I co teraz?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Wiedźmin

Re: I co teraz?

Post autor: Wiedźmin » 21 mar 2018, 0:40

Lepiej się wyśpisz... :) są i plusy :)
Byle za bardzo kanapy nie wygniótł ;))

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 21 mar 2018, 9:44

Aleksander dziękuję za Twoje poczucie humoru 😉

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 26 mar 2018, 17:52

Kochani mam pytanie.
Jak reagowali Wasi współmałżonkowie na decyzję podjęcia przez Was terapii, w sytuacji gdy oni sami nie mieli najmniejszego zamiaru tego robić.
Mój mąż na moje wcześniejsze prośby, w początkowym etapie zapierał się rękami i nogami, więc już więcej tego nie poruszam, ale zastanawiam się sama nad sobą, bo czuję, że mogłoby mi to pomóc. Jeszcze nie podjęłam decyzji ale ta myśl we mnie kiełkuje. Nie wiem tylko jak się zachować. Z jednej strony nie chcę tym wykłuwać mężowi oczu, chociaż wydaje mi się, że powinien mieć tę świadomość, a z drugiej strony też nie chcę jakichś idiotycznych tajemnic z tego robić.. On generalnie uważa, że to dla wariatów, więc...

Pavel
Posty: 3209
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: Pavel » 26 mar 2018, 18:00

Ja zapisałem się na terapię gdy okazało się, że nie zaciągnę na taką żony nawet wołami.
Pomyślałem - ja również pochodzę z nieźle popapranej rodziny, warto więc sprawdzić, czy ze mną wszystko ok.
Przydało się, sporo z tego wyniosłem, sporo zrozumiałem i zmieniłem.
Również miałem obawy - obawiałem się, że żona stwierdzi, że przyda mi się, bo to właśnie ze mną jest coś nie tak. Bałem się, że moja terapia utwierdzi ją w jej decyzjach i "nicnierobieniu".
Jak podejdzie Twój mąż - nie wiemy.
Przekonać go mogą owoce tej pracy (tak jak i pracy nad sobą poza terapią). Może Twoja zmiana spowoduje, że i on spróbuje?
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 26 mar 2018, 18:13

Dzięki Pavel za odpowiedź.
Byłoby super, gdyby to go przekonało, ale szczerze nie liczę na to. Obawiam się właśnie takiego podejścia "no, proszę, zawsze wiedziałem, że to z tobą jest coś nie tak, miałem rację, że już z tobą skończyłem, to ty masz problem a nie ja". Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że właściwie nie powinnam się tym przejmować co on tam sobie o tym myśli, bo to ja potrzebuję pomocy i ja robię to, aby siebie ratować w jakiś sposób.

Pavel
Posty: 3209
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: Pavel » 26 mar 2018, 18:22

Dokładnie.
Gdy mi to pisała Nirwanna w moich pierwszych dniach bytności na forum, pomyślałem:
"o czym ty do mnie rozmawiasz kobieto?".
Teraz wiem, że to jedyna słuszna droga. Aby ratować małżeństwo, trzeba najpierw uratować siebie.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 02 kwie 2018, 17:31

Jazdy ciąg dalszy.
Nie pisałam chwilę, bo generalnie nic się nie zmieniło, ale przynajmniej był względny spokój. Aż do dziś...
Zaczęłam parę dni temu Nowennę Pompejańską i dziś się zaczęło z powrotem tyle, że depresyjnie i względnie bez darcia gęby. Dalej mnie nie kocha, dalej chce rozwodu, to już znamy. Z nowości, jest nic nie wart, zawsze był, z niczym sobie nie poradzi, musi ze sobą skończyć żeby inni przez niego nie mieli problemów. Od wczoraj prawie nic nie je, pije tylko wodę, jest blady i widzę, że słaby. Powiedziałam, że zadzwonię po pomoc to oczywiście niczego nie chce. Na spokojnie, na tyle ile mogłam rozmawiałam z nim, że jest dobrym człowiekiem, że jest wokół pełno ludzi dla których jest ważny, że Bóg miał rację i bez powodu go na ten świat nie powołał, że zawsze może na mnie liczyć i gdy będzie potrzebował to mu pomogę ile będę mogła. To nie było takie tam pitolenie na uspokojenie, mówiłam szczerze i z serca, spokojnie i rozsądnie. Nie wiem ile dotarło. Teraz się położył. Ile jeszcze razy tak będzie i jak mam reagować...
Moje nerwy też na sznurkach. Miał jutro jechać na kolejny tydzień do tej pracy to już nie jedzie, odwołał wszystko, wystawił kolegów, których bardzo lubi. Zachowuje się jakby miał depresję. Jak mam go do lekarza zaciągnąć jak on nie chce...
Modlę się o radę co mam mówić do niego, jak się zachować i aby Bóg mu rozjaśnił umysł.

3Has
Posty: 197
Rejestracja: 22 lip 2017, 15:40
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: 3Has » 03 kwie 2018, 9:10

Smutek pisze: Ile jeszcze razy tak będzie i jak mam reagować...
Przede wszystkim spokojnie. Myślę że dobrze reagujesz jak napisałaś wyżej.
Obawiam się że to może jeszcze potrwać - na Twoim miejscu nie nastawiałbym się na szybką poprawę. A jeśli nastąpi szybko to oczywiście tym lepiej.
Modlisz się - to bardzo dobrze. Tak trzymaj. Ale jak napisałem - to jeszcze może potrwać.
Smutek pisze: Zachowuje się jakby miał depresję. Jak mam go do lekarza zaciągnąć jak on nie chce...
Nijak - nie chce to nie ciągnij. Po prostu.
Moim skromnym zdaniem Twój mąż nie tyle ma depresję co jest rozchwiany emocjonalnie i rzuca się od ściany do ściany. Jeśli mam rację to lekarz tu nie pomoże.
Oczywiście jeśli mąż zechce iść do lekarza - to należy iść, nie powinien zaszkodzić. Ale może to być jak pisałem wyżej - niedojrzałość emocjonalna i rozchwianie. I tu już modlitwa - jest nadzieja że dzięki niej albo sam się opamięta, albo spotka kogoś, kto mu powie to co powinien usłyszeć.

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 03 kwie 2018, 11:06

Dziękuję 3Has.
Wiesz była różnica w tym co mówił teraz a kiedyś. Wtedy bardziej był zły, a teraz sam z siebie mówił, że jest dzieckiem, nic nie potrafi. Oczywiście wcale to nie jest pocieszające, bo nadal przeplatane tym, że nic nie jest wart i wszystkim będzie najlepiej jak go nie będzie na ziemi i po co się urodził itp. Powiedział, że ja jestem silniejsza i zawsze sobie dam radę, a on nie. Odpowiedziałam, że wcale nie jestem silniejsza niż, ale modlę się o siłę i Pan Bóg mi pomaga. Jego odpowiedź - mnie nikt nie pomoże, ani lekarz ani Bóg. Ciężko z tym dyskutować, ale na ile mogę pomagam i wspieram. Powiem szczerze, że już mi nawet obojętne czy jest kowalska czy jej nie ma.

Jonasz

Re: I co teraz?

Post autor: Jonasz » 03 kwie 2018, 11:27

Smutek pisze:
26 mar 2018, 17:52
Kochani mam pytanie.
Jak reagowali Wasi współmałżonkowie na decyzję podjęcia przez Was terapii, w sytuacji gdy oni sami nie mieli najmniejszego zamiaru tego robić.
Z mojego podwórka. Na początku terapii kiedy poszedłem w stanie depresji no neutral. Ani grama wsparcia.NULL ZERO.
Ale kiedy terapia raz ze się wydłużała czasowo no to kasa, a dodatkowo kiedy zacząłem wychodzić z relacji współuzależnienia
no to wtedy zaczęła się jazda. Oczywiście emocjonalna, ale Ty musisz się zastanowić nad ryzykiem, bo scenariusze mogą być różne.
Wydaje mi się zwłaszcza, jeżeli czujesz ze stoisz z mężem w relacji on król na tronie, a Ty ze ściera w pochyleniu bo może król zmieni się w męża...
Bogu niech będą dzięki ze wtedy miałem jeszcze kroki, o których zona nie wiedziała. Bo terapię w pewnym momencie musiałem przerwać. Dla świętego spokoju. Oczywiście terapeutka ostrzegała ze nie skończona ze nie wolno. Oczywiście zonie zakomunikowałem ze ok ze skończona. Co oczywiście zostało wielokrotnie przetestowane z rożnych stron .
Po wszystkim bylem tak wykończony, ze miedzy innymi przerwałem kroki :lol:

Jonasz

Re: I co teraz?

Post autor: Jonasz » 03 kwie 2018, 11:53

Smutek pisze:
03 kwie 2018, 11:06
Powiem szczerze, że już mi nawet obojętne czy jest kowalska czy jej nie ma.
Podobne odczucia miałem odpowiednio do mojego ówczesnego stanu.

Smutek pisze:
03 kwie 2018, 11:06
Jego odpowiedź - mnie nikt nie pomoże, ani lekarz ani Bóg
Hm Smuteczku ty tez nie.
Smutek pisze:
03 kwie 2018, 11:06
Wtedy bardziej był zły, a teraz sam z siebie mówił, że jest dzieckiem, nic nie potrafi.
Smutek pisze:
03 kwie 2018, 11:06
Ciężko z tym dyskutować, ale na ile mogę pomagam i wspieram.
Zeby dziecko wyrosło na mężczyznę potrzebuje męskiego wzorca, a nie mamy. Nie bądź mamą. :D
On musi znaleźć swoja drogę i męski wzorzec sam.
Albo coś najwyrazniej sciemnia.

3Has
Posty: 197
Rejestracja: 22 lip 2017, 15:40
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: 3Has » 03 kwie 2018, 11:54

Smutek pisze: Dziękuję 3Has.
Wiesz była różnica w tym co mówił teraz a kiedyś. Wtedy bardziej był zły, a teraz sam z siebie mówił, że jest dzieckiem, nic nie potrafi. Oczywiście wcale to nie jest pocieszające, bo nadal przeplatane tym, że nic nie jest wart i wszystkim będzie najlepiej jak go nie będzie na ziemi i po co się urodził itp.
Klasyczne objawy niedojrzałości pomieszanej z pychą. Ja, ja i jeszcze raz ja - przy czym naprawdę jest doskonale obojętne, czy mamy do czynienia z narcyzem czy z osobą przekonaną że jest nagorsza na świecie - przyczyna dokładnie taka sama.
Aczkolwiek - zobaczenie siebie w prawdzie (bo ta jego diagnoza jest dość bliska prawdy brutalnie mówiąc, tylko nie trzeba o tym ględzić) - ma swoje bardzo duże plusy. Możliwe że to jest etap - konieczny, acz trudny i dla Ciebie i dla niego. Ale ja traktuję to jako pozytyw.
Aha i jeszcze jedno - nie pocieszaj go i nie mów że wcale taki nie jest jak siebie widzi. Mów natomiast, że może to zmienić - i nikt za niego tego nie zrobi. To trudne, ale możliwe. Wiem co mówię:)
Smutek pisze: Powiedział, że ja jestem silniejsza i zawsze sobie dam radę, a on nie. Odpowiedziałam, że wcale nie jestem silniejsza niż, ale modlę się o siłę i Pan Bóg mi pomaga. Jego odpowiedź - mnie nikt nie pomoże, ani lekarz ani Bóg. Ciężko z tym dyskutować, ale na ile mogę pomagam i wspieram. Powiem szczerze, że już mi nawet obojętne czy jest kowalska czy jej nie ma.
Ależ oczywiście że jesteś silniejsza. I faktycznie dasz sobie radę - z nim czy bez niego.
Właśnie dlatego że robisz to co należy - modlisz się i otrzymujesz. A on nie - przynajmniej na razie. No to Pan Bóg mu nie pomoże, bo się nie wpycha nieproszony. Ale NAPRAWDĘ zaproszony - pomoże.
Z tą obojętnością wobec kowalskiej to rozumiem doskonale. Acz bądź pewna - jeśli on jest w takim stanie to nie ma. Nie piszę tego żeby pocieszać czy coś, tylko po prostu takie są fakty. Gdyby była, on by się nie zachowywał w ten sposób.
Obojętność rozumiem, ale mimo wszystko lepiej że kowalskiej nie ma. I lepiej by nigdy już nie było - coby ewentualna kowalska nie była motorem dla którego mąż się weźmie w garść. Ma się owszem wziąć - ale dla siebie samego i dla Ciebie.

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 03 kwie 2018, 11:55

jarek70
Skłaniam się ku terapii, na razie jestem na etapie poszukiwania kogoś mądrego. Męża w pewnym momencie to zainteresowało pod tym względem, że obawia się, że w przypadku rozwodu z jego winy ja wyciągnę łapy po kasę na swoje leczenie. Relacji król-ściera nie ma na razie, chociaż przez te jazdy widzi, że usuwam się z pola rażenia i tylko wspieram. Kiedy próbował ostrzej był z mojej strony spokojny sprzeciw, albo brak reakcji, rozmowy.

Smutek
Posty: 302
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 03 kwie 2018, 12:19

3Has, jarek70 dużo dla mnie znaczy co piszecie, bo niby spokojna jestem a i tak pogubiona. Macie rację, że potrzeba tu faceta a nie mamy, muszę być trochę bardziej oszczędna w tym wspieraniu, znaleźć złoty środek, w sensie umiaru. Jestem obok, wspieram, ale nie wycieram nosa. Tym razem nie śmiał się ze mnie że się modlę. To wszystko oczywiście nie znaczy, że on zdrowieje, ale jest troszkę inaczej.
Też myślę, że gdyby była kowalska to by się tak nie zachowywał.

3Has
Posty: 197
Rejestracja: 22 lip 2017, 15:40
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: 3Has » 03 kwie 2018, 12:33

Smutek pisze: (...) niby spokojna jestem a i tak pogubiona.
Pogubiona?
Moja droga - koło pogubienia, to Ty nawet nie przechodziłaś:)
Bym Ci opowiedział swoją historię, to byś wiedziała co znaczy "być pogubionym":)
Ty - o co trudno Cię winić - nie jesteś wszechwiedząca. I tyle - ale robisz bardzo dokładnie to, co należy. I nawet jeśli Tobą targa (a pewnie targa i jeszcze czas jakiś tak będzie) - to nie znaczy że jesteś pogubiona.

Ty nie tylko masz ludzi, którzy tu dobrze radzą - Ty potrafisz słuchać i wyciągać wnioski. To tak rzadka umiejętność, że sobie nawet nie wyobrażasz. Ilu ludzi tu na forum tego nie posiada - że nie powiem o tzw "przeciętnych". Ty masz bardzo dużo:)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 30 gości