I co teraz?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

jacek-sychar
Posty: 6497
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: jacek-sychar » 20 mar 2018, 8:00

Mea_ pisze:
19 mar 2018, 22:00
Nie spotkał się nikt z Was z metodą dialogową, która właśnie uczy małżonków opowiadania o emocjach, codziennie...bo to zbliża???
Może i zbliża, ale raczej nie w kryzysie.
W kryzysie często jedno chce już odejść. A wtedy nie ma już dialogu. :?

nałóg
Posty: 2944
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: nałóg » 20 mar 2018, 9:19

A może łatwiej po prostu napisać list? tylko bez przemocy ....bez atakowania i "wytykania " błędów z przeszłości. "czuję że potrzebuję...." , "potrzebuję bo czuje......"
I w 1 o.l.p.
PD

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 20 mar 2018, 9:51

Jak tak patrzę na swoje postępowanie wobec męża w tym trudnym okresie to jednak do niego chyba bardziej trafiają czyny niż słowa. Zrobiłam "za niego" test z jęzków miłości i to by się potwierdzało. Jednak myślę, że to co powiedziałam do niego w którymś momencie sobie przypomni, to że kocham i czekam. Po namyśle mogłam sobie oszczędzić parę monologów i łzawych próśb, bo pogorszyłam zamiast polepszyć. I mimo tego, że on (wydaje się) ma więcej cech kobiecych, to jednak wywnętrzanie się (mimo wylewanych przez niego łez) nie wchodzi w grę. Wracam więc pokornie do "siebie" i zaczynam od nowa, tak po prostu, a co będzie to tylko Bóg wie. Skoro mu zawierzyłam, nie powinnam rozpaczać.
Myślę, że każdy człowiek jest inny, wyjątkowy, ale w tych kryzysach będących naszym udziałem powtarza się pewien model zachowań. Jestem zielona w tym wszystkim i myślałam, że to tylko tak u mnie, ale czytając wątki widzę, jak wiele słów, zachowań się powtarza.
Czytam co piszecie, szanuję wiedzę każdego z Was i jestem wdzięczna za rady. Nie neguję niczego i cenię każdą opinię.
Z Wami lepiej niż bez Was 🙂

zenia1780
Posty: 2170
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: zenia1780 » 20 mar 2018, 10:37

Smutek pisze:
20 mar 2018, 9:51
Po namyśle mogłam sobie oszczędzić parę monologów i łzawych próśb, bo pogorszyłam zamiast polepszyć. I mimo tego, że on (wydaje się) ma więcej cech kobiecych, to jednak wywnętrzanie się (mimo wylewanych przez niego łez) nie wchodzi w grę. Wracam więc pokornie do "siebie" i zaczynam od nowa, tak po prostu,
Smuteczu, cenne refleksje.
Podobne błędy w ostrej fazie kryzysu popełniłam, jednak Tatuś ze wszystkiego potrafi wyciągnąć dobro, jeśli pozwolimy się Mu poprowadzić...
Ja w dialogu z moim mężem nauczyłam się jednego, że kiedy emocje sięgały zenitu, kiedy się już ze mnie wylewały to nie rozpoczynałam rozmowy z mężem zanim nie porozmawiałam o tym z kimś innym, najczęściej rozmawiałam wtedy z księdzem, opiekunem nszego ogniska, bo to facet jednak i ma inaczej to wszystko poukładane, lub spisywałam to wszystko na kartce i dawałam sobie kilka dni czasu na przekazanie tego listu, lub informacji w nim zawartych mężowi ( na opadnięcie emocji), jeśli po tym czasie nic się nie zmieniało w moim postrzeganiu, to dawałam list, ale baaaardzo rzadko do tego dochodziło, najczęściej potrafiłam już spokojnie o tym z mężem porozmawiać, nie raniąc ani jego, ani siebie.
Nie dobre jest tłumienie w sobie emocji, żadnych, ani tych złych, ani dobrych. I o ile te dobre spokojnie można na męża przelać w kryzysie, to z tymi złymi już lepiej rozważniej postępować...
Faktem jednak jest, że dobrze jest, zwłaszcza kobiecie, te trudne sprawy z siebie wyrzucić, bo dopiero kiedy to zrobi, czyli wszystko z siebie wyrzuci, potrafi w miare obiektywnie spojrzeć na własną sytuacje i znaleźć najlepsze dla niej rozwiązanie...
Panowie, to taka informacja dla Was ;) , dajcie kobiecie spokojnie się wypowiedzieć do końca, bez szukania rozwiązań dla jej problemów, bo ona na końcu swojego monologu sama te rozwiązania odkryje. Zaoszczędzicie więc sobie frustracji związanych z tym, że staracie się jak możecie pomóc kobiecie w rozwiązaniu problemu, a ona nie tylko tych rozwiązań nie przyjmuje, to jeszcze się na Was złości, że nie słuchacie, nie rozumiecie, lekceważycie... ;)
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 20 mar 2018, 11:09

zenia1780
Mądry Polak po szkodzie 😉 no ale powoli do mnie dociera, że ja naprawdę nie mam na to wszystko zbyt dużego wpływu, tzn. mam na siebie, ale jego swoim "chceniem" nie zmienię. Oby tylko nie zabrakło mi sił i wiary. Nie ustaję w modlitwie.

krople rosy

Re: I co teraz?

Post autor: krople rosy » 20 mar 2018, 11:28

zenia1780 pisze:
20 mar 2018, 10:37
Ja w dialogu z moim mężem nauczyłam się jednego, że kiedy emocje sięgały zenitu, kiedy się już ze mnie wylewały to nie rozpoczynałam rozmowy z mężem zanim nie porozmawiałam o tym z kimś innym, najczęściej rozmawiałam wtedy z księdzem, opiekunem nszego ogniska, bo to facet jednak i ma inaczej to wszystko poukładane,
Mogę się pod tym podpisać. Gdy trudno mi było zrozumieć mojego męża szukałam męskiego spojrzenia na sprawę. Chciałam spojrzeć na problem także oczami mężczyzny. Bardzo sobie cenię męski punkt widzenia. Wiele wyjaśnia, studzi emocje i sprowadza na ziemię.
zenia1780 pisze:
20 mar 2018, 10:37
Faktem jednak jest, że dobrze jest, zwłaszcza kobiecie, te trudne sprawy z siebie wyrzucić, bo dopiero kiedy to zrobi, czyli wszystko z siebie wyrzuci, potrafi w miare obiektywnie spojrzeć na własną sytuacje i znaleźć najlepsze dla niej rozwiązanie...
Bo kobieta w ten sposób porządkuje swoje wnętrze. Wyrażając emocje , myśli i uczucia chce być też poznaną i zrozumianą. Powinna to jednak robić w sposób umiejętny, czyli nie obciążać nimi drugiej strony i nie usprawiedliwiać intensywnymi przeżyciami swojego zachowania.

Jeśli chodzi o mojego męża lubi On krótki komunikat jasną informację i idziemy do przodu. Widzę,że podobnie ma mój dorastający syn. Nie cierpi długich rozmów i międlenia w kółko tematu. Ponieważ mąż jest lepszy w stanowczych, krótkich rozmowach to oddaję mu pałeczkę w tej kwestii :)
Z dziewczynami mogę sobie dłużej pogadać... ;)

krople rosy

Re: I co teraz?

Post autor: krople rosy » 20 mar 2018, 11:38

Smutek pisze:
20 mar 2018, 11:09
ale jego swoim "chceniem" nie zmienię. Oby tylko nie zabrakło mi sił i wiary. Nie ustaję w modlitwie.
Już to gdzieś pisałam ale podzielę się jeszcze raz: zazwyczaj wtedy gdy odpuszczam, poddaję się i nie walczę o swoje to staje się to co wydawało mi się niemożliwe. Nadal kocham ale bez obsesji....na spokojnie .

Wewnętrznie przyjmuję że ktoś może czegoś nie chcieć albo chcieć nie tak jak ja, ma prawo do wolnych wyborów i może zrobić jak uważa.
Taka postawa odciąża mnie i drugą stronę bo ona jeśli chce kochać i budować coś dobrego to z wolnej woli a nie dlatego że musi.
Dobrowolny dar jest cenniejszy i trwalszy niż ten dany pod przymusem i presją czyichś oczekiwań.

mare1966
Posty: 1394
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: mare1966 » 20 mar 2018, 11:43

"Panowie, to taka informacja dla Was ;) , dajcie kobiecie spokojnie się wypowiedzieć do końca, bez szukania rozwiązań dla jej problemów, bo ona na końcu swojego monologu sama te rozwiązania odkryje. Zaoszczędzicie więc sobie frustracji związanych z tym, że staracie się jak możecie pomóc kobiecie w rozwiązaniu problemu, a ona nie tylko tych rozwiązań nie przyjmuje, to jeszcze się na Was złości, że nie słuchacie, nie rozumiecie, lekceważycie... ;)"

Zenia ,
ja często widzę niestety ,
że w ogóle trudno się gada z kobietami .
Ja nawet nie powinienem tego pisać - bo sam sobie "szkodzę" tutaj ,
ale średnio mnie to obchodzi .
Pulikowski mówi - nie ma sensu , przytul i daj sobie spokój .
Tym niemniej są takie panie , które bardzo wiele rozumieją ,
albo naprawdę zmieniają zdanie .
Większość - niestety ....... nie ma sensu się odzywać .
Dlatego tak wielu facetów powtarza tylko
.......... tak , tak masz rację kochanie .
To się nie bierze znikąd .

Oczywiście , są i odwrotne przypadki .

Mea_
Posty: 24
Rejestracja: 17 paź 2017, 20:50
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i jej konsekwencje

Post autor: Mea_ » 20 mar 2018, 17:44

Każde trudne małżeństwo jest do uratowania...Przypomnijmy sobie motto tego forum. My jesteśmy słabi, ulegamy zwątpieniom...
Bóg jednak dokonuje cudów ...Trzeba zawierzyć!ć
Jacku_sychar...Odnośnie tematu dialogu. Wiele małżeństw nie przeżywałoby kryzysów, gdyby codziennie pracowało na rzecz swojego małżeństwa, również poprzez dialog, dzielenie się emocjami...Zamknięcie się na dialog prowadzi do pustki i do umierania małżonków w małżeństwie. A kryzys...czy to jest nie ostateczna szansa na dialog? Czy to jest za późno? Jeśli nie spróbujemy, to poddanie się bez walki. Uwierz Jacku, nie bądź niedowiarkiem ;) Pan działa cuda.Nawet wtedy, kiedy jedno z małżonków ma "klapki" na oczach, kiedy wie lepiej od Boga, co potrzebuje itp. My podjęliśmy z mężem dialog ( właściwie to chyba Pan nas "wcisnął" w ten dialog - bo nie umiem tego inaczej wytłumaczyć ) w momencie, kiedy nie było moim zdaniem już czego ratować...tak myślałam, że to bez sensu i nie chciałam nawet spojrzeć na męża, moje odejście to była kwestia czasu...A jednak. Bóg działa cuda. Wierzę w to, bo sama tego doświadczyłam. Słyszałam też takie świadectwa, że jeszcze rok temu słuchałabym ich z kpiącym uśmiechem na ustach. Małżeństwa, które trafiały na rekolekcje po rozwodach, w ogromnych emocjach, w nienawiści...Doznawały uzdrowienia...Dla Boga nie ma niemożliwego.
Każdego dnia czuję łaskę...bo Bóg walczy o każde małżeństwo.

Pan Bóg stwarzając Ewę dla Adama, usłyszał jego zachwyt. Adam zachwycił się w uwagi na podobieństwa, nie różnice...
Nie wiem czy to dobra droga, polegająca na tłumieniu swoich emocji z uwagi na małżonka, który jest taki czy inny. Dlaczego jedna strona ma obchodzić się z drugim jak z przysłowiowym "jajkiem". Wiele kobiet robi z siebie wręcz "męczennice" ...bo tacy są mężczyźni. Jacy?
Niezdolni słuchać? Jeśli ktoś nie chce pracować nad swoimi małżeństwem, to każdy pretekst do lenistwa w tym temacie jest dobry. Jedna strona ze swoim zaangażowaniem nie da rady. Jeśli małżonek to trudny przypadek, to trzeba się za niego modlić...ale to też nie polega na tłumaczeniu jego słabości i schodzeniu mu z drogi. Musimy od siebie wymagać, nawet gdyby inni od nas nie wymagali - te słowa chyba powtarzał Jan Paweł II.
"Kocha się naprawdę i do końca tylko wówczas, gdy kocha się na zawsze w radości i smutku bez względu na dobry czy zły los."
JAN PAWEŁ II

jacek-sychar
Posty: 6497
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Zdrada i jej konsekwencje

Post autor: jacek-sychar » 20 mar 2018, 18:10

Mea_ pisze:
20 mar 2018, 17:44
Jacku_sychar...Odnośnie tematu dialogu. Wiele małżeństw nie przeżywałoby kryzysów, gdyby codziennie pracowało na rzecz swojego małżeństwa, również poprzez dialog, dzielenie się emocjami...Zamknięcie się na dialog prowadzi do pustki i do umierania małżonków w małżeństwie. A kryzys...czy to jest nie ostateczna szansa na dialog? Czy to jest za późno? Jeśli nie spróbujemy, to poddanie się bez walki. Uwierz Jacku, nie bądź niedowiarkiem
Mea_
Dialog małżeński jest bardzo pożyteczną sprawą. Ja napisałem tylko, że często na dialog jest już za późno, bo jedno z małżonków już emocjonalnie jest dawno poza małżeństwem.
Pisałem to w innym wątku, tutaj:
nieaktualne - posty przeniesiono na prośbę autorki do właściwego wątku - moderacja
Nie wiem, czemu w innym wątku odwołujesz się do mojej wypowiedzi i to w sposób dziwny? Przypisujesz mi (wydaje mi się), rzeczy, które nie napisałem. :?

Mea_
Posty: 24
Rejestracja: 17 paź 2017, 20:50
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Mea_ » 20 mar 2018, 18:12

Jestem tutaj dłużej...jeśli to takie istotne. Wchodziłam jako gość, czytając jedynie. Kiedy się zarejestrowałam...chyba kilka dni trwało bo były jakieś problemy. Nowym uczestnikiem zostałam w rocznicę ślubu...Zabawne. Prawda?
Napisałam przed chwilą posta, ale chyba umieściłam go w innym temacie. Proszę moderatorów o przeniesienie we właściwe miejsce.
Wrócę jednak do czytania forum...Nikomu nie zamierzam prostować ścieżek, jak to ładnie ujął mare1966. Pisałam jedynie o swoich doświadczeniach i przeżyciach. Nie wiem skąd taki odbiór moich postów...
Ale niech każdy sam szczerze oceni swoje intencje.
Mimo wszystko uważam, że forum jest bardzo ważne dla małżonków w kryzysie...dlatego szkoda czasu na pisanie postów, nic nie wnoszących, w obronie swojej osoby.
Pozdrawiam wszystkich!
"Kocha się naprawdę i do końca tylko wówczas, gdy kocha się na zawsze w radości i smutku bez względu na dobry czy zły los."
JAN PAWEŁ II

GosiaH
Posty: 1063
Rejestracja: 12 gru 2016, 20:35
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: GosiaH » 20 mar 2018, 18:16

Mea_ pisze:
20 mar 2018, 18:12
Napisałam przed chwilą posta, ale chyba umieściłam go w innym temacie. Proszę moderatorów o przeniesienie we właściwe miejsce.
napisałabyś o jakim poście mowa? I dokąd go przenieść?
Chętnie pomogę, ale bez tych danych, to ciężko będzie.
"Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, żyj tak, by pytać zaczęli" św. Jan Vianney

Mea_
Posty: 24
Rejestracja: 17 paź 2017, 20:50
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i jej konsekwencje

Post autor: Mea_ » 20 mar 2018, 18:17

Jacku!
Wydaje Ci się :)
Wątek pomyliłam o czym już pewnie wiesz bo poprosiłam o przeniesienie.
A na dialog - to oczywiście tylko moje zdanie, ale głęboko w to wierzę - NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO.
"Kocha się naprawdę i do końca tylko wówczas, gdy kocha się na zawsze w radości i smutku bez względu na dobry czy zły los."
JAN PAWEŁ II

marylka
Posty: 1220
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: marylka » 20 mar 2018, 19:58

Gosiu -Mea npisała w Odbudowie małżeństwa-zdrada i jej konsekwencje:))

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 20 mar 2018, 20:34

Byliśmy właśnie na zakupach spożywczych i po powrocie oznajmił mi, że będzie spał w drugim pokoju. Wracamy do punktu wyjścia...chociaż właściwie mimo "powrotu" myśmy przecież z tego punktu nie ruszyli się o krok.
No dobra...bez histeri, płaczu i pytań "ale dlaczego".
Nie jest to łatwe do zrozumienia, ale czy muszę wszystko rozumieć...

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości