Wątek Lavendy

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

BjD
Posty: 249
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:38
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Lavendy

Post autor: BjD » 18 lut 2018, 15:12

Niezapominajko jak dobrze, że te słowa napisałaś " Mąż powiedział, że w amoku, szczytowym okresie w ogóle się nie myśli o drugim ani o dzieciach. O ile o żonie usiłuje zrozumieć i ok, no zdarza się, to o dzieciach? Ale powiedział że tak. Że nie myśli się kompletnie, to jak opętanie, amok, bielmo na gały, jeśli się ewentualnie myśli to raczej w kategorii przeszkody. Cudowne nie? Jak to usłyszałam to było to jak operacja na otwartym sercu. Bo ja myślałam że nawet psychopata coś by czuł a tu niestety. Tak że nie ma co się zamartwiać płakać rozpaczać bo na drugim to nie zrobi żadnego wrażenia, spłynie, można by się za włosy pod sufitem zawiesić i też nic. Jeszcze odrzuci odepchnie i zracjonalizuje odejście - od wariatów trzeba się trzymać z dala."
Mnie bardzo nurtowała właśnie ta myśl, że mąż tak łatwo zrezygnował z córki, ileż to razy dręczyła mnie myśl : Jak tak można ??? Przecież to jego jedyne dziecko, ukochana córka........a jednak "kowalska" ma przewagę nad wszystkim i wszystkimi :? Mąż najczęściej odwiedza naszą córkę gdy jego "kowalska" jest w pracy .... w innym przypadku wolna niedziela z córką czy z kochanką raczej zawsze wybiera kochankę.....
Nie ustanę w modlitwie.....

Lavenda
Posty: 284
Rejestracja: 05 wrz 2017, 14:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Lavendy

Post autor: Lavenda » 18 lut 2018, 16:33

Niezapominajka pisze:
17 lut 2018, 9:07
Właśnie to chciałam potwierdzić, powiem już z drugiej strony barykady, prawda jest okrutna. Mąż powiedział, że w amoku, szczytowym okresie w ogóle się nie myśli o drugim ani o dzieciach. O ile o żonie usiłuje zrozumieć i ok, no zdarza się, to o dzieciach? Ale powiedział że tak. Że nie myśli się kompletnie, to jak opętanie, amok, bielmo na gały, jeśli się ewentualnie myśli to raczej w kategorii przeszkody. Cudowne nie? Jak to usłyszałam to było to jak operacja na otwartym sercu. Bo ja myślałam że nawet psychopata coś by czuł a tu niestety. Tak że nie ma co się zamartwiać płakać rozpaczać bo na drugim to nie zrobi żadnego wrażenia, spłynie, można by się za włosy pod sufitem zawiesić i też nic. Jeszcze odrzuci odepchnie i zracjonalizuje odejście - od wariatów trzeba się trzymać z dala.
Mąż powiedział że najlepiej na niego działał mój spokój, czułość i dobroć, troska o dzieci, dom. Że były momenty gdy chciał otwierać się i wracać.
No dobra, tyle wiem, tylko co zrobić z ta wiedzą jak serce krwawi? Dopiero miesiąc minął. Teraz mam myśli że chciałabym go zlać lub zabić, uruchomił się agresor. Zemścić się /i tu myśli o adoratorze niebezpieczne/. Oczywiście wiem jak to się skończy, w końcu o tym marzyłam i o to się modliłam poruszając całe niebo, choć gdybym wtedy wiedziała że mój mąż jest na 3-letnim gigancie...to nie wiem czy bym się tak modliła. Słuchajcie, ja jestem tak naiwna że aż się sama z siebie śmieje, najpierw przeżywałam że był kilka razy na spacerze z kimś i się zauroczył, choc wiele osób mi mówilo że objawy nie pasują i mam przejrzeć, potem myślałam że może jednorazowy skok w bok, albo krótki romans, ale czegoś takiego to nie przewidziałabym w najśmielszych snach, ja o tym czytałam tylko....😀
Niezapominajko,

To co piszesz jest bezcenne, choć bardzo trudne dla Ciebie, widze ze, mój mąż jest w dokładnie takim stanie, jak napisałaś o swoim mężu. Klapki na oczach...my przeszkody.
Tylko u nas poszło dalej, jesteśmy w trakcie rozwodu, w jakimś stopniu są to podszepty mojej teściowej, która całe życie była niezadowolona ze swojego małżeństwa, ale nigdy nie odeszla i wspiera syna, żeby nie popełnił jej błędu :( a jemu bardzo to pasuje...

Lavenda
Posty: 284
Rejestracja: 05 wrz 2017, 14:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Lavendy

Post autor: Lavenda » 19 lut 2018, 10:02

Dzisiaj mamy z mężem mediacje sądowe,
już mi zapowiedział, że powie "od rozprawy jest tylko gorzej.."
Mam już go strasznie dosyć, modlę się, żeby nie generować w sobie tej złości do niego,
ale jest bardzo ciężko, jestem uszczypliwa jak przychodzi do domu i zaczyna mnie prowokować,
daję się wciągnąć w dyskusje, które do niczego nie prowadzą...
mam świadomość, że nie tędy droga...ale złość i żal mnie ciągle nakręcają.

Buntuje się w sobie, że przecież tak nie chcę, tych rozmów i złośliwości a jednak ciągle nie umiem nad tym zapanować...
Chwilami spokój ( największy kiedy męża nie ma ) a jak się pojawia u dzieci, i zaczyna swoje gierki - teksty typu "utrudniasz mi kontakty z dziećmi" kiedy mówię mu, że może spędzić z nimi cały weekend a on w piątek wieczorem kiedy ja chciałam wyjść ( bo właściwie nie mam czasu na swoje przyjemności ) wychodzi szybko pierwszy z domu...no to mnie roznosi, chcę to oddać Bogu, ale idzie mi to strasznie nieporadnie :(

Mirakulum
Posty: 2055
Rejestracja: 16 sty 2017, 19:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Lavendy

Post autor: Mirakulum » 20 lut 2018, 22:26

mi w takich sytuacjach pomaga "Modlitwa o Pogodę Ducha"

Lavenda
Posty: 284
Rejestracja: 05 wrz 2017, 14:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Lavendy

Post autor: Lavenda » 20 lut 2018, 22:56

Mirakulum pisze:
20 lut 2018, 22:26
mi w takich sytuacjach pomaga "Modlitwa o Pogodę Ducha"
Mirakulum,
to coś dla mnie...mąż dzisiaj wysłał kowalskiej bukiet róż za niemałą kwotę...swoją bezmyslnoscia sam dostarcza mi taką wiedzę.
Więc zakochanie w pełnym rozkwicie...
A cały czas zarzeka się że nikogo nie ma...

Lavenda
Posty: 284
Rejestracja: 05 wrz 2017, 14:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Lavendy

Post autor: Lavenda » 26 lut 2018, 11:07

Muszę przelać trochę emocji...
Męża nie ma i nie będzie jeszcze tydzień ( te same kłamstwa co zawsze - praca)
A ja wiem jak jest, mam pewne źródło wiedzy na ten temat,
z jednej strony nie chcę tego wiedzieć co robi i gdzie...bo to boli, poświęca czas i pieniądze na jakaś babę...
A z drugiej prawnik każe mi zbierać dowody i słusznie bo mąż wniósł z winy obojga,
więc będę musiała się jakoś bronić...

Jak go nie ma to w domu jest spokój, choć ta wiedza o nim i kowalskiej mnie dręczy, ale jakoś sobie z tym radzę...
Cieszę się dzieciakami i zajmuję się sobą, robię sobie jakieś małe przyjemności, spędzamy fajnie czas
Ale najgorzej jest jak on wraca...
Pojawia się w naszym mieszkaniu, jakby był u dzieci zaledwie wczoraj, a czas kiedy go nie było się wymazał w ich pamięci...
Kreuje się na super tatusia, uśmiechnięty, wypoczęty ( bo był np. w SPA z kowalska i nie wstawał w nocy do dzieci )
Kupi jakiś prezencik ( wyrzuty sumienia pewnie trochę gryzą...)
Na mnie patrzy zdziwiony jak mu coś przytknę ( uwierzcie mi strasznie ciężko się powstrzymać )
Czasami nawet pouczy mnie, że robię coś nie tak przy dziecku,
I jeszcze potrafi skomentować, że wprowadzam nerwową atmosferę.
A ja mam ochotę go wystawić za drzwi i powiedzieć wracaj tam skąd przyszedłeś...
Tylko że dzieci...
One przecież na tego ojca czekają.

Mąż jest w takim amoku, że zerwał kontakty ze swoimi dziadkami, to są starsze osoby, bo skrytykowali go, że chce odejść od rodziny a był bardzo zżyty z dziadkiem, również z resztą rodziny zerwał kontakt - bo go nie poparli w jego parciu do rozwodu.
Nie ma go czasami 2 -3 tygodnie i ani razu nie poprosił mnie o fotkę dzieci, nie zadzwonił przez np. messenger.
Do córki zadzwoni czasami, ale są to bardzo krótkie rozmowy, takie żeby nie było, że nie dzwonię...
To co pisała Niezapominajka - totalny amok i nic się nie liczy.

A ja mam ciągle problem jak w tym trwać, modlitwa co prawda mnie wycisza,
Ale czasami jak wraca z wyjazdów od kowalskiej, to emocje są tak silne, że nie jestem w stanie nad tym zapanować :(
A bardzo bym chciała, to wylewanie emocji mnie męczy, ale trzymanie ich w sobie jest tak samo męczące...

Niby wiem, że do niego i tak ni nie dociera, ale nie umiem przejść tak spokojnie obok tego co on wyprawia,
Czuję się wtedy jakby mu dawała przyzwolenie na takie zachowania, akceptowała to...
I tak źle i tak niedobrze...

Najchętniej ukryłabym się z dziećmi w jakiejś gawrze i zapadła w sen zimowo - wiosenno - letnio - jesienny...

rak
Posty: 515
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Lavendy

Post autor: rak » 26 lut 2018, 11:44

Lavenda pisze:
26 lut 2018, 11:07
Ale czasami jak wraca z wyjazdów od kowalskiej, to emocje są tak silne, że nie jestem w stanie nad tym zapanować
A bardzo bym chciała, to wylewanie emocji mnie męczy, ale trzymanie ich w sobie jest tak samo męczące...
Bardzo rozumiem, te emocje zostają nawet dłużej niż się wydaje i się też później wylewają. Wiem, że wiesz to, ale wydobywaj je z siebie jak najczęściej, pisz, rób coś z nimi. Im dłużej jesteś otwarta na męża, jego działania i jego emocję, tym bardziej doładowujesz też siebie. Łatwo jest napisać odwiesić się, ale do tego też trzeba mieć warunki, nawet przy okresowym, ale intensywnym kontakcie to strasznie trudne.
Mi po pół roku tyle zostało, że teraz z wielkim trudem jakoś nad nimi panuję, wczoraj nie dałem rady i też miałem wybuch, częściowo kontrolowany, ale odłamki poszły...

Lavenda pisze:
26 lut 2018, 11:07
Niby wiem, że do niego i tak ni nie dociera, ale nie umiem przejść tak spokojnie obok tego co on wyprawia,
Czuję się wtedy jakby mu dawała przyzwolenie na takie zachowania, akceptowała to...
I tak źle i tak niedobrze...
Ciężkie to, jak zbalansować obronę siebie i rodziny i walkę o nią... Ja zacząłem b. gwałtownie, dostałem kilka odporów i przeszedłem do drobnych kroczków, rzucając się czasami jak ryba bez wody, broniąc jakiś głupot, po to, żeby powoli jakieś granice zarysować, żeby trochę siebie obronić i dać żonie przestrzeń do "ustąpienia" w rzeczach teoretycznie mniej ważnych. Później zacząłem je poszerzać i bronić się słownie, ale cały czas to jak kopanie się z koniem, a w sumie to mułem ;)
Nieważne jest, gdzie jesteś, ale wszędzie tam, gdzie przyjdzie ci się znaleźć, ważne jest, jak żyjesz - Henri J.M.Nouwen

Lavenda
Posty: 284
Rejestracja: 05 wrz 2017, 14:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Lavendy

Post autor: Lavenda » 27 lut 2018, 12:47

rak pisze:
26 lut 2018, 11:44
Lavenda pisze:
26 lut 2018, 11:07
Ale czasami jak wraca z wyjazdów od kowalskiej, to emocje są tak silne, że nie jestem w stanie nad tym zapanować
A bardzo bym chciała, to wylewanie emocji mnie męczy, ale trzymanie ich w sobie jest tak samo męczące...
Bardzo rozumiem, te emocje zostają nawet dłużej niż się wydaje i się też później wylewają. Wiem, że wiesz to, ale wydobywaj je z siebie jak najczęściej, pisz, rób coś z nimi. Im dłużej jesteś otwarta na męża, jego działania i jego emocję, tym bardziej doładowujesz też siebie. Łatwo jest napisać odwiesić się, ale do tego też trzeba mieć warunki, nawet przy okresowym, ale intensywnym kontakcie to strasznie trudne.
Mi po pół roku tyle zostało, że teraz z wielkim trudem jakoś nad nimi panuję, wczoraj nie dałem rady i też miałem wybuch, częściowo kontrolowany, ale odłamki poszły...

Lavenda pisze:
26 lut 2018, 11:07
Niby wiem, że do niego i tak ni nie dociera, ale nie umiem przejść tak spokojnie obok tego co on wyprawia,
Czuję się wtedy jakby mu dawała przyzwolenie na takie zachowania, akceptowała to...
I tak źle i tak niedobrze...
Ciężkie to, jak zbalansować obronę siebie i rodziny i walkę o nią... Ja zacząłem b. gwałtownie, dostałem kilka odporów i przeszedłem do drobnych kroczków, rzucając się czasami jak ryba bez wody, broniąc jakiś głupot, po to, żeby powoli jakieś granice zarysować, żeby trochę siebie obronić i dać żonie przestrzeń do "ustąpienia" w rzeczach teoretycznie mniej ważnych. Później zacząłem je poszerzać i bronić się słownie, ale cały czas to jak kopanie się z koniem, a w sumie to mułem ;)
rak,

dokładnie tak jak napisałeś - kopanie z koniem - mułem ;)
a czasami mam poczucie, że z całym stadem...

rak
Posty: 515
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Lavendy

Post autor: rak » 27 lut 2018, 14:44

Lavenda pisze:
27 lut 2018, 12:47
rak,
dokładnie tak jak napisałeś - kopanie z koniem - mułem
a czasami mam poczucie, że z całym stadem...
to może troszkę optymistyczniej - czasami masz z tego satysfakcję.
Ja mam teraz generalnie gorszy okres, wylewają mi się nawet rękawami poprzednio zakopane emocje i się mocno "radykalizuję", no i stwierdziłem, że nie będę zawsze oszczędzał ślubnej, bo większość z nich jest spowodowana obecnymi, ale przeszłymi sytuacjami z jej udziałem. Póki mam jeszcze siłę, to chcę się nimi podzielić, żebym nie usłyszał później, że mi widocznie jest fajnie, bo się cały czas staram :shock: .
Na weekend polało się na potęgę (bez agresji), ale bardzo dobitnie i chyba za mocno... (Było parę przyjemnych chwil, czemu nie ;) , ale generalnie potop). Sam z siebie nie jestem dumny, ale rzeczywiście czasami to oczyszcza atmosferę.
Dzisiaj żona sama dzwoni w porze obiadowej (miła i uśmiechnięta) i przeprasza mnie za swoje zachowania w weekend. Za co przepraszać to akurat ma, co do weekendu, to sam byłem nierozbrojoną bombą, więc tutaj specjalnie dużo jej winy nie widzę. Ale generalnie przyjemnie się człowiekowi robi, bo może zza dumy i pychy, które wcześniej wszystko przesłaniały, teraz jakieś wyrzuty wychodzą i normalny człowiek wygląda... Może też te już niemal roczne obrony Częstochowy, swoich granic, szacunku i ciągłę okazywanie miłości nie idą jakoś na marne, nie wiem, może się oszukuję, ale że od dawna jadę na oparach, więc na bezrybiu i rak ryba ;)

Takie promyki nadziei, też się zdarzają, bo nawet muł czasami ustępuję, tylko najpierw trzeba się z nim ostro przekopać :D
Nieważne jest, gdzie jesteś, ale wszędzie tam, gdzie przyjdzie ci się znaleźć, ważne jest, jak żyjesz - Henri J.M.Nouwen

udasiek
Posty: 541
Rejestracja: 15 lip 2017, 9:59
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Lavendy

Post autor: udasiek » 27 lut 2018, 15:48

Lavendo ja do Ciebie ale a propos tego co napisałaś u Camili.

W świetle tego co piszesz o córce, jak bardzo tęskni - nie wiem (ale może nie mam racji, nie wiem gdzie mieszka Twój mąż, może u kowalskiej i to by tłumaczyło że nie chcesz żeby tam dzieciaki jeździły) dlaczego nie wytłumaczysz mężowi że dzieci potrzebują go więcej bo bardzo tęsknią i czemu nie "podzielicie" wikendów - wówczas dzieci mogłyby się trochę "nasycić" tatą a i tata by sobie uzmysłowił że ma wobec dzieci więcej obowiązków niż tylko:
Lavenda pisze:
27 lut 2018, 12:13
Przychodzi do dzieci o ile nie jest akurat u kowalskiej oczywiście,
Czyli jest to jakieś kilka dni w miesiącu, wtedy się nimi zajmuje, odrabia lekcje, zabierze do kina...
Wszystko do kolejnego wyjzadu, wtedy dzieci właściwie jakby nie istniały, czasami porozmawia z córką przez telefon kilkanaście sekund i zawsze wtedy kończy bo gdzieś się spieszy...
a i kowalskiej to da do myślenia...

A tu widzę oczekiwania:
Lavenda pisze:
27 lut 2018, 12:13
Ostatnio napisała mu na dobranoc "kocha Cię" i wysłała serduszka...nic nie odpisał...to było smutne, ona ma 11 lat i przeżywa bardzo.
Ale nic mu nie powie, nie zapyta gdzie jest, czemu nie przyjechał na weekend...
może postaraj się córce wytłumaczyć żeby nie pisała (odwieść ją od pisania delikatnie jak tylko można)? (taka lista zerty dla dzieci ;) ) ochroni ją to od rozczarowań... A jakby się "nasyciła" w "jego" wikend to może i jej by było lepiej.
Wiem że to dzieci, wiem że potrzebują taty i wiem że nie bardzo masz wpływ czy pisze do taty czy nie ale może znajdziesz jakiś sposób...

Co do:
Lavenda pisze:
27 lut 2018, 12:13
Ja jak wyjdę gdzieś do sklepu i dłużej mnie nie ma, to potrafi kilka razy dzwonić i pytać gdzie jestem, za ile będę...
Moje dzieci pytały "mama a jak ty odejdziesz to my pójdziemy do domu dziecka?" serce mi pękało a mąż mówił że "przecież im nic nie jest" bo rzeczywiście przy mężu NIC nie mówiły, nie skarżyły się... biedne dzieciaki, wylewają emocje tam gdzie czują się bezpieczne...

bardzo pozdrawiam!

jacek-sychar
Posty: 5121
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Lavendy

Post autor: jacek-sychar » 27 lut 2018, 16:45

udasiek pisze:
27 lut 2018, 15:48
Moje dzieci pytały "mama a jak ty odejdziesz to my pójdziemy do domu dziecka?" serce mi pękało a mąż mówił że "przecież im nic nie jest" bo rzeczywiście przy mężu NIC nie mówiły, nie skarżyły się... biedne dzieciaki, wylewają emocje tam gdzie czują się bezpieczne...
Też to słyszałem od mojego syna, wtedy 14 letniego, który został ze mną. Bardzo długo musiał mnie mieć w zasięgu wzroku. Czasami wyglądał mi na psiaka, który chodzi za swoim panem i boi się, że zgubi się. :?

Lawendowa
Posty: 131
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Lavendy

Post autor: Lawendowa » 27 lut 2018, 22:52

udasiek pisze:
27 lut 2018, 15:48
W świetle tego co piszesz o córce, jak bardzo tęskni - nie wiem (ale może nie mam racji, nie wiem gdzie mieszka Twój mąż, może u kowalskiej i to by tłumaczyło że nie chcesz żeby tam dzieciaki jeździły) dlaczego nie wytłumaczysz mężowi że dzieci potrzebują go więcej bo bardzo tęsknią i czemu nie "podzielicie" wikendów - wówczas dzieci mogłyby się trochę "nasycić" tatą a i tata by sobie uzmysłowił że ma wobec dzieci więcej obowiązków niż tylko:
Udasiek, to tak nie działa...
Lavenda nie może chcieć za męża spotykać się z dziećmi. Tego się nie da zrobić za nikogo, a już szczególnie za współmałżonka w amoku. To on musiałby chcieć, a nie chce z sobie znanych (albo i nie do końca) powodów...
może postaraj się córce wytłumaczyć żeby nie pisała (odwieść ją od pisania delikatnie jak tylko można)? (taka lista zerty dla dzieci ;) ) ochroni ją to od rozczarowań... A jakby się "nasyciła" w "jego" wikend to może i jej by było lepiej.
Wiem że to dzieci, wiem że potrzebują taty i wiem że nie bardzo masz wpływ czy pisze do taty czy nie ale może znajdziesz jakiś sposób...
I zostanie oskarżona o utrudnianie córce kontaktów z ojcem... Wbrew pozorom rozczarowanie i umiejętność radzenia sobie z nim też jest potrzebne w rozwoju człowieka.
Moje dzieci pytały "mama a jak ty odejdziesz to my pójdziemy do domu dziecka?" serce mi pękało a mąż mówił że "przecież im nic nie jest" bo rzeczywiście przy mężu NIC nie mówiły, nie skarżyły się... biedne dzieciaki, wylewają emocje tam gdzie czują się bezpieczne...
To święta prawda. Dobrze jeśli to rodzic jest tą osobą, szkoda tylko, że odchodzący tej świadomości nie mają... Albo i mają, ale skutecznie wypierają ...
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Lavenda
Posty: 284
Rejestracja: 05 wrz 2017, 14:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Lavendy

Post autor: Lavenda » 27 lut 2018, 22:55

udasiek pisze:
27 lut 2018, 15:48
Lavendo ja do Ciebie ale a propos tego co napisałaś u Camili.

W świetle tego co piszesz o córce, jak bardzo tęskni - nie wiem (ale może nie mam racji, nie wiem gdzie mieszka Twój mąż, może u kowalskiej i to by tłumaczyło że nie chcesz żeby tam dzieciaki jeździły) dlaczego nie wytłumaczysz mężowi że dzieci potrzebują go więcej bo bardzo tęsknią i czemu nie "podzielicie" wikendów - wówczas dzieci mogłyby się trochę "nasycić" tatą a i tata by sobie uzmysłowił że ma wobec dzieci więcej obowiązków niż tylko:
Lavenda pisze:
27 lut 2018, 12:13
Przychodzi do dzieci o ile nie jest akurat u kowalskiej oczywiście,
Czyli jest to jakieś kilka dni w miesiącu, wtedy się nimi zajmuje, odrabia lekcje, zabierze do kina...
Wszystko do kolejnego wyjzadu, wtedy dzieci właściwie jakby nie istniały, czasami porozmawia z córką przez telefon kilkanaście sekund i zawsze wtedy kończy bo gdzieś się spieszy...
a i kowalskiej to da do myślenia...

A tu widzę oczekiwania:
Lavenda pisze:
27 lut 2018, 12:13
Ostatnio napisała mu na dobranoc "kocha Cię" i wysłała serduszka...nic nie odpisał...to było smutne, ona ma 11 lat i przeżywa bardzo.
Ale nic mu nie powie, nie zapyta gdzie jest, czemu nie przyjechał na weekend...
może postaraj się córce wytłumaczyć żeby nie pisała (odwieść ją od pisania delikatnie jak tylko można)? (taka lista zerty dla dzieci ;) ) ochroni ją to od rozczarowań... A jakby się "nasyciła" w "jego" wikend to może i jej by było lepiej.
Wiem że to dzieci, wiem że potrzebują taty i wiem że nie bardzo masz wpływ czy pisze do taty czy nie ale może znajdziesz jakiś sposób...

Co do:
Lavenda pisze:
27 lut 2018, 12:13
Ja jak wyjdę gdzieś do sklepu i dłużej mnie nie ma, to potrafi kilka razy dzwonić i pytać gdzie jestem, za ile będę...
Moje dzieci pytały "mama a jak ty odejdziesz to my pójdziemy do domu dziecka?" serce mi pękało a mąż mówił że "przecież im nic nie jest" bo rzeczywiście przy mężu NIC nie mówiły, nie skarżyły się... biedne dzieciaki, wylewają emocje tam gdzie czują się bezpieczne...

bardzo pozdrawiam!
Udasiek,
Niejednokrotnie mówiłam mężowi, że dzieci tęsknią - amok - jakby nie doslyszal, raz tylko napisał, że specjalnie mówię mu że tęsknią by zrobić mu przykrość bo je bardzo kocha i go to rani jak mu tak mówię...nie wierzyłam!
Wynajmuje jakiś pokój jak jest w naszym mieście, ale nie zabiera tam dzieci, do kowalskiej ich na pewno nie zabierze ( ona mieszka jakieś 400 km dalej od nas ) zresztą córka nie jest przyzwyczajona do nocowania z ojcem i mimo, że go bardzo kocha i tęskni powiedziała mi, że beze mnie na noc nigdzie nie pojedzie.
A mąż już zapowiedział, że ze mną nigdzie nie wyjdzie razem z dziećmi i nie pojedzie...nieważne że to byłoby może dla ich dobra, żeby rodzice razem w czymś uczestniczyli w ich życiu.

Moja córka też przy mężu nic się nie skarży, więc jemu wydaje się, że wszystko wyolbrzymiam.
To fakt ich emocje wypływają tam gdzie czują się bezpiecznie...dobrze że jest ta przystań bezpieczeństwa dla nich, to mnie trzyma w pionie, że muszę pokazać im, że jestem i ich nie zawiodę.

Dotarły do mnie wieści, że mąż spędził weekend w spa z kowalska, potem wspólne zakupy w galerii, wszystko za nasze pieniądze ( nie mamy rozdzielnosci ) wraca za tydzień; mam chwilę żeby ochłonąć...

Lavenda
Posty: 284
Rejestracja: 05 wrz 2017, 14:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Lavendy

Post autor: Lavenda » 05 mar 2018, 6:53

Dzisiaj mój mąż, po długiej nieobecnosci ( wizyta m.in. u kowalskiej ) przyjeżdża do dzieci, niejako zmuszony sytuacją bo jestem chora, za kilka dni idę do szpitala :( niestety nerwy zrobiły swoje :(
układam sobie jakoś to wszystko w głowie, żeby tylko nie wylewać znowu swojego żalu, bo tylko jeszcze bardziej się denerwuje.
Z drugiej strony świadomość, że ja chora sama z dziećmi, a mąż fruwa sobie z kowalska też mnie dobija...może też powinnam myśleć o nim jak o chorym...na amok

s zona
Posty: 1560
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Lavendy

Post autor: s zona » 05 mar 2018, 16:25

Lawendo ,
dbaj o siebie ,niestety zdrowie jest jedno a stres wyniszcza ..
Sciskam Cie serdecznie :)
Pomodle sie o 21h .

ps swego czasu ,jak maz prowadzil swoje zycie prywatne.....
modlilam sie tym egzorcyzmem malzenskim ..
http://sychar.org/2017/11/29/egzorcyzm-malzenski/
I uspokajal mnie .... a mezowi podobno niektore spotakania "nie wychodzily "

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości