mysikrolik - jak pokochać męża?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

krople rosy

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: krople rosy » 01 lut 2018, 13:47

mysikrolik pisze:
31 sty 2018, 21:45
Musi być "chemia", inaczej to byłby tylko układ zawarty na ślubie zakładający oczywiście dobro drugiej osoby jako priorytetowe.
Chemia (czyli rozumiem pożądanie, wzajemne działanie cielesne na siebie, zachwyt drugim człowiekiem) z czasem maleje i daje miejsce sprawom ważniejszym. Relacja ewoluuje. Tobie brakuje początkowej fazy znajomości między kobietą i mężczyzną ale przecież czasu cofnąć nie można. Męża wybrałaś. Zastanawiam się jakie dobro wniknęłoby dla Ciebie z separacji. Co byś zyskała? Lepiej Tobie byłoby żyć samotnie ?
mysikrolik pisze:
31 sty 2018, 21:45
kierowałam się kalkulacją i wolą Bożą przy decyzji o ślubie.
Jesteś pewna, że taka była wola Boża? Ja nie neguję....pytam.
mysikrolik pisze:
31 sty 2018, 21:45
tak postrzegałam zawsze ideę małżeństwa. Musi być "chemia",
Dlaczego zatem wybrałaś na towarzysza swego życia mężczyznę, który na Ciebie kompletnie nie działał?
mysikrolik pisze:
01 lut 2018, 8:23
Bardzo chciałabym nie pragnąć być szczęśliwa, jednak nie potrafię i sprawia mi to ból
Może szczęście narodzi się w Tobie wtedy gdy całą swą wolą nastawisz się na dobro i szczęście małżonka? Samej z siebie pewnie ciężko to wykrzesać ale bliska relacja z Bogiem , czerpanie od Niego miłości i dobra i przekazywanie go małżonkowi ruszy Twoją sytuację z miejsca?
Tam gdzie człowiek jest skoncentrowany tylko na sobie i na wyczekiwaniu doznań zamknięty jest na doświadczanie radości z rzeczy małych i spowija w smutku i rozgoryczeniu.

Znalazłam coś takiego. Trzeba wysłuchać do końca.

https://www.youtube.com/watch?v=tqMEhCzYwWg


Szczęście bez ,,chemii'' jest możliwe. Moja babcia żyła właśnie w takim małżeństwie. Za mąż wyszła za starszego od siebie wdowca któremu pomóc trzeba było przy dzieciach i gospodarstwie. Była przy Nim w obowiązkach, w chorobie długiej i przy śmierci. Miała z nim jeszcze dzieci. Było to małżeństwo z rozsądku ale kiedyś ludzie się chyba nie zastanawiali tak bardzo co z tego będą mieli. Szczęście i miłość pojawiły się później.

Kawka
Posty: 309
Rejestracja: 08 lis 2017, 10:15
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: Kawka » 01 lut 2018, 14:36

Kawka pisze:
30 sty 2018, 8:42
Ja chciałabym zapytać Ciebie jak obecnie, na dzień dzisiejszy, wyglądają Twoje relacje z Bogiem? Czy żyjesz sakramentami? A Twój mąż? Jak to wygląda u niego?

Czy bylibyście gotowi wyjechać na rekolekcje dla małżonków?
Zdaje się, że te pytania pozostały bez odpowiedzi.

krople rosy

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: krople rosy » 01 lut 2018, 15:00

mysikrolik pisze:
31 sty 2018, 21:21
Odnoszę wrażenie, że w pierwszym poście chyba za bardzo zaakcentowałam sprawę upominków, bo w dyskusji stała się jedną z kluczowych kwestii, a dla mnie jest podrzędna. Obrazująca po prostu - wśród innych ważniejszych przykładów - jak bardzo się różnimy.
Możesz ominąć to, co napisałam i nie zajmować się tym. Moje odniesienie się do tamtych słów może być Tobie niepotrzebne a ja przytoczyłam je, bo są, postanowiłaś je napisać. Kazdy z forumowiczów bierze sobie dobrowolny fragment i się do niego odnosi. Bywa, że te różne fragmenty tworzą jakąś bardziej wyrazistą całość....choć pewnie nie zawsze. Bierz z wpisów to co się Tobie przydaje.

Kawka
Posty: 309
Rejestracja: 08 lis 2017, 10:15
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: Kawka » 01 lut 2018, 15:26

Atalia pisze:
30 sty 2018, 17:58
Czytając Panów obecnych na tym forum wiem, że mężczyźni też potrafią wyrażać uczucia, że możliwe jest stworzenie takiej jedności i szczęścia w małżeństwie, wbrew temu, co się czyta i słucha tu i ówdzie, że kobiety i mężczyźni są z różnych planet.
Atalia posłużę się Twoim wpisem pisząc może bardziej do mysikrólika... ale może i Ty coś weźmiesz dla siebie.

Tak się składa, że gro z tych Panów (o ile nie wszyscy) doszli do tego sięgając dna i wypływając na powierzchnię z Jezusem, po bardzo ciężkiej pracy nad sobą.

I tak się składa, że zazwyczaj jak mężczyzna ma "coś" to kobieta tego nie ma. I odwrotnie. Albo akurat potrzebujemy czegoś innego niż on/ona ma (choć przyjaciółka by piszczała z zachwytu) I to jest pole do poszukiwania siebie nawzajem. Ale uwaga, często jedna strona szuka bardziej, druga może nieco mniej. To jest inne, nie lepsze, nie gorsze - inne.

Napiszę z mojego punktu widzenia. Ja jestem romantyczką, mój mąż nie. Ja jak szukam prezentu to wsłuchuję się i spod ziemi wykopię. Mój mąż "z grubsza" wie, a najlepiej to mu podpowiedzieć co konkretnie ma kupić... Ja się lubię dzielić uczuciami, mój mąż bardzo powierzchowny był... Totalnie inni byliśmy. I przeszłam etapy poczucia odrzucenia i niekochania, niezaspokojenia. Bo przecież gdyby kochał to by się starał tak jak ja :roll: i w tych samych sferach co ja. :lol: Marzyła mi się romantyczna miłość, motylki w brzuchu, a tymczasem doszło do absurdu, że wkurzało mnie jak mówi, jak je, jak się ubiera...

W końcu odrzuciłam oczekiwania by był taki jakiego sobie wymyśliłam i o jakim marzyłam, a zaczęłam się przyglądać temu jaki ja mam problem, bo problem był we mnie. Oczekiwania rujnowały mnie i nasze małżeństwo. Akceptacja (którą zaczęłam wypracowywać) sprawiła, że mój mąż zaczął się otwierać, zaczął inaczej funkcjonować, zaczęliśmy się poznawać. Staliśmy się dla siebie atrakcyjniejsi niż przed ślubem ;) i pojawiła się wzajemna fascynacja. Nie chemia. Fascynacja. Teraz lubimy ze sobą przebywać.

Jestem przekonana, że moje szufladkowanie, ocenianie, brak akceptacji nie dawały mu się rozwijać. Odbierały lekkość naszych relacji.
Wciąż jesteśmy z innych planet. Tylko patrzymy na siebie z ciekawością i fascynacją, a nie wstrętem i zniechęceniem.

Może to co napisałam o sobie będzie jakąś wskazówką dla Ciebie.

I jeszcze mi przyszło do głowy:
czy czasem marząc o "jedności dusz" nie marzymy by mąż stał się przyjaciółką?

krople rosy

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: krople rosy » 01 lut 2018, 15:54

Kawka pisze:
01 lut 2018, 15:26
Oczekiwania rujnowały mnie i nasze małżeństwo.
Mam takie samo spostrzeżenie. To samo napisałam.

,,Może Twoje nierealne oczekiwania są powodem twego cierpienia? ''

Atalia
Posty: 25
Rejestracja: 03 maja 2017, 11:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: Atalia » 01 lut 2018, 17:24

Kawka pisze:
01 lut 2018, 15:26
Tak się składa, że gro z tych Panów (o ile nie wszyscy) doszli do tego sięgając dna i wypływając na powierzchnię z Jezusem, po bardzo ciężkiej pracy nad sobą.
No, fajnie, że zrozumieli to, że są na dnie i należy z tego wyjść, a nie pogrążać się dalej (o ile można). I czy naprawdę trzeba sięgnąć dna, żeby stać się mądrym facetem?
Kawka pisze:
01 lut 2018, 15:26

I tak się składa, że zazwyczaj jak mężczyzna ma "coś" to kobieta tego nie ma.
Hm, czy mój mąż ma to, czego ja nie mam? Musiałabym się zastanowić, co on tam ma, bo nie wiem. Nie powiedział mi, ani nie pokazał.
Kawka pisze:
01 lut 2018, 15:26
Marzyła mi się romantyczna miłość, motylki w brzuchu, a tymczasem doszło do absurdu, że wkurzało mnie jak mówi, jak je, jak się ubiera...
...
Akceptacja (którą zaczęłam wypracowywać) sprawiła, że mój mąż zaczął się otwierać, zaczął inaczej funkcjonować, zaczęliśmy się poznawać.
No, u mnie było inaczej, ale to długa i smutna historia. Kiedyś marzyłam o romantycznej miłości, myślałam, że przyjdzie z czasem.
Właśnie pomyliłam akceptację z miłością, miłość z litością i podjęłam decyzję o ślubie, która jest nieodwracalna.
Kawka pisze:
01 lut 2018, 15:26
I jeszcze mi przyszło do głowy:
czy czasem marząc o "jedności dusz" nie marzymy by mąż stał się przyjaciółką?
Nie chcę, żeby był przyjaciółką, ale żeby się mył, nie spał godzinami po południu na kanapie, rozmawiał ze mną, czasami zabrał mnie na spacer, do kina, kawiarni, albo gdzieś, żebyśmy wyszli z domu, ok? I żeby zrozumiał, że alkohol nie jest rozwiązaniem na wszystkie problemy. A także, żeby nie obarczał mnie wyłączną winą za nieudane małżeństwo, bo wina jest co najmniej po połowie. No, może moja "połowa" jest większa ;)
No i żeby się nawrócił, choć dzisiaj zdałam sobie sprawę z tego, że jest dorosły i sam odpowiada za swoje grzechy. Nawet mu to powiedziałam. Przyjął, choć żal mi go, bo facet ma braki w katechizacji, nie wierzy w życie wieczne i w ogóle jest anty.
Nie mam naprawdę ochoty na pogawędki o ciuchach, butach, kieckach i kosmetykach, ale o życiu wiecznym już tak, ale się nie da.

I na koniec napiszę, że bardzo cenię sobie Twoje wypowiedzi, bo są bardzo rozsądne i wyważone. Zwłaszcza w tym wątku, który ma najwięcej odsłon :)
"Oto nadeszły chwalebne gody Baranka, Małżonka czeka już: Alleluja!
Błogosławieni, którzy wezwani są na ucztę Baranka!!"
https://www.youtube.com/watch?v=eA1bF0vZcWk

Atalia
Posty: 25
Rejestracja: 03 maja 2017, 11:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: Atalia » 01 lut 2018, 17:31

mysikrolik pisze:
01 lut 2018, 8:23
Atalia[/b] czujesz, że kochasz swojego męża tylko brak Ci tego porozumienia, czy o swoją miłość do niego też musisz walczyć? Jeśli tak, to jak to robisz? Możesz mi podać jakieś wskazówk
Moja historia jest inna, więc nie mogę dać wskazówek. Zresztą tutaj raczej nie udzielamy rad.
Ślub wzięliśmy bardziej z tradycji, oboje byliśmy daleko od Boga, mój mąż jest zresztą nadal, więc nie mamy poczucia tej jedności.
"Oto nadeszły chwalebne gody Baranka, Małżonka czeka już: Alleluja!
Błogosławieni, którzy wezwani są na ucztę Baranka!!"
https://www.youtube.com/watch?v=eA1bF0vZcWk

ata
Posty: 9
Rejestracja: 04 sty 2018, 9:04
Płeć: Kobieta

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: ata » 02 lut 2018, 6:28

Atalia gdyby nie to , że jestem chyba zdrowa psychicznie pomyślałabym, że ja piszę pod innym nickiem, nawet przód podobny ATA,mówisz jakby o mnie

ale to tylko mała dygresja aby nie zaśmiecać wątku mysikrolik

Frost
Posty: 18
Rejestracja: 19 lip 2017, 1:29
Płeć: Mężczyzna

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: Frost » 04 lut 2018, 2:44

Też tu mogę dorzucić coś od siebie bo też przechodzę przez bardzo podobne trudności...

Już nawet nie chce mi się rozkminiać co i jak poszło nie tak, każdy z nas miał pewnie inne powody, u mnie był to chyba strach przed samotnością, obawa, ze nikogo już nie znajdę itp. Takie i podobne powody są z kolei wynikiem nieprzepracowanych problemów, których efektem było bardzo niskie poczucie własnej wartości.

Miewam nadal momenty, kiedy wracam do tych czasów, kiedy jeszcze byłem wolny i mogłem dokonywać innych wyborów i wyobrażam sobie, co bym zrobił mając obecną wiedzę o własnych odczuciach. Potem następuje seria "dowalanek", gdzie dokładam sobie za bycie takim idiotą i gdzie ja miałem rozum i tym podobne treści. Kiedyś pozwalałem takim myślom męczyć mnie dniami aż dochodziłem do mentalnego dna, z którego musiałem się podnieść, by żyć dalej. Zapewne wiecie z autopsji, że takie myśli trawią nasze umysły i serca i wysysaja z nich resztki chęci i energii do życia...

Jak wspomniałem, nadal miewam takie nawroty. Ale kiedy tylko zaczynam ponownie użalać się nad sobą i widzę, że niechybnie zaraz wpadnę w ten ciąg "gorzkich żali", który przez najbliższych kilka dni będzie mnie trawił od środka - wówczas zadaję sobie pytanie: PO CO??? Mleko się wylało. Mogę wyć do księzyca z żalu, ale przeszłości nie zmienię. STAŁO SIĘ! Jedyne, co mogę teraz zrobić to wpłynąć na teraźniejszość.
Oczywiscie nadal trudno mi przekonać siebie do tego, jak tu kochać nie kochając, ale...

Polecono mi powtarzanie jednego zdania 'moja żona jest cenniejsza niż perły'

Powtarzałem to pewien czas, przerywałem i znowu zaczynałem, potem była kłótnia z żoną i znowu nie miałem chęci.
Próbowałem kiedyś znaleźć w necie konferencję, gdzie ta metoda była polecana, ale bez skutku.

Ale niedawno, kiedy postanowiłem przesłuchać pierwszej wybranej konferencji ks.Chmielewskiego okazało się, że akurat w tym kazaniu ks.Dominik pięknie opisuje ta sytuację! odebrałem to jako znak od Boga, ze Bóg chce, abym dalej walczył o swoje małżeństwo.

Zatem, polecam gorąco poniższą konferencję, wypowiedź o perłach od 26 minuty;-)

https://www.youtube.com/watch?v=7ktcnDdTXFE

mysikrolik
Posty: 62
Rejestracja: 25 sty 2018, 8:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: mysikrolik » 04 lut 2018, 21:06

Kawka pisze:
01 lut 2018, 14:36
Kawka pisze:
30 sty 2018, 8:42
Ja chciałabym zapytać Ciebie jak obecnie, na dzień dzisiejszy, wyglądają Twoje relacje z Bogiem? Czy żyjesz sakramentami? A Twój mąż? Jak to wygląda u niego?

Czy bylibyście gotowi wyjechać na rekolekcje dla małżonków?
Zdaje się, że te pytania pozostały bez odpowiedzi.
Rzeczywiście, ominęłam jakoś te pytania :/
Moje relacje są zdecydowanie inne niż wcześniej ( przed małżeństwem). Uczęszczam na podstawowe nabożeństwa, staram się modlić, choć różnie z tym bywa, PŚ czytam jak czuję potrzebę, spowiadam się itp. Jednak nie ma w tym wszystkim tej zażyłości z Bogiem. Nie czuję Go. To mnie też męczy, Jego milczenie i brak pomocy mimo tak wielu próśb. Czasem mi się wydaje, patrząc na całe moje życie (poza wczesnym dzieciństwem), że Bóg upodobał sobie doświadczanie mnie i zabieranie mi tego, na czym mi zależy i obdarowywanie tym, czego najbardziej się boję. I póki miałam z Nim tę cudowną relację, miałam po prostu siłę to znosić (bo doświadczana i tak byłam). Od jakiegoś czasu mimo, że próbuję to naprawić, to jednak nie jest to to co kiedyś.

Mój Mąż dorastał w niewierzącej rodzinie, zrażonej do kościoła i księży. On był bardzo pogubiony w swoim życiu. Jednak nawrócił się i też miał super relację z Bogiem. Pamiętam jak na początku znajomości mogliśmy naprawdę swobodnie rozmawiać o wierze, Bogu itp. Jednak dziś jest zupełnie innym człowiekiem. Jest bardzo sceptyczny i prześmiewczy. Boję się już rozmawiać z nim na tematy związane z wiarą, bo wiem, że mnie wyśmieje - jak nie słownie to mimiką. Niby chodzi do kościoła (ale nie ma problemu z tym, by nie pójść), spowiada się rzadko (bo nie lubi otwartych konfesjonałów), ma mniejszą wrażliwość sumienia ode mnie na pewno, ale więcej się modli i słucha PŚ.
Czyli niby jest ok, ale nie jest.


Na rekolekcje, terapię małżeństw itp. nie ma szans. Rozmawiałam z nim o tym nieraz i nie godzi się. Zaproponował przy ostatniej rozmowie wizytę u egzorcysty ewentualnie.

mysikrolik
Posty: 62
Rejestracja: 25 sty 2018, 8:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: mysikrolik » 04 lut 2018, 21:26

Kawka pisze:
01 lut 2018, 15:26

Atalia posłużę się Twoim wpisem pisząc może bardziej do mysikrólika... ale może i Ty coś weźmiesz dla siebie.

Tak się składa, że gro z tych Panów (o ile nie wszyscy) doszli do tego sięgając dna i wypływając na powierzchnię z Jezusem, po bardzo ciężkiej pracy nad sobą.

I tak się składa, że zazwyczaj jak mężczyzna ma "coś" to kobieta tego nie ma. I odwrotnie. Albo akurat potrzebujemy czegoś innego niż on/ona ma (choć przyjaciółka by piszczała z zachwytu) I to jest pole do poszukiwania siebie nawzajem. Ale uwaga, często jedna strona szuka bardziej, druga może nieco mniej. To jest inne, nie lepsze, nie gorsze - inne.

Napiszę z mojego punktu widzenia. Ja jestem romantyczką, mój mąż nie. Ja jak szukam prezentu to wsłuchuję się i spod ziemi wykopię. Mój mąż "z grubsza" wie, a najlepiej to mu podpowiedzieć co konkretnie ma kupić... Ja się lubię dzielić uczuciami, mój mąż bardzo powierzchowny był... Totalnie inni byliśmy. I przeszłam etapy poczucia odrzucenia i niekochania, niezaspokojenia. Bo przecież gdyby kochał to by się starał tak jak ja :roll: i w tych samych sferach co ja. :lol: Marzyła mi się romantyczna miłość, motylki w brzuchu, a tymczasem doszło do absurdu, że wkurzało mnie jak mówi, jak je, jak się ubiera...

W końcu odrzuciłam oczekiwania by był taki jakiego sobie wymyśliłam i o jakim marzyłam, a zaczęłam się przyglądać temu jaki ja mam problem, bo problem był we mnie. Oczekiwania rujnowały mnie i nasze małżeństwo. Akceptacja (którą zaczęłam wypracowywać) sprawiła, że mój mąż zaczął się otwierać, zaczął inaczej funkcjonować, zaczęliśmy się poznawać. Staliśmy się dla siebie atrakcyjniejsi niż przed ślubem ;) i pojawiła się wzajemna fascynacja. Nie chemia. Fascynacja. Teraz lubimy ze sobą przebywać.

Jestem przekonana, że moje szufladkowanie, ocenianie, brak akceptacji nie dawały mu się rozwijać. Odbierały lekkość naszych relacji.
Wciąż jesteśmy z innych planet. Tylko patrzymy na siebie z ciekawością i fascynacją, a nie wstrętem i zniechęceniem.

Może to co napisałam o sobie będzie jakąś wskazówką dla Ciebie.

I jeszcze mi przyszło do głowy:
czy czasem marząc o "jedności dusz" nie marzymy by mąż stał się przyjaciółką?
Pisząc o "chemii" nie mam na myśli pustego pożądania. To się pojawia jak jest uczucie. Brakowało mi słowa odpowiedniego i użyłam właśnie słowa "chemia", które ja postrzegamy jako "to coś" nienamacalne, które sprawią, że dwie osoby do siebie jednak chcą "wracać", to coś co ciągnie je do siebie i sprawia, że chcą się siebie uczyć i zmieniać siebie, by podobać się drugiej osobie. By na nią zasłużyć. Idealne słowo to właśnie fascynacja :) o to mi chodziło :) Nie ma tej fascynacji. Na początku uwielbiam w Mężu dobroć, wysoko rozwiniętą empatię do innych, pomaganie potrzebującym i czyste łagodne serce. Szybko okazało się, że go idealizowalam pod tym kątem. Dziś owszem ma empatię, ale wybiórczą. W każdym razie nie dla mnie, co mi na każdym (prawie) kroku pokazuje.

Racja - oceniam, szufladkuję, mam nadzieję na zmianę z jego strony.. . Wiem o tym. Ostatnio naprawdę się staram, w ciągu dnia dużo słucham konferencji, modlę się, otwieram na działanie DŚ... Juz wydawać by się mogło, że coś ruszy do przodu... Ale wystarczy, że Mąż wróci do domu i po godzinie z powrotem jest mi ciężko myśleć o nim pozytywnie. Jestem przez te wszystkie lata niezrozumienia, pozostawania samej sobie z problemami i płaczem, krzyku i przykrych słów tak zblokowana, tak zamknięta na tego człowieka, że naprawdę, naprawdę nie umiem się otworzyć.

Nie szukam przyjaciółki w Mężu, ale przyjaciela tak. A na dzień dzisiejszy jest jedną z ostatnich osób, którą mogła bym nazwać przyjacielem.

mysikrolik
Posty: 62
Rejestracja: 25 sty 2018, 8:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: mysikrolik » 04 lut 2018, 21:37

Frost pisze:
04 lut 2018, 2:44
Też tu mogę dorzucić coś od siebie bo też przechodzę przez bardzo podobne trudności...

Już nawet nie chce mi się rozkminiać co i jak poszło nie tak, każdy z nas miał pewnie inne powody, u mnie był to chyba strach przed samotnością, obawa, ze nikogo już nie znajdę itp. Takie i podobne powody są z kolei wynikiem nieprzepracowanych problemów, których efektem było bardzo niskie poczucie własnej wartości.

Miewam nadal momenty, kiedy wracam do tych czasów, kiedy jeszcze byłem wolny i mogłem dokonywać innych wyborów i wyobrażam sobie, co bym zrobił mając obecną wiedzę o własnych odczuciach. Potem następuje seria "dowalanek", gdzie dokładam sobie za bycie takim idiotą i gdzie ja miałem rozum i tym podobne treści. Kiedyś pozwalałem takim myślom męczyć mnie dniami aż dochodziłem do mentalnego dna, z którego musiałem się podnieść, by żyć dalej. Zapewne wiecie z autopsji, że takie myśli trawią nasze umysły i serca i wysysaja z nich resztki chęci i energii do życia...

Jak wspomniałem, nadal miewam takie nawroty. Ale kiedy tylko zaczynam ponownie użalać się nad sobą i widzę, że niechybnie zaraz wpadnę w ten ciąg "gorzkich żali", który przez najbliższych kilka dni będzie mnie trawił od środka - wówczas zadaję sobie pytanie: PO CO??? Mleko się wylało. Mogę wyć do księzyca z żalu, ale przeszłości nie zmienię. STAŁO SIĘ! Jedyne, co mogę teraz zrobić to wpłynąć na teraźniejszość.
Oczywiscie nadal trudno mi przekonać siebie do tego, jak tu kochać nie kochając, ale...

Polecono mi powtarzanie jednego zdania 'moja żona jest cenniejsza niż perły'

Powtarzałem to pewien czas, przerywałem i znowu zaczynałem, potem była kłótnia z żoną i znowu nie miałem chęci.
Próbowałem kiedyś znaleźć w necie konferencję, gdzie ta metoda była polecana, ale bez skutku.

Ale niedawno, kiedy postanowiłem przesłuchać pierwszej wybranej konferencji ks.Chmielewskiego okazało się, że akurat w tym kazaniu ks.Dominik pięknie opisuje ta sytuację! odebrałem to jako znak od Boga, ze Bóg chce, abym dalej walczył o swoje małżeństwo.

Zatem, polecam gorąco poniższą konferencję, wypowiedź o perłach od 26 minuty;-)

https://www.youtube.com/watch?v=7ktcnDdTXFE
Dziękuję Frost za wskazówkę i cały post :) Wydaje mi się, że się natknęłam na Twój wątek kiedyś i tam też przeczytałam o tym wezwaniu. Jednak umknęło mi to jakoś. Dla mnie też to na ten moment brzmi niedorzecznie, bo nie umiem myśleć o Mężu z miłością taką zwykłą jak do bliźniego, a co dopiero z miłością małżeńską. Ale spróbuję :)
Z tego co pamiętam jesteście starsi stażem od nas, więc podejrzewam, że z jednej strony jest Tobie trudniej - pielęgnowałeś swoją oschłość dłuższy czas. Z drugiej strony myślę, że ja mam o tyle trudniej, że cały czas łudzę się, że może jednak jest mi pisane szczęśliwe życie małżeńskie, przez co trudniej mi zaakceptować rzeczywistość...
Czemu to życie jest takie skomplikowane :) Nie ma nawet chwili na zaczerpnięcie oddechu i regenerację sił... Heh...

mysikrolik
Posty: 62
Rejestracja: 25 sty 2018, 8:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: mysikrolik » 05 lut 2018, 9:15

Frost pisze:
04 lut 2018, 2:44

Zatem, polecam gorąco poniższą konferencję, wypowiedź o perłach od 26 minuty;-)

https://www.youtube.com/watch?v=7ktcnDdTXFE
Frost, dziękuję bardzo za konferencję :) Cała jest cenna, nie tylko fragment o mocy Słowa Bożego, dlatego tym bardziej dziękuję. Wczoraj obejrzałam świadectwo jednej kobiety, która uratowała małżeństwo dzięki modlitwie Nowenną Pompejańską. Ja też mam doświadczenia działania tej Nowenny. Nie wiem czy kiedyś się nią modliłeś, ale na pewno słyszałeś o niej. Do tej pory odkładałam podjęcie tej modlitwy w intencji mojego Małżeństwa, ze względu na brak czasu nawet na sen (maleńkie dziecko), a co dopiero na 1,5h modlitwy przez 54dni. Kiedyś poległam w połowie Np przez przemęczenie i brak czasu, więc odwlekałam to w czasie. Jednak może... chciałbyś żebyśmy wspólnie ja rozpoczęli? Mnie to na pewno będzie motywowało do kontynuacji. Pomyślałam (zainspirowana świadectwem, które oglądałam) o intencji - o czyste serce i myśli dla siebie, bo we mnie jest dużo goryczy, która mnie blokuje na otwarcie się na Męża. Taka propozycja luźna ;)
Pozdrawiam ciepło!
Ostatnio zmieniony 05 lut 2018, 9:29 przez jacek-sychar, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

margaritum
Posty: 66
Rejestracja: 03 lut 2017, 10:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: margaritum » 05 lut 2018, 13:32

No tak. Ale x Dominik mówi o tym, jak Słowo Boże ma moc stwarzania. I żona "cenniejsza niż perły" pochodzi z poematu o dzielnej niewieście. A o mężu? Czy znacie fragment Pisma Świętego, którym możnaby się też modlić za męża? Czy określenie "cenniejszy niż złoto" gdziekolwiek wystąpilo?
To mi koresponduje z https://www.2equal1.com/country-polish/ ... ej-pomocy/

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: mysikrolik - jak pokochać męża?

Post autor: jacek-sychar » 05 lut 2018, 14:16

Link prowadzi do broszurki na temat ratowania małżeństwa.
Broszurka napisana jest przez protestantów, jednak w swoim duchu jest bardzo sycharowska.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości