Już po rozwodzie co robić?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

LvnWthHpe20
Posty: 56
Rejestracja: 09 lip 2019, 6:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: LvnWthHpe20 » 23 wrz 2020, 14:35

Bardzo mądre słowa Lewandowo,

BasiaO

Odmawianie Pompejanki i modlitwy, naturalnie będą rozpraszane stanem w jakim się znajdujesz. Pamiętaj, jest to przez to, ze zły chce byś uciekała od modlitwy, byś brnęła przed siebie w nienawiści, może inaczej, w niesmacznym myśleniu o danej sytuacji. Tez tak milem. Ale odmawiałem, klęczałem. teraz kiedy mogę, uciekam właśnie w modlitwie do Pana, czy różaniec, czy Koronka, msza św przez tv itp. Odtrąciłem złego, ale jak tylko odkładam modlitwe na boczny tor, obowiązki, dzienne, praca itd itd, to czuje jak wkracza i powoli się dobiera by podciąć czas lub skupienie na modlitwie.

Pisze o tym bo czytałem twoj wątek wczoraj i nie wiedziałem co odopisać. Tak jest z ta druga połówka, co ona chciała, czemu tak. Dlaczego ja?

Głowa do góry, zajęcie, wiem już to wiesz. Ale po prostu musisz bo jak zaprzestaniesz zły będzie czychać na to. Nie pozwól.

Moja historia, cóż, długa. żona wtrąciła mnie do więzienia za pobicie. Zostałem uniewinniony na podstawie jej kłamliwych zeznań. Pobiegła do sądu kościelnego o orzeczenie nieważności naszego sakramentalnego związku. Tez tam nakłamala, a jak? zeznała ze dzieci nie chciałem ze się zabezpieczałem itd itd. Zły tak działa.

A miała, pilota lini lotnioczych, papiery wjazdu do stanow, faceta bez długów, byłych żon czy dzieci.

Ostatnia walka szatana, to w małżeństwach i rodzinach.

Podnieś główkę do góry i powiedz Maryjo dla ciebie te kwiaty, z głębi serca. Bo cóż, może jeszcze kiedyś będziecie razem z mężem. Każde sakramentalne malzenstwo jest do uratowania .

basiaO
Posty: 5
Rejestracja: 18 wrz 2020, 11:19
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: basiaO » 23 wrz 2020, 14:47

Do autor: Lawendowa » 23 wrz 2020, 12:05

Mam wokół siebie ludzi życzliwych i bliskich: rodziców, przyjaciółki ale to nie jest to samo i nigdy nie będzie. Każdy z nich wysłucha, wesprze i idzie do domu bo ma swoje życie, swoje radości i rozterki a ja wracam do domu i póki co jest syn ale gdy wyfrunie z gniazda pozostanie nikt.
Taki dom to nie dom, to noclegowania. Niestety nie utożsamiam się z feministkami, nie chcę być Zosią samosią i pokazywać światu jaka jestem dzielna, jak sobie świetnie radzę sama i maż wcale nie jest mi potrzebny. Nie chce żyć sama dla siebie. Chce moją rodzinę w komplecie taka jaka była nic dodać nic ująć.
Pozdrawiam gorąco

Ruta
Posty: 807
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Ruta » 23 wrz 2020, 17:04

basiaO pisze:
23 wrz 2020, 8:47
Do autor: Ruta » 23 wrz 2020, 1:25

Myślę, że jestem osobą, która ma bardzo sile poczucie wartości rodzinnych. Uważam, że w rodzinie siła a On to wszystko zburzył i siła zniknęła. Każdego dnia przekonuje się ile rzeczy robiliśmy razem a teraz muszę je robić sama nie czerpiąc z nich żadnej satysfakcji. Ogólnie nic mi się nie chce i nie potrafię myśleć o sobie ani się uśmiechać. Jedyne co mnie trzyma w pionie to syn i tylko dla niego jestem wstanie cokolwiek z siebie wykrzesać. Wydaje mi się, że wszystko co robimy ma sens wtedy jeżeli mamy z kim się tym dzielić. Co z tego, że przeczytam super książkę albo pojadę na wycieczkę jak nie mam z kim tego przeżywać i się dzielić. Po co mi kwiaty w wazonie jak i tak nikt tego nie widzi i nie powodują uśmiechu na twarzy domowników. Podziwiam Cię ze siłę i determinację w odmawianiu Nowenny Pompejskiej ja na chwilę obecna nie dam rady. Sama modlitwa sprawia mi trudność bo myśli uciekają i są rozbiegane jak małe pieski. Mimo, iż przeszłam już jakąś drogę i pewne dziedziny życia nieco się poukładały to ja ze swoją głową i myślami nie.
Co do modlitwy, moje początki z Nowenną były bardzo trudne. Były dni w które nie byłam w stanie odmówić nawet jednego słowa, mówiłam wtedy w duchu do Maryi - powierzam Ci mój ból, mój smutek, moje rozbicie, bądź przy mnie, tylko bardziej chaotycznie. A czasem nic nie mówiłam, płakałam, albo krzyczałam w duchu. To był mój sposób na trwanie w Nowennie. Zdarzały się dni, gdy mówiłam tylko jedną dziesiątkę. Wiem, generalnie Nowenna polega na tym, że w jeden dzień mówimy pełny różaniec. Ja przyjęłam, że mój dzień Nowenny skończy się wtedy, gdy odmówię pełny różaniec. Taki dzień Nowenny z początku trwał na ile pamiętam nawet do tygodnia...ale się nie poddawałam, gdy tylko czułam, że dam radę, odmawiałam. Gdy nie dawałam rady - zwracałąm się w myślach do Maryi. Codziennie byłam przy Niej - a raczej Ona była przy mnie. Nowenna zaczęła działać, wyciszać mnie, prowadzić. I wtedy modlitwa stawała się coraz łatwiejsza, aż koniec końców stała się radosna, przyjemna. Ostatnio wróciłam do odmawiania Nowenny, nie z palącą potrzebą uproszenia łask, dostałam ich znacznie więcej, niż mogłam się spodziewać. Po prostu dlatego, że bardzo mi takiej formy kontaktu z Maryją i z samą sobą, z Bogiem, brakowało.
Poczatkowo pomagało mi także odmawianie Nowenny 'z lektorem', w internecie na You Tube jest mnóstwo propozycji. Ja wybrałam Nowennę z ojcem Szustakiem, oglądałam też jego instruktaże do Nowenny, pomogły mi tą modlitwę pogłebić i zrozumieć. Są cały czas dostępne na jego kanale YT. Choć gorąco zachęcam do Nowenny, bo sama jestem żywym dowodem na to, że za jej pośrednictwem można tak wiele otrzymać - to jeśli czujesz, że to na razie nie dla Ciebie, spróbój z inną modlitwą, taką którą lubisz, albo której słowa Cię poruszają.

To co napisałaś o motywowaniu się i trudnościach z tym związanych - pracując ze swoim poczuciem kobiecości i tym, czym ona dla mnie wogóle jest, dużo czytałam. Trafiłam między innymi na ksiązkę o archetypach kobiecych. Między innymi były tam wymienione dwa różne podejścia do spraw domu, rodziny. Chyba najlepiej opisał to przykład z wyjazdem męża czy w ogóle domowników - częśc kobiet w takiej sytuacji nadal stawia kwiaty na stole, dba o porządek, gotuje dla siebie smaczne posiłki i dba o estetykę i porządek, część w takiej sytuacji uznaje, że dla siebie nie musi ani nie chce wkładać takiego wysiłku. Czytając co napisałaś od razu sobie to przypomniałam. Ja jestem z tego drugiego rodzaju, sprawiają mi przyjemność takie prace, ale tylko wtedy gdy robię je dla innych, wtedy lubię gotować, piec ciasta, dbac o dom. Sama jednak mam dość ascetyczne potrzeby w tym obszarze, więc sama dla siebie nie czuję takiej potrzeby. Myślę jednak, że oba podejścia sa w porządku :) Dodałabym jeszcze, że zupełnie inaczej motywowała mnie obecność męża i dziecka, a inaczej obecnośc już tylko synka. Archetyp z podtypami ;) Chyba mamy ten sam podtyp :) Zauważałym to, bo gdy mąz odwiedzał synka w domu, nagle sprzatałam dokładniej, patrzyłam czy jest ładnie - ale nie na siłę, naprawdę czułam przypływ energii i to niezaleznie od tego, czy byliśmy z męzem w stanie względnego pokoju, czy relacje były fatalne. Tak jest do dzisiaj.

Zaakceptowałam to w sobie. Inaczej w przestrzeni domu i obowiązków domowych funkcjonuję z mężem i dzieckiem (level masterski), inaczej z samym synkiem (level zwyczajny), inaczej sama (level uproszczony). Ale też przyjrzałam się sobie i do tego "sama" zaczęłam dorzucać rzeczy dla siebie - choć nie polegaja one na sprzataniu, upiększaniu i takich tam, ale na dbaniu o moje posiłki już tak, choć są one całkiem inne, prostsze, mniej czasochłonne. Rzadko jestem na razie sama, ale gdy zmieniłam podejście i zaakceptowałam siebie i to że w zalezności od sytuacji i otaczających mnie osób funkcjonuję inaczej, już nie boję się co się stanie, gdy syn mi wyfrunie z gniazda. Będę sobie ćwiczyć swoją ascezę w zakresie prac domowych i kulinariów - i szukać radości i przyjemnosci w tym co do tego czasu dla siebie odkryję.

Caliope
Posty: 598
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Caliope » 23 wrz 2020, 20:31

basiaO pisze:
23 wrz 2020, 14:47
Do autor: Lawendowa » 23 wrz 2020, 12:05

Mam wokół siebie ludzi życzliwych i bliskich: rodziców, przyjaciółki ale to nie jest to samo i nigdy nie będzie. Każdy z nich wysłucha, wesprze i idzie do domu bo ma swoje życie, swoje radości i rozterki a ja wracam do domu i póki co jest syn ale gdy wyfrunie z gniazda pozostanie nikt.
Taki dom to nie dom, to noclegowania. Niestety nie utożsamiam się z feministkami, nie chcę być Zosią samosią i pokazywać światu jaka jestem dzielna, jak sobie świetnie radzę sama i maż wcale nie jest mi potrzebny. Nie chce żyć sama dla siebie. Chce moją rodzinę w komplecie taka jaka była nic dodać nic ująć.
Pozdrawiam gorąco
Basiu, czasu nie cofniesz, nie napisałaś co się działo, czy były kłótnie, brak bliskości, cokolwiek, kryzys wieku średniego. Trzeba z pokorą przyjąć sytuację, bo było po równo, ty i mąż zapracowaliście na kryzys. Ja nie uważam że w obliczu kryzysu ktoś jest Zosia samosia, jest to ktoś życiowo zaradny i silny by iść dalej.

Nino
Posty: 467
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Nino » 24 wrz 2020, 0:48

Basia, ja tez chce i co?
I trzeba sobie jakos radzic.
Jest trudno. Ja juz chuda sie robie od tego biegania i maszerowania z kijami. Dobrze robi mi na glowe, ale jeszcze troche i zamienie sie w sucharka...
Moje dzieci dorosly i wyfrunely z gniazda. Nastal idealny czas, aby przezywac z mezem druga mlodosc, a tu kryzys ciagnie sie bez konca!
W wolna niedziele wsiadlam na rower i jadac przez las, wkurzylam sie. Boze, jak dlugo mam tak jeszcze sama i sama?! No, fajnie! Pogoda piekna, dobry rower, i ja, zdrowa baba na nim, lubiaca pedalowac. Tylko ze chcialoby sie to wszystko dzielic z tym drugim....Gorka przede mna, lzy naplywaja do oczu...Ile kilogramow jeszcze z siebie wycisne, zanim wysluchasz moich modlitw, Panie! Buuuu, no, fajnie jest, ale nie chce juz sama! Chce sie dzielic, dokladnie jak ty, Basia.
Potem sie uspokoilam. Odpoczelam przy kosciele. Usiadlam na chlodnych schodach i zjadlam jablko. Nie jest zle, doszlam do wniosku. Wjechalam na gorke. Znalazlam lawke. Wyciagam rozaniec...I co? Wylaniaja sie zza zakretu: On, brunet szpakowaty, ona calkiem jeszcze blondynka...Na rowerach. Razem. W zblizonym wieku do mojego. Radosni.
Boze, dlaczego serwujesz mi takie obrazki, gdy sie juz jako tako uspokoilam??
Rozaniec bylam w stanie odmowic dopiero wieczorem. Z ksiedzem Teodorem, pewnie wielu dobrze znanym.
Jestem sama i to bardzo sama, bo dzieciaki juz wyprowadzone... Kurcze, wiem o czym piszesz i tez tesknie do bycia we dwoje. Do dzielenia sie codziennoscia.

JolantaElżbieta
Posty: 626
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: JolantaElżbieta » 24 wrz 2020, 8:47

No dziewczyny, to może trzeba zająć się teraz przeniesieniem punktu odniesienia z męża na siebie? To bardzo trudne, ale da się powoli zrobić. Mnie to zajęło 4 lata:-( Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam drogę, którą przeszłam pełną łez, cierni i kamieni, wlokłam się oglądając za siebie czy mój mąż już za mną idzie - no nie, kurczę, nie ma go, jestem sama. Tam ciemno i niefajnie, te łzy, ten ból, są tam, ale jakoś już daleko. Popatrzyłam przed siebie - ciemno, ale widzę, że się powoli rozjaśnia. No to idę - tyle fajnych rzeczy przede mną, obok mnie, a ja nie widzę, bo się oglądam, idę ze spuszczoną głową. No to podnoszę głowę, bo się w końcu wywalę dalej i przed siebie :-)

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Avys » 24 wrz 2020, 10:09

Rozbijamy się tutaj mam wrażenie o dwa tematy które nie są do siebie przeciwstawne i nie chodzi o wybór jednego rozwiązania.
„Źle jest człowiekowi być samemu”, „Bóg stworzył mężczyznę i kobietę...” -większość osób ma powołanie do małżeństwa...i takie życie, nie samotne ich uszczęśliwia. „Jedno ciało”. Dom może być pełen dzieci, przyjaciół, rodziny dalszej ale bez współmażonka i tak można czuć się samemu. Dlatego rozumiem wpis BasiO aż do odczuwania bólu samotności który sama odczuwam.

Nie uważam żeby teraz rozwiązanie polegało na tym, że się tak zmienię żeby nie potrzebować męża, tak się rozwinę żeby być całkowicie szczęśliwa sama ze sobą. Będę tak ciężko pracować nad swoją osobowością i rozwojem że pokażę sobie i wszystkim, że jestem szczęśliwa bez męża skoro odszedł, nie kocha mnie i nie chce ze mną być.

Nie uważam, aby celem opuszczonych małżonków było zmienianie słów „źle jest człowiekowi być samemu” bo to jak dla mnie zmienianie tego jak zostaliśmy stworzeni, to wg. mnie zmiana wbrew Bogu i naturze.

Natomiast uważam też, że z kolei życie życiem małżonka którego nie ma, wypatrywanie jego powrotu i pielęgnowanie w sobie złudnych nadziei prowadzi do jeszcze większego odczuwania bólu samotności. I to uważam za złe. Uważam, że w sytuacji kiedy opuszcza nas współmałżonek powinniśmy robić wszystko (modlitwa, rozwój, sport, nowe hobby, terapie etc) aby nie dać się temu bólowi nas zniewolić.

Bóg na pierwszym miejscu przed współmałżonkiem (obojętne czy w szczęśliwym małżeństwie czy w kryzysie) daje szansę na szczęśliwe życie - nie bez krzyża, nie bez cierpienia ale suma sumarum prawdziwie szczęśliwe i wolne.
Także czucie się i bycie opuszczonym współmałżonkiem który kocha i tęskni za byciem kochanym przez tego który odszedł uważam jest prawdą z którą nie należy walczyć ALE w tym samym czasie czucie i bycie Córką Króla/Synem
Króla jest dużo ważniejsze i powinno być na pierwszym miejscu.

„Od kryzysu małżeńskiego zaczyna się cała ta droga oczyszczenia znana z mistyki. Po oczyszczeniu jest droga oświecenia, a potem zjednoczenia”, „okres oczyszczenia może trwać bardzo długo”.
Joachim Badeni

Jakbym miała moc cofnięcia się do czasów sprzed kryzysu i bycia jak mi się wtedy wydawało najszczęśliwszą żoną na świecie gdzie Mąż był na pierwszym miejscu przed Bogiem to mam tylko jedno życzenie - Boże uchroń mnie od tego abym kiedykolwiek zawierzyła człowiekowi bardziej niż Tobie! Nie chcę wracać do świata który wydawał mi się prawie idealny a runął jak domek z kart. Drugiego zawalenia się świata na głowę chyba bym nie przeżyła...

JolantaElżbieta
Posty: 626
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: JolantaElżbieta » 24 wrz 2020, 11:19

Avys pisze:
24 wrz 2020, 10:09

Bóg na pierwszym miejscu przed współmałżonkiem (obojętne czy w szczęśliwym małżeństwie czy w kryzysie) daje szansę na szczęśliwe życie - nie bez krzyża, nie bez cierpienia ale suma sumarum prawdziwie szczęśliwe i wolne.
Także czucie się i bycie opuszczonym współmałżonkiem który kocha i tęskni za byciem kochanym przez tego który odszedł uważam jest prawdą z którą nie należy walczyć ALE w tym samym czasie czucie i bycie Córką Króla/Synem
Króla jest dużo ważniejsze i powinno być na pierwszym miejscu.
Tak, ale to oboje małżonkowie muszą trzymać Boga za ręce i chciec aby z nimi był. Jeśli tylko jedno trzyma się Boga, to drugie i tak odpadnie. To które zostanie z Bogiem nie jest samo tak czy inaczej:-)

Nino
Posty: 467
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Nino » 24 wrz 2020, 23:57

Avys, bardzo fajna wypowiedz. Pomoglas mi. Miotalam sie w tym, a ty ogarnelas i przedstawilas klarownie. Dziekuje. Podpisuje sie pod tym.

Załamana
Posty: 109
Rejestracja: 03 kwie 2020, 12:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Załamana » 25 wrz 2020, 8:27

Basiu witam. Twój aktualny atan i nastroj bardzo jest zbliżony do mojego. Tylko ja jestem przed rozprawą, mój małżonek w zeszlym tygodniu jakby sie zatrzymal i myslalam że będzie dobrze ale nie jest, nawet bym powiedziała, że jest dużo gorzej gdyż wiem o kkk... że z nią jest dzieli ,, łoże " ale to nawet nie jest najgorsze seks. Najgorszy jest w fakt, że on z nia jest przez te 5 miesiecy budzi sie przy niej zasypia spędza niedziele, moze nawet chodzi do kościoła... to jest dla.mnie staszne. Ja się modlę dziecko płakało a on sie z nia zabawiał. Ja juz nie chcę żeby wrócił napewno nie taki , bardzo przeżywam ale zawiódł mnie jak chyba nikt wcześniej... wiem ,że kazda pewnie z nas gdzieś w głębi serca czeka i ja pewnie też należę do tych osób, ale słuchajcie czy po tym.co nam zrobili może być jak wcześniej. Napewno nie... czy gdyby wrocili jak to by bylo ja juz sie nad tym zastanawiam, oo tych wszystkich krzywdach... Basiu nie jestes sama ja mam taki sam nastroj jak Ty moze nawet gorszy, niestety...

Ruta
Posty: 807
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Ruta » 25 wrz 2020, 8:55

Avys, dziękuję. Bardzo mądrze i pięknie napisałaś. Pomogło mi to w parę minut uporządkować mnóstwo rzeczy. Niesamowite.

Angela
Posty: 475
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Angela » 25 wrz 2020, 10:21

Istotą ,,czekania nie czekając'' polega na aktywnym życiu samemu bez wyrzucania małżonka z pamięci. Jest to życie jako żona bez męża. Sprzeczność, ale nie dla Boga. On serwuje nam mnóstwo sprzeczności w stylu
Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11,25-30).
Póki walimy w mur, odbijamy się i boli. Jeżeli weźmiemy pędzle, możemy namalować piękny słoneczny mural.
,,Czekanie nie czekając'' nie jest feministycznym wezwaniem do uznania, że życie singielki jest lepsze. Taka ,,Zosia Samosia'', gdyby mąż jednak wrócił, odkrywa, że mąż nie jest jej potrzebny, wręcz przeszkadza. Jest to natomiast dawanie sobie rady sama jakbyś musiała to zrobić w sytuacji, gdyby mąż ciężko zachorował lub umarł. I tak jest, choroba duszy jest poważniejsza niż ciała.
,,Czekanie nie czekając'' nie jest też zaklinaniem rzeczywistości i Boga ,,Oby tylko wrócił i co mam zrobić, by wrócił. Boże czemu mi to robisz, nie jestem w stanie żyć bez męża''. To nie Bóg to robi, to wolny wybór męża. Bóg z bólem uznaje wolną wolę człowieka. Z pewnością Bóg się nie odwrócił od niego próbuje pokazać gdzie światło. Ale to już sprawy między nimi. Zatem na obecną chwilę Twój mąż jeszcze bardziej potrzebuje Twojej miłości, jest bardzo biedny będąc daleko od Boga. Jego pozorne szczęście teraz to nie to samo co szczęście wieczne. Tylko trudna to miłość na odległość. Jeżeli nie Ty ofiarujesz swoją modlitwę i cierpienia za niego, to kto?
Ja modlę się też by Duch Święty usunął z mojego serca nienawiść i chęć odpłaty za krzywdy. Dał natomiast mądrość, jak nie pozwolić się dalej krzywdzić, jeżeli to możliwe.
Basiu, jeżeli lubisz dzielić się wrażeniami po przeczytaniu dobrej książki lub obejrzeniu filmu, pisz proszę w naszym kąciku książki i filmowym w tematach różnych. Ja tam często zaglądam szukając inspiracji.

Ruta
Posty: 807
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Ruta » 25 wrz 2020, 14:38

Avys pisze:
24 wrz 2020, 10:09

„Od kryzysu małżeńskiego zaczyna się cała ta droga oczyszczenia znana z mistyki. Po oczyszczeniu jest droga oświecenia, a potem zjednoczenia”, „okres oczyszczenia może trwać bardzo długo”.
Joachim Badeni
Avys, podpowiedziałabyś skąd cytat? Brzmi inspirująco, próbowałam wyguglać, ale nic mi nie wyskoczyło, a raczej wyskoczyło za dużo...

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Avys » 25 wrz 2020, 18:05

Dziękuję Wam za miłe słowa. Zrobiło mi się bardzo miło, a miałam ciężki dzień dzisiaj i to był taki promyk od Was :-)

Ruta, ten cytat to z książki „Kobieta i Mężczyzna.Boska Miłość.” Joachima Badeniego.
Jak dla mnie Badeni to święty człowiek i miał niesamowity dar rady i pomagania małżeństwom ale nie tylko. Cały czas pomaga :-) Poznałam Go kiedyś przez przypadek nie wiedząc zupełnie nic o Nim - tylko tyle, że był dominikaninem. To był jedyny raz w moim życiu kiedy spotkałam kogoś kto ewidentnie był świętym człowiekiem, od którego biło niesamowite światło. To było coś innego niż charyzma którą miewają ludzie święci i mniej święci ;-) Był na maksa stary, a czułaś się jakbyś gadała z 20-to latkiem. Przeczytałam wszystkie Jego książki. Polecam.

Ruta
Posty: 807
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Już po rozwodzie co robić?

Post autor: Ruta » 25 wrz 2020, 19:17

Avys pisze:
25 wrz 2020, 18:05
Dziękuję Wam za miłe słowa. Zrobiło mi się bardzo miło, a miałam ciężki dzień dzisiaj i to był taki promyk od Was :-)

Ruta, ten cytat to z książki „Kobieta i Mężczyzna.Boska Miłość.” Joachima Badeniego.
Jak dla mnie Badeni to święty człowiek i miał niesamowity dar rady i pomagania małżeństwom ale nie tylko. Cały czas pomaga :-) Poznałam Go kiedyś przez przypadek nie wiedząc zupełnie nic o Nim - tylko tyle, że był dominikaninem. To był jedyny raz w moim życiu kiedy spotkałam kogoś kto ewidentnie był świętym człowiekiem, od którego biło niesamowite światło. To było coś innego niż charyzma którą miewają ludzie święci i mniej święci ;-) Był na maksa stary, a czułaś się jakbyś gadała z 20-to latkiem. Przeczytałam wszystkie Jego książki. Polecam.
Dziękuję :) Poszukam, przeczytam, zaczynając od Boskiej Miłości.
Niesamowite doświadczenie, spotkać osobę emanującą świętością. Pamiętam tylko jeden taki przypadek z mojego życia. Gdy byłam jeszcze początkującą nastolatką, starsza siostra mojej koleżanki się nawróciła. Miałyśmy ją za trochę szaloną, bo była w tym bardzo radykalna. Zrobiłą się też taka poważna i skupiona, dużo się modliła, było nam jej nawet trochę szkoda, nas zajmowały głupoty, chłopcy, chichotanie, eksperymenty z alkoholem, papierosy i było nam przykro, bo to wszystko było dla nas wtedy esencją życia. Koleżanka zapewniała, że jej siostra też była wcześniej "normalna". Potem nie widziałam tej "nawróconej siostry" przez ładnych parę lat. A potem minęłam się z nią na ulicy, nie rozmawiałaśmy, ale tak właśnie ją odebrałam - szła i biła od niej światłość. Byłam pod wrażeniem. Do dziś jestem. Trochę jej zazdrościłam - ale w takim dobrym sensie, z podziwem i szacunkiem, bez złych emocji.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Pyrus i 24 gości