Wątek Ukasza

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Ukasz
Posty: 894
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 12 sty 2019, 17:28

Proponowałem m.in. taką rozmowę. Między innymi, gdy na wszystkie inne było "nie" i jeszcze opatrzone wyjaśnieniem, że ja nie umiem rozmawiać i to dlatego. Przekonywałem więc, żeby sama wybrała formę, czas, miejsce. Żeby zrobiła to po swojemu. Dlatego próbowałem uzyskać przynajmniej taką sytuację, żeby zaistniał przekaz w jedną stronę. Proponowałem też takie spotkanie, ale niejako odwrócone - proszę, przynajmniej mnie wysłuchaj, skoro sama nie chcesz mówić. I wyglądało to mniej więcej tak, jak piszecie. Najpierw długo "nie teraz", aż w końcu nagle "teraz". Na początku spytałem, czy przeczytała tekst, który jej przesłałem i o którym chciałem mówić. Odpowiedziała ostrym tonem, że miałem gadać, a nie zadawać pytania. Powiedziałem to, co sobie wcześniej w głowie przygotowałem. Skończyłeś? Tak. Wstała i wyszła. Nigdy potem nie nawiązała do tego, co mówiłem.
Nasza ostatnia dłuższa rozmowa na temat naszych relacji miała miejsce w sierpniu, w czasie wspólnego wyjazdu. Wtedy zaproponowałem, żebyśmy to robili raz w miesiącu. Zgodziła się. Po miesiącu zgodziła się podjąć rozmowę, ale po pięciu minutach się rozmyśliła. Następnych takich spotkań już nie chciała. W październiku odmówiła, w listopadzie nie udało mi się z nią spotkać pod koniec miesiąca, bo wyjechała na tydzień z kolegami, a przed tym wyjazdem i po nim prawie nie bywała w domu. W grudniu zgodziła się pod warunkiem, że to nie potrwa dłużej niż pięć minut. Mierzyła czas.
Dziwię się trochę Waszemu zdziwieniu. Niemal w każdym wątku opisującym kryzys powtarza się to samo. Osoba wycofująca się ze związku nie chce o tym rozmawiać. Tłumaczę to sobie tak, że to jest dla niej proces burzenia w sobie czegoś, co było mocno zakorzenione, trudny, gdzie z ledwo utrzymują równowagę okłamując samych siebie i taka konfrontacja jest niewygodna, wręcz bolesna. Dokonują w sobie czegoś złego i nie chcą, żeby to było wywlekane na światło dzienne. Poza tym opuszczany małżonek przestaje być osobą bliską, której chcieliby się zwierzać. O ile zgadzają się na rozmowę, to tylko obojętną emocjonalnie, o pogodzie, o sprawach organizacyjnych, o dalekich znajomych itp. Każde poruszenie tematu wzajemnych więzi powoduje natychmiastowe odcięcie, nieraz na długi czas. U mnie po prostu jest tak samo.

Pustelnik
Posty: 1455
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pustelnik » 12 sty 2019, 17:53

Chyba (bynajmniej na chwilę obecną) pobuduj sobie dobre więzi/relacje gdzie indziej : synowie, synowe, przyjaciele, wspólnota ... .

Pustelnik
Posty: 1455
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pustelnik » 12 sty 2019, 18:02

Ukasz pisze:
12 sty 2019, 17:28
(...) Dziwię się trochę Waszemu zdziwieniu.
Niemal w każdym wątku opisującym kryzys powtarza się to samo. Osoba wycofująca się ze związku nie chce o tym rozmawiać.
Może ktoś kiedyś napisze licencjat wykorzystując tutejsze zapiski ???
Ułatwiam ... znalezienie "konkretów" :lol:

sasanka
Posty: 60
Rejestracja: 09 sie 2017, 23:08
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: sasanka » 12 sty 2019, 18:46

Jasne , ciekawy temat i b.aktualny na dobre prace naukowe ..
Zgadzam się z tym co napisał Ukasz , to taki nawet standard. To musi mieć jakieś wyjaśnienie , przypuszczam ,że raczej smutne.

Pavel
Posty: 1891
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pavel » 12 sty 2019, 20:52

Ukasz pisze:
12 sty 2019, 17:28
Dziwię się trochę Waszemu zdziwieniu. Niemal w każdym wątku opisującym kryzys powtarza się to samo. Osoba wycofująca się ze związku nie chce o tym rozmawiać.
Zgadzam się Ukaszu, ale to jest efekt czegoś a nie tego źródło. Kowalscy też są "tylko" konsekwencją.
Bez dotarcia do prawdziwych źródeł, zwłaszcza tych będących w zasięgu naszej mocy sprawczej (ale tych leżących po stronie żony w miarę możliwości również), nie rozwiąże się tych węzłów.

Osobiście, bazując na własnym doświadczeniu, polecam uważne przyglądanie się zwłaszcza postom pań. Bo tak jak one Ciebie poprzez pryzmat Twego pisania widzą, mogła Cię widzieć żona. I nie ma znaczenia na ile absurdalnie pewne "zarzuty" mogą dla Ciebie brzmieć, subiektywny (załóżmy, że tylko, choć zapewne nie tylko) bowiem odbiór Twojej osoby przez Twą ślubną był taki, że skutkował brakiem woli bycia z Tobą.
Znam z autopsji, boli, ale ten ból dał mi siłę i chęci na odkrywanie i odkłamywanie siebie.
Mi się do tej pory udało do wielu źródeł dotrzeć, chociaż wciąż odświeżam i zgłębiam stare oraz odkrywam nowe.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Jonasz
Posty: 994
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Jonasz » 12 sty 2019, 21:37

Ukaszu jeżeli chodzi o naukę o emocjach to mnie bardzo pomogła książka Dziewieckiego poszukaj na RTCK.

I jeszcze jedna bolesna sprawa o której piszę niechętnie i nawet nie wiem czy powinienem.
Zwłaszcza po
Renta się o to dopytywała. I to mnie tknęło.
Ta propozycja windy kiedy zaglądała do nowej łazienki...
Nie wiem na ile skonfrontowałeś się z tym niefortunnie przeze mnie zacytowaniem.
Po prostu pogarda, zemsta, dokopanie.
Nie lekceważ tego kierunku....

Jakoś tak konfrontuję z tym co było u mnie kiedy powiedziałem stop.
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Ukasz
Posty: 894
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 12 sty 2019, 23:20

Jeszcze jedno. Prowokacyjnie. Wszyscy mi tu piszą, że powinienem spróbować spojrzeć ze strony kobiety, żeby ją zrozumieć. Że jako facet nie chcę tego dostrzec. A jeśli jest zupełnie odwrotnie? Nie chodzi o to, że jestem kobietą i w sieci podszywam się pod mężczyznę, lecz o role, które odgrywaliśmy w małżeństwie i cechy, jakie w nas dominowały.
Otóż czytając różne teksty o różnicach między płciami, zdecydowanie więcej siebie znajduję po stronie kobiecej, nie męskiej. A żony - po męskiej. Jak wracałem z rekolekcji sycharowskich w Zembrowie, przeglądałem materiały przygotowane przez ks. Arbaszewskiego. Było tam kilkanaście punktów opisujących różnice. Chyba jeden się zgadzał. Pozostałe były u nas na odwrót.
Tak mi to przyszło do głowy, jak ponownie czytałem o słuchaniu. Że kobieta chce opowiedzieć o swoich emocjach, a mężczyzna tego nie rozumie i chciałby tylko przekazać prosty komunikat. Że go męczy to gadanie. W sumie wypisz wymaluj nasza sytuacja, tylko odwrócona.
Oczywiście nie wszystko i nie do końca jest pozamieniane. Wiadomo, ciąża, poród, połóg, karmienie, hormony. Ciuchy, makijaż, babska solidarność. Więc to wszystko jest jeszcze bardziej pokręcone.
Ja z jednej strony widzę u siebie wiele cech kobiecych, z drugiej pamiętam, że jestem facetem i co z tego wynika. Jaka odpowiedzialność. Przychodzi to czasem z trudem, ale raczej daję radę. A jednocześnie poczuwam się do większości tych spraw, które zwykle spoczywają na drugiej płci. A ona po odchowaniu dzieci chętnie w to weszła - zostawiła wszystko mi. I już nie czuła się potrzebna. A ja nie czułem się zaopiekowany, kochany, czułem się sam. Ja nie rozumiałem jej: przecież wszystko miała! Była otoczona miłością, opieką. A ona nie rozumiała mnie: przecież mógł się czuć potrzebny. Zostawiłam mu dość przestrzeni, żeby się wykazał.
Zwykle to kobieta wyczuwa nadchodzący kryzys. Do faceta dociera, gdy już jest za późno. Do niej chyba jeszcze nie dotarło. Ja to widzę jak na dłoni od ponad siedmiu lat. Czytam jej uczucia, których ona sama nie widzi. Słyszy je ode mnie i się dziwi. A rzeczywiście... Tak? A od kiedy? No zgadza się... Tylko, że to już czas przeszły. Teraz już nie słyszy nic.
Też mnie uderzyło to, że dziewczynom najbardziej nie zgadzało się to, że wszystko się zgadzało. Odpowiedzi były takie, jakie chciały usłyszeć, jakich udzieliłyby same. Brakowało tej odmienności, obcości. Za dobrze wszystko pasowało, za miękko, za ładnie. I tak trudno powiedzieć, co właściwie zgrzyta! Ano to, że nic nie zgrzyta. A powinno, bo to facet gada z kobietą. Z kolei dla panów wszystko wygląda raczej dobrze. Tylko dziwią się, że tego i tego tak u mnie dużo, u nich było mniej.
Ja chyba trochę próbuję wysiłkiem woli wejść wreszcie w męskie buty. I cały galimatias robi się jeszcze bardziej skomplikowany. Bo ja to przynajmniej po części widzę i akceptuję, a ona tego chyba analizować nie chce. A na pewno nie chce dopuścić myśli, że myśli i działa jak facet.
Może tu jest jakiś klucz. Koszmarnie pokrzywiony i nie bardzo pasujący do zamka, zacinający się, ale może niezbędny.

lena50
Posty: 408
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: lena50 » 12 sty 2019, 23:55

Jeszcze jedno. Prowokacyjnie. Wszyscy mi tu piszą, że powinienem spróbować spojrzeć ze strony kobiety, żeby ją zrozumieć. Że jako facet nie chcę tego dostrzec. A jeśli jest zupełnie odwrotnie? Nie chodzi o to, że jestem kobietą i w sieci podszywam się pod mężczyznę, lecz o role, które odgrywaliśmy w małżeństwie i cechy, jakie w nas dominowały.
Otóż czytając różne teksty o różnicach między płciami, zdecydowanie więcej siebie znajduję po stronie kobiecej, nie męskiej. A żony - po męskiej. Jak wracałem z rekolekcji sycharowskich w Zembrowie, przeglądałem materiały przygotowane przez ks. Arbaszewskiego. Było tam kilkanaście punktów opisujących różnice. Chyba jeden się zgadzał. Pozostałe były u nas na odwrót.
Tak mi to przyszło do głowy, jak ponownie czytałem o słuchaniu. Że kobieta chce opowiedzieć o swoich emocjach, a mężczyzna tego nie rozumie i chciałby tylko przekazać prosty komunikat. Że go męczy to gadanie. W sumie wypisz wymaluj nasza sytuacja, tylko odwrócona.
....i może w tym właśnie problem Ukaszu.
lena50....dawniej lena

Pustelnik
Posty: 1455
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pustelnik » 13 sty 2019, 0:07

Ukasz pisze:
12 sty 2019, 23:20
Jeszcze jedno. Prowokacyjnie. Wszyscy mi tu piszą, że powinienem spróbować spojrzeć ze strony kobiety, żeby ją zrozumieć. Że jako facet nie cihcę tego dostrzec. A jeśli jest zupełnie odwrotnie?
Ukaszu, staram się nie być :-) Wujkiem Dobra Rada.
Ale może ... warto czasami ... wbrew sobie :-)
1/ odpocznij (na razie) od żony ...
2/ odpocznij (na razie) od forum , od swojego wątku 8-) conajmniej ...
Pogody ducha !

Pavel
Posty: 1891
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pavel » 13 sty 2019, 4:10

Ukaszu, w naszym przypadku również pewne typowo kobiece cechy bardziej widzę u siebie, a pewne typowo męskie - u żony.
W końcowym rozrachunku niewiele to zmienia, bo jesteśmy tym konkretnym mężczyzną, kobietą, małżeństwem i mamy swoją, jedyną i niepowtarzalną sytuację.
Moim zadaniem było z pomocą dostępnej wiedzy rozeznać siebie i moją żonę. Gdyby się tak łatwo dało to robić po przeczytaniu najmądrzejszej nawet książki, byłoby znacznie łatwiej. Ale łatwiej nie znaczy lepiej :)

Przy okazji, po sposobie w jaki piszesz i po opisywanych sytuacjach, wnioskuję, że jednak zdecydowanie bliżej Ci do męskiego sposobu pisania, odbierania rzeczywistości i działania ;) Twoja empatia w moim odbiorze również wydaje mi się bardziej tożsama z męską aniżeli kobiecą ;)
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Ukasz
Posty: 894
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 14 sty 2019, 13:05

Pavel pisze:
13 sty 2019, 4:10
Ukaszu, w naszym przypadku również pewne typowo kobiece cechy bardziej widzę u siebie, a pewne typowo męskie - u żony.
W końcowym rozrachunku niewiele to zmienia, bo jesteśmy tym konkretnym mężczyzną, kobietą, małżeństwem i mamy swoją, jedyną i niepowtarzalną sytuację.
Moim zadaniem było z pomocą dostępnej wiedzy rozeznać siebie i moją żonę. Gdyby się tak łatwo dało to robić po przeczytaniu najmądrzejszej nawet książki, byłoby znacznie łatwiej. Ale łatwiej nie znaczy lepiej
Tak, ale pomieszanie ról utrudnia korzystanie z wiedzy zewnętrznej. Trzeba sobie zbudować swój własny model samochodu, a większość podzespołów nie pasuje. W dodatku staję przed trudnym wyborem odtwarzania układu, który kiedyś działał, a próbą stworzenia czegoś zupełnie nowego, opartego bardziej na ogólnej wiedzy niż na wspólnych doświadczeniach. Masz rację, że w ostatecznym rachunku to jest praca w tym samym kierunku, tylko trudniejsza.
Pavel pisze:
13 sty 2019, 4:10
Przy okazji, po sposobie w jaki piszesz i po opisywanych sytuacjach, wnioskuję, że jednak zdecydowanie bliżej Ci do męskiego sposobu pisania, odbierania rzeczywistości i działania ;) Twoja empatia w moim odbiorze również wydaje mi się bardziej tożsama z męską aniżeli kobiecą ;)
Tak, tylko że obserwujesz mnie na etapie, gdy ja w pewien sposób świadomie wchodzę w męską rolę. To dobrze, że widać efekty.
Pustelnik pisze:
13 sty 2019, 0:07
1/ odpocznij (na razie) od żony ...
Fizycznie żona mi to gwarantuje, bo ucięła kontakty. Psychicznie, w znaczeniu mojego stosunku do niej, wolę odpoczywać z nią niż bez niej. Jest mi znacznie lepiej, gdy o niej pamiętam, ciepło myślę i tęsknię, niż gdy jest mi to obojętne.
Pustelnik pisze:
13 sty 2019, 0:07
2/ odpocznij (na razie) od forum , od swojego wątku 8-) conajmniej ...
To także mam zagwarantowane. Jutro kończy mi się zwolnienie i zarazem piętrzą się obowiązki niesłużbowe. Z góry przepraszam za dłuższe milczenie forum, może poza wątkiem Echo Słowa.

s zona
Posty: 2186
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: s zona » 16 sty 2019, 0:27

s zona pisze:
15 sty 2019, 22:01
Separacja w małżeństwie
https://www.youtube.com/watch?v=l7lme2Q ... KQZdJQ0Afg
Ukaszu ,
nwm ,czy sluchales kiedys tej audycji ..
Moze cos Ci sie przyda ... Albo ktores z dziewczyn ,wiec - jesli pozwoilisz - zostawie u Ciebie :)

Ps wkleilam tez w " audycje dla malzonkow " ,ale ,jak wstanie Pantop ,to nie powisi :lol:

Pantop
Posty: 1359
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pantop » 19 sty 2019, 11:18

W jednym z wpisów informowałeś, że Twa żona jest niezwykle inteligentna.
To utrudnia sprawę :lol:

ALE
Dziś rano po przebudzeniu - a wówczas mam najczęściej przebłyski świadomości (nierzadko kosmate fantazje dla odmiany :mrgreen: ) - wpadła mi taka idea:
Niechaj Twój prawnik spojrzy na ewentualne roszczenia majątkowe Twej żony przez pryzmat ZASIEDZENIA.

Kiedyś widziałem film na ten temat i coś mi zadzwoniło, szczególnie liczba 30 lat.


ps oczywiście - obym się mylił

Monti
Posty: 258
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Monti » 19 sty 2019, 11:46

Do zasiedzenia jest potrzebne tzw. posiadanie samoistne, czyli władanie rzeczą jak właściciel. Natomiast żona mieszkająca w mieszkaniu należącym do majątku osobistego męża ma status lokatora (jest to przykład tzw. posiadania zależnego).
Po upływie trzydziestu lat posiadania samoistnego rzeczywiście możliwe jest nabycie własności nieruchomości przez zasiedzenie w złej wierze, ale tutaj w ogóle nie mamy do czynienia z wspomnianym posiadaniem samoistnym, więc pomysł żony Ukasza jest moim zdaniem bezpodstawny.

Pantop
Posty: 1359
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pantop » 19 sty 2019, 12:49

To nie pomysł żonki Ukasza, a moje wczesne - ale całe szczęście - bezpodstawne domniemanie.
:o ufff

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości