kryzys i prośba o spojrzenie na moja sytuacje

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Koteczek
Posty: 31
Rejestracja: 19 wrz 2020, 22:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: kryzys i prośba o spojrzenie na moja sytuacje

Post autor: Koteczek » 22 paź 2020, 16:23

Nie chodzę, szukałam w internecie, ale nic nie znalazłam. Mam czas tylko do południa i wtedy też ogarniam zakupy, pranie, zadania na studia, inne sprawy, czesto któreś dzecko jest chore to wtedy nie mogę juz nic załatwić. Wiem, że powinnam sie zajać róznymi sprawami, ale robie tylko to co konieczne, bo naprawdę brak energii. Mam tez złe wspomnienia związane z terapią.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: kryzys i prośba o spojrzenie na moja sytuacje

Post autor: Ruta » 22 paź 2020, 17:46

Wszystko co opisujesz składa się na obraz wieloletniej przemocy. Dobrze, że podejmujesz kroki, by tą przemoc zakończyć. Wiem, że to wymaga ogromnej siły i dobrze, że ją w sobie odnajdujesz. Nie doświadczyłam przemocy ze strony męża w tak dużej skali, a i tak czułam się często bezradna, wyczerpana. Bardzo mi pomogły konferencje księdza Dziewieckiego - do dziś do nich wracam. Słuchając ich po pierwsze zaczęłam rozumieć z czym się mierzę, po drugie zaczęłam rozumieć, jak się mam z tym mierzyć - i co do tej pory robiłam źle.

Od księdza Dziewieckiego zaczerpnęłam też pewność, że jestem ważna, że mam prawo kochać siebie, dbać o siebie i nie ma w tym nic grzesznego, nic przeciwko Bogu - ani przeciwko mojemu mężowi. Że wcale nie muszę trwać przy nim, znosząc postępującą destrukcję i nie muszę spadać razem z moim mężem.

Zwykle wyjście z przemocy jest procesem. Krok pierwszy to odizolowanie się od sprawcy. Bardzo ważna jest teraz dla mnie nauka stawiania granic - bo gdy są wspólne dzieci, pełna izolacja nie zawsze jest możliwa. Ja nie mogę odizolować się zupełnie od męża własnie z tego powodu. Ale nauka stawiania granic pomaga mi chronić się wtedy, gdy do tych kontaktów dochodzi. Zarówno siebie, jak i nasze dziecko.

Wyjście z przemocy oprócz takiej zewnętrznej formy w której po prostu zmieniamy sytuację tak, by więcej do niej nie dochodziło jest też procesem wewnętrznym. Bez tego procesu zmiana zewnętrzna jest chyba niemożliwa, albo mało prawdopodobna. Tu pomocna jest terapia i praca nad sobą. Z początku nie byłam do tego przekonana - ale dzięki wsparciu mądrych ludzi, które dostałam także tu na forum, w końcu się na terapię zdecydowałam.

Wiem, że trudno jest znaleźc czas na terapię - ale koniec końców to godzina lub dwie tygodniowo, w iększośc terapii poza pierwszym spotkaniem jest teraz prowadzona on-line. Samo szukanie terapii też bywa niełatwe. Spróbój w poradni uzależnień - są tam prowadzone terapie także dla osób współuzależnionych. Zaletą jest to, że pracujesz z osobami, które rozumieją mechanizmy przemocy, odpowiadania przemocą na przemoc w celu obrony siebie, także zajwiska związanego z piciem alkoholu z uzależnionym męzem (czy żoną). To dobrze, gdy terapeuta to rozumie - bo wtedy osoba która korzysta z terapii ma szansę zroumieć siebie, dlaczego zachowywała się tak, anie inaczej, jakie mechanizmy działały i jak je zmienić. To pozwala nie wpaść w obwinianie siebie, ani za zgodę na przemoc, ani za inne sprawy. Terapia jest też wsparciem w sytuacjach kryzysu - które w procesie wychodzenia z przemocy mogą się zdarzac - i zwykle się zdarzają.

Jeśli możesz skorzystaj też z pomocy prawnika, by zabezpieczyć siebie i dzieci w miarę możliwości. Ja bardzo te sprawy zaniedbałam, obawiałam się wystąpić "przeciwko" mężowi, bałam się też jego reakcji, agresji. Nadal się boję, choć mniej - ale jednak podjęłam kroki do rozwiązania takich kwestii zmierzające.

Z takich pragmatycznych rad - uczestniczenie w terapii w razie jakiś zarzutów czynionych przed sądem jest argumentem obronnym. Nie jest to powód, by podejmować terapię, ale jest to jedna z korzyści dodatkowcyh, jakie terapia przynosi.

Koteczek
Posty: 31
Rejestracja: 19 wrz 2020, 22:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: kryzys i prośba o spojrzenie na moja sytuacje

Post autor: Koteczek » 22 paź 2020, 22:31

Tak masz racje, terapia napewno by mi pomogła. On jest takim manipulantem, kłamca i oszustem, robi od lat wszystko na pokaz. Np. wstawia do internetu zdjęcia z wyjść z dziećmi, ostatnio kupił mi prezent który zawiózł na budowę tak żeby wszyscy widzieli (było tam kilka obcych ludzi). Udaje takiego wspaniałego tatusia, tuli dzieci w kościele a w domu to przegania i szarpie. Jak mnie nie było to nagadał dzieciom, ze się nie nadaje na matkę, ze je tylko urodziłam. I jeszcze zaczął je wozić i przywozić z placówek. Rzekomo był u adwokata po poradę i jakoś odkąd wrócił już mu nie zależało na tym żeby ich zawieźć i chciał się dogadać. Jestem okłamywana w każdej sprawie, od długów na wiele tysięcy po sprawie czy idzie teraz do toalety bo za chwile wychodzimy z domu. Mówi nie, po czym wchodzi na 15 minut. Jak się skarżyłam na coś, to on też chory akurat. Jak miałam zapalenie dziąsła i nic nie nie pomagało to on wychodził do pracy po czym leżał na kanapie. Przy małych dzieciach. A najlepszy hit. Urodziłam 1 dziecko, a on powiedział, ze jej nie chciał i mam sama się nią zajmować, po czym się przeniósł do drugiego pokoju i nie było go całe dnie. Dziecko było ze mną w spitalu jak miało kilka dni to nas odwiedził na chwile kilka razy. Miał mi pomagać odciągać mleko co 3 godziny i myć butelki i
Laktator to tez mu się nie chciało. Wtedy chyba pękło mi serce. Wtedy zaczął stosować przemoc. I wtedy powinnam była odejść. A nie zachodzić w ciąże. Bo później było już tylko gorzej. Aż do dziś... jeszcze swojego ojca alkoholika wprowadził do nas który tez nie dawał mi spać. W ogóle teraz kłamie już tak ze w ogóle go nie słucham. Dlatego muszę miec udokumentowane wszystko, a nie dlatego ze nagle potrzebuje wrażeń. Pochodzę tez z domu gdzie była również przemoc. Ciężko mi jest się z tego wyplątać, bo tak naprawdę nie miałam wzorca. Ale takie małe rzeczy mi powoli otwierały oczy. Np. Wspólna praca jednego małżeństwa, wspieranie siebie, okazywanie miłości, całusy. Np. ze na studiach mnie chwalono, podziwiano inteligencje bo w domu od lat czytałam się gorzej niż sprzątaczka. Mąż sam podejmował decyzje, co do remontu,
Co do zakupu samochodu lub sprzedaży, mnie nawet nie informował. Tak było. Zabolało tez kiedyś jak koleżanka powiedziała ze mąż jest dla mniej najważniejszy, dla mnie to był szok. Mam tyle bólu w sobie. Tak mi źle. Ludzie myślą ze on taki fajny. Wzór do naśladowania, a ja ciagle mam humory. Ale tez nie siedziałam cicho i mówiłam niektórym osoba co mi robi, nie wszystko bo kto by nadążył. Już w ogóle nie pamietam żeby było między nami dobrze. Pamietam tylko bzdury które ludziom opowiadał, ze gotuje obiady np. (Raz na 2 tygodnie). Często były u nas grile i jakieś urodziny np. Dzieci czy jego to zawsze był alkohol. Teraz myśle ze to było chore. Powinny być urodziny dla dziecka a nie dla rodziców impreza. On zawsze mówił, ze u nas tylko, ja musiałam wszystko szykować, on tylko zrobił jedzenie i się upijał. Siedział wtedy do godzin nocnych i pił z kimś. Dzieci były malutkie, ja ogarniałam cała imprezę a on chlał. Chciałam czasem tez gdzieś pójść do kogoś, on zawsze mówił ze nie, bo teraz wiem ze musiałby prowadzić i nie mógłby się upić. Pisze to bo to mi pomaga, uświadomić sobie, ze to nie jest mój wymysł, ze z nim jest coś nie tak. On mi wmawiał latami, ze nikt nie chce do nas przychodzić bo jestem taka zła, czepiam się, ze wszyscy mówią jak on ze mną wytrzymuje. Ja w to wierzyłam.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: kryzys i prośba o spojrzenie na moja sytuacje

Post autor: Ruta » 23 paź 2020, 19:19

Koteczek pisze:
22 paź 2020, 22:31
Tak masz racje, terapia napewno by mi pomogła. (...).
Na pewno terapia pomaga uporządkować wszystko, to dość ważne - no i można się wygadać. Masz za sobą bardzo trudne przejścia, bardzo mi przykro, że tyle bólu i przemocy stało się twoim udziałem. Dobrze, że postanowiłaś to zatrzymać. Terapia pomaga się w tym postanowieniu utrzymać, np. gdy przyjdzie kryzys, gdy będzie gorszy dzień. Dostaje się też narzędzia do tego, by nauczyć się agresji przeciwstawiać, by lepiej radzić soebie z emocjami, by wycofać się z tego, co napędza cykle przemocy (znów nie chodzi o winę osoby która przemocy doświadcza, ale są zachowania, które taki cykl wspierają i można nauczyć się je identyfikowac i ich unikać).

Wiem, że to, że zachęcam cię do poszukania pomocy i terapii w poradni uzależnień brzmi nie za fajnie. Sama miałam opór, żeby tam się zgłosić i naprawdę, zupełnie szczerze, miałam w sobie opór, że ktoś zobaczy, że wchodzę do "takiej" poradni. Gdzieś być może jest też w nas taki mentalny obraz, że są "tam" bardzo zniszczeni zdeprawowani ludzie, coś co kiedyś określano jako "monar". Piszę z małej, bo Monar, jako instytucja nie ma nic wspólnego z tym obrazem, wręcz przeciwnie, pomaga uratować i połatać wielu wartościowych ludzi.

Teraz to jest "moja poradnia". I cieszę się, że właśnie tam mam terapię. Gdy częscią problemu w małżeństwie jest alkohol, uzaleznienie od niego, lub nawet "tylko" ryzykowne picie - to dobre miejsce, by rozpocząć terapię właśnie tam.

Koteczek
Posty: 31
Rejestracja: 19 wrz 2020, 22:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: kryzys i prośba o spojrzenie na moja sytuacje

Post autor: Koteczek » 23 paź 2020, 22:11

Ruta pisze:
23 paź 2020, 19:19
Koteczek pisze:
22 paź 2020, 22:31
Tak masz racje, terapia napewno by mi pomogła. (...).
Na pewno terapia pomaga uporządkować wszystko, to dość ważne - no i można się wygadać. Masz za sobą bardzo trudne przejścia, bardzo mi przykro, że tyle bólu i przemocy stało się twoim udziałem. Dobrze, że postanowiłaś to zatrzymać. Terapia pomaga się w tym postanowieniu utrzymać, np. gdy przyjdzie kryzys, gdy będzie gorszy dzień. Dostaje się też narzędzia do tego, by nauczyć się agresji przeciwstawiać, by lepiej radzić soebie z emocjami, by wycofać się z tego, co napędza cykle przemocy (znów nie chodzi o winę osoby która przemocy doświadcza, ale są zachowania, które taki cykl wspierają i można nauczyć się je identyfikowac i ich unikać).

Wiem, że to, że zachęcam cię do poszukania pomocy i terapii w poradni uzależnień brzmi nie za fajnie. Sama miałam opór, żeby tam się zgłosić i naprawdę, zupełnie szczerze, miałam w sobie opór, że ktoś zobaczy, że wchodzę do "takiej" poradni. Gdzieś być może jest też w nas taki mentalny obraz, że są "tam" bardzo zniszczeni zdeprawowani ludzie, coś co kiedyś określano jako "monar". Piszę z małej, bo Monar, jako instytucja nie ma nic wspólnego z tym obrazem, wręcz przeciwnie, pomaga uratować i połatać wielu wartościowych ludzi.

Teraz to jest "moja poradnia". I cieszę się, że właśnie tam mam terapię. Gdy częscią problemu w małżeństwie jest alkohol, uzaleznienie od niego, lub nawet "tylko" ryzykowne picie - to dobre miejsce, by rozpocząć terapię właśnie tam.
Dziekuje za troskę, czekam na odzew ze strony niebieskiej karty, powinien juz być, nie wiem czy teraz coś będzie w dobie pandemii. Mam też możliwość poproszenia o wsparcie psychologiczne na uczelni (niestety mam bardzo daleko), ale wolałabym cos na miejscu, w internecie znalazlam ogloszenie jakies sprzed kilku lat o al anon dla rodzin, ale tylko jest po połuniu o ile jeszcze jest (po południu nie mam możliwości, chyba że koleżankę poproszę). Szukam czegoś, nie mam raczej wielkich oporów, że ktoś mnie zobaczy, on się powinien wstydzić nie ja. Bardziej mam opory, że będzie bolało. Że wyssie ze mnie ta terapia resztę energii. Wolę o tym co mnie spotkało nie myśleć. Skupić się na działaniu i poradzeniu sobie w obecnej sytuacji.

Koteczek
Posty: 31
Rejestracja: 19 wrz 2020, 22:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: kryzys i prośba o spojrzenie na moja sytuacje

Post autor: Koteczek » 29 paź 2020, 20:27

Witam po przerwie. U mnie kiepsko, małżonek odwiedza dzieci tylko miedzy 15 a 18 czyli miedzy obiadem a kolacją (w sumie 3 razy)którą przygotowuje ja. Poza tym wpadał na 5 minut. Jednego razu mu napisałam ze ma przyjechać dać dzieciom kolacje i położyć je spać, a nie wpada na chwile, to nie odpisał. Był na Policji również donieść na mnie, że dzieci bije i chcial mi założyć niebieska kartę. Wobec tego dzielnicowy nie założył nikomu. Powiedziałam mu co maż mi robił i sugerował mi złożenie doniesienia o znęcaniu wówczas niebieska karta jest zakładana automatycznie. Nie dogadaliśmy się w sprawie podziału, ani alimentów. Mąż zażądał ode mnie polowe kwoty na wykonczenie, na co sie nie zgadzam bo i tak on miał dostać wiecej tj. 2 samochody, 2 mieszkania i działke budowlana w miescie. Ostatnio jak tutaj był to zabrał mi telefon i nie oddał do dzisiaj, wobec tego wczoraj go tutaj nie wpusciłam, bo boje sie ze mi zabierze reszte rzeczy, ktore potrzebuje np komputer. Tak oto, zablokował mi dostep do dziennika elektronicznego dziecka, uniemozliwil teleporade u lekarza, ktora mialam na nastepny dzien, zostalam bez budzika (bo innego nie mam a zabral telefon wieczorem), orocz tego tylko w telefonie mialam internet wiec nie moglam sprawdzic gdzie jest trening synow nastepnego dnia, nie moge uruchomic drukarki, bo byla polaczona z internetem z telefonu a mialam do zalatwienia sprawe na studiach. Te wszystkie argumenty mu przedstawilam i mimo to telefonu nie oddal. Zadzwonil na Policje, że go nie chce wpuscic. Ja mieszkam tutaj do stycznia i place ponad ok. 2 tys za mieszkanie i inne, a on z ojcem mieszka w naszym mieszkaniu i mnie szantazuje, ze mi nie da pieniedzy i domu nie wykonczy. Nie chce sie okreslić kiedy chcę widywać dzieci, bo twierdzi ze on nie wie kiedy bedzie miał czas. Poza tym wypłacił pieniadze ze wspolnego konta, w sklepie spotkała mnie nie miła niespodzianka. Odmówił mi pomocy. Miał sie zająć kilka dni dziecmi, bo miałam mieć zabieg hirugii szczękowej. Oczywiście powiedział, sama sobie radź. Nie mam żadnej pomocy od niego. Nawet nie miałam jak odwołać tej wizyty, bo nie mam numerów, a telefon który pozyczyłam od kolezanki jest zesputy, nie odebrałam telefonu od lekarza bo telefon uszkodzony.Chciałam zrobic duplikat karty SIM lecz on ja zarejestrował kiedys na siebie i nie moge. Nie mogę też do mamy zadzwonić, a to było jakieś wsparcie. Oprócz tego mnie straszy, że mi zabierze tablice od samochodu i nie bede mogła dowozić dzieci. Jestem w takim stresie. Chodzę tylko sprawdzać czy sa te tablice, nie mogę jeść i spać. Prosilam się go o ten telefon, a on tylko swoje o podziale majatku i kwocie alimentów. A dlaczego ja mam cierpieć? To jego wina. Dzwoniłam do prawniczki i powiedziała mi co mogę zrobić. Mianowicie pozew o separacje, o alimenty nastepnie jak wyrok się uprawomocni to wtedy możemy sie dzielić pieniedzmi i majatkiem. Ja przelałam sobie pieniadze z konta walutowego jako zabezpieczenie. On też ma jeszcze jakaś gotowke, bo ode mnie wzial juz jakies 40 tys zł na dom a nie wiem ile z tego faktycznie wydał, a ile ma na swoim koncie, oprocz tego miał też 50 tys gotowki swojej, a wciaz wolal ode mnie. Podsłyszałam jak z kimś rozmawiał na temat zakupu działki. On ma wielkie plany chce wziać kredyt (kiedys wspominal ze chce 1,5 miliona zlotych kredytu) budowac jakas firme dlatego mu zalezy na jak najnizszych alimentach i szybkim podziale majatku zeby nikt go nie ograniczal. Chce też mieć jak najwiecej nieruchomości pod zastaw kredytu. Jego główny cel to tylko zarabianie pieniedzy. No i rzada nieograniczonych kontaktów, czyli wpada kiedy chce, a najlepiej w weekend jak nie pracuje i to najlepiej po poludniu jak nie trzeba miec zadnych obowiazkow wzgledem dzieci. Mam nagrana nasza rozmowe, gdzie nie zaprzeczyl o tym ze mnie szarpal, grozil i topil, a takze mam nagrane jak mowil ze nie dostane zadnych pieniedzy, ze mam sama sobie radzic sama po zabiegu, i ze nie dostane zadnych pieniedzy dopukie nie bede miala zasadzone. Mam tez nagrane jak dzieci mowia ze tata mnie bije. I moja mama byla swiadkiem jak on dzieci bil. Nie chce skladac tego zawiadomienia o znecaniu, ale nie ufam mu. On jest takim manipulantem i kłamcą, i probuje mnie wykorzystać znowu. Naprawde go jeszcze kocham i jest mi bardzo przykro, kiedy tak postepuje. Liczyłam na przeprosiny chociaż. On mowi do mnie, ze dlatego teraz go wyrzuciłam, bo dom prawie gotowy, a wczesniej gorsze rzeczy mi robil i jakos nie reagowałam. Czyli powinnam była wczesniej stanowczo reagować, a tak on coraz dalej przesuwał granice. Wykorzystywał mnie też seksualnie o czym wczesniej pisałam, pod wpływem leków na potencje. Kiedyś sie popłakałam z bólu. A jak mowiłam, że mnie boli to kazał mi się zamknąć. Mam rownież zdjęcia tych leków. On ma nagrania jak ja krzyczę, bo schemat był podobny, najpierw mnie popchnal, pozniej zabieral mi telefon, zakluczal mnie w domu lub wywazal drzwi, jak się zamknelam przed niem, a pozniej jak ja bylam w szale i go wyganialam z domu to to nagrywal. Ja nie mialam jak, bo po prostu mi wyrywał telefon. Pomozcie co robić.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: kryzys i prośba o spojrzenie na moja sytuacje

Post autor: Ruta » 01 lis 2020, 17:23

Koteczku,
to co opisujesz, to własnie jest błędne koło przemocy, które jest trudno zatrzymać. Mąż jest odizolowany - to zamiast odetchnąć i się zbierać, kombinujesz jak go ściągnąć i zaangażować z powrotem. Mąż się na razie izoluje, ale też częściowo - bo jednak w ońcu reaguje i reaguje przemocą. Może jest przekonany, że sobie nie poradzisz, za chwilę wszystko odwołasz i wrócisz jak to mówią panowie stosujący przemoc - na kolanach. A twoje prośby o pomoc i zaangażowanie go w tym upewniają. A gdy sobie za dobrze radzisz - w jego ocenie - no to ci to radzenie sobie utrudnia. I będzie utrudniać. A gdy zorientuje się, że ty tak serio, może się przemoc z jego strony nasilić. Ale na razie to co robisz, wcale nie wskazuje na to, że serio dązysz do odseparowania się. Może i lepiej - z uwagi właśnie na ryzyko nasilenia agresji.

Zwykle by wyjść z takiego koła i naprawdę zakończyć przemoc, potrzeba wsparcia z zewnątrz. Po pierwsze domagać się założenia niebieskiej karty dla rodziny, opowiadając szczerze - także o tym co mąż ci może zarzucić. Nikt ci nie odbierze dzieci - najwyżej dostaniesz kuratora - to nic starsznego. Ja wystąpiłam o przyznanie kuratora dla mojej rodziny w związku z sytuacją w rodzinie, jednak sąd mój wniosek oddalił. Ale wcześniej się zorientowałąm i choć brzmi to nie fajnie - to wcale niefajne nie jest. Chyba, że ma się coś do ukrycia, wtedy kurator może przeszkadzać. Lepiej takich rzeczy nie mieć. Wiele pomocy można uzyskać w ramach niebieskiej karty - ale nie zawsze. Pomoc terapeutyczną czasem, ale nie zawsze - a w wychodzeniu z takiego kryzysu jest podobna.

Jak widzisz same deklaracje zakończenia przemocy tej przemocy nie kończą. Ani małżonków wobec siebie nawzajem, ani wobec dzieci. Po to właśnie przydaje się pomoc z zewnątrz. Taka pomoc jest. Trzeba tylko z niej skorzystać. Kolejne posty o tym, co robi mąż ci w tym nie pomogą. Waszym dzieciom także nie. Pomoc. Terapia. Plan bezpieczeństwa. Nikt nic nowego nie wymyślił.

I jeszcze jedna ważna rzecz - prawniczka zaproponowała dobry plan - za jedną dobrą korektą. Nie uwzględniła planu bezpieczeństwa. W przypadku dużej spirali przemocy: najpierw izolacja i wsparcie terapeuty. Potem kroki prawne. Nigdy odwrotnie - za duże ryzyko eskalacji.



Ponieważ jesteś wierząca, polecam także powierzenie tej sytuacji Bogu - szczere modlitwy, omówienie tego z Nim, lub jak wolisz z Maryją lub ulubioną Świętą. Wychodzę z przemocy, z trudnej sytuacji rodzinnej - wiara jest moją tarczą, moją mocą i moim schronieniem. Nie udźwignęłabym tego wszystkiego, sama będąc krucha i poraniona. Działałabym chaotycznie, bez sensu, robiąc po dwa kroki do przodu i pięć w tył. Mając Boże prowadzenie idę głównie do przodu. No i dostaję pomoc - odpowiednich ludzi, odpowiednie lektury, odpowiednie modlitwy.

Koteczek
Posty: 31
Rejestracja: 19 wrz 2020, 22:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: kryzys i prośba o spojrzenie na moja sytuacje

Post autor: Koteczek » 02 lis 2020, 21:58

Ruta pisze:
01 lis 2020, 17:23
Koteczku,
to co opisujesz, to własnie jest błędne koło przemocy, które jest trudno zatrzymać. Mąż jest odizolowany - to zamiast odetchnąć i się zbierać, kombinujesz jak go ściągnąć i zaangażować z powrotem. Mąż się na razie izoluje, ale też częściowo - bo jednak w ońcu reaguje i reaguje przemocą. Może jest przekonany, że sobie nie poradzisz, za chwilę wszystko odwołasz i wrócisz jak to mówią panowie stosujący przemoc - na kolanach. A twoje prośby o pomoc i zaangażowanie go w tym upewniają. A gdy sobie za dobrze radzisz - w jego ocenie - no to ci to radzenie sobie utrudnia. I będzie utrudniać.
Nie kombinuje jak go sciagnac spowrotem. Naprawde mialam miec zabieg usowania trudnej osemki i potrzebowalam jego pomocy, bo nie byłoby mnie caly dzien, a ktos musi dzieci odebrac nakarmic i zaopiekować sie nimi jak bede po zabiegu. Nie mam nikogo innego kto by mi pomogl. Wcale mi to nie było na reke zeby go prosic i sie nawet bałam, ale ten zabieg przekladalam od roku i chcialam miec to z glowy.
Druga sprawa, ze chcialam zeby przyjechal do dzieci, bo one za nim bardzo tesknily i chcialy go zobaczyc, a wyczytałam ze kontakty powinny byc jak najbardziej naturalne, stad pomysl zeby polozyl dzieci spac i nakarmil.
Ja sobie radze swietnie, przecieze 90 procent spraw zwiazanych z domem, dziecmi i rachunkami było na mojej glowie. Chyba on nie jest głupi i wie, ze dam radę. Jego towarzystwo ostatnimi czasy też było rzadkie, a jak juz to w stresie.
Zabrał telefon, bo wiedział ze mam nagrania na nim.
Nie tesknie za nim, zmienilam zamki i nie ma tutaj wstepu, nie mamy prawie zadnego kontaktu.
Siedze i czytam o uzależnieniach, czytam "Milosc potrzebuje stanowczosci", o przemocy, granicach, słucham Dziewieckiego itd.
Pisze, bo chyba po to jest forum. Liczyłam, ze ktos mial podobna sytuacje i przechodził juz sprawy w sadzie. Bo to jest dla mnie teraz najwazniejsze, zeby zabezpieczyc siebie i dzieci. Jestem pewna co do separacji i zdania nie zmienilam odkad podjełam decyzje, dzieci tez juz lepiej sie czują.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: kryzys i prośba o spojrzenie na moja sytuacje

Post autor: Ruta » 04 lis 2020, 20:00

Koteczek pisze:
02 lis 2020, 21:58

Nie kombinuje jak go sciagnac spowrotem. Naprawde mialam miec zabieg usowania trudnej osemki i potrzebowalam jego pomocy, bo nie byłoby mnie caly dzien, a ktos musi dzieci odebrac nakarmic i zaopiekować sie nimi jak bede po zabiegu. Nie mam nikogo innego kto by mi pomogl. Wcale mi to nie było na reke zeby go prosic i sie nawet bałam, ale ten zabieg przekladalam od roku i chcialam miec to z glowy.
Druga sprawa, ze chcialam zeby przyjechal do dzieci, bo one za nim bardzo tesknily i chcialy go zobaczyc, a wyczytałam ze kontakty powinny byc jak najbardziej naturalne, stad pomysl zeby polozyl dzieci spac i nakarmil.
Ja sobie radze swietnie, przecieze 90 procent spraw zwiazanych z domem, dziecmi i rachunkami było na mojej glowie. Chyba on nie jest głupi i wie, ze dam radę. Jego towarzystwo ostatnimi czasy też było rzadkie, a jak juz to w stresie.
Zabrał telefon, bo wiedział ze mam nagrania na nim.
Nie tesknie za nim, zmienilam zamki i nie ma tutaj wstepu, nie mamy prawie zadnego kontaktu.
Siedze i czytam o uzależnieniach, czytam "Milosc potrzebuje stanowczosci", o przemocy, granicach, słucham Dziewieckiego itd.
Pisze, bo chyba po to jest forum. Liczyłam, ze ktos mial podobna sytuacje i przechodził juz sprawy w sadzie. Bo to jest dla mnie teraz najwazniejsze, zeby zabezpieczyc siebie i dzieci. Jestem pewna co do separacji i zdania nie zmienilam odkad podjełam decyzje, dzieci tez juz lepiej sie czują.
Koteczku, przepraszam. Nie chodziło mi o to, że siedzisz i snujesz plany jak tu męża z powrotem ściągnąć i zacząć nową awanturę. To "kombinowanie" jest po częsci takie automatyczne - częściowo to odruch - w sensie potrzeba kogoś do dzieci, to naturalne że ściągnę męża, a częsciowo potrzeba - nie ma nikogo innego, nie powstał jeszcze system wsparcia, no to dzwonię po męża. Początki izolacji związanej z przemocą są bardzo cięzkie - bo nie ma jeszcze tego systemu wsparcia - serce gdzieś tam podpowiada, by ściągnąć męża (często "ze względu na dzieci"). Sędziowie często ne rozumieję tych mechaznizmów i nie dowierzają osobom doświadczającym przemocy - no jak to, on panią bił, pił, wyklinał, robił ejszcze gorsze rzeczy, w końcu się wyprowadził, a pani dzwoniła, żeby przyszedł?

W ramach tego "kombinowania" jest też element emocjonalny. Trudno czasem jest znieść, że jest spokojnie - myśli krążą wokół męża - co on tam robi, ja tu z dziećmi, on się dobrze bawi, a ja siedzę, niech przyjdzie i zobaczy jak to jest, niech on też trochę posiedzi... A może z kimś się już spotyka, a może już ma gdzieś, a może tak już będzie zawsze, on wolny, a ja z dziećmi? POdaję przykłady - może w któryś z tych mysli odnajdziesz też swoje? To dlatego tyle się tu na forum pisze o odwieszaniu się emocjonalnym (i innym też) od męża w czasie kryzysu. Bo to zawieszenie wciąż powoduje, że... no własnie tak trochę kombinujemy, próbujemy zroganizowac kontakt, nakłonić do podjęcia obowiązków, zajęcia się dziećmi itp. i tak nic z tego nie wychodzi - poza kolejnymi spięciami.

Myślę, że ważne jest czego chcesz i jak oceniasz sytuację. Oraz, żeby być spójną ze sobą.

Jeśłi chcesz wiedzieć, jak to wygląda w sądzie - różnie. Raczej nie działa automat - na zasadzie powiem że mąz stosuje przemoc - i sąd mi uwierzy, przyzna alimenty, uwzględni sensowne dobre dla dzieci kontakty i da seprację.

Mój mąż jest czynnym narkomanem. Ma przyznane kontakty bez mojego nadzoru przez tydzień po dwa razy w tygodniu i kolejny tydzień po cztery razy w tygodniu, w tym dwa pełne dni. W ciągu roku może kilka razy był na tyle trzeźwy i przytomny i ogarnięty, by taki kontakt zrealizować. Moje wnioski i biegłych, pozyskanie dokumentacji medycznej są nierozpoznane, moje wnioski o zmiany są odrzucane. Gdy mąż jest w ciągach jest agresywny. więc żyjemy od jego ciagu do ciągu. Bo lubi przyjść i się poawanturować, jak jest odurzony i urządzić dramat, że nie wydaję mu dziecka i on mnie pozwie o znęcanie się, przemoc psychiczną i fałszywe oskarżenia, że jest uzależniony.

Co do alimentów są zasądzone - ale niestety jak mężczyzna nie chce, to zrobi wszystko, by ich nie płacić. No i mój mąż dokładnie to robi. Ostatnio płaci po 300 zł miesięcznie, bo myśli, że wtedy nie będzie odpowiadać karnie. Żyję więc po prostu bardzo skromnie (teraz mając dziecko cały czas pod opieką i coraz mniej dodatkowych zleceń, mam tylko swoją pensję, która nie jest bardzo wysoka, a mam też długi z małżeństwa które muszę spłacić).

Sprawy ciagną się długo - jeśłi liczysz, że rozstrzygnięcia sądowe spowodują jakieś zmiany - to tak nie działa.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Pyrus i 14 gości