I co teraz?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 19 lip 2019, 18:59

Dziękuję mare.
Powiem szczerze, że....dziwnie się czuję...
Zobaczyłam męża, tak naprawdę, w pigułce dostałam kwintesencję człowieka, którego tak naprawdę nie znałam przez te wszystkie lata.
On mnie nienawidzi, nie chce mieć ze mną nic wspólnego, widziałam to w jego oczach.
Pogrążył się całkowicie, pierwszy raz w życiu powiedział prawdę i pewnie do dzisiaj nie wie czemu tak się stało.
Myślę, że ławnicy nie musieli zbytnio przekonywać sędziego. W wielkim skrócie powiem tylko, że sędzia w uzasadnieniu wyroku poddał w wątpliwość stan umysłu mojego męża i powiedział, że nie może zasądzić rozwodu nawet z winy obu stron, bo tej winy po prostu z mojej strony nie widzi. I to był ten sam sędzia, który na pierwszej rozprawie potraktował mnie delikatnie mówiąc "z buta".
Właściwie powinnam się cieszyć, ale nie jest mi do śmiechu. Widzę, że to był cud i nie chce być niewdzięczna, ale nie wiem co dalej. Tytuł mojego wątku nadal bardzo wpisuje się w moje odczucia, trochę to śmieszne nawet.
Moja adwokat wystąpiła o wyrok z uzasadnieniem.
Nie wiem co czuje teraz mąż, pewnie czuje się pokrzywdzony niesprawiedliwym wyrokiem. Nie dociera do niego nic, żadne fakty, prawda.
Uzmysłowiłam sobie, że jest trochę prawdy w tym co powiedział jego adwokat, że wyraźnie widać, że mimo wcześniejszych zachowań, zdania które zmieniał, teraz od ponad roku jego decyzja jest niezmienna. Nie mogę zmusić kogoś do miłości, odpowiedzialności, dorosłości.
Mimo "wygranej" czuję, że przegrałam. Takie refleksje po czasie, kiedy emocje opadają.

mare1966
Posty: 1206
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: mare1966 » 19 lip 2019, 22:56

Z tym ostatnim zdaniem bym się nie zgodził .
Jakkolwiek potoczy się dalej ta sprawa , już jesteś wygrana .
Oczywiście "po ludzku" możesz i grzegrać ( za rok powiedzmy ) ,
ale to nie będzie miało znaczenia .

O ile w ogóle przegrałaś , to może tylko w chwili wyboru małżonka ,
ale to tylko "może" .

Na pytanie co dalej ze 100% pewnością
nikt nie odpowie .

renta11
Posty: 460
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: renta11 » 19 lip 2019, 23:12

Smutek pisze:
19 lip 2019, 18:59

Powiem szczerze, że....dziwnie się czuję...
Zobaczyłam męża, tak naprawdę, w pigułce dostałam kwintesencję człowieka, którego tak naprawdę nie znałam przez te wszystkie lata.
On mnie nienawidzi, nie chce mieć ze mną nic wspólnego, widziałam to w jego oczach.
Pogrążył się całkowicie, pierwszy raz w życiu powiedział prawdę i pewnie do dzisiaj nie wie czemu tak się stało.
Myślę, że ławnicy nie musieli zbytnio przekonywać sędziego. W wielkim skrócie powiem tylko, że sędzia w uzasadnieniu wyroku poddał w wątpliwość stan umysłu mojego męża i powiedział, że nie może zasądzić rozwodu nawet z winy obu stron, bo tej winy po prostu z mojej strony nie widzi. I to był ten sam sędzia, który na pierwszej rozprawie potraktował mnie delikatnie mówiąc "z buta".
Właściwie powinnam się cieszyć, ale nie jest mi do śmiechu. Widzę, że to był cud i nie chce być niewdzięczna, ale nie wiem co dalej. Tytuł mojego wątku nadal bardzo wpisuje się w moje odczucia, trochę to śmieszne nawet.

Mimo "wygranej" czuję, że przegrałam. Takie refleksje po czasie, kiedy emocje opadają.
No właśnie. Tak samo, jak tutaj wszyscy piszą (zgodnie z duchem forum), że rozwód niczego nie zmieni na plus. Nie zakończy sprawy, nie da spokoju. Tak samo, jak nie rozwód niczego nie zmieni na plus. Nie spowoduje kontynuacji sprawy, nie da spokoju, poczucia wygranej. To tylko papierek. Skoro ślub cywilny jest nieistotny, to i rozwód cywilny, bądź jego brak, nie jest istotny. Niczego nie załatwia w nas. Walka z wiatrakami, bo prawdziwa walka toczy się w nas, w tym, jakiego wilka karmimy?

marylka
Posty: 872
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: marylka » 20 lip 2019, 0:12

Smuteczku...wszystko moga Ci zabrać.
Tylko nie Twoja godnosć
I widze że ja strzeżesz.
I możesz spojrzec w lustrze sobie prosto w oczy i powiedzieć - dalam radę! I usmiechnać się do siebie :)
I tak trzymaj!
Ściskam

mare1966
Posty: 1206
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: mare1966 » 20 lip 2019, 11:58

Mąż to epizod w życiu kobiety .
Pierwsze i ostatnie 20 lat życia , obywa się bez niego .
Najpierw go jeszcze nie ma , a potem go już nie ma .

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 20 lip 2019, 16:04

Marylko dziękuję za wsparcie 😊

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6346
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Nirwanna » 20 lip 2019, 23:29

mare1966 pisze:
20 lip 2019, 11:58
Mąż to epizod w życiu kobiety .
Pierwsze i ostatnie 20 lat życia , obywa się bez niego .
Najpierw go jeszcze nie ma , a potem go już nie ma .
Mare, jeśli uważasz że powyższe teksty są pomocowe, to z mojego kobiecego punktu widzenia - nie są.
I podobnie, gdy byłam w sytuacji Smutku - też na tamten czas bym nie odebrała takich tekstów jako pomoc.
Nie napiszę, jak bym odebrała, bom autocenzurę zastosowała, żeby moderacja nie musiała wycinać.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6346
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Nirwanna » 20 lip 2019, 23:43

renta11 pisze:
19 lip 2019, 23:12
Smutek pisze:
19 lip 2019, 18:59

Powiem szczerze, że....dziwnie się czuję...
Zobaczyłam męża, tak naprawdę, w pigułce dostałam kwintesencję człowieka, którego tak naprawdę nie znałam przez te wszystkie lata.
On mnie nienawidzi, nie chce mieć ze mną nic wspólnego, widziałam to w jego oczach.
Pogrążył się całkowicie, pierwszy raz w życiu powiedział prawdę i pewnie do dzisiaj nie wie czemu tak się stało.
Myślę, że ławnicy nie musieli zbytnio przekonywać sędziego. W wielkim skrócie powiem tylko, że sędzia w uzasadnieniu wyroku poddał w wątpliwość stan umysłu mojego męża i powiedział, że nie może zasądzić rozwodu nawet z winy obu stron, bo tej winy po prostu z mojej strony nie widzi. I to był ten sam sędzia, który na pierwszej rozprawie potraktował mnie delikatnie mówiąc "z buta".
Właściwie powinnam się cieszyć, ale nie jest mi do śmiechu. Widzę, że to był cud i nie chce być niewdzięczna, ale nie wiem co dalej. Tytuł mojego wątku nadal bardzo wpisuje się w moje odczucia, trochę to śmieszne nawet.

Mimo "wygranej" czuję, że przegrałam. Takie refleksje po czasie, kiedy emocje opadają.
No właśnie. Tak samo, jak tutaj wszyscy piszą (zgodnie z duchem forum), że rozwód niczego nie zmieni na plus. Nie zakończy sprawy, nie da spokoju. Tak samo, jak nie rozwód niczego nie zmieni na plus. Nie spowoduje kontynuacji sprawy, nie da spokoju, poczucia wygranej. To tylko papierek. Skoro ślub cywilny jest nieistotny, to i rozwód cywilny, bądź jego brak, nie jest istotny. Niczego nie załatwia w nas. Walka z wiatrakami, bo prawdziwa walka toczy się w nas, w tym, jakiego wilka karmimy?
Rento, w mojej ocenie trochę prowokujesz.
Jeśli rozwód cywilny jako papierek nic nie znaczy, to po co trafiłaś te parę lat temu na to forum i byłaś przez cały czas dziania się dookoła kryzysu i rozwodu? Skoro to "tylko papierek"?
Masz absolutną rację - że chodzi o walkę, która toczy się w każdym z nas, i o wilka którego każdy z nas karmi.
I tak jak każdy fakt, który się zdarzył w moim życiu, ma znaczenie dla mojego życia, tak samo fakt rozwodu ma dla tego życia znaczenia.
Kluczowym jest, aby przyjąć fakt, jaki się zdarzył - w prawdzie.
Oszukiwaniem samego siebie będzie, że rozwód to tylko papierek, bo tak nie jest, i świadczą o tym świadectwa mnóstwa ludzi, którzy przez rozwód przeszli, często na własne życzenie i po czasie weryfikują, że to była jedna z gorszych decyzji w życiu, o wielce dalekosiężnych a złych konsekwencjach.
I podobnie w drugą stronę - rozwód to nie jest koniec świata. Owszem, jest wyjątkowo bolesnym doświadczeniem, jest to koniec pewnego okresu w życiu, ale po nim są kolejne okresy w życiu, które pod wieloma względami mogą być równie piękne, dojrzałe i owocne, jak okres małżeństwa razem, Pan Bóg w łaskach sakramentu małżeństwa daje to piękno nawet, gdy małżonkowie żyją oddzielnie. Kluczowym jest, aby świadomie i dojrzale wówczas przeżywać sakrament małżeństwa, wtedy łaska Boża jest potężną wartością dodaną.
W tym "świadomie i dojrzale" ważne jest osobiste podejście do rozwodu.
I tak się składa, że postawy "rozwód to tylko papierek" na tym forum nie wspieramy, z prostej przyczyny - internet pełen jest takiego wspierania, a my wolimy patrzeć tak jak Pan Bóg, czyli maksymalnie szeroko na człowieka i jego decyzje.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

EL.
Posty: 910
Rejestracja: 29 sty 2017, 21:46
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: EL. » 21 lip 2019, 9:00

Nie czytałam tego wątku/tematu od początku, ot tak weszłam.....przeczytałam ostatnią stronę .
Smutko .....przytulam Cię mocnooooooooooo !
Nie byłam w Twojej sytuacji nigdy, wiec ...zwyczajnie nie wiem, jak to jest.
Kiedy mój mąż odszedł ze słowami, że byłam jego życiową pomyłką , to było to tak wielkim szokiem dla mnie, jak i potem to....że wrócił ze słowami, że wraca ale i nie kocha .....ale i szokiem i niezrozumieniem wielkim było i to, że w końcu i kocha !!
Noooo mój ludzki mały rozumek tego nie ogarnia !!
Ale....wiem, co ja czułam wtedy i jakie aberracje myśli i uczuć przeżywałam . W konsekwencji wtedy , doszłam do takich oto przemyśleń własnych....hm.....może wcale nie własnych ....ale w moim sercu wtedy pracowały takie odczucia :

- nooo skoro rozpoznałam w sobie , że mimo zadanego bólu , ja nadal kocham.....to przecież, chcę, żeby mąż był szczęśliwy !! Skoro deklaruje, że ze mną nie jest ....to i tak, mimo to, chce, żeby szczęśliwy był !! Wiec może rzeczywiście, niech bierze tobołek na plecy i niech idzie tego „ szczęścia” w grzechu odrzucenia i podeptania sakramentu małżeństwa - szuka. Z całego serca , w myślach, życzyłam mu szczęścia...bo przecież kocham !!

- a druga główna moja myśl wtedy - no przecież NIKT MI NIE ZABRONI KOCHAĆ !!! Nikt mi tego odebrać nie zdoła, nie dam sobie tego zabrać . Wiec kochałam ! W ciszy, spokoju.....
Nie mogłam mówić, rozmawiać....ani pisać smsów....żeby mnie po ludzku nie oskarżono o hm..może i staling.....ale przecież mogłam wysyłać swojego Anioła Stróża , do Anioła Stróża męża i życzyć mężowi chociażby - dobrego dnia .Moglam się , jako żona sakramentalna , modlić za męża....a taka modlitwa ma potężną moc, wynika to z sakramentu. Modliłam się , prosiłam o zbawienie dla męża .

Po ludzku....chciałam, żeby mąż wrócił.....ale i rozumiałam, ze on nie kocha....po ludzku, nie było już nas i klapa.
Po Bożemu.....może być wszystko. Modlitwa o odrodzenie małżeństwa też ma potężną moc !
Ale i .....skoro unieszczęśliwiłam człowieka....to niech odejdzie , ......ale skoro Ty Boże chcesz inaczej i mnie wybierasz do roli ratowania naszego małżeństwa, to mnie prowadź, bo ja nie wiem jak się to robi. Oddałam wtedy wszystko Bogu- swój ból, cierpienie, swoją niepewność, niejasność sytuacji , swoje nieumiejętnosci bycia w takiej sytuacji i to, że nie wiem, jak się ratuje małżeństwo, nie wiem co się mówi, co się robi, jak się myśli......dałam się prowadzić tam, gdzie wcale nie chciałam być.
Gdy próbowałam działać po ludzku - psuło się jeszcze bardziej....Gdy pozwoliłam prowadzić się Bogu....Bóg poprowadził !
Kryzys małżeński pozwolił mi przemienić swoje życie . Bóg z wielkiego zła, jakie robią sobie ludzie, może wyprowadzić człowieka do ogromnego dobra , w którym człowiek zazna prawdziwego szczęścia i radości .
Tego Ci Smutko z całego serca życzę !! EL.
"Nasza miłość do ludzi jest miarą naszej miłości do Boga " - Edyta Stein

"Miłości bez krzyża nie znajdziecie, a krzyża bez miłości nie uniesiecie " - Jan Paweł II

Justdb
Posty: 60
Rejestracja: 20 mar 2019, 7:13
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Justdb » 21 lip 2019, 9:19

El pięknie napisanie. Cała prawda. Ja również Ci tego Smutku życzę.

mare1966
Posty: 1206
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: mare1966 » 21 lip 2019, 10:35

Mare napisał :
"Mąż to epizod w życiu kobiety .
Pierwsze i ostatnie 20 lat życia , obywa się bez niego .
Najpierw go jeszcze nie ma , a potem go już nie ma ."

Mare tłumaczy :
Pierwsze 20 lat kobieta obywa sie be męża bo DORASTA
( zwykle nie wychodzi za mąż przed 20 )
Ostatnie 20 lat jest zwykle już wdową .
Z najbliższego i dalszego otoczenia , rodziny , sąsiadów , z napisów , ze statystyk .
( czasem to jest 15 lat , a czasem 25 ) .


I wbrew temu co piszesz Nirwanno ,
jest w tych faktach nuta pocieszenia .
Taka oto , że zwłaszcza kobieta może żyć samotnie
i nawet szczęśliwie , choć trzeba wiele trudu .
Ja nie przesądzam jak się w tej sprawie sytuacja zakończy
( napisałem to wcześniej już )
ale co by się nie wydarzyło
to przedstawiłem pewną jasną perspektywę .
Bo nie same okoliczności decydują o naszym podejściu ,
ale nasze podejście do okoliczności jest decydujące .

Nawiasem , ja jestem prawie pewien ,
że Smutek to wie .

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 21 lip 2019, 13:39

Bardzo dziękuję Kochani, za każdą modlitwę i każde słowo, każdy komentarz.
Nie wiem co będzie dalej, trudno się w tym odnaleźć, nawet nie wiem czemu to wszystko przyjęło taki obrót. Ale nie muszę wszystkiego rozumieć, wszystkiego wiedzieć. Modlę się tylko, żeby Tato mnie poprowadził przez tę sytuację, przez te wydarzenia, bo sama pobłądzę.

renta11
Posty: 460
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: renta11 » 21 lip 2019, 18:45

Nirwanna pisze:
20 lip 2019, 23:43
renta11 pisze:
19 lip 2019, 23:12
Smutek pisze:
19 lip 2019, 18:59

Powiem szczerze, że....dziwnie się czuję...
Zobaczyłam męża, tak naprawdę, w pigułce dostałam kwintesencję człowieka, którego tak naprawdę nie znałam przez te wszystkie lata.
On mnie nienawidzi, nie chce mieć ze mną nic wspólnego, widziałam to w jego oczach.
Pogrążył się całkowicie, pierwszy raz w życiu powiedział prawdę i pewnie do dzisiaj nie wie czemu tak się stało.
Myślę, że ławnicy nie musieli zbytnio przekonywać sędziego. W wielkim skrócie powiem tylko, że sędzia w uzasadnieniu wyroku poddał w wątpliwość stan umysłu mojego męża i powiedział, że nie może zasądzić rozwodu nawet z winy obu stron, bo tej winy po prostu z mojej strony nie widzi. I to był ten sam sędzia, który na pierwszej rozprawie potraktował mnie delikatnie mówiąc "z buta".
Właściwie powinnam się cieszyć, ale nie jest mi do śmiechu. Widzę, że to był cud i nie chce być niewdzięczna, ale nie wiem co dalej. Tytuł mojego wątku nadal bardzo wpisuje się w moje odczucia, trochę to śmieszne nawet.

Mimo "wygranej" czuję, że przegrałam. Takie refleksje po czasie, kiedy emocje opadają.
No właśnie. Tak samo, jak tutaj wszyscy piszą (zgodnie z duchem forum), że rozwód niczego nie zmieni na plus. Nie zakończy sprawy, nie da spokoju. Tak samo, jak nie rozwód niczego nie zmieni na plus. Nie spowoduje kontynuacji sprawy, nie da spokoju, poczucia wygranej. To tylko papierek. Skoro ślub cywilny jest nieistotny, to i rozwód cywilny, bądź jego brak, nie jest istotny. Niczego nie załatwia w nas. Walka z wiatrakami, bo prawdziwa walka toczy się w nas, w tym, jakiego wilka karmimy?
Rento, w mojej ocenie trochę prowokujesz.
Jeśli rozwód cywilny jako papierek nic nie znaczy, to po co trafiłaś te parę lat temu na to forum i byłaś przez cały czas dziania się dookoła kryzysu i rozwodu? Skoro to "tylko papierek"?
Masz absolutną rację - że chodzi o walkę, która toczy się w każdym z nas, i o wilka którego każdy z nas karmi.
I tak jak każdy fakt, który się zdarzył w moim życiu, ma znaczenie dla mojego życia, tak samo fakt rozwodu ma dla tego życia znaczenia.
Kluczowym jest, aby przyjąć fakt, jaki się zdarzył - w prawdzie.
Oszukiwaniem samego siebie będzie, że rozwód to tylko papierek, bo tak nie jest, i świadczą o tym świadectwa mnóstwa ludzi, którzy przez rozwód przeszli, często na własne życzenie i po czasie weryfikują, że to była jedna z gorszych decyzji w życiu, o wielce dalekosiężnych a złych konsekwencjach.
I podobnie w drugą stronę - rozwód to nie jest koniec świata. Owszem, jest wyjątkowo bolesnym doświadczeniem, jest to koniec pewnego okresu w życiu, ale po nim są kolejne okresy w życiu, które pod wieloma względami mogą być równie piękne, dojrzałe i owocne, jak okres małżeństwa razem, Pan Bóg w łaskach sakramentu małżeństwa daje to piękno nawet, gdy małżonkowie żyją oddzielnie. Kluczowym jest, aby świadomie i dojrzale wówczas przeżywać sakrament małżeństwa, wtedy łaska Boża jest potężną wartością dodaną.
W tym "świadomie i dojrzale" ważne jest osobiste podejście do rozwodu.
I tak się składa, że postawy "rozwód to tylko papierek" na tym forum nie wspieramy, z prostej przyczyny - internet pełen jest takiego wspierania, a my wolimy patrzeć tak jak Pan Bóg, czyli maksymalnie szeroko na człowieka i jego decyzje.
Nirwanno

To nie jest prowokacja, ja tak po prostu myślę. Często w trakcie procesu rozwodowego toczy się jednak najczęściej brutalna "walka" (trup ściele się gęsto), co myślę utrudnia potem zejście się małżonków. I nie widzę sensu takiej walki za wszelką cenę, bo cena jest często bardzo wysoka, za wysoka. Tym bardziej o papierek.
A w mojej osobistej sprawie: nie mam rozwodu, bo przez 5 lat nie wystąpiłam o rozwód. Bo nie rozwód jest ważny, ale faktyczne życie razem, czy osobno. Jestem więc konsekwentna. A w moim odczuciu nie małżeństwo niesakramentalne było dla mnie tak ważne, ale ważna była głównie rodzina, którą stworzyliśmy. I o całość tej rodziny walczyłam.

renta11
Posty: 460
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: renta11 » 21 lip 2019, 19:06

Smutku

Cokolwiek się wydarzy, z Bogiem łatwiej, przytulam Cię serdecznie.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6346
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Nirwanna » 22 lip 2019, 6:43

renta11 pisze:
21 lip 2019, 18:45
Nirwanno

To nie jest prowokacja, ja tak po prostu myślę. Często w trakcie procesu rozwodowego toczy się jednak najczęściej brutalna "walka" (trup ściele się gęsto), co myślę utrudnia potem zejście się małżonków. I nie widzę sensu takiej walki za wszelką cenę, bo cena jest często bardzo wysoka, za wysoka. Tym bardziej o papierek.
A w mojej osobistej sprawie: nie mam rozwodu, bo przez 5 lat nie wystąpiłam o rozwód. Bo nie rozwód jest ważny, ale faktyczne życie razem, czy osobno. Jestem więc konsekwentna. A w moim odczuciu nie małżeństwo niesakramentalne było dla mnie tak ważne, ale ważna była głównie rodzina, którą stworzyliśmy. I o całość tej rodziny walczyłam.
Rento, przyjmuję do wiadomości, że tak masz i tak myślisz.
Prosiłabym Cię jednak o przyjęcie, że wielu z nas trochę inaczej to przeżywa, być może ze względu na sakrament małżeństwa. Być może ze względu też na inne rzeczy.
Moją dużą niezgodę budzi fakt, że swoje myślenie przedstawiasz jako ogólną zasadę do zastosowania w wielu przypadkach użytkowników forum. I to właśnie uważam za prowokowanie, choć oczywiście może ono być nieświadome.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Triste i 16 gości