Wątek Ukasza

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: tata999 » 05 sty 2020, 17:59

Ruta pisze:
05 sty 2020, 16:30
Właściwym miejscem na takie sprawy jest sąd.
Przestrzegam przed przyjmowaniem za bożka sądu.

Ruta
Posty: 833
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ruta » 05 sty 2020, 20:59

tata999 pisze:
05 sty 2020, 17:59
Ruta pisze:
05 sty 2020, 16:30
Właściwym miejscem na takie sprawy jest sąd.
Przestrzegam przed przyjmowaniem za bożka sądu.
Tata, w wielu przypadkach cenię sobie Twoje zdanie. Natomiast kompletnie nie rozumiem Twojego stanowiska w sprawie sądu. Co Twoim zdaniem może zrobić kobieta w mojej sytuacji, czyli w sytuacji, gdy ojciec dziecka nie czuje się w żadnym stopniu odpowiedzialny finansowo za dziecko, jest zdolny do pracy, tylko ma inne priorytety?

Mam sama wziąć na siebie całą odpowiedzialność, kosztem mojego zdrowia i mojego czasu z dzieckiem? Pewnie gdyby moje zarobki pozwalały mi na to by samodzielnie zapewnić dziecku utrzymanie, nie decydowalabym się ubiegać o alimenty. Ale nie wystarczają. Aby związać koniec z końcem muszę podejmować dodatkowe prace poza etatem. To dzieje się kosztem mojego czasu z dzieckiem, które obecnie ma tylko mnie i potrzebuje wsparcia, bo kryzys w naszej rodzinie dotyka także dziecka. Dzieje się także kosztem mojego zdrowia, bo oprócz finansów spoczywa na mnie także cała logistyka domowo-organizacyjna. Wiele rzeczy mogę odpuścić, ale jednak jakieś jedzenie jest niezbędne, miło jest gdy w domu jest względnie czysto, pranie też trzeba wstawić, do tego w naszym przypadku dochodzi sporo czasu na stałą rehabilitację malucha - codziennie. Doba ma 24 godziny. Sama jestem w szoku, że to ogarniam. Ale często jestem zmęczona i przepracowana. Gdybym miała nawet nieduże alimenty, wystarczyłby etat, mogłabym już nie podejmować dodatkowych prac, lub znacznie mniej.

Więc naprawdę nie rozumiem gdzie tu zło?

Podobnie z kontaktami i władzą rodzicielską. Ojciec sam doprowadził się do stanu w którym nie jest w stanie opiekować się dzieckiem i nie jest zainteresowany wykonywaniem władzy. Nie ja ojcu władzę nad dzieckiem przyznałam tylko Państwo i tylko państwo w postaci sądu może tą władzę zawiesić lub ograniczyć do czasu, aż ojciec będzie gotowy ją znów wykonywać.

Nie mam też mocy zakazania mężowi kontaktów z dzieckiem w stanie odurzenia. Sąd taką moc ma i w przeciwieństwie do mnie może wprowadzić sankcje wobec męża w momencie, gdy postanowienie sądu naruszy.

Sąd nie jest bożkiem, ale ma nadane prawem kompetencje do zmiany lub tworzenia określonych stanów prawnych. Oraz narzędzia do tego by je egzekwować.
Niealimentacja jest obecnie karalna. Jeśli ktoś woli nie płacić na dziecko i siedzieć, wolna wola. Każdy jest dorosły i decyduje za siebie samodzielnie.
Sądzisz, że powinnam męża ładnie poprosić o pieniądze na dziecko? Prosiłam. Ma to gdzieś. Sadzisz, że powinnam zakazać kontaktów z dzieckiem do czasu aż zapłaci - obecnie jest to nazywane alienacją rodzicielską i karane grzywną dla matki...

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: tata999 » 05 sty 2020, 23:14

Ruta pisze:
05 sty 2020, 20:59
tata999 pisze:
05 sty 2020, 17:59
Ruta pisze:
05 sty 2020, 16:30
Właściwym miejscem na takie sprawy jest sąd.
Przestrzegam przed przyjmowaniem za bożka sądu.
Nie ja ojcu władzę nad dzieckiem przyznałam tylko Państwo i tylko państwo w postaci sądu może tą władzę zawiesić lub ograniczyć do czasu, aż ojciec będzie gotowy ją znów wykonywać.

Nie mam też mocy zakazania mężowi kontaktów z dzieckiem w stanie odurzenia. Sąd taką moc ma i w przeciwieństwie do mnie może wprowadzić sankcje wobec męża w momencie, gdy postanowienie sądu naruszy.

Sąd nie jest bożkiem, ale ma nadane prawem kompetencje do zmiany lub tworzenia określonych stanów prawnych. Oraz narzędzia do tego by je egzekwować.
To , co mam do przekazania to, że nie oczekuj wiele. Jak to ktoś opisał: " nikt wam nie da tego, co my wam obiecamy". Być może Tobie sąd w czymś pomoże. Daj Boże (to nie jest ironia, sąd to nie Bóg).

Ukasz

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 05 sty 2020, 23:43

Nirwanna pisze:
02 sty 2020, 10:40
Cel zewnętrzny - żeby żona przestała ze mnie korzystać
Cel wewnętrzny - nie chcę doświadczać krzywdy
Masz rację - dziękuję, postaram się zwracać uwagę na to, jakie mną kierują motywacje. Sama forma gramatyczna jest cenną wskazówką, ale nie musi precyzyjnie oddawać postawy wewnętrznej.
Do tego dochodzi jednak jeszcze jedna rzecz. Przez ostatnie dni miałem przyjemność być odciętym od sieci i przebywać w otoczeniu sprzyjającym patrzeniu w głąb siebie. Miałem też okazję podzielić się przemyśleniami z przyjacielem, który jest najszerzej wprowadzony w moją sytuację, i z jego żoną. Jednym z pytań, jakie mnie nurtowały, była moja postawa wobec mojej żony. O ile mam dość jasne rozeznanie, że nie chcę doświadczać krzywdy, doświadczam jej i mam prawo przed tym się bronić, to nie jest dla mnie oczywiste, że powinienem z tego prawa skorzystać. Uniemożliwienie żonie dalszych wizyt na dotychczasowych zasadach byłoby dla mnie korzystne. Jednocześnie mam takie poczucie, że mogę spokojnie znosić obecną sytuację. Nie wchodząc w skądinąd ważne rozróżnienie, na ile to czuję się na siłach, a na ile jestem bezsilny i otwieram się w ten sposób na współpracę z Bogiem, czuję, że po prostu dałbym radę. Z mojej strony nie odczuwam konieczności domknięcia fizycznej separacji. Mając to, co dla mnie niezbędne, zastanawiam, co mógłbym dać żonie. Jakie rozwiązanie byłoby najlepsze dla niej? Jestem jej mężem, kocham ją, nie powinienem dokonywać wyborów abstrahujących od tego, jak one odbiją się na niej, ignorujące to, co dla niej jest dobre. Przecież dla ukochanej osoby chcemy tego, co dla niej jest najlepsze. O sobie nie zapominam, o siebie zadbałem, czas pomyśleć również o niej. Tylko co jest najlepsze dla niej? Jak, nie wchodząc w jej głowę, kierować się tu mądrą miłością?
Być może twarde wyegzekwowanie pełnej wyprowadzki jest właśnie tym, co mogę jej dać najlepszego - choć ona oczywiście twierdzi, że ją tym krzywdzę. A może ma rację i jest wręcz przeciwnie, powinienem podjąć trud takiej niekomfortowej koegzystencji? Jak odróżnić np. imputowane mi tu tyle razy upodobanie do gry, którego u siebie w ogóle nie widzę, od uczciwej troski o dobro żony? Bardzo byłbym wdzięczny, szczególnie paniom, za pomoc w rozeznaniu tej sprawy.
marylka pisze:
03 sty 2020, 12:59
"NIE bedziesz z domu i naszej rodziny robil hotelu i kłamstwa
Wroc jak zdecydujesz że chcesz z nami tworzyc prawdziwa rodzine
Wtedy pogadamy. Może byc, że sie dogadamy"
Marylko, mogę skorzystać z Twojego tekstu dosłownie? Nie ująłem tego dotąd dokładnie w tych słowach, ale jeżeli napiszę żonie tak:
NIE bedziesz z domu i naszej rodziny robila hotelu i kłamstwa
Wroc jak zdecydujesz że chcesz ze mną tworzyc prawdziwa rodzine
Wtedy pogadamy. Może byc, że sie dogadamy
to będzie to w moim odczuciu w 100% zgodne z tym, co jej przekazywałem dotąd. Tyle tylko, że Ty, nie znając mojej sytuacji, widzisz ścieżkę szybkiej realizacji takiej granicy, a ja jej nie widzę. Według mnie wprowadzenie tego w życie wymaga czasu i m.in. kroków prawnych.
marylka pisze:
03 sty 2020, 23:49
Natomiast wracajac do Ukasza - zdalabym sie na sad i nie czekala czy korzystniej czekac rok czy dwa czy piec.
To w końcu jak: zdać się na sąd - co oznacza czekanie rok czy dwa, a może i pięć - czy nie oglądać się na sąd i nie czekać?
marylka pisze:
03 sty 2020, 23:49
Tu chodzi o majatek - nie o żone
Wiec co można radzic w sprawie żony? Po co?
Ja bylam gotowa stracic należna mi czesć i maż o tym wiedzial.
To nie było tiru-riru tylko poważna decyzja i poważne dzialanie
Jakby żona otrzymala jakas kwote za dom - co pewnie nastapi i zamieszka sama i bedzie te splesmiale szklanki po sobie myla albo i nie i jak przekona sie ile kosztuje utrzymanie domu i praca w nim - może predzej docenilaby Ukasza - kto wie?
A jeżeli należy jej sie jakas czesć domu - no to sorry - ma do tego prawo.
Natomiast pisanie o wchodzeniu na sile do wspolnego loża to sorry - dla okolo 50-latka żeby to byla bezsilnosc to u mnie troche usmiechu jest.
Przecież to gra. Czysta gra. Ich dwojga. I wydaje sie, że dobrze im z tym
Bo gdybys Ukasz chciał postawić granice - to przecież wiesz jak to zrobic. Za długo tu jestes.
Z tego co opisujesz co rusz jezdzisz po swiecie zakladam że dobrze zarabiasz - wiec w każdym momencie dasz sobie rade i bez domu.
Ale nie - majatek musi być Twoj!
No i ok.
Jest Twoj - masz prawo
Ale w każdej chwili możesz postawic granice - ktorych nie stawiasz
Mysle że obydwoje macie z tego swoje indywidualne profity skoro w takim ukladzie tkwicie.
I...można i tak :)
Pozdrawiam
Tak, dałbym sobie radę bez domu. Mógłbym sobie wynająć jakieś małe mieszkanie, choć raczej nie tu, lecz w mieście. Tyle tylko, że on nie jest dla mnie magazynem na rzeczy czy nawet sypialnią. Ja jestem z tym domem związany, chcę i umiem o niego dbać. Kopałem fundamenty pod ten dom i teraz jestem jedyną osobą, która czuje się odpowiedzialna za całość. Dlatego dostałem część własności. Był zbudowany z zarobków moich rodziców i to oni zdecydowali, że teraz ma być pod moją opieką. Żeby mogli wrócić tu, gdy już będą tego chcieli, żeby mogli to spędzić święta, jak to się stało kilka dni temu. To, co pozostawiłem trosce żony na jej żądanie, czyli działkę i jeden pokój w domu, dosłownie popadło w ruinę. Mój syn również jasno deklaruje, że zdecydował się na przeprowadzkę tu m.in. licząc na moją pomoc na co dzień - co ja obiecywałem i czego chcę dotrzymać. On od swojej mamy takich obietnic nie ma i ich nie chce. Poza tym dla mnie dom jest tu częścią większej całości. Od kilkunastu angażuję się różne sprawy lokalne. W tej chwili wiąże się to już z wieloma zobowiązaniami na poziomie sołectwa i całej gminy. Mogę się z nich wywiązać tylko mieszkając tutaj. Od lat buduję też stopniowo relacje z sąsiadami - co powoli zaczyna przynosić efekty. Podobnie wygląda to w moim zaangażowaniu w Kościele - jest związane przede wszystkim z tą miejscowością. W żadnej z tych rzeczy moja żona nie bierze udziału w najmniejszym stopniu - dla niej jest to miejsce równie obce, jak dowolna inna miejscowość lub gmina. Wszystkie jej więzy są rozproszone gdzieś w mieście.
Rzeczywiście mam więc liczne profity z mieszkania tu, gdzie jestem. Tu czuję się u siebie. Tu czuję się potrzebny i taki komunikat otrzymuję od otoczenia. Po licznych przeprowadzkach i podróżach mam swoje miejsce na ziemi, troszczę się o nie i tu chcę pozostać.
Swoje prawa majątkowe chcę wykorzystać tak, żeby obu synom zapewnić własne mieszkanie i sobie zostawić tyle, żebym sam był u siebie i mógł to zapewnić również wygodne życie we dwoje, z moją żoną. Uważam to za rozsądną miłość własną i zdrowe podejście do spraw majątkowych.
A jeśli ktoś chce w tym koniecznie dopatrzyć się mojego upodobania do jakiejś gry z moją żoną, to trudno. Jego - czy jej - prawo tak to widzieć.

A na koniec tego długiego postu chcę się podzielić wrażeniami z ostatnich dni. Byłem w górach. Gdy znalazłem się na grani i zobaczyłem szlak przed sobą - trudny, ale na moje siły, i obłędnie piękny - to poczułem po prostu pełnię szczęścia. Aż mnie rozpierało. Powiedziałem o tym przyjacielowi, który ze mną szedł. Stwierdził, że czuje dokładnie to samo. A siedem lat temu byliśmy w dokładnie tym samym miejscu, wszystko było niemal takie same, a on godzinę później zleciał 300 m w dół i zabrał go helikopter z ciężkimi obrażeniami. Tym razem było lepiej - upadek w dół był znacznie krótszy i okupiony o wiele mniejszymi ranami i bólem, mogliśmy nawet kontynuować marsz. I tym razem spadłem ja, a nie on. To było nasze dziesiąte podejście do tej trasy. Wreszcie udane. I w dalszych godzinach wędrówki, mimo bolesnych urazów i świadomości, że ledwie uszedłem z życiem, znów przeżywałem to samo uczucie pełnego szczęścia. Połączenie wysiłku, majestatu przyrody i bliskich mi osób było dokładnie tym, czego pragnąłem.
Widzę w tym jakiś obraz mojej wędrówki przez życie. Nie brakuje w nim wysiłku i bólu, ale jest piękne i daje niesamowitą radość. Warto próbować dziesięć razy, a pewnie też i sto. Potknę się przy tym nie raz - i trudno. Dojdę wreszcie tam, gdzie mam dojść, choć spotka mnie po drodze wiele rzeczy, których nie planowałem. To jest moja gra w życie.

Astro
Posty: 361
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Astro » 05 sty 2020, 23:54

Ruto myślę ze , tata999 Cię rozumie .
Jak najbardziej masz prawo i obowiązek chronić i siebie i dziecko kiedy mąż chce kontaktować się w stanie oduzenia z wami a Ty tego nie chcesz. Tak samo powinien płacić Ci alimenty to jest przecież jego dziecko.
I oczywiście zdarzają się sytuacje kiedy ojcowie nie chcą płacić na swoje dzieci nie chcą się nimi zajmować dla mnie nie zrozumiałe wręcz karygodne.
Lecz uwierz mi w odwrotną stronę też zdarzają się straszne rzeczy , też karygodne i do tego argumentowane dobrem dziecka czy dzieci . Jeszcze pod płaszczem ochronnym tych właśnie sądów kuratorów policji. I gdzie po sprawiedliwość mają udać się Ci ojcowje.
Astro

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: tata999 » 06 sty 2020, 8:53

Astro pisze:
05 sty 2020, 23:54
Ruto myślę ze , tata999 Cię rozumie .
Jak najbardziej masz prawo i obowiązek chronić i siebie i dziecko kiedy mąż chce kontaktować się w stanie oduzenia z wami a Ty tego nie chcesz. Tak samo powinien płacić Ci alimenty to jest przecież jego dziecko.
I oczywiście zdarzają się sytuacje kiedy ojcowie nie chcą płacić na swoje dzieci nie chcą się nimi zajmować dla mnie nie zrozumiałe wręcz karygodne.
Lecz uwierz mi w odwrotną stronę też zdarzają się straszne rzeczy , też karygodne i do tego argumentowane dobrem dziecka czy dzieci . Jeszcze pod płaszczem ochronnym tych właśnie sądów kuratorów policji. I gdzie po sprawiedliwość mają udać się Ci ojcowje.
Sugeruję wrócić do oceny przydatności sądów i polegania na nich później, po zdobyciu (kolejnych) doświadczeń. Jestem ciekawy, jaka będzie opinia Ruty wtedy. A sprawiedliwość to już w ogóle oddzielny temat.

Ruta
Posty: 833
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ruta » 06 sty 2020, 10:52

tata999 pisze:
06 sty 2020, 8:53

Sugeruję wrócić do oceny przydatności sądów i polegania na nich później, po zdobyciu (kolejnych) doświadczeń. Jestem ciekawy, jaka będzie opinia Ruty wtedy. A sprawiedliwość to już w ogóle oddzielny temat.
Okej, teraz rozumiem, co miałeś na myśli z tym bożkiem. Nie, nie oczekuję, że sąd ureguluje wszystko zgodnie z dobrem wszystkich i tak aby nikogo nie skrzywdzić. Doskonale zdaję sobie sprawę, że sędzia może być głupi, uprzedzony do osób wierzących, nienawidzący kobiet albo mężczyzn, poraniony, uzależniony - i wszystko to wpływać będzie na to jak orzeknie. Wiem od wielu kobiet, jak były w sądach upokarzane przez adwokata strony przeciwnej przy pełnej bierności sądu, lub gdy sąd się dołączał. Świadectwa mężczyzn też nie są pocieszające.

Mój wniosek jest taki - wcale nie chodzi o płeć, bo skrzywdzone w sądach kobiety sądzą, że sądy nienawidzą kobiet, skrzywdzeni mężczyźni że są prokobiece i nienawidzą mężczyzn. Przyjrzałam się temu - i mam odmienne wnioski. Sądy kochają osoby stosujące jakiekolwiek formy przemocy, ekonomiczną, psychiczną, fizyczną, oddzielanie od dzieci - i stają po stronie tego kto to robi. Zdradza? Proszę rozwodzik, niech pan sobie układa życie i alimenty nie będą wysokie, bo za co Pan będzie z nową kobietą żył. Kontaktu damy w obecności nowej Pani, żeby się kochanka nie niepokoiła, że widuje się pan z żoną. Odeszła z dziećmi i mieszka z nowym panem? Jak najmniej kontaktów, jak najwyższe alimenty. Widocznie miała powód, a dzieci potrzebują kasy. Nastawia dzieci - to niech pan bardziej się stara. Nie ma kiedy bo mało kontaktów - coś pan wymysli. Mąż pije? Żadnego rozwodu z przyczyn społecznych, przecież pan jest chory i wymaga opieki, a że bije, no ale tylko jak jest pijany... Czytanie orzeczeń i tłumaczenie ich na ludzkie skutki jest przerażające. Dramat za dramatem.
Przyczyn widzę kilka. Osoby stosujące przemoc w sądach wypadają lepiej: zdradzający, uzaleznieni i porąbani są mistrzami manipulacji. Oni w sądach są spokojni, ich ofiary w ciężkich emocjach, wypadają na świrów. Ofiary często tak naprawdę nie wiedzą czego się spodziewać, zakładają dobrą wolę drugiej strony i są w sądzie rozjeżdżane. Osoby w przemocy zakładają, że sąd zobaczy ich sytuację, właściwie ją rozpozna, nie przedstawiają dowodów, nie negują i nie obalają twierdzeń strony przeciwnej, a jest zapis, pozwalający wtedy uznać nie zanegowane okoliczności za przyznane...
Zapewne po części dlatego, że naiwnie robią z sądu bożka, albo wręcz dziecięco zakładają, że sąd ma zdolność rozpoznania sprawy. Sąd rozpatruje dowody, nie dąży do prawdy, i na podstawie tych dowodów ocenia sprawę. To ogromna różnica, bo gdyby sąd miał dążyć do prawdy, rozstrzygnięcia mogłyby być inne.
Inna sprawa, że jedyne sądy cywilne które mogą działać inkwizycyjnie - czyli same z własnej inicjatywy zbierać dowody, to właśnie sądy rodzinne. Sąd rodzinny ma ogromne możliwości działania z urzędu oraz ogromne pole do interwencji w rodzinie i wsparcia rodziny. Mam jednak obawę, że po przygotowaniu do sprawy, wiem znacznie więcej o tym, co sąd rodzinny może zrobić i jak mógłby działać i co tak naprawdę powinien, niż niejeden sędzia. Nie bez podstaw, przeczytałam tych wyroków naprawdę dużo. To jakieś farsy są a nie rozprawy, a sądy nie znają przepisów proceduralnych. Mają dać rozwód, zasadzić alimenty i kontakty, ale jak rozpoznać sprawę - nie wiedzą. Jakbym tak pracowała, wylecialabym z roboty. Na pociechę, czytałam też dobre wyroki, w których sądy wiedziały jak prowadzić sprawę i sprawy były rozpoznawane.

Zamierzam swoją wiedzę wykorzystać i asertywnie poprosić sąd i zachęcić do działania w interesie mojego dziecka, bo po to ten sąd jest. Jeśli trafię na mądry sąd, znający przepisy i mający wiedzę jak działać, super. Jeśli trafię na sąd niedouczony i leniwy (to cytaty z opinii uznanych prawniczek), także jestem przygotowana. Znam wszystkie możliwe procedury odwoławcze i dyscyplinujące sąd. Modlitwa za sąd nie zaszkodzi, dary Ducha Świętego są w cenie i o nie dla sądu zamierzam się od dziś codziennie modlić. Duch Święty udziela łask w różnych okolicznościach.
Zawieść mogą mnie emocje i poczucie zagubienia na sali ale od tego także mam modlitwę. Nie będę tam sama. Będzie ze mną Bóg. Będzie też Maryja i niezły tłum świętych, zamierzam zaprosić ogromną grupę wsparcia, bo bardzo jej potrzebuję.

renta11
Posty: 558
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: renta11 » 06 sty 2020, 11:14

Ukasz pisze:
05 sty 2020, 23:43

Jak odróżnić np. imputowane mi tu tyle razy upodobanie do gry, którego u siebie w ogóle nie widzę, od uczciwej troski o dobro żony? Bardzo byłbym wdzięczny, szczególnie paniom, za pomoc w rozeznaniu tej sprawy.
Ukaszu

To wszystko jest dla mnie jasne. Widzę w dążeniu do mieszkania w swoim domu, w swoim miejscu na ziemi, samo dobro. To jest dobre i to jest ok. I obiektywnie nie jest krzywdą dla Twojej żony, że tego będzie pozbawiona, bo nie jest z tym miejscem mocno związana, dla tego wykorzystuje to „zamieszkanie” jako formę manipulacji. .
Twoje dążenie robienia dla Twojej żony tego, co jest „dobre” (Twoim zdaniem) to już jest przynajmniej KONTROLA. No i wchodzisz w rolę Boga. Przecież Twoja żona wielokrotnie artykułowała, że sama stanowi o sobie, jest samodzielna. Dlaczego nie uszanujesz tej samodzielności, a wielokrotnie naruszasz jej granice? Przestań kręcić sobie w głowie filmy: czego chce moja żona? Co jest dla niej dobre? Jak dać jej dobro? Jak ją uszczęśliwiać? Nie jesteś Bogiem, nie rozdzielasz dóbr, a to nie jest dziecko. Przecież to samodzielna, dorosła, samowystarczalna osoba, która żyje sama praktycznie od lat i sama sobie radzi. Jak sobie radzi? To jej sprawa, a nie Twoja. Zrób sobie tą rozdzielność majątkową, byś mógł spać spokojnie. I nie miał pretekstu do ingerowania w jej sprawy materialne, ani żadne inne.
A jak wygląda GRA?
Niby masz dobre intencje, niby chcesz jej dobra, więc robisz COŚ, cokolwiek, ona nie odwzajemnia, raczej nie dziękuje, ale z tego korzysta, nawet wchodzi z butami dalej naruszając Twoje granice, Ty nadal dajesz, prawie ją dusisz, ona nadal robi co chce, jak zwierzę w klatce atakuje albo się wycofuje, więc u Ciebie narasta napięcie i … następuje wybuch, taki czy inny. Taki jest schemat, prawie zawsze Wasze kontakty tak się kończą, bo oboje nie umiecie wyznaczać SOBIE i przestrzegać swoich GRANIC. A jak już to zaczynacie robić to wióry lecą. Bo nie umiecie.
Widzę u Ciebie, nawet jeśli nie dominację i próby zawłaszczania żony, to przynajmniej ogromną potrzebę sprawowania KONTROLI.
Jesteście ze sobą powiązani niewidzialnym sznurkiem i nie chcecie tego sznurka zerwać. Bo się BOICIE.
Czego się boisz Ukaszu?
Dlaczego nie zaufasz Bogu?
Bo dopóki tego (jej) nie puścisz, to będzie to tylko GRA.
Dopiero wtedy, gdy otworzysz rękę i pozwolisz jej odlecieć, może zacząć się coś nowego.
A w dowolnym tłumaczeniu DAJ JEJ ŚWIĘTY SPOKÓJ nawet od Twoich myśli krążących wokól jej "dobra".
Ostatnio zmieniony 06 sty 2020, 12:52 przez Nirwanna, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie
św. Augustyn
"W zasadach jedność, w szczegółach wolność, we wszystkim miłosierdzie".

renta11
Posty: 558
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: renta11 » 06 sty 2020, 11:32

Ukasz pisze:
05 sty 2020, 23:43
Widzę w tym jakiś obraz mojej wędrówki przez życie. Nie brakuje w nim wysiłku i bólu, ale jest piękne i daje niesamowitą radość. Warto próbować dziesięć razy, a pewnie też i sto. Potknę się przy tym nie raz - i trudno. Dojdę wreszcie tam, gdzie mam dojść, choć spotka mnie po drodze wiele rzeczy, których nie planowałem. To jest moja gra w życie.
I dokładnie taki jest ten obraz.
Wrzucę do tego kamyczek.
Lubisz jazdę na skrajnych emocjach. W górach czy kontakcie z Bogiem to bardzo piękne obrazy, uzasadnione niejako okolicznościami. Gorzej jest z tym w życiu, które jest mocno brudne i ludzie jak to ludzie - różni są. Tutaj jazda na skrajnych emocjach jest niewskazana, bo zazwyczaj nie najlepiej się kończy. Szczególnie kiedy nad tymi emocjami trudno zapanować i działa się pod ich wpływem. Najczęściej z pozycji obserwatora widzi się to jako egzaltacje. Znam to, bo sama tak mam. Na to jest tylko jedna rada. Emocje są, jakie są, dla ludzi nadwrażliwych nawet wpada się w egzaltację. Sztuka polega na tym, jak wejść w pozycję obserwatora, aby to u siebie najpierw zaobserwować. A jeśli już się siebie umie obserwować, to najpierw powiedzieć sobie w duchu: to tylko moje chore emocje. Wiedzieć i poczuć to, że to chore (choć dla mnie przecież normalne). Ta pauza, punkt stop jest krytyczny. Dopiero potem (stale mając w głowie, że to nadmierne emocje, nie zawsze przystające do sytuacji) zacząć iść dalej, najpierw tylko w działanie. Na początku to szalenie trudne. W dłuższym czasie te emocje się niejako spłaszczają i jest łatwiej. Bo jak przez sito przesiewamy ten nadmiar i już bez tego obciążenia idzie się dalej. :D
św. Augustyn
"W zasadach jedność, w szczegółach wolność, we wszystkim miłosierdzie".

Astro
Posty: 361
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Astro » 06 sty 2020, 11:35

Tata999 ja też nie mam dobrych doświadczeń z sądami kuratorami itd.
Ruto oczywiście bronić siebie i dziecko musisz . Sąd zapewne zasadzi alimenty ,ograniczy władzę rodzicielską , a może odbierz i zabroni kontaktów puki mąż się nie ogarnie. I to będzie w zasadzie wszystko cała twoja sprawiedliwość .
Dlaczego : bo to ze będziesz miała zasadzone te alimenty to jeśli mąż nie płaci to wyrok go nie zmusi . Wypłacać Ci będzie fundusz alimentacyjny jak to się odbywa i ile trwa to nie wiem. Jednak nie zależnie jakie te alimenty będą to fundusz wypłaci Ci tylko 500zl m-c. Władza rodzicielska , teraz też sama o wszystkim decydujesz bo jak rozumiem mąż nie jest zainteresowany . Jedynie co to te kontakty możesz dobrze wyegzekwować . Żeby nie dopuszczać męża do was kiedy będzie ,,pływający,,
Astro

krople rosy

Re: Wątek Ukasza

Post autor: krople rosy » 06 sty 2020, 14:09

Ukasz pisze:
05 sty 2020, 23:43
Jednocześnie mam takie poczucie, że mogę spokojnie znosić obecną sytuację.
Ukasz pisze:
05 sty 2020, 23:43
Mając to, co dla mnie niezbędne, zastanawiam, co mógłbym dać żonie. Jakie rozwiązanie byłoby najlepsze dla niej? Jestem jej mężem, kocham ją, nie powinienem dokonywać wyborów abstrahujących od tego, jak one odbiją się na niej, ignorujące to, co dla niej jest dobre. Przecież dla ukochanej osoby chcemy tego, co dla niej jest najlepsze.
A co jest najlepsze dla Ciebie? Nie chodzi o to by jeden znosił a drugi był usatysfakcjonowany. Moim zdaniem trzeba poszukać realnego dobra dla dwóch stron.
Dopiero wtedy można pójść dalej.

krople rosy

Re: Wątek Ukasza

Post autor: krople rosy » 06 sty 2020, 14:31

Ukasz pisze:
05 sty 2020, 23:43
Tak, dałbym sobie radę bez domu. Mógłbym sobie wynająć jakieś małe mieszkanie, choć raczej nie tu, lecz w mieście. Tyle tylko, że on nie jest dla mnie magazynem na rzeczy czy nawet sypialnią. Ja jestem z tym domem związany, chcę i umiem o niego dbać.
Masz prawo do tego domu i pozbywanie się wszystkiego dla niewiadomo jakiej idei uważam za naiwność.

krople rosy

Re: Wątek Ukasza

Post autor: krople rosy » 06 sty 2020, 15:27

I tak sobie jeszcze myślę i przepraszam że post pod postem. Może da się je jakoś połączyć?
Z tego co czytam potraficie oboje z żoną żyć swoim życiem, pasjami, macie dwa odrębne światy. Nikomu się krzywda nie dzieje gdy drugiego nie ma obok gdyż każde z Was potrafi zagospodarować sobie czas i plany.
Pozostaje pytanie: co oboje chcecie osiągnąć przez kontynuowane małżeństwa w obecnym stanie?
Każde z osobna.
Jeśli chodzi o żonę : można podejrzewać korzyści majątkowe.
Czy coś jeszcze? To wie żona.
A Ty Ukaszu?
Myślę, że to ważne by sobie odpowiedzieć na to pytanie.
A potem zastanowić się czy o to w życiu chodzi?
I podjąć decyzję.

Ukasz

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 06 sty 2020, 20:27

white chocolate pisze:
06 sty 2020, 15:27
Pozostaje pytanie: co oboje chcecie osiągnąć przez kontynuowane małżeństwa w obecnym stanie?
Doprecyzuję: moje małżeństwo będzie kontynuowane, póki nas nie rozdzieli śmierć. Natomiast wspólne korzystanie z mieszkania może się skończyć niebawem i ta sprawa podlega w jakiejś mierze mojej decyzji. W obecnym stanie naszych relacji dla mnie lepsze byłoby mieszkanie samemu, mam co do tego jasność. Nie byłoby jednak dla mnie także wielkim problemem znosić wizyty i demonstracje mojej żony, jeśli z tego miałoby wyniknąć jakieś dobro dla niej lub innych osób.
renta11 pisze:
06 sty 2020, 11:32
Lubisz jazdę na skrajnych emocjach.
Mam inne zdanie o sobie. Lubię emocje o różnej intensywności, ale nie skrajne. Lubię wyzwania, ale nie lubię ryzyka ani zagrożenia. Nie lubię prędkości ani gwałtownych zmian. Nie pociągają mnie w najmniejszym stopniu alkohol ani używki. Lubię ciszę. Nie znoszę hałasu, zawsze odstręczały mnie dyskoteki, koncerty muzyki współczesnej. Lubię być świadomy swoich uczuć.
renta11 pisze:
06 sty 2020, 11:14
Twoje dążenie robienia dla Twojej żony tego, co jest „dobre” (Twoim zdaniem) to już jest przynajmniej KONTROLA.
Zastanowiłem się nad tym. Od ośmiu lat obserwuję u żony różne symptomy fizycznej zdrady. Nie wiem, czy ona faktycznie nastąpiła, bo nigdy nie podjąłem żadnych działań, żeby to zweryfikować. Czy jestem facetem, który ma nadmierne dążenie do kontroli swojej żony? Odnoszę wrażenie, że docieram do granicy absurdu. Nie wiem, gdzie moja żona pracuje, gdzie sypia, gdzie i z kim spędza urlop i święta. Nie pytam o to. I to jest przesadna kontrola?
renta11 pisze:
06 sty 2020, 11:14
Przestań kręcić sobie w głowie filmy: czego chce moja żona? Co jest dla niej dobre? Jak dać jej dobro? Jak ją uszczęśliwiać?
Uważam, że tu jednego worka zostały wrzucone bardzo różne sprawy. To, czego che moja żona i to, co dla niej dobre, to mogą być bardzo różne rzeczy. Pragnienie dobra dla drugiej osoby, szczególnie tej najbliższej, nie jest stawianiem się w roli Boga, tylko miłością. Niezbędne jest oczywiście uszanowanie jej wolności i pozostanie we własnych granicach, ale obie te przesłanki nie uchylają pytania o dobro drugiej osoby. Nie będę wybierał, gdzie żona będzie mieszkać i z sobie wyjedzie. Jednak ja zdecyduję, czy zgodzę się na mieszkanie i wyjazd ze mną, to są moje granice.
renta11 pisze:
06 sty 2020, 11:14
Przecież to samodzielna, dorosła, samowystarczalna osoba, która żyje sama praktycznie od lat i sama sobie radzi.
No właśnie nie do końca, bo wciąż korzysta ze mnie i nie ucieknę od odpowiedzialności za to, czy będę to dalej umożliwiał, czy też zastopuję. Wyobraźmy sobie, że kolega z pracy podbiera mi z portfela pieniądze. Drobne sumy, dla mnie pomijalne. Wydaje mu się, że ja o tym nie wiem, ale jest w błędzie. Zignorować tę moją wiedzę, bo taki ubytek funduszy nie jest dla mnie krzywdą? Bo zastopowanie tego oznaczałoby większe koszty? Czy może wziąć pod uwagę skutki mojego przyzwolenia dla niego. Jest dorosły, samodzielny, niby samowystarczalny, nie odpowiadam za jego zachowania... Sądzę, że ten zmyślony przykład nie jest odległy od mojej realnej sytuacji.
renta11 pisze:
06 sty 2020, 11:14
Dopiero wtedy, gdy otworzysz rękę i pozwolisz jej odlecieć, może zacząć się coś nowego.
Ja już dawno otworzyłem rękę, prosiłem, żeby sobie odleciała, żądałem tego, zamknąłem drzwi, żeby nie mogła wrócić do tej "klatki". I mimo wszystko będę uważał, żeby przy ponownym zamykaniu tej klatki od środka nie przytrzasnąć jej skrzydełka, jak będzie je kolejny raz wciskać w szparę, żeby wrócić do środka.

krople rosy

Re: Wątek Ukasza

Post autor: krople rosy » 06 sty 2020, 20:57

Ukasz powiem jedno: mi podobają się Twoje precyzyjne, logiczne i rozsądne odpowiedzi.
Nie ma rozmydlania, czułostkowosci ale jest konkret.
Myślę, że przeszedłeś długą i trudną drogę. I nie widzę tej słabości i rozedrgania emocjonalno psychicznego jak na początku wątku.

Ps. Cieszę się że tam w górach nic Ci się nie stało.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 19 gości