Wątek Ukasza

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

jacek-sychar
Posty: 6038
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: jacek-sychar » 14 maja 2019, 20:39

No dobra, Ukasz dostał spore bęcki na forum. Może mu trochę odpuścimy? Niech sobie wszystko sam przemyśli.

marylka
Posty: 747
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: marylka » 14 maja 2019, 22:16

Ukaszu...pozwol, że w Twoim watku siedem zdań do Alka napiszę
Aleksander pisze:
14 maja 2019, 11:17
Marylko, dlaczego w prawie każdym Twoim poście pada tyle pytań?
Do Ciebie padnie tylko jedno :D
Czy wiesz, że jak Ciebie cos irytuje, to znaczy, że Ciebie te irytujace zagadnienia dotyczą?
A zobacz ile irytacji w Tobie!
Aleksander pisze:
14 maja 2019, 11:17
Bardzo nie podoba mi się..
Rozumiem Aleks
Jeżeli moge Ci cos doradzić, to ponoć jest tu taka opcja, że możesz mnie zablokowac i moje posty nie beda Ci sie wyświetlac.
Mam nadzieje że pomoglam
Pozdrawiam

Aleksander
Posty: 1208
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Aleksander » 14 maja 2019, 22:51

marylka pisze:
14 maja 2019, 22:16
[...]
Jeżeli moge Ci cos doradzić, to ponoć jest tu taka opcja, że możesz mnie zablokowac i moje posty nie beda Ci sie wyświetlac.
Mam nadzieje że pomoglam
Irytacja? :) Nie - ja uważam konsekwentnie, że mi się to po prostu nie podoba :)

... nie podoba mi się postawa "nauczycielki" i "doktorki" - która odpytuje uczniów i stawia diagnozy.
(być może, to we mnie też jest sporo z nauczyciela i to mi się samemu w sobie nie podoba - masz rację - może być taka zależność - wedle zasady - co mnie kłuje w oczy, to pewnie sam mam z tym problem - zgoda)

To nie jest tak, że Ty mi się nie podobasz - jako Marylka :)
Nie podoba mi się tylko stawianie takich odważnych diagnoz - typu: zrobiłeś to i to, więc tamto i owamto jest skutkiem (efektem).

Marylko, ja po prostu chciałem uzyskać od Ciebie odpowiedź na dwa pytania, jakie pozostawiłem na końcu swojego posta.
Odpytujesz forumowiczów, sama unikając odpowiedzi na pytania.
Moja recepta na szczęście: odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skupić (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

marylka
Posty: 747
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: marylka » 14 maja 2019, 22:54

Ukaszu....tak jak pisze jacek - masz o czym mysleć
Może jestem w bledzie, ale mam wrażenie, że za dużo wziałes na swoje barki.
Że kiedys obiecaleś sobie, że chocby nie wiadomo co - zniesiesz to.
I.....już ryjesz o glebe ale zdania nie zmieniasz
Może czas zweryfikować swoje myślenie?
Może za dużo wziałeś na klatę?
I zwyczajnie nie wyrabiasz?
Trudno sie czyta jakie zachowania ma/miała Twoja żona.
Nie chce Ci dokladać ale to prawda stara jak świat - masz tyle na ile sie godzisz. Sami wychowaliscie swoje pozycje z żoną. Może to wlaśnie pokłosie nałogu - chcąc wynagrodzic jej zadawany bol staleś sie jej sługa?
A może źle pojeta miłosć bez miłości do siebie?
Wiesz....ja kiedys to uslyszalam od mamy
Powaga
Powiedziala mi, że sama tak chciałam
Ona mi mówila, że wyreczam meża
To było na poczatku małżeństwa i nie mialo nic wspólnego jeszcze z nałogiem. Bylam młoda meżatka i chcialam żeby stapał po dywanach.
I chcialam żeby mu bylo dobrze
Do czasu kiedy dzieci sie nie pojawialy a ja coraz bardziej na twarz padalam
A on taki byl, że jak siadal do obiadu a podalam talerz ale lyżki nie - to sie obrażal.
Nie mowiac o naczyniach
A mielismy zmywarke i to ja wkladalam naczynia!
I wiem, że to trudne wyegzekwować, bo sama go prosilam o pomoc.
Probowalam też żartem, że seksowny jest widok faceta przy zmywaku.
Nie dal sie.
Ale wiesz...znalazlam sposob
Maź byl pedantyczny.
Akurat o swoje rzeczy-ciuchy to dbał.
Zawsze mial poskladane idealnie.
I kiedyś....nie wytrzymalam. Najpierw 3 dni po nim kubki leżaly nie umyte w zlewie. Powiedziałam, że nie umyje
Potem wzielam te kubki bo goscie mieli przyjsć i schowalam je do szafy...na jego piekne niedzielne wymuskane koszule i zasunęłam szafę!
Nie odzywal sie do mnie z miesiac!
Bo maż akurat nie krzyczal tylko milczal.
Ale....drgneło
To samo z gotowaniem....zaczełam gotowac tylko dla dzieci. Zanim przyszedl z pracy bylismy po obiedzie a on? Nie zrobil zakupów to i skladnikow nie ma

Pisze to po to, żebys sprobowal znaleźć sposób na obowiazki domowe
A jeszcze wroce do poczatku postu - myśle, że jestes przemeczony, czujesz sie wykorzystywany i powoli ulewa Ci sie. Zaczynasz czuc żal niesprawiedliwosć i zmeczenie
Masz prawo - bo naprawdę wiele robisz, żeby to małżeństwo ratować.
Ale chce Cie zachecic, żebys jeszcze raz pomyślał - czy nie powinienes mieć wiecej miłości do siebie.
Nie jestes niczyim niewolnikiem
Postawic sobie granice to też dać sobie odpocząc, kupic sobie cos fajnego, gdzieś wyjechać, odpuścić...
Ja po krokach diametralnie zmienilam podejscie do siebie - nie siłuje sie sama ze soba i nie robie nic z zacisnietymi zębami. Robie dla rodziny z miłości - fajnie jeśli odwdziecza sie tym samym i też cos zrobią. A jak nie zrobia - trudno. Nie oczekuje tego. Ale - ja CHCĘ im dawac i daje
A jak nie chcę to...nie daję
I nie mam wyrzutów jak czasem sie położę
To byla dla mnie nowosć.
A pisze Ci o tym, bo widze, że jesteś pracowity i chyba dbasz o wszystkich i wszystkich chcesz zadowolić tylko o siebie nie dbasz.
A powinieneś
Będziesz kochał bliźniego jak siebie samego....
Pozdrawiam

Ukasz
Posty: 1208
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 14 maja 2019, 23:55

Obiecałem odpowiedź Angeli.
Angela pisze:
14 maja 2019, 1:12
Raczej Ty kreujesz okoliczości: separacja do osobnej części domy, Twój powrót, remont i propozycja mieszkania na górze, propozycja wspólnej sypialni, teraz myśli o eksmitowaniu żony.
Zanim się odseparowałem główną przeszkodą dal odbudowy relacji z żoną był jej zdaniem mój brak uczuć do niej. A te odżyły. W tym samym czasie dowiedziałem się, że ją czeka poważna operacja, po której będzie wymagała opieki. Każdy z tych powodów był moim zdaniem wystarczającą zmianą okoliczności, żeby wrócić. Wciąż nie mam wątpliwości, że tak po prostu należało postąpić.
Propozycja mieszkania na górze nie wyszła ode mnie, tylko od syna. A ja się na nią zgodziłem dopiero wtedy, gdy zgodę wyraziła również żona.
Wycofanie pozwu i propozycja wspólnej sypialni była odpowiedzią na jej deklarację, że chce być ze mną. Mogłem to uznać za puste słowa, sprawdzać albo uwierzyć. Wybrałem to ostatnie. Wciąż uważam, że tak powinienem postąpić.
Nie ma sensu wyliczać, ile razy i jak w tym czasie żona zmieniała swoje żądania i deklaracje - bo jej tu nie ma i jej to nie pomoże.
Angela pisze:
14 maja 2019, 0:24
Rozdzielność majątkowa nie ma na celu zmiany relacji, tylko wyłącznie ochronę bytu rodziny wobec nieodpowiedzialnych decyzji finansowych małżonka. Twierdzisz, że takie były, więc rozdzielność mogła być już dawno.
Skoro wystąpiłem o separację, wydawało mi się, że nie miało sensu równolegle wnosić o rozdzielność.
Rozdzielność nie naprawi relacji, ale fikcyjna wspólnota może je jeszcze bardziej popsuć.
Angela pisze:
14 maja 2019, 0:24
Taka separacja byłaby aktem sprzeciwu wobec zdrady fizycznej a na taką nie masz dowodów. Jest zdrada emocjonalna i też taka jakaś nieokreślona, jakieś poszukiwanie bezwarunkowej adoracji.
Zdrada: od kilku lat żona konsekwentnie twierdzi, że tamci panowie są dla niej ważniejsi ode mnie (jak się zbliżysz do moich przyjaciół, to cię rzucę), przeciwstawia ich zalety jako mężczyzn moim wadom, spędza z nimi więcej czasu niż ze mną, swoje życie towarzyskie przeniosła tam eliminując mnie z niego. Teraz nie tyle okazało się, że relacje z nimi mają także podtekst seksualny - ona mnie zawołała, żebym na to patrzył i w tym brał udział. Jeżeli to nie jest moment, kiedy powinienem powiedzieć: dość, albo ja albo oni - to kiedy on miałby być?
Angela pisze:
14 maja 2019, 0:24
Lepiej nie stawiać granic, ktōrych nie ma się możliwości i chęci egzekfować.
Mam możliwość i chęć wyegzekwowania granic. Tyle, że w przypadku ignorowania przez żonę mojego stanowiska prowadzi to środków, który Ty Angelo nazywasz nieadekwatnymi i dostrzegasz w nich absurdalną sprzeczność:
Angela pisze:
14 maja 2019, 0:24
Twierdzisz, że z Twojej strony więź nie wygasła a jednocześnie rozważasz zmuszenie żony do wyprowadzki? Jakaś absurdalna sprzeczność.

Piszesz, żebym dał jej wolność. A co ją trzyma? Ma wszystko, co potrzebne, żeby robić, co się podoba. Ma swoje mieszkanie, dochody, towarzystwo. Rzecz w tym, że ona chce jednocześnie być w pełni wolna od jakichkolwiek zobowiązań i korzystać ze mnie, na ile jej to jest akurat wygodnie. Na to nakładają się roszczenia majątkowe, które ona wiąże z faktem mieszkania w tym domu.
Ja widzę sprzeczność między miłością a zgodą na taką sytuację.
Nie chcę relacji koleżeńskich. Nie chcę mieszkać z sublokatorką. Chcę albo budować więź małżeńską, albo żyć samemu. Nie chcę jątrzenia bolesnej rany co chwila. Nie chcę pozorów akceptacji tego, czego nie potrafię pogodzić z poczuciem godności.
Angela pisze:
14 maja 2019, 0:24
A może zamiast takich radykalizmów- krok w tył. Odzielne pokoje, separacja nieformalna pozwolenie żonie na życie obok? Może pogodzenie się, że to się już nie zmieni? Inaczej zostaje tylko otwarta wojna z kimś kto nie podziela Twoich zasad. Ja w swoim małżeństwie skłaniam się jednak powoli do tego, że jedynym wyjściem jest pogodzenie się z utrwaleniem się układu rozwodu emocjonalnego.

A po co nam w przypadku rozwodu emocjonalnego wspólna łazienka, kuchnia itd.? U Ciebie to było zrozumiałe - ze względu na dzieci. U nas nie widzę żadnego powodu dla stosowania takich półśrodków. Można to jakoś ułożyć i pewnie przynajmniej na jakiś czas będzie trzeba, bo wbrew wysuwanym tu sugestiom nie traktuję żony jak psa i nie wyrzucam z domu. Na dłuższą metę nie widzę sensu utrzymywania takiego układu.
Angela pisze:
14 maja 2019, 0:24
Wyraźnie utraciłeś część swojej równowagi od momentu jej nocowania w jednej sypialni. Miotasz się jak ryba wyjęta z wody. Chciałbyś panować nad sytuacją a to raczej żona wtłoczyła cię w swoje ramki (jak to określiłeś wyznaczyła ci rolę statywu.) Jakieś skrajne te Twoje działania. To dla mnie przejaw niestabilności emocjonalnej i niespójności z deklaracjami miłości.
Żona deklaruje chęć odbudowy więzi małżeńskiej, więc ją zapraszam do spania w jednym łóżku. Nie naciskam na żadną bliskość. Wiem, że to może wymagać czasu i cierpliwie czekam. Do momentu, gdy ona mi pokazuje w sposób ostentacyjny, że pewne potrzeby seksualne to owszem, ma, ale zaspokaja je gdzie indziej, a ja mam to zaakceptować. Ja w tym momencie odmawiam: mogę czekać, ale we dwoje, a nie z kowalskimi między nami. Nie widzę tu ani skrajności, ani niespójności.
Angela pisze:
14 maja 2019, 0:24
Do czego ci również jest potrzebny papierek o separacji prócz eksmisji? Czy poczujesz się lepiej po jej wyprowadzce i ograniczeniu kontaktów?
Separacja - jeśli o nią ponownie wystąpię, jeszcze nie zdecydowałem - byłaby potrzebna wyłącznie do eksmisji. Sądzę, że po jej wyprowadzce i ograniczeniu kontaktów poczułbym się lepiej. Po pierwsze dlatego, że tak poczułem się po poprzedniej wyprowadzce. Po drugie dlatego, że nie widzę innego sposobu na efektywne postawienie granic: albo ja albo kowalscy. Po trzecie dlatego, że właśnie to byłoby pozostawieniem jej wyboru.
Podsumowując: chcę wyjść z trójkąta/wielokąta. Lepszym rozwiązaniem jest oddzielne mieszkanie niż tylko oddzielne łóżka. Skoro jedno z nas miałoby się wyprowadzić, to moim zdaniem powinna to być raczej ona, a nie ja. Bo kocham ją jak samego siebie, ale nie bardziej.

Satine
Posty: 45
Rejestracja: 15 mar 2019, 9:26
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Satine » 15 maja 2019, 1:04

Dla mnie związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy uzależnieniem męża a cieszącej się z adoracji innych ludzi żony jest jednak dość oczywisty. I teraz dopiero go rozumiem. Sama świadomość, że mąż patrzy na inne kobiety na filmach, nagie, wyuzdane, zaspokajające mężczyzn, jest - no przepraszam końcem pewnej wyjątkowości w małżeństwie. I nie ma znaczenia, czy mąż nie odtrąca potem żony(może to nawet gorzej), czy odtrąca, czy przenosi upodobania czy nie przenosi. Przykro mi, Ukasz. To trzydziestoletnia zdrada. Nie trzeba iść do łóżka, żeby dopuścić się niewierności, czyli stanu, kiedy żona przestaje być tą jedyną, na którą patrzysz w intymny sposób. Kiedy te intymne chwile przeżywasz z samym sobą, przy oglądaniu filmików.

Nie trzeba być dewiantem, aby zniszczyć w kobiecie poczucie pewności siebie, aby ją uprzedmiotowić. 30 lat masturbacji to dla żony komunikat: nie byłaś wystarczająca, bym czuł przyjemność z naszej małżeńskiej sfery erotycznej, musiałem szukać podniet gdzieś indziej. Dla żony świadomość, że mąż się sam zaspokaja, że ogląda porno jest komunikatem: jesteś niczym, nikim jako kobieta.

Teraz rozumiem krótkie spodenki żony, przebywanie w towarzystwie sympatycznych, lubiących ją ludzi. Wiesz, Ukasz, jeśli obcy ludzie zrezygnowali z opłaconego wyjazdu, bo nie miał dla nich sensu bez towarzystwa Twojej żony - to znaczy, że muszą ją bardzo, bardzo lubić, szanować, musi być fajną kobietą, musi być dla nich ważna.

Rozumiem, że przeprosiłeś żonę, wyznałeś, powiedziałeś, że żałujesz - a gdzie zadośćuczynienie? Czy w ogóle można to zrobić?

Teraz w innym wątku usiłujesz nam powiedzieć, że 30 lat masturbacji nic złego w Waszej relacji nie zrobiło, właściwie to nic się nie stało. Właściwie jeszcze kilka zdań i wyszłoby, że to jakieś błogosławieństwo dla relacji, a na pewno nic tak istotnego, by żona miała prawo się zachowywać i czuć, jak teraz.

O tym, czy to miało wpływ na jej sytuację obecną, może powiedzieć tylko ona. Ty - wybacz - nie masz do tego prawa.

Napisałeś w liście do niej, że obarczasz ją winą za rozpad małżeństwa... Jakie to przykre. Tym bardziej, że tak gładko przeszedłeś nad tym problemem, obarczając żonę całą winą za to, że teraz jest, jak jest.

Czy możesz się dziwić, czemu nie przekonują jej Twoje religijne zachowania? Czemu nie przekonał jej ten list?

I teraz mam brakujący klocek, którego wcześniej szukałam, bo nie pasowały mi kółka do kwadratów.

100% poparcia dla słów Marylki.

Angela
Posty: 408
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Angela » 15 maja 2019, 4:48

Żeby nie żyć jak w chlewie, sam wszystko sprzątałem. Żeby naczynia nie pleśniały w zlewie, myłem je. Żeby nie wyłączyli mi prądu, płaciłem rachunki. Żebym miał co jeść, robiłem zakupy.
Jeżeli używałeś w krytyce żony słów ,,jak w chlewie'' to mogły być niezwykle raniące i demotywujące sformułowanie. Gdy mojemu mężowi wyrywały się takie słowa, ja czułam, że deprecjonuje mój jakikolwiek wysiłek oraz moją osobę jako gospodynię domu i pojawiało się szybkie skojarzenie: dom- chlew, żona-świnia.
Czy zawsze tak było? Czy było tak jak dzieci były małe? Od początku małżeństwa nie dbała o dom? A może masz inne standardy porządku? Na przykład mojemu mężowi przeszkadzają naczynia w zlewie zostawione nawet na 5 minut, a mi jego skarpetki przy łóżku zostawiane do rana. Kto płacił rachunki wcześniej? Płaciła żona? Nie były płacone ze wspólnego konta? Kto robił zakupy wcześniej? Tylko żona? Ty wcześniej nie robiłeś? Nie gotowałeś? Pytam o czas z przed 8 lat, bo na tyle szacujesz chyba czas kryzysu. Czy to lekceważenie dla domu zbiegło się z czymś? Wyprowadzką dzieci? Wiem, że pojawił się Klub, ale co było tuż przed? Dzieci nie było w domu, czy umieliście spędzać czas tylko we dwoje, wspólnie sprzątać, gotować? Czy od początku małżeństwa chciała demonstrować niezależność?
Ukasz pisze:
14 maja 2019, 20:11
Teraz jest jeszcze trudniej, bo po przeprowadzce na strych trudniej byłoby urządzić osobne sypialnie.
A mi wydawało się, że na początku urządziłeś dwie sypialnie na górze, zgodnie z tym co pisałeś:
Powoli urządzamy mieszkanie na górze, wspólnie to finansując. Za kilka dni ma być gotowy jej pokój.
Dla mnie z tego wszystkiego wynika tyle, że mamy szansę. Możemy ją zmarnować lub z niej skorzystać.
Czyli za szansę uznałeś wspólne mieszkanie z osobnymi sypialniami. Dlaczego nie chcesz cofnąć się do tego punktu?
Sam się nakręciłeś proponując wspólne łóżko. Żona dała palec, a ty odrazu liczyłeś co najmniej na całą rękę. Nie dostając tego odrzucasz wszystko.

lustro
Posty: 932
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: lustro » 15 maja 2019, 7:11

Tak czytam i czytam...i zdumiewam się coraz bardziej...
Czyli jednak zdradzony-porzucony mąż może być winny zachowań zdradzajacej-porzucajacej żony?
Ale ze serio?
I to aż tak winien, że można go prawie wdeptac w ziemię i odebrać niemal całkiem godność?

Zaczynam mieć wrażenie, że kto dostanie się w łapy forum, ten staje się winnym. I nie ma znaczenia po której stronie jest.

Jeżeli jeszcze raz ktoś wytknie mi, że ja próbuję się usprawiedliwiać i racjonalizowac, to odeślę go na ten wątek. I powiem, żeby sobie najpierw wyobraził, że ja jestem żoną Ukasza... I MIAŁAM PRAWO

Tak to nagle zamieniają się rolę i miejsca.

Drogie panie - a może trochę empatii?
Winą Ukasza jest już nawet to, że uwierzył, że zgoda żony na wspólne mieszkanie pomimo dwóch sypialni, jest szansa na uratowanie małżeństwa?
Moim zdaniem jest szansą.
Nie pewnikiem, a szansa właśnie.

Ukasz, zawaliles sporo... Mimo to szczerze Ci współczuję tych ataków.
Gdzieś zatracil się zdrowy rozsądek w tym wszystkim.

Rybka
Posty: 90
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Rybka » 15 maja 2019, 8:09

Lustro - głos rozsądku
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

Aleksander
Posty: 1208
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Aleksander » 15 maja 2019, 8:48

lustro pisze:
15 maja 2019, 7:11
Tak czytam i czytam...i zdumiewam się coraz bardziej...
[...]
Drogie panie - a może trochę empatii?
[...]
Gdzieś zatracił się zdrowy rozsądek w tym wszystkim.
Nie sądziłem, że lustro napisze post, pod którym będę mógł się bez zawahania podpisać :D

To trochę tak się zadziało, jak w psychologii tłumu - ktoś rzucił kamieniem, to dołączyły się kolejne osoby.

W sumie mechanizm jest prosty - fajnie przyczepić się i wypomnieć coś komuś... aby samemu lepiej się poczuć.
Aby nie koncertować się na swoim syfku i swoich problemach.

Przypominam, że praktycznie prawie wszystko można odwrócić.

A może schemat przyczynowo-skutkowy był całkiem inny.
Że to nie Ukasz zepchnął żonę w przepaść... (nie wnikajmy w jaką ) - tylko odwrotnie.

Może Ukasz nie czując miłości,czułości i zainteresowania ze strony żony - "został zepchnięty w przepaść nałogu"?

Nie sądzę, aby wyglądało to tak... że jest noc poślubna - a Ukasz mówi, poczekaj skarbie, zacznę najpierw solo z komputerem, a potem do Ciebie przyjdę. Problem pewnie narastał miesiącami (latami) i przyczyna jak zazwyczaj to bywa, nie leżała po jednej stronie.

Pewnie jedna i druga strona miała "swoje za uszami".

Ale aktualne fakty są takie, że to Ukasz jest na tym forum, Ukasz jest wierny, Ukasz nie poszedł prostszą ścieżką rzucania się w ramiona przypadkowych koleżanek.
Moja recepta na szczęście: odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skupić (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Jonasz
Posty: 1530
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Jonasz » 15 maja 2019, 9:26

lustro pisze:
15 maja 2019, 7:11
Moim zdaniem jest szansą.
Nie pewnikiem, a szansa właśnie.
Szansą jest.
Tylko szansie trzeba stworzyć środowisko żeby coś z tego urosło. Odpowiednie nawozy plus nawadnianie w odpowiednim czasie.
Albo się spali, albo zgnije.
Satine pisze:
15 maja 2019, 1:04
Nie trzeba być dewiantem, aby zniszczyć w kobiecie poczucie pewności siebie, aby ją uprzedmiotowić. 30 lat masturbacji to dla żony komunikat: nie byłaś wystarczająca, bym czuł przyjemność z naszej małżeńskiej sfery erotycznej, musiałem szukać podniet gdzieś indziej. Dla żony świadomość, że mąż się sam zaspokaja, że ogląda porno jest komunikatem: jesteś niczym, nikim jako kobieta.
I proponuje sam seks dla seksu bez uczuć sama z siebie? Ciekawa reakcja jak dla mnie na taką sytuację i zranienie.
Satine pisze:
15 maja 2019, 1:04
Wiesz, Ukasz, jeśli obcy ludzie zrezygnowali z opłaconego wyjazdu, bo nie miał dla nich sensu bez towarzystwa Twojej żony - to znaczy, że muszą ją bardzo, bardzo lubić, szanować, musi być fajną kobietą, musi być dla nich ważna.
Hm .
Sam postawiony w sytuacji żony Ukasza no chyba bym powiedział chłopaki sprawa losowa, jedzcie i bawcie się beze mnie szkoda Waszej kasy bo moja przepadła. Trudno. Nie wygłupiajcie się i nie zachowujcie się jak dzieci.
No chyba ze ja jestem niepoważny i chcę być traktowany niepoważnie.
A w ogóle pomysł kolegów i mebla do wspólnego domu który jej skręcili.
I to nie jest mała rzecz zajmująca mało miejsca.
Słuchaj w życiu bym nie zaprosił koleżanek do własnego domu bez powiadomienia i rozmowy z żoną.
A już w ogóle pod jej nieobecność???
Kolegów tak. Chociażby żeby poznali mojego Skarba.
A w ogóle co to za pomysł kręcenia się wśród facetów bez męża z zakazem zbliżania się do tego grona.
Po co ta izolacja?
W życiu bym się nie zapisał do chóru żeńskiego czy do Koła Gospodyń Wiejskich. ;)
A jeśli nawet bym tak wybrał - Boże chroń mnie przed tym- czy też musiałbym tam pracować to z pełną otwartością .
Żeby chronić uczucia żony i zatroszczyć się o jej bezpieczeństwo emocjonalne.
Sytuacja po operacji Ukasza - :shock: :shock: :shock:
Odpowiedz na to ze Ukasz sam wyposażył mieszkanie nawet nie według pomysłu własnego tylko wykorzystał jej sugestie?
Nie było jej bo tak wybrała. Ustalenia były że przechodzą na górę to mogła przy tym być.
Lepiej było na gotowe, to po co te... szopki?
Naprawdę trudno jest zbudować coś lub odbudować kto nie wiem kradnie, zabija, niszczy?

Przepraszam Ukaszu miałem siedzieć cicho ale staram się włączyć rozsądek i nie poddawać się emocjom.
Chociaż z niektórymi czytanymi tu postami sobie najnormalniej w świecie nie radzę.

Satine pisze:
15 maja 2019, 1:04
Rozumiem, że przeprosiłeś żonę, wyznałeś, powiedziałeś, że żałujesz - a gdzie zadośćuczynienie? Czy w ogóle można to zrobić?
A można?
Jak?
Czasu się nie cofnie?
Czym?
Kto ma powiedzieć dość zadośćuczynienia?
A zadośćuczynienie na czym ma polegać ?
Piotr zapłakał, a Judasz zwrócił kasę ale się powiesił.
Jest też granica między przyjmowaniem zadośćuczynienia a zwykłą zemstą i wyrównywaniem rachunków.
Żeby kogoś tak bolało.
Przebaczyć też trzeba umieć.
I samemu dopilnować żeby z ofiary nie stać się katem.
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

marylka
Posty: 747
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: marylka » 15 maja 2019, 9:42

Ukasz
Chcialam zwrocic uwage na pewna rzecz
Piszesz, że
Ukasz pisze:
14 maja 2019, 23:55
wbrew wysuwanym tu sugestiom nie traktuję żony jak psa i nie wyrzucam z domu
To ja porownalam do psa. Napisalam, że jak chcesz , żeby z Toba żona nie mieszkala, to zalatw w sposob cywilizowany i nie wyrzucaj jej jak psa
Byla to odpowiedź na Twoje rozważania
Ukasz pisze:
13 maja 2019, 0:00
Żona postawiona przed wyborem na razie po prostu to ignoruje. Wygląda na to, że mam przed sobą dwie możliwości. Jedna to [..]. Druga [...] Bez nakazanej przez sąd eksmisji - a o tą nie mogę wystąpić bez separacji - nie mam prawnych możliwości zmuszenia żony do opuszczenia domu. A ona dobrowolnie tego nie zrobi.
I tylko w tym kontekscie napisalam, żebys nie wyrzucal żony jak psa. Bo po 30 latach mieszkania z Toba zwyczajnie na to nie zasluguje
Czyli - nie napisalam że traktujesz ja TERAZ jak psa
Tylko żebys sie zastanoowil i na PRZYSZŁOSĆ tak nie postapił

A temat, że ja pisze i porownuje żonę do psa przekrecil i pociagnal Aleks
Teraz Ty piszesz - już za Alkiem
wbrew wysuwanym tu sugestiom nie traktuję żony jak psa
Tak sie rodzi klamstwo, niedomowienia, plotki
I tylko dlatego o tym pisze, bo nie chce miec w tym udziału

Aleks
Aleksander pisze:
14 maja 2019, 22:51
nie podoba mi się postawa "nauczycielki" i "doktorki" - która odpytuje uczniów i stawia diagnozy.
(być może, to we mnie też jest sporo z nauczyciela i to mi się samemu w sobie nie podoba - masz rację - może być taka zależność - wedle zasady - co mnie kłuje w oczy, to pewnie sam mam z tym problem - zgoda)
Super, że to zauważasz u siebie skąd te nie-podobania mojego pisania moga sie brac u Ciebie

A...obiecuje, że w Twoim wątku o ile zabiore głos - przyjmę postawę chichotki- świergotki bawiacej sie z Toba w piaskownicy.
Mam nadzieje, że bedziesz zadowolony i usatysfakcjonowany moja postawą ;)
To nie jest tak, że Ty mi się nie podobasz - jako Marylka :)
Ciesze sie, że Ci sie podobam
Nie podoba mi się tylko stawianie takich odważnych diagnoz - typu: zrobiłeś to i to, więc tamto i owamto jest skutkiem (efektem).
Można sie tyrtolic latami i do żadnych wnioskow nigdy nie dojsc. Ja jak widze konkret to go przedstawiam.
A że nie mam wiele czasu w realu wiec nie zawsze potrafie odpowiednio zapakowac w slodkie sreberko gorzka prawde.
Marylko, ja po prostu chciałem uzyskać od Ciebie odpowiedź na dwa pytania, jakie pozostawiłem na końcu swojego posta.
Odpytujesz forumowiczów, sama unikając odpowiedzi na pytania.
Alku - Ty po prostu szukasz zaczepki a nie interesuje Cie moje przeżycie tylko szukasz "haka"
Zachowujesz sie troche jak pewna grupa ludzi - czekaja aż użyjesz jednegio nie do konca trafionego terminu żeby już wisiec na nim i do konca dyskusji byl to jedyny argument na omylnosć rozmowcy, jego wiary i pogladów.
Ogladales kiedys program "Mamy Cie!"?
W skrócie: Gosc nieświadomy że bierze udzial w pewnej smiesznej pulapce i na koncu w nia wpada i wtedy wszyscy wyskakuja radosni i krzycza - mamy cię!!!!
Szcześliwi wszyscy, że w ta pulapke wpadl.
Takiego mi przypominasz Aleks
Nie widze u Ciebie checi wyciagania z skadinad bolesnych dla mnie przeżyć żeby cos konstruktywnego mogłbyś zbudowac, wnieść do swojego życia, tylko, żeby zlapac w pulapke i .....zatriumfowac i swoje zwyciestwo i trofeum tutaj publicznie oglosić wszystkim
Mnie to osobiscie nie interesuje.
Zwyczajnie - mało czasu mam

Lustro
lustro pisze:
15 maja 2019, 7:11
Jeżeli jeszcze raz ktoś wytknie mi, że ja próbuję się usprawiedliwiać i racjonalizowac, to odeślę go na ten wątek. I powiem, żeby sobie najpierw wyobraził, że ja jestem żoną Ukasza... I MIAŁAM PRAWO
Nie znam Twojej historii.
Ale nie wiem czy to jest Twoja i taka sama
Tutaj pisalam wszystko w kontekscie nałogu w ktorym Ukasz pisal że tkwil ponad 30 lat
Nie znalazlam ile lat jest w malżenstwie
Czesto malżonkowie wchodza w zwiazki sakramentalne już uzależnieni.
U mnie tak było
Wiec trudno tutaj mowic o swiadomym udziale w kryzysie nawet w nałogu małżonka jeżeli on już wczesniej w tym nałogu tkwil jeszcze małżonka nie znając!
Czy to Twoja też historia?

Temat zdrady o tyle nie jest i oczywisty u Ukasza, że rownież nie doczytalam, że żona go zdradza. Ma kontakt z grupa meżczyzn, dogaduja się, ale czy tam byla zdrada? Ja tego nie widze. No chyba, że przeoczylam jakiś post

A on sam pisze, że żona wiedziala o jego masturbacjach przez 30 lat
Wiedziala jak pisze Satine że nie jest ta jedyna ktora może meża zaspokoic
Rożne etapy miala w życiu i rożnie radzila sobie z ta informacja
Natomiast - teraz prosi Ukasza żeby jej zrobil zdjecie w koszulce z napisem sexi50 i wysyla kolegom z klubu.
No w naszym pojeciu to zdrada i w głowie sie nie mieści. A czy mieści nam sie w głowie, że żona alkoholika godzi sie na bycie z nim? Kupuje mu alkohol? Myje po nim wymiociny? Żona Ukasza jest współuzależniona
A to też jest choroba, ktora zarazil ją Ukasz czy sie komus podoba to czy nie takie sa fakty.

I ja na to zwrocilam uwage - że po tylu latach żona mowi to samo Ukaszowi - zobacz - nie jestes jedyny
Mało tego...wydaje sie, że ona nie widzi w swoim postepowaniu nic zlego.
Jak usprawiedliwial swój czyn Ukasz przed żoną - tego nie wiemy.
Nie widzisz tego? Ta sama dziedzina - SEKSUALNOSĆ CHORUJE

Sytuacja sie komplikuje, bo Ukasz teraz otrzeźwiał, zbliżył sie do Boga a żona jeszcze nie.

Ale ile lat Ukasz sam ta granice przesuwal swoim zachowaniem?
Ila lat on pokazywal - zobacz - nie jestes jedyna?
No...niby jesteś ale bez Ciebie ja mam zaspokojenie
Ale...Cie kocham
Jakie pokrecone przekazy!
Czyż nie to samo mowi teraz żona?
Przecież ona chce mieszkać z Ukaszem. Chce z nim być. Wiec z jakis powodow z nim jest.
I te granice sa już tak poprzesuwane że już nie wiadomo co jest dobre a co zle

Natomiast to nie znaczy, że teraz zostalo tylko wyc do ksieżyca i nic nie robić

Trzeba wyc do Boga i z Jego pomoca ustawiac na nowo wszystkie bariery.
I...zaczac od siebie. I miec świadomosć, że jak sie 30 lat paprało to w rok czy dwa cacy nie bedzie
I u Ciebie Ukaszu i u żony Twojej
Ale każda najdłuższa nawet wyprawa zaczyna sie od pierwszego kroku
I w drogę!
Pozdrawiam
Ostatnio zmieniony 15 maja 2019, 13:05 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Zastąpiono zwrot innymi slowami

tata999
Posty: 380
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: tata999 » 15 maja 2019, 9:42

Satine pisze:
15 maja 2019, 1:04
Dla mnie związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy uzależnieniem męża a cieszącej się z adoracji innych ludzi żony jest jednak dość oczywisty. I teraz dopiero go rozumiem. (...)

Teraz rozumiem krótkie spodenki żony, przebywanie w towarzystwie sympatycznych, lubiących ją ludzi.

(...)

O tym, czy to miało wpływ na jej sytuację obecną, może powiedzieć tylko ona. Ty - wybacz - nie masz do tego prawa.
Dostrzegam niespójność. Napisałaś, że związek przyczynowo-skutkowy w tym przypadku jest dla Ciebie oczywisty, a jednocześnie stwierdzilaś, że nikt inny oprócz owej żony nie może tego stwierdzić (choćby mąż Ukasz). Myślę, że Twoja wypowiedź jest bardzo podszyta emocjami i bardzo nieobiektywna.

Napisałaś też, że rozumiesz żony krótkie spodenki dla obcych, co było połączone z odsunięciem męża, a nawet więcej. To, o czym świadczy zachowanie żony, to chyba zgodnie wszyscy napiętnowali do tej pory. Doceniam Twoją otwartość. Jednocześnie wyrażam zdziwienie i dołączam do tych, którzy mają inną ocenę (nie akceptują zachowania). Przestrzegam jednocześnie przed idealizowaniem obcych, nieznajomych ludzi (patrz np. "sympatycznych").

renta11
Posty: 413
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: renta11 » 15 maja 2019, 10:06

Ukasz przyczynił się do kryzysu, tak samo jak jego żona przyczyniła się do kryzysu. To jasne. Po tylu latach (chyba 8?) dochodzenie do tego ile procent po której stronie, jest trochę bez sensu. Ukasz przeprosił za to, nie wiem, czy jak zadośćuczynił. Ale czytając, co robi dla uzdrowienia tego małżeństwa, przyjmuję, że dużo robi w tym zakresie.

Co do uzależnienia od masturbacji i porno.
To uzależnienie jak każde inne i z tej oczywistej przyczyny rozmontowuje małżeństwo. Czy żona przeżywała? To jasne, że tak. Mniej, czy bardziej musiała przeżywać. Czy to był główny powód (dla niej?) wyautowania się z tego małżeństwa? Może tak, może nie. To cebula i jak wiadomo, obiera się ją przez ileś tam lat i ciągle coś wychodzi. Ale rozkminianie tego na czynniki pierwsze nie ma specjalnie sensu.
Dlaczego?
Bo minęło aż 8 lat i najwyższy czas, aby spojrzeć w przyszłość. To jest bardzo trudne, najbardziej chyba dla żony Ukasza. Bo to raczej ona tych kroków nie robi, a raczej jej tempo nie odpowiada Ukaszowi.
Ale czy dlatego należy wylewać dziecko z kąpielą?
Także chyba nie.
Wydaje mi się, że ta wprowadzka i próba naprawy odbyła się jednak za szybko, bo rodzi kolejne falstarty. I to zarówno dla żony Ukasza, jak i dla samego Ukasza.

Napiszę, co ja bym zrobiła w tej sytuacji.
Otóż ja zajęłabym jakąś przemyślaną pozycję, w której poczułabym się bezpiecznie i w zgodzie ze sobą. Okopała się na niej i z tej pozycji obserwowałabym rozwój wydarzeń i ewentualnie robiła jakieś krótkie wycieczki do drugiej strony.
Tak zrobiłam w mojej osobistej sytuacji. Otóż powiedziałam mężowi, że ja nie podejmę decyzji o rozstaniu. Bo moja decyzja kilkadziesiąt lat wcześniejsza okazała się wielką traumą i błędem - pierwszy mąż. Więc: jestem żoną, jestem matką, mieszkam w swoim domu ze swoją rodziną. To była ta moja pozycja do okopania się. A mąż niech robi, co uzna za stosowne. Trwałam na tej pozycji rok.I .... mąż podjął decyzję, wyprowadził się. Odniósł się do mojego stanowiska. Było krótkie, jasne, konkretne, niezmienne.
No i nie było tylko reaktywne.
Nie wiem, co to ma być w Twoim przypadku: może wspólne mieszkanie jak koledzy, może wyprowadzka żony.
To musi być wygodna pozycja, z możliwością delikatnych wycieczek odbudowy relacji, bo na tym zależy Ci najbardziej.
I dopiero kiedy do żony dotrze, że Ty stanowiska nie zmienisz, niezmiennie trwasz, to dopiero wtedy żona może robić delikatne kroki w Twoją stronę.

s zona
Posty: 2981
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: s zona » 15 maja 2019, 14:57

Ukaszu ,
sluchajac ks Dziewieckiego , nasunela mi sie Twoja postawa .. tak w 10:42 i pozniej ...

WYEKSMITOWAĆ żal z serca | Sesja Pytań | ks. Marek Dziewiecki | NIEPOKALANÓW
https://www.youtube.com/watch?v=BxE5bk- ... e=youtu.be

Moze Twoja zona ..." nie chce byc kochana , bo to jest z jej perspektywy niewygodne .. To slowa ksiedza i dalej w 16:47.. "ale czgos chca " ....naszej naiwnosci , potulnosci ,bezradnosci , chca naszej izolacji od Boga ,od ludzi , od grup formalnych " ...i dalej , jak sie bronic , jesli " zla dole zsyla maz" .. .
Ks Dziewiecki mowi tu na przykladzie zon , bo to one z reguly sa krzywdzone ..

Ukaszu , moze warto tego wysluchac - tylko 28 min .. ciekawa jestem Twojego zdania ..
" Tych ktorzy nie kochaja , kochamy na odlegosc " ..

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: monachomachia, Triste i 12 gości