy. Jego szanowna mamusia również się od nas odwróciła. Mało tego zostaliśmy bez dachu nad głową bo mieszkanie w którym mieszkaliśmy było jego i to wszystko po 18 latach małżeństwa. Gdyby nie moi rodzice nie wiem co by było.
Każdego dnia rozpadam się na milion kawałków z żalu i zbieram się nieudolnie żeby iść do pracy i jakoś funkcjonować dla syna. Każdego dnia towarzyszą mi myśli o tym co się stało i każdego dnia boli tak samo. Czas leci a ja ciągle mam nadzieję, choć wszyscy moi bliscy już go skreślili. Nie umiem zrozumieć jak można wystawić drugiego człowieka za drzwi jak zniszczony mebel, jak można wystawić za drzwi swoje dziecko? Zrobił to facet który deklarował, że jest wierzący, który składał mi przysięgę w kościele przed Bogiem. Dlaczego??? Podobno wówczas nikogo nie miał, ale teraz już ma. Jak to w życiu bywa informacje szybko się roznoszą mimo, że ich wcale nie szukamy. Jakim cudem potrafi być szczęśliwy i się uśmiechać. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że On coś takiego zrobi nie uwierzyłabym a tu proszę. Nie chce mi się nic, nie mam siły się już modlić. Czy jest jeszcze szansa na to, że się obudzi, że dotrze do niego co jest w życiu ważne i że wróci? Czy takie scenariusze są możliwe?

Al la
Posty: 2456
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Al la » 21 wrz 2020, 22:06

Witaj, basiaO, na naszym forum.
Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią, rozumiem, że czujesz duży ból, minął rok od rozwodu.
Trafiłaś na forum naszej wspólnoty, gdzie dzielimy się swoim przeżywaniem kryzysu, trudnych relacji małżeńskich, samotności, ale i podjęciem pracy nad sobą, ustawieniem priorytetów życiowych.

Zapraszam Cię do zapoznania się z naszą stroną pomocową http://sychar.org/pomoc/, gdzie znajdziesz linki do naszych rekolekcji wspólnotowych, polecanych lektur, modlitw na skypie, różnych form pomocy.
Może trafisz na spotkanie w realu, tu jest lista ognisk sycharowskich http://sychar.org/ogniska/.

Zapewniam Cię o modlitwie i mam nadzieję, że uzyskasz wsparcie od naszych forumowiczów.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

Bławatek
Posty: 263
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Bławatek » 22 wrz 2020, 8:24

Witaj, BasiuO.

Widzę, że u ciebie schemat podobny jak u mnie i większości osób na tym forum. Ja jestem jeszcze przed rozprawą rozwodową ale mój mąż idzie jak czołg więc pewnie na pierwszej rozprawie zostanę przejechana i rozwiedziona. Też nie mogę pojąć jak osoba wierząca, chodząca do kościoła może nagle przestać kochać, porzucić rodzinę, zapomnieć o dziecku. Mój mąż póki co pamięta o naszym 8-latku, niestety raz na tydzień, 10 dni - pewnie za niedługo o nim zapomni🙁.

Mi pomaga czytanie forum, książek tu polecanych a także terapia - trafiłam do poradni katolickiej i po pierwszym spotkaniu usłyszałam, że trudno mi będzie zatrzymać męża w tym jego dążeniu do rozwodu i w razie czego mogę pomyśleć o zbadaniu ważności zawarcia sakramentu małżeństwa. Jest trudno myśleć, że to już koniec naszego małżeństwa. Najważniejsze co wyniosłam z forum i terapii to to, że moje życie nie powinno się kończyć - Bóg powinien być na pierwszym miejscu i wtedy wszystko będzie na właściwym miejscu. A do tego ja jestem 'osobą' która powinna myśleć o sobie, dążyć do szczęścia, odbudować swoją wartość a nie zadręczać się całe życie tym bolesnym zdarzeniem. Na razie jest to trudne. U Ciebie też jest wszystko świeże więc zapewne trudne i bolesne ciągle.

Zapewne wiele osób napisze Ci zaraz że wpływu na drugiego człowieka niestety nie mamy - natomiast na siebie i swoje życie jak najbardziej. Piszę tę słowa, a w głowie i tak mam myśl - dlaczego mnie to spotkało. Nie jesteś sama. I niestety to co Ciebie/Was spotkało dotyka wielu rodzin.

Nadziei życzę i siły 🙂

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Avys » 22 wrz 2020, 9:45

BasiuO,
Odpowiadając na Twoje pytanie czy takie scenariusze są możliwe?
U mnie okazało się to niemożliwe i Mąż nie wrócił. Bynajmniej moja wiara w to, że takie rzeczy są możliwe nie zmalała a wręcz dopiero doświadczając ogromnego kryzysu zaczęłam poznawać wartość sakramentu małżeństwa- jak było dobrze przez 13 lat to wtedy nie doceniałam tego. Często psychoterapeuci, psychiatrzy czy inni znawcy mówili mi, że mój Mąż do mnie nie wróci i pomimo tego, że akurat lapnęło im się, że mieli rację to uważam, że nie powinno się wygłaszać takich definitywnych stwierdzeń. Po ludzku często to oczywiście jest niemożliwe. Ja też doszłam do tego, że po ludzku to było niemożliwe. Ale jest Bóg! Mój Synek wczoraj na religii napisał (i dostał 6 :-), że Bóg robi rzeczy które wydają się niemożliwe dla ludzi. I ja w to wierzę. Wiele powrotów tutaj na stronie forum to są rzeczy niemożliwe!
Paradoksalnie jak patrzę na moje życie to jasno widzę opiekę i czułość Boga o mnie, On naprawdę wie ile mam w tej chwili włosów na głowie i czego mi potrzeba. Uszanował też wolność wyboru mojego Męża, ale przy tym kochając Go nieskończenie mocno i delikatnie. Ja czuję się coraz bardziej szczęśliwa jak idę razem z Bogiem, jak zbaczam to mniej.
Czas też bardzo pomaga. Za rok czy dwa będziesz już w zupełnie innym miejscu- mam nadzieję, że będziesz mniej cierpieć niż teraz. Wiem, że to nie jest efektywne pocieszenie bo co z tego, jak Ty jesteś tu i teraz! Ja jestem 4 lata odkąd Mąż odszedł i pierwsze 2 były straszne... ale ja nie znałam forum wtedy, miałam myśli samobójcze etc. A Ty tu jesteś i miałaś odwagę się odezwać co jest dużym krokiem naprzód. Czekanie na powrót Męża jest wykańczające...tzw. „czekanie nie czekając” pozwala na rozwój i szczęście. Ja tego nie umiałam i przez pierwsze dwa lata czekałam w przeciągu, w otwartych drzwiach- żałuję tego, bo ucierpiałam na tym ja i moje dzieciaki ale wtedy nie umiałam się odwiesić od Męża- może Tobie się uda szybciej czego Ci życzę z całego serca.
Jeżeli nic by Ci się nie udawało to najbardziej pomaga Bóg- ja mam od lat problemy z modlitwą, nie pamiętam kiedy odmawiałam różaniec ostatnio ale często czytam czytania z dnia i gadam do Boga ot tak i próbuję słuchać też. Tak naprawdę żywe Słowo Boga i Bóg działający przez przyjaciół najbardziej mi pomogli- bez tego nie poradziłabym sobie.
Tak więc nie wiem czy Twój Mąż wróci. Jak Cię nie kocha to lepiej dla Ciebie żeby nie wrócił bo nie byłabyś z nim szczęśliwa i może cierpiałabyś bardziej! A jak wybierze swoim wolnym wyborem miłość do Boga, siebie, Żony to już Bóg Mu pomoże wrócić i tym się nie martw :-)
Bóg Cię bardzo ukochał - jestem tego pewna. Jesteś Ukochaną Córką Króla!!!!

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Paprotka » 22 wrz 2020, 12:19

Basiu ja jestem kilka lat po rozwodzie. U mnie powrót męża nie jest możliwy. Mąż jest w związku cywilnym z innym kobieta i ma z nią 3 malutkich dzieci. Ale ja tez nie czekam na to.
Pierwsze 2 lata po rozstaniu były straszne. Leczyłam się na depresje. Terapia bardzo mi pomogła. Teraz jest zdecydowanie lepiej. Mam czasem poczucie zmarnowanego życia. Ale nie winie już męża i siebie.
Ty jesteś tez w inne sytuacji ale z czasem będzie dużo lepiej.
Co do samego powrotu męża nie nastawiałbym się na to. To może wykończyć szczególnie jeśli mąż zacznie układać sobie życie.

basiaO
Posty: 5
Rejestracja: 18 wrz 2020, 11:19
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: basiaO » 22 wrz 2020, 19:39

Dziękuję Wam bardzo za słowa otuchy choć miałam nadzieję, że w którejś z Waszych historii przeczytam jednak o powrocie małżonka. Na forum trafiłam bo szukam tego typu historii z happy endem i wiecie co są takie. Są Panowie którzy piszą jak to odeszli od rodziny a teraz marzą tym żeby wrócić tylko boją się, że już za późno. Podobno statystycznie 60% par wraca do siebie.
Wiem, że nie mogę się gniewać na Pana Boga za to co mnie i syna spotkało, wiem też, że i ja popełniłam parę błędów np nie okazywałam mężowi zainteresowania uważałam że jest dorosły i jak chce pogadać to przyjdzie i będzie gadał. Dlatego też uważam i wierzę, że każdemu należy się druga szansa i modlę się żebyśmy ją dostali.
Straszne to jak jedna z najbliższych nam osób potrafi skrzywdzić. Zupełnie jakby nie wiedzieli jaka jest idea rodziny i małżeństwa. Jakby uważali, że postawa życia to zero problemów, motyle w brzuchu i ja tylko ja. Czekam na niego i na razie chcę wierzyć, że wróci bo nigdy nie zrobił niczego złego a tym razem pogubił się ale Pan Bóg pokaże mu właściwą drogę do nas. Mam olbrzymi żal do mojej teściowej, że kompletnie nie zajęła stanowiska pozwoliła mu na ten rozwód, niestety z moją mamą nie chciał rozmawiać i tak naprawdę nie znalazł się wtedy nikt obok nas kto podjąłby trud mediacji. Przeraża mnie przyzwolenie społeczeństwa na rozwody i tłumaczenie wszystkich, że każdy ma do tego prawo, nie ty pierwsza i nie ostatnia itd. Korzystałam z pomocy psychologa i chodziłam również na terapie z synem od momentu kiedy mąż zakomunikował, że chce rozwodu. Młody całkiem się wtedy pogubił, przestał chodzić do szkoły, uczyć się, to był koszmar. Teraz on odzyskał względną równowagę choć czasami wraca w rozmowach ze mną do tematu taty i pyta dlaczego. W jego języku to brzmi zdecydowanie gorzej cytuję jak można być takim frajerem. Nie umiem wtedy odpowiedzieć nic konstruktywnego bo człowiek który powinien być dla niego wzorem, autorytetem, wsparciem wykreślił go ze swojego życia. Na mnie te terapie nie bardzo działają nie umiem się im poddać.
Będę się też modlić za Was.

annes
Posty: 57
Rejestracja: 04 sie 2017, 23:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: annes » 22 wrz 2020, 20:22

Dlaczego wyprowadziłaś się z synem z mieszkania - skoro to mąż odszedł ? Czy masz zasądzone alimenty we właściwej wysokości, zaspokajające przynajmniej połowę wydatków na utrzymanie syna i czy je regularnie otrzymujesz ?
Nie wiem, czy mój post zostanie przez adminów dopuszczony, ale też po odejściu męża szukałam tu pomocy i uważam , że mam prawo napisać Ci to, co myślę - z perspektywy tych trzech lat, które minęły.
Dbaj o siebie i syna, nie czekaj na człowieka, który nie myśli o Was. Uważam, że przesłanki do powrotu są wtedy, gdy nie dojdzie do skrajnego zobojętnienia, pozostaje troska o żonę i dziecko, resztki uczucia i więzi -u mnie tego nie było i nie wyobrażam już sobie męża w naszym życiu.

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Avys » 22 wrz 2020, 21:03

BasiuO,
Masz w sobie bardzo dużo tego czekania na Męża. Ja też tak miałam więc Cię rozumiem....i u mnie terapie nie potrafiły zadziałać, abym czekała mniej a bardziej zaczęła żyć własnym życiem.

Mam po tym okresie takie przemyślenia, że jakbym zajmowała się tym czekaniem i Mąż by wrócił (Bo kocha) to pewnie nie uważałabym tego bolesnego czasu za stracony, bo nie miałbym tej świadomości. Nie wrócił więc żałuję tego czasu, bo mogłabym wtedy pracować nad swoim rozwojem, wolnością, stawaniem się szczęśliwszą i dzieci myślę wolałyby mnie taką niż często zapłakaną. Byłyby z pewnością silniejsze przy silnej mamie.

Z drugiej strony myślę, że jakbym nie czekała w otwartych drzwiach to jakby wrócił (bo kocha!) to radość byłaby taka sama a jakby nie wrócił to ten czas nie byłby taki bolesny.

Dlatego z tych dwóch - opcja „czekać nie czekając” w każdym wariancie jest dobra a ta druga może okazać się złudną nadzieją.

Tak sobie myślę, czy jakbym przeczytała takie coś w mojej fazie tęsknoty i czekania - czy to by coś dało? Myślę, że nie.
Może ktoś coś poradzi jak się z tym uporać?

Ruta
Posty: 689
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Ruta » 23 wrz 2020, 1:25

BasiuO, bardzo mnie poruszył twój post i od dwóch dni myślę gdzieś z tyłu głowy, czy jest w mojej historii coś, czym mogłabym się z tobą podzielić, co może pomogłoby ci troszkę ruszyć z punktu w którym jesteś. Ja także w nim byłam. Jestem częściowo w podobnej sytuacji, mój mąż odszedł ode mnie ponad dwa lata temu, jest w tle inna kobieta, jest i sprawa rozwodowa z powództwa męża w toku, choć na razie odroczona. Pierwszą i bardzo naturalną reakcją jest w takiej sytuacji uczucie zawodu, bólu, smutku, niezrozumienia, załamania. Naturalne jest też wtedy, że myśli i uczucia silnie podpowiadają "żeby tylko wrócił, czy wróci, dlaczego nie wraca". Dobrze to rozumiem. Podobnie jak pytania: jak mój mąż mógł się tak wobec mnie zachować i jak może nadal krzywdzić mnie, dziecko. Też takie pytania sobie zadawałam i czasem nadal zadaję - i wciąż jest to dla mnie kompletnie nie do pojęcia. I boli. Myślę, że każdy z nas ma swój indywidualny czas, w którym z tak trudnych doświadczeń wychodzi i zdrowieje. I każdy robi to na swój sposób.

Trochę postarałam się wrócić pamięcią do tego, co zaczęło mnie z takiego stanu wybijać i co pozwoliło mi powoli zacząć wracać do radości, do odejścia od myslenia o tym co się stało, żebym przestała być w końcu takim kłębkiem bólu, niezdolnym do działania, rozsypanym na kawałki. Pierwszy krok, to było uznanie w sobie mojego małżeństwa za ważne dla mnie, niezależnie od opinii męża, od jego postępowania. Od tego momentu zaczęłam na powrót korzystać z łask, jakie daje skarament małżeństwa. Wiem, że może to brzemieć trochę z kategorii "nawiedzony", ale tak właśnie było. Choć wtedy nie było to dla mnie oczywiste, a jednak z perspektywy czasu widzę, że stało się to dla mnie źródłem siły. Drugi ważny dla mnie krok to Nowenna Pompejańska. Rozpoczynałam ją nastawiona bardzo sceptycznie. Jestem i byłam wierząca, modliłam się często i osobiście, ale Nowenna wydawała mi się rodzajem magicznego myślenia o wierze, o religii. No ale jakoś tak za mną chodziła, różne osoby mi o niej wspominały, różaniec wpadał mi do rąk. To, że w końcu zdecydowałam się na odmawianie Nowenny, było wówczas przejawem mojej ogromnej desperacji i tego co się ze mną działo. Było źle. Postanowiłam zacząć na próbę i zobaczyć. No i już z Nowenną zostałam. Gorąco ci Nowennę polecam. Nawet jeśli czujesz opór - spróbuj. Od tego momentu poszło już z górki i zaczęło "się dziać". Wyszłam z bólu, zaczęłam rozglądać się po świecie. Okazało się, że mogę istnieć bez męża. Miałam coraz więcej dobrych chwil. Zaczynałam Nowennę z jedną myślą - niech mój mąż wróci. W połowie Nowenny dziękowałam za męża wyprowadzkę. Tak więc zmiana we mnie była radyklana. Potem między innymi trafiłam tu na forum, potem na odpowiednią dla mnie terapię. Moja sytuacja zewnętrzna się nie zmieniła, męża nadal nie ma ze mną, nadal jest wobec mnie i dziecka bardzo destrukcyjny i nadal moim marzeniem wbrew wszystkiemu (i wbrew wielu osobom z mojego otocznia, które tego nie rozumieją i radzą mi z serca, bym "odpuściła") jest naprawa i odnowienie naszej relacji i naszego małżeństwa. Zmiana polega na tym co dzieje się ze mną. Jestem radosna, lepiej radzę sobie z trudnościami, których mi ostatnio gwałtownie przybyło. Dwa lata temu nie potrafiłabym uwierzyć, że kryzys który dotknął mnie, mojego męża i naszego małżeństwa przyniesie mi tyle dobrego.

Odpowiadając na Twoje pytanie - czy jest możliwe, że mąż przejrzy, dostrzeże wartość małżeństwa i wróci. Tak. Tu na forum i w ogniskach znajdziesz świadectwa małżeństw uzdrowionych z niesamowitych kryzysów i pięknych nawróceń. Czy wierzę, że może się tak stać w moim małżeństwie - wierzę. Przyglądając się świadectwom, zauważyłam, że najlepiej "sprawdza się" zaniechanie własnych pomysłow i rozpoczęcie współdziałania z Bożą Łaską. Wiele osób, które dają swiadectwa pisało też o tym, że swoją drogę do wyjścia z kryzysu osobistego i małżeńskiego zaczynały jako letni katolicy, raczej luźno związani z wiarą. Zmiany zaczęły się, gdy zaczęli swoją wiarę umacniać. Ja w swoim sercu poczułam, że mam najpierw naprawić siebie. Uznałam, że okej, skoro to potrzebne. Naiwnie myślałam, że chodzi o jakieś kosmetyczne korekty. Dobrze, że z początku nie spodziewałam się, ile pracy mnie czeka, bo bym się przestraszyła i nie zaczęła :) Jest tej pracy tyle, że nie mam czasu za dużo mysleć o mężu.

Mało napisałaś o sobie. Z tego co napisałaś wnioskuję, że jesteś bardzo wrażliwą osobą, a z drugiej strony masz w sobie siłę - by trwać przy swoim, nawet jak otoczenie podpowiada, żebyś pogodziła się z sytuacją bo tak "się zdarza", ale też by pomóc synowi wyjść z kryzysu i się poskładać, wrócić do nauki, do równowagi. Umiesz też jasno i prosto z mostu stwierdzić, że terapie na ciebie nie działają. Sądzę, że niewiele osób potrafiłoby to tak po prostu stwierdzić. To fascynujące połączenie - wrazliwość i siła. Pytam o ciebie samą, bo jesteś ważna i jesteś kochana przez Boga. Czy są rzeczy, które lubisz lub lubiłaś robić, które dają ci przyjemność i są tylko dla ciebie? Robisz coś z tych rzeczy? Taki powrót do siebie, do tego co lubię - albo odszukanie nowych rzeczy, jeśli dawne się "przeterminowały" - także przynosi dobre efekty i pomaga zrobić krok w stronę tej radośniejszej części życia. Na pewno taką dla siebie odnajdziesz. Pomodlę się dzisiaj w Twojej intencji, aby udało Ci się uczynić ten pierwszy ważny krok, na Twojej własnej drodze do wyjścia z kryzysu.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9154
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Nirwanna » 23 wrz 2020, 7:07

annes pisze:
22 wrz 2020, 20:22
Dlaczego wyprowadziłaś się z synem z mieszkania - skoro to mąż odszedł ? Czy masz zasądzone alimenty we właściwej wysokości, zaspokajające przynajmniej połowę wydatków na utrzymanie syna i czy je regularnie otrzymujesz ?
Nie wiem, czy mój post zostanie przez adminów dopuszczony, ale też po odejściu męża szukałam tu pomocy i uważam , że mam prawo napisać Ci to, co myślę - z perspektywy tych trzech lat, które minęły.
Dbaj o siebie i syna, nie czekaj na człowieka, który nie myśli o Was. Uważam, że przesłanki do powrotu są wtedy, gdy nie dojdzie do skrajnego zobojętnienia, pozostaje troska o żonę i dziecko, resztki uczucia i więzi -u mnie tego nie było i nie wyobrażam już sobie męża w naszym życiu.
Annes, masz prawo myśleć, to co myślisz, moderacja nie ma z tym problemu, teraz jesteś właśnie na takim etapie życia - że tak myślisz.
Nie namawiając Cię więc na zmianę myślenia, chcę zaznaczyć, że to co piszesz - choć po ludzku ma sens, to po Bożemu wygląda to trochę inaczej.
Przesłanki do powrotu w przypadku małżonków sakramentalnych są zawsze, nawet gdy po ludzku przesłanek nie widać, bo gwarantem więzi małżeństwa sakramentalnego - jest Bóg. Bóg nie łączy jednak małżonków na siłę, szanuje naszą wolność, ale też zaprasza do decyzji i zaangażowania w nią. To się mieści w naszym "czekać nie czekając" - czyli w decyzji mieć "czekać", zaś w działaniu, zaangażowaniu "nie czekając". Przeżywać siebie jako sakramentalnego małżonka (dbając o postawę miłości, postawę! nie uczucia!, oraz o wierność, mimo braku miłości i wierności tej drugiej osoby), ale w tym czasie zajmować się sobą, aby mimo braku współmałżonka u boku "być szczęśliwym, że głowa mała", cytując o. Szustaka.
Sporo sycharków jest żywym dowodem, świadectwem, że tak się da. Potrzeba na początek tylko jednego - przeformatować swój sposób myślenia z ludzkiego na Boży, ewangeliczny.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

basiaO
Posty: 5
Rejestracja: 18 wrz 2020, 11:19
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: basiaO » 23 wrz 2020, 7:44

annes pisze:
22 wrz 2020, 20:22
Dlaczego wyprowadziłaś się z synem z mieszkania - skoro to mąż odszedł ? Czy masz zasądzone alimenty we właściwej wysokości, zaspokajające przynajmniej połowę wydatków na utrzymanie syna i czy je regularnie otrzymujesz ?
Nie wiem, czy mój post zostanie przez adminów dopuszczony, ale też po odejściu męża szukałam tu pomocy i uważam , że mam prawo napisać Ci to, co myślę - z perspektywy tych trzech lat, które minęły.
Dbaj o siebie i syna, nie czekaj na człowieka, który nie myśli o Was. Uważam, że przesłanki do powrotu są wtedy, gdy nie dojdzie do skrajnego zobojętnienia, pozostaje troska o żonę i dziecko, resztki uczucia i więzi -u mnie tego nie było i nie wyobrażam już sobie męża w naszym życiu.
Wyprowadziłam się z domu bo to było jego mieszkanie i choć przyznawał, że właściwie to powinnam zostać w tym mieszkaniu ponieważ moimi rękoma zostało wypracowane to mama (moja teściowa) na pewno się nie zgodzi. No i się nie zgodziła, no bo jak to możliwe. Niestety uważam, ze teściowa bardzo pomogła przy tym rozwodzie dała mu wsparcie i opiekę dosłownie. Zaczęła go opierać karmić itd.
Alimenty mamy zasądzone, czy w adekwatnej wysokości nie wiem, zawsze więcej jest mile widziane :D . Pani mecenas powiedziała , że więcej się nie da na chwilę obecną. Boję się, że masz rację, niestety takie myśli też dopuszczam ale póki co ... W necie przeczytałam historię o powrocie po 8 latach a przyczyniła się do tego wiara. Pozdrawiam serdecznie

basiaO
Posty: 5
Rejestracja: 18 wrz 2020, 11:19
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: basiaO » 23 wrz 2020, 8:47

Do autor: Ruta » 23 wrz 2020, 1:25

Myślę, że jestem osobą, która ma bardzo sile poczucie wartości rodzinnych. Uważam, że w rodzinie siła a On to wszystko zburzył i siła zniknęła. Każdego dnia przekonuje się ile rzeczy robiliśmy razem a teraz muszę je robić sama nie czerpiąc z nich żadnej satysfakcji. Ogólnie nic mi się nie chce i nie potrafię myśleć o sobie ani się uśmiechać. Jedyne co mnie trzyma w pionie to syn i tylko dla niego jestem wstanie cokolwiek z siebie wykrzesać. Wydaje mi się, że wszystko co robimy ma sens wtedy jeżeli mamy z kim się tym dzielić. Co z tego, że przeczytam super książkę albo pojadę na wycieczkę jak nie mam z kim tego przeżywać i się dzielić. Po co mi kwiaty w wazonie jak i tak nikt tego nie widzi i nie powodują uśmiechu na twarzy domowników. Podziwiam Cię ze siłę i determinację w odmawianiu Nowenny Pompejskiej ja na chwilę obecna nie dam rady. Sama modlitwa sprawia mi trudność bo myśli uciekają i są rozbiegane jak małe pieski. Mimo, iż przeszłam już jakąś drogę i pewne dziedziny życia nieco się poukładały to ja ze swoją głową i myślami nie.

A.zelia
Posty: 160
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: A.zelia » 23 wrz 2020, 11:03

basiaO pisze:
23 wrz 2020, 7:44
Wyprowadziłam się z domu bo to było jego mieszkanie i choć przyznawał, że właściwie to powinnam zostać w tym mieszkaniu ponieważ moimi rękoma zostało wypracowane to mama (moja teściowa) na pewno się nie zgodzi.
Właścicielką mieszkania, w którym mieszkaliście jest Twoja teściowa?

Lawendowa
Posty: 3842
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Lawendowa » 23 wrz 2020, 12:05

basiaO pisze:
23 wrz 2020, 8:47
Myślę, że jestem osobą, która ma bardzo sile poczucie wartości rodzinnych.
....Jedyne co mnie trzyma w pionie to syn i tylko dla niego jestem wstanie cokolwiek z siebie wykrzesać. Wydaje mi się, że wszystko co robimy ma sens wtedy jeżeli mamy z kim się tym dzielić. Co z tego, że przeczytam super książkę albo pojadę na wycieczkę jak nie mam z kim tego przeżywać i się dzielić.
Popatrz inaczej. Zanim wyszłaś za mąż żyłaś wiele lat bez męża i życie miało wtedy sens? Z kim się dzieliłaś? Ja uważam, że trzeba mieć jakieś swoje życie. Dlaczego uważasz, że możesz dzielić się tylko z mężem ?
Ja mam takie doswiadczenia, że warto dzielić się, ale wcale do tego mąż konieczny nie jest:
- o problemach i radościach w wychowywaniu dzieci mogę porozmawiać z siostrą, mamą, przyjaciółką, kimś ze wspólnoty
- podzielić się przepisem na ciasto - jak wyżej
- o książce- jak wyżej + dzieci
- na rowery - jak wyżej
- o kwiatach - jak wyżej
I tak mogłabym długo wymieniać.

Czy byłaś już na spotkaniu w Ognisku, rekolekcjach, albo wyjazdach z sycharkami ? Ileż można tam znaleźć osób, które podzielają nasze zainteresowania!!! Tutaj na Forum zresztą też ;)
basiaO pisze:
23 wrz 2020, 8:47
Po co mi kwiaty w wazonie jak i tak nikt tego nie widzi i nie powodują uśmiechu na twarzy domowników.
Dla siebie. A Tobie nie sprawia radości ich widok? Syn jak zobaczy Twoją radość, też się uśmiechnie.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Paprotka » 23 wrz 2020, 13:42

Basiu tak jak pisze Nirwana nie potrzebujesz męża żeby robić różne rzeczy nawet w udanym małżeństwie.
Nie wiem ,czy to dobre w ten sposób się zamęczać czytając historie innych osób. One się często bardzo różnią. Tutaj na forum również.
To ,czy ludzie do siebie wrócą zależy od wielu czynników. Znam tez osoby ,które rozstają się i wybierają samotność.
Myśle ,ze nie ma co się tego uwieszac.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: MareS i 17 gości