Wieczne kłótnie

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Widus
Posty: 3
Rejestracja: 18 sie 2017, 18:08
Płeć: Mężczyzna

Wieczne kłótnie

Post autor: Widus » 06 mar 2018, 14:05

Witam wszystkich czytelników tego forum, to mój pierwszy post, do którego przemierzałem się prawie rok. Tak długo, ponieważ cały czas myślałem, że może jednak będę musiał tutaj pisać.

My – ludzie młodzi, ja 28, ona 26 lat, jesteśmy razem i bez przerwy od 10 lat, ślub kościelny 2 lata temu.
Związek – książkowy przykład pierwszej miłości, od nastoletniej przyjaźni do miłości.
Kłóciliśmy się od zawsze. Od kiedy pamiętam kłótnie były nieodłączną częścią naszego związku. Zazwyczaj były to kłótnie o pierdoły i szybko szły w zapomnienie. Niestety żona szybko się nakręcała, zaczynała burczeć przez co bardzo szybko i łatwo było można . Nie chciałem nigdy na to patrzeć i słuchać więc przystawałem na jej racje pomimo tego, że wewnętrznie często czułem inaczej. To bywało irytujące ale wybaczalne. Przez pierwszy okres związku, za który uważam czas do zaręczyn, w większości przypadków ustępowałem. W końcu to były pierdoły, a przy konkretnych problemach czy decyzjach kłótni nigdy nie było.

Następna faza naszego związku to był okres kiedy zamieszkaliśmy razem. Tutaj kłótnie osiągnęły swoje apogeum a moja cierpliwość się skończyła. Nie mogłem znieść wyzwisk i upokarzania przy okazji kłótni, która zaczęła się od tego, że, np.: nie spuściłem wody w toalecie. Wiem. że to może wydawać się śmieszne ale właśnie z takich powodów żona potrafi wszcząć awanturę, na koniec której okazuje się, że ten krzyk to moja wina. Parę razy niewytrzymałym i dałem się ponieść emocjom ale to tylko pogarszało sytuację, kiedy oboje na siebie krzyczeliśmy. Wtedy tłumaczyłem to sobie tym, że jest zestresowana ślubem, egzaminami na studiach. Myślałem, że to może być jakaś nerwica lub problemy psychiczne ale kiedy to delikatnie sugerowałem, kończyło się fochem.

Ostatnia faza to okres po ślubie. Zakładałem, że żona będzie spokojniejsza. Nic bardziej mylnego, bo nawet to, że przestałem reagować na jej krzyki to ją bardziej złościło. Miałem wrażenie, że chce mnie sprowokować albo wprowadzić w taki sam stan szaleństwa w jakim ona się znajduje. Doszło do tego, że w złości zaczęła we mnie rzucać przedmiotami. Przez to, że spokojnie z nią rozmawiałem uważała, że siedzę dumny i mam satysfakcję z tego, że ona cierpi (totalny absurd). Cały czas twierdziła, że ona cierpi bo ona krzyczy i płacze. Tak bardzo jej przeszkadzało to, że próbuję na spokojnie i rzeczowo rozwiązywać problemy, że zaczęła na mnie pluć, dosłownie w twarz. Przeprosiny i rozmowy nic nie dawały bo sytuacja się powtarzała. Dość cyklicznie bo raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie.

Próbowaliśmy to naprawiać rozmowami, randkami i wieloma innymi wspólnymi rytuałami które pomagały ale tylko doraźnie. Problem zawsze wracał. Wybuch zawsze z byle powodu. Awantura taka, że wstyd przed sąsiadami. Kiedy o tym rozmawialiśmy to żona przestawiała mi taki obraz sytuacji, że to tak naprawdę moja wina ta cała awantura bo ja „nic nie robię”. Nie mam inicjatywy, nie myślę o domu i robię coś jak ona powie. Są to bardzo wyolbrzymione zarzuty. A już na pewno nie są to powody do takich awantur. Jedyne czego obawiam się to, że rzeczywiście tracę inicjatywę, bo po prostu coś zaczyna we mnie umierać. Po prostu nie potrafię sobie wyobrazić rodziny z taką atmosferą.

Kochani, sytuacja jak powyżej opisana powtarza się cyklicznie od 2-3 lat. Skutkuje tym, że przez kilka nie rozmawiamy ze sobą. Nie widzę końca tych awantur i tracę nadzieję na poprawę. Nie wiem czy to jest warte by być z kimś za wszelką cenę, proszę powiedzcie mi szczerze co o tym myślicie. Jestem skołowany sytuacją, w której się znajduję i już sam nie wiem czy to może ja jestem winny. Wiem, też że może moja historia jest dość blacha na tle innych tutaj występujących ale moment do którego doprowadziły te kłótnie jest poważny. Związek wisi na włosku, ja nie mogę w sobie odnaleźć nadziei że będzie lepiej. Jedyne czego czego oczekiwałem to szacunek i spokojna atmosfera w domu. Dziś czuję w sercu pustkę i obojętność.

GosiaH
Posty: 1063
Rejestracja: 12 gru 2016, 20:35
Płeć: Kobieta

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: GosiaH » 06 mar 2018, 15:31

Witaj Widus na naszym forum,

Zrozumiałam, z tego, co napisałeś, że chwilę już nas czytasz.
Pewnie trochę wiadomości jak inni sobie radzą w takich sytuacjach już zaczerpnąłeś z tego forum (serdecznie polecam, bo to kopalnia wiedzy).

Czytając ciebie przychodzi mi od razu na myśl to, że ty i twoja żona mówicie zupełnie różnymi językami miłości i przez to w ogóle dogadać się nie możecie.
Czy czytałeś już może "5 języków miłości" Chapmana ?
Jeśli tak, znasz swój i żony język miłości, próbowałeś używać, że tak powiem?
Wg mnie warto.

Mogę zapytać czy was związek jest małżeństwem sakramentalnym?
I jaka jest twoja (wasza! to ważne) relacja z Panem Bogiem?


I na koniec - pamiętaj, internet nie jest anonimowy.
Dla ochrony siebie i bliskich, nie podawaj, proszę, szczegółów, które mogłyby was jednoznacznie zidentyfikować.
"Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, żyj tak, by pytać zaczęli" św. Jan Vianney

krople rosy

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: krople rosy » 06 mar 2018, 16:03

Widus pisze:
06 mar 2018, 14:05
Kochani, sytuacja jak powyżej opisana powtarza się cyklicznie od 2-3 lat
Czy żona jest tak awanturniczo i nerwowo nastawiona do kogoś jeszcze czy tylko do Ciebie?
Widus pisze:
06 mar 2018, 14:05
bo ja „nic nie robię”. Nie mam inicjatywy, nie myślę o domu i robię coś jak ona powie.
Czy to prawda? Czy tylko kolejne usprawiedliwienie dla swego braku panowania nad emocjami przez żonę?
Widus pisze:
06 mar 2018, 14:05
Po prostu nie potrafię sobie wyobrazić rodziny z taką atmosferą.
Wcale się nie dziwię.
Piszesz, że żona taka jest odkąd pamiętasz. Z jakiego domu wyszła?

Ania10

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: Ania10 » 06 mar 2018, 17:34

no to szorujcie do jakiegoś terapeuty, chyba sami sobie nie poradzicie

Pantop
Posty: 1964
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: Pantop » 06 mar 2018, 18:42

Plucie w twarz?
Zrób sobie selfie.
Nagraj najbliższą kłótnię i puść psychologowi w razie gdyby żona odmówiła współpracy.
Wytycz granice dawania upustu agresywnym emocjom:
Rzucanie przedmiotami, kwiatami w donicach, talerzami - TAK
We mnie - NIE
Plucie - TAK
Na mnie - NIE
itd
Wytyczone granice potwierdź np u rodziców, teściów - u zaufanych osób w rodzinie.
Poinformuj, ze jeśli agresja będzie wymierzona PRZECIWKO TOBIE będziesz się bronił - telefon po silnych panów z kaftanikiem zazwyczaj ostudza rozbuchane emocje.

mare1966
Posty: 1384
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: mare1966 » 06 mar 2018, 18:51

Widus ,
weszliście w "związek" mając 16 i 18 lat .
Na teraz jesteście "starym małżeństwem" .
Nigdy nie byłem zwolennikiem skakania z kwiatka na kwiatek ,
ale takie "pierworodne miłości" w tak młodym wieku zwłaszcza
są bardzo ryzykowne , pozbawiają zupełnie doświadczenia .


Te kłótnie nie są przyczyną , ale skutkiem problemów .
Sądzę też , że za tymi "błahymi" powodami ,
stoją jakieś o wiele poważniejsze pretensje .
Co wg. niej oznacza , że 'NIC NIE ROBISZ " ?
( za mało zarabiasz , nie starasz się o lepsze mieszkanie , nie remontujesz ,
nie strasz się o dziecko , macie kiepskie auto itp. )
Nie musisz tego tu pisać .
Ważne , abyś poznał jej prawdziwe pretensje .

Sprawa wcale nie jest błaha .
Następnym razem dostaniesz z liścia .
I wiesz co ?
Ona też powie kiedyś , że to twoja wina ,
.......... bo nic nie zrobiłeś .
To będzie trudne , ale nie możesz tolerować
i bagatelizować tej jej eskalacji - tak PRZEMOCY .
( najpierw na ciebie wrzeszczy , potem pluje to i zacznie bić - kwestia czasu )
I dalej - ona chyba nie ma do ciebie za dużo szacunku ,
i oczywiście ....... ty jesteś winien .
I po części Ma RACJĘ .
Kobiety są przewrotne .

Jakie są relacje :
- jej matka a jej ojciec ?
- twoja matka i twój ojciec ?



Pustka i obojętność , a za rok powiesz - "wypaliło się" .
( poczytaj , posłuchaj o zakochaniu , miłości - dzisiaj dałem linka Szustaka np. )

mare1966
Posty: 1384
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: mare1966 » 06 mar 2018, 19:01

A i jeszcze ważne .

Spuszczanie wody w kiblu to bardzo ważna sprawa .
Nie musisz rozumieć . Przyjmij , że tak jest i stosuj .
Wrzuć w koszty bycia z kobietą .
Równo układaj buty , zasłaniaj równo firanki itp.
nieistotne rzeczy , a będące "objawem twojej satysfakcji"
że ona "cierpieni" .
A może te awantury są comiesięczne , cykliczne ?

Widus
Posty: 3
Rejestracja: 18 sie 2017, 18:08
Płeć: Mężczyzna

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: Widus » 06 mar 2018, 22:47

Dziękuję wszystkim za szybką reakcję.

@GosiaH
Bardzo możliwe, że są to języki innych miłości. Znam tę lekturę. Inna sprawa, to to, że wielokrotnie rozmawialiśmy o tym czego od siebie oczekujemy, co nam (częściej jej) sprawia przyjemności itd. W sumie to na jej oczkowaniach się skupialiśmy, ja nie jestem wymagający w miłości, dla mnie sama jej obecność w to już było to.

Tak związek sakramentalny i oboje jesteśmy osobami wierzącymi. Cały czas rozmawiam z Bogiem.

@krople rosy
Żona jest tak nastawiona do mnie i do swoich rodziców (zwłaszcza do ojca, z którym praktycznie w ogóle nie rozmawia). W sumie mam wrażenie, że ja więcej rozmawiam z Teściem niż ona. Prosiła abym się tak z nim nie spoufalał

Nie jest to usprawiedliwienie bo nie jest to powód tych awantur. Często sprowadza się to do takich usprawiedliwień i do tego, że to ja mam przepraszać za całe zajście - dla mnie jest to nielogiczne.

Żona wyszła z normalnego domu, rodzice co prawda zapracowani, wierzący i porządni ludzie.

@Ania10
Chciałem, żona odmawia mi uzasadniając to tym, że nie będzie obcym opowiadać o swoich problemach. Nawiązując do tego kiedys miałem awanturę o to, że wspomniałem znajomym o tym, że dalej szuka pracy kiedy przez rok była bezrobotna. Przecież to nie była tajemnica ale ją to uraziło, że wypowiedziałem się na jej temat kiedy jej nie było przy rozmowie.

@Pantop
Ciekawa koncepcja

@mare1966
Kwestie materialne są na poziomie, a podnoszenie poziomu "jakości życia" od zawsze wynikało z mojej inicjatywy, przez moją ambicję. Tak już mam. Problem chyba polega na tym, że ona planuje wszystko z dużym wyprzedzeniem natomiast ja nie planuję przyziemnych spraw bo wiem, że bywa różnie i czasami trzeba działać spontanicznie. Mówię tu o randkach, wspólnych wyjściach itd. Jej zarzut jest taki, że nie mam inicjatywy bo nie planuje z grubym wyprzedzeniem wspólnych weekendów. I nie mówię tu np. wyjazdach które wymuszają wcześniejszą organizację czy imprezach ze znajomymi. Natomiast Żona zaplanuje szczegółowo cały dzień z tygodniowym lub dwutygodniowym wyprzedzeniem, w praktyce wyskoczy jakaś pilna sprawa, które plany komplikuje i już się robi kwas. Nie wiem czy to są powody, które usprawiedliwiają takie zachowanie kobiety.

Jej relacje jak pisałem wcześniej - z ojcem bardzo słabe, z mamą jak sinusoida, raz dobrze raz źle i wtedy nie odzywa się do niej przez kilka tygodni.

Moje relacje - wychowywałem się bez rodziców będąc z nimi w ciągłym kontakcie. Nawet teraz więcej z nimi rozmawiam niż ona ze swoimi, który mieszkają kilka metrów od nas. Moi rozwiedli się kiedy byłem mały ale jest z nimi w ciągłym kontakcie. Od nastolatka starałem się jej przekazać, że ma wielkie szczęście z tego powodu, że rodzice są razem i są przy niej.

@mare1966
Całkowita zgoda, że to jest wpisane w życie z kobietą - ba - nawet żyjąc samemu należy dbać o takie rzeczy. Ale nie zawsze się o tym pamięta, ja bywam roztrzepany i czy to ma być powód do tego, żeby wszczynać awanturę? Tu nie chodzi o notoryczne zaniedbywanie wspólnej przestrzeni domowej. Awantury są praktycznie co tydzień, dwa a kolokwialna deska posłużyła mi za przykład. Problemem jest to, że nie mogę normalnie i rzeczowo z nią porozmawiać i czasami czuję się jak bym grał w sapera, jeden zły ruchu wybucha. Potrafię to też łagodzić, często udaje mi się "ugasić" jej emocje. Niestety nie zawsze to pomaga, może czasami mi brakuje wytrwałości albo cierpliwości.

mare1966
Posty: 1384
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: mare1966 » 07 mar 2018, 8:20

Z tego co piszesz ,
żona na sporo problemów
z samą sobą
i relacjami .
Ma koleżanki , przyjaciółki , jedynaczka ?

Prawdopodobny brak poczucia własnej wartości ,
jasno określonych celów życiowych
( w tym także sprawa posiadania już dziecka , ona to czuje )
stąd te zastępcze pretensje , agresja , niestabilność emocjonalna .
Może jakaś forma depresji .

Kto tam rządzi u nich , matka czy ojciec ?
Jaki jest powód urazu do ojca ?
Jaki ma stosunek do innych facetów , do bycia mamą , do dzieci .
Mam też wrażenie , że ty zastąpiłeś jej te 10 lat temu całą rodzinę ,
cały świat - teraz to bokiem wychodzi .

Myślę też , że randki , spotkania ze znajomymi , i generalnie życie we dwoje
już ją zmęczyło .

Myślę też , że ona sama nie uświadamia sobie
co jej jest , ale wie że jej źle .
Oczywiście ty jesteś temu winny .
Do tego jeszcze drażni ją ta twoja "logiczność" .
No niestety , ale ożeniłeś się z kobietą .

jacek-sychar
Posty: 6497
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: jacek-sychar » 07 mar 2018, 9:48

Widus pisze:
06 mar 2018, 22:47
Moje relacje - wychowywałem się bez rodziców będąc z nimi w ciągłym kontakcie. Nawet teraz więcej z nimi rozmawiam niż ona ze swoimi, który mieszkają kilka metrów od nas. Moi rozwiedli się kiedy byłem mały ale jest z nimi w ciągłym kontakcie. Od nastolatka starałem się jej przekazać, że ma wielkie szczęście z tego powodu, że rodzice są razem i są przy niej.
Widus
Słyszałeś o DDRR? Wiesz, że Ty jesteś DDRR?
Jeżeli nie, to polecam Ci następujące materiały:
ks prof. Grzegorz Polok, „Rozwinąć skrzydła” i „W drodze do siebie”
http://www.rozwinacskrzydla.pl/
Jim Conway, Dorosłe dzieci prawnie lub emocjonalnie rozwiedzionych rodziców. Jak uwolnić się od bolesnej przeszłości. Wydawnictwo Logos, Warszawa 2010
fragment za darmo jest tutaj:
http://www.rozwinacskrzydla.pl/studenci ... dzicow.pdf

Więcej pożytecznej literatury masz tutaj:
viewtopic.php?f=10&t=383

krople rosy

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: krople rosy » 07 mar 2018, 10:51

Widus pisze:
06 mar 2018, 22:47
Żona jest tak nastawiona do mnie i do swoich rodziców (zwłaszcza do ojca, z którym praktycznie w ogóle nie rozmawia). W sumie mam wrażenie, że ja więcej rozmawiam z Teściem niż ona. Prosiła abym się tak z nim nie spoufalał
Wygląda na to, że jest między nią a rodzicami/ojcem jakiś nierozwiązany problem. Nie opowiadała Tobie więcej na ten temat?
Drażni ją Twój życzliwy stosunek do jej ojca....tak, jakby chciała przez to powiedzieć, że nie jest on taki jak myślisz.
Widus pisze:
06 mar 2018, 22:47
Często sprowadza się to do takich usprawiedliwień i do tego, że to ja mam przepraszać za całe zajście - dla mnie jest to nielogiczne.
Nie można przepraszać za coś czego się nie zrobiło. Po drugie to nie rozwiązuje jak widzisz problemu.
Widus pisze:
06 mar 2018, 22:47
Żona wyszła z normalnego domu, rodzice co prawda zapracowani, wierzący i porządni ludzie.
Ale nie mają z córką dobrego kontaktu. Czy żona ma rodzeństwo? Jak się układają jego relacje z żoną i z jej rodzicami?
Widus pisze:
06 mar 2018, 22:47
Jej zarzut jest taki, że nie mam inicjatywy bo nie planuje z grubym wyprzedzeniem wspólnych weekendów. I nie mówię tu np. wyjazdach które wymuszają wcześniejszą organizację czy imprezach ze znajomymi. Natomiast Żona zaplanuje szczegółowo cały dzień z tygodniowym lub dwutygodniowym wyprzedzeniem,
Czy potraficie być ze sobą sami? Jak się wtedy czujesz Ty i żona? Czy ten jej zarzut nie wynika z tego, że chce mieć pewność na zaaranżowany weekend a nie być z Tobą sam na sam?
Jeśli natomiast jej pretensje wynikają z tego, że chciałaby Twojej większej inicjatywy we wspólnych planach to może warto zrobić jakiś grafik, kto za co odpowiada, kto w czym jest lepszy, itp? Może żonie warto zakomunikować, że planuje profesjonalnie, zna się na tym, lubi to więc dobrze by było aby przejęła tę część obowiązków, skoro jej na tych wyjazdach zależy.
mare1966 pisze:
07 mar 2018, 8:20
Prawdopodobny brak poczucia własnej wartości ,
jasno określonych celów życiowych
( w tym także sprawa posiadania już dziecka , ona to czuje )
stąd te zastępcze pretensje , agresja , niestabilność emocjonalna
Też tak to trochę widzę. Żona pracuje?
mare1966 pisze:
06 mar 2018, 18:51
Te kłótnie nie są przyczyną , ale skutkiem problemów .
Też tak sądzę. Żeby się nie powtarzać pozwoliłam sobie na zacytowanie tego, z czym się zgadzam.
Widus pisze:
06 mar 2018, 14:05
Doszło do tego, że w złości zaczęła we mnie rzucać przedmiotami
Widus pisze:
06 mar 2018, 14:05
zaczęła na mnie pluć, dosłownie w twarz.
Takie zachowania nigdy nie powinny mieć miejsca. I nie tłumacz tego żonie ale zastosuj konkretną reakcję, np; wyjdź z pokoju czy z domu z informacją, że takiego zachowania sobie nie życzysz. I dopóki żona nie przeprosi i nie zaprzestanie takich aktów poniżania Ciebie nie masz obowiązku stwarzać jej klimatu do dobrego samopoczucia.

jacek-sychar
Posty: 6497
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: jacek-sychar » 07 mar 2018, 11:08

Widus
Nie zgadza mi się to, co piszesz:
Widus pisze:
06 mar 2018, 22:47
Żona wyszła z normalnego domu, rodzice co prawda zapracowani, wierzący i porządni ludzie.
z tym:
Widus pisze:
06 mar 2018, 22:47
Żona jest tak nastawiona do mnie i do swoich rodziców (zwłaszcza do ojca, z którym praktycznie w ogóle nie rozmawia). W sumie mam wrażenie, że ja więcej rozmawiam z Teściem niż ona. Prosiła abym się tak z nim nie spoufalał
Dla mnie zachowania Twojej żony to trochę jak zachowania dorosłego dziecka.
Może to zapracowanie rodziców żony to była tylko wymówka i oni w rzeczywistości byli rozwiedzeni emocjonalnie?

O coś Twoja żona ma pretensje do swojego taty. Tu jest głębszy problem.
Przeczytaj literaturę, którą Ci wcześniej poleciłem. Może ona Ci coś uświadomi.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9844
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: Nirwanna » 07 mar 2018, 12:07

Widus, przyjrzyj się solidnie temu, co pisze Jacek.
DDRR mają tendencje do idealizowania świata i ludzi, może u Ciebie było tak w kontekście rodziny pierwotnej żony?
Bardzo warto się temu przyjrzeć, też w kontekście pracy nad sobą, jak choćby w stawianiu granic.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Kawka
Posty: 309
Rejestracja: 08 lis 2017, 10:15
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: Kawka » 07 mar 2018, 17:24

i ja dodam coś od siebie, z nieco innej strony, może będzie to dla Ciebie jakaś wskazówka...

mieliśmy z mężem taki czas (pierwsze lata małżeństwa) gdy ja wpadałam w furie (nie rzucałam niczym w niego, ale już o podłogę się zdarzało :P ), a on starał się "racjonalnie" dochodzić do jakiś wniosków. Kończyło się awanturą. Dlaczego?
- nie czułam się kochana (zamiast racjonalnie mi tłumaczyć, lepszy skutek wywołałoby przytulenie, nawet jak na początku bym się opierała ;) ) - totalnie nie mówiliśmy naszymi językami miłości (dziś uważam że to podstawa);
- mój mąż niemal zawsze negował moje uczucia;
- dialog w konflikcie z moim mężem doprowadzał mnie do szału, bo jego ton był koszmarny, pomimo przyzwoitych słów. Ton nie wyrażał troski tylko był odrzucający, sarkastyczny, raniący. Mój mąż dopiero po wielu latach załapał o co mi chodzi i czym mnie ranił.
- "więc przystawałem na jej racje pomimo tego, że wewnętrznie często czułem inaczej" - mój mąż robił to samo, przez co ja traciłam do niego szacunek, bo w moich oczach nie miał swojego zdania.

Potem przeszliśmy etap gdy mój mąż postanowił mieć własne zdanie, ale robił to totalnie nieumiejętnie, tzn. "kto głośniej i agresywniej krzyczy ten ma rację"... Dużo by tu pisać.

Teraz przeżywamy miodowy czas, od kilku miesięcy.

Co nam pomogło? (a pomogło, skutecznie, choć to trwało)
- słuchanie mnóstwa konferencji, przede wszystkim Pulikowski, Guzewicz...
- życie sakramentalne (spowiedź raz w miesiącu)
- wspólna modlitwa wieczorem (u nas rodzinna)
- rekolekcje dla małżonków- byliśmy na kilku, każde poruszało i naprawiało co innego;
- zrozumienie jakie mechanizmy nami kierują, czyli to o czym już wspomniano: DDD i wszelkie odmiany, tzw. przeniesienia.
- stosowanie języków miłości w komunikacji - a za tym idzie całe mnóstwo czynów, takich jakie konkretnie nam są potrzebne.
- zadbanie o sferę intymną - jesteśmy jak wino, z wiekiem co raz smaczniejsze ;)

Pozwolę sobie coś jeszcze napisać:
mieszkaliście ze sobą przed ślubem (długo?), jak sądzę nie oglądaliście bajek wieczorami ;)
może być tak, że furia Twojej żony jest m.in. skutkiem współżycia przed ślubem, napięcia że może począć się dziecko; rozdarcia między wiarą, a grzechem; niewłaściwego współżycia, które nie rozwija relacji, a je niszczy...

Nie macie jeszcze dzieci. Dlaczego?
z tego powodu też może być nerwica u kobiety, a źródło nieuświadomione.

lena50
Posty: 447
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wieczne kłótnie

Post autor: lena50 » 07 mar 2018, 20:28

Mam jakąś swoją ocene sytuacji,jakieś swoje zdanie,ale brakuje mi jeszcze jednego.....mieszkacie osobno,czy z rodzicami?
lena50....dawniej lena

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 13 gości