Małżeństwo w rozsypce

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Monti
Posty: 911
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Monti » 11 sie 2021, 20:43

sajmon123 pisze:
11 sie 2021, 19:35
"Chłopaki" wiem, że to skróty myślowe, ale chciałbym by była jasność, iż żaden prawdziwy mężczyzna nie marzy o tym by samotnie wychowywać dziecko. Prawdziwy mężczyzna wziął na siebie odpowiedzialność za rodzinę i zawsze najważniejsze jest to by rodzina była razem i dzieci miały zapewnione jak najlepsze warunki, nie tylko bytowe, ale przede wszystkim emocjonalne. Te mogą zapewnić tylko stabilni, dojrzali rodzice razem. Wszystko reszta jest jakby potocznie mówiąc - mniejszym, bądź większym złem.
Miałem na myśli ojców alienowanych od swoich dzieci. Dla nich rzeczywiście moja sytuacja jest do pozazdroszczenia. Wiadomo, że najlepiej mieć dwoje dojrzałych rodziców, a do tego być pięknym i bogatym ;) ale życie układa się różnie. Nasze sytuacje nie są idealnie, ale musimy robić to, co jest w naszej mocy. Pocieszam się, że znam wiele osób z niepełnych rodzin, które wyszły na ludzi, więc to też nie jest tak, że nasze dzieci są z góry skazane na życiową porażkę.
"Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?"
S. Barańczak

Pavel
Posty: 3770
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Pavel » 17 sie 2021, 0:49

Właśnie w tym rzecz - nie warto przejmować się zbytnio tym na co bezpośredniego wpływu nie masz.
Decyzja żony (inna sprawa czy podjęta na chłodno czy też jest wynikiem gorszego okresu tudzież takiej chwili) to jej decyzja. Tobie przyjdzie funkcjonować w takich „okolicznościach przyrody”jakie zastaniesz.
Traumę twój syn przeżywa od dawna, rozumiem, że zwłaszcza w jego przypadku nie da się nawet tego ocenić, tyle...że i tak ti od ciebie niezależne w kontekście żony.

Bo jakkolwiek jej decyzja może być absurdalna, to z niewolnika nie ma pracownika.
Pamiętam, jak kiedyś słyszałem w jednej z audycji Jacka Pulikowskiego, że lepszy brak ojca niż kiepski ojciec. W stronę kobiety również ta analogia ma sens.

Mały nie jest idealny?
Nikt nie jest.
W takich warunkach w jakich przyszło mu funkcjonować w związku z wasza relacją, zapewne i tak radzi sobie doskonale.
Ma za sobą tyle doświadczeń Których nie życzy się nawet wrogom, że głowa mała.
Osobiście nie lubię słowa „niegrzeczny” w odniesieniu do dzieci. Bo co ono niby tak w rzeczywistości oznacza i jakie są konsekwencje tej „grzeczności”? Te długookresowe zwłaszcza.

Droga którą obrałeś, ta bez „tresury” dziecka jest bardziej wymagająca, ale
Zdecydowanie właściwa wg mnie.
Żona ma inaczej?
Może tylko takie zna?
Oczywiscie to nie usprawiedliwienie, to jej odpowiedzialność.
Obserwuję, że dorośli mają nierzadko wobec dzieci wymagania, którym sami Nie są w stanie sprostać.
Chociażby w kontekście emocji i panowania nad nimi.

Ty, w obecnej sytuacji możesz te straty i dysfunkcje co najwyżej redukować. Wielki to trud, sam nie wiem jak bym to decydował się komunikować, czy w ogóle chciałbym to robić.
Bo z jednej strony to decyzja i odpowiedzialność żony, a z drugiej z- skoro taką decyzję podjęła nie wiadomo, czy forma nie będzie nazbyt trudna do przyjęcia dla niego.

Ogolnie bardzo mi przykro, że przyszlo wam w takich warunkach funkcjonować.
Pamiętam w modlitwie.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Monti
Posty: 911
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Monti » 24 sie 2021, 20:51

Minęło trochę czasu od moich ostatnich postów, emocje trochę opadły. Żona próbowała odwrócić kota ogonem (przynajmniej tak to wygląda z mojej perspektywy), tłumacząc, że źle zrozumiałem to, co pisała i że tak naprawdę chodziło jej o to, że nie godzi się na moje metody wychowawcze (choć przekaz był bardzo jednoznaczny). Ostatnio mieliśmy sporo burzliwych rozmów. Trudno mi się z nią rozmawia, wiele jej zachowań bardzo działa mi na nerwy i odbieram je jako toksyczne. Ale dyskusje te pokazały mi też, co mam w sobie do przepracowania.
Generalnie czuję duży niesmak po tym wszystkim. Bardzo trudno mi funkcjonować w relacji z żoną, czuję, że sporo jest z jej strony demagogii i manipulacji (chociaż ona tak tego nie odbiera; przypuszczam, że jest szczerze przekonana o swoich racjach). Tak to na dziś wygląda.
"Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?"
S. Barańczak

Astro
Posty: 767
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Astro » 24 sie 2021, 23:10

Monti pisze:
24 sie 2021, 20:51
Minęło trochę czasu od moich ostatnich postów, emocje trochę opadły. Żona próbowała odwrócić kota ogonem (przynajmniej tak to wygląda z mojej perspektywy), tłumacząc, że źle zrozumiałem to, co pisała i że tak naprawdę chodziło jej o to, że nie godzi się na moje metody wychowawcze (choć przekaz był bardzo jednoznaczny). Ostatnio mieliśmy sporo burzliwych rozmów. Trudno mi się z nią rozmawia, wiele jej zachowań bardzo działa mi na nerwy i odbieram je jako toksyczne. Ale dyskusje te pokazały mi też, co mam w sobie do przepracowania.
Generalnie czuję duży niesmak po tym wszystkim. Bardzo trudno mi funkcjonować w relacji z żoną, czuję, że sporo jest z jej strony demagogii i manipulacji (chociaż ona tak tego nie odbiera; przypuszczam, że jest szczerze przekonana o swoich racjach). Tak to na dziś wygląda.
Widzę Monti przyjacielu ,ze czeka cię trochę pracy nad stawianiem granic , ale sobie . Widać zona nie zmieniła sie ani trochę te same schematy , mała rozkapryszona dziewczynka w ciele dorosłej kobiety.
Przy naszym doświadczeniu mimo , ze nie zawsze jest to łatwe trzeba przemyśleć , przefiltrować i to co toksyczne odstawić na bocznice z napisem spalarnia toksycznych nieczystości.
" Każdy z was , młodzi przyjaciele , znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte.Jakis wymiar zadań , które musi podjąć i wypełnić ... Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można zdezerterować. " Ojciec Święty Jan Paweł II

Ruta
Posty: 1584
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Ruta » 25 sie 2021, 11:14

Może warto znaleźć kogoś trzeciego, księdza, psychologa, mediatora, kto pomoże wam się porozumieć w kwestiach wychowawczych? Wysłucha każdego z was i pomoze znaleźć rozwiązania, zmiany. Obojgu wam zależy na dziecku, więc macie szanse się porozumieć.

Myślę, że w sprawie dzieci warto też założyć, że mąż czy żona mogą mieć rację, choćby nawet w 5 procentach tego co mówią. I otworzyć się na to by w ramach tych 5 procent wprowadzić zmiany. Tego nauczyła mnie moja terapeutka.

Gdy z góry założysz, ze ponieważ żona komunikuje się chaotycznie i przemocowo, to także to co chce zakomunikować nie ma wartości, nie uda się porozumienie. Straci syn i stracicie wy. Zwykle agresja w komunikacji oznacza desperację. Możliwe, ze twoja żona chce ci przekazać cos jej zdaniem bardzo ważnego, co do ciebie nie dociera. Mówię jako osoba, która w bezsilności często reagowała krzykiem i szantazami i bardzo dużym chaosem komunikacyjnym.

Umiesz zrekonstruować treść zarzutów żony co do twoich metod wychowawczych?

Znasz porozumienie bez przemocy?

Astro
Posty: 767
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Astro » 25 sie 2021, 19:09

Ruta pisze:
25 sie 2021, 11:14
Może warto znaleźć kogoś trzeciego, księdza, psychologa, mediatora, kto pomoże wam się porozumieć w kwestiach wychowawczych? Wysłucha każdego z was i pomoze znaleźć rozwiązania, zmiany. Obojgu wam zależy na dziecku, więc macie szanse się porozumieć.

Myślę, że w sprawie dzieci warto też założyć, że mąż czy żona mogą mieć rację, choćby nawet w 5 procentach tego co mówią. I otworzyć się na to by w ramach tych 5 procent wprowadzić zmiany. Tego nauczyła mnie moja terapeutka.

Gdy z góry założysz, ze ponieważ żona komunikuje się chaotycznie i przemocowo, to także to co chce zakomunikować nie ma wartości, nie uda się porozumienie. Straci syn i stracicie wy. Zwykle agresja w komunikacji oznacza desperację. Możliwe, ze twoja żona chce ci przekazać cos jej zdaniem bardzo ważnego, co do ciebie nie dociera. Mówię jako osoba, która w bezsilności często reagowała krzykiem i szantazami i bardzo dużym chaosem komunikacyjnym.

Umiesz zrekonstruować treść zarzutów żony co do twoich metod wychowawczych?

Znasz porozumienie bez przemocy?
Ruto ty się nauczyłaś komunikować. Nie będę mówił za Montiego, za siebie tak. Niech się ..... Żona tego nauczy i nie może liczyć ,że będę to jej ułatwiał.
" Każdy z was , młodzi przyjaciele , znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte.Jakis wymiar zadań , które musi podjąć i wypełnić ... Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można zdezerterować. " Ojciec Święty Jan Paweł II

Pavel
Posty: 3770
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Pavel » 25 sie 2021, 22:45

Astro pisze:
25 sie 2021, 19:09
Ruta pisze:
25 sie 2021, 11:14
Może warto znaleźć kogoś trzeciego, księdza, psychologa, mediatora, kto pomoże wam się porozumieć w kwestiach wychowawczych? Wysłucha każdego z was i pomoze znaleźć rozwiązania, zmiany. Obojgu wam zależy na dziecku, więc macie szanse się porozumieć.

Myślę, że w sprawie dzieci warto też założyć, że mąż czy żona mogą mieć rację, choćby nawet w 5 procentach tego co mówią. I otworzyć się na to by w ramach tych 5 procent wprowadzić zmiany. Tego nauczyła mnie moja terapeutka.

Gdy z góry założysz, ze ponieważ żona komunikuje się chaotycznie i przemocowo, to także to co chce zakomunikować nie ma wartości, nie uda się porozumienie. Straci syn i stracicie wy. Zwykle agresja w komunikacji oznacza desperację. Możliwe, ze twoja żona chce ci przekazać cos jej zdaniem bardzo ważnego, co do ciebie nie dociera. Mówię jako osoba, która w bezsilności często reagowała krzykiem i szantazami i bardzo dużym chaosem komunikacyjnym.

Umiesz zrekonstruować treść zarzutów żony co do twoich metod wychowawczych?

Znasz porozumienie bez przemocy?
Ruto ty się nauczyłaś komunikować. Nie będę mówił za Montiego, za siebie tak. Niech się ..... Żona tego nauczy i nie może liczyć ,że będę to jej ułatwiał.
Praca nad sobą ma tę „wadę” i zaletę jednocześnie, że zaczynać i kończyć się powinna...na sobie :)
O ile rozumiem, że nawet przepracowanej i właściwie komunikującej się osobie może niemałą trudność sprawić rozmowa z osobą będącą pod tym względem na przeciwległym biegunie (zawłaszcza negatywnie nastawioną), o tyle, nawet pomijając asertywne stawianie granic - każdy odpowiada za swoją część.
W tym konkretnym przykładzie - żona Montiego za swoją, Monti za swoją. I nie warto moim zdaniem usprawiedliwiać swojego zachowania zachowaniem Innych.
To samo tyczy komunikacji.
Przy mglistym zrozumieniu trudu (bo i skąd mam wiedzieć, nie siedzę w butach Montiego) warto (o ile się jest w stanie) zrobić co w naszej mocy by kanał komunikacyjny ulepszyć, udrożnić. Choćby ze względu na dobro syna.
Mi się ten post Ruty bardzo podoba, mocno do mnie przemawia.
Takie podejście wg mnie procentować może nie tylko w przypadku relacji (trudnej) z żoną, ale i innymi ludźmi.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Astro
Posty: 767
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Astro » 25 sie 2021, 23:55

Pavel pisze:
25 sie 2021, 22:45
Astro pisze:
25 sie 2021, 19:09
Ruta pisze:
25 sie 2021, 11:14
Może warto znaleźć kogoś trzeciego, księdza, psychologa, mediatora, kto pomoże wam się porozumieć w kwestiach wychowawczych? Wysłucha każdego z was i pomoze znaleźć rozwiązania, zmiany. Obojgu wam zależy na dziecku, więc macie szanse się porozumieć.

Myślę, że w sprawie dzieci warto też założyć, że mąż czy żona mogą mieć rację, choćby nawet w 5 procentach tego co mówią. I otworzyć się na to by w ramach tych 5 procent wprowadzić zmiany. Tego nauczyła mnie moja terapeutka.

Gdy z góry założysz, ze ponieważ żona komunikuje się chaotycznie i przemocowo, to także to co chce zakomunikować nie ma wartości, nie uda się porozumienie. Straci syn i stracicie wy. Zwykle agresja w komunikacji oznacza desperację. Możliwe, ze twoja żona chce ci przekazać cos jej zdaniem bardzo ważnego, co do ciebie nie dociera. Mówię jako osoba, która w bezsilności często reagowała krzykiem i szantazami i bardzo dużym chaosem komunikacyjnym.

Umiesz zrekonstruować treść zarzutów żony co do twoich metod wychowawczych?

Znasz porozumienie bez przemocy?
Ruto ty się nauczyłaś komunikować. Nie będę mówił za Montiego, za siebie tak. Niech się ..... Żona tego nauczy i nie może liczyć ,że będę to jej ułatwiał.
Praca nad sobą ma tę „wadę” i zaletę jednocześnie, że zaczynać i kończyć się powinna...na sobie :)
O ile rozumiem, że nawet przepracowanej i właściwie komunikującej się osobie może niemałą trudność sprawić rozmowa z osobą będącą pod tym względem na przeciwległym biegunie (zawłaszcza negatywnie nastawioną), o tyle, nawet pomijając asertywne stawianie granic - każdy odpowiada za swoją część.
W tym konkretnym przykładzie - żona Montiego za swoją, Monti za swoją. I nie warto moim zdaniem usprawiedliwiać swojego zachowania zachowaniem Innych.
To samo tyczy komunikacji.
Przy mglistym zrozumieniu trudu (bo i skąd mam wiedzieć, nie siedzę w butach Montiego) warto (o ile się jest w stanie) zrobić co w naszej mocy by kanał komunikacyjny ulepszyć, udrożnić. Choćby ze względu na dobro syna.
Mi się ten post Ruty bardzo podoba, mocno do mnie przemawia.
Takie podejście wg mnie procentować może nie tylko w przypadku relacji (trudnej) z żoną, ale i innymi ludźmi.
Pavle generalnie takie podejście rzeczywiście jest bardzo dobre i procentuje w relacjach z ludźmi , zapewne pomaga tez tym , którym zależy na relacji z małzonkiem , nawet tej bardzo trudnej w kryzysie . Natomiast są tez tacy , którym już na tej relacji nie zależy
" Każdy z was , młodzi przyjaciele , znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte.Jakis wymiar zadań , które musi podjąć i wypełnić ... Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można zdezerterować. " Ojciec Święty Jan Paweł II

Pavel
Posty: 3770
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Pavel » 26 sie 2021, 0:37

To rozumiem Astro, mając przy tym świadomość, że nie tylko chodzi o tych którzy na forum raczej nie trafią, ale i tych którzy na forum są. Z oczywistych względów (Bo może są
I czytają) piszę to w sporej części do nich.
O ile kwestia relacji lub jej braku (pominę tu powody) jest istotna, o tyle w tym konkretnym obszarze ma drugorzędne znaczenie.
Przynajmniej ja tak odbieram klucz postu Ruty.
To co napisała wg mnie stosować warto nawet i wobec ludzi skrajnie nam odleglych poglądach, dążeniach.
Bo tu cel jest prosty - jak najlepiej, najpełniej się da dogadać się.
Jeśli jest potomstwo, bez względu na to czy sie to komus podoba czy nie, warto się dogadać aby sobie tę skomplikowaną sytuację ułatwić na ile się da. Nie trzeba budować z tymi osobami relacj, warto natomiast sobie ułatwiać wychowywanie dziecka, ułatwić sobie zycie. Sprobowac przynajmniej.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Monti
Posty: 911
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Monti » 27 sie 2021, 11:24

Ruta pisze:
25 sie 2021, 11:14
Może warto znaleźć kogoś trzeciego, księdza, psychologa, mediatora, kto pomoże wam się porozumieć w kwestiach wychowawczych? Wysłucha każdego z was i pomoze znaleźć rozwiązania, zmiany. Obojgu wam zależy na dziecku, więc macie szanse się porozumieć.

Myślę, że w sprawie dzieci warto też założyć, że mąż czy żona mogą mieć rację, choćby nawet w 5 procentach tego co mówią. I otworzyć się na to by w ramach tych 5 procent wprowadzić zmiany. Tego nauczyła mnie moja terapeutka.

Gdy z góry założysz, ze ponieważ żona komunikuje się chaotycznie i przemocowo, to także to co chce zakomunikować nie ma wartości, nie uda się porozumienie. Straci syn i stracicie wy. Zwykle agresja w komunikacji oznacza desperację. Możliwe, ze twoja żona chce ci przekazać cos jej zdaniem bardzo ważnego, co do ciebie nie dociera. Mówię jako osoba, która w bezsilności często reagowała krzykiem i szantazami i bardzo dużym chaosem komunikacyjnym.

Umiesz zrekonstruować treść zarzutów żony co do twoich metod wychowawczych?

Znasz porozumienie bez przemocy?

To jest właśnie problem, że żona nie uznaje jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz (psychologa czy tym bardziej księdza). Uważa, że nie potrzebuje tego, że terapia jest dla słabych. To jest takie właśnie myślenie oparte na przekonaniu o własnej racji. Być może, gdyby miała inne podejście, nasze małżeństwo udałoby się uratować, bo patrząc obiektywnie, nasze problemy nie były bardzo poważne i do poukładania przy odrobinie dobrej woli i gotowości do wycofania się ze swoich racji i posłuchania drugiej strony.

To nie jest tak, że ja nie widzę jakiejś racji w tym, co mówi żona. Co do diagnozy problemu się z nią zgadzam, natomiast w zakresie metody jego rozwiązania już nie całkiem.Rozumiem jej zarzuty i w jakiejś części są one uzasadnione. Mogę jej oczekiwania wprowadzić w życie, natomiast niezupełnie tak, jak oczekuje tego żona.

Co do porozumienia bez przemocy, to znam i z lepszym lub gorszym skutkiem staram się praktykować (na pewno mam w tym zakresie jeszcze sporo pracy przed sobą).
"Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?"
S. Barańczak

Ruta
Posty: 1584
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Ruta » 27 sie 2021, 17:14

Monti pisze:
27 sie 2021, 11:24
To jest właśnie problem, że żona nie uznaje jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz (psychologa czy tym bardziej księdza). Uważa, że nie potrzebuje tego, że terapia jest dla słabych. To jest takie właśnie myślenie oparte na przekonaniu o własnej racji. Być może, gdyby miała inne podejście, nasze małżeństwo udałoby się uratować, bo patrząc obiektywnie, nasze problemy nie były bardzo poważne i do poukładania przy odrobinie dobrej woli i gotowości do wycofania się ze swoich racji i posłuchania drugiej strony.

To nie jest tak, że ja nie widzę jakiejś racji w tym, co mówi żona. Co do diagnozy problemu się z nią zgadzam, natomiast w zakresie metody jego rozwiązania już nie całkiem.Rozumiem jej zarzuty i w jakiejś części są one uzasadnione. Mogę jej oczekiwania wprowadzić w życie, natomiast niezupełnie tak, jak oczekuje tego żona.

Co do porozumienia bez przemocy, to znam i z lepszym lub gorszym skutkiem staram się praktykować (na pewno mam w tym zakresie jeszcze sporo pracy przed sobą).
Monti, mała propozycja. Niechęć twojej żony do przyjęcia pomocy z zewnątrz potraktuj jako fakt, nie jako problem.
Będziesz mieć jeden problem mniej :) W kryzysach mamy ich tyle, że warto pozbywać się jak największej ich ilości każdą dostępną metodą. Nie każdy problem da się rozwiązać, po prostu uznając fakty, ale wiele się da. Sprawdzone, przepraktykowane, działa.

Nie wiem czy to zauważasz, ale wchodzisz w glowę żony: co żona uważa i dlaczego takiej pomocy nie chce. I gdybasz co do przeszłości. Sama mam ku temu skłonność, zauważyłam to dzięki pomocy forumowiczów i pilnuję się, by takich nawyków się pozbyć. Jak już się to u siebie wyłapie, nazwie, to pozbycie się takich ścieżek myślenia idzie całkiem dobrze. Ale potrzeba uważności, bo bez samokontroli z początku takie schematy myślenia wracają właśnie nawykowo. Bez nich człowiek jakby lżejszy i milsze myśli są w głowie.

Tak z humorem napiszę, bo to już przecież wiesz - za każdym razem gdy jednym palcem wskazujesz na żonę (bo nie chciała terapii), zostają jeszcze cztery. Może już czas powoli wyjść z oskarżeń, zacząć pracę nad przebaczeniem? Warto zerknąć w siebie, czy to już ten czas, czy jeszcze potrzebujesz go więcej. To kolejny ciężar jaki z siebie możemy w naszych kryzysach zdjąć. Przebaczenie mężowi to jeden z największych prezentów, jaki sobie kiedykolwiek sprawiłam.

Otwarcie się na porozumienie w sprawach syna, a widzę, że masz w sobie otwartość, a syn was nadal łączy, może być dobrym krokiem na drodze do pojednania. Niekoniecznie od razu do powrotu, ale do lepszej relacji, obniżenia napięcia. Mała podpowiedź "kobiecym okiem" - gdy mój mąż jest tak autentycznie wewnętrznie spokojny i sprawia wrażenie panującego nad sytuacją, ja także się uspokajam. Nawet mnie to wkurza, że się taka spokojna wtedy robię. Ale spokój przeważa.

Jak nie masz w domu, zamów sobie egzemplarz Porozumienia bez przemocy. Zmiana nawyków jakie mamy w komunikacji wymaga stałej pracy, czasem trochę nudnawej, jak dla mnie, ale przynosi wspaniałe efekty. Nie tylko w małżeństwie. Ja nawet w urzędach mam teraz lepsze relacje i to co kiedyś załatwiałam przez skargi i pisma teraz załatwiam w rozmowie i od ręki. Nawet nie wiedziałam, że tak się da.

To co napisałeś brzmi w moim odczuciu bardzo sensownie. Pytanie jak możesz teraz zakomunikować to swojej żonie, tak by było to dla niej strawne? I co możesz zrobić, by wziąć na klatę, że żona w odpowiedzi może komunikować się nadal w sposób bardzo trudny? To jedna z najcenniejszych lekcji jakie wyniosłam z praktykowania porozumienia, że nie wystarczy się doskonalić, trzeba jeszcze przyjąć, że inni wciąż komunikują się w sposób daleki od doskonałości, co wcale nie wyklucza porozumienia, jełsi włozymy w pracę by właściwie odczytać o co im chodzi. I przyjąć nawet absurdalne żądania. Niekoniecznie je spełniając.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości