Nie mogę wrócić, nie umiem sobie poukładać

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Polne Zioła
Posty: 6
Rejestracja: 25 sty 2021, 11:35
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Nie mogę wrócić, nie umiem sobie poukładać

Post autor: Polne Zioła » 28 sty 2021, 15:02

Witam, otwieram ten temat, ponieważ nie potrafię sobie poradzić z uczuciami po odejściu od męża który poważnie się znęcał fizycznie i psychicznie. On nie poukładał sobie z nikim życia, bagatelizuje swoje postępowanie względem mnie i naszego synka, bo wyrastał w dysfunkcyjnej rodzinie. ja też w takiej dorastałam i postanowiłam od męża odejsc. Od roku żyjemy w separacji, choć nieformalnej, nie zatwierdzonej przez sąd. Zakochałam się w innym mężczyźnie, który kocha mnie i mojego synka. Wiem jak się powinno zrobić, jakie są dla katolika "wytyczne",ale ja tak zrobić nie mogę, sytuacja jest bardzo złożona. Trwam w tym co jest, modlę się bardzo dużo i czekam na jakieś rozwiązanie bo sama po ludzku rozwiązać tego nie potrafię. Nie możemy wrócić do koszmaru, ja nie potrafię jednak tak jak wielu z Was żyć wiernie dalej sama, potrzebuję drugiego kochającego człowieka tuż obok mnie. Jednocześnie nie potrafię się w ten sposób w pełni zaangażować, bo nie opuszcza mnie poczucie, ze tak nie może być. Czuję, że niedobrze robię teraz, bardzo żle by było wrócić do męża, to nie wchodzi w grę ze względu na okrucieństwo oraz że bym nie mogła juz dłużej być sama z dzieckiem na tym świecie. Nie mam rodziny. Czy tak się czuję, bo nie mam prawa już nigdy nikogo innego pokochać?Ten człowiek odmienił swoje życie na lepsze, ciągle odmienia, załamałby się teraz, gdybym go zostawiła samego. Tamten wygrażał pięśćią świętym obrazom a ten patrzy z pokorą w stronę Boga...
Może, poza słowami upomnienia, ktoś z Was znajdzie dla mnie słowa, które wskażą mi jakiś kierunek.

dziękuję i pozdrawiam serdecznie

Polne Zioła

Lawendowa
Posty: 4429
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę wrócić, nie umiem sobie poukładać

Post autor: Lawendowa » 28 sty 2021, 20:29

Witaj na naszym Forum,
skoro tutaj trafiłaś to wygląda na to, że w Twoim aktualnym życiu coś Cię mocno uwiera. To dobre miejsce by się temu swojemu życiu poprzygladać, zmierzyć z tym co trudne.
Warto zapoznać się z historiami innych użytkowników, poczytać coś z naszej listy lektur:
viewtopic.php?f=10&t=383
W Twojej sytuacji (przemoc) bardzo polecam na początek książki i audiobooki ks. Dziewieckiego i " Granice w relacjach małżeńskich.

A jakie miejsce w Twoim życiu zajmuje Bóg?

Pisząc warto zadbać o swoje bezpieczeństwo i nie ujawniać zbyt szczegółowych czy charakterystycznych danych , by nie zostać rozpoznanym w realu. Internet nie jest, aż tak anonimowy jakby się wydawało.
Druga rzecz to rozsądek w korzystaniu z prywatnych korespondencji:
viewtopic.php?f=10&t=2979
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

LvnWthHpe20
Posty: 57
Rejestracja: 09 lip 2019, 6:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę wrócić, nie umiem sobie poukładać

Post autor: LvnWthHpe20 » 28 sty 2021, 23:58

Popatrz jak zły cię kusi,

Masz wybór, dobry człowiek, przed tobą tamten agresor.

Jak zrobisz, szatan pyta, zostaw pierwszego ten jest lepszy.

Nie idź w kierunku cudzolostwa. To cię zgubi, obetniesz się od laski Boga.

Rozpatrz orzeczenie nieważności małżeństwa.

Trwaj w modlitwie, wiara i modlitwa to fundament. Pamiętaj Bóg nie czyni cudów na pstryk palca naszego. Musimy mu mocno uwierzyć i iść.

Polne Zioła
Posty: 6
Rejestracja: 25 sty 2021, 11:35
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę wrócić, nie umiem sobie poukładać

Post autor: Polne Zioła » 29 sty 2021, 12:32

Lawendowa, bardzo dziękuję Ci za odpowiedzż i wskazanie listy lektur. Tak właśnie myślę, że to dobre miejsce, żeby poprzyglądać się swojemu życiu - uważnie, spokojnie, wnikliwie i ze wszystkich stron. I zmierzyć z tym co trudne, bo właśnie o to mi chodzi: zmierzyć się a nie uciekać. I przy nieodzownej obecności Boga a nie jedynie wsparciu świeckich terapeutów, bo tam właśnie umyka ten aspekt tej sprawy, który mnie niepokoi a tam jest lekceważony "dobrotliwie".
Lawendowa, dziękuję za wprost postawione pytanie, jakie w moim życiu miejsce zajmuje Bóg :) To jest miejsce kluczowe i wszechogarniające. To jest wielka miłość. Ja nie żyję bez Boga, nie ma mnie. Oddycham modlitwą, przytulam się, znajduję równowagę i mądrość, ale przede wszystkim staram się słuchać i podążąć. Dlatego tu jestem, bo teraz nie rozumiem i nie chcę się pogubić albo wyrządzić komuś krzywdy bezwiednie.

Polne Zioła
Posty: 6
Rejestracja: 25 sty 2021, 11:35
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę wrócić, nie umiem sobie poukładać

Post autor: Polne Zioła » 29 sty 2021, 13:31

LvnWthHpe20, dziękuję.
Bałam się, że odpowiedzi, które tu dostanę spowodują, że poczuję się jeszcze gorzej a wszystko wyda bardziej skomplikowane. Tymczasem są one orzeżwiające i takie, jakby mi ktoś po prostu włączył światło w pokoju zalanym półmrokiem.
Ja nie mam żadnych wątpliwości, że tu zły się bardzo uwija wokół i szuka intensywnie swojwj szansy. Czuję to szczególnie przy modlitwach, kiedy otulam się nimi, ochraniam i proszę o wskazanie drogi.
Ale o dziwo ja pojawienie się tego "dobrego człowieka" w moim życiu odbieram bardzo wyraźnie, jako działanie Boga a nie złego, jako coś od czego nie wolno mi się odwrócić. I to nie ze względu na własne korzyści.
On jest dobrym człowiekiem i ja to widziałam, choć postępował długo bardzo źle, taki modelowy dandys,zepsuty zgorzkniały człowiek współczesnej cywilizacji, czego nawet nie do końca byłam świadoma na początku znajomości.
Zaszła przedziwna zmiana w nim, jestem przekonana ze na skutek modlitw, oraz wśród jego najbliższej rodziny, z którą odnowił kontakty. Przedstawił mnie swojej rodzinie. Spędzaliśmy już razem Święta. Jego matka powiedziała mi, że jeszcze nigdy go takim ciepłym, spokojnym, otwartym nie widziała. Jego babcia upatruje we mnie szansę dla niego w życiu, widząc tę przemianę. Mają nadzieję, że ja i synek zostaniemy juz w ich rodzinie.
Przedziwnie sie z tym czuję.
Po latach strasznych cierpień i upokorzeń w samotności, nagle spotykam człowieka i jego rodzinę, dla których staję się powodem do nieprawdpodobnych zmian. To nie pycha, bo to nie moje działanie przecież, to sie tylko dzieje poprzez mnie. I chcę w tym być, mam poczucie, ze to spełnienie moich marzeń.A jednocześnie mam wrażenie niestosowności tej sytuacji i wewntrny głos mówiący: Co ja tu robię?
On powaznie traktuje moje modlitwy, mówi, ze ma świadomośc, że wydarzyło się i ciągle się dzieje w jego życiu coś bardzo wielkiego. Coś co wykracza ponad to, że jesteśmy razem. I ze nawet gdybym go zostawiła, nie zdecydowała się związać z nim na życie, na skutek tego jaki był wcześniej i ran, jakie mi to zadało, to i tak mi dziękuje za to,że go wyrwałam z tamtego zycia i teraz może zacząć żyć naprawdę.
On nie jest praktykującym katolikiem, raczej w ogóle orzucił dawno temu wiarę. Teraz widzę, że się zawahał i zaczął patrzyć na to co się dzieje szeroko otwartymi oczami. I na modlitwy. i na moje niezachwiane zaufanie do Boga i Świętych.
Mam poczucie obecności i usiłowań złego nie w pojawieniu się tego człowieka w moim życiu, bo to tak pozmieniało życie wielu osób na dobre, pozmieniało wielu ludzi wewnętrznie, poprostowało wiele dróg, że nie może pochodzić od złego. Bo widać samo dobro i miłość wokół.
Ja tę obecność złego i furtkę dla niego widzę w moich wyborach, których musze dokonać w związku z tą sytuacją.
Dlatego bardzo dziękuję też za przypomnienie o możłiwości unieważnienia małżeństwa.
Już to kiedys rozważałam, dużo wcześniej zanim poznałam obecnego partnera, dlatego ze mąż mi powiedział, że "ma na mnie papiery", tak jakbym była jego krową albo samochodem. Powiedziałam mu, że nie jestem jego własnością ani inwentarzem i sąd to mooże załatwić, że nic nie znacza takie papiery, kiedy mąż sie zneca nad rodziną.
Wtedy mi powiedział ze śmiechem, że sie od niego nigdy nie uwolnię, bo koscielny ślub zostaje na zawsze.
Z rozmowy z księdzem na temat tej sytuacji i okoliczności towarzyszących zawieraniu tego małżeństwa dowiedziałam się, że według niego to małżenstwo nie jest ważne. i można złożyć papiery o unieważnienie.
W moim sumieniu jest jednak wątpliwość czy jest nieważne. Boję się wykonać taki ruch. Jednocześnie może to własnie należy zrobić.
Tak czy inaczej bardzo dziękuje za przypomnienie, ze jest jeszcze i taka droga.
Pewnie długo mi zajmie, zanim to wszystko sobie poukładam. Ale pokładam nadzieję w Bogu i dziękuje,że jesteście, bo czuje ze będziecie mi wielkim wsparciem na tej drodze. Sam fakt napisania tutaj spowodował, że zaczęło sie coś we mnie poruszac i układać.
Pozdrawiam serdecznie.
Polne Zioła

Lawendowa
Posty: 4429
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę wrócić, nie umiem sobie poukładać

Post autor: Lawendowa » 29 sty 2021, 18:57

Polne Zioła pisze:
29 sty 2021, 13:31
On jest dobrym człowiekiem i ja to widziałam, choć postępował długo bardzo źle, taki modelowy dandys,zepsuty zgorzkniały człowiek współczesnej cywilizacji, czego nawet nie do końca byłam świadoma na początku znajomości.
Zaszła przedziwna zmiana w nim, jestem przekonana ze na skutek modlitw, oraz wśród jego najbliższej rodziny, z którą odnowił kontakty. Przedstawił mnie swojej rodzinie. Spędzaliśmy już razem Święta. Jego matka powiedziała mi, że jeszcze nigdy go takim ciepłym, spokojnym, otwartym nie widziała. Jego babcia upatruje we mnie szansę dla niego w życiu, widząc tę przemianę.
Jak długo się znacie? I na ile ta jego przemiana jest trwała? To pierwsze co mi na myśl przyszło.
Drugie nie mniej istotne. Pisałaś, że wychowałaś się w rodzinie dysfunkcyjnej. Warto się temu przyjrzeć. Jesli to nie jest przerobiony temat to z dużym prawdopodobieństwem wchodzisz w rolę osoby która może uratować innych. Czy wchodząc w relację z mężem też go przed kimś/czymś ratowałaś, bo pisałaś, że on też z dysfunkcyjnej rodziny pochodzi?
Może być tak, że dopóki się nie uporasz z przeszłością, nie nauczysz żyć sama, będziesz się (z najlepszymi intencjami zresztą) w takie trudne związki wikłać.
Polne Zioła pisze:
29 sty 2021, 13:31
A jednocześnie mam wrażenie niestosowności tej sytuacji i wewntrny głos mówiący: Co ja tu robię?
Temu warto się przyjrzeć. Uważam, że dobrze, że taki głoś słyszysz.
Polne Zioła pisze:
29 sty 2021, 13:31
On powaznie traktuje moje modlitwy, mówi, ze ma świadomośc, że wydarzyło się i ciągle się dzieje w jego życiu coś bardzo wielkiego. Coś co wykracza ponad to, że jesteśmy razem. I ze nawet gdybym go zostawiła, nie zdecydowała się związać z nim na życie, na skutek tego jaki był wcześniej i ran, jakie mi to zadało, to i tak mi dziękuje za to,że go wyrwałam z tamtego zycia i teraz może zacząć żyć naprawdę.
Możesz coś więcej o tym napisać, oczywiście dbając przy tym o anonimowość.
Polne Zioła pisze:
29 sty 2021, 13:31
Ja tę obecność złego i furtkę dla niego widzę w moich wyborach, których musze dokonać w związku z tą sytuacją.
Dlatego bardzo dziękuję też za przypomnienie o możłiwości unieważnienia małżeństwa.
...
Z rozmowy z księdzem na temat tej sytuacji i okoliczności towarzyszących zawieraniu tego małżeństwa dowiedziałam się, że według niego to małżenstwo nie jest ważne. i można złożyć papiery o unieważnienie.
W kościele katolickim nie ma czegoś takiego jak unieważnienie, jest stwierdzenie nieważności czyli faktu, ze małżeństwo nigdy nie zaistniało, nie było ważnie zawarte. Wbrew pozorom to bardzo istotna różnica.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Monti
Posty: 810
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę wrócić, nie umiem sobie poukładać

Post autor: Monti » 30 sty 2021, 7:04

Witaj, Polne Zioła.
Bardzo poruszyło mnie to, jak piszesz o swojej więzi z Bogiem. Dla mnie to jest właśnie istota chrześcijaństwa i stan, do którego staram się lepiej lub gorzej dążyć,
Skoro masz taką podbudowę, jestem umiarkowanie spokojny o to, że dobrze rozpoznasz Jego Wolę (umiarkowanie - bo nawet mistykom zdarzało się błądzić). Papież Franciszek w "Amoris laetitia" w takich sytuacjach zachęca nas do rozeznawania, najlepiej z pomocą kierownika duchowego. Jednak żaden człowiek Ci nie powie, że masz zrobić tak czy tak, bo to Twoja decyzja i Twoje konsekwencje,
"Niczego się nie wyrzekać, do niczego się nie przywiązywać"
Anthony de Mello

wertor1
Posty: 85
Rejestracja: 24 lut 2017, 6:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę wrócić, nie umiem sobie poukładać

Post autor: wertor1 » 30 sty 2021, 18:26

Po latach strasznych cierpień i upokorzeń w samotności, nagle spotykam człowieka i jego rodzinę, dla których staję się powodem do nieprawdpodobnych zmian. To nie pycha, bo to nie moje działanie przecież, to sie tylko dzieje poprzez mnie. I chcę w tym być, mam poczucie, ze to spełnienie moich marzeń.
Nie na darmo ułożono powiedzenie Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci niestety nie zmienisz człowieka mój mąż po 25latach wrócił do starych nawyków i jeszcze wypomniał mi ,że może mi coś obiecywał ale uważał że po ślubie ja się zmienię ,że zmienię poglądy.Szukasz prawdziwej miłości na tę chwilę przylgnij do Boga a On na pewno chce żebyś była szczęśliwa tylko dal nam już drogowskazy jak żyć i tym się kieruj ,

Ruta
Posty: 1000
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę wrócić, nie umiem sobie poukładać

Post autor: Ruta » 30 sty 2021, 20:03

Polne Zioła, witaj :)

Długo zastanawiałam się, czy się wypowiedzieć w twoim wątku. Bo gdy czytam twoje wypowiedzi, dzwonią mi wszystkie moje dzwonki alarmowe.

Może napiszę o sobie. A potem dopiero co mi dzwoni. Jestem w kryzysie małżeńskim. Z małżeństwa mam synka, 10 lat. Mąż uzależniony krzyżowo, alkohol, narkotyki, pornografia. W czynnym nałogu. Odszedł, gdy w domu zmieniły się zasady i przestałam się na wiele rzeczy zgadzać. Wiele wskazuje na to, że znalazł sobie następną naiwną, gdy ja już nawina być nie chciałam. Stwierdził, ż ejuż ni ewierzy w Boga i ma gdzieś zasady, mnie także juz nie kocha. Od wyprowadzki męża minęło już ponad dwa lata - sama nie wiem kiedy.

Oczywiście od samej wyprowadzki męża z domu ani ja ani mąż nie za wiele się zmieniliśmy, a jak już wcale nie na lepsze. Ja podjęłam pracę nad sobą, jestem w terapii współuzależnienia, korzystam też z terapii rodzinnej z dzieckiem. Sporo zranień w nas zostało. Pracuję też nad rozwojem swojej relacji z Bogiem. I to najważniejsza część mojej pracy. Głównie za prowadzeniem Maryi, i to Jej się staram przede wszystkim powierzać. Stopniowo, dzięki Niej i Jej pomocy bałagan w moim życiu, w moim sercu i w mojej głowie się układa. W co do dziś trudno mi uwierzyć, ale tak jest.

Mąz nadal w kryzysie. Bardzo opornie uczę się stawiać mu opór, wyznaczać swoje pierwsze garnice i nie zgadzać się na agresję. Ale wciąż bardzo łatwo w różne sytuacje się wkręcam. Choć porównując sytuację sprzed paru lat, czy nawet po jego wyprowadzce, jest zdecydowanie lepiej. Dojrzewam. Ale wolno.

Z początku miałam mnóstwo pomysłów jak połatać swoje dziury po mężu innymi osobami. Miałam też wiele obaw jak ja sobie poradzę sama. Jak udźwignę tesknotę, samotność, całą odpowiedzialność jaka na mnie spadła. Całę życie marzyłam o pełnej rodzinie, nie o tym by być samotną matką. No i zastanawiałam się, czy ja naprawdę muszę już do końca życia być sama. Bo na naprawę mojej relacji z mężem się nie zanosi. Tak po ludzku. Bo Bóg ma dla nas swoje plany.
Podsumowując: zastanawiałam się nad swoim prawem do kolejnego związku. Z czsem nawet z całkiem sensownych przyczyn, bez złych intencji.

Głównie słuchając księdza Dziewieckiego, ale też myśląc intensywnie, modląc się, czytając forum doszłam do następujących wniosków:
- po związku z męzem jestem poraniona, co oznacza, że mimo chęci nie jestem zdolna do wejścia w zdrową relację,
- jestem mężatką, więc żaden ułożony wewnętrznie mężczyzna nie wejdzie w relację ze mną,
- jestem związana złożoną przysięgą i łamanie jej wykracza poza Boże prawo, co jest jasne jednoznaczne i nie ma tu wyjątków,
- mój synek potrzebuje świadectwa miłości małżeńskiej, a nie kolejnych mężczyzn którzy z definicji będa niepoukładani, skoro zdecydują się na relację z kobietą zamężną.

Oczywiście jest jeszcze kwestia nieważności małżeństwa. Ja czuję, że nie jest to droga dla mnie i mam wewnętrzne przekonanie że mój sakramnet małżeństwa jest ważny. Czerpię z niego mnóstwo siły, płynie łaska, gdy byliśmy z męzem także płynęła. Nie mam wątpliwości. Natomiast, gdybym takowe miała - to i tak kolejność jest według mnie jedna - najpierw uporządkowanie spraw w obecnej relacji, potem następna relacja.

I dlatego gdy czytam, że po roku od formalnej separacji z mężem jesteś w nowej relacji - to zapalają mi się te lampki. Tobie zresztą jak piszesz również. I nie chodzi o to, kim jest mężczyzna z którym obecnie jesteś w relacji. Chodzi o to, że nie ma zbyt wielu szans, by po takich przejściach, nieprzepracownych jeszcze wewnętrznych sprawach - byś była zdolna do zdrowej relacji, stawiania granic.

Wiele kobiet w takich sytuacjach, zupełnie bez intencji wpada w kolejny trudny związek - bo jeszcze nie odzyskały równowagi, nie potrafią stawiac granic, nie mają jeszcze pocxucia swojej wartości. A relacja osoby pozostającej w wąznym związku małzeńskim zawsze jest nieuporządkowana. Cierpią na tym dzieci - i te które już są, i te które się pojawiają w kolejnych związkach.

Przylgnij do Boga. Módl się. Nie ignoruj sygnałów alarmowych.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 23 gości