mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

zenia1780
Posty: 2170
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: zenia1780 » 14 sty 2018, 14:37

renta11 pisze:
14 sty 2018, 12:00
Nie wiem, jak często to występuje, ale mało takich przypadków widzę tutaj na forum.
rento, kochana, pełna zgoda w podanym przez Ciebie opisie.
Jednak pewne zastrzeżenie mam, gdzie ja pisałam o forum?
Ja pisałam o Sycharze, a to jednak spora różnica jest...
Niewiele osób piszących na forum, po za moderatorami, realnie jest w Sycharze i przechodzi wspomniany przeze mnie proces.
Forum to zaledwie czubek góry zwanej Sycharem...

Pozdrawiam
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

katalotka72
Posty: 155
Rejestracja: 16 mar 2017, 18:52
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: katalotka72 » 14 sty 2018, 21:55

wydaje mi się, że niektórzy z Was uważają, że nie powinnam stawiać żadnych "warunków" przed ewentualnym powrotem
że powinnam się rzucić w ramiona pana i władcy i być szczęśliwą, że raczył zwrócić na mnie swoje zamglone oczy
wg mnie warunki powinny być i to nie tylko dla mojego dobra, ale dla bezpieczeństwa wszystkich zainteresowanych - pana męża i dzieci
dość było krzywd i cierpienia, dość płaczu i bólu
nie będę wymagać od niego terapii DDA/DDRR/DDD, bo to już byłoby przegięcie, ale jakieś minimum dla dobra ogółu dobrze by było spełnić
nie miałam swojego wątku więc moja historia jest Wam obca, może wiecie trochę z wpisów
mąż stosował przez lata przemoc fizyczną, psychiczną i ekonomiczną, były ciche dni, ograniczanie/kontrolowanie moich znajomości, bogiem były pieniądze i rodzina pierwotna (mama i najmłodsza siostra), nie liczył się ze zdaniem moim czy dzieci, nie przejawiał zainteresowania nami gdy miał zły humor, wyzwiska i poniżanie w stosunku do dzieci było na porządku dziennym, córka jedynie była o odcień lepiej traktowana i jej nigdy nie uderzył
nie ufam mu po tym co było i nie ufam po tym w jakim stylu zakończył nasze małżeństwo po 20 latach
nie będę z nim współżyć, bo zaraził mnie choróbskiem od Rumunki i więcej przez takie upokorzenie i ruinę finansów nie zamierzam przechodzić
7 lat od jego zdrady to nie czas usłany różami i z orkiestrą w tle, to rok umierania, potem prawie 2 lata rozwodu, eskalacji jego nienawiści do mnie, zatruwanie mi życia na każdym kroku, wtargnięcia do domu, zabierania sprzętów, narzędzi, wzywania policji na synów, umilanie każdej możliwej chwili
potem sprawa o podział majątku gdy nie chciał się dogadać i szedł w zaparte jak podczas sprawy rozwodowej, udało się w końcu dogadać, ale sporo mnie to kosztowało żeby już nie być ofiarą jego ataków i niespodziewanych przyjazdów
więc nie mówcie mi, że ja taka mało chrześcijańska, taka beeee, bo powinnam..... bo już może nie być drugiej szansy
ja NIE CHCĘ tej szansy jak ma być powtórka z zachowań, a po paru latach powie, że mnie już nie kocha, a kowalska jest taka cudna i podobna do mnie (to usłyszałam o Rumunce)
ja nie widzę żadnych zmian oprócz tego, że przeprosił i nazwał się głupcem, to trochę za mało

helenast
Posty: 3727
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: helenast » 14 sty 2018, 22:11

A czego katalotko oczekujesz od męża ... na co czekasz .... jak to sobie wyobrażasz ?

katalotka72
Posty: 155
Rejestracja: 16 mar 2017, 18:52
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: katalotka72 » 14 sty 2018, 22:18

nie piszę tego by kamienować go, dawno mam za sobą czas buntu i pokazywania palcem
sobie mam również baaaaaaaardzo wiele do zarzucenia
po prostu tak wygląda rzeczywistość, MOJA rzeczywistość, nie czyjaś opowieść
mam spore obawy, że ja przeszłam jakieś kolejne etapy, terapie, spowiedź generalną, rozmowy z egzorcystami
dużo zrozumiałam i nie jestem tamtą Kaśką, która pozwalała na wszystko, którą można było obrażać
pieniądze nie są moim bogiem, rodzina pierwotna ważna, ale ma swoje miejsce w szeregu
życie wg Józefa nie jest już moim życiem i nie dam sobie narzucać żadnego obłędu, dążeniu po trupach do celu (jakiego??), nie chcę słyszeć jaki to świat zły i sami złodzieje na nim, a on taki biedny i nieszczęśliwy
nic się nie zmieniło albo prawie nic, a jemu się wydaje, że mamy po 16 lat i możemy zacząć wszystko od nowa nie pamiętając o przeszłości

katalotka72
Posty: 155
Rejestracja: 16 mar 2017, 18:52
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: katalotka72 » 14 sty 2018, 22:22

helenast nie wyobrażam sobie i nie oczekuję
ale mi chodzi o to, że nie powinnam czuć presji, że tu potrzebny jest czas, bo w moim przypadku czas zadziałał na moją korzyść i pozwolił wiele spraw poukładać
czas.... czas.... czas.....
naturalność i normalność, próba poznania się, a nie strzelanie fochów jak mu coś napiszę nie po jego myśli - to takie słabe i na to mnie już nie weźmie

Metanoja1
Posty: 100
Rejestracja: 01 lut 2017, 14:51
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: Metanoja1 » 14 sty 2018, 22:52

Katalotka, przeprosił jak umiał... niestety ale wiele jest osób takich, które przepraszają w taki sposób, że człowiek może nie czuć się przeproszony...a właściwie to może się poczuć jakby w mordę kolejny raz dostał....
I dlatego potrzeba byś była człowiekiem modlitwy...i to wystarczy, by znaleźć odpowiedź jak postąpić....Pan Jezus Cię nie zostawi...
Mi chodzi o to byś patrzyła na Niego, bo jak będziesz patrzeć na siebie, przeszłość, wybiegać w przyszłość to są tylko pokusy i nic nie wnoszą... Po prostu sprawiają, że odchodzisz z refleksji zasmucona.
Nikt Ci nie każe współżyć z mężem...czy też od razu zacząć z nim życie pod jednym dachem.... być może nigdy się to nie stanie...ale chodzi o relację....i Ty jesteś silniejsza w tej relacji...
Zresztą to kobieta jest od stawiania granic, więc masz szansę się wykazać...ale możesz też spowodować błędy, które będą miały swoje konsekwencje....tych trzeba się ustrzec...a od wszelkich upadków chroni modlitwa i nie spuszczanie wzroku z Pana...
Czy patrzysz teraz na Niego jako Jego uczennicą czy na samą siebie, by się chronić i zabezpieczyć samemu?
Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. (Rz 8,28)

Lawendowa
Posty: 4024
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: Lawendowa » 14 sty 2018, 23:07

Katalotko - ks. Dziewiecki często podkreśla, by nie mylić miłości z naiwnością. Szczególnie w tak ekstremalnych sytuacjach jak Twoja.
Ulegałaś presji i opresji przez lata, ale poddanie się presji(znów) natychmiastowego powrotu byłoby moim zdaniem zgubne dla Ciebie. Nikt poza Tobą(i Twoją rodziną) nie poniesie skutków Twoich decyzji, a Ty masz prawo, ale i obowiązek zadbać o swoje bezpieczeństwo w pierwszej kolejności. I jeśli jesteś ostrożna, to widocznie masz do tego solidne przesłanki.
"Dać czas czasowi" - te słowa ciągle wracają do mnie, gdy czytam Twoje wpisy z ostatnich tygodni.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

lena50
Posty: 447
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: lena50 » 14 sty 2018, 23:10

katalotka72 pisze:
14 sty 2018, 22:22
helenast nie wyobrażam sobie i nie oczekuję
ale mi chodzi o to, że nie powinnam czuć presji, że tu potrzebny jest czas, bo w moim przypadku czas zadziałał na moją korzyść i pozwolił wiele spraw poukładać
czas.... czas.... czas.....
...i tego się trzymaj Katalotko.
CZAS!
lena50....dawniej lena

Ukasz

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: Ukasz » 14 sty 2018, 23:10

Katalotko - dyskusja chyba w ogóle poszybowała gdzieś daleko od Twojej sytuacji. Nie wiem, czy ktoś rzeczywiście chciał Ci doradzić natychmiastowe i bezwarunkowe przyjęcie męża. Ja na pewno tak nie uważałem i nie uważam.
Czy mogłabyś przy okazji zaspokoić moją ciekawość i napisać, jak to było z zaproszeniem męża na wakacje z Sycharem?

lena50
Posty: 447
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: lena50 » 15 sty 2018, 0:20

Metanoja1 pisze:
14 sty 2018, 22:52
I dlatego potrzeba byś była człowiekiem modlitwy...i to wystarczy, by znaleźć odpowiedź jak postąpić....Pan Jezus Cię nie zostawi...
Metanoja.....naprawde tak myslisz?
Nie mam nic przeciwko modlitwie,sama się nią posiłkowałam,ale nie sądzę,aby to wystarczyło.
Gdyby tak było to po co jakakolwiek zmiana,po co terapia,psycholog skoro wystarczy się modlić,być człowiekiem modlitwy.....no chyba ,że źle to pojmuję.
Metanoja1 pisze:
14 sty 2018, 22:52
Mi chodzi o to byś patrzyła na Niego, bo jak będziesz patrzeć na siebie, przeszłość, wybiegać w przyszłość to są tylko pokusy i nic nie wnoszą... Po prostu sprawiają, że odchodzisz z refleksji zasmucona.

Nie zgadzam się.
W tej konkretnej sytuacji to chyba jak najbardziej trzeba najpierw popatrzeć na siebie,przeszłość i przyszłość.
Nie mylmy miłości z naiwnością.

Nie znam Twojej sytuacji Metanoja,ale skoro wypowiadasz się w czyimś wątku ,to może warto by było coś o danej sytuacji wiedzieć.

Tak sobie jeszcze myślę,co by było gdyby sytuacja się odwróciła i na forum zamiast Katalotki mąż szukał by pomocy.
Zdradziłem,zostawiłem żonę i dzieci....dziś chcę naprawić.

Co byśmy mu radzili ?
Prawdopodobnie jak zwykle.......najpierw zmianę siebie i czas.
lena50....dawniej lena

Metanoja1
Posty: 100
Rejestracja: 01 lut 2017, 14:51
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: Metanoja1 » 15 sty 2018, 7:39

Tak naprawdę tak myślę.
To z modlitwy winny wypływać nasze decyzje, postawy....
Jeśli chodzi o przeszłość i przyszłość, to myślenie tymi kategoriami jest pokusą. Jeśli katalotka przeszła warsztaty to wie, że koncentrować się należy na tu i teraz, na dziś.
Z przeszłości wyciąga się wnioski i oddaje się ją Panu.
Przyszłość powierza się Bożej opatrzności.
Tak naprawdę myślę. Tak też wskazuje Ewangelia.
Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. (Rz 8,28)

Simon

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: Simon » 15 sty 2018, 8:14

katalotka72 pisze:
14 sty 2018, 21:55

nie będę wymagać od niego terapii DDA/DDRR/DDD, bo to już byłoby przegięcie, ale jakieś minimum dla dobra ogółu dobrze by było spełnić
Katalotko, ja uważam, że wobec stosowania przez męża przemocy fizycznej, psychicznej i ekonomicznej na Tobie i rodzinie, jego terapia osobista wręcz POWINNA być wymogiem powrotu. Nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Przeczytałem, co napisałaś - przeszłaś przez piekło. Nikt nie może od Ciebie wymagać, żebyś z otwartymi ramionami przyjęła męża bez żadnych "ale". Ja osobiście nie miałbym tyle siły i zaparcia, żeby taką osobę przyjąć z powrotem, a przynajmniej na dziś tak uważam.

Każda sytuacja jest inna. Ty sama znasz swoją sytuację najlepiej. Ja, podobnie jak Ukasz, nigdy nie uważałem że powinnaś męza przyjąć - wręcz uważałem, że doradzanie Ci tego nie jest na miejscu.

krople rosy

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: krople rosy » 15 sty 2018, 11:33

katalotka72 pisze:
14 sty 2018, 22:22
ale mi chodzi o to, że nie powinnam czuć presji, że tu potrzebny jest czas, bo w moim przypadku czas zadziałał na moją korzyść i pozwolił wiele spraw poukładać
Czas pozwolił Ci stanąć na nogi, wzmocnił Cię i zapewne w wielu aspektach uzdrowił. Przyjęłaś krzyż który nie wpędził Cię w rozpacz a przyniósł wolność, samodzielność i pokój serca. Mąż powinien widzieć i wiedzieć, że czas Waszej rozłąki obydwoje Was ukształtował (choć Jego niekoniecznie w pozytywnym sensie). Ma wiedzieć, że jeśli otworzysz mu drzwi domu i swojego serca to będzie żył u boku zupełnie innej kobiety. Ma wiedzieć, że nie wolno mu stosować wobec Ciebie żadnych sztuczek emocjonalnych (popędzanie, presja, straszenie) gdyż to na Ciebie nie działa. Jeśli nie zrzuci z siebie skóry starego człowieka i nie stanie się nowym dla odbudowy relacji małżeńskiej nie ma sensu odtwarzać dawnych ról.
To TY jesteś Panią tej sytuacji. Przeszłaś taką drogę, która naprowadziła Cię na odpowiednie tory. Wiesz już dokładnie czego chcesz a czego nie chcesz.
A mąż czego chce? Co zrozumiał? Co czuje? Zamiast uciekać z gniewem na wszystkie pojawiające się pytanie powinien sam z sobą najpierw nawiązać kontakt. A potem z Tobą, jeśli naprawdę mu zależy.

bosa
Posty: 343
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: bosa » 15 sty 2018, 15:31

Metanoja1 pisze:
15 sty 2018, 7:39
Tak naprawdę tak myślę.
To z modlitwy winny wypływać nasze decyzje, postawy....
Jeśli chodzi o przeszłość i przyszłość, to myślenie tymi kategoriami jest pokusą. Jeśli katalotka przeszła warsztaty to wie, że koncentrować się należy na tu i teraz, na dziś.
Z przeszłości wyciąga się wnioski i oddaje się ją Panu.
Przyszłość powierza się Bożej opatrzności.
Tak naprawdę myślę. Tak też wskazuje Ewangelia.
A skąd wiesz że katalotka tak nie robi? .Nie modli się i nie szuka odpowiedzi u Pana? .I Pan daje jej odpowiedź..że jeszcze nie teraz ,że nie w taki sposób?..( chodzi mi o przyjęcie męża ).
Ktoś ,kto przeszedł formację w Sycharze jest na zupełnie innym biegunie niż ten ,kto nie przeszedł..
Jeżeli ktoś naprawdę chce , piszę teraz o powracającym małżonku, to znajdzie sposób i będzie wytrwały i konsekwentny w tym co robi..
Kocham Cię Panie, i jedyna łaska o jaką Cię proszę ,to kochać Cię wiecznie.. św.Jan Maria Vianney

Metanoja1
Posty: 100
Rejestracja: 01 lut 2017, 14:51
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: Metanoja1 » 15 sty 2018, 18:23

Bosa, wybacz, jednak nie tego będę uzasadnić. Niech wystarczy że wyczytałam to między wierszami.
Gdyż w postach katalotka nie ma szukania woli Bożej, tego co Bóg chce Jej przez tę sytuację powiedzieć. Jest natomiast wiele lęku, obaw, brak zawierzenia tej sytuacji Bogu, przewidywania jak to może być...
Prawdziwa modlitwa kończy się zawierzeniem Bogu siebie, całej sytuacji i osób które jej dotyczą. Jest zaufaniem, że Bóg dobrze pokieruje, podpowie....Tylko wtedy można zrobić krok następny...
Tymczasem ja widzę patrzenie na samą siebie i chęć ochrony samej siebie w tej sytuacji. I dlatego wskazuję na konieczność modlitwy....
Nie twierdzę że katalotka się nie modli, ale mam obawy, że robić to może źle i dlatego napisałam o tej modlitwie..
Mogę też się oczywiście mylić, ale piszę na podstawie tego, co czytam.
Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. (Rz 8,28)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 16 gości