Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Aleksander
Posty: 875
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Aleksander » 19 lip 2018, 7:44

Amica pisze:
19 lip 2018, 2:16
Więc podkreślam - że jeśli sąd biskupi orzeknie, że moje małżeństwo jest ważne, to ja wiem, jaki będę miała kierunek. Będę wierna, będę nosić obrączkę i mąż będzie mógł na mnie liczyć - oddam mu nerkę, ostatnie 10 zł, pocieszę, jeśli umrze mu ktoś bliski, zaopiekuję się w chorobie. Ale na pozostałe kwestie - jak oddanie na co dzień, intymność, beztroska, zaufanie - nie będzie mógł liczyć.
Droga Amico - warunkujesz i wybiegasz w przyszłość.

Ja doskonale Cię rozumiem - przeżywam to na co dzień - moja żona również "zabiła" tamtą dziewczynę, którą poznałem... - na co dzień mierzę się z odbudową zaufania, intymności i beztroski. Miałbym jej teraz powiedzieć (po jej powrocie) - "Nie możesz liczyć na to co wcześniej - zgrzeszyłaś... - nie odtrącę Cię ale i nie otworzę przed Tobą ponownie" ?
Amica pisze:
18 lip 2018, 16:38
Mój mąż "zabił" tamtego chłopaka, za którego wyszłam za mąż. A ten "nowy" nadaje na innych falach, całkiem odmiennych.
Tak - teraz mąż nadaje na nowych, innych falach. Teraz.
Ale dopuszczasz do myśli możliwość, że skoro mąż... raz zmienił się w "nowego"... całkiem odmiennego - to czy kiedyś ma szansę zmienić się w tego co wcześniej - ba... może nawet w jeszcze "lepszego"? :)

Smutek
Posty: 259
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Smutek » 19 lip 2018, 9:14

Amica
Doskonale rozumiem co piszesz i odnajduję się w tym. Na chwilę obecną stwierdzenie, że kocham swojego męża to głęboko przemyślana decyzja, a nie uczucie, nie emocje, a myślałam naiwnie, że to się nigdy nie zmieni. W tej chwili nie chcę go nawet spotkać.
Uważam, że to naturalne. Poczucie krzywdy powoduje, że ciężko w jednej chwili, zwłaszcza po wielu wysiłkach włożonych w ratowanie małżeństwa, nadstawić drugi policzek.
Oczywiście są różne postawy, różne poziomy dojrzałości itp., ale nikt nie jest z drewna, mamy uczucia.
Osobiście nie wybiegam myślami, aż tak do przodu jeśli chodzi o ewentualny powrót małżonka, raczej wdzierają mi się myśli do głowy o zapowiedzianym przez męża rozwodzie, ale wiem, że mimo wiary, nadziei, odbudowa takiego związku to ciężka praca. Nie twierdzę, że jest to niemożliwe, nie twierdzę też, że mąż nie może stać się z Bożą pomocą lepszym człowiekiem niż był, ale nie mamy możliwości "nakazać" sobie określonych postaw, uczuć, jeśli w danym momencie czujemy tak, a nie inaczej. Bóg i czas działają, dlatego nie mówię, że to ostateczność, ja ciągle liczę na Jego interwencję i wierzę, że jeśli On zechce, będę potrafiła wybaczyć, pokochać "nową" miłością, budować związek. Jednocześnie jednak zaczynam się zastanawiać czy nie zaczynam umartwiać się na siłę, cierpieć dla cierpienia, być bardziej papieska niż papież.
Rozmawiałam z kilkoma księżmi i mówili praktycznie to samo, że stwierdzenie czy małżeństwo było ważnie zawarte to nie grzech i wszyscy mamy taką możliwość. W pierwszym etapie kryzysu taka myśl to było dla mnie prawie świętokradztwo, nie twierdzę też, że teraz się ku temu skłaniam, bo ciągle modlę się i pracuję nad sobą, ale w przyszłości nie mogę wykluczyć, że nie podejmę tego kroku.
To są bardzo delikatne kwestie i jak wiadomo każdy przypadek jest indywidualny.
Podziwiam postawę okazywania miłości "mimo wszystko", ale czasami, mam wrażenie, przynosi to inny skutek niż przypuszczamy. Tak przynajmniej było w moim przypadku, mąż się rozzuchwalił. Może jednak ja robiłam to nieumiejętnie, bo ciągle błądziłam i nadal szukam swojej drogi.
Pozdrawiam.

zenia1780
Posty: 1919
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: zenia1780 » 19 lip 2018, 9:23

Amico, kochana, w kwestii obecnej postawy wobec męża, masz jak największą słuszność. Myślę, że wbrew temu co sama sądzisz, Tatuś wysłuchał Twoich modlitw i pokazuje jak dzisiaj masz męża kochać. DZISIAJ. On widocznie wie, że na ten moment inna postawa mogłaby być dla Ciebie, męża i małżeństwa niszcząca. Jest takie trochę wyświechtane niestety już zdanie Jezusa o wytrwałości w modlitwie:
7 Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. 8 Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą
(Mt7 7-8)


Większość osób (mam również wrażenie, że i Ty poniekąd ) zatrzymuje się tylko na tych dwóch wersetach, żaląc sie że Bóg nie wysłuchuje, nie daje tego o co prosimy. Czytając jednak tę perykopę dalej można zobaczyć w niej coś takiego:

9 Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? 10 Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? 11 Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą.
(Mt7 9-11)


Czy na ten moment dobrem dla Was, dla Ciebie i męża będzie, abyś kochała go miłością pelikanią (że tak Szustakiem dalej pojadę)? Widocznie według Taty nie, zatem dlatego teraz inną miłość do męża Ci proponuje i w serce wkłada.
Pięknie wsłuchujesz się w to co Bóg do Ciebie mówi. :D
Dlatego własnie zawsze staram się zwracać uwagę na to aby każda, ale to każda decyzja w życiu (zwłaszcza tak trudna) była przemodlona i uzgodniona z Tatą, bo tylko On widzi całość, widzi nasze serce z jego gotowościami i brakami i tylko On wie co w tym momencie będzie dla nas dobrem. Dlatego ja nie namawiam Cię abyś robiła to inaczej aniżeli Tatuś Cię prowadzi, ale abyś ciągle się w Niego wpatrywała i Jego pytała... Abyś oddała Mu serce i pozwoliła je sobie uzdrowić, tak jak On tego chce...

Pomijając fakt, że jest to rozmowa o hipotetycznym tylko powrocie małżonka (z Twojej strony, bo ja w ogóle o czymś innym pisałam), to popatrz, Ty to rozwiązanie jakie na ten moment dał Ci Bóg, rozciągasz na resztę życia. Już teraz zakładasz, że nie będziesz męża kochać inaczej jak teraz, że nie dasz rady. Dlaczego? Bo nie wierzysz, że Bóg może zmienić i uzdolnić zarówno Twoje jak i męża serce do kochania mądrego i pięknego, czy dlatego, że nie chcesz aby tak się stało i taką podjęłaś decyzję?
DECYZJA. Czy nie tu jest pies pogrzebany? I nie zrozum mnie źle, ja samą tę decyzję rozumiem i szanuję, jedyne czego nie rozumiem, to założenia jej ostateczności, braku otwartości na dalsze prowadzenie przez Tatę.
Piszesz:
Amica pisze:
19 lip 2018, 2:16
Muszę jakoś żyć, ułożyć sobie kształt tego mojego życia. Bo ono jest też ważne.
Twoje życie jest bardzo ważne. I jak najbardziej, powinnaś jego kształt układać według tego jak Bóg teraz Cię prowadzi. TERAZ.
Jezus w Ewangelii powiedział coś takiego:

30 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? 31 Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? 32 Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. 33 Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. 34 Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy8.
(Mt6 30-34)


Popatrz na ten fragment, nie w sensie materialnym, ale własnie układania życia i jego kształtu. Nie mówię, żebyś nie kreśliła ogólnego zarysu życia według danych jakie masz teraz, ale zastanów się, czy jest w Tobie taka gotowość, aby ten zarys uległ zmianie, kiedy/jeśli Tatuś zaproponuje Ci coś zupełnie odmiennego? Czy ufasz Mu na tyle aby mieć taką gotowość serca?

I ja własnie o tym staram się pisać, o tworzenie takiej relacji Ja->Bóg, w której pozwalam Bogu tworzyć inne moje relacje, miedzy innymi i tę Ja->mąż
I to wszystko co pisałam o miłości, jest własnie wynikiem mojej relacji Ja->Bóg

Przytulam cieplutko Kochana

PS. Mam nadzieje, ze teraz w miarę czytelnie się wyraziłam :roll:
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

zenia1780
Posty: 1919
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: zenia1780 » 19 lip 2018, 9:26

Pisałyśmy niemalże równocześnie Smuteczku :D


Mam ogromną nadzieje, że to moje pisanie komuś pomoże :)
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

Smutek
Posty: 259
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Smutek » 19 lip 2018, 9:37

Tak zenia1780 😁
I ja również nie zakładam "ostateczności" moich uczuć i postaw, bo dla Boga nie ma nic niemożliwego. A to, że w danej chwili czuję tak jak czuję, jeśli tylko współpracuję z Tatą, widocznie takie ma być i jest dla mnie na ten moment "dobre".

Camilaa
Posty: 283
Rejestracja: 19 sty 2018, 20:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Camilaa » 19 lip 2018, 9:55

Amica, Smutek, Zenia
Na ten moment nasze zranienia są tak duże ze ciężko spojrzeć na męża z miłością i otwartością na Boży plan...
Ja od razu chciałam odbudowywać i pokazać ze przecież to nie może tak byc że koniec . z nami. a im bardziej się starałam tym mąż się bardziej rozuchwalal a moje zranienia rosły, i teraz jestem zblokowana , i taka moja decyzja ze nie będę mu okazywać miłości jak bym mogla bo to naiwność...
Więc rozumiem ze Amica nie widzisz możliwości otwarcia sie ns męża i na intymność kiedyś między wami i zaufanie bo na te chwilę nie wierzysz ze to jest możliwe. Ja tez nie umiem byc otwarta na to wszystko wiec staram sie nie myśleć w przyszłość zeby nie projektowac i nie analizować bo to do niczego nie prowadzi. Otwieram się na brak planowania wspólnej przyszłości a wręcz planuje co ja bedę robic dla, siebie i dzieci. A wszystko inne to na bieżąco staram sie przemodlic przemyśleć i wyciągnąć pozytywny,może w ten sposób odnajde swoja drogę...

Langusta
Posty: 18
Rejestracja: 10 lut 2018, 19:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Langusta » 19 lip 2018, 10:00

Zenia, pięknie piszesz.
Proszę Boga o łaskę takiej wiary, takie zaufanie, oddanie się zupełnie Jemu, Jego woli... Błagam o umiejętność totalnego zawierzenia i wsłuchania się w to co do mnie mówi ...
Niestety ciagle jeszcze jestem słabym, małym człowieczkiem, który nie może oderwać się od swoich ludzkich lęków, poczucia wyrządzonej krzywdy, zawodu, który sprawił mi inny słaby człowiek ...
Budzę się z tym, całymi dniami mam w to głowie, również podczas modlitwy, pracy...i zasypiam z tym...Jestem tym już strasznie zmęczona...Ciagle moja miłość do Taty jest jakby na drugim miejscu...Przysięgam, że pragnę z całego serca, żeby było inaczej...

Amica

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Amica » 19 lip 2018, 10:00

Aleksandrze, nie wiem, jak to się stało, ale chyba przeoczyłam informację, że wzięliście z żoną ślub kościelny.

Bo chyba nie pisałbyś takich rzeczy, że żona "grzeszyła z kimś innym", a po powrocie do niesakramentalnego związku już nie grzeszy. ;) Przykro mi - grzeszy tak samo. No chyba że żyjecie w białym małżeństwie. :)

W przyrzeczeniu na ślubie cywilnym nie przysięga się wierności, ani tego, że się do śmierci nie opuści. A jedynie to, że uczyni się wszystko, aby małżeństwo było szczęśliwe i trwałe. To nie oznacza dozgonnej obecności - bo zawsze można powiedzieć: starałem się, uczyniłem wszystko, ale ups, nie udało się. Tak właśnie myśli i rozumuje mój niewierzący mąż. Ślubów cywilnych można wziąć nieskończenie wiele.

Mamy więc jednak trochę inne sytuacje. Gdybyśmy z mężem byli tylko po ślubie cywilnym, a on powiedziałby, że nie chce już ze mną być - pomogłabym mu się spakować i życzyłabym mu SZCZERZE szczęścia na nowej drodze życia. :) Pocierpiałabym trochę, ale miałabym szansę i nadzieję na spotkanie tej właściwej osoby. Nie miałabym poczucia, że coś stoi na głowie, skoro MÓJ MĄŻ, którego nazywam mężem i zawsze nim będzie, zgodnie z prawem nazywa siebie mężem np. drugiej kobiety. A ją nazywa swoją żoną. Chore.


Ja wybiegłam już w przyszłość 16 lat temu, zakładając, że ślubuję do końca życia wierność i miłość mężowi. Nie mówię nic nowego, jedynie potwierdzam swoją przysięgę złożoną wtedy na ślubie. Ale na przysiędze nic nie było o tym, że można w imię sakramentu deptać bezkarnie po małżonku, bo ten i tak ma obowiązek wybaczyć, przyjąć i kochać jakby nic się nie stało. :) W ten sposób sami stwarzamy pogubionemu małżonkowi okazję do robienia zła, kolejny raz i kolejny. Bo żona/mąż zawsze wybaczy i będzie tak samo tulił i kochał, jak zawsze. Po co wtedy być wiernym? Lepiej mieć sobie skoki w bok, a jak się nie uda, to siup - do żonki, do męża. Uważam, że taka postawa jest niezwykle szkodliwa i jak pokazuje np. nawet nasze forum - zwyczajnie NIE DZIAŁA. Polecam wątek Pogodnej.
Ostatnio zmieniony 19 lip 2018, 10:25 przez jacek-sychar, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Poprawiono na prośbę autora

Amica

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Amica » 19 lip 2018, 10:19

Zeniu, dziękuję za Twoje posty. Są jak plasterki. <3

Smuteczku, jeśli są wątpliwości co do ważności Sakramentu, to mamy nie tylko takie prawo, ale i obowiązek. Bo skoro dowiedzieliśmy się o czymś, co może stanowić przesłankę, to należy to zbadać, aby nie żyć w kłamstwie. Ja nie brałam pod uwagę nawet tego. Nawet cały rok po pierwszej ostatecznej rozmowie z mężem. Po upływie roku, tuż przed nieformalną separacją zarzucił mi strzał w plecy: że dla niego małżeństwo nie jest ostateczne, że ożenił się pod presją, że nie był zakochany, że nie kochał, a uczucie udawał. To że udawał przez 16 lat to też dodał, chociaż to się akurat do sprawy nie liczy. Liczy się dzień ślubu. No cóż. To poważne przesłanki i choćby nagle miał jutro wrócić i budować od nowa, to i tak chciałabym, aby sąd to zbadał, czy wszystko jest ok. Myśl o tym, że skoro nie wiem, czy moje małżeństwo jest sakramentalne i czy Bóg w tej sytuacji "nie działa w naszej sprawie", tak jak nie współdziała w grzechu - powoduje, że nie mam pewności, czy na pewno idę dobrą drogą.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 667
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: ozeasz » 19 lip 2018, 11:10

Amica pisze:W idealnym małżeństwie -poza wiernością, troską o małżonka do końca życia jest jeszcze intymność - czyli zaufanie, czułość erotyczna, więź, poczucie humoru, spokój i poczucie bezpieczeństwa. I nie wiem, jak Ci to wytłumaczyć, że można kochać kogoś, a nie czuć tego wszystkiego, co wymieniłam.

Rozumiem że Ty tak masz , wierzę w to , ja dzieliłem się tym że Jezus powołuje mnie do pójścia za Nim …..
Amica pisze: Jeśli Twoim zdaniem, Ozeaszu, ta moja miłość jest kulawa, nie-Boża, niepełna, niebiblijna, to trudno. Gdybym kochała inaczej, pewnie byłabym Jezusem, ale nie jestem. Modlę się o to, by kochać, jak Jezus, ale nie wiem, czemu moje modlitwy nie zostają wysłuchane, wręcz przeciwnie. Postanowiłam się temu poddać i nie walczyć z tymi postanowieniami. Muszę jakoś żyć, ułożyć sobie kształt tego mojego życia. Bo ono jest też ważne.


Moim celem nie jest ocenianie Twojej postawy ,życia ,bo ona , ono jest Twoje , a dzielenie się swoim , bo każdy z nas ,ja sam też kiedyś inaczej widziałem świat ,a to się zmienia , zmienia je każde słowo wypowiedziane i usłyszane ,sytuacja , wysłuchanie lub odrzucenie szeptu w sercu , odpowiedź na nie .

To doświadczenie z mojego życia , bo wierzę Św. Pawłowi , że :
...wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa.....Rz 10,17
Amica pisze:Modlę się o to, by kochać, jak Jezus, ale nie wiem, czemu moje modlitwy nie zostają wysłuchane, wręcz przeciwnie.
Amico do mnie coraz mocniej dochodzi to ,że nie modlitwa jest ważna ,a poznanie ,relacja z Jezusem , bo jeśli z Nim zaczynam żyć jak z Przyjacielem , to i cisza między nami jest modlitwą czasem , ale przede wszystkim ,ciężar wagi przesuwa sie w poznanie Go nie uzyskanie czegoś od Niego

Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. 17 To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali. J15,14-15
Amica pisze:Ale na przysiędze nic nie było o tym, że można w imię sakramentu deptać bezkarnie po małżonku, bo ten i tak ma obowiązek wybaczyć, przyjąć i kochać jakby nic się nie stało. W ten sposób sami stwarzamy pogubionemu małżonkowi okazję do robienia zła, kolejny raz i kolejny. Bo żona/mąż zawsze wybaczy i będzie tak samo tulił i kochał, jak zawsze. Po co wtedy być wiernym? Lepiej mieć sobie skoki w bok, a jak się nie uda, to siup - do żonki, do męża. Uważam, że taka postawa jest niezwykle szkodliwa i jak pokazuje np. nawet nasze forum - zwyczajnie NIE DZIAŁA. Polecam wątek Pogodnej.

A gdzie tu wolność Amico ? Nie ma miłości bez wolności ,jeśli tak sie dzieje ,to nie dar z siebie a danina , podatek ....


Zapytałaś po co być wiernym ? No właśnie , po co ? Czy jest to wybór dokonany w wolności ,miłości ,z serca i wtedy jest ugruntowany w wartościach ,czy jest to "pusty obowiązek" do wypełnienia , który jest tylko narzucony , jak niejeden widzi choćby dekalog ?

Jeśli jest się "niewolnikiem" ,nie przyjacielem jest to zwykle nie do pojęcia , trzeba się na nowo narodzić żeby widzieć też "inny swiat" ,żeby obowiązek zastąpiło pragnienie serca .....żeby zacząć kochać ,a nie tylko nie czuć ....

Tak to widzę , a moje słowa w Tym wątku nie są słowami krytyki skierowanymi pod Twoim adresem ,a dzieleniem się moim życiem , to co piszesz trafia i do mnie ,a to jest moja intencją ,aby każdy w wolności mógł wyrazić siebie i wziąć co sam chce wziąć ,nic nie narzucając drugiemu , pozdrawiam Cię serdecznie .
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

krople rosy
Posty: 952
Rejestracja: 06 sty 2018, 12:40
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: krople rosy » 19 lip 2018, 11:36

ozeasz pisze:
19 lip 2018, 11:10
eśli jest się "niewolnikiem" ,nie przyjacielem jest to zwykle nie do pojęcia , trzeba się na nowo narodzić żeby widzieć też "inny swiat" ,żeby obowiązek zastąpiło pragnienie serca .....żeby zacząć kochać ,a nie tylko nie czuć ....
Dodam do tego co napisałeś Ozeaszu, że dla mnie owo narodzenie się na nowo jest łaską, o którą należy Boga prosić a nie pragnieniem które się pojawia na nasze pstryknięcie.
Nawrócenie serca i przemiana starego człowieka w nowego to proces na który w pokorze i pokoju swego serca należy się zgodzić jesli oczywiście takie ma się pragnienia. Ja też bym już chciała być ponad niektórymi swoimi stanami , uczuciami, potrzebami a jednak dalej zmuszona jestem konfrontować się z sobą samą i ze swoimi grzechami, wadami, dysfunkcjami.
Po coś ten proces jest. Najpierw człowiek musi się zderzyć z tym kim jest by zapragnął być kimś innym.
Prawda o mnie ma być wyzwalająca i motywująca do nawrócenia.
Dziś mam widzieć: że czegoś nie chcę, czegoś nie potrafię, czegoś sobie nie wyobrażam, czegoś nie oddam, czegoś nie czuję....taka jest prawda o mnie i mam to widzieć i wiedzieć.
A ponieważ z czasem przekonam się, że to co we mnie jest bezproduktywne i nie rokuje żadnego wzrostu i kroku do przodu to dopiero wtedy mogę chcieć i zapragnąć czegoś co nie jest ode mnie i ze mnie a co czyni mnie tylko otwartym naczyniem Bożym.

,,Im ja będę mniejszy....TY będziesz większy
taki mały będę kochał Ciebie
Gdy ja będę niczym, Ty będziesz wszystkim
chcę miłością stać się w Twoim sercu....''
https://www.youtube.com/watch?v=oLO7Od8BDuw

zenia1780
Posty: 1919
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: zenia1780 » 19 lip 2018, 11:45

Camilaa pisze:
19 lip 2018, 9:55
Ja od razu chciałam odbudowywać i pokazać ze przecież to nie może tak byc że koniec . z nami. a im bardziej się starałam tym mąż się bardziej rozuchwalal a moje zranienia rosły, i teraz jestem zblokowana ,
Tak, to częsty błąd, który takimi owocami skutkuje. Też taki etap przeszłam, Etap panicznego, wręcz chorego okazywania miłości w niewłaściwym momencie, zarówno dla męża, jak i dla mnie, przez co bardzo siebie, nas oboje właściwie, poraniłam (bo rozzuchwalenie małżonka o jakim piszesz, też jest pewnego rodzaju raną dla jego serca i duszy).
Camilaa pisze:
19 lip 2018, 9:55
Ja tez nie umiem byc otwarta na to wszystko wiec staram sie nie myśleć w przyszłość zeby nie projektowac i nie analizować bo to do niczego nie prowadzi. Otwieram się na brak planowania wspólnej przyszłości a wręcz planuje co ja bedę robic dla, siebie i dzieci. A wszystko inne to na bieżąco staram sie przemodlic przemyśleć i wyciągnąć pozytywny,może w ten sposób odnajde swoja drogę...
I to na ten moment jest dobra postawa, jeśli z Tatą uzgodniona. Jednak w niczym ta obecna postawa nie przeszkadza, aby otworzyć się na Boga, a wręcz jest idealnym momentem aby to zrobić.
Langusta pisze:
19 lip 2018, 10:00
Niestety ciagle jeszcze jestem słabym, małym człowieczkiem, który nie może oderwać się od swoich ludzkich lęków, poczucia wyrządzonej krzywdy, zawodu, który sprawił mi inny słaby człowiek ...
Budzę się z tym, całymi dniami mam w to głowie, również podczas modlitwy, pracy...i zasypiam z tym...Jestem tym już strasznie zmęczona...Ciagle moja miłość do Taty jest jakby na drugim miejscu...Przysięgam, że pragnę z całego serca, żeby było inaczej...
Langusto, znasz to?

11 Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was - wyrocznia Pana - zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie. 12 Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do Mnie swe modlitwy, a Ja was wysłucham. 13 Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca. 14 Ja zaś sprawię, że Mnie znajdziecie - wyrocznia Pana - <i odwrócę wasz los, zgromadzę spośród wszystkich narodów i z wszystkich miejsc, po których was rozproszyłem - wyrocznia Pana - i przyprowadzę was do miejsca, skąd was wygnałem>5.
(Jr29 11-14)


Wszystko, ale to wszystko w naszym życiu jest łaską, nawet dar zaufania Bogu. Jeśli zatem o nią prosimy, to ją otrzymamy, jak wyżej jest powiedziane.

A tak na marginesie, to dla mnie tym miejscem, z którego Bóg mnie wygnał, jest miejscem przy Bogu, przy Jego Miłości, dobroci, OBECNOŚCI... już tu na ziemi. I też wcale nie jest tak , że ja tam jestem i to mam ciągle, bo też podobnie jak Ty ciagle jeszcze jestem słabym, małym człowieczkiem, który nie może oderwać się od swoich ludzkich lęków, poczucia wyrządzonej krzywdy, zawodu, który sprawił mi inny słaby człowiek .. Ale wiem również, że do tego miejsca można dotrzeć, choćby na chwilkę...

Tak wiec jak napisałam już Camilce, jesteśmy w najlepszych miejscach aby do tego dotrzeć, jednak wymaga to przynajmniej odrobiny naszego zaangażowania i pracy, Bo łaska opiera się jednak na naturze, czyli naszym działaniu.
Tu jedna z możliwości:

https://www.youtube.com/watch?v=PgEmGkwIZ6c&t=572s

Ja na nowo zaczynam orkę na ugorze własnego serca zgodnie ze zdaniem św Ignacego Loyoli
Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie.

Mozę się przyłączycie?


Pozdrawiam :)
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

Pantop
Posty: 1333
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Pantop » 19 lip 2018, 11:54

Amica pisze:W idealnym małżeństwie -poza wiernością, troską o małżonka do końca życia jest jeszcze intymność - czyli zaufanie, czułość erotyczna, więź, poczucie humoru, spokój i poczucie bezpieczeństwa. I nie wiem, jak Ci to wytłumaczyć, że można kochać kogoś, a nie czuć tego wszystkiego, co wymieniłam.
Szanowna pani prezes Amico!

Cudowne to ostatnie zdanie. (bombonierka Rafaello dla Ciebie :P )
No tak - jakże żyć w małżeństwie (tym bardziej IDEALNYM) bez: wierności, troski, intymności, zaufania, czułości erotycznej, więzi, poczucia humoru, spokoju i sakramentalnego już u kobiet - poczucia bezpieczeństwa? (byłoby cokolwiek trudno :lol: )
Gdy w/w czynniki są spełniane zbliżamy się do ideału więzi małżeńskiej.

Tylko że zdecydowana większość forumowiczów jest pozbawiona większości/wszystkich ww aspektów.
Nie doświadczamy ich a co za tym idzie - nie ma mowy o rozwijaniu ich.
Mimo to - na przekór logice ale i zdrowemu rozsądkowi - kochamy.
A jak, dlaczego i po co?..
Nie wiem.
Sam się sobie dziwię.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 667
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: ozeasz » 19 lip 2018, 12:24

K.R. Dziękuje za dopowiedzenie ,widzę jak język mój jest ubogi ,a przelanie myśli w słowa niepełne , a inne spojrzenie ubogaca ...Zenia 1780 zgadzam się i ja się dołączam....
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

jacek-sychar
Posty: 5694
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: jacek-sychar » 19 lip 2018, 12:29

Pantop pisze:
19 lip 2018, 11:54
bombonierka Rafaello dla Ciebie
Amico
Mam nadzieję, że na forum pochwalisz się, kiedy otrzymasz tą bombonierkę. :P
Chciałbym być pewien, że u nas na forum nie rzuca się słów na wiatr. :mrgreen:

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: tata999 i 9 gości