Małżeństwo w rozsypce

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

krople rosy

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: krople rosy » 15 maja 2018, 12:24

Monti pisze:
14 maja 2018, 21:15
Dość mocno stresuje mnie to, że syn w zasadzie nie ma kontaktu momi rodzicami (jak ich widzi na podwórku to wręcz ucieka). Oczywiście, wiem, że ważniejsze jest posiadanie pełnej rodziny niż dobrych relacji z dziadkami, ale chciałbym, żeby stosunki z dziadkami też były serdeczne. Nie rozpoczynam rozmowy z żoną na ten temat na razie (wcześniej jak próbowałem, byłem nazywany maminsynkiem i rozpoczynało to kłótnię). Żona nie chce puszczać syna do dziadków; twierdzi, że mogą widywać się w jej obecności. Natomiast rodzice nie przychodzą do nas (wcześniej byli dość chłodno przyjmowani przez żonę) i chcą, żebym przyprowadzał syna do nich. Generalnie nie do końca rozumieją i akceptują moją postawę.
Dla mnie nie do przyjęcia byłaby taka postawa teściów że chcieli by mnie pominąć a w jakiś sposób zawłaszczyć sobie prawa do wnuka. Albo akceptuje się syna i jego żonę i wtedy mozna mówić o dobrym kontakcie dla obydwu stron albo na ten czas konfliktu zawieszamy jakiekolwiek spotkania. I to na Twoim miejscu dałabym do zrozumienia i zonie i rodzicom. Albo dwie strony podejmują wysiłek nawiązania dobrych stosunków i wybaczenia sobie ( i skorzystają na tym wszyscy; szczególnie syn) albo ta ukryta zimna wojna będzie trwała do końca życia. Czy tego chcą wszyscy? Warto podsunąć żonie kompromis: ona zrobi wszystko by być miłą gdy zaprosi Twoich rodziców którzy chcieliby kontaktu z synem : i rodzicom to samo: możemy się na ten czas spotkać u nas: jak się potoczą dalsze losy zależy od was i mojej żony.
Z czasem przy dobrej woli kręte drogi kontaktu mogą się wyprostować i być może żona nie będzie miała nic przeciwko by wnuk odwiedzał dziadków.

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Jonasz » 15 maja 2018, 13:28

krople rosy pisze:
15 maja 2018, 12:24
Dla mnie nie do przyjęcia byłaby taka postawa teściów że chcieli by mnie pominąć a w jakiś sposób zawłaszczyć sobie prawa do wnuka.
Krople Rosy dlaczego pominąć i dlaczego przywłaszczyć.? :shock:
Szanuję Twoje zdanie, chociaż przyznaję że nie rozumiem trochę.
Jak dla mnie to relacja synowa-teściowa to osobny temat a relacja wnuk-dziadkowie to osobny.

Kiedy miałem ileś tam lat moja mama pogryzła się ze swoją mamą i swoją siostrą która tam mieszkała.
Sytuacja wyglądała tak, że jeżdżąc na działkę przebieraliśmy się u babci i szliśmy na działkę. Powrót wyglądał tak że powrót do babci, mycie, herbatka gadanko i do domku.
W czasie tej powiedzmy wojny pewnego razu sytuacja wyglądała tak, ze mama obeszła rodzinny dom, poszliśmy na działkę . Wracając z powrotem mama nie pamiętam czy się pobrudziłem potrzebowałem wstąpić do babci na chwilę ona miała czekać na mnie kawałek dalej. Oczywiście po pierwsze trwało to za długo, po drugie ponieważ dostałem coś tam jakieś słodycze, może i parę złotych na loda musiałem się wrócić, oddać to co dostałem i szybko wrócić z powrotem.
Nie pamiętam już co myślałem wtedy jako dziecko.
Z perspektywy czasu i tak nie rozumiem do tej pory co zrobiłem żle ;)
I pytanie drugie: dlaczego zostałem pozbawiony czegoś słodkiego czy też hajsu na loda.
Bo przecież absolutnie wtedy nie czułem nie patrzyłem z perspektywy dorosłych. Czy ktoś mnie chciał kupić, poczuć się lepszym.
Miałem jako dziecko gdzieś sprawy dorosłych, to ja poniosłem stratę :lol:
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

krople rosy

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: krople rosy » 15 maja 2018, 14:00

jarek70 pisze:
15 maja 2018, 13:28
Wracając z powrotem mama nie pamiętam czy się pobrudziłem potrzebowałem wstąpić do babci na chwilę ona miała czekać na mnie kawałek dalej. Oczywiście po pierwsze trwało to za długo, po drugie ponieważ dostałem coś tam jakieś słodycze, może i parę złotych na loda musiałem się wrócić, oddać to co dostałem i szybko wrócić z powrotem.
Nie pamiętam już co myślałem wtedy jako dziecko.
Z perspektywy czasu i tak nie rozumiem do tej pory co zrobiłem żle ;)
Nic nie zrobiłeś źle. To mama zachowała się nie w porządku: przecież słodycze i pieniądze nie były dla niej a dla Ciebie.
Dlatego uważam, że powinno się najpierw naprawić kontakty dorosłych by dzieci na tym nie cierpiały. I by dziećmi nie załatwiać swoich interesów .
jarek70 pisze:
15 maja 2018, 13:28
krople rosy pisze:
15 maja 2018, 12:24
Dla mnie nie do przyjęcia byłaby taka postawa teściów że chcieli by mnie pominąć a w jakiś sposób zawłaszczyć sobie prawa do wnuka.
Krople Rosy dlaczego pominąć i dlaczego przywłaszczyć.? :shock:
Szanuję Twoje zdanie, chociaż przyznaję że nie rozumiem trochę.
Jak dla mnie to relacja synowa-teściowa to osobny temat a relacja wnuk-dziadkowie to osobny.

No niby osobny a jednak nie do końca bo wnuk się z kosmosu nie wziął. Jest synem ojca i matki. Bardzo nie w porządku jest pomijanie matki (brak dobrej woli w budowaniu dobrej relacji czy niszczenia jej dobrego imienia) a domaganie się kontaktu z wnukiem.
Takie jest moje osobiste zdanie.

Monti
Posty: 711
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Monti » 15 maja 2018, 19:32

Dziękuję za Wasze odpowiedzi. Na chwilę obecną ja kontaktuje się z rodzicami głównie telefonicznie. Do domu do nich nie chodzę, czasami rozmawiamy w przelocie na podwórku. Zgodnie z Waszymi sugestiami, chciałem skupić się obecnie na relacji z żoną i ograniczylem kontakt z rodzicami. Chciałbym jednak tę sytuację jakoś uregulować, ale obawiam się, że na spokojną rozmowę z żoną w tej sprawie (czy w kwestii naszej przyszłości w ogóle) jest jeszcze za wcześnie. Z kolei rodzice zamiast okazać mi wsparcie, wywierają na mnie presję, mówiąc np. że to co robię to grzech przeciwko 4 przekazaniu itp. Chyba też nie wierzą w to, że nasze małżeństwo można uratować.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8929
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Nirwanna » 15 maja 2018, 19:34

Monti, warto abyś dla siebie przyjrzał się, co oznacza dla Ciebie w praktyce szacunek, cześć dla rodziców, zweryfikował to z kimś mądrym, a potem może nawet o tym rodzicom powiedział? że Ty tak to widzisz?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Monti
Posty: 711
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Monti » 15 maja 2018, 19:58

Nirwanna, ja osobiście uważam, że nie zachowuję się niewłaściwie. Co innego gdyby rodzice byli chorzy albo w potrzebie, wtedy myślę, że także moja żona by im pomogła. Niemniej jednak, chciałbym te relacje jakoś ucywilizowac. Zastanawiam się cały czas, na ile moje obecne działanie przyniesie efekt i pokaże żonie, że jest dla mnie najważniejsza, a na ile może być odczytane jako słabość. Rozważam też, czy w tej kwestii nie powinienem żonie postawić granicy, że moje relacje z rodzicami to moja sprawa.

Lawendowa
Posty: 3705
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Lawendowa » 15 maja 2018, 21:54

Monti pisze:
14 maja 2018, 21:15
W ostatnim czasie miało miejsce kilka sytuacji, które zbliżyły mnie i żonę, choć bywały też z jej strony przykre słowa i zachowania. Myślę, że bardzo powoli się do siebie zbliżamy. Staram się pokazywać żonie, że jest dla mnie najważniesza i zdobywać ją na nowo.
Wygląda na to, że obrałeś dobry kierunek. Małymi kroczkami, byle do przodu...
Cały czas nie ma poprawy w relacjach żony z moimi rodzicami.
Dość mocno stresuje mnie to, że syn w zasadzie nie ma kontaktu momi rodzicami (jak ich widzi na podwórku to wręcz ucieka).
... Żona nie chce puszczać syna do dziadków; twierdzi, że mogą widywać się w jej obecności. Natomiast rodzice nie przychodzą do nas (wcześniej byli dość chłodno przyjmowani przez żonę) i chcą, żebym przyprowadzał syna do nich. Generalnie nie do końca rozumieją i akceptują moją postawę.
I znów...
Z żoną układa się lepiej, ale
... rodzice, rodzice, rodzice...
Zastanów się mocno, która relacja powinna być ważniejsza.
Monti zauważyłeś, że faktyczną decyzję o braku kontaktu podjęli Twoi rodzice, a nie żona? Widzisz to?
I teraz przyjrzyj się ile w tym wątku piszesz o żonie, a ile o rodzicach? Ile skupiasz się na żony potrzebach, a ile na rodziców?
Kim jesteś, a kim być powinieneś najpierw - synem czy mężem?
gdyby rodzice byli chorzy albo w potrzebie, wtedy myślę, że także moja żona by im pomogła...
Niemniej jednak, chciałbym te relacje jakoś ucywilizowac
Starasz się poprawić relacje z żoną, ale co jest faktycznym celem?
Poprawa relacji z żoną czy powrót do bliskiej z rodzicami?
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Jonasz » 15 maja 2018, 22:54

Monti w świetle tego co napisały Dziewczyny słuchaj ich.
Tak patrzę na datę - 2 miesiące odkąd założyłeś wątek to naprawdę krótki okres czasu. Dla kobiety tym bardziej żeby się przekonała...
Monti pisze:
15 maja 2018, 19:58
Zastanawiam się cały czas, na ile moje obecne działanie przyniesie efekt i pokaże żonie, że jest dla mnie najważniejsza, a na ile może być odczytane jako słabość.
Słabość? A dlaczego słabość a nie zdecydowana postawa, mocna decyzja, konsekwentność. Zdaje się, że Twoja żona tego właśnie oczekuje.

Tak szczerze mówiąć to od strony rodziców
Monti pisze:
15 maja 2018, 19:32
Z kolei rodzice zamiast okazać mi wsparcie, wywierają na mnie presję, mówiąc np. że to co robię to grzech przeciwko 4 przekazaniu itp. Chyba też nie wierzą w to, że nasze małżeństwo można uratować.
Więc jeżeli nie okazują Ci wsparcia, to tym bardziej nie powinni wywierać presji.
Jeżeli nie pomagają, to niech nie przeszkadzają. Na razie to rodzicom powinieneś wyznaczyć stanowczą granicę, a nie żonie.
Na to naprawdę będzie czas. Teraz stanowczo za wcześnie na to.
A poza tym to Ty masz wierzyć w sens i w to, czy małżeństwo można uratować.
Monti pisze:
15 maja 2018, 19:58
Niemniej jednak, chciałbym te relacje jakoś ucywilizowac
Monti, absolutnie to nie TWOJA działka.
Wiem może boleć, moja żona też za bardzo z moją mamą nie po drodze
Gryzło, bolało , wkurzało i cieniem się kładło dopóki nie przyjąłem tego za zasadę To ich problem i same go muszą rozwiązać.
Pamiętaj. nie zabiera się kogoś trzeciego do swojego domu. ON, Ona i ewentualnie dzieci jak są.
Nikogo więcej: rodziców, kumpli, psiapsiółki, siostry, brata, pracy, firmy. Nikogo!!!
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Monti
Posty: 711
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Monti » 16 maja 2018, 16:06

Dziękuję za Wasze odpowiedzi, chyba potrzebowałem utwierdzić się w tym, że obrana przeze mnie droga jest słuszna.
Choć osobiście uważam, że zabranianie mi kontaktu z rodzicami jest ze strony żony nie fair, rozumiem, że udowadnianie swojej racji na tym etapie nie ma sensu. Nie o to przecież chodzi, żeby rozwalić swój związek tylko po to, żeby udowodnić innym, że nie jestem "pantoflem".

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Jonasz » 16 maja 2018, 19:12

Monti pisze:
16 maja 2018, 16:06
Choć osobiście uważam, że zabranianie mi kontaktu z rodzicami jest ze strony żony nie fair, rozumiem, że udowadnianie swojej racji na tym etapie nie ma sensu.
Monti.
Osobiście też tak uważam :D
Ale jak słusznie zauważyłeś - nie teraz.
Monti pisze:
16 maja 2018, 16:06
Nie o to przecież chodzi, żeby rozwalić swój związek tylko po to, żeby udowodnić innym, że nie jestem "pantoflem".
To nie chodzi o udowadnianie przed kimś. Przecież teraz nim nie jesteś i nie myśl tak o sobie.
Tak apropos pantoflarz -hm... sam tak pomyślałeś czy zostałeś nazwany.
Nie odpowiadaj tutaj.Ale zastanów się nad własną odpowiedzią.
Z doświadczenia powiem że rozumiem Twoje obawy ;)
Najważniejsze, żebyś nim się nie stał :lol:
Masz jakieś zdrowe grono nie wiem kolega, jakaś grupa, hobby. Cokolwiek żeby odreagować, wyzerować?
Samemu z sobą się utwierdzać. Ze swej strony powiem, że nikt nie utwierdził mnie jak Pan Bóg.
Zalecałbym też rozwój osobisty - o sobie, o małżeństwie.
Wychodzicie gdzieś razem z żoną?
Osobno?
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Monti
Posty: 711
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Monti » 16 maja 2018, 20:38

To chyba słuszna uwaga, że muszę zająć się rozwojem osobistym. Wydaje mi się, że moje wątpliwości w dużej mierze wynikają z lęku przed odrzuceniem (wcześniej przez żonę, a teraz przez rodziców), co z kolei wiąże się z niskim poczuciem wartości. Chcę też w większym stopniu zaangażować się w sport, który pomaga się wyzerować.

Monti
Posty: 711
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Monti » 19 maja 2018, 15:06

Ostatnie dni - aż do dzisiaj - były dla nas dość dobre. Było sporo ciepłych gestów, a także po raz pierwszy od dłuższego czasu zbliżenia seksualne. Miałem jednak wrażenie, że dla mojej żony ten seks nie jest wyrazem bliskości małżeńskiej, a jedynie rozładowaniem potrzeb seksualnych. Wydaje mi się to dość nietypowe, bo dotychczas myślałem, że jest to domena mężczyzn. Dziś miała miejsce pozornie błaha sprzeczka, którą jednak moja żona rozdmuchała, kończąc na ostrych wyzwiskach pod moim adesem i słowach, że nie chce ze mną być. W tle oczywiście pojawił się zarzut, że jestem uzależniony od swojej rodziny i przykre słowa pod adresem moich rodziców (mam wrażenie, że każdy temat u niej się do tego sprowadza). Żona potwierdziła mi też, że ten ostatni seks nic nie znaczył i równie dobrze może go uprawiać z innymi mężczyznami (!).
Wyjaśniam przy okazji, że moja żona jest cholerykiem i często mówi różne rzeczy tylko po to, żeby mi zrobić przykrość. Jednak po takich akcjach zupełnie odechciewa mi się cokolwiek odbudowywać. Widzę także, że będzie mi bardzo trudno sięz nią dogadać. Generalnie jest dobrze tylko wtedy, jak jej przytakuję, a jak tylko ośmielę się mieć swoje zdanie, jest awantura, grożenie rozwodem i wyzwiska.

wulkan
Posty: 67
Rejestracja: 08 maja 2018, 23:00
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: wulkan » 19 maja 2018, 17:56

Ja też bywam cholerykiem, chociaz niby z testow sangwinikiem ;) więc weź pod uwagę, ze taka osoba naprawdę w chwili złości potrafi rzucać słowami na wyrost, bez zastanowienia, chociaż moze wcale tak nie myslec. Dla innych typów charakteru to pewnie niepojęte. Plusem jest to ze nie chowa długo urazy. Części słów moze w ogole nie pamiętać.
Temat rodziców jest dla Twojej zony newralgiczny i tu również niewiele trzeba żeby wybuchla. Wcześniejsze zdarzenia i poglad na Twoich rodziców będą powodować ze w ten sposób bedzie interpretowala wiele Twoich słów.

Monti
Posty: 711
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Monti » 19 maja 2018, 19:01

Dla mnie niepojęte jest, jak płynnie można przejść od przytulania i czułości do agresji słownej, słów typu: jesteś dla mnie obrzydliwy, nie mogę się doczekać rozwodu itp. Dodatkowo ta sytuacja odbija się też niekorzystnie na mojej relacji z dzieckiem. Żona bez ogródek mówi niespełna siedmioletniemu synowi np. że nie chce mnie oglądać oraz o rozwodzie.
Jest to wszystko bardzo trudne. Żona przed chwilą wprost przyznała, że w sprawie seksu potraktowała mnie jak przedmiot, że nic do mnie nie czuje oprócz obrzydzenia. Czuję, że jestem jej potrzebny tylko do utrzymania domu, zarobienia na ratę kredytu i wykończenie domu. Nie wiem, co robić. Nie chodzę w ogóle do rodziców, a i tak żona uważa mnie za maminsynka. Chyba tej kobiety nie jestem w stanie zadowolić. Mam poczucie, że żeniłem się kompletnie z kimś innym...

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo w rozsypce

Post autor: Jonasz » 19 maja 2018, 23:13

Monti jestem.
Przyznam się szczerze, że dzisiejsze Twoje posty mnie zmroziły.
I wiem jak się czujesz.
Ja co prawda takich słów nie usłyszałem, ale nasze zbliżenie intymne wzbudziło u mnie podobne uczucia.
Powiem krótko - to było 4 lata temu.
I od tamtej pory to ja dałem sobie spokój ;)
Nawet o tym nie myślę na razie.


Na początek pozwól słowo do wulkan.
wulkan pisze:
19 maja 2018, 17:56
Ja też bywam cholerykiem, chociaż niby z testów sangwinikiem ;) więc weź pod uwagę, ze taka osoba naprawdę w chwili złości potrafi rzucać słowami na wyrost, bez zastanowienia, chociaż może wcale tak nie myśleć. Dla innych typów charakteru to pewnie niepojęte. Plusem jest to ze nie chowa długo urazy. Części słów może w ogóle nie pamiętać.
Minusem jest to ze słowa potrafią ranić jak miecz. Nawiasem mówiąc ciekawe jak taka osoba funkcjonuje w pracy, wśród przyjaciół.
Monti pisze:
19 maja 2018, 19:01
Chyba tej kobiety nie jestem w stanie zadowolić.
Monti.
Nie jesteś po to żeby tą kobietę zadowolić.
Naprawdę.

Pozwol ze zadam 2 pytania.
Pisałeś o terapii - kontynuujesz ją?
Masz rodzeństwo, kolegę czy oprócz zony i powiedzmy rodziców nie masz tak naprawdę nikogo?
I jeszcze jedno pytanie - jak w tej sytuacji jest u Ciebie z tym lękiem przed odrzuceniem?
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: vertigo i 12 gości