walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Wiedźmin

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Wiedźmin » 14 paź 2017, 23:00

uuu... no jak kilka lat... to jesteś mega ...hmmm "dzielna"? :) w sensie, ja bym nie dał rady tyle patrzeć na żonę "w kryzysie wieku średniego" ... o nie nie ... parę miesięcy mało mnie nie zabiło ;) - starczy ;)

Inna
Posty: 289
Rejestracja: 23 lip 2017, 21:47
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Inna » 15 paź 2017, 12:26

Mila pisze:
14 paź 2017, 22:45
Kryzys wieku średniego mojego Męża trwa już dobrych kilka lat. W tym czasie różne rzeczy słyszałam - łącznie z tym że chciałby spakować plecak i wyjechać gdzieś przed siebie. Taki chłopiec w ciele faceta.
Cierpliwości i miłości w sobie mam dosyć - ale czy jest szansa aby takie duże dziecko, które w Boga i miłość nie wierzy poczuło, że jest Mężczyzną, Ojcem, Mężem a nie skupiało się na sobie i swoich potrzebach?
Jakbym o sobie czytała....
Z tą różnicą, że cierpliwości i miłości się dopiero uczę.
Bo ja miłości mam w sobie niedosyt. Też jestem DDA. Dopiero teraz wiem "czym to się je".
Po ludzku nie wierzę by mój mąż wrócił z "wolności". Zbyt dobrze mu "tam". Żadnej odpowiedzialności. Żyje jak kawaler. Dzieci wychowuję ja. On daje pieniądze i uważa, że jest fair w stosunku do nas. Dzieci odwiedza baaardzo rzadko. Chyba nie czuje takiej potrzeby. Takie duże dziecko - od zawsze....
Po Bożemu wierzę w jego nawrócenie i powrót. Właściwie to staram się wierzyć, bo minęły 3 lata od wyprowadzki, a on jakby coraz bardziej szczęśliwy....
A ja.... I tu paradoks.
Nie chcę (JESZCZE )jego powrotu.
Ja tylko nie chcę by on był z kowalską.
Bo boli mnie to jego szczęście, które trwa już 5 lat.
To nie mój wątek, więc nie będę się rozpisywała. Przymierzam się do napisania własnego (od stycznia tu jestem duchem), ale chyba jestem jeszcze niegotowa.
Poczułam potrzebę wpisu, bo wiele podobieństw widzę...
Ja też chciałam rozwodu. Od razu po konfrontacji z kowalską.
Chcieć to ja mogłam....
To były słowa. Gorzej, (teraz widzę, że lepiej) z czynami.
Nie ruszyłam nawet sprawy.... tylko straszyłam.
Nikt sobie wtedy z tego nic nie robił. Bo ja nigdy stanowcza nie byłam. I w tym przypadku wyszło mi to na dobre.
Bo ja teraz rozwodu nie chcę.
Co innego mąż.... A właściwie ona - kowalska. Naciska.
Teraz ja boję się, że dostanę pozew....
"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"
(Flp 3,14)

Inna
Posty: 289
Rejestracja: 23 lip 2017, 21:47
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Inna » 15 paź 2017, 13:06

Mila pisze:
06 paź 2017, 20:53
Pewien ksiądz powiedział mi, że moje modlitwy nie otworzą serca mojego Męża jeśli on sam nie będzie tego chciał.
Podobne słowa usłyszałam od księdza u którego szukałam pomocy.
On znał mojego męża i wiedział, że jest daleko od Boga. Jedno zdanie wciąż za mną chodzi "dopóki mój mąż nie sięgnie dna, nie zmieni swojego życia ani postępowania". Wtedy wpadłam w czarną rozpacz... Mój mąż i dno? Jemu zawsze wszystko świetnie się układało i układa. Taki w czepku urodzony.....
Z czasem jednak słowa księdza nabierają sensu.....
On może i się nie zmieni. I nie wróci.
Ja nie mam na niego wpływu. Tak jak i ty Mila.
Ja się powoli zaczynam przekonywać, że im bardziej "wiszę" emocjonalnie na mężu, tym bardziej on ucieka.
Przestaję walczyć. Przestaję się szarpać. Przestaję żebrać o jego "miłość". Oddaję to Bogu. Tylko On wie co dla mnie i dla ciebie dobre.
Może to odseparowanie jest właśnie dobre.
Może (a raczej na pewno), to ten czas by pokochać siebie, nauczyć się stawiania granic (poniżanie, zdrady).
Takie podejście wymaga niestety czasu. U mnie nadal wiele dylematów, lęków, niepewności. Ale wiem, że czas gra na moją korzyść.
I wiem, że to forum, to odpowiedzi Boga na moje pytania...
"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"
(Flp 3,14)

analogia
Posty: 26
Rejestracja: 02 sie 2017, 19:35
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: analogia » 15 paź 2017, 14:31

Widzę, że mój problem jest bardzo podobny. Mój mąż to taki duży chłopiec. Po mojej wyprowadzce będzie sobie żył jak kawaler. W domu cisza i spokój, a kowalska będzie mu umilać wolne chwile. A ja jestem sama ze wszystkim.
Nie widzę w tym momencie nadziei na jego powrót.
Tylko modlitwa mi pozostaje.

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Niezapominajka » 15 paź 2017, 14:44

Dziewczyny, i nie tylko, polecam Wam książkę Kochaj siebie a nie ważne z kim się zwiążesz, trochę ciężka z początku, ale od strony 126 sama prawda i cenne rady.

SAMOA
Posty: 150
Rejestracja: 20 lut 2017, 9:43
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: SAMOA » 15 paź 2017, 22:45

Niezapominajka pisze:
15 paź 2017, 14:44
Dziewczyny, i nie tylko, polecam Wam książkę Kochaj siebie a nie ważne z kim się zwiążesz, trochę ciężka z początku, ale od strony 126 sama prawda i cenne rady.
Niezapominajko a konkretnie od którego rozdziału?
Mam tą książkę zapomniałam o niej a skoro polecasz to znak że powinnam do niej sięgnąć.

Pavel
Posty: 3209
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Pavel » 16 paź 2017, 6:33

Mi całą tę książkę się trudno czytało. Nie wiem, czy tłumacz nawalił, czy to autorka ma taki "przystępny" styl pisania.
W tym przypadku jednak wg mnie treść tej książki jest zdecydowanie warta trudu brnięcia przez nią.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Mila
Posty: 8
Rejestracja: 04 paź 2017, 22:07
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Mila » 16 paź 2017, 12:01

Dzisiaj nogi ugięły się pode mną - pokazał mi swoją odpowiedź do pozwu: napisał 6 kartek. Chce zasądzenia alimentów dla mnie na rzecz dzieci oraz chce sądownie dostać 3 dni na tygodniu i co drugi weekend. Ja mimo wielu dowodów na jego zdradę i błędy wobec dzieci (chodził nago przy dzieciach) i mnie, złożyłam pozew bez orzekania o winie. Nie chciałam wywlekać tego jak było (wybaczyłam mu wszystko mimo poczucia bólu). Nie chciałam dzielić opieki nad dziećmi bo opieka naprzemienna to bardziej walka między rodzicami. Powiedziałam że nie będę stawa na drodze do widzenia z dziećmi - mieszkamy w tym samym mieście. Codziennie widzi się z dziećmi, nocują u niego od czasu do czasu.
Dzisiaj czytając uzasadnienie poczułam kolejny raz, że nie znam Tego Człowieka. Nie chcę rozwodu, chcę wnioskować ustnie na rozprawie, która już za dwa tygodnie, o separację. Tylko czy jest sens? Ja ze swoim podejściem i wiarą w mojego Męża zaczynam być postrzegana jak "głupia" i naiwna. W głębi serca chcę żeby ta rodzina była razem, dzieci chcą.
Wiem że trudne rzeczy i ludzie w naszym życiu mają zwrócić nasze oczy na nas samych. Ale po ludzku trudno znosić dzień za dniem widok osoby, którą kochasz a ona już Ciebie nie chce. Tu odzywa się DDA moje. Trudno pogodzić się z tym że jestem nastawiona na dialog a druga osoba nie chce tego.
Czy przysięga, którą Mąż składał w dniu ślubu mając jednocześnie poczucie, że wierności mi nie dochowa, jest tym węzłem, którego ja nie powinnam rozrywać?
Jak traktować sakrament małżeństwa jeżeli mój Mąż zanim złożył przysięgę zakładał, że będzie zdradzał mnie po ślubie?

Wiedźmin

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Wiedźmin » 16 paź 2017, 14:17

Miła - papier wszystko przyjmie. Nie przejmuj się. Moja też nieźle nakłamała... w swojej odpowiedzi.
Ale rozumiem, że on też obstaje przy rozwodzie bez orzekania o winie? (tak jest zawsze dużo szybciej i sporo łatwiej).

Nie przejmuj się postrzeganiem jako "głupia i naiwna". Większość z nas... np. wśród facetów - tak jest "na mieście" odbieranych... jako frajerzy z rogami... "nie dość, że żona im się puszcza z kowalskim, to chcą wciąż o nią (i o małżeństwo) walczyć".
Cóż - powinniśmy całkowicie olewać opinie osób na zewnątrz, choć nie jest to łatwe.

To że chodził nago przy dzieciach, to bez przesady, ale nie jest nic co mogłoby go jakoś obciążać w sądzie. Moja też chodziła czasem i chodzi (wiadomo, że nie jakoś specjalnie... tylko np. idąc z łazienki do sypialni) - i trudno to uznać za jakiś "grzech" - zwłaszcza w sądzie. (dla wielu ludzi jest to całkiem normalne).

Magnolia

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Magnolia » 16 paź 2017, 16:05

Mila pisze:
16 paź 2017, 12:01

Czy przysięga, którą Mąż składał w dniu ślubu mając jednocześnie poczucie, że wierności mi nie dochowa, jest tym węzłem, którego ja nie powinnam rozrywać?
Jak traktować sakrament małżeństwa jeżeli mój Mąż zanim złożył przysięgę zakładał, że będzie zdradzał mnie po ślubie?
odpowiedzi na takie pytania chyba trzeba poszukać u księdza który jest prawnikiem kanonistą. Spróbuj poszukać przy Kurii.

SAMOA
Posty: 150
Rejestracja: 20 lut 2017, 9:43
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: SAMOA » 16 paź 2017, 23:28

Miła posłuchaj tego. To jest obietnica żeby chwycić się Jezusa i iść za nim.... mimo że po ludzku to już marne szanse ale z Jezusem zawsze jest szansa jest nadzieją że z Nim zwyciężymy wszystko. Posłuchaj to dla nas trwających w trudnych życiowych sytuacjach. https://youtu.be/lKCvYcpy3f0

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: walka duchowa w małżeństwie - a ja słabnę

Post autor: Niezapominajka » 17 paź 2017, 8:19

Samoa - konkretnie od 7 rozdziału. I dopiero potem można jeszcze od początku. Książka ta stawia na nogi i daje perspektywę z czym się mierzymy. Jest trudna, jak wspominał Pavel, ale warto.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości