Temat Umiłowana79

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Paprotka » 23 paź 2020, 21:08

Nirwano ja nie piszę o przemocy psychicznej ,czy fizycznej na linii ojciec -dziecko tylko o wciąganiu dziecka w rozgrywki dorosłych ,które występują niezależnie od tego ,czy ludzie są wierzący ,czy nie. Nie uczysz dziecka moralności mówiąc mu ,że np. Twój tatuś "nas" zostawił ,bo woli się spotykać z taką panią. On z nią mieszka i to ona zabrała Ci tatusia. A poza tym tatuś często wiwijał takie numery a mamusia płacze. Ale Ty dziecko jesteś takim wsparciem. A w ogóle to takie panie są niemiłe, złe itp
Albo : widzisz tatuś miał przyjść a nie przyszedł. Taki jest mamusia nigdy na niego nie mogła liczyć i teraz Ty też nie. Pewnie woli siedzieć z tą panią albo jej dziećmi. To one są teraz ważniejsze. A dziecko ma innych punkt widzenia niż my.

Uczestnictwo dziecka i jego kontakty z przyrodnim rodzeństwem jeśli są ograniczane też są w pewnym sensie wciąganiem go w rozgrywki. Moja terapeutka ale również wcześniejsza katolicka mówiła ,że dziecko ,które zostaje z walczącą żoną jest z nią utożsamiane. Jeśli dziecko jest przeciwko ojcu (nie mówię o rodzinach alkoholowych ,czy w którym jest przemoc fizyczna) a kontakty są ustalane przez matkę co gorsza w miejscu jej zamieszkania ,pod jej opieką to w momencie zawarcia związku cywilnego i np. urodzeniu się kolejnego dziecka więź jest coraz bardziej rozluźniana ,bo potrzeba posiadania dziecka jest zaspokojona z kimś innym.
I Żeby nie było , ja robiłam podobnie a mam dorosłe dziecko. Poza tym jak już pisałam jest to spójne zdanie psychologów ale także dzieci ,które to przeszły. I nawiązuje tylko do tego co napisała Ruta i do uzasadnionych wątpliwości Umiłowanej ,bo żadna z nas nie chciała ,żeby dzieci miały kontakt z tą drugą.

A co do słowa kochanka to ma to jednoznaczną definicję. Jest to osoba z którą mąż lub żona ma relacje na podłożu seksualnym a życie spędza ze współmałżonkiem. Ile razy się zdarzają takie sytuacje. Wg statystyk tylko 4 % zdradzających mężczyzn odchodzi do innej kobiety. Uważasz Nirwano ,że osoby żyjące w związkach niesakramentalnych są ze sobą tylko dla seksu ?
A co z białymi związkami gdzie dwoje ludzi wybiera życie w czystości ,bo nie mogą zawrzeć sakramentu ?
I piszę to w oderwaniu od mojej sytuacji. po prostu mam różnych znajomych ,którzy żyją zgodnie z innymi zasadami niż moje ale należy im się szacunek.

vertigo
Posty: 118
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: vertigo » 23 paź 2020, 21:21

Ruta pisze:
23 paź 2020, 18:38
Część współczesnej psychologii nie uznaje moralnego wychowania dziecka, w zamian proponując tłumaczenie dzieciom, że rozwody się zdarzają, że zakłada się nowe rodziny, że trzeba to akceptować - no ale od takich rzeczy lepiej trzymać się z daleka. (1) Bo dalsze rozdziały takich podręczników psychologii lub edukacji dla dzieci brną jeszcze dalej - aborcja jest dobra dla kobiety, antykoncepcja jest dobra dla kobiety, a ślub nie jest potrzebny, by założyć rodzinę ((2) przecież widać, że to teorie tworzone przez mężczyzn, którzy chcą korzystać z ciał kobiet bez żadnych konsekwencji).
(1) Czy mogłabyś podać podręczniki psychologii, które o tym piszą?
(2) Na jakiej podstawie tak uważasz?
Ruta pisze:
23 paź 2020, 18:38
(3) A są i jeszcze nowoczesniejsze i bardziej postępowe psychologie - nie ma ekspolatacji seksualnej kobiet - jest "sekspraca" lub wręcz jest to zachwalane jako forma ekspresji i rozwoju kobiety, coś co może dac kobiecie siłę, jest też koncepcja "zmiany płci". (4) Ktoś kto uwierzy w absuradalne kłamstwo o rozwodach - z czasem może stać się podatny na uwierzenie nawet w tak absurdalne kłamstwa jak to, że można operacyjnie zmienić płeć, czy "podjąć pracę" w prostytucji.
(3) Które konkretnie psychologie? Kto głosi takie poglądy?
(4) Skąd wywodzisz ten związek przyczynowo-skutkowy? Uważam, że przesadziłaś w swoich rozważaniach.
Kto cię kocha, nigdy cię nie opuści, nawet jeśli ma 100 powodów, by się poddać. Zawsze znajdzie jeden powód, aby zostać

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Paprotka » 23 paź 2020, 21:38

Ruta pisze:
23 paź 2020, 18:38
Paprotka pisze:
22 paź 2020, 19:14
Ruto ja nie pisze o kontaktach z kochanka tylko z kobieta z która mąż jest w poważnym związku ,z która mieszka, jest w związku cywilnym lub co gorsza ma dzieci. Czy dziecko ma być wykluczone z tej rodziny ?
Ja mówię o tej sytuacji, bo często dziecko jest wciągane w rozwód. Zna szczegóły i jest nastawiane na kolejne partnerki.
Czy nam się to podoba ,czy nie dziecko będzie miało traumę ,bo nie udźwignie „cierpienia” matki plus straci ojca.
Nie jest to mój wymysł. Tak głosi psychologia w która nie wierzyłam dopóki nie okazało się ile mamy przykładów tego w otoczeniu i kiedy sama straciłam prawie swoje dziecko. Z doświadczenia takich dzieci wiem ,ze nigdy nie wolno zle mówić na rodzica ale tez i drugiego partnera.
Tak jak napisała już Nirwanna, sytuacja, którą opisujesz nadal jest relacją z kochanką. Gdybym związałą się z innym mężczyzną - także byłby on moim kochankiem, niezależnie od ilości umów cywilnych jakie bym podpisała. Jestem mężatką, a mój mąż jest żonaty.

Oczywiście nie wyklucza to sytuacji, w której mój mąż będzie mieć z kochanką dzieci lub zawrze z nią ślub cywilny. Nie wyklucza to także tego, że będzie oceniać swój związek jako poważny, satysfakcjonujący czy udany. Nie zmienia to natomiast faktu, że będzie łamać przysięgę małżeńską, że takie postępowanie nie jest moralne, oraz że ma daleko idące konsekwencje - nie tylko na gruncie wiary, niemożliwości przyjmowania sakrementu, ale także na gruncie duchowym oraz w perspektywie zbawienia. Z perspektywy osoby wierzącej trudno nazwać taką relację poważną, raczej grzeszną. Jest też na to inna nazwa - związek cudzołożny. I nie chodzi o to, by takie osoby potępiać, bo to one same na własne życzenie się potępiają - ale by nazywać to co się dzieje - po imieniu.

Każdy decyduje sam za siebie, czy chce w takim związku być. Ponieważ wiele osób nie traktuje swojej wiary poważnie, obecnie wiele osób wierzących żyje w związkach cudzołożnych i uważa, że są one poważne, a nawet błogosławione i zgodne z wolą Bożą. Taką postawę ksiądz Dziewiecki określił diabelską. Obowiązuje nas dekalog, a nie własne wykładnie woli Bożej, zwłaszcza takie które mają usprawiedliwiać nasze własne niemoralne postępowanie. Gdybym kiedykolwiek spotkała osobę, w której się zakocham (a może się tak zdarzyć), będę mieć wybór - wejść w cudzołożną relację lub nie. Czasem wybór tego co zgodne z wiarą bywa trudny, wymaga zaparcia się siebie, swoich pragnień, a grzech bywa pociągający i wydaje się nawet prowadzić do zadowolenia, satysfakcji - z naciskiem na wydaje się. Chwilowe zaspokojnienie pragnień, ani komfort życia, ani nawet zgodna i satysfakcjonująca relacja, jeśli jest zbudowana na fałszywych podstawach, nie dają szczęścia. Choć osobie, która żyje w grzechu, zwiedzeniu, może się tak wydawać.

Gdy w taki sposób grzeszy małżonek, warto się za niego modlić, aby się nawrócił - można także podejmować post, uczynki wynagradzające za jego grzech, zwłaszcza, że jako mąż czy żona mamy udział w tym, że doszło do takiej sytuacji - nawet gdy nie ponosimy winy. Za decyzje małżonka nie odpowiadamy, ale za to co do takich decyzji doprowadziło lub się do nich przyczyniło, często już tak. Mniejszy, większy udział, ale zwykle mamy. Myślę też, że warto dbać, by swoją postawą nie wspierać małżonka w upadku.

Czy dziecko ma być wykluczone z rodziny? Dziecko ma rodzinę - mamę i tatę i krewnych. Nie jest członkiem "nowej rodziny", nie może więc być z niej wykluczone, ani do niej włączone. Natomiast ma prawo do relacji z obojgiem rodziców. Czasem sytuacja sprawia, że dziecko musi zamieszkać np. z ojcem który żyje w cudzołoznej reacji i z dziećmi, które w tej relacji się pojawiły (np. gdy mama choruje i nie jest w stanie się dzieckiem opiekować). Zwykle ma to daleko idące konsekwencje dla tego dziecka - i nie są to dobre konsekwencje. Filmy i artykuły propagandowe próbują wciąż przekonać nas, że można wtedy "stworzyć rodzinę" - ale praktyka pokazuje, że nie jest to prawdą. Myślę, że mnie problemów byłoby, gdyby ludzie potrafili otwarcie powiedzieć, nie jesteśmy rodziną, nie wiążą nas więzi i nie będziemy rodziny udawać - ale postaramy się by nasze relacje w tej trudnej sytaucji były jak najlepsze.

Wiem od razu może się pojawić argument: a co z adpocjami, a co z dziećmi żony czy męża przyjętymi na wychowanie przez małżonka. Te relacje zawsze są trudniejsze, niż te w rodzinach naturalnych (w których przecież też nie jest łatwo). I uciekanie przed tym, to zakłamywanie rzeczywistości. Natomiast, gdy ktoś pełni rolę rodzica, wobec dziecka które rodzica nie ma, może stworzyć rodzinę. Sytuacja jest inna, niż gdy ktoś próbuje zastępować rodzica, który jest żyje, nie porzucił dziecka i pełni swoją rolę. To gotowy konflikt, jełśi nie otwarty, to gotowy konflikt wenętrzny w dziecku.

Uważam, że rodzic nie powinien wciągać dziecka w swoje relacje pozamałżeńskie, nawet gdy uważa, że założył rodzinę. Natomiast dziecko ma prawo zdecydować o tym, że chce mieć relację z ojcem nawet jeśli wymaga to relacji z osobami, z którymi ojciec pozostaje w relacjach oraz z dziećmi ojca - to należy na to wyrazić zgodę, ale będąc tuż obok i zachowując otwartość na to, co się z dzieckiem dzieje, jak się czuje, czy mu to na pewno służy.

Wciąganie dziecka w rozwód, to nie to samo co poinformowanie dziecka o kryzysie w relacji w mąłżeństwie rodziców, czy wyjasnienie mu co się dzieje oraz nazwanie tego, co się dzieje. Wmawianie dziecku, że tata sobie poszedł i tak się zdarza, to przygotowywanie dziecka do jego własnego rozwodu.

Co oznacza, że dziecko zna szczegóły? Dzieci zwykle wiedzą, co się dzieje w ich rodzinach i znają szczegóły, bo w tych rodzinach żyją. Natomiast wciąganie emocjonalne dziecka - omawianie z nim swoich emocji związanych z rozwodem, szczegółów sprawy sądowej, oczernianie rodzica i omawianie relacji małżeńskiej - jest przemocą wobec dziecka - i tu zgadzam się, że tak postępowac nie wolno.

Co do "nastawiania na partnerki". Dzieci nie trzeba nastawiać od "partnerek", tylko od nich izolować, tak jak izolujemy dzieci przed innymi osobami, z którymi kontakt mógłby być demoralizujący.

Czy dziecko będzie miało traumę? To zależy od rodziców, przede wszystkim od tego, który zostaje. Rodzic, który porzuca rodzinę rzadko jest zainteresowany prawdziwie losem swojego dziecka i jego dobrem. Jeśli ten rodzic który został z dzieckiem zacznie udowadniać, że on też może zdradzać, nazwyając to "mieć kogoś", albo wpadać w rozpacz, gniew, pragnienie zemsty - no to na pewno dziecku nie pomoże. Jak będzie widzieć, że rodzic jest smutny, ale się z tego smutku podnosi, wraca do życia, jest przy Bogu, odzyskuje radość - to będzie wiedzieć, że z Bogiem da się pokonać nawet trudne sytuacje. Jeśli rodzic będzie niestabilny - dziecko będzie się bało - jak będzie stabilny - będzie z czasem się wyciszało i też odzyska spokój. Choć zapewne rana związana z odejściem rodzica zostanie. Trzeba uczyć dziecko, by umiało taki swój ból oddać Bogu.

Co do psychologii - mnóstwo współczesnej psychologii to stek bzdur. Szczególnie okołorozwodowo-patchworkowej. To propaganda, której doświadczenie ludzi uwikłanych w takie sytuacje nie potwierdza. Zgadzam się natomiast, że nie powinno się mówić źle o rodzicu - o nikim się nie powinno mówić źle. Ale to nie to samo, co nazywanie czyjegoś postępowania. Tak jak napisała Nirwanna - dzieci mają dobry zmysł moralny i czują, że jeśli ojciec odchodzi od mamy do innej kobiety, to takie postępowanie nie jest w porządku. Wmawianie im czegoś innego to łamanie tego zmysłu.

Była taka ładna scena u Melchiora Wańkowicza, gdy na wakacjach pojawiła się pani, która zachowywała się jak w rui - i jego córeczki reagowały od razu, przywoływały, pilnowały, odciągały od niej, wołały z balkonu. Czuły, że coś jest nie tak, choć były małe, nie wiedziały zapewne co to romans, zdrada, czy rozwód.

Myślę Paprotko, że może widzisz tylko dwa skrajne bieguny - akceptacja cudzołożnej relacji męża i przekazanie takiej akcpetacji dziecku lub wojna, wyzwiska, mściwość, nastawianie dziecka przeciwko ojcu. Jest jeszcze to co proponuje Jezus, moralne wychowanie dziecka.

Część współczesnej psychologii nie uznaje moralnego wychowania dziecka, w zamian proponując tłumaczenie dzieciom, że rozwody się zdarzają, że zakłada się nowe rodziny, że trzeba to akceptować - no ale od takich rzeczy lepiej trzymać się z daleka. Bo dalsze rozdziały takich podręczników psychologii lub edukacji dla dzieci brną jeszcze dalej - aborcja jest dobra dla kobiety, antykoncepcja jest dobra dla kobiety, a ślub nie jest potrzebny, by założyć rodzinę (przecież widać, że to teorie tworzone przez mężczyzn, którzy chcą korzystać z ciał kobiet bez żadnych konsekwencji). A są i jeszcze nowoczesniejsze i bardziej postępowe psychologie - nie ma ekspolatacji seksualnej kobiet - jest "sekspraca" lub wręcz jest to zachwalane jako forma ekspresji i rozwoju kobiety, coś co może dac kobiecie siłę, jest też koncepcja "zmiany płci". Ktoś kto uwierzy w absuradalne kłamstwo o rozwodach - z czasem może stać się podatny na uwierzenie nawet w tak absurdalne kłamstwa jak to, że można operacyjnie zmienić płeć, czy "podjąć pracę" w prostytucji.
Rozumiem ,że wg Ciebie dzieci nie powinny kontaktować się ze swoim przyrodnim rodzeństwem a tylko ewentualnie ojcem ?
Masz znajomych o innych poglądach ?

A co do psychologii. jest coś takiego jak np psychologia kliniczna ,która opiera się na badaniach naukowym ,czy nam się to podoba ,czy nie. To nie ma nic wspólnego z "postępowością". Pewnie ,że bywają teorie kompletnie od czapy ale one są w każdym nurcie.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9168
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Nirwanna » 23 paź 2020, 21:57

Paprotka pisze:
23 paź 2020, 21:08
Nirwano ja nie piszę o przemocy psychicznej ,czy fizycznej na linii ojciec -dziecko tylko o wciąganiu dziecka w rozgrywki dorosłych ,które występują niezależnie od tego ,czy ludzie są wierzący ,czy nie. Nie uczysz dziecka moralności mówiąc mu ,że np. Twój tatuś "nas" zostawił ,bo woli się spotykać z taką panią. On z nią mieszka i to ona zabrała Ci tatusia. A poza tym tatuś często wiwijał takie numery a mamusia płacze. Ale Ty dziecko jesteś takim wsparciem. A w ogóle to takie panie są niemiłe, złe itp
Albo : widzisz tatuś miał przyjść a nie przyszedł. Taki jest mamusia nigdy na niego nie mogła liczyć i teraz Ty też nie. Pewnie woli siedzieć z tą panią albo jej dziećmi. To one są teraz ważniejsze. A dziecko ma innych punkt widzenia niż my.
Paprotko. Właśnie opisałaś przejawy przemocy psychicznej i werbalnej względem dziecka. Ja z kolei kompletnie nie to nie miałam na myśli, pisząc o wychowaniu do wartości.


Paprotka pisze:
23 paź 2020, 21:08
A co do słowa kochanka to ma to jednoznaczną definicję. Jest to osoba z którą mąż lub żona ma relacje na podłożu seksualnym a życie spędza ze współmałżonkiem. Ile razy się zdarzają takie sytuacje. Wg statystyk tylko 4 % zdradzających mężczyzn odchodzi do innej kobiety. Uważasz Nirwano ,że osoby żyjące w związkach niesakramentalnych są ze sobą tylko dla seksu ?
A co z białymi związkami gdzie dwoje ludzi wybiera życie w czystości ,bo nie mogą zawrzeć sakramentu ?
I piszę to w oderwaniu od mojej sytuacji. po prostu mam różnych znajomych ,którzy żyją zgodnie z innymi zasadami niż moje ale należy im się szacunek.
Obecnie język rzeczywiście kładzie nacisk na relację seksualną. Tymczasem, również na forum, wiele razy pojawiał się temat zdrady emocjonalnej. W takim kontekście "kochanek/kochanka" to osoba z którą małżonek jest w związku miłosnym. Takie definicje też są, i wg mnie lepiej oddają rzeczywistość, gł. tę związaną ze zmysłem etycznym, moralnym, oraz z krzywdą tej sfery człowieka.

Szacunek należy się każdemu z definicji, bo każdy człowiek jest dzieckiem Bożym. Natomiast na forum dla małżonków sakramentalnych uważam, że zasadnym jest skupienie się na sytuacji małżonków sakramentalnych. Inne typy związków istnieją, szacunek ludziom godzi się oddać, jednak regularne przywoływanie tego typu związków rozbija i rozmydla bardzo konkretny przekaz dotyczący przysięgi małżeńskiej składanej w Kościele Katolickim i wiążącej ludzi sakramentem do końca życia.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Ruta » 24 paź 2020, 0:03

vertigo pisze:
23 paź 2020, 21:21
Ruta pisze:
23 paź 2020, 18:38
Część współczesnej psychologii nie uznaje moralnego wychowania dziecka, w zamian proponując tłumaczenie dzieciom, że rozwody się zdarzają, że zakłada się nowe rodziny, że trzeba to akceptować - no ale od takich rzeczy lepiej trzymać się z daleka. (1) Bo dalsze rozdziały takich podręczników psychologii lub edukacji dla dzieci brną jeszcze dalej - aborcja jest dobra dla kobiety, antykoncepcja jest dobra dla kobiety, a ślub nie jest potrzebny, by założyć rodzinę ((2) przecież widać, że to teorie tworzone przez mężczyzn, którzy chcą korzystać z ciał kobiet bez żadnych konsekwencji).
(1) Czy mogłabyś podać podręczniki psychologii, które o tym piszą?
(2) Na jakiej podstawie tak uważasz?
Ruta pisze:
23 paź 2020, 18:38
(3) A są i jeszcze nowoczesniejsze i bardziej postępowe psychologie - nie ma ekspolatacji seksualnej kobiet - jest "sekspraca" lub wręcz jest to zachwalane jako forma ekspresji i rozwoju kobiety, coś co może dac kobiecie siłę, jest też koncepcja "zmiany płci". (4) Ktoś kto uwierzy w absuradalne kłamstwo o rozwodach - z czasem może stać się podatny na uwierzenie nawet w tak absurdalne kłamstwa jak to, że można operacyjnie zmienić płeć, czy "podjąć pracę" w prostytucji.
(3) Które konkretnie psychologie? Kto głosi takie poglądy?
(4) Skąd wywodzisz ten związek przyczynowo-skutkowy? Uważam, że przesadziłaś w swoich rozważaniach.
1. Szukając książek o rozwodach, w tym ksiązek dla dzieci o rozwodach spędziłam sporo czasu przy półkach w księgarniach, na dziale psychologia i dziale poradniki - i byłam zaszokowana, jak wiele tam się pisze o pozytywnych skutkach rozwodów, i co się pisze o tym jak rozmawiać z dziećmi o rozwodzie (głównie, że to się zdarza, że czasem ludzie przestają sie kochać i wtedy się rozstają, ale kochają nadal swoje dzieci).
Jedną taką książkę w której zwarte sa takie treści w domu mam, jest to ksiązka o rozwoju dziecka: Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat, Ilg, Ames, Baker - pozycja wielokrotnie wznawiana, taki klasyk z brodą wiecznie żywy. O rozwodzie piszą tak "Na szczęście, wbrew ponurym przepowiedniom, badania wskazują, że rozwód nie wpływa na ogół na pogorszenie zachowania dzieci, a rodziny przez nie zakładane nie są lepsze, ani gorsze niż te zakładane przez dzieci z trwałych związków". Badania prowadzą do wniosków odwrotnych, pomijam, że badania to taki nasz współczesny bożek - na każde badanie jest inne badanie, więc zawsze jest pytanie jakie badania? Realnie nie znam nikogo, kogo by nie dotknął rozwód rodziców, czy ich rozstanie, gdy nie byli małżeństwem i kto powiedziałby, że nie miało to wpływu na jego późniejsze relacje.
2. Na jakiej podstawie uważam, że przekonywanie kobiet, że antykoncepcja, aborcja oraz "związki bez ślubów" są dobre dla kobiet jest w interesie zdeprawowanych mężczyzn? Na takiej, że są one destrukcyjne dla kobiet, natomiast zyskują na nich zdeprawowani mężczyźni (nie twierdzę, że wszyscy mężczyźni są zdeprawowani). Jestem kobietą, mam kontakt z innymi kobietami, rozmawiamy o swoich doświadczeniach. Nie znam kobiety, która byłaby zadowolona z tego, że dokonała aborcji, choć znam takie, które czuły się do niej zmuszone. Nie znam kobiety, która czułaby się pewnie i dobrze w relacji z mężczyzną, który wymaga od niej stosowania antykoncepcji. I nie znam kobiety, która jest w "nowoczesnej" relacji z mężczyzną i nie myśli gdzieś tam głęboko w sobie o ślubie. I w takim samym stopniu dotyczy to kobiet wierzących, ateistek, wykształconych lub nie, z dobrą pozycją zawodową lub bez.

Na ten problem zwraca uwagę wielu duchownych, był on obecny także w nauczaniu Św. Jana Pawła II. Takie nauczanie jest od razu zakrzykiwane tekstami, że chce się kobietom odebrać wolność i wsadzić je do kuchni, albo zrobić z nich maszynki do rodzenia. Szkoda, że nikt nie zadaje pytań, jaką koncepcję kobiety mają oponenci i co dokładnie oni kobietom proponują.

Okej, współczesne feministki również głoszą takie teorie - że kobieta ma prawo do aborcji (ale już ani słowa o tym, że powinna mieć prawo do nie aborcji i że bardzo duża liczba kobiet zostaje skrzywdzona aborcją: młodych kobiet, które zmuszają do tego rodzice, kobiet na które presję wywierają mężczyzńi - czasem ich właśni męzowie, ani słowa o aborcji ze względu na płeć, wymierzoną w kobiety, bardzo powszechną w wielu kulturach), że antykoncepcja daje kobiecie niezalezność i wolnośc, bo dzięki temu mogą pracowac i robić karierę (ani słowa o tym, że może warto po prostu umożliwić w większym stopniu rozwój zawodowy czy naukowy kobietom, które są matkami). Feministki mówią także o tym, jak to ślub kobietę zniewala, i jak wyzwala kobietę związek bez zobowiązań. To jak inaczej widzą "relacje bez ślubu" kobiety i mężczyźni ładnie zilustrował ksiądz Dziewiecki podając przykład swoich studentów. Otóż studenki mówiły, że to tak silna miłośc, że nie potrzebuje nawet ślubu, by związek był trwały. Studenci - że to pozwala na to, by zakończyć relację w każdej chwili bez konsekwencji.
Dlaczego kobiety to robią i dlaczego promują tak antykobiece wartości? Częśc z nich jest bardzo poraniona przez mężczyzn, część została w taki sposób wychowana. Nie mają kontaktu ze sobą, ze swoimi potrzebami. Tak myślę. Nie wiedzą, że walcząc o tak rozumianą wolność kobiet - nie służą ani sobie, ani innym kobietom, a właśnie interesom zdeprawowanych męzczyzn. Kto potrzebuje 15 latek zażywających tabletki hormonalne (bez zgody i wiedzy rodziców) - feministki? Kto potrzebuje kochanek, które nie zajdą w ciąże, a w razie czego ją zakończą - feministki? Kto potrzebuje kobiet, które godzą się na relacje bez zobowiązań? I czy te 15 latki, kochanki, i inne kobiety które kupują taką wizję swojej wolności sa naprawdę szczęśliwe i wolne? Męzczyźni, którzy z nich korzystają, także nie są szczęsliwi i wolni, ale korzystają i z tych korzyści czerpią satysfakcję - bo są zdeprawowani.

3. Niemal cała współczesna socjologia i wielu współczesnych psychologów twierdzą, że prostytuowane kobiety są tak naprawdę pracownicami i że to praca jak każda inna, tylko trzeba przekonać do tego społeczeństwo, które tego nie rozumie i potępia pracujące kobiety. Nie chodzi mi o to, by potępiac kobiety - bo gdy krytykuje sie takie postawy, to pierwszy zarzut jaki się pojawia. Chodzi o to by wyzysku innych ludzi nie normalizować jako kupowania usługi. Poprawny język także w relacjach międzynarodowych oraz aktach prawnych obejmuje tak interesujące sformułowania jak przymusowa praca seksualna (wobec kobiet - ofiar handlu ludźmi) oraz przymusowa praca seksualna nieletnich (wobec wykorzystywanych dzieci). Sanityzujemy język i normalizujemy w ten sposób ludzką krzywdę. Kto w oparciu o takie teorie zmienia prawo, standardy - Amnesty International, WHO, kolejne państwa, które wprowadzają tzw. model legalizacji, rejestracji "biznesów". Ale zanim stało się to możliwe potrzeba była właśnie ta zmiana o której pisali socjolodzy i psycholodzy - i którzy te koncepcje i te zmiany promowali na szeroką skalę.
Tak więc eksploatację seksualną kobiet wprowadza się teraz jako kolejne "prawo kobiet", jako kolejną pozycję w uwalnianiu kobiet od ich płci i przypisanych im wzorców kulturowych - po prawie kobiety do aborcji, antykoncepcji i wolnej relacji.

Co do zmiany płci, od koncepcji psychologów, także przeszliśmy już do zmian w prawie. Są to tzw. Gender Recogniotion Acts, są to także regulacje dopuszczające biologicznych mężczyzn czujących się kobietami do startu jako zawodniczki w dyscyplinach kobiecych.
Czy wiesz, że są państwa w których można zostać skazanym za podanie słownikowej definicji kobiety - "dorosły człowiek płci żeńskiej". Że jest to uważane za mowę nienawiści? Czy wiesz, że także w Polsce psychologia i psychiatria dziecięca rozpoznaje transseksualnośc dziecięcą - co oznacza podawanie dzieciom hormonów, a także poddawanie ich operacjom chirurgicznym, jeszcze zanim osiągną dojrzałośc? Czy wiesz, że są państwa w których można stracić prawa do dziecka, gdy nie wyrażasz zgody na operację dziecka lub kurację hormolaną blokująca dojrzewnie, a już teraz w Polce w materiałach o takich problemach dzieci zaleca się nauczycielom i psychologom nie informowanie rodziców, jeśli mogą być sceptycznie nastawieni? Czy wiesz, że specjaliści, którzy mówią o tym, że takie problemy dzieci to często efekt molestowania, traumatycznych przezyć, lub po prostu naturalnego etapu rozwoju lub zbyt konserwatywnego podejcia do tego co powinny dziewczynki a co chłopcy, są uciszani, tracą posady, są wskazywani jako zacofani i siejący nienawiść?

Oficjalne stanowisko WHO (poparte dziesiątkami prac z dzieciny psychologii i psychiatrii oraz socjologii) jest takie, że zaburzenie w obrębie identyfikacji płciowej nie jest zaburzeniem psychicznym a problemem niezgodności płci, który poddaje się leczeniu (hormonalnemu i chirurgicznemu - czyli głębokim ingerencjom w ciało o powaznych konsekwencjach zdrowtnych, prowadzących do powaznych uszkodzeń - i terapeutycznemu).

Skąd to wszystko wiem i skąd moje wnioski? Prześledziłam historię feminizmu i postulatów feministek, także od strony jak widział je Kościół i jak sie do kobiet i ich praw odnosił. Feminizm w swoich początkach miał służyć ochronie praw kobiet, matek, ochronie kobiet przed eskploatacją w najrózniejszych formach i w swoich początkach i takich postulatach był prze Kosciół wspierany.

Obecnie feminizm został zawłaszczony - i służy wszystkiemu poza intereseami i prawami kobiet - za wyjątkiem interesów tych kobiet, które chcą żyć jak mężczyźni, a więc niewielkiej grupy. Śledziłam aż po współczesność. Wiele feministek z lat 80 i 90 (tych które promowały antykoncepcję i wolne związki) mówi obecnie, że sa przerażone tym dokąd zabrnął współczesny feminizm i że nie o to im chodziło - aby normalizować eksploatację kobiet, czy zacierać w róznice w prawie między kobietami a mężczyznami - ale nie widzą, że same ten proces zapoczątkowały. To co wymyśliły jako receptę okazało się truciną. Natomiast to w tamtych latach toczył się w feminizmie spór o seksualność, znaczenie rodziny, macierzyństwa w życiu kobiety, o to co jest jej prawem. Feministki wystepujące za prawami matek, za ochroną macierzyństwa, przeciwko pornografii i prostytucji zostały wtedy zakrzyczane jako "sprzedające się Kościołowi" i "aseksualne". Ostatnią feministką, która weszła w sojusz z Kościłem w ochornie praw kobiet była Andrea Dworkin, wspólczesnie jest jeszcze jedna taka kobieta Gail Dines - w Polce jej ksiązkę wydali Jezuici. Ona także dużo mówi o deprawatorach i o tym, jak udawana pozorna wolność i nadawane nam "prawa" niszczą kobiety, mężczyzn i relacje.

Jeśli jesteś zainteresowany tą tematyką, podeślę ci linki do źródeł i tytuły - niestety większość w języku angielskim. Ale mam też linki do polskich źródeł - w których zawarte są streszczenia nowoczesnych koncepcji psychologicznych oraz materiały edukacyjne dla młodzieży. Nie będę ich linkować tutaj - nie sa to materiały odpowiednie do publikacji ani promowania na katolickim forum, ani chyba w ogóle gdziekolwiek.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Ruta » 24 paź 2020, 0:42

Paprotka pisze:
23 paź 2020, 21:38

Rozumiem ,że wg Ciebie dzieci nie powinny kontaktować się ze swoim przyrodnim rodzeństwem a tylko ewentualnie ojcem ?
Masz znajomych o innych poglądach ?

A co do psychologii. jest coś takiego jak np psychologia kliniczna ,która opiera się na badaniach naukowym ,czy nam się to podoba ,czy nie. To nie ma nic wspólnego z "postępowością". Pewnie ,że bywają teorie kompletnie od czapy ale one są w każdym nurcie.
Szczerze mówiąc na razie nie mam takiego problemu i jakoś mocno się w to nie wgłębiałam. Ja nie znam swojego przyrodniego rodzeństwa i nie czuję takiej potrzeby, ani nie czuję się tym faktem pokrzywdzona. Cieszę się, że byłam wyłączona z romasów mojego ojca i nie musiałam poznawac jego partnerek. NIe uważam, że mogłoby mi się to w czymkolwiek przysłużyć. Na świecie jest mnóstwo dzieci i dorosłych - to, że nie znam dwóch z nich w niczym mojego życia nie zubaża. Nie znam większości osób na tej ziemi.

Nie znam osób, które mają przyrodnie rodzeństwo z którym nie wychowywali sie wspólnie i z którym mają dobre relacje w dorosłym życiu. Jesli mają jakiekolwiek to są one podszyte wieloma złymi emocjami. Znam za to przyrodnie rodzeństwa, które wychowywały się wspólnie i dobre relacje mają, choc nie wszystkie (ale są to dzieci także już dorosłe, dla których ojczym lub macocha był rodzicem, bo były to dzieci porzucone, lub osierocone). Ale na razie nie zamierzam umierać po to, by mój syn miał dobre relacje z ewentaulnymi przyszłymi dziećmi mojego męża i jego kochanki.

Jak już pisałam - uważam, że dziecko nalezy przede wszystkim chronić i ocenić jego gotowośc do takich relacji - oraz przygotowanie drugiej strony do tego aby taką relację nawiązać. Na pewno byłabym bardzo ostrożna. Czy mam znajomych o innych poglądach? Mam. Mam nawet takich, którzy te poglądy praktykują. Widzę też, co dzieje się z ich dziećmi wprowadzanymi w różne patchworki - i nie jest to nic dobrego. Mam też znajomych o przyzwoitych poglądach i zyjących przyzwoicie i nie fundujących swoim rodzinom i dzieciom takich wstrząsów - i ich dzieci takich problemów nie mają. Co nie znaczy, że nie mają żadnych. Ale jednak innego kalibru.

Nie neguję psychologii. Neguję psychologię tam, gdzie próbuje stać się nową etyką i twierdzić, że istnieje coś takiego jak nowa moralność, w której rozwody są po prostu jednym z epizodów w życiu, które nikogo nie krzywdzą, że dziecku nalezy pomóc zbudować w sobie zgodę na rozwód i zrozumienie rozwodu. A może jednak powinniśmy pomóc dziecku w poradzeniu sobie z emocjami, jakie budzi w nim rozwód - bo skoro będziemy twierdzić, że rozwód jest normalny i się zdarza - to tym samym poinformujemy dziecko, że źle czuje, skoro czuje ból, smutek, wobec czegoś co jest normalne. Normalne rzeczy takich uczuć nie budzą.

Ja na razie w ogóle mam spokój z tym tematem - mój mąż swoją relację z inną kobietą starannie ukrywa, ja tez nie mam zacięcia by jakoś to odkrywać czy ujawniać. Niech ukrywa jak najdłużej. Faktycznie nie jest to nic, czym należałoby się chwalić. Ale jest możliwe, że kiedyś ujawni - znając go po prostu któregoś dnia powie o tym synowi, nie konsultując tego ze mną - i wtedy będe musiała jakoś się do tego ustosunkować i udzielić dziecku wyjasnień. Syn sam z siebie po rozmowie z kolegą, którego tata zaprosił na spotkanie ze swoją kochanką, powiedział, że on nie chciałby się spotykać z tatą, jeśli byłyby to spotkania w obecności jakiejś obcej kobiety, ale też że nie chce, żebym ja się z kimś innym niż tata spotykała - bo byłoby to dla niego okropne. I ma do takiej postawy prawo.

I jeszcze jedno - piszę kochanka - ale jeszcze raz nie neguję, że w relacji z inną osobą niż mąż czy zona nie może powstać więź emocjonalna, bliskość, i wiele więcej niż relacja fizyczna. Dawne znaczenie słowa kochanka ujmowało ten aspekt, teraz jest ono bardzo zwulgaryzowane. Ale nawet gdy jest to rodzaj bliższej więzi - jest to więź oparta na fałszu i niewłaściwa. A osoby w tej relacji są nieuporządkowane - i raczej małe szanse, że będą dobrym wzorem wychowawczym dla dziecka. Co nie znaczy, że dziecko nie ma mieć kontaktu z ojcem. A z kochanką i dziećmi które ojciec ma z kochanką niekoniecznie.
Ostatnio zmieniony 24 paź 2020, 7:53 przez Nirwanna, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Paprotka » 24 paź 2020, 14:27

Ruto Twoja historia jak widać od dzieciństwa jest skomplikowana i może stad te radykalne poglądy ale wynikające z Twoich przeżyć i duchowości.
Nie bez kozery zadałam Ci pytanie ,czy znasz lub nawet bliżej kolegujesz się z osobami o innych poglądach.
Nie wiem tez ,czy to jest wątek do dyskusji na temat roli, wolności i prawach kobiety.
Ale myśle ,ze większość kobiet ma inne niż Ty ,czy nawet Ja w pewnych dziedzinach poglądy i absolutnie nie czuja się zniewolone.

Nirwano odniosę się do tego ,ze piszesz ,ze mówienie o pewnych rzeczach rozmydla znaczenie sakramentu. Dla Ciebie ,czy dla mnie nie. I pewnie dla większości użytkowników tego forum. Przypadkiem tu nie jesteśmy. Ja świadomie wybrałam teraz taka drogę I nawet bardzo szczęśliwe związki cywilne ,czy nawet niesformalizowane nie zmienia mojej drogi. Ja bym w nich nie była szczęśliwa ale nie będę wmawiać koleżance ,ze jest zniewolona, i zapewne nie kocha człowieka z którym świadomie żyje 32 lata.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9168
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Nirwanna » 24 paź 2020, 17:50

Paprotko, cieszę się, że chcesz wytrwać na drodze wierności sakramentowi małżeństwa. To super postawa, ze wszech miar godna pochwały.
Chcę jednak zwrócić uwagę, że oprócz osób zakotwiczonych w charyzmacie Sycharu i w Bogu, są osoby wahające się, szukające swojej drogi. Dlatego warto jednak przekazu nie rozmydlać.

Zwłaszcza, że ja też wmawiać niczego nikomu nie zamierzam (nie mój sposób komunikacji), a jednak gdyby rzeczona koleżanka była żyjącą w związku niesakramentalnym czyjąś sakramentalną małżonką, to próbowałabym z nią znaleźć czas i miejsce na rozmowę o rzeczywistości szerszej, czyli właśnie sakramentalnej. W wolności i przy zachowaniu szacunku i godności.

Ponieważ jednak słusznie zauważyłaś, że jest to wątek Umiłowanej79, sugerowałabym skupienie się na jej sytuacji, oraz na osobistym świadectwie, bez wnikania w wielowątkowe sytuacje mniej lub bardziej hipotetyczne.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Ruta » 24 paź 2020, 23:01

Paprotka pisze:
24 paź 2020, 14:27
Ruto Twoja historia jak widać od dzieciństwa jest skomplikowana i może stad te radykalne poglądy ale wynikające z Twoich przeżyć i duchowości.
Jeśli moderacja pozwoli...krótko. To nie ja jestem radykalna: "Jego słuchajcie". Ja wiele razy w życiu nie słuchałam, więc rozumiem takich samych jak ja, którzy nie słuchają, mają własne pomysły, kombinują, dyskutują z Bogiem - i nie oceniam. Nie potępiam. Ani nie uważam, że kogoś należy zmuszać siłą, przemocą, przepisem pod groźbą kary, by słuchał - nie ma we mnie radykalizmu. Jest w końcu gotowość, by słuchać. Oddam głos księdzu Pawlukiewiczowi, który wyraził to lepiej, niż ja bym mogła:
https://www.youtube.com/watch?v=f0CnguAoUZE

Umiłowana79
Posty: 27
Rejestracja: 27 wrz 2020, 7:49
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Umiłowana79 » 05 lis 2020, 12:16

Witajcie moi Drodzy.
Mam teraz zagwostke kolejna do rozważenia najlepiej w gronie ludzi, którzy bardziej czują Boskimi narzędziami niż ludzkim okiem.

Mąż deklarował przed sądem że ma kontakt z dziećmi. Niestety od dłuższego czasu ten kontakt jest znikomy, wszelkie moje uwagi, upomnienia, że krzywdzi dzieci spotykaja się że ścianą. Dzieci chodzą smutne, nie chcą że mną o tym rozmawiać. Ja czuje sie bardzo przybita ta cała sytuacja. Robię co mogę, żeby żyć normalnie, a dzieci wciąż czekają na tate mimo, że kryzys u nas trwa już ponad 5lat.wydawaloby się że są przyzwyczajone i tata jest im obojętny, a jednak tak nie jest.

Na informacje od syna że nie chce chodzić na 1zajecia, mąż skwitował że syn nie chce chodzić i mam go wypisać-bez żadnej rozmowy że mną, ot tak, bo każe, bo zawsze jeden koszt mniej będzie w wykazie kosztow.
Po konsultacji z prowadzącym zajecia i po rozmowie z dzieckiem przekazałam mężowi że zajęcia muszą zostać że względów medycznych i poprosiłam go żeby wspierał syna w chodzeniu na te zajęcia i nie potwierdzał swoimi komentarzami, że powinien być wy pisany.

Boje sie, że mąż będzie bojkotować moje plany wychowawcze, rozrywkowe z dziećmi, skoro do bieżących spraw, czytaj kontaktów z dziećmi nie potrafi egzekwować od siebie żadnej konsekwencji, stąd też, zastanawiam się nad ograniczeniem mu praw rodzicielskich, w odpowiedzi na pozew wnioskuje swoją niezgode na rozwód, lecz jeśli mąż będzie się upierał pozostaje mi rozwód z orzeczeniem o jego winie i teraz... Jego zachowania z ostatnich kilku mcy pokazują że nie mogę wierzyć w to że zależy mu na dobru dzieci, skoro na pytanie dzieci kiedy w końcu będzie znowu w domu, mąż ciągle odpowiada że ma problemy w pracy, że nie może się wywiązać z tego czego pracodawca od niego oczekuje. Do tego stopnia, że nie pojawia się nawet w weekend. Przekazuje im szczegóły, czego nie ma jeszcze zrobionego w pracy. Ja mu tłumaczę, że dzieci to nie interesuje, im chodzi tylko o tate, on twierdzi że wie, że znajdzie czas i tak mijają dni. Mówię mu że czas ucieka i nie nadrobi tego co już bylo. Stwierdził że wie.

Serce mnie boli. Córka już nie pisze, nie dzwoni do niego bo wie że to nic nie daje, syn wciąż próbuje i ciągle spotyka się z rozczarowaniem. Mnie rozrywa na sama świadomość o tym.

Do czego zmierzam...
Adwokat sugeruje ograniczenie praw rodzicielskich że względu na postawę męża. Że względu na bierność, na przedkładanie własnego interesu nad dobro dzieci, na duże problemy komunikacyjne z nim, gdyż trudno mi od niego uzyskać jakakolwiek odpowiedź, która potem i tak potrafi zmienić lub wyprzeć się że nic takiego nie mówił.

Bije się w sercu z ta kwestia, ale jest ona uzasadniona. Przecież to mi i dzieciom bardziej zależy na tym by miał z dziećmi ciągły kontakt. Jeśli nie przyjeżdża do domu z mojego powodu, bo stwierdził że się rozwodzi że mną żeby spadł mu ciężar związany moja osoba z niego, to wręcz naciskałam, że dzieci wziąl że sobą na weekend do siebie. Też nie doszło to do skutku. Swoim zachowaniem sprawia, że dzieci czują się odrzucone. A ja nie chce za każdym razem drzeć czy na coś się zgodzi czy jednak nie, totalnie nie angażując się w nasza codzienność.

Ile razy było tak że pytając się o opinie dostawałam informacje że mam robić co chce, on ma to gdzieś, decyzja jest moja. Po czym słyszałam zarzuty że o wszystkim chce decydować sama.

Chciałabym pełnej rodziny, współpracy i dojrzałej troski o nas, wszystkich nawzajem, w szczególności o dzieci.

Jeśli mój mąż nadal będzie się upierał na rozwód, pozostaje mi orzekać jego winę a także ograniczyć te prawa rodzicielskie, bo ewidentnie potrzeby emocjonalne dzieci są na dziś na szarym końcu. Kiedyś wydawało się że taki nie jest, teraz nie poznaje w nim człowieka za którego wychodziłam za mąż...

Jak więc o te kwestie walczyć z okazaniem miłości mojemu mężowi. Wystąpienie o separację słyszałam że stoi niżej w randze w stosunku do rozwodu. Jeśli chciałabym separacji a mój mąż chce rozwodu, to i tak orzec żony zostanie rozwodu.
Wiem ze po Bożemu byłoby lepiej to zostawić i niech Pan Bóg kieruje ta sprawa wedle własnego planu, z drugiej strony "oddajcie Bogu co boskie, a cezarowi co Cezara" -skoro prawo daje taka możliwość i ochronę, jaka naturalna konsekwencje postępowania... Czy na pewno błędem, wykroczeniem wobec Boga będzie wejście do łodzi ratunkowej, która jest na wyciągnięcie ręki kiedy zalewa nas powódź? (Nawiązuje do sytuacji kiedy modlimy się o pomoc, a odrzucamy to co pojawia się w naszym życiu jako ratunek z marszu-czytaj chcemy pomocy od Boga a nie wsiadamy do łodzi, która kolejny raz do nas podpływa, bo Bóg nas uratuje).



Pisze na szybko z telefonu, za literówki przepraszam, mam nadzieję że opisałam sytuację czytelnie.

Proszę podzielcie się refleksją i doświadczeniem...


Niech Bóg Wam i Nam błogosławi. 🙂

Paprotka
Posty: 130
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Paprotka » 06 lis 2020, 22:41

Umiłowana nie wiem ,czy to co opisujesz jest powodem dla którego sąd miałby ograniczyć prawa rodzicielskie. Ale bywa ,ze walczący rodzice nie są w stanie się dogadać odnośnie zajęć dziecka ,czy sposobu wychowania.
Może mediacje ?

Nirwano nie wiem do końca o co Ci chodzi mówiąc ,ze bywają tez ludzie niezdecydowani. Odnośnie chęci rozstania ,czy wejścia w kolejny związek ?
A koleżanka żyje spokojnie i zgodnie tak od 25 lat ;) a znamy się od liceum. Tu nie jest kwestia braku czasu na rozmowę bo co mam jej powiedzieć ?

Ruto radykalność w ocenie ,która mija się powyżej z prawda. Stad pytanie o znajomych. Nie chodzi o poglądy wynikające z religii.
Dam taki przykład bo nie mogę coś cytować. Można powiedzieć ,ze sakrament małżeństwa daje mi moc, łaskę i jest jedyna dla mnie akceptowalna forma związku kobiety i mężczyzny.
A można : każda kobieta marzy o białym welonie, ślubie kościelnym a brak tego u każdej kobiety powoduje głęboka traumę. Jest forma np zniewolenia przez mężczyznę ,bo każdy mężczyzna tylko szanuje sakramentalna żonę.
Ale ten drugi typ wypowiedzi często słyszałam j przez lata powieliłam różne rzeczy.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Ruta » 07 lis 2020, 12:07

Tylko krótko w kwestii realiów prawnych:

Faktycznie sąd rozpatruje najpierw, czy są okoliczności do rozwodu (czyli, czy nastąpił zupełny i trwały rozpad więzi) czy nie ma przesłanek negatywnych do orzeczenie (dobro dzieci). Dopiero jak uzna, że nie podstaw orzecznie rozwodu, przechodzi do rozważania separacji.

Jeśli nie godzimy się na rozwód "polubowny" (czyli za zgodą obojga małżonków) - małżonek wnoszący o rozwód prawnie ma dwa wyjścia - wycofać się lub wnosić o rozwód z winy strony, która na rozwód się nie zgadza. Warto pamiętać, że to wymóg prawny - i wiele małżonków decyduje się żadać rozwodu z winy strony, która nie chce rozwodu - wiedząc, że kłamie. Nie ma co jednak dać się temu zranić - tą sytuację kształtuje prawo.

W ramach obrony przed sądem - gdy mąż dąży do rozwodu i wnosi o rozwód z winy żony (lub odwrotnie) - prawnicy zalecają rozwó z winy tego kto o rozwód wnosi. I tu stajemy przed wyborem jako osoby wierzące. Czy idziemy za sprawami tego świata i poradą prawnika - który jest po to by dbać o sprawy tego świata. Czy idziemy za tym, czego uczy nas Jezus - nawet gdy jest to trudne - i po prostu dalej nie godzimy się na rozwód.

Pamiętajmy też wtedy o sepracji, aprobowanej przez Kościół, gdy bronimy się przed destrukcyjną postawą małżonka. Niezgodzie na rozwód mogą towarzyszyć: wniosek o orzeczenie sepracji (także z winy męża), wniosek o zabezpieczenie alimentów, uregulowanie konktaktów z dziećmi, rozstrzygnięcie w kwestii władzy rodzicielskiej, zabezpieczenie różnych spraw majątkowych - na przykłąd korzystania z mieszkania, z samochodu.

Bardzo ważna rzecz - gdy się damy zwieśc, ulegniemy - do zakończenia sprawy w każdej chwili mamy prawo zmienić stanowisko, wycofać zgodę na rozwód (i złożyć wnioski o sperację i inne jełśi są potrzebne). Nie ma z tego żadnych konsekwencji - nikt nikogo nie uważa za głupiego - to prawo, z którego można skorzystać.
Warto też otwarcie rozmawiać z prawnikiem o swojej postawie i co jest dla nas dopuszczalne, a co nie. To prawnik ma nas reprezentować - a nie my jego światopogląd.

Bałam się różnych rzeczy. Postanowiłam jednak zaufać Jezusowi. Nie zgadzam się na rozwód. Nie wiem, jak to wpłynie na moje małżeństwo, na mojego męża, na naszą relację - czy przyczyni się do uratowania nas, czy pogorszy już i tak trudne relacje. Ostatnio słyszę, że moja postawa mojego mężą denerwuje i "powinnam dorosnąć" - czyli go to uwiera, tak to czuję - no i niech uwiera. Mąż uważa, że jestem przeszkodą na jego drodze do ułożenia sobie życia według jego nowych pomysłów - i to jest prawda. Jestem. Nie widzę powodu, by ułatwiać męzowi to do czego on dązy, kosztem samej siebie. W małżeństwie jest nas dwoje, moje zdanie ma tą samą wagę co męża. W sparwie świeckiej niech sobie to rozważa świecki sąd. Ja mam tylko dać świadectwo, tego co czuję i w co wierzę.

Wiem za to już teraz na pewno jak moja decyzja działa dla mnie i dla mojego otoczenia. Zbawiennie.

Chcę także napisać, że z tą niezgodą na rozwód wcale nie chodzi o to, co wydaje się po ludzku twardym Bożym prawem, nawet "zbyt" twardym, ani o to by się umartwić, by pójść wbrew światu i dostosować się do trudnych zaleceń - na swoją szkodę.
Czuję się szczęśliwa. To mój mąż jest nieszczęśliwy.
Szukając przykładów - czasem kochający rodzic nakazuje swojemu dziecku coś, co się mu nie podoba (uczyć się, posprzątać... nie mam pomysłu co to może jeszcze być). No ale ten rodzic, gdy kieruje się miłością, bo jest dobrym kochającym rodzicem - ma rację i to co nakazuje jest naprawdę dobre. Bóg kocha nas o wiele mocniej niż najlepsi rodzice - nic nam nie nakazuje - proponuje i wskazuje drogę, zostawiając nam pełną wolność.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9168
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Nirwanna » 08 lis 2020, 7:13

Paprotka pisze:
06 lis 2020, 22:41
Nirwano nie wiem do końca o co Ci chodzi mówiąc ,ze bywają tez ludzie niezdecydowani. Odnośnie chęci rozstania ,czy wejścia w kolejny związek ?
A koleżanka żyje spokojnie i zgodnie tak od 25 lat ;) a znamy się od liceum. Tu nie jest kwestia braku czasu na rozmowę bo co mam jej powiedzieć ?
Paprotko, napisałam, że:
Nirwanna pisze:
24 paź 2020, 17:50
Chcę jednak zwrócić uwagę, że oprócz osób zakotwiczonych w charyzmacie Sycharu i w Bogu, są osoby wahające się, szukające swojej drogi. Dlatego warto jednak przekazu nie rozmydlać.
i pisałam to o osobach czytających forum, piszących tu, i szukających tu pomocy. Należą do nich osoby "wahające się, szukające swojej drogi", a to trochę inne znaczenie niż "niezdecydowane". Poczytaj forum pod tym kątem - wahania i wyboru drogi. To dość czytelne postawy.
Zakładam, że Twoja koleżanka do "szukających drogi" nie należy, zatem nie jest podmiotem pomocy.
Nie wiem również, co Ty jej masz powiedzieć, to Wasza relacja. Wiem co ja zrobiłabym w podobnej sytuacji, i to opisałam. Można skorzystać, można zbagatelizować - wolna wola.

Podsumowując:
- warto ową koleżankę, jej życie i jej decyzje zostawić Bogu, On to najlepiej ogarnie. Ludzkie spojrzenie, nawet ogarniające 25 lat, często jest wciąż zbyt wąskie.
- warto nie używać koleżanki, która nie szuka tu pomocy, jako argumentu w dyskusji, to niebezpiecznie blisko przedmiotowego traktowania człowieka,
- warto pisać tutaj własnym świadectwem, nie rozmydlając charyzmatu forum i wspólnoty.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Nino
Posty: 451
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Nino » 09 lis 2020, 10:58

I jeszcze taka uwaga matki doroslych dzieci. One wciaz potrzebuja relacji z rodzicem i do tego worka przeinaczen, o ktorym obszernie napisala Ruta, dorzucilabym i ten jezykowy bubel: " Dzieci sa dorosle. Poradza sobie ( w sensie np z rozpadem malzenstwa rodzicow). W przypadku doroslych dzieci faktycznie odpada troche problemow: sady, alimenty, czy ograniczanie praw rodzicielslich, ale to nie znaczy, ze problem znika!
Tez czytalam sporo literatury z psychologii dziecka, gdy moje dorastaly: pewien uznany w swiecie psychiatra i autorytet z wieloletnia praktyka poprosil rodzicow, aby najpierw zrobili wszystko co moga, by ratowac relacje, bo dla dziecka nawet bolesna i poraniona relacja jego rodzicow, ktorzy trwaja i o nia walcza, jest ponoc i mimo wszystko cenniejsza, niz najlepsza nowa rodzina patchworkowa.
No ale sa tez patchworki i one moga opowiedziec o sobie i tez ich narracje nalezy przyjac oraz uszanowac.
Osobiscie mam intuicyjny gleboki opor przed rozwodem i patchworkiem, jednak: nie neguje.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9168
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Nirwanna » 10 lis 2020, 6:35

Nino pisze:
09 lis 2020, 10:58
I jeszcze taka uwaga matki doroslych dzieci. One wciaz potrzebuja relacji z rodzicem i do tego worka przeinaczen, o ktorym obszernie napisala Ruta, dorzucilabym i ten jezykowy bubel: " Dzieci sa dorosle. Poradza sobie ( w sensie np z rozpadem malzenstwa rodzicow). W przypadku doroslych dzieci faktycznie odpada troche problemow: sady, alimenty, czy ograniczanie praw rodzicielslich, ale to nie znaczy, ze problem znika!
Tez czytalam sporo literatury z psychologii dziecka, gdy moje dorastaly: pewien uznany w swiecie psychiatra i autorytet z wieloletnia praktyka poprosil rodzicow, aby najpierw zrobili wszystko co moga, by ratowac relacje, bo dla dziecka nawet bolesna i poraniona relacja jego rodzicow, ktorzy trwaja i o nia walcza, jest ponoc i mimo wszystko cenniejsza, niz najlepsza nowa rodzina patchworkowa.
No ale sa tez patchworki i one moga opowiedziec o sobie i tez ich narracje nalezy przyjac oraz uszanowac.
Osobiscie mam intuicyjny gleboki opor przed rozwodem i patchworkiem, jednak: nie neguje.
Zgadzam się z Nino, że dzieci, również te dorosłe, mocno przeżywają rozwód i rozstanie rodziców, i że to rozstanie potrafi mocno negatywnie rzutować na ich teraźniejszość i przyszłość. Jest trochę literatury na ten temat.
Potrzebuję jednak uzupełnić myśl z wyboldowanego zdania. Jakkolwiek warto usłyszeć narrację osób z rodzin paczłorkowych, i przyjąć - że tak myślą, tak przeżywają, to warto również potraktować to jako punkt wyjścia i subiektywny punkt widzenia, a nie fakt obiektywny.
Faktem obiektywnym będzie istnienie rodzin paczłorkowych, jednak już subiektywną będzie narracja, że nic się nie dzieje, dzieci są szczęśliwe, a nawet szczęśliwsze niż wcześniej, itp. Taki mechanizm nazywa się racjonalizacją.
Warto się z konkretnym człowiekiem tak przeżywającym spotkać w tym jego myśleniu i przeżywaniu, mając jednak "z tyłu głowy" obiektywną Prawdę Bożą, który zamysł na małżeństwo i rodzinę miał jednak inny. Bo to On jest ostatecznym odniesieniem wszystkiego co istnieje na ziemi, i do Niego należy obiektywizacja czyli Prawda.
Myślę, Nino, że jeśli nie negujesz faktu istnienia rodzin paczłorkowych, ale ten głęboki opór przed rozwodem i paczłorkiem wynika z przekonania o zupełnie innym zamyśle Bożym na rodzinę - to ok.
Nie ok byłoby bezrefleksyjne kupowanie narracji "tak bywa, i tak jest ok". No jednak - nie jest.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości