Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 707
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: Ruta » 06 paź 2020, 22:48

mare1966 pisze:
06 paź 2020, 19:01
Ruto ,
nadal same ogólniki .
Moim zdaniem utożsamiasz się niejako z autorką ( konkretnie : z rolą tj. ofiarą przemocy )
Masz silny emocjonalny stosunek do cudzych jednak sytuacji .
Projektujesz trudne ale własne osobiste przeżycia do innych wątków .
Zauważ , że bardzo dużo piszesz o sobie i swoim bólu .

Piszesz , że mężczyźni są predysponowani do przemocy .
Zgoda , są silniejsi .
Jednak z racji przewagi siły fizycznej kobiety wypracowały inny rodzaj przemocy .
To przemoc mniej oczywista ( nie zostawia siniaków ) , niefizyczna
co nie oznacza , że mniej dotkliwa .
To często wszelkie działania manipulacyjne , pozorowanie , intrygi itp.
I tu kobiety także łatwo się gubią i usprawiedliwiają - "zwiódł mnie" ,
zasłaniają się emocjonalnością .
A emocje jak wiadomo , nie są dobrym doradcą .

Rola ofiary niesie ze sobą także wiele korzyści .
Uważam jednak , że skutecznie zamyka nas w twierdzy bezpiecznej ,
ale jednak czyni nas zamkniętymi i osamotnionymi .
Stąd zapewne ciągoty do wsparcia innych samotnych twierdz .

To moje spostrzeżenia , nie trzeba się z nimi zgadzać .
Mare, Mare...,
Oczywiście, że utożsamiam się z osobami, które mają podobne przeżycia do moich. Natomiast czy mam "silny emocjonalny stosunek"? Nie. To, że częsciowo rozumiem postawę i potrzeby osoby w podobnej do mnie sytuacji nie oznacza silnego emocjonalnego stosunku. Czy mój stosunek jest emocjonalny? Tak. Obejmuje zresztą wiele emocji, empatię, chęć wsparcia, wysłuchania, podziw. Nie ukrywam tych emocji, piszę o nich otwarcie.
Natomiast, czy utożsamiam się z rolą ofiary przemocy? Nie. Nie widzę także, aby Eowina (wybacz Eowino, że piszę o Tobie w twoim wątku w trzeciej osobie) w jakikolwiek sposób w taką rolę wchodziła. Stwierdzenie "doświadczałam przemocy i podjęłam kroki by tą przemoc przerwać" nie ma nic wspólnego z "rolą ofiary". Rola ofiary, sformułowanie ukute przez wpółczesną psychologię jest dobrze zdefiniowana - odnosi się do osób, które pozostają w przemocy, by czerpać z tej sytuacji korzyści, różne zresztą: czasem finansowe (na przykład utrzymanie ze strony przemocowego małżonka, czasem rodzica), czasem psychiczne (uwaga otoczenia, poczucie własnej szlachetności, usprawiedliwienie dla własnej bierności życiowej), czasem jeszcze inne. Niemniej jednak takie przypadki są dość rzadkie. Większośc ofiar woli z przemocy wyjść, niż przyjmować "rolę".

Czy projektuję swoje osobiste przeżycia do innych wątków? Nie sądzę, choć na pewno wpływają one na moją perspektywę. Jak w przypadku każdego człowieka. Czy piszę dużo o moim bólu? Różnie, jeśli go odczuwam wtedy o nim piszę. Lub gdy chcę napisać, że w okreśłonej sytuacji ból odczuwałam. Ale ból nie jest obecnie we mnie dominującycm uczuciem, raczej radość. Czy piszę o sobie? Tak - przede wszystkim o sobie. Staram się podzielić swoim doświadczeniem, jeśli w jakimś obszarze takie posiadam (uzależnienie, przemoc ze strony męża, kryzysy psychiczne, trudne przeżycia z używkami, macierzyństwo, otrzymanie pozwu, trudne relacje z Bogiem, znalezienie się na skraju romansu, zakochanie, praca nad postawą wierności małżeństwu, terapia, Nowenna Pompejańska - trochę mi się tego w moim życiu nazbierało). Staram się jednak trzymać podstawowej formuły Forum: pisać o sobie i swoim doświadczeniu i unikać oceniania innych osób, odnosić się do faktów, nie do emocji, jakie budzą we mnie czyjeś wypowiedzi. I unikać ocen. Nie odnoszę się natomiast do sytuacji, o których nie mam pojęcia, bo ich nie doświadczyłam. Nie mam wtedy czym się podzielić. A jeśli chcę opisać emocje, jakie czyjaś wypowiedź we mnie wzbudziła - staram się to robić jak najbardziej wprost.

Na przykład teraz martwi mnie i niepokoi, że w twoich wypowiedziach w tym wątku nie zawarłeś żadnego osobistego doświadczenia, którym chciałbyś się z autorką wątku i pozostałymi forumowiczami podzielić. Są za to ogólniki o rolach ofiar, o korzyściach jakie z tej roli można czerpać, o utożsamianiu się ofiar ze sobą, o tym że ofiary tworzą samotne twierdze i wspierają się w tym by być tymi samotnymi twierdzami. Że samiec twój wróg, że oceniając czy jest przemoc, czy jej nie ma trzeba zachować zdrowy rozsądek, że płeć nie predystynuje do stosowania przemocy i że to bardzo niebezpieczne poglądy (tu zgodziliśmy się, że to błędny pogląd), oraz że podatki to też swojego rodzaju przemoc. Sporo słów, dużo psychologizowania...tylko czemu ma to Mare służyć? Co tak naprawdę chciałeś wyrazić, co przekazać? Nie pytam złośliwie, nie rozumiem.

Ja chcę przekazać swoje wsparcie Eowinie, bo ją rozumiem, bo podoba mi się jej dojrzała postawa wobec trudnej sytuacji (taka na którą ja w sytuacji doświadczania przemocy nie potrafiłam się zdobyć, mimo braku zalezności finansowej) - oraz opisać moje doświadczenia związane z częściowo podobną sytuacją. Odnosząc się zaś do twoich wypowiedzi, chcę przekazać, że nie zgadzam się z tym jak w swoich postach w tym wątku przedstawiłeś sytuację kobiet, które doświadczają przemocy w swoich małżeństwach i wskazać z czym dokładnie się nie zgadzam. Merytorycznie odnosząc się do twoich wypowiedzi. Nie atakując ciebie, nie snując domysłów o tym z czym się utożsamiasz, czy piszesz o swoim bólu, co może być twoją projekcją.

Natomiast odbieram twoje wypowiedzi tak, że masz emocjonalny stosunek do mówienia przez kobiety o doświadczeniu przemocy - i jest w tobie skłonność do kwestionowania takich doświadczeń, wskazywania, że przemoc jest tylko wtedy gdy jest "intecjonalna" i nastawiona na wyrządzenie krzywdy (to akurat nieprawda),że "przemoce można mnożyć", oraz skłonność do przypisywania kobiecie która pisze o swoim doświadczeniu "roli ofiary" z której to kobieta "czerpie korzyści". Obserwuję, że często stawiasz takie hipotezy bez uzasadnienia, odniesienia się do czyjejś sytuacji lub wypowiedzi i nie wprost, ale poprzez bardzo ogólnikowe spostrzeżenia, które choć pozostają luźno związane w wątkiem, to jednak właśnie w takich wątkach je zamieszczasz. Często też w podobnych wątkach piszesz o przemocy jaką stosują kobiety. Ofiary przemocy rzadko stosują przemoc wobec sprawcy, nawet nie dlatego, że nie chcą, czy nie mają takich predyspozycji, po prostu nie mają takiej możliwości. Naraziłoby je to na jeszcze większą przemoc. Co nie znaczy, że nie ma kobiet stosujących przemoc - wtedy to mężczyźni nie bardzo mają możliwość stać się wobec nich sprawcami.

Zwróciło moją uwagę, że pisząc o ofiarach przemocy, napisałeś "my" i że rola ofiary zamyka "nas" w bezpiecznej twierdzy, która czyni nas zamkniętymi i osamotnionymi. Jeśli chcesz o takich doświadczeniach porozmawiać, bo na przykład przeszedłeś przez etap zamykania się w roli ofiary, lub nawet nadal czujesz się w takiej roli zamknięty - chętnie o tym z tobą porozmawiam i wymienię doświadczenia, na przykład jak się poczułam, gdy uświadomiłam sobie, że doświadczam przemocy, a jak, gdy odkryłam, że także nie jestem wolna od przemocowych zachowań. Proponuję jednak dalszą część rozmowy przenieść w bardziej właściwe miejsce - twojego lub mojego wątku. Eowina nigdzie nie napisała, że czuje się samotną twierdzą, lub że stosuje wobec swojego męża przemoc. Ma konkretną trudną sytuację - otrzymała pozew rozwodowy, poszukuje wiedzy i wsparcia w tym zakresie. Myślę, że warto szanować wolę autorów wątków i ich granice.

Ewoino - przepraszam, że tak się rozpisałam, nie do końca na temat. Mam nadzieję, że zostaniesz. I że kiedyś usłyszymy się na sycharowym Skypie :)

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: Avys » 07 paź 2020, 0:59

Mare1966, wiem, że Ruta potrafi dobrze i bardzo logicznie obronić swoje argumenty i pewnie to zrobi. Napiszę tylko, że ja nie zgadzam się z Twoją argumentacją a zgadzam się z argumentacją Ruty.
Nie będę pisać bzdur typu, że prawda leży po środku bo PRAWDA LEŻY TAM GDZIE LEŻY i nie można jej przesunąć nawet o milimetr.
Najbardziej zaniepokoiło mnie to, co napisałeś o przemocy którą stosują kobiety bowiem ten typ przemocy stosował dokładnie mój mąż a nie był on bynajmniej kobietą! Przemoc która absolutnie nie była fizyczna- wiele razy myślałam, że wolałabym żeby mnie pobił, bo to byłoby mniej bolesne niż przemoc psychiczna w której był mistrzem i się tym szczycił. Do tej pory mam czasem koszmary związane z jego przemocą.
Oczywiście jak sam piszesz- również i Ty nie musisz zgadzać się z moją opinią. Pozdrawiam

sasanka
Posty: 174
Rejestracja: 09 sie 2017, 23:08
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: sasanka » 07 paź 2020, 12:29

Avys musiałam się odezwać , bo bardzo mi się podoba to stwierdzenie ,że PRAWDA LEŻY TAM GDZIE LEŻY .
Nic dodać nic ująć i dotyczy ona wszystkich opisanych tu na forum spraw , trudnych spraw.
Dlaczego to takie ważne, bo często każdy z nas próbuje ją interpretować na swój sposób (oczywiście korzystnie dla siebie) zamiast przyjąć fakty i po prostu na nie reagować.
Nie jest to łatwe , to też wiem ale może warto spróbować?

Ewuryca
Posty: 251
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: Ewuryca » 07 paź 2020, 13:47

sasanka pisze:
07 paź 2020, 12:29
Avys musiałam się odezwać , bo bardzo mi się podoba to stwierdzenie ,że PRAWDA LEŻY TAM GDZIE LEŻY .
Nic dodać nic ująć i dotyczy ona wszystkich opisanych tu na forum spraw , trudnych spraw.
Dlaczego to takie ważne, bo często każdy z nas próbuje ją interpretować na swój sposób (oczywiście korzystnie dla siebie) zamiast przyjąć fakty i po prostu na nie reagować.
Nie jest to łatwe , to też wiem ale może warto spróbować?
A co jeśli dwie strony widzą tę prawdę gdzie indziej? Dlaczego zakładamy że leży tam gdzie nam się wydaje a nie tam gdzie wydaje się naszemu współmałżonkowi?

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: Avys » 07 paź 2020, 18:41

Są sytuacje w których dojście do prawdy jest trudne z uwagi na subiektywność postrzegania każdego z nas, brak dogłębnej wiedzy nie tylko o innych ale czasem o nas samych etc. Nawet sądy po wieloletnich procesach się mylą.
Dlatego czasem nie pozostaje nam nic innego jak dochodzić do prawdy przez całe życie. A wskazówkę mamy prostą: Trzeba iść za Jezusem wtedy dojdziemy do tego wcześniej czy później.
„Ja Jestem Drogą, Prawdą i Życiem”.

Natomiast nie zmienia to twierdzenia, że PRAWDA LEŻY TAM GDZIE LEŻY, czyli może leżeć w miejscu które jest bardzo daleko od tego w którym nam się wydaje, że jest. Czasem może być pośrodku, ale czasem może być zupełnie po jednej albo po drugiej stronie.

PRAWDA JEST PIĘKNA. Ja się nią zachwycam w każdym razie, choć czasem jest bolesna ale prowadzi do wolności, szczęścia i wiecznej młodości!

Kłamstwo jest obrzydliwie. Imituje często szczęście. Prowadzi człowieka do zniewolenia, zgorzknienia i śmierci!

marylka
Posty: 1196
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: marylka » 10 paź 2020, 13:01

Eowina pisze:
03 paź 2020, 14:52
To bardzo bolesne doświadczenie i nie mogę nigdzie znaleźć osoby która kochając odeszłaby by właśnie ratować małżeństwo.
Czesc
U mnie tak bylo
Mąź uwiklany w nalog pornografii cale z tym zwiazane badziewie sprawilo że odeszłam od niego.
Wydawaloby sie - coż to - pornografia? Bo i takie glosy slyszalam u "wspieraczy"
Byly też zdrady
Natomiast cala jego osobowosc byla nie do zniesienia. Poczatkowo byl zamkniety - nie chcial rozmawiac a w źycie rodzinne angażowal sie na zasadzie robota.
Potem dla odmiany stal sie agresywny
Kiedy sie dowiedzialam o nalogu i calym ukrywanym drugim życiu jeszcze chcialam żeby podjal terapie. On nie uważal że potrzebuje pomocy.
I w koncu odeszłam - kiedy znowu okazalo sie że jednak dalej tapla sie w tym bagnie

Nie chcialam odchodzic jednak świadomosc co zrobił i jak mnie oszukiwal i dalej to robil byly silniejsze. Bylam teź mega znerwicowana i caly czas skupiona na meżu i jego nalogu.

Kiedy sie wyprowadzilam on zrozumial że to nie żarty. Wtedy podjal na serio terapie.
Po ponad roku uslyszalm słowo "dziekuje" - wlaśnie za ta wyprowadzke, za ten wstrząs ktory byl mu potrzebny. Miał też czas żeby wszystko poustawiac sobie na nowo w glowie i przekonac sie jakie sa jego priorytety.
Dzis jestesmy razem chociaź wtedy to ja daźyłam do rozwodu.
Czasem trzeba wybierac mniejsze zlo od gorszego zła dlatego rozumiem Cie z ta wyprowadzka
Co do orzecznictwa - to nie wiem.
Natomiast znam pare ktora ponownie zawarla slub kościelny bo oprocz rozwodu stwierdzone zostalo nieważnie zawarte malżenstwo przed sadem biskupim.

Dlatego....proponuje - uwierz Bogu. On jak trzeba to i cud uczyni :)
Tyle, że On wie co dla Ciebie bedzie najlepsze
Zaufaj...
Pozdrawiam

MaryM
Posty: 217
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: MaryM » 10 paź 2020, 19:26

Marylko, potrzebowałam końcówki Twojego postu - u mnie katastrofa e związku, mąż obcy, odcięty, wyprowadzony, nie potrzebujący dzieci, planujący nowe życie, kredyty, wakacje z tajną wciąż kosalską. Nieznoszący (!) mnie miłej, chętnie opowiadającej , uśmiechniętej, ładnej, dobrze ubtsnej, wysportowanej 😇 noż kurczę - straciłam ludzką nadzieję... zaakceptowałam, ułożyłam sobie życie solo, zArtuję z mojego statusu.... a tu taki post...

Ruta
Posty: 707
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: Ruta » 11 paź 2020, 0:43

Marylko, podziwiam twoją odwagę. Był moment, gdy się na taką zdobyłam, ale gdy mąż poszedł na terapię, szybko wróciłam na stare tory, mąż terapię przerwał i na powrót wylądywaliśmy w tej samej sytuacji... a w zasadzie trudniejszej, bo każdy rok życia z problemem nałogu, to kolejny rok ranienia siebie nawzajem, przystosowywania się do tego, do czego przystosowywać się nie powinno, tracenia energii, zasobów, spalania się... po nic. Przykro mi, że nie miałam wtedy w sobie tyle odwagi. Że priorytetem było dla mnie wspólne życie, kosztem wszystkiego innego, mnie, męża, dziecka.

Tak jak napisałaś - wierzę Bogu. Że zrobi dla nas wszystko, co tylko możliwe i dla mnie i dla męża, dla naszego małżeństwa - i to co dla nas najlepsze. Oddaję Jemu nasz kryzys. Dziś odmawiając Ojcze nasz, uświadomiłam sobie, ile w tej modlitwie jest zaufania - i przekonania, że wszystko co mamy, czego potrzebujemy jest w Jego rękach i jego mocy. Zawsze widziałam w tej modlitwie zestaw próśb - dziś dostrzegłam zawierzenie. Choć mam kryzysy, kiedy chciałbym Boga trochę pośpieszyć, przekonać do moich pomysłów (to i tak lepiej, niż gdy się obrażałam, albo dochodziłam do wniosku, że jak tak, to sobie poradzę). Dlatego i ja dziękuję Ci za twoje słowa - podtrzymują na duchu - i w wierze :)

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: Avys » 11 paź 2020, 10:26

Marylka, ja się na taką odwagę też nie zdobyłam. Pomimo, że Mąż odszedł to ja przez długi, długo czas pozostałam uwieszona. W zasadzie choć w moim przypadku zabrzmi to pewnie dziwnie- cały czas czuję jeszcze, że muszę się od Niego odwieszać. Zapewne jest to też przyczyna tego, że jestem tutaj na tym forum, bo dużo mam w tym względzie jeszcze do przerobienia. Na moim przykładzie widać jak ma dłoni, że proces odwieszania jest zależny od nas i druga strona nie ma na to wpływu za bardzo. Plusem mojej sytuacji teraz jest to, że pozwala mi łatwiej złapać dystans, nie oszukiwać się. Co do tych słów „uwierz Bogu”, „zaufaj” - w mojej sytuacji można by powiedzieć no nie, tutaj już nic nie da się zrobić, jakie ufaj? małżeństwa definitywnie nie ma i nie będzie! Żaden cud się nie zdarzył! Miewałam chwile zwątpienia i ciągle od czasu do czasu przychodzą ale paradoksalnie wdzięczność Bogu za ocalenie mnie i OGROMNA pochodząca tylko od Boga wiara, że On to ogarnia i prowadzi mnie są niewspółmiernie silniejsze niż te zwątpienia.
W bardzo tragicznym w moim życiu momencie jak dzieci płakały, a mąż odchodził z walizką dostałam słowa które wtedy wydawały się abstrakcją, a teraz tym bardziej jeszcze:

„Pan Bóg tak samo oczyszcza i pustelnika, i małżonka, z tym, że - tak myślę - woli to robić w małżeństwie, bo ci ludzie potem coś przekażą innym. Pustelnik może przekaże jakąś pisaninię, a ci żywe dzieci. Żywych ludzi z oczyszczonego, oświeconego, zjednoczonego małżeństwa.”

Normalnie miałabym ochotę o tych słowach zapomnieć i nigdy do nich nie wracać bo w moim przypadku wyglądają na wierutną bzdurę. Ale uwierzcie mi, nie mogę choć próbuję. Te słowa pomimo absurdu są tak samo żywe i mocne jak w chwili kiedy Mąż trzasnął drzwiami i powiedział dzieciom, że nigdy nie wróci. Jak ja te słowa wtedy przeczytałam to pomyślałam „bez przesady aż takie mocne pocieszenie w takim momencie to aż nie wypada!”. A teraz to dopiero nie wypada!!! Kompletnie nie rozumiem tych słów teraz a pomimo wszystko nie mogę ich potraktować jak jakąś ściemę i nie umiem o nich zapomnieć.
Tak czy siak też często wydaje mi się, że tutaj do tego forum nie pasuję. Nikt na moim wątku mi nie odpisał - bo w sumie w moim przypadku nie ma już sensu. Ale Apostołowie idąc do Emaus też nie widzieli sensu w zostawaniu w Jerozolimie. Sytuacja wydawała się całkowicie pozamiatana.
Nie wiem co się w moim życiu wydarzy. W sumie jak ufam Bogu to mnie to nie obchodzi za bardzo;-)

JolantaElżbieta
Posty: 615
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: JolantaElżbieta » 11 paź 2020, 11:51

Avys pisze:
11 paź 2020, 10:26

Tak czy siak też często wydaje mi się, że tutaj do tego forum nie pasuję. Nikt na moim wątku mi nie odpisał - bo w sumie w moim przypadku nie ma już sensu. Ale Apostołowie idąc do Emaus też nie widzieli sensu w zostawaniu w Jerozolimie. Sytuacja wydawała się całkowicie pozamiatana.
Nie wiem co się w moim życiu wydarzy. W sumie jak ufam Bogu to mnie to nie obchodzi za bardzo;-)
No i o to chodzi - jak Jezus umarl na krzyżu, apostołowie spuścili głowy i odeszli, a potem się ukryli, tracąc wszelką nadzieję - po ludzku. I wtedy okazała się Moc i zamysł Boga:-)

Ja też nie mam juz nadziei na powrót mojego męża - dlatego chcę jedynie, aby Pan Bóg mnie prowadził przez dalsze życie, żeby nie upadła, żebym miała radość pomimo....

lena101
Posty: 138
Rejestracja: 24 lut 2018, 22:28
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: lena101 » 11 paź 2020, 15:25

Ja też nie mam juz nadziei na powrót mojego męża - dlatego chcę jedynie, aby Pan Bóg mnie prowadził przez dalsze życie, żeby nie upadła, żebym miała radość pomimo....
U mnie podobnie. Po ludzku straciłam nadzieję. Zaglądam tu na forum, bo daje mi siłę, by wypełniać swoją część przysięgi

marylka
Posty: 1196
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: marylka » 11 paź 2020, 22:11

lena101 pisze:
11 paź 2020, 15:25
Ja też nie mam juz nadziei na powrót mojego męża - dlatego chcę jedynie, aby Pan Bóg mnie prowadził przez dalsze życie, żeby nie upadła, żebym miała radość pomimo....
U mnie podobnie. Po ludzku straciłam nadzieję. Zaglądam tu na forum, bo daje mi siłę, by wypełniać swoją część przysięgi
Ja mialam dokładnie to samo.
Po ok 2 latach walki z meżem, z jego nalogiem i wydawało mi sie z calym światem - rece mi opadly.
Wyprowadziłam sie.

Miałam już dosc takiego życia bo widzialam że jestem na skraju zalamania. A majac świadomosc uzależnienia męża czulam odpowiedzialnosc za wychowanie dzieci.
Po ludzku - beznadzieja.
Mialam wrażenie że nie moge oddychac tym samym powietrzem co on.
Zabral mi wiare i nadzieje
Miłość zostala - ale jaka?????
Okaleczona i obdarta z najwiekszej intymnosci poprzez zdrady.

Miałam tyle do ogarniecia!
Nowe mieszkanie, dzieci, szkoła, praca, organizacja życia
Kiedys pisalam - że jechalam samochodem i czulam coraz wiekszą samotnosc. Puscilam rożaniec. Im bardziej pukala do mnie rozpacz tym glosniej odmawialam dziesiatke. Na koniec zatrzymalam samochod i ryczałam na caly głos.

Ale dzieciom nie pokazalam slabosci. Pozwolilam im wybrac kolory farb na ściany, wziełam kredyt na meble. To je troche ożywiło i zaangażowało w normalne życie.
A w nocy ryczalam w poduszke.
Nie zawsze bo czesto dzieci chcialy ze mna spać.
Emocjonalnie bylam przed Bogiem jak na czworakach.
Dopoki nie wzielam pod poduszke obrazu Chrystusa - takiego MEGA przystojnego.
Oddalm mu siebie i powiedziałam - teraz Ty jestes moim meżczyzną.

Dostałam mega wsparcie od rodziny i najbliższych. A w dzien moich urodzin Prowadzaca napisała że kroki zaczynam. Nawet zapomniałam że sie kiedys zapisałam! Jeszcze sie probowałam wymigac ale Gosiah /ściskam/ odpisywala mi i nie przejmowala sie moim pyszczeniem i warunkami

Ja jestem w stanie uwierzyc że rozstanie porownywalne jest z zespolem stresu pourazowego.
Nie rozumialam dlczego on mi to zrobil.
A jeszcze - coraz bardziej dostrzegałam jaka marna byłam i beznadziejna przed mężem żebrajac o miłosć i chwile rozmowy. Powodowalo to że jeszcze gorzej sie czulam. W tym gniewie i nienawisci chcac sobie poprawic humor zadbałam o siebie i swoja fizycznosc. Wydawalam kase ktorej cale życie bylo mi szkoda na siebie bo lepiej cos do domu kupic.
Wiedzialam że nie jestem idealna ale żeby mnie zdradzac???? Nikt na to nie zasługuje!
Obraz mojego meża zmienil sie w moich oczach. Już go nie chcialam. Nie takiego.
Zaczelam pracowac na krokach. Ile ja tam wylalam łez. Kilka razy chcialam odejsc bo moja nienawisc i gniew byly zbyt słabo rozumiane.

Jak tylko potrafilam zaangażowalam sie w życie codzienne i pracę.
Po ludzku dawno stracilam nadzieje.
Chciałam dożyć, potem zastanawialam sie jak bedzie wygladała moja starosć, potem poszłam do kina, zaczełam czytac ksiażki. Pieklismy ciasta z dziećmi i wspolnie robilismy prace plastyczne.
Pamietam jak robilismy szopkę bożonarodzeniową. Swieta Rodzina....a moja? Gdzie?
Nie tak umawialismy się Boże!
Tak.
Kłócilam sie i z Bogiem!
Caly czas slyszalam głos "Wystarczy Ci mojej łaski"
Caly czas to slyszałam!
Bo zaczełam czytac Pismo Św.
Chcialam cos uslyszeć

Zawsze bylam zaangażowana w życie najbliższych. Choroba dwoch najbliżych osob sprawila że nad trumna zastanawiałam sie co i ile znaczy życie...

Czy zostawilam męża?
Tak
Powiedzialam mu tylko że jak zbliży sie do dzieci to mi wystarczy
Od niego nic nie chce
Nie jestem w stanie mu wybaczyc i zaufac na nowo. Poza tym mam tyle pretensji do niego że jeśli on mnie nie wykończyl to ja go wykoncze ciaglymi pretensjmi i żalami.

Ale tam...nad trumna pomyśllam o nim...i było mi smutno.

Czy moge cos zrobić?
Tak!
Moge swoja modlitwa blagac Boga o jego zbawienie. Przynajmniej na tyle sie przydam.
Może nie wracac - zresztą nie jestem gotowa z nim byc. Ale już wiedzialam o mocy jaka maja małżonkowie w modlitwie za siebie.

Zamowiłam msze - Bogu wiadomej intencji - 30 mszy. To byly tylko za niego.
Odmowilam Pompejankę
Zwiastowanie - Boże - przyjdz do niego jak do Maryi- daj mu Syna, niech uslyszy wiadomosć
Nawiedzenie - Maryjo - przyjdz do niego z Jezusem
Narodzenie - Boże narodź sie w tej stajni gdzie tyle grzechow zdrady i brudu
Ofiarowanie - oto moj maż - oddaje Ci go. Nie potrafie z nim być. Ale Ty sie nim zajmij - pewnie bedzie o wiele lepszy efekt niż byl ze mną
Znalezienie - o dobry Boże - daj sie mu odnalezć. Jak już Cie znajdzie to znajdzie i szczeście.

Bolesne byly o mnie
Czulam ten lek z Ogróca - co to bedzie?
Mialam korone z cierni ktora czulam że mi mąż założył Droge Krzyżową i biczowanie - kiedy wspominalam wszystkie momenty ktore ranil mnie jako żonę....
Aż po śmierć....naszego związku... :(


O dziwo - cześci chwalebnych nie odnosilam do naszego życia
Zmartwychwstanie?
Wszystkie te tajemnice były już z Bogiem zwiazane i łączylam je z życiem pozagrobowym....
Nasze istnienie na ziemi było niemożliwe

Wiedziałam że Bóg o mnie sie troszczy. W tamtym okresie doświadczylm wiele dobroci od tylu ludzi!
Czulam sie coraz bardziej spokojna
Pokochalam nowe miejsce na ziemi


Mąż był coraz bardziej obecny w życiu dzieci. Slyszałam jak sie śmieją. Coraz cześciej z nimi przebywał i szczerzej z nimi rozmawiał

Kiedy zaczeło świtac ponowne życie wspolne wpadłam w popłoch.....z daleka było latwiej....dzieci już sie zaklimatyzowaly w nowym mieszkaniu a i ja stanełam na nogi
Bylam już inna kobieta.
Pewna siebie
Z calym sercem moge powiedziec że najwartosciowszy czas byl dla mnie wtedy - dla mojego rozwoju
Kurcze - uwierzycie, że ja nie miałam nawet karty bankomatowej przy meżu?????
Raz zapomnialam pinu raz mi wsyslo i maż stwierdził że nie bede jej miała
Śmieszne nie?
Wszystkiego sie nauczylam. Przekroczylam samą siebie
Mąż mnie nie poznawał
I to mnie cieszyło
Przestalam mu tlumaczyć życie /matkować mu / a także przestalam
jemu tlumaczyc sie z moich decyzji ktore raz byly lepsze a raz gorsze
Zaczelam czuc sie wolna...coraz bardziej niezależna...i mialabym to porzucić????????

I znowu uslyszałam "wystarczy ci mojej łaski"
Ale to już osobna historia....

Można po ludzku stracic nadzieję - nawet czasem jest to latwiejsze
Ale pamietacie słowa "dla Boga nie ma nic niemożliwego" ?

A ten Przystojniak jest dzisiaj w salonie na honorowym miejscu i czesto z Nim rozmawiam :)
Myslicie - żyli dlugo i szcześliwie?
W życiu!
Powrot byl cieżki
I do dzis mamy wzloty i upadki
Ale ja sie już nie boje
Doświadczylam cudu i wiem że dla Boga to pestka - uczynic cud
Wiara i zaufanie - to podwaliny każdego cudu


Pozdrawiam

twardy
Posty: 1755
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: twardy » 12 paź 2020, 11:31

Marylko, piękne swiadectwo, że dla Boga wszystko jest możliwe.
Dajesz nim nadzieję wielu osobom.
Tak trzymaj. :D

nałóg
Posty: 2381
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: nałóg » 12 paź 2020, 12:33

Marylko, może warto dodać do tego Twojego świadectwa trochę informacji jaką pracę wykonałaś nad i ze sobą........ bo Bóg szczególnie lubi pomagać tym co sami sobie chcą pomóc.PD

marylka
Posty: 1196
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: marylka » 12 paź 2020, 15:33

nałóg pisze:
12 paź 2020, 12:33
Marylko, może warto dodać do tego Twojego świadectwa trochę informacji jaką pracę wykonałaś nad i ze sobą........ bo Bóg szczególnie lubi pomagać tym co sami sobie chcą pomóc.PD
Moja praca nad soba glównie polegala na zrozumieniu i przeorganizowaniu mojego myslenia.
Miałam wrażenie źe dajac z siebie wszystko - nie zostawiajac nic dla siebie jest dobre pożądane i to sie Bogu i ludziom podoba.
To byl najwiekszy błąd.

1. Przebaczenie. Moja zraniona duma i ponixżenie jako kobiety i matki. Nie chciałam mu wybaczyc i nie wyobrażałam sobie tego.
Na krokach zrozumialam że przebaczenie potrzebne jest mi - nie meżowi. Że nieprzebaczenie jest jak plecak z kamieniami ktory nakladam sobie codziennie sama na plecy i to dźwigam.
Pojechalam na rekolekcje weekendowe. Mężowi powiedzialm że jade sie teraz ja bawic bo chcialam żeby go bolalo. Zostal z dziećmi. A ja caly weekend walkowalam historie Krola Dawida....
No...mega podobna do mojej. Bylo tam wielu malżonków, poranionych, bylo dużo lez. Ja nie plakałam. Nie wybaczylam jeszcze wtedy. Ale dowiedzialam się, że jak CHCE przebaczyc to już jest dobrze. A już chciałam
Przebaczenie to proces. Długi czasem krotki. To nauczenie sie patrzec na drugiego człowieka oczami Bożymi - ja to tak widzę. Majac świadomosc ułomnosci ludzkiej natury
Przebaczyc też chciałam sobie. Że taka glupia byłam, że dałam sie wykorzystywac, że dalam sie oszukiwac, że nie bylam zbyt dobra źeby stworzyc fajny zwiazek że mialam wiele wad, że nie zauważylam sygnalów, źe nie bylam wystarczajaco czujna uuuuuu dużo tego było
Moja lista w stosunku do mnie byla kilka razy dluższa niż w stosunku do meża

2. Empatia. Zrozumialam jedna rzecz - to że maż mial cieżkie dziecinstwo nie dawalo mu prawa żeby teraz krzywdzil mnie i dzieci
Ja znalam jego przeszlosć - strzepki bo niewiele opowiadal i bylo mi okropnie przykro. Czesto go tlumaczylam wlasnie przez pryzmat jego doswiadczen - że nie potrafi rozmawiac, że czesto sie zamyka....
Koniec z tlumaczeniem jego. Na krokach wertujac swoje dziecinstwo i mlodosc przypomnialy mi sie chwile kiedy też mialam ciężko. I to czasem gorzej niż on. I co? Każdy cos dzwiga. Przestalam go tlumaczyć

3. Swoje bledy. Na poczatku myslalam że tylko on zawiódł. Z czasem zaczełam dostrzegać wlasne bledy. Świadomosć źe nie jestem idealna sprawily że jakos i ja sie właczylam w poczet grzeszników. W tym samym poczcie i to na czele byl mąż. Majac świdomosć swoich bledów łatwiej wybaczyć....

4. Świadomosc Boga. No i co z tego że chłop mnie zostawił? Jak sam Stworzyciel Świat jest ze mną?
"Jeśli Bog z nami to kto przeciw nam?"
Karmilam sie cytatami z Pisma Świętego. Dawaly mi powera. Nie modlilam sie takimi formulkami. Lubilam śpiewać i tak sie modliłam głównie:)

5. Życie dniem dzisiejszym. Pogrzebac w przeszłosci żeby wyciagnać wnioski. I ja zostawic. Życ dniem dzisiejszym. Przyszlosć? Ja kiedys siebie widzialam jako babcie na bujaku otoczona wianuszkiem wnukow a przy boku moim moj kochany mąż - dziadziuś - i co?
Wiec po co rozmyslac o przyszlości?
Na pewno bedzie fajna bo JA tak zdecyduje. A jak bedzie wygladać? A po co mi to wiedziec?

6. Nie żaluj czynionego dobra. To że byłam dobra i tyle z siebie dałam - to na chwale Bożą. Nawet jak to wykorzystal podeptał i nie docenił to....nie ja sie zblaźniłam. To mi dużo dało

No...to z grubsza tyle z obszarow pracy nad soba
Pozdrawiam

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Astro i 16 gości