I co teraz?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 26 lut 2018, 16:16

3Has
Dzięki za spostrzeżenia. Mam wrażenie, że mąż kiedyś był bardziej wylewny a później nie chciał już wszystkim się dzielić, no przynajmniej nie ze mną. Kiedy zapytałam o ostatnią "koleżankę" i o te smsy, o czym tak piszą, odpowiedział że o niczym konkretnym, co tam słychać i w ogóle. Stwierdziłam, że przecież o tym samym może ze mną porozmawiać, ale nie doczekałam się reakcji.
Zastanawiam się jeszcze jak on odbiera moją "obojętność" na niego... Piszecie, że czasem to pomaga się komuś otrząsnąć i wrócić do normalnego myślenia, to postawienie granic. Tylko jak jest z kimś niedojrzałym i dziecinnym, takim Piotrusiem Panem? Czy on w dziecinnym uporze nie odbiera tego jako złośliwość, na zasadzie -acha ty mi tak to ja ci tak.
Generalnie nie mam za dużego wyboru, bo na płacze i prośby reakcja wiadoma, oprócz tego co teraz zostało jeszcze wystawienie walizek za drzwi. Ale bez tej próby tego nie zrobię, tak mi serce a może Bóg podpowiada. Wiem tylko, że może trochę przez to przedłużam swoją rozpacz, bo jeśli jednak sam zdecyduje się wynieść to od nowa wpadnę w ten stan, z którego teraz uczę się podnosić.
Czy Was nie denerwuje, że tyle piszę? Widzę, że ludzie mają tu o wiele poważniejsze problemy niż ja i serce mi się kraje jak czytam niektóre wątki...

jacek-sychar
Posty: 6495
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: jacek-sychar » 26 lut 2018, 16:25

Smutek

Faceci są myśliwymi. Oni nie potrzebują mieć, oni potrzebują polować (zdobywać).
Jak nagle mąż widzi, że Ty stajesz się obojętna, to przestajesz być niego, czyli instynkt mu się odzywa, żeby zdobyć.
No, chyba że już jest dawno emocjonalnie gdzie indziej, wtedy to tylko wytłumaczenie dla jego odejścia.

Czarek
Posty: 1800
Rejestracja: 30 sty 2017, 8:33
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: Czarek » 26 lut 2018, 16:31

Witaj Smutek,
Smutek pisze:
26 lut 2018, 16:16
Zastanawiam się jeszcze jak on odbiera moją "obojętność" na niego... Piszecie, że czasem to pomaga się komuś otrząsnąć i wrócić do normalnego myślenia, to postawienie granic.
Po co Ci to zastanawianie?

Postawienie granic i uniezależnienie się od tego co robi mąż (to co on robi to jego odpowiedzialność) mają przede wszystkim na ten czas pomóc Tobie stanąć na nogi.
Robiąc to po to aby potrząsnąć mężem możesz się rozczarować :(
Smutek pisze:
26 lut 2018, 16:16
Czy Was nie denerwuje, że tyle piszę? Widzę, że ludzie mają tu o wiele poważniejsze problemy niż ja i serce mi się kraje jak czytam niektóre wątki...


Smutek celem tego forum jest pomoc osobom będącym w kryzysie małżeńskim.
To Twój wątek i jeśli chcesz otrzymywać zwroty to ... pisz :D

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 26 lut 2018, 16:33

Jacek
Myślę, że jeśli nie ma kowalskiej, a na razie się rozgląda to może coś w nim drgnie, ale jeśli kowalska jest to chyba nic co zrobię nie spowoduje jego ponownego we mnie "zakochania".
Wtedy naprawdę tak jak piszecie cała zmiana siebie, wnętrza, wyglądu itp. będzie tylko i wyłącznie moją dla mnie inwestycją na przyszłość.

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 26 lut 2018, 16:38

Czarek
Dziękuję za Twoje słowa. Masz rację ciągle liczy się dla mnie jego reakcja a nie ja sama. Przecież tak nie powinno być. Ja jestem jednak emocjonalnie na nim uwieszona...
Ważny jest dla mnie on, ważne nasze małżeństwo, tylko w tym wszystkim chyba ja już przestałam być dla siebie ważna...

Czarek
Posty: 1800
Rejestracja: 30 sty 2017, 8:33
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: Czarek » 26 lut 2018, 16:48

Smutek pisze:
26 lut 2018, 16:38
Ważny jest dla mnie on, ważne nasze małżeństwo, tylko w tym wszystkim chyba ja już przestałam być dla siebie ważna...
Smutek czas mojego kryzysu potrzebny był mi także po to abym przyjął miłość Boga do mnie i nauczył się kochać samego siebie.

Bardzo pomogło mi w tym przykazanie miłości, a w szczególności ten fragment, który pogrubiłem:

"Będziesz miłował Pana Boga swego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego jak siebie samego."

Na początek posłuchaj też tego: https://www.youtube.com/watch?v=IgfI2Dnjk2U

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 26 lut 2018, 16:59

Czarek
Dziękuję. Każda kobieta powinna tego posłuchać. To najpiękniejszy list od Taty jaki kiedykolwiek został napisany. Dlaczego my sami tak źle myślimy o sobie i siebie nie kochamy...albo kochamy nie taką miłością jak powinniśmy...

3Has
Posty: 197
Rejestracja: 22 lip 2017, 15:40
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: 3Has » 27 lut 2018, 10:42

Smutek pisze: 3Has
Dzięki za spostrzeżenia. Mam wrażenie, że mąż kiedyś był bardziej wylewny a później nie chciał już wszystkim się dzielić, no przynajmniej nie ze mną. Kiedy zapytałam o ostatnią "koleżankę" i o te smsy, o czym tak piszą, odpowiedział że o niczym konkretnym, co tam słychać i w ogóle. Stwierdziłam, że przecież o tym samym może ze mną porozmawiać, ale nie doczekałam się reakcji.
Nie sądzę że z koleżankami się pisze "co słychać" więc to raczej była wymówka, a nie faktyczna treść smsów. Stąd Twoja uwaga nie miała zastosowania.
A w ogóle nie ma co się interesować tym co on robi i z kim. Ty jesteś w takiej sytuacji że powinnaś się zainteresować głównie sobą - ale nie po to by mąż coś tam. Sama dla siebie BEZ WZGLĘDU na to, jak on na Twoją przemianę zareaguje.
Smutek pisze: Zastanawiam się jeszcze jak on odbiera moją "obojętność" na niego... Piszecie, że czasem to pomaga się komuś otrząsnąć i wrócić do normalnego myślenia, to postawienie granic. Tylko jak jest z kimś niedojrzałym i dziecinnym, takim Piotrusiem Panem? Czy on w dziecinnym uporze nie odbiera tego jako złośliwość, na zasadzie -acha ty mi tak to ja ci tak.
Generalnie nie mam za dużego wyboru, bo na płacze i prośby reakcja wiadoma, oprócz tego co teraz zostało jeszcze wystawienie walizek za drzwi. Ale bez tej próby tego nie zrobię, tak mi serce a może Bóg podpowiada. Wiem tylko, że może trochę przez to przedłużam swoją rozpacz, bo jeśli jednak sam zdecyduje się wynieść to od nowa wpadnę w ten stan, z którego teraz uczę się podnosić.
Chodzi o to byś bez względu na jego działania w taki stan nie wpadała.
Owszem - nie masz za dużego wyboru i zrozum, że cokolwiek zrobisz, może to wcale nie przynieść pożądanych zachowań ze strony męża. Ale to nie jest głównym celem Twojej pracy nad sobą - celem jest to, byś potrafiła znieść wszystko, co się stanie, i jeszcze przy tym dość dobrze funkcjonowała. Są tu tacy na forum - i należy brać z nich przykład.

Smutek pisze: Czy Was nie denerwuje, że tyle piszę? Widzę, że ludzie mają tu o wiele poważniejsze problemy niż ja i serce mi się kraje jak czytam niektóre wątki...
Moja droga - pozwól że się tak do Ciebie zwrócę:) Ty - denerwujesz? Nie, nie i jeszcze raz nie. Po pierwsze - nie ma tak, że prawo do pisania jest tym większe im większy problem. Po drugie - spójrz na forum, są tacy, co piszą znacznie więcej, znacznie obszerniej, zakladają w cholerę wątków na których spełniają się literacko a problemy wyłażą wyłącznie przy okazji i to głównie z nimi. I niby Ty - denerwujesz? Nie, nie i jeszcze raz nie:)
Forum jest dla takich jak Ty, by pisali o swoich problemach - i Ty to właśnie robisz. Wszystko w porządku:)
Smutek pisze: Myślę, że jeśli nie ma kowalskiej, a na razie się rozgląda to może coś w nim drgnie, ale jeśli kowalska jest to chyba nic co zrobię nie spowoduje jego ponownego we mnie "zakochania".
Tego nie wiemy, ale wiemy, że uporczywe myślenie o tym jakie Twoje zachowanie spowoduje jego powrót - tylko zaszkodzi. Jeśli on wróci, to tylko do żony która zadbała o siebie emocjonalnie, duchowo i wreszcie fizycznie, która ma podejście z cyklu "o mnie się nie martw ja sobie radę dam, jesteś to jesteś a jak cię nie ma to też niewielki kram". Pisano Ci już o tym, ja się tylko dołączam:)
Smutek pisze: Wtedy naprawdę tak jak piszecie cała zmiana siebie, wnętrza, wyglądu itp. będzie tylko i wyłącznie moją dla mnie inwestycją na przyszłość.
I znowu -tego nie wiemy. Ale nawet gdyby - to żle? To wolisz siedzieć, płakać i rozpaczać? Czy może starać się żyć normalnie?
Uwierz mi - jestem w sytuacji podobnej do twojej. Ale jakoś przędę i z doświadczenia widzę, że im bardziej skupiam się na swjoej robocie, zadaniach do zrobienia w domu oraz zainteresowaniach, a im mniej na żonie - tym lepiej funkcjonuję, ale i tym lepiej funkcjonuje moja rodzina, jeśli oczywiście można ją tak frywolnie nazwać.
Absolutnie nie powoduje to w moim wypadku powrotu żony do normalności, ale normalności nigdy w zasadzie nie było - ona nie wie co to jest i absolutnie nie ma najmniejszego zamiaru się dowiedzieć. Ale mam wybór - albo się załamać i w rezultacie palnąć sobie w łeb, albo ciągle zerkać czy księżniczka nie znormalnieje, i zwariować od tego prędzej czy później, albo po prostu zająć się swoimi sprawami i nauczyć się cieprliwie znosić wszelkie przejawy dda, ddd i ddrr jakie sobie można tylko wyobrazić.
Wybrałem to ostatnie, oczywiście nie zawsze się udaje, ale jakoś przędę. Do śmierci pewnie mam już bliżej niż dalej, także luzik:)

Smutek pisze: Dlaczego my sami tak źle myślimy o sobie i siebie nie kochamy...albo kochamy nie taką miłością jak powinniśmy...
A z tym różnie bywa - ludzie jednak najczęściej kochają siebie zbyt mocno i nikogo poza sobą na dobrą sprawę. Pewna grupa (mniejszość) ma jednak deficyt miłości, zapewne rodzicielskiej i nie kocha siebie, źle o sobie myśli, za to zbyt troszczy się o innych - o to co powiedzą, jak się zachowają, i w przypadku małżeństwa - co będzie jak nas zostawią.
Ciężko zachować złoty środek, acz warto go szukać:)

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 27 lut 2018, 16:35

3Has
Dzięki za wszystkie mądre słowa. Gdybym tu wcześniej trafiła... ale lepiej późno niż wcale 🙂
Czuję się odrobinę lepiej, znów powoli zaczynam się uśmiechać. Jutro mija 1,5 miesiąca od kiedy wszystko wyszło na wierzch, bo że coś działo się w jego głowie wcześniej to uważam za pewnik. To za krótki okres żeby wyjść na prostą czy jakąkolwiek w ogóle, ale zaczynają docierać do mnie Wasze dobre rady i wsparcie, pomoc moich bliskich. Jeszcze płaczę, bo mam gorsze chwile, ale staram się, żeby nikt nie widział tych łez, a w szczególności mąż. Zaczęłam spotykać się z koleżankami, chociaż nie bardzo mam ochotę, ale idę na siłę i po powrocie nagle stwierdzam, że było całkiem fajnie. Oczywiście nie spowiadam się mężowi gdzie wychodzę i z kim, mówię tylko, żeby psa nakarmił, bo wracam później. Chciałbym uwolnić swój umysł od troski i strachu o tę sytuację i próbuję, ale bardzo ciężko wyłączyć emocje, zwłaszcza że rodzina w swej trosce czasem nie daje mi o tym zapomnieć.
Chciałbym bym być silniejsza już, zaraz, teraz, ale wiem, że to tak nie działa.

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 27 lut 2018, 17:40

Przed chwilą zadzwoniła do mnie siostra, która oczywiście bardzo się o mnie martwi i mnie kocha, ale tak mną potelepała przez telefon, że mam dość. Ona uważa, że moja decyzja jest błędna, że powinnam mu już natychmiast wystawić waluzy za drzwi, że on się nie zmieni, że się torturuję, że dopóki go nie wywalę to się nie otrząśnie itp. Nikt nie rozumie mojej decyzji, mojego czekania. Rozumem przyznaję jej rację, ale nie sercem. Wiem, że może i tak będzie, że dopiero jak przestanie tu mieszkać to się opamięta, ale nie wiem tego na pewno. Sama błądzę po omacku i nie wiem co mam robić. Może to była dobra decyzja może zła, nie wiem. Mam ochotę wrzeszczeć. Ona ma inny charakter niż ja i nie jest na moim miejscu. Stwierdziła, że nie ma sensu dłużej niż do świąt się mordować. Do świąt może być wszystko i nic. Zostawiam to Bogu, bo oszaleję.

jacek-sychar
Posty: 6495
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: jacek-sychar » 27 lut 2018, 17:56

Smutek pisze:
27 lut 2018, 17:40
Ona uważa, że moja decyzja jest błędna, że powinnam mu już natychmiast wystawić waluzy za drzwi, że on się nie zmieni, że się torturuję, że dopóki go nie wywalę to się nie otrząśnie itp. Nikt nie rozumie mojej decyzji, mojego czekania.
No to witaj Smutek w klubie nierozumiejących. :D
U mnie musiało minąć kilka lat, żeby najbliżsi zrozumieli, że to jest moja decyzja i przestali mi truć głowę.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9578
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Nirwanna » 27 lut 2018, 18:06

Smutek pisze:
27 lut 2018, 17:40
Przed chwilą zadzwoniła do mnie siostra, która oczywiście bardzo się o mnie martwi i mnie kocha, ale tak mną potelepała przez telefon, że mam dość. Ona uważa, że moja decyzja jest błędna, że powinnam mu już natychmiast wystawić waluzy za drzwi, że on się nie zmieni, że się torturuję, że dopóki go nie wywalę to się nie otrząśnie itp. Nikt nie rozumie mojej decyzji, mojego czekania. Rozumem przyznaję jej rację, ale nie sercem. Wiem, że może i tak będzie, że dopiero jak przestanie tu mieszkać to się opamięta, ale nie wiem tego na pewno. Sama błądzę po omacku i nie wiem co mam robić. Może to była dobra decyzja może zła, nie wiem. Mam ochotę wrzeszczeć. Ona ma inny charakter niż ja i nie jest na moim miejscu. Stwierdziła, że nie ma sensu dłużej niż do świąt się mordować. Do świąt może być wszystko i nic. Zostawiam to Bogu, bo oszaleję.
Smutku, mam nadzieję, że Cię rozbawię ;-) - u mnie było tak:

Mam też siostrę, sytuacja moja okołokryzysowa była ciut inna, ale kierunek jej wypowiedzi - dokładnie ten sam. Plus "znajdziesz sobie kogoś". To, że mówiłam, że chcę ratować małżeństwo, trafiało w kosmos. Totalna abstrakcja.
Rok później się nawróciła. Wtedy powiedziała "Tyyyy, ja teraz rozumiem co Ty do mnie mówisz!" :-D

Wniosek - módl się o nawrócenie siostry. :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 27 lut 2018, 19:15

Jacek, Nirwanna
No i teraz jeszcze mama przyszła i mi dołożyła. Ona uważa, że ja to robię, żeby mi nikt nie zarzucił, że to ja go wywaliłam, czyt. "Co ludzie powiedzą o tobie".
Tłumaczę jednej i drugiej, jak chłopu na miedzy, że go ciągle kocham i chcę to ratować i tak, szkoda mi go wywalać w zimę, bo właśnie go kocham!
Dopiero co w poście pochwaliłam moich bliskich za wsparcie, no i masz. Ja rozumiem, że one się martwią o mnie i mnie też kochają, no ale ludzie...
A mogę się założyć, ba, ja to wiem na stówę, że jeżeli on odejdzie to wszyscy, teściowie, rodzice i siostra będą namawiać mnie na rozwód, ewentualnie postrzegać mój brak zgody na niego jako chęć dowalenia mężowi, a nie ratowanie związku, jego i mojej duszy, zaufanie Bogu...

GosiaH
Posty: 1063
Rejestracja: 12 gru 2016, 20:35
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: GosiaH » 27 lut 2018, 19:34

Smutek pisze:
27 lut 2018, 19:15
A mogę się założyć, ba, ja to wiem na stówę, że jeżeli on odejdzie to wszyscy, teściowie, rodzice i siostra będą namawiać mnie na rozwód, ewentualnie postrzegać mój brak zgody na niego jako chęć dowalenia mężowi, a nie ratowanie związku, jego i mojej duszy, zaufanie Bogu...
Smutek, masz moc w sobie, żeby się temu przeciwstawić.
Ty wybierasz jaką drogą pójdziesz.
Współczesny świat (w osobach nam bliskich również, a jakże) daje przyzwolenie na "ułożenie sobie życia od nowa".
Twoim wyborem może być trwanie w wierności.

Ja miałam podobne do twoich doświadczenia.
Za dużo osób wokół mówiło, że jestem jeszcze na tyle młoda, że ułożę sobie życie.
Przywoływali przykłady z bliskiego otoczenia, gdzie taka postawa "wyszła na dobre".

Ja się nie poddałam.
Pychą byłoby powiedzieć, że to dzięki mojej postawie, moja rodzina, obecnie, po powrocie męża, po odbudowaniu małżeństwa, widzi moc w Sakramencie, że większość jest mocno nawrócona, że Pan Bóg jest w naszym życiu i słowach na co dzień. Niemniej wierzę, że jakiś udział w tym miałam, że byłam narzędziem Ducha św.

Pomodlę się za ciebie, za twoją siłę trwania w wierności.
Bądź odpowiedzialna za swoją część przysięgi małżeńskiej. Tylko i aż tyle.
Dasz radę !
"Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, żyj tak, by pytać zaczęli" św. Jan Vianney

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 27 lut 2018, 19:35

A na deser hasło szwagierki: "a może to wszystko po cos jest, w jakimś celu..." -początek niezły, a końcówka "żebyś sobie mądrzejszego faceta znalazła". I tyle w temacie.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: stokrotka77, wigton i 23 gości