mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9361
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: Nirwanna » 15 sty 2018, 21:51

Metanoja1 pisze:
15 sty 2018, 18:23
Nie twierdzę że katalotka się nie modli, ale mam obawy, że robić to może źle i dlatego napisałam o tej modlitwie..
Mogę też się oczywiście mylić, ale piszę na podstawie tego, co czytam.
Tak mam coś wrażenie, że jest to przestrzeń, którą nie nam oceniać, zwłaszcza, że Bóg wie, że mamy okresy trudne, pustynne, ale na szczęście po to dał nam Orędownika. "Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. " - (z Listu do Rzymian, 8, 26).
Osobiście usłyszałam dopiero co od spowiednika, że gdy mam trudności w modlitwie, to kluczowa jest wytrwałość, trwanie na modlitwie. Na ten moment to wystarczy.
Ufam, że i u katalotki na ten moment to wystarczy. A co będzie później - Bóg jeden wie.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

lena50
Posty: 447
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: lena50 » 15 sty 2018, 23:20

Metanoja1 pisze:
15 sty 2018, 7:39
Tak naprawdę tak myślę.
Ok.....przyjmuje,szanuje twoje zdanie ,ale się nie zgadzam.
lena50....dawniej lena

agaton
Posty: 35
Rejestracja: 30 lis 2017, 22:41
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: agaton » 16 sty 2018, 1:04

Jednak pewne zastrzeżenie mam, gdzie ja pisałam o forum?
Zeniu 1780, kamień spadł mi z serca, że to nie dotyczy forum; bo tutaj widać to niestety często.
Tak jak pisze Renata 11, to proces długotrwały, trudny i nie da się go przerobić w trybie przyśpieszonym, żeby już, natychmiast sprowadzić odchodzącego małżonka do domu. I mimo najszczerszych chęci to musi długo trwać, tak długo aż porzucony/zdradzony na prawdę uwierzy, że może żyć samodzielnie. I to żyć a nie wegetować w rozpaczy i choćby nawet bez udziału świadomości ,po cichu jednak liczyć na powrót wiarołomnego/wiarołomnej. Ten warunek wydaje się być niezbędnym, żeby w pełnej wolności (a nie pod "przymusem") podjąć decyzję o przyjęciu tego, kto zranił i zdradził.
Mam silne wrażenie,że może właśnie też te osoby, które same mają nadal problem nierozwiązany tak "natarczywie" (usilnie) namawiają piszącą o szansie powrotu osobę, między innymi Katalotkę.
Jestem pełna prawdziwego podziwu, jak udało Ci się Katalotko pokonać i to zgodnie z nauką Kościoła te wszystkie przeciwności,
że znalazłaś spokój po tylu traumatycznych przeżyciach i na prawdę w osłupienie wprawiają mnie komentarze, które "w podtekście"
sugerują, że może jednak za mało "chcesz" żeby mąż do Ciebie wrócił, za mało, albo Żle się w tej intencji modlisz.
Przecież ten cytat mówi wszystko
zaraził mnie choróbskiem od Rumunki i więcej przez takie upokorzenie i ruinę finansów nie zamierzam przechodzić
7 lat od jego zdrady to nie czas usłany różami i z orkiestrą w tle, to rok umierania, potem prawie 2 lata rozwodu, eskalacji jego nienawiści do mnie, zatruwanie mi życia na każdym kroku, wtargnięcia do domu, zabierania sprzętów, narzędzi, wzywania policji na synów, umilanie każdej możliwej chwil
Po takim wyznaniu nie odważyłabym się nawet nieśmiało sugerować, żeby Katalotka odważyła się spróbować przyjąć męża, bo jeśli to zrobi, to w całkowitej wolności i bez najmniejszych nacisków.
I na prawdę w moim Kościele trudno mi sobie wyobrazić, żeby którykolwiek z księży mógł do takiego czynu zachęcać. Ojciec Szustak, też gdzieś tam mówił, że nie można mylić naiwności z miłością-właśnie w kontekście miłości małżeńskiej.
Jasne po przepracowaniu, tylko ile lat musi trwać skuteczne przepracowywanie przy takich przewinach i wieloletnim wyłączonym sumieniu?

katalotka72
Posty: 155
Rejestracja: 16 mar 2017, 18:52
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: katalotka72 » 16 sty 2018, 20:11

poszłam krok dalej i wzięłam sprawy w swoje ręce
po jego wpisach, że nie potrzebuje i nie będzie miał spowiednika, że wystarczy "sluchac logicznie myslec prawidlowo dzialac nie szkodzic innym przyjmowac ich takimi jak sa.starac sie ich szanowac" zapytałam czy rozmawiał z kimś o naszej sytuacji, że dla mnie to byłby mądry ksiądz, terapeuta lub serdeczny przyjaciel, jeżeli nie to jaką ma wizję tego wszystkiego, czego oczekuje i jak będzie działał
chciał rozmawiać, ale byłam w pracy więc się odwlekło

Ukasz
nie mówiłam mu jeszcze o wyjeździe z Sycharem, bo nie było okazji, ta myśl przyszła mi nagle i przyglądam się jej ze wszystkich stron, na tym etapie naszej "znajomości" może zbyt szybko, do marca jeszcze trochę czasu

katalotka72
Posty: 155
Rejestracja: 16 mar 2017, 18:52
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: katalotka72 » 16 sty 2018, 20:28

i tak mi się przykleiło:
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem;
Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu,
To się wzbija, to w głąb wali;
Nie lgnie do niego fala, ani on do fali;
wieszcz A. Mickiewicz

Metanoja1
Posty: 100
Rejestracja: 01 lut 2017, 14:51
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: Metanoja1 » 16 sty 2018, 21:17

Kasiu, modlimy się za Was codziennie.
Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. (Rz 8,28)

Ukasz

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: Ukasz » 17 sty 2018, 0:03

Katalotko,

dzięki za odpowiedź.
Simon pisze:
15 sty 2018, 8:14
Ja, podobnie jak Ukasz, nigdy nie uważałem że powinnaś męza przyjąć - wręcz uważałem, że doradzanie Ci tego nie jest na miejscu.
Dopowiem, że nie uważałem za właściwe
natychmiastowe i bezwarunkowe przyjęcie męża
oraz wymaganie od niego nawrócenia, bo to poza jego wolą. Natomiast stawianie warunków - oczywiście tak, i to na szczęście jest dla Katalotki oczywiste. Pozostaje modlić się wraz z nią o rozeznanie, jak to robić.

krople rosy

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: krople rosy » 17 sty 2018, 11:21

katalotka72 pisze:
16 sty 2018, 20:11
zapytałam czy rozmawiał z kimś o naszej sytuacji, że dla mnie to byłby mądry ksiądz, terapeuta lub serdeczny przyjaciel, jeżeli nie to jaką ma wizję tego wszystkiego, czego oczekuje i jak będzie działał
chciał rozmawiać, ale byłam w pracy więc się odwlekło
Nie ucieknie to, co się odwlecze. Zadałaś mężowi kilka pytań, niech z nimi zostanie....może coś wymyśli.
Wczoraj rozmawiając z mężem dotarliśmy do konkluzji, że gdy człowiek chce słuchać Boga i powierza mu swą drogę szukając dobra nie tylko dla siebie ale także dla innych to i tak się stanie tak, jak Bóg chce. Tylko gdy się szarpie i chce wyrwać jak najwięcej dla siebie to idzie jak dziecko we mgle....nie wiadomo dokąd. A potem gdy gruchnie na niego dojrzały owoc jego życia to ma pretensje do Boga. A trzeba było słuchać....stawiać ostrożnie kroki....nie wymądrzać się ....
Jeśli jesteś w kontakcie z Bogiem Katalotko to nic się złego nie stanie. To chciałam wyartykułować :)

Mirakulum
Posty: 4474
Rejestracja: 16 sty 2017, 19:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: Mirakulum » 19 sty 2018, 10:57

Katalotko - dopiero teraz przeczytałam cały wątek - witaj w klubie himalaistów

Nasz pierwszy Gdański kapłan sycharowski Ks Marcin mówił, że

ratowanie małżeństwa samemu z Bogiem, to jak wspinanie się po Tatrach

Powrót współmałżonka to inna opowieść

więc witam w Himalajach

Jest tu nas już trochę.


Wyższe góry, trudniej, czasem zimniej, ale widoki piękniejsze i bliżej Boga.

Pogody Ducha i do zobaczenia w drodze

katalotka72
Posty: 155
Rejestracja: 16 mar 2017, 18:52
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: katalotka72 » 23 sty 2018, 21:44

długa i poważna rozmowa odbyła się w niedzielę
nie powiedziałam wszystkiego co Wam tu napisałam, ale o zapchajdziurze min. było
dowiedziałam się, że właściwie to on nie wie dlaczego był z Marianą, a właściwie wie!! - bo ona się do niego przyczepiła :lol:
no tekstów trochę dziwnych było łącznie z opowieściami, że się nie zmienił, jaki był taki jest
sporo z siebie wyrzuciłam, było kilka chwil z narastającym napięciem z jego strony, ale grzecznie wysłuchał co miałam do powiedzenia
zaprosiłam go grzecznie do Białowieży, nie powiedział nie, ale wolne zależy od urlopu firmy - nie wie kiedy zamykają
zaprosił mnie do siebie żebym zobaczyła jak żyje

nie wiem co z tego wyjdzie, ale już nie panikuję, spokój daje mi to, że postawiłam granice, wszystko toczy się na moich, bezpiecznych warunkach i przede wszystkim jestem prawdziwa, nie boję się mówić tego co myślę, a wiele lat miałam z tym problem spotykając się z jego krytykanctwem i obrażaniem
jest dobrze :)

twardy
Posty: 1770
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: twardy » 23 sty 2018, 22:24

katalotka72 pisze:
23 sty 2018, 21:44
jest dobrze :)
To dobrze, że jest dobrze :D

krople rosy

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: krople rosy » 24 sty 2018, 13:25

katalotka72 pisze:
23 sty 2018, 21:44
nie wiem co z tego wyjdzie, ale już nie panikuję, spokój daje mi to, że postawiłam granice, wszystko toczy się na moich, bezpiecznych warunkach i przede wszystkim jestem prawdziwa, nie boję się mówić tego co myślę, a wiele lat miałam z tym problem spotykając się z jego krytykanctwem i obrażaniem
jest dobrze :)
I to jest Twój sukces na który pracowałaś wiele lat. W zderzeniu z taką Twoją postawą mąż albo ugnie karku i coś zrozumie albo Go ta Twoja postawa przerośnie i da sobie spokój. Decyzja należy do niego.

Simon

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: Simon » 24 sty 2018, 13:44

katalotka72 pisze:
23 sty 2018, 21:44

dowiedziałam się, że właściwie to on nie wie dlaczego był z Marianą, a właściwie wie!! - bo ona się do niego przyczepiła :lol:
Wow, no to nieźle się do niego przyczepiła, że tyle lat jej nie mógł odczepić :lol: nawet przez proces rozwodowy pewnie też przeszła za niego :P Cóż, to świadczy o tym, że rzeczywiście jaki był - taki jest...dodatkowo nic nie przemyślał i nie wyciągnął żadnych wniosków :roll:

ALE...
katalotka72 pisze:
23 sty 2018, 21:44
nie wiem co z tego wyjdzie, ale już nie panikuję, spokój daje mi to, że postawiłam granice, wszystko toczy się na moich, bezpiecznych warunkach i przede wszystkim jestem prawdziwa, nie boję się mówić tego co myślę, a wiele lat miałam z tym problem spotykając się z jego krytykanctwem i obrażaniem
jest dobrze
...to co należało do Ciebie, rozegrałaś mistrzowsko ;) Brawo, katalotko! ;)

katalotka72
Posty: 155
Rejestracja: 16 mar 2017, 18:52
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: katalotka72 » 24 sty 2018, 14:44

dzisiaj zapytał gdzie jest jego obrączka :o :o :o :o :o

BjD
Posty: 88
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:38
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: mąż przemówił - ku pokrzepieniu kryzysowiczom?

Post autor: BjD » 24 sty 2018, 20:43

Mój wyprowadził się do kochanki w obrączce, zdjął ją po jakiś 2 tygodniach....... potem sporo czasu było widać, że coś na tym palcu było :lol: 😉😉 .... teraz minęło już 3 lata.... mam nadzieję, że jednak mąż tej obrączki nie pozbył się. Super, że wzięłaś sprawy w swoje ręce !!

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości