Narcyzm, niedojrzałość męża?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

syntonia
Posty: 36
Rejestracja: 13 lip 2021, 2:28
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: syntonia » 27 lip 2021, 16:24

Dziękuję za rady, Blawatek i Caliope.

Wiem, że w moich wypowiedziach jest dużo narzekania (ja tego nie widzę, ale dla osób postronnych pewnie widać, że robię z siebie ofiarę). Ja zwyczajnie nawet nie mam komu się wyżalić.

Moja mama nie jest zla osoba, jest dobrym człowiekiem, empatyczna, skromna i pracowita itd. W momentach gdy dostaje jakiś ataków / szału / wściekłości, jest innym człowiekiem. To, co opisałam w postach powyżej to jej osoba, która widziałam przez pryzmat właśnie tych ataków złości. Dostaje je raz na tydzień średnio i wtedy nie przebiera w słowach, rani ludzi, w ogóle nie zastanawia się co mówi. Poza tym, ma też bardzo dobra stronę.

Maz jest inny niż mama, uważam że źle wychowany zwyczajnie. Jeśli nie jest narcyzem, to na pewno jest nieprawidłowo wychowany. I w ogóle wywodzimy się z innych domów, choć podobnych w pewnych kwestiach, pewnie stąd to przyciągnięcie się. Ponoć przyciąga się to, co znane.
Jest arogancki, na pierwszy rzut oka tego nie widać, bo on się dobrze prezentuje, dzięki intelektowi wie kiedy i jak zrobić odpowiednie wrażenie. W domu w czterech ścianach, albo gdy ktoś go skrytykuje, robi się zwyczajnie chamski. Nie panuje nad emocjami, krzyczy na daną osobę, jeśli ośmieli mu się zwrócić uwagę. On nie toleruje tego, że ktoś mógłby mu wytknąć, że coś robi źle, nieprawidłowo, że nie jest doskonały, jak w swoim mniemaniu. Zawsze wtedy przyjmuje postawę defensywną i atakuje. Jednak nie przybiera to normalnej formy, a pełna agresji. Ja nie mogę np. W jego obecności w ogóle mówić negatywnych rzeczy, a mam tendencje do komentowania sobie pod nosem, gdy się irytuję. On tego nie jest w stanie znieść. Wpada wtedy w furię.
Ponadto ma dużą potrzebę dominacji, jeśli coś idzie nie po jego myśli, także burzy to jego spokój.
Najbardziej jednak nie znoszę jego obłudy.
Wytyka ludziom bezlitośnie różne zachowania w bardzo nieprzyjemny sposób, pozbawiony empatii, natomiast w jego stronę nie można. Jego ruszyć nie wolno.
Przy nim i jego matce czułam się jak śmieć, bo wytykali mi wszystko, co robię źle w ich mniemaniu.
A to boli bardzo mocno, wiecie dlaczego?
Bo raz, to jest niesprawiedliwe, dwa pozbawione w ogóle zrozumienia drugiego człowieka (czysta, bezlitosna ocena), trzy - sami podobnie czynią. To boli naprawdę. Taka niesprawiedliwość i obłuda.
Przykładowo, byłam bardzo krytykowana za to, że niedostatecznie dobrze dbam o męża, o dom, że się za mało staram. Czy tak powinna zachowywać się rodzina?
Maz z matką tworza taki tandem, który jest naprawdę toksyczny.
A piszę o obłudzie, bo po mojej wyprowadzce też dom wygląda 10 razy gorzej i nikt mężowi uwagi nie zwraca na czystość mieszkania. A jest naprawdę źle, uwierzcie. Parę razy już tam byłam.
I to wszystko sprawia, że człowieka taka obłuda boli jeszcze mocniej.
Nigdy nie skrytykowali swojego syna, za to mnie ciągle. Ciągle było coś nie tak we mnie. Właśnie - we mnie. Nie w nich i nie w nim.
Nawet sąsiedzi bardzo dziwnie na mnie patrzą, kiedyś sąsiad który zawsze był dla mnie miły i ja dla niego, który do mnie zagadywał, mija mnie i patrzy bardzo bardzo dziwnie. To jest strasznie przykre.

Ruta
Posty: 1620
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: Ruta » 27 lip 2021, 22:18

Syntonio, a gdzie jesteś w tym ty? Czego chcesz dla siebie. Rozumiem potrzebę wygadania się, wyzalenia, to bardzo pomaga. I dobrze, że mamy forum. To miejsce gdzie możemy to zrobić bezpiecznie. Mi takie wypisywanie się w najtrudniejszych kryzysach pomagało porządkować myśli i emocje.

A co z tobą w tym wszystkim? Czego ty chcesz? Co planujesz? Jak chcesz reagować na to co robią bliskie osoby wobec ciebie? Znosić? Bronić się? Odizolować? Możliwości jest wiele.

sajmon123
Posty: 322
Rejestracja: 16 lis 2020, 22:57
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: sajmon123 » 28 lip 2021, 3:03

Syntonia.. Pewnie masz rację. Z tego co opisałaś to ja bardzo dużo widzę w mojej żonie. Wybuchowa, dzięki intelektowi ukrywa pewne swoje dysfunkcje. No ale co z tego? Czy ja szybciej takiej właśnie kobiety nie pokochałem? Wybrałem, pokochałem. Czy można zmienić? Może... Można zmieniając siebie. Nie reagować, nie dawać się wciągnąć w grę. Stawiać granicę Np w atakach złości. Gdy coś nie przynosi efektów szybko się nudzi.

Można narzekać na kogoś, szukać jego wad. Jaki ma to sens? Być może ukrycie czegoś w sobie? Dlaczego tak wybrałaś? Dlaczego tak reagowałaś?

Co do obecnej sytuacji i np wzroku sąsiadów. Ludzie biorą do siebie to co im ktoś ładnie opakuje. Takie sytuacje zdarzają się w kryzysach, rozwodach. Wiem, że opinie innych, tym bardziej znajomych bolą. Dlaczego bolą? Może przez słabe poczucie własnej wartości? Głowa do góry i rób swoje. Odkryj prawdę o sobie, a staniesz się szczęśliwa... Ludzi ciągnie do szczęścia. Być może i Twojego męża?

syntonia
Posty: 36
Rejestracja: 13 lip 2021, 2:28
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: syntonia » 28 lip 2021, 22:29

Nie wiem gdzie jestem w tym ja.
Wiem jedynie, że dla siebie chcę spokoju.
Chciałabym też być akceptowana, no i szanowana.
By inni szanowali moje granice.

Wiem, że tego nie uzyskam, bo te osoby musiałyby dostrzec w sobie problem, że może oni też jakoś swoim zachowaniem wpływają na mnie, a nie tylko ja na nich?

Mąż powtarza ciągle, że się starał dla tej rodziny, ile mógł. To pewnie zgodne z prawdą. Może czuje się niedoceniony. Problem w tym, że on każdą moja uwagę traktuje jako atak na jego osobę albo jako niewdzięczność. Nie wiem na ile to niewdzięczność, a na ile on tej wdzięczności potrzebuje w nadmiarze.

Jest naprawdę sporo elementów do przepracowania na terapii i myślę że tu nazewnictwo niewiele da.
Trzeba pracować nad konkretnym problemem, a nie diagnozować ludzi.
Co te diagnozy dadzą?

Wiem, jakie konkretnie problemy mamy.
Tzn. Ja wiem, jakie mają inni, bo widzę ich lepiej niż sama siebie.
W siebie trudniej uzyskać wgląd, a już zwłaszcza w te ciemne strony siebie, ludzie chyba tego nie lubią? (wszyscy, a na pewno większość). Nie lubią dostrzegać w sobie elementów do zmian, swoich wad. Chyba w tym największy problem

Ze mną coraz lepiej, myślę że wgląd w siebie mam niezły. Kiedyś nie zauważałam, że moje zachowania też mogą źle wpływać na innych i ich męczyć oraz nie zauważałam, co czuje np. Mąż. Nie interesowałam się tym zbytnio. Tak mi się wydaje. Wydaje mi się, że byłam bardziej skoncentrowana na sobie i tym, czego chcę dla siebie od niego chociażby. I to starałam się zaspokoic, ale na siłę się nie da.

Czytałam, że osoby z DDD / DDA mają problem w odczytywaniu emocji innych i w odgadywaniu, co ktoś czuje. Ze maja jakby spłycona uczuciowość

Jestem pewna, że zarówno mąż, jak i ja to DDD.
Zresztą podobnie jak mama, no i pewnie jego rodzice.
Tylko wszyscy odpychają z siebie problemy, wady i rzutują je na mnie.
Z tym pewnie nic nie zrobię.
W ogóle z nimi nic nie zrobię.

Dlatego na pewno wiem, że chcę zająć się sobą i sobą zaopiekować (emocjonalnie).

Może wtedy i reszta się jakoś ułoży.
Problemy w relacjach mają wszyscy, ktorych wymieniłam.
Tylko, że ja chcę coś robić ze sobą, oni przerzucają problem, winę na kogoś - akurat obrali sobie mnie, bo jestem kozłem ofiarnym.

Wiem jednak, że nie muszę grać tej roli do końca życia.

Jak reagować na to, co robią bliscy, nie mam pojęcia. Jestem odpowiedzialna tylko za swoje zachowania, więc popracuję nad nimi.
Bronić się próbowalam, ale bezskutecznie.
Może czegoś nauczę się na terapii.
Być może robiłam to źle.

Prawdę powiedziawszy na agresję reagowałam agresją... Może w tym tkwi problem?
Starałam się być asertywna, nawet bez przejścia terapii próbowałam stawiać granice. Ale to mnie widocznie dużo energii kosztowało, bo z reguły wychodziło ze mnie pełno złości... Co tylko potęgowało złość u innych i odwrotnie.
Gdy ktoś z otoczenia miał złość w sobie, gdy agresywnie się do mnie odzywał, reagowałam agresja.

Swoją drogą, wątek rozwinął się na dużo innych pokrewnych tematów.

Zaczęło się od "narcyzmu" męża czy niedojrzałości, może ma i jedno i drugie. Co miałam na myśli, tytułując tak wątek? Mąż, mam wrażenie dużo robi na pokaz. By zadowolić innych, by myśleli o nim dobrze (dobra praca, pełna rodzina, spędzenie z nia czasu, pomaganie czasem w obowiązkach) - to było widać. Nie było widać tego, jak on się do mnie zwraca, jak mnie nie szanuje, NIGDY praktycznie nie biorąc pod uwagę mojego zdania, najpierw coś ustalając, a potem mnie stawiając przed faktem dokonanym, z góry narzucając role jakie będziemy w tej rodzinie mieć, zakres obowiązków - to przejal ze swojego domu i jego rodzina ode mnie tego wymagała). Gdy tego nie spełniłam, byli rozczarowani, więc mi dokuczali, krytykowali. Nieważne czy wprost czy za plecami. I tak się domyślałam, a co nieco do mnie dochodziło.
Potem, konfrontując to z nimi, dowiadywałam się, że ich pomawiam i że oni są przyjaźni, a ja mam coś z głową. Tak było mniej więcej.

Odnoszę wrażenie, że jego dużo energii kosztuje zadowalanie dwóch stron - z jednej strony żony, a z drugiej bardzo chciał zadowolić rodzinę pochodzenia i nie wiedział, którą wybrać. Chciał zadowolić każdą.
A do tego musiał żyć w konflikcie, jaki się wytworzyl między mną, a nimi.

Nie chcę jednak już opisywać Jego osobowości, bo myślę że za dużo energii poświęciłam na Jego osobę. A za malo na swoją i rozwijanie swoich mocnych stron, a likwidowanie słabych.

sajmon123
Posty: 322
Rejestracja: 16 lis 2020, 22:57
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: sajmon123 » 28 lip 2021, 23:04

Bardzo podoba mi się Twój wpis do połowy. Właśnie o to mi chodziło. W drugiej części znowu oceniasz męża. Masz tak, rozumiem. Też tak miałem. W końcu odpuściłem i naprawdę dużo lepiej się poczułem.

Co do dda (taki jestem, o innych "skrótach się nie wypowiem) to myślę, iż nie można generalizować. Każdy jest inny, są różne stopnie" popapraństwa". Ja "mam dar " przenikliwości. Nie ocenia się ludzi po okładce, ale zazwyczaj takie pierwsze spojrzenie na kogoś okazuje się prawdziwe po czasie. Czy odczytuję emocje innych ludzi? Myślę, że łatwiej to przychodzi niż odczytywanie własnych. Czy ktoś potrafi je nazwać to już jest efekt pracy nas sobą. Jeśli osoba dda pozna swoje emocje, potrafi je nazwać, to nagle pojawiają się duże pokłady empatii. Tylko tak jak mówię, nie chcę generalizować i opieram się tylko na własnych odczuciach.

Ruta
Posty: 1620
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: Ruta » 29 lip 2021, 0:33

Syntonio, tak z mojego doświadczenia, to bardzo doniosły moment, gdy uwaga powoli przekierowuje się z małżonka i otoczenia na siebie. Doceń siebie, że w tym kierunku zmierzasz. Zapewne wiesz już, choćby z forum, że gdy zmieniamy siebie, efektem ubocznym może być także zmiana w naszym otoczeniu.

Dla mnie to zmienianie siebie wydawało się podejrzane. Jak to się zmieniać? Aż odkryłam, że te zmiany które wprowadzam i nad którymi pracuję wcale nie powodują, że zamieniam się w kogoś kim nie jestem. A takie miałam obawy. Wręcz przeciwnie, zmiany płyną z odkrywania się i bycia bardziej sobą. Są do większej wolności, o ile tylko idę na ile tylko umiem za nauczaniem Jezusa.

A co granic - jeśli stawiamy je innym, nie działają. Brzmi to z początku dziwnie, ale najskuteczniejsze są granice stawiane sobie. Sprawdzone.

syntonia
Posty: 36
Rejestracja: 13 lip 2021, 2:28
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: syntonia » 29 lip 2021, 15:27

Dziękuję wszystkim za wszystkie wpisy od początku forum, z całego serca.

Blawatek,
dziękuję za polecenie książki. Już ją sobie sprawiłam.

Ruta,
Nie mam zielonego pojęcia, co to znaczy stawiać granice sobie.

Słyszalam jedynie o tym, że należy stawiać granice innym. Tylko, że to bardzo średnio wychodzi, bo Oni nie reagują.

Skupię się teraz na sobie, wspominałam też, że mam dziecko. Także jednocześnie na sobie i na dziecku.

Otaczają mnie naprawdę toksyczni ludzie, uwierzcie. Tylko padają określenia w moja stronę, że jestem toksyczna, aspołeczna, niestabilna, chwiejna. To mi w niczym nie pomaga, jedynie potęguje smutek. Tak nazywa mnie mój ojciec, który naprawdę, nie chcę znowu wydawać ocen, ale nie zrobił kompletnie nic w kwestii mojego wychowania. A mam już 30 lat. I on w tym wieku (moim wieku), wystawia oceny na mój temat, nie robiąc nic dla mnie. Całe życie płacił alimenty w wysokości 120 zł, potrącane z renty.
Uważam, że robi z siebie ofiarę losu, spotkało Go wiele trudów - alkoholizm, DDA, osobowość chwiejna emocjonalnie oraz zaburzenie dwubiegunowe. Tyle zaburzeń w jednym człowieku to naprawdę krzyż.

Tylko pytanie - czy to sprawia, że On ma prawo poddać się i żyć na koszt podatników? Mną nie zajmował się prawie wcale, co prawda walczyl w Sądzie o kontakty ze mną, ale gdy byłam starsza, jakoś nie było zainteresowania. Było zainteresowanie, ale sobą. Swoją krzywda plus swoimi przyjemnościami. Psychiatra mówił mi, że liczyć na niego nie mogę, że jest całkiem nieodpowiedzialny.
On chce utrzymywać kontakt, ale po co mi Jego oceny? Co mi dają oceny mojej osoby przez Niego?
W czym mi to pomoże?
Tak nasz kontakt mniej więcej wyglądał, spotkania w różnej częstotliwości, czasem raz na rok, teraz gdy mam 30 lat, spotkania są niemal codziennie...
Tylko, że on wybrał taki model życia, że daje z siebie minimum dla innych, albo wcale, za to każdego ocenia - jego oceny są bardzo trafne, ale nie wystarczy być dobrym diagnostą. To trochę za mało moim zdaniem.

Oczywiście, gdy Mu się powie swoją prawdę na jego temat, to się bardzo obrusza, że nie mogę Go oceniać, bo nie przeszłam tyle co On.

Dodam, że nigdy nie mieszkaliśmy razem, więc syndrom DDA w moim przypadku, to raczej nie z Jego powodu...
Nie wydaje mi się, bym byla DDA, bo w rodzinie alkoholowej się nie wychowałam.

Caliope
Posty: 1937
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: Caliope » 29 lip 2021, 19:47

Jeśli twój ojciec pił lub pije alkohol ,jesteś DDA, nie mieszkając z nim wiele lat i tak dalej jesteś. Jego też nikt za bardzo nie wychował, z pokolenia na pokolenie ciągnie się taki niedobór. Jesteś dorosła, a masz wiele żalu, trzeba to przerobić na terapii. Mój ojciec nie żyje, nigdy go nie było, cały czas tylko pił i ja nadal mam mechanizmy DDA, jestem po terapii i uczę się nie potrzebować już rodziców i nie próbować tańczyć wokół matki żeby zauważyła.

syntonia
Posty: 36
Rejestracja: 13 lip 2021, 2:28
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: syntonia » 29 lip 2021, 22:20

Dziękuję Caliope.

Tylko, że ja nie mieszkałam z Nim w ogóle.
Ani jednego dnia, który pamiętam.
No, może jako mała dziewczynka, niemowlę.

Nie wiem, czy można być DDA, nie mieszkają z takim rodzicem.

Natomiast na pewno mam syndrom DDD i terapii zamierzam się podjąć.
Będę też chodzić na terapię grupowa z innymi kobietami, doświadczającymi przemocy ze strony mężów. To już niebawem.

Książka o granicach szalenie mi się przyda.
Na razie mam wokół siebie same niedojrzałe osoby (także rodziców), którzy winia innych za własne reakcje. Nie mają wglądu, nie rozumieją, że to wcale nie "wina" partnera, dziecka, czy rodzica.

Na tym polega właśnie dojrzałość i ja tego się dopiero uczę. Aby nie szukać Winnych za własne reakcje czy uczucia. One są nasze.

Mąż i Jego rodzina winia mnie za jego gwaltowne reakcje, w rzeczywistości śmiem twierdzić, że to On jest mocno nieuporządkowany. Myślą, że jak oddzielą nas od siebie, to skończy się agresja.

Myślę, że to nie rozwiąże problemu.
Rozłąka jest pewnym rozwiązaniem, ale wydaje mi się, że połowicznym.

Rodzina Męża też jest mocno dysfunkcyjna, jak pisałam wyżej. Upatrzyli sobie mnie jako winowajcę zachowan ich syna / brata. Wydaje mi się, że to niedojrzałe podejście. Poza tym co Oni tą zaborczoscia osiągną? Zniszczą rodzinę, rozdzielą ją i to jest metoda na rozwiązywanie problemów małżeńskich?

Mąż jest przez nich mocno manipulowany.
Sam mi nawet czasem co nieco powie.
Także to kolejny poważny problem, on nie jest w stanie się usamodzielnić i być wiernym żonie, bo chce jakby sprostać ich oczekiwaniom, może to jedyne autorytety?
Jego rodzina jest związana bardzo silna toksyczna więzią, On, rodzice i rodzeństwo.
Rodzina Męża chce jakby uchronić go przede mną, przed moim wpływem na niego.
Wygląda na to, że Oni tłumacza jego zachowania moim toksycznym wplywem i wykluczając mnie z rodziny, myślą że osiągną spokój w swoim kręgu.
Wiem, że Oni również zostali skierowani na terapię rodzinna, ale chyba nie przeszli jej, bo zaprzeczają problemom w ich Rodzinie.

Mam również wrażenie, że mąż nie potrafi emocjonalnie opuścić rodziny pochodzenia, że czuje lojalność, chce im pomagać, a wszyscy, łącznie z nim, zaczęli mnie postrzegać jako źródło zagrożenia dla ich "ładu".
Tylko, że ja z tym nie jestem w stanie nic zrobić.
Próbowałam wiele lat tłumaczyć mężowi, że to chore, że ma nieodcięta pępowinę, że jego rodzina jest toksyczna. Nic nie poskutkowało. Same gadanie jedynie go odstrasza.

Tak to widzę.

Ruta
Posty: 1620
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: Ruta » 29 lip 2021, 23:46

Syntonio,
zapytałaś o te granice stawiane sobie. Już tłumaczę, na moim przykładzie - jak to rozumiem i jak stosuję. Może ktoś jeszcze z osób mających doświadczenie z takimi granicami uzupełni, coś dopisze.

Podobnie jak ty, zauważyłam, że granice stawiane innym nie działają. Mężowi. Mamie. I tak dalej. I to bez względu na to, czy robiłam to łagodnie, czy ostro. Nie działały i już.

Gdy po raz pierwszy przeczytałam tu na forum, że skuteczne granice mogę stawiać tylko sobie, byłam w szoku. Jak to? To mój mąż stosuje przemoc, pije, odurza się, a ja mam stawiać sobie granicę? Przecież to nie ja się nieodpowiednio zachowuję? No i kompletnie nie miałam pomysłu jak ta granica miałaby zadziałać. Mnóstwo postów napisałam o tych granicach, starając się zgadnąć, jak też miałoby to wyglądać. I potem metodą prób i błędów doszłam do tego i w praktyce.

Praktyka:

Mój mąż stosował wobec mnie wyzwiska i groźby, przychodził odurzony na kontakty z synem, odurzał się, gdy dziecko było pod jego opieką. Stawiane mu granice, rozmowy, ani nic innego nie działało. Wydawało mi się, że sprawa jest przegrana - uzależnienie męża bierze górę i nic się nie da już zrobić. Miałam nawet pomysł, by wyprowadzić się do innego miasta, by zakończyć życie w ciągłym stresie. Więc tych granic uczepiłam się trochę jak ostatniej deski nadziei. Strzał w dziesiątkę :)

Najpierw jest wyznaczenie swojej granicy. Im precyzyjniej tym lepiej. W moim przypadku było to łatwe: nie chcę, by mąż mnie wyzywał, groził mi i by odurzony opiekował się dzieckiem.

Potem postawienie tej właśnie granicy dokładnie tam: przeze mnie, sobie.

Skoro ja nie chcę, by mąż mnie wyzywał, to ja kończę rozmowę, gdy tylko zaczyna tak robić. Czyli ja stawiam granicę i stawiam ją sobie. Całe moje działanie i myślenie jest skierowane na mnie - co ja mogę zrobić. I nic nie jest skierowane do mężą. Wychodzę, idę w miejsce gdzie męża nie ma, lub proszę by opuścił mieszkanie. Jeśli mąż nie respektował mojej prośby, szedł za mną, zostawał i nadal się awanturował, wzywałam policję. Ja wzywałam, w obronie swojej granicy.

Skoro ja nie chcę, by mąz opiekował się dzieckiem będąc odurzony, nie powierzam mu dziecka, gdy jest odurzony. I to nie mój problem wykazywać jego stan. Powierzam dziecko, gdy mam pewność, że mąż jest trzeźwy. Gdy mam co do tego wątpliwości - nie robię tego. I już. Bardzo skuteczna granica.

Zalety: nie trzeba nic mówić, wystarczy robić. Żadnego zapowiadania - "bo zaraz...", "jeśli nie przestaniesz..." itp. Po prostu działam, a jeśli mówię, to krótko. I skuteczność. U nas przemoc się skończyła. I mąż nie przychodzi do nas odurzony.

Wady: nie widzę żadnych. Może poza jedną, ale to tak żartobliwie. Mój mąż nauczył się ode mnie stawiać granice. I gdy któregoś dnia to ja miałam ochotę się poawanturować i rozładować na nim swoją złość, to usłyszałam cytat z samej siebie, mąz nawet moim tonem to powiedział, że nie będziemy dziś rozmawiać, bo jestem zdenerwowana. Nie poczułam się z tym dobrze, no bo jak to, własny mąż odmawia mi awantury?? Ale jak to??

Trudności: z początku się bałam i pierwsze granice stawiałam z bijącym sercem, obawiając się nasilenia agresji. To było trudne, bo mąz jest duży, a ja nie, no i mąż gdy przyszły pierwsze okazje do stawiania granic często był odurzony. Było czego się bać.
Był też taki moment, gdy agresja się zwiększyła, ale przetrzymałam. I dałam radę.

No i trzeba się liczyć z tym, że pierwsze stawiane granice nie od razu będą trafione. Mogą być postawione za ostro, za łagodnie, nie tam gdzie trzeba. I trzeba mieć na to zgodę - uczymy się na błędach.

Polecam z całego serca taką naukę stawiania granic. Wspaniała sprawa. Napisałaś, że idziesz na terapię: gratulacje. Owocnej pracy :)

Bławatek
Posty: 699
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: Bławatek » 30 lip 2021, 10:17

Ruta pisze:
29 lip 2021, 23:46
Syntonio,
zapytałaś o te granice stawiane sobie. Już tłumaczę, na moim przykładzie - jak to rozumiem i jak stosuję. Może ktoś jeszcze z osób mających doświadczenie z takimi granicami uzupełni, coś dopisze.

Podobnie jak ty, zauważyłam, że granice stawiane innym nie działają. Mężowi. Mamie. I tak dalej. I to bez względu na to, czy robiłam to łagodnie, czy ostro. Nie działały i już.

Gdy po raz pierwszy przeczytałam tu na forum, że skuteczne granice mogę stawiać tylko sobie, byłam w szoku. Jak to? To mój mąż stosuje przemoc, pije, odurza się, a ja mam stawiać sobie granicę? Przecież to nie ja się nieodpowiednio zachowuję? No i kompletnie nie miałam pomysłu jak ta granica miałaby zadziałać. Mnóstwo postów napisałam o tych granicach, starając się zgadnąć, jak też miałoby to wyglądać. I potem metodą prób i błędów doszłam do tego i w praktyce.

Praktyka:

Mój mąż stosował wobec mnie wyzwiska i groźby, przychodził odurzony na kontakty z synem, odurzał się, gdy dziecko było pod jego opieką. Stawiane mu granice, rozmowy, ani nic innego nie działało. Wydawało mi się, że sprawa jest przegrana - uzależnienie męża bierze górę i nic się nie da już zrobić. Miałam nawet pomysł, by wyprowadzić się do innego miasta, by zakończyć życie w ciągłym stresie. Więc tych granic uczepiłam się trochę jak ostatniej deski nadziei. Strzał w dziesiątkę :)

Najpierw jest wyznaczenie swojej granicy. Im precyzyjniej tym lepiej. W moim przypadku było to łatwe: nie chcę, by mąż mnie wyzywał, groził mi i by odurzony opiekował się dzieckiem.

Potem postawienie tej właśnie granicy dokładnie tam: przeze mnie, sobie.

Skoro ja nie chcę, by mąż mnie wyzywał, to ja kończę rozmowę, gdy tylko zaczyna tak robić. Czyli ja stawiam granicę i stawiam ją sobie. Całe moje działanie i myślenie jest skierowane na mnie - co ja mogę zrobić. I nic nie jest skierowane do mężą. Wychodzę, idę w miejsce gdzie męża nie ma, lub proszę by opuścił mieszkanie. Jeśli mąż nie respektował mojej prośby, szedł za mną, zostawał i nadal się awanturował, wzywałam policję. Ja wzywałam, w obronie swojej granicy.

Skoro ja nie chcę, by mąz opiekował się dzieckiem będąc odurzony, nie powierzam mu dziecka, gdy jest odurzony. I to nie mój problem wykazywać jego stan. Powierzam dziecko, gdy mam pewność, że mąż jest trzeźwy. Gdy mam co do tego wątpliwości - nie robię tego. I już. Bardzo skuteczna granica.

Zalety: nie trzeba nic mówić, wystarczy robić. Żadnego zapowiadania - "bo zaraz...", "jeśli nie przestaniesz..." itp. Po prostu działam, a jeśli mówię, to krótko. I skuteczność. U nas przemoc się skończyła. I mąż nie przychodzi do nas odurzony.

Wady: nie widzę żadnych. Może poza jedną, ale to tak żartobliwie. Mój mąż nauczył się ode mnie stawiać granice. I gdy któregoś dnia to ja miałam ochotę się poawanturować i rozładować na nim swoją złość, to usłyszałam cytat z samej siebie, mąz nawet moim tonem to powiedział, że nie będziemy dziś rozmawiać, bo jestem zdenerwowana. Nie poczułam się z tym dobrze, no bo jak to, własny mąż odmawia mi awantury?? Ale jak to??

Trudności: z początku się bałam i pierwsze granice stawiałam z bijącym sercem, obawiając się nasilenia agresji. To było trudne, bo mąz jest duży, a ja nie, no i mąż gdy przyszły pierwsze okazje do stawiania granic często był odurzony. Było czego się bać.
Był też taki moment, gdy agresja się zwiększyła, ale przetrzymałam. I dałam radę.

No i trzeba się liczyć z tym, że pierwsze stawiane granice nie od razu będą trafione. Mogą być postawione za ostro, za łagodnie, nie tam gdzie trzeba. I trzeba mieć na to zgodę - uczymy się na błędach.

Polecam z całego serca taką naukę stawiania granic. Wspaniała sprawa. Napisałaś, że idziesz na terapię: gratulacje. Owocnej pracy :)
Ruto, ładnie i obrazowo odpisałaś jak stawiać granice, jednak chyba na początku warto zapowiedzieć mężowi (innej osobie), że w takim lub innym przypadku będziemy tak lub tak reagować. W książce "Granice w relacjach małżeńskich" był przykład męża, który wiecznie lekceważył żonę, awanturował się, złość z pracy przenosił do domu i ona mając dość postawiła granicę 'następnym razem gdy mi zrobi awanturę to ja się wyprowadzam do matki' i przy najbliższej awanturze tak zrobiła. Tylko jak wskazał autor zrobiła błąd, ponieważ męża nie "ostrzegła", że jego zachowanie jest raniące, krzywdzące i dlatego ona w takich sytuacjach będzie postępować tak ... albo tak ... Bo w sytuacji gdy podstawiamy osobę przed faktem dokonanym to dla niej jest to po pierwsze szok, a po drugie taka osoba nie ma możliwości zmienić swojego raniące go zachowania i jakoś zadziałać inaczej. Więc chyba raczej warto przy określaniu granic osobę poinformować. Bo po za tym może to być przez drugą osobę odebrane jako zamach na jego osobę.

Ruta
Posty: 1620
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: Ruta » 30 lip 2021, 11:36

Blawatku, masz rację. Gdy zmieniamy swoje zachowanie i stawiamy granice tam gdzie ich wcześniej nie było, gdzie nie było sygnałów niezadowolenia warto uprzedzić, albo przynajmniej okazać swoje emocje, niezadowolenie, poczucie krzywdy.

Tylko trzeba uważać, by nie poszło to w pustosłowie i groźby.

Nie napisałam też jeszcze jednej rzeczy, teraz widzę. Bardzo ważnej. Szacunek i spokój. Przy stawianiu granic to podstawa. Bez agresji, bez atakowania, spokojnym tonem. To pomaga w tym by agresja drugiej osoby się nie wzmogła. Można nawet zasygnalizować wprost swój szacunek, nazwać go:
Szanuję cię, ale widzę to inaczej.
Wychodzę, ponieważ czuję się teraz zagrożona, ale jestem gotowa do dalszej rozmowy, gdy emocje trochę opadną. Itd.

syntonia
Posty: 36
Rejestracja: 13 lip 2021, 2:28
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Psychopatyczny mąż

Post autor: syntonia » 11 wrz 2021, 23:56

Witajcie, nie wiem od czego zacząć. Mieliśmy z mężem bardzo burzliwa i przemocowa relację. Były w niej chyba wszystkie rodzaje przemocy - fizyczna, emocjonalna, potwornie dotkliwa, ekonomiczna i seksualna właściwie też. Nie wiem, czy powinnam opisywać szczegóły, jak ta przemoc wyglądała, bo może kogoś to zniesmaczyć. Ból po tym jest wielki, bo gdy męża brakuje, uświadamiam sobie to wszystko, co on mi zrobił i zadaję pytania. Czemu Bóg pozwala na coś takiego? Na tyle cierpienia osobie, która już wcześniej miała zranienia - pochodzące od rodziców, toksycznych i też przemocowych (mama stosowała przemoc, bo nie radziła sobie z emocjami), taty brak, a ojczym nieobecny emocjonalnie i fizycznie właściwie też, pojawiał się własciwie wieczorem, bo skupiony był tylko na pracy, a relacji z moją matka nie mieli dobrych, nie umieli ich zbudować. Terapii nie odbyli, pokazali mi kłótnie i jak jedno nie szanuje drugiego.

To co zrobił ze mną mąż jest dla mnie nie do pojęcia. Ale oceniam to oczywiście przez strój pryzmat, jako bardzo wrażliwej i uczuciowej kobiety.

Moim zdaniem moj nas jest zniewolony. Czy opetany nie wiem, ale zniewolony na pewno. To na ja pewno związek z jego zranieniami z domu rodzinnego. Na pewno jest bardzo zaburzoną osoba.
I nie diagnozuje go samodzielnie, tylko pytałam też o pomoc i wstępna diagnozę specjalistów. Ja sama już po 2 latach wspólnego zamieszkiwania zorientowałam się, że on jest narcyzem. Nie ma postawionej diagnozy, ale jak pewnie wiecie, tacy ludzie nie udaja się do specjalistów i problem wypierają / zaprzeczają mu. I on tak robi. Ci gorsza, projektuje to na mnie. Wmawia mi choroby psychiczne /zaburzenia, wymyśla narrację swoją, manipuluje mną, moimi uczuciami, steruje przywiązaniem umiejętnie, raz okazuje mi uczucia, pewna bliskość, potem znowu jest obojętny. On twierdzi że to wypływa z moich zachowań, albo jak go pytam, czemu tak robi, mówi że nie potrafi na to odpowiedzieć.
Kłamie mnie, wymyśla błyskawicznie bardzo sensowne wytłumaczenia, na zewnątrz bardzo pomocny, oddany mąż i ojciec, bardzo mi pomaga finansowo, zajmuje się córka, interesuje się nią, chce się spotykać.

Tylko to, co ja z nim przeszłam, wiem tylko ja.
Na początku, postawiłam taka nieprofesjonalna diagnozę, że to narcyz. A potem, dowiedziałam die że to może być i socjopata /psychopata.
Nawet mu to mówiłam.
Proszę go by chodził na terapię, ale on mówi że nie chce, a właściwie nic nie mówi, bo zwyczajnie moje prośby, argumenty, lekceważy. Jak i mnie samą.

Musiałabym całą historię opowiedzieć, a przez wiele lat nazbierało się tego bardzo dużo.
Ja na początku tolerowałam przemoc, pewnie dla ego że jestem w jakiś sposób do tego przyzwyczajona.

Ale pewnego dnia miałam juz dość i pękłam. Wyprowadziłam się. On krzyczał, szalal, to bylo straszne - nie kontrolował swoich emocji, darl się na ulicy, wył z niemocy - chyba dlatego, że stracił nade mną kontrolę.

Potem coś przemyślał i obrócił sprawę tak, że on chce rozwodu, a ja powiedziałam że chcę ratować rodzinę i proszę o separację, by ten pozew zmienił o separację. Tak też uczynił. W ogóle chore jest moim zdaniem to, że to on ten pozew złożył, a nie ja. Bo to ja, w moim subiektywnym odczuciu bardziej cierpiałam w tym małżeństwie. A pozew złożył on, jakby chciał pokazać że to on mnie nie chce.

Jest to człowiek bardzo skupiony na sobie, koncentruje się na tym, jak go odbierają inni, zwłaszcza jego rodzina, która jest dla niego najważniejsza, jest z nimi toksycznie połączony. Nie potrafił opuścić ojca i matki dla mnie.
I co ja mogę z tym zrobić? Nic, jedynie przyniosło mi to ogrom cierpienia, bo byłam mniej ważna niż oni. Zresztą, jego rodzina to też są socjopaci według mnie i nie tylko mojej oceny. To można stwierdzić po ich zachowaniach i podejściu do bliźniego, ich moralności. Powiecie, że nie można oceniać bliźnich. Nie można, ale po owocach ich poznacie. To bardzo dziwni ludzie, a ja w tej rodzinie czułam się źle, czułam niepokoj i zdenerwowanie (odczucia nie kłamią), a jak męża mama na mnie popatrzyła oczami, to trzęsłam się w środku. Jestem empatka, byc może silniej odbieram emocje, może to wyolbrzymiam.

Mąż zmiany nie chce. Nawet jak mi wprost tego nie mówi, to wiem że nie chce. Komunikuje mi, ze chce mieć spokój i nie przeżywać nerwów.

A nerwy byly spore, bo ja od niego wymagalam czegoś, czego on nie może, nie potrafi mi dać i nawet zaczął głośno to mówić. Potrafi mnie wspierać czynami, przynieść zakupy, naprawić auro, czy dać pieniądze. W jego zyciu pieniądze są bardzo ważne. Czuje się potrzebny, ale też ma takie pojęcie o męskości, wyniesione z domu, że mężczyzna musi dużo zarabiać.

Takie zachowania u 30 letniego mężczyzny nie są już korygowalne? Tym bardziej że on otwarcie mówi, że chce mieć spokój. Zaszył się w pracy, od czasu do czasu alkohol, uważam też że jest uzależniony od pornografii, od masturbacji.

Mnie traktowal instrumentalnie. I właściwie z pogarda. Wszystko właściwie zależy od jego nastroju, bo czasem udaje mu się być czułym, co właśnie sprawia, że trudno mi zapomnieć o nim.

Dla mnie to olbrzymią tragedia, nie wiem co on czuje do końca, miałam go za dobrego człowieka i wrażliwego. Co jest dziwne, skoro ma psychopatyczne cechy. To pewnie bardzo skrzywdzony człowiek.

Nie poniosl żadnej odpowiedzialności za swoje czyny. A jego rodzina po prostu się ode mnie odcięła, jakbym nie istniała. Nie kontaktują się ze mną, a ja z nimi.

Dla mnie to wszystko jest nie do pojęcia, jak można tak wykreślić człowieka ze swojego życia.

Co myślicie o jego zachowaniu? Podejrzewam że rokowania nie są dobre. Dopuszczał się wobec mnie, oprócz braku szacunku, lekceważenia mnie, także i Przemocy fizycznej - po prostu gdy go wyprowadziłam z równowagi albo jakieś inne przyczyny były, wyładowywał się na mnie. Piesciami, czy szarpaniem, a nawet mnie raz poddusił - to gdy mu się przeciwstawiłam.

Jego rodzina tj. Rodzice, dziadkowie, rodzeństwo, żyją jakby nic się nie stało - a mnie taka postawa szokuje, jest niezrozumiała z perspektywy mojej moralności, tzn. Mojego sumienia.

Czy naprawdę jedynym rozwiązaniem jest rozwód?
Tłumaczyłam mu, że dziecko będzie nieszczesliwe, bez pełnej rodziny, że chce widzieć kochających rodziców, gdy jesteśmy razem bierze nas za ręce i przyciąga do siebie. On się na to złości, obarcza mnie wina, że źle nastawiam dziecko (mieszkamy z córką oddzielnie) - bo nie jest po jego myśli.

syntonia
Posty: 36
Rejestracja: 13 lip 2021, 2:28
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: syntonia » 13 wrz 2021, 12:23

Nie wiem, co robić. Wydaje mi się, że przy takich osobach najlepszym wyjściem jest odejście i rozwód. Nie da się zbudować normalnej rodziny z takim czlowiekiem, on nie zauważa powodu, dla którego miałby się zmieniać. A relacja ze mną i dzieckiem, jaka jest teraz, czyli kilkugodzinne spotkania i płacenie alimentów w zupełności mu wystarczają.
Mówi, że chce spokoju, braku stresów.
On uważa, że dobrze wychowa dziecko.
W ogóle jego przekonania ja jego temat, które mowinna głos, są zawsze pozytywne. A w sobie dostrzega tylko dobre zachowania.

Wydaje mi się, że on żyje jakąś urazą, że go nie doceniłam, jego starań i jego "miłości".

Tylko, czy pozbawianie żonę środków do życia, w monecie kiedy nie pracowała, jest ta miłością?
Jest to kara za mój sprzeciw, za wyprowadzkę od niego.
Nie przygotowałam się do niej, w przeciwieństwie do niego, więc zostałam bez pieniędzy dla siebie.
W tym momencie ciężko mi szukać pracy, co wiadomo, wiąże się też ze stresem, bo jesteśmy oceniani itd.
W tym momencie, jestem w rozsypce psychicznej, bo w kontakcie jako takim wciąż pozostajemy.
I mąż na przemian okazuje mi czułość (przytulenie, czy nawet pocałunek) z odpychaniem i obojętność oraz lekceważeniem i zerwaniem kontaktu.

Dlaczego ja zachowuje się w taki sposób? Pozwalam na przytulanie mnie, miotanie mną emocjonalne?
Ponieważ nadzieja umiera ostatnia i liczę do końca, że on będzie chvial poprawić choć część swoich zachowań. Robię to przede wszytskim ze względu na na dziecko, na siebie w pewien sposób też.
Znam skutki rozwodu i wiem, jak to wpływa na psychikę dziecka i jego późniejsze relacje.
Sama jestem takim dzieckiem.

Zdaję sobie też sprawę, że mąż relacji nie umie budować z kobietą, podobnie jak ja mam z tym pewne problemy.

Jednak to, że on widzi siebie wyłącznie w pozytywnym świetle, komplikuje sprawę, ponieważ czuje się zraniony moja niewdziecznoscia, upokorzeniem go - tak to bynajmniej interpretuje.

Tylko czy bezpieczne jest próbować budować cokolwiek z osobą, która poprzedniej kobiecie groziła śmiercią? To były tylko groźby, ale do mnie też raz tak powiedział w złości.

Oczywiscie, wyprze się tego, bo to świetny aktor.
Wie, co podoba się ludziom i jakie zachowania są odbierane jako DOBRE, jakie są postrzegane pozytywnie przez społeczeństwo.

Ja go słowami nie zmuszę do podjęcia pracy nad sobą - nie ma na to szans.
Bo nie jestem w tej chwili dla niego żadnym autorytetem i szczerze mówiąc, nie wiem, kto mógłby być.
Autorytem jest jego matka - to wiem z całą pewnością. Ale moje "gadki" na niego nie działają i nie robią wrażenia.

Gdy cierpiałam, bo silne emocje mną miotały i na bazie tych emocji pojawialy się u mnie różne zachowania "ucieczkowe", takie jak popadanie w przygnebienie, ucieczka w sen, placz, po prostu wychodził z córką jak gdyby nigdy nic. Albo mówił żebym się zgłosiła do szpitala. Sama to zresztą mu sugerowalam,że tak cierpię że kiedyś sie zgłoszę.

Kiedys tak cierpiałam, że mialam wowczas, na tamtą chwilę wrażenie, że nie dam rady dłużej córki wychowywać (sama) i powiedziałam mu, że sama dobrowolnie się zgodzę na ograniczenie mi praw, tzn. Oddam ją na wychowanie jemu. Mając na mysli, że lepiej jej będzie przy nim,bo on przecież nie ma takich stanów jak ja...
Powiedział bez wahania : dobrze.

Caliope
Posty: 1937
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm, niedojrzałość męża?

Post autor: Caliope » 13 wrz 2021, 13:08

Zrobilas juz cos dla siebie? terapia, lektury z forum, lista Zerty? Z tego co napisałaś jesteś dalej w tym samym punkcie w którym napisałaś pierwszy post.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Pavel, Sefie i 31 gości