walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Mila
Posty: 8
Rejestracja: 04 paź 2017, 22:07
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Mila » 06 paź 2017, 20:53

30 października odbędzie się sprawa rozwodowa - pozew złożyłam ja ponieważ nie dałam rady dłużej dźwigać sytuacji w moim małżeństwie: przemocy psychicznej i seksualnej. Ślub odbył się 10 lat temu - przy czym dopiero w ubiegłym roku dowiedziałam się, że Mąż na tydzień przed ślubem swoim znajomym powiedział, że po "ślubie będzie mógł zdradzać mnie na legalu". Oboje jesteśmy dorosłymi dziećmi alkoholików i pochodzimy z rodzin dysfunkcyjnych (jak większość nas), ale w naszej rodzinie nigdy nie było problemu z alkoholem. Oboje pracujemy zawodowo. Mamy dwójkę dzieci w wieku 8 i 9 lat. W ubiegłym roku samodzielnie przygotowałam jedno z dzieci do Komunii świętej a w tym roku rozpoczęłam przygotowanie drugiego dziecka. Samodzielnie, bo Mąż stwierdził, że w takich szopkach nie będzie brał udziału. Z perspektywy lat widzę jak bardzo niedojrzali weszliśmy w małżeństwo. Wiele ostatnich lat to modlitwa w intencji mojej rodziny - im częściej modlę się tym więcej źle się dzieje (zdrady ze strony Męża, poniżanie słowne w obecności dzieci). Paradoksalnie źle bo wiem, że mimo skrajnego wyczerpania psychicznego i fizycznego z mojej strony, wszystko dzieje się z woli Boga. Mam poczucie, że w moim małżeństwie toczy się od lat walka duchowa.
Mimo, że ja złożyłam pozew nie czuję żebym chciała rozwodu - w głębi serca nie chcę rozpadu rodziny i wierzę, że mój Mąż nie działa celowo piętnując mnie za wiarę, wrażliwość, zaściankowość (która miała przejawiać się w tym, że odmówiłam wyjścia do klubu swingersów). Żyję z chorobą autoagresywną tarczycy, która pojawiła się po urodzeniu drugiego dziecka - Mąż uważał, że był to kolejny powód dla którego powinniśmy rozstać się. Mimo to wierzę, że moje małżeństwo może odrodzić się na nowo. Mąż z kolei uważa, że chcę go zmienić "na swoją modłę".
Brakuje mi sił - modlę się i płaczę bo wiem, że Bóg daje mi ten kryzys żebym coś zobaczyła/zrozumiała/poczuła. Ale tak po ludzku czuję, że coraz trudniej jest mi się podnosić. Mąż nie mieszka z nami od trzech miesięcy i w żaden sposób nie wykazuje zainteresowania pracą nad naszym małżeństwem. Przed samą sprawą rozwodową czeka mnie badanie pod kątem tętniaka. Mimo, że zdaję sobie sprawę, że Bóg nie daje nam więcej niż jesteśmy w stanie dźwigać - czuję, że słabnę. W trakcie małżeństwa Mąż przeszedł trzy terapie anty-HCV, które osłabiały go na wiele miesięcy fizycznie i psychicznie. Od ponad roku chodzę na terapię indywidualną, która dała mi wgląd w siebie jako DDA. Maż uważa, że nie ma problemu: ani terapeuta, ani przyjaciel (których nie ma), ani ksiądz nie są dla niego autorytetem do rozmów wobec tego kryzysu. Przed ślubem podarowałam narzeczonemu nieśmiertelnik z fragmentem słów Hymnu do miłości - wierzę w nie cały czas.
Pewien ksiądz powiedział mi, że moje modlitwy nie otworzą serca mojego Męża jeśli on sam nie będzie tego chciał.
Czuję, że powinnam puścić Go tam gdzie On chce iść. Nie można nikogo zmusić żeby kochał nas (Mąż powiedział że tak jak nie wierzy w Boga tak też nie wierzy w miłość). Jeszcze mam w sobie siły żeby modlić się o potrzebne łaski dla mojej rodziny, dla Męża.
Nie czekam na wskazówki co mam robić. Szukam cały czas wsparcia w tej wieloletniej walce duchowej w moim małżeństwie. Proszę w modlitwie Boga żeby otworzył moje oczy i uszy na to co mi pokazuje i mówi do mnie. Jeśli ktoś z Was przeczyta to i napisze coś od siebie może znajdę w tym źródło pokoju i rozeznania, których tak bardzo potrzebuję.
Mila

jacek-sychar
Posty: 6495
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: jacek-sychar » 06 paź 2017, 21:30

Witaj Mila na naszym forum.

Ciężko jest być DDA, ciężko jest żyć z DDA.
Ale można. Jeżeli wiesz, na czym to polega, to już łatwiej.
Może Twój mąż potrzebuje trochę czasu, żeby zrozumieć, jak ważna jest rodzina? Nie wiem. Wiem, że za niego nie zdecydujesz, czy być razem. To on musi podjąć decyzję.

Pisząc na naszym forum pamiętaj, że internet nie jest anonimowy. Dlatego staraj się nie podawać szczegółów, które umożliwiłyby identyfikację Ciebie i Twojej rodziny.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9579
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Nirwanna » 07 paź 2017, 6:53

Mila, witaj na forum :-)

Czy możesz powiedzieć, czemu podjęłaś decyzję o rozwodzie, skoro rozwodu nie chcesz? Przecież jest jeszcze separacja, która prawnie chroni przed krzywdą równie dobrze jak rozwód.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Mila
Posty: 8
Rejestracja: 04 paź 2017, 22:07
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Mila » 07 paź 2017, 7:21

Nirvana - decyzja o rozwodzie zapadła z dwóch powodów: od zawsze kiedy wspominałam mężowi o separacji stanowczo mówił, że separacji nie będzie tylko rozwód. A po drugie - w głębi serca miałam nadzieję, że dotrze do niego co może stracić i oprzytomnieje. Niestety - ja zrobiłam krok którego żałuję a mąż mam wrażenie zaczyna rozwijać skrzydła.

Wiedźmin

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Wiedźmin » 07 paź 2017, 10:11

Ale jakie niby skrzydła rozwija ten mąż? Dokąd doleci?
Ma żonę i dwoje dzieci, na które pewnie już płaci alimenty... i to ma być ta jego wolność?

Mila
Posty: 8
Rejestracja: 04 paź 2017, 22:07
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Mila » 07 paź 2017, 12:17

Aleksander, on poczuł wolność - jest mu teraz dobrze, wrócił do domu rodzinnego, może spędzać wolny czas tak jak lubi bez obowiązków związanych z domem. Zastanawiam się czy jeżeli przed ślubem zakładał, że nie dochowa przysięgi małżeńskiej to czy jest sens trzymać go wbrew jego woli w małżeństwie. Twardo stąpam po ziemi mimo, że wierzę w miłość i dobro w drugim człowieku. Mimo, że nie skończyłam jeszcze 40 lat usłyszałam od Męża, że moja rola w życiu już się skończyła. Sąd nie orzeknie rozwodu, ja wniosę najprawdopodobniej o separację. Wstyd się przyznać na forum, ale słabnę ze swoją determinacją. Najbardziej boli to, że ja chcę pracować, otwarta jestem na dialog a mąż zamknął się i nie ma ochoty już wkładać wysiłku w małżeństwo. Skończył 40 lat a potrzebę wolności zaszczepiła mu 20-latka z którą miał romans. Sami przyznacie, że dzisiaj wygrywa młodość. Ja sama usłyszałam od męża, że moja rola w życiu już skończyła się. Jest tyle pokus dookoła i są takie możliwości dzisiaj, że trzeba mieć bardzo silny kręgosłup moralny żeby nie zejść na drogą lekką, łatwą i przyjemną.

Magnolia

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Magnolia » 07 paź 2017, 20:45

Słyszałaś w kościele pewnie wiele razy "popatrz na krzyż" - teraz w swoich najtrudniejszych dniach życia zrozum,
że Jezus także doświadczył tych wszystkich uczuć, jakie teraz masz.
Został zdradzony, pobity, opluty, poniżony, nie miał już siły, był wykończony cierpieniem, wyszydzony - i co zrobił? Jezus woła : "Ojcze w Twe ręce powierzam ducha mego" Łk 23,46

Naśladuj Chrystusa!

Wiele razy w Piśmie św. pada "Nie lękajcie się" (przeczytaj Mt 17), a św. Jan Paweł II dodał jeszcze "Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi". Co to znaczy dla Ciebie?
Długo nie rozumiałam, co to znaczy dla mnie, ale kiedy zaczęłam oddawać się w Boże ręce coraz bardziej i bardziej, rezygnując jednocześnie z kontroli nad swoim życiem, ufając, że On wie lepiej! Jeśli wyznamy szczerze, że to Jezus jest naszym Panem i Zbawicielem (powtarzałam to codziennie, aby z każdym dniem to stawało się coraz bardziej prawdą) to zmienia się nasza perspektywa: to Bóg zaczyna rządzić w naszym życiu, a my już nie jesteśmy sami, możemy czuć się prawdziwie bezpieczni.

Nie wątpię w Twoją wiarę i religijność, ale chyba straszenie rozwodem to nie był dobry pomysł, chyba nawet się obrócił przeciwko Tobie, prawda? Czyli nie tędy droga.
Nikt nie powie Ci jaką decyzję masz teraz podjąć, bo to twoje życie i ty poniesiesz konsekwencje.
Skupiłabym się na odmawianiu "Ojcze Nasz" z naciskiem "bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi".

Jesteś na jakimś etapie maratonu...nie sprintu, więc jeśli słabniesz to odpocznij i odpowiedz sobie na pytania: Kto jest Silny? Kto jest Wielki?, kto jest Wszechmocny? W Kim znajdę Ukojenie?

Dla mnie zawsze pada tylko jedna odpowiedź - Jezus Zmartwychwstały!!
Nie lękaj się, "wszystko możesz w Tym, który Cię umacnia"

Wiedźmin

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Wiedźmin » 07 paź 2017, 22:14

Mila pisze:
07 paź 2017, 12:17
[...] Mimo, że nie skończyłam jeszcze 40 lat usłyszałam od Męża, że moja rola w życiu już się skończyła. [...]
A tam głupoty opowiada ten Twój mąż ;))) Moja żona skończyła 40 właśnie... i nie tylko "się nie skończyła", a wręcz przeciwnie, rozkwitła (fakt że na krótko ale jednak) w ramionach młodszych ;).

A takich historii jak moja jest więcej na forum. Mnóstwo tu zdradzonych facetów przez "ryczące plus minus 40-stki".
To zresztą podobno szczyt seksualnego zapotrzebowania kobiet... może stąd to też się bierze - nie wiem.

Wiec Miła - nic Ci się nie skończyło :) - fajnie że tu trafiłaś, nawet taki heretyk jak ja sporo z tego forum fajnych wskazówek dla siebie wyciągnął :) - więc i Tobie powinno wyjść na dobre owo forum :)

Pavel
Posty: 3209
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Pavel » 08 paź 2017, 2:52

Za Nirwanną powtórzę - dlaczego nie separacja?
Widzę, że jesteś wierząca. Wiesz czym dla katolika jest rozwód?

Wygląda na to, że Twój mąż jest mocno zagubiony i niedojrzały.
Z całą pewnością masz prawo, wręcz powinnaś się bronić przed krzywdą wyrządzaną Tobie i dzieciom.

Warto również poszukać wsparcia w realu, może w Twoim miejscu zamieszkania lub okolicy funkcjonuje któreś z naszych ognisk?
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

katalotka72
Posty: 155
Rejestracja: 16 mar 2017, 18:52
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: katalotka72 » 08 paź 2017, 9:54

na pierwszej rozprawie możesz zmienić rozwód na separację, powinno się to udać ponieważ to Ty jesteś stroną, która złożyła pozew, separacja niesie za sobą wszystkie skutki prawne takie same jak rozwód oprócz jednego - ani Ty ani Twój mąż nie możecie wstąpić w kolejne związki cywilne więc co masz do stracenia????
a zmęczenie rozumiem, też tak miałam w pewnym momencie kryzysu i depresji, złożyłam pozew o rozwód i wtedy to dopiero był początek KOŃCA :(

Mila
Posty: 8
Rejestracja: 04 paź 2017, 22:07
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Mila » 08 paź 2017, 17:19

Magnolia, Aleksander, Pavel, katalotka72 - dziękuję Wam bardzo za słowa... :)
Dzisiaj rozmawiałam z Synkiem i powiedziałam mu, że sąd nie orzeknie rozwodu bo mama musiałaby skłamać... a tego nie zrobię. Będę prosiła o separację - dla mnie po ludzku sytuacja jest beznadziejna, ale wiem, że zawierzając to Komuś mądrzejszemu ode nas wszystkich robię najlepszą rzecz. Dociera do mnie też, że weszłam na drogę walki o swoją wiarę dzięki temu kryzysowi - bo nie ugięłam się i nie odeszłam od Boga pod wpływem Męża, który przez cały czas naszego małżeństwa drwi z mojej wiary. Stoję po jasnej stronie mocy :) Za dużo mam do stracenia - przyszłość moich Dzieci, ich dzieci. Ten kryzys weryfikuje bardzo mocno to kim jestem jako chrześcijanin. Boję się, że będę za słaba żeby przejść go nie schodząc z drogi wiary, miłości i nadziei. Ale przecież idę i wstaję za każdym razem gdy upadam. Dziękuję Wam bardzo :)

Metanoja1
Posty: 100
Rejestracja: 01 lut 2017, 14:51
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Metanoja1 » 09 paź 2017, 14:14

Zmień wniosek na separację. Ja tak zrobiłam. Prosta sprawa.
Dążeniem do rozwodu dajesz mu informacje że męża nie kochasz, nie kochałaś (miłość nigdy nie ustaje) a jak sąd orzeknie rozwód z Twojego wniosku, to dopiero wtedy mąż będzie "na legalu" uprawiał seks z innymi, a to będzie oznaczało że nie kochasz sama siebie, skoro stworzyłaś mu taką furtkę.
Bóg dał ci męża w dzierżawę, on należy do Boga. Ty masz zwrócić męża Bogu pięknego przez twoją miłość. Będziesz z tego rozliczona. Wróć do wczorajszych czytań z dnia na Mszy św. o winnicy
Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. (Rz 8,28)

Mila
Posty: 8
Rejestracja: 04 paź 2017, 22:07
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Mila » 14 paź 2017, 22:12

Czy ktoś z Was w dniu pierwszej rozprawy prosił o separację mimo, że składał wniosek o rozwód? Jaka jest w takiej sytuacji procedura? Ile czasu trwa separacja?
Mąż nie mieszka ze mną i dziećmi od sierpnia. Serce moje rwie się żeby wrócił, ale wiem że nic na siłę. Nie chcę rozwodu mimo że ja złożyłam pozew. Podświadomie pragnę aby moja rodzina przetrwała ten kryzys, ale z drugiej strony wiem, że nie może wrócić stare (pomiatanie, poniżanie, manipulacja, kłamstwa, zdrada)- stąd separacja.

Wiedźmin

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Wiedźmin » 14 paź 2017, 22:29

Miła - czyli separację już macie (fizyczną) - teraz chcesz potwierdzenia tej separacji na papierze - w sumie to chyba dość dobry plan.
Przy okazji nie powinno być problemu z szybkim zasądzeniem alimentów (skoro mąż mieszka osobno).

Kontaktuje się z dzieciakami często? Zależy mu na kontakcie? Jak to wygląda?

Mila
Posty: 8
Rejestracja: 04 paź 2017, 22:07
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Mila » 14 paź 2017, 22:45

Mieszkamy w tym samym mieście więc kontakt z dziećmi jest codzienny.
Ja skłonna byłabym nawet wycofać pozew, ale za dużo mam w sobie ran żeby ponownie zaufać. Kryzys wieku średniego mojego Męża trwa już dobrych kilka lat. W tym czasie różne rzeczy słyszałam - łącznie z tym że chciałby spakować plecak i wyjechać gdzieś przed siebie. Taki chłopiec w ciele faceta.
Cierpliwości i miłości w sobie mam dosyć - ale czy jest szansa aby takie duże dziecko, które w Boga i miłość nie wierzy poczuło, że jest Mężczyzną, Ojcem, Mężem a nie skupiało się na sobie i swoich potrzebach?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości