Jak uratować moje małżeństwo?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Don
Posty: 9
Rejestracja: 28 lis 2019, 13:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Don » 29 lis 2019, 7:18

Dzień dobry.
Mam 38 lat i jestem z Warszawy. Żona chce rozstania. Definitywnie. Podjęła decyzje z której nie zamierza się wycofać. Nie chce słyszeć o terapii czy jakiejkolwiek próbie ratowania związku. Jesteśmy 10 lat razem. Mamy wspaniałą 7 letnią córkę.

Latami zaniedbywałem naszą relację. Wymagałem nie dając nic w zamian. Odtrącałem ją wielokrotnie. Borykam się (choć teraz wydaje mi się że się borykałem) z problemem w komunikacji. Nie potrafiłem rozmawiać o problemach. Potrafiłem nie odzywać się tygodniami jak się o coś obraziłem. Uważałem że lepiej zamilknąć niż się kłócić a potem nie mogłem wyjść z tego milczenia. Tak naprawdę chyba dopiero gdy powiedziała o rozstaniu poczułem że naprawdę ją kocham i jestem wstanie zrobić wszystko by ratować a raczej budować od nowa nasz związek. W naszym małżeństwie każde z nas szło własną drogą które czasem się krzyżowały zamiast jedną wspólną. Jakieś półtora roku temu przeszedłem nawrócenie które pomaga mi się zmieniać na lepsze. Byłem pewien że będzie tylko lepiej. Niestety moja żona nie wytrzymała tego czekania.
W swojej decyzji jest zdeterminowana i zacięta. Twierdzi że nikt i nic nie skłoni jej do zmiany decyzji.

Ja z dnia na dzień zmieniłem swoje zachowanie. Robię to czego praktycznie nie robiłem sprzątam, gotuje, staram się mówić miłe rzeczy, proszę, dziękuje, tęsknię, martwię się o nią, chciałbym spędzać z nią każdą chwile nawet jak jest na mnie zła lub sprawia mi przykrość. Po rozmowie w poradni zdecydowałem się na terapie indywidualną gdyż stwierdzono ze mam problem z emocjami. Odmawiam pompejankę i po instrukcji od terapeuty koncetruję się na czynnościach które nie są skierowane wprost do niej gdyż pościelenie jej łóżka czy zrobienie kawy wywołuje nerwy. Chciałbym pokazywać jej codziennie, że mi na niej zależy ale w tej sytuacji nie wiem jak to robić. Ona mam wrażenie że ucieka z domu. Długo zostaje w pracy potem umawia się ze znajomymi. Podejrzewam że może kogoś mieć. Ona zapewnia, że tak nie jest. Nie chcę jej sprawdzać ale może powinienem? Wybaczył bym jej zdradę gdyby taka miała miejsce. Jestem gotowy praktycznie na wszystko żeby naprawić to co popsułem.

Bardzo się zmieniła od kiedy powiedziała o rozstaniu. Znajomi są w szoku że jest taka zawzięta i zdeterminowana. Próba argumentacji dobrem dziecka czy wiarą wprawią ją w furię. Ma do mnie żal że się modliłem a nie robiłem nic żeby ratować naszą relację. Mam wrażenie że oddaliła się od Boga i od dziecka które było dla niej zawsze najważniejsze. Mieszkamy razem ale ona oczekuje abym się wyprowadził (możliwie szybko). Chowa wspólne zdjęcia. Rozdziela co mam zabrać. Koncetruje się na sobie i na swojej nowej przyszłości beze mnie.

Modle się (i mam modlitewne wsparcie rodziny i znajomych), pracuję nad sobą, i dla domu. Jestem uzbrojony w cierpliwość choć czasem jest trudno.
Co mogę jeszcze zrobić? Może ktoś przeszedł przez coś takiego i może coś doradzić? Jak odzyskać miłość żony która według jej słów się skończyła i powstał wielki mur który jak tylko minimalnie pęknie jest na nowo wzmacniany.

Al la
Posty: 1209
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Al la » 29 lis 2019, 12:40

Witaj Don na naszym forum.
Dobrze, że trafiłeś tutaj, na pewno otrzymasz wsparcie.
Jakieś półtora roku temu przeszedłem nawrócenie które pomaga mi się zmieniać na lepsze.
To bardzo ważne, kryzys spowodował, że zauważyłeś w życiu rzeczy, które do tej pory nie były istotne. Kryzys to tak naprawdę droga do rozwoju, najpierw Twojego, potem będzie czas na innych.
Poszukaj na naszych stronach treści, które Ciebie zainteresują http://sychar.org/pomoc/
Modle się (i mam modlitewne wsparcie rodziny i znajomych), pracuję nad sobą, i dla domu. Jestem uzbrojony w cierpliwość choć czasem jest trudno
Otrzymujesz bardzo wiele, trzymaj się tego. Czas i cierpliwość- to najważniejsze.
Jest możliwość też uczestniczenia w spotkaniach ognisk naszej wspólnoty, w Warszawie masz kilka ognisk Sycharu, tam spotkasz osoby z podobnymi problemami.
Pogody Ducha!
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

Monti
Posty: 565
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Monti » 30 lis 2019, 12:40

Cześć,
jakiś czas temu byłem w podobnej sytuacji jak Ty. W końcu się wyprowadziłem, bo nie zniosłem zachowania żony i potrzebowałem złapać równowagę psychiczną. Ty, mieszkając z żoną, masz dużo większe pole manewru, by pokazać żonie swoją przemianę i w pewnym sensie na nowo ją zdobyć. Pomyśl, czy okazujesz żonie miłość w jej języku miłości (zob. "5 języków miłości" Chapmana).
W modlitwie oczywiście nie ustawaj. Nie musi być ona ostentacyjna, by nie drażnić żony, ale polecaj ją codziennie Bogu, bo "wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego" (Jk 5,16).

Don
Posty: 9
Rejestracja: 28 lis 2019, 13:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Don » 30 lis 2019, 21:00

Jej językiem miłości jest dotyk, więc w tej chwili nie mam za bardzo pola manewru bo nawet jak rozmawiamy i się zbliżam to chce żebym się odsunął. Spytałem raz czy jakbym spróbował ją przytulić czy nie zdzieliła by mi w pysk bo mam takie wrażenie czasem, to powiedziała że nie, ale by mnie odepchnęła, i że nie życzy sobie żadnego dotykania.

Pavel
Posty: 2383
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Pavel » 30 lis 2019, 22:50

Witaj Don,
Ja przeszedłem przez „coś takiego”.
Widzę różnice, widzę podobieństwa.
Możesz sobie poczytać:
http://archiwum.kryzys.org/viewtopic.php?t=13500
U mnie ta kryzysowa historia zaczęła się ponad 4 lata temu.
Na forum wszedłem na początku października 2015 słysząc od żony podobne słowa i zapewnienia. Również mówiła, że nikogo nie ma, przysięgała, robiła ze mnie wariata.
Na początku uwierzyłem, bo niby z kim i kiedy. Jak się chce, to się da. Niestety.
Po czasie okazało się, że jednak nie jestem wariatem.
Osoba zdradzająca ma pewien zestaw zachowań które ze zdradą są tak tożsame, że niemalże jednoznaczne.
Był gdzieś wątek o tym, może ktoś poratuje i wrzuci, mi z telefonu pisząc ciężko.

Też na początku strasznie się ubiczowałem, moje aktualne spojrzenie na małżeństwo, przyczyny kryzysu, siebie, żonę jest kompletnie inne niż opisywane. Także może i u ciebie jest inaczej niż ci się teraz w tych emocjach wydaje.

Z ważnych, bieżących spraw - odradzam wyprowadzkę. To pierwsza z przyjętych przeze mnie forumowych rad. Na odległość może i łatwiej ratować siebie, ale ciężko ratować małżeństwo.
To nie ty chcesz rozpadu, nie ma więc powodu abyś tego nie chcąc pomagał w tym. Argumenty za pozostaniem w mieszkaniu znajdziesz na pierwszych stronach mego wątku.

Co bym doradził?
To co pomogło mi, po ponad pół roku ratowania po swojemu - powierzenie małżeństwa Bogu i zajęcie się sobą.
Przede wszystkim porządny rachunek siebie i małżeństwa, co jakiś czas uaktualniany o nową wiedzę.
Wiedza którą nabyłem w kryzysie niewątpliwie zmieniła moje życie, wywróciła je do góry nogami - tyle, że okazało się, że to do tamtej pory robiłem większość rzeczy odwrotnie niż powinienem.
Poznałem siebie jako mężczyznę, zgłębiłem wiedzę o żonie jako kobiecie, dowiedziałem się nie tylko tego, że jako mężczyzna i kobieta jesteśmy różni (to wie każdy), ale i na czym te różnice polegają (to już nie jest takie oczywiste).
Dowiedziałem się jak w małżeństwach być nie powinno i jak być powinno. Niby oczywiste, ale jednak jak się okazuje nie tak bardzo.
Zacząłem sięgać do źródeł kryzysu, zarówno we mnie jak i małzeństwie. I tam gdzie mogłem i potrafiłem (oraz tak jak na dany czas potrafiłem) - zacząłem leczyć, naprawiać.
Bardzo ważnym elementem tej pracy nad sobą jest jej intencja. Jeśli np. pracuje się nad sobą by odzyskać żonę, uratować małżeństwo, to pozornie intencja jest dobra, ale w praktyce przy odrzuceniu, wyśmianiu, podeptaniu tych starań łatwo stracić motywację do dalszej pracy.
Optymalnie więc dobrze robić to dla Boga i siebie, aby stawać się w ramach swych możliwości być najlepszą wersją siebie.

Do tej pory popełniłeś już przynajmniej kilka typowych błędów jakie na początku popełniają osoby porzucane/odrzucane.Ja zanim puknąłem się w ten durny łeb, który wszystko wiedział lepiej, popełniłem chyba wszystkie możliwe.
Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane - tak się mówi, kiedyś się z tym nie zgadzałem, teraz zaś uważam za szalenie trafne.
Na dobrych chęciach i braku wiedzy oraz Boga w moim codziennym życiu doczekałem się tylko bałaganu i potężnego kryzysu który nieomal nie zniszczył zbudowanego na piasku małżeństwa.
Na szczęście dobry Bóg skierował mnie tutaj i z jego pomocą udało się to poskładać.

Przeczytałem na tym forum, że naprawiać się może tyle, ile się psuło. Jesteś na to gotowy?
To raczej nie będzie sprint, a maraton.
Obawiam się, że bardzo bolesny w dodatku. To co dotychczas cię spotkało i co usłyszałeś od żony to najprawdopodobniej zaledwie początek.

Czytaj wątki na forum, również archiwalnym:
www.archiwum.kryzys.org
słuchaj polecanych konferencji.
Mamy również listę polecanych lektur:
viewtopic.php?f=10&t=383
Polecam, zwłaszcza na początek, wszystkie konferencje Pulikowskiego.

Na tym na razie skończę, i tak się solidnie rozpisałem 😂
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Małgorzata Małgosia
Posty: 137
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Małgorzata Małgosia » 02 gru 2019, 12:54

Don, ja na forum pojawiłam się na początku września. Kiedy zaczął się nasz kryzys nie mam pojęcia, chyba pierwszy raz miesiąc przed oświadczynami :D
Teraz bomba wybuchła pod koniec czerwca. Z powodu zranionej miłości, dumy itp. podobnych motywacji jakimi faszerowane są umysły dziewczynek, a potem kobiet (o czym dopiero teraz się przekonuję słuchając w końcu wartościowych treści i czytając polecane tutaj lektury), powiedziałam: nie kochasz mnie? To rozwód!
I on to w te pędy podłapał.
Nie wiem na ile sam tego chciał, a na ile zrobił to samo co ja czyli: na złość mamie odmrożę sobie uszy.

W każdym razie kiedy tutaj trafiłam, bo Bóg miłosiernie stuknął mnie palcem w czoło (dla mnie to było prawdziwe nawrócenie), też usłyszałam, że wszystko jeszcze przede mną.
Jak napisał Pavel: "To co dotychczas cię spotkało i co usłyszałeś od żony to najprawdopodobniej zaledwie początek".

Wierz mi-naprawdę tak jest. Ja niby to przyjmowałam rozumem i wydawało mi się, że przebaczyłam i to i tamto, to nagle: łuuuuup.
Wyłaziło coś na wierzch.
A co gorsza: wcale nie robiłam tego celowo, na poziomie świadomości byłam przekonana, że absolutnie tego nie robię, no bo wszyscy tutaj o tym piszą - zmieniaj się dla siebie i Boga.
Tak, tak, oczywiście, no przecież to jasne, co Wy mi takie komunały piszecie...

Aż tu nagle po ostatnim spotkaniu z mężem (w obecności osoby niezależnej) uświadomiłam sobie żal: on usłyszał, zobaczył jak się zmieniłam i ma to gdzieś! "Nie czuję tego".
Nie docenił, odrzucił, wyśmiał, olał itd.itp.
A przy tym kolejna "ciekawostka" wyszła...
Przeżyłam 2 trudne dni, aż w końcu weszłam na kolejny stopień: ok, robię to dla siebie i Boga. Opierając się na doświadczeniu forumowiczów wiem, że w końcu dojdę gdzie trzeba, ale to jest faktycznie trudna droga, na której musisz zdzierać sam przed sobą wszystkie przyrośnięte do twarzy maski.

Da się to przeżyć mimo wszystko, ale tylko z Bogiem i wspólnotą.
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

Don
Posty: 9
Rejestracja: 28 lis 2019, 13:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Don » 02 gru 2019, 23:21

Dzięki za opinie.
Weekend w domu. W sobotę rano rozmowa.
Musiałem ją przekonywać żebym mógł rano zrobić zakupy (bo ona chce już parówki dzielić na jej i moje)
Udało się spokojnie i grzecznie. Pytam o uczucia. Czy czuje do Mnie złość lub gniew. Grzecznie odpowiada że nie.
Mówi że nic nie czuje. Niechce mi sprawiać bólu. Wchodzi na wątek że sobie kiedyś kogoś znajdę.
Krótko ucinam, że ja nie czuje się zwolniony z przysięgi i nigdy nie będę z nikim innym i kończę że to nie rozmowa na teraz.
Robię rano spożywcze zakupy. Potem mamy jechać kupić jej łyżwy żeby nie musiała ciągle wypożyczać jak jeździ z córką. Trochę protestuje że sama pojedzie, i po co ja chce z nimi jechać.Ttłumacze że będzie szybciej, że spędzi więcej czasu z dzieckiem na co nie miała ostatnio czasu więc się zgadza (gdybym powiedział że chce z nimi jechać żeby spędzać wspólnie czas pewnie by się nie zgodziła) Odwiedzamy też ikee. Córka łapie focha, że mama nie kupiła jej zabawki i nie chce iść na łyżwy. Po obiedzie żona jedzie odwiedzić koleżankę w szpitalu i na zakupy. Ja popołudnie i wieczór spędzam z córką (która miała obiecane że na łyżwy pójdzie wieczorem jak mama wróci). Mama coś długo nie wraca, córka ląduje w wannie wtem sms żeby się szykowała na łyżwy. Uważałem że już póżno ale że córka jak perszing wyskoczyła z wanny i w pełnej gotowości więc poszły. Po powrocie do spania i po sobocie...

Don
Posty: 9
Rejestracja: 28 lis 2019, 13:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Don » 02 gru 2019, 23:48

Niedziela.
Rano przychodzę do niej jak dzień wcześniej jak leży w łóżku zagaduje. Mogę usiąść na drugim końcu łóżka absolutnie nie w jej pobliżu. Pytam co u Agi w szpitalu a to o innych duperelach. Zagaduje że może ja bym na łyżwy dziś poszedł spróbować (nigdy tego nie robiłem i nie miałem zamiaru ale chciałem żebyśmy spędzili czas w trójkę czego nie powiedziałem). O dziwo zgodziła się.
Grzeczna i miła rozmowa. Jeden zgrzyt gdy mówiła o planach na przyszły tydzień i poprosiłem żeby mi mówiła gdzie idzie (na spotkania ze znajomymi) żebym wiedział w razie jakby się coś stało czy coś. Absolutnie nie będzie mi się opowiadać. Dziecku tylko musi mówić czy wróci zanim mała pójdzie spać (sama to powiedziała choć nie chętnie, bo parę dni wcześniej jej powiedziałem że dziecko się pyta kiedy mama przyjdzie i co mam mówić?). Ogólnie w miarę miło. Pozwoliła sobie zrobić kawę, śniadania już absolutnie nie. Potem jakaś bajka z dzieckiem w tv. Na ogół chodziliśmy do kościoła na 11. Często musiałem trochę poganiać dziewczyny bo w niedziele lubią łazić w piżamach do południa. Tym razem odpuściłem. Poszliśmy na łyżwy razem (nawet nieźle mi poszło). Wracając zaproponowała żeby zamówić pizze, średni mi się to podobało bo dzień wcześniej narobiliśmy jedzenia na kilka dni ale ok jak masz ochotę zamawiaj. zjedliśmy popatrzyliśmy trochę na serial (pierwszy raz od ponad 3 tygodni. Popołudniu musiał wyjść do 2 sąsiadek (pomaga starszym osobom wypełnić pewne dokumenty urzędowe). Trochę jej się przeciągneło. Na 18 poszedłem z córką do kościoła (strasznie nie chciała, mam trochę dylemat czy ciągnąc 7 latkę do kościoła jak nie chce. Jak szliśmy wszyscy to nie dyskutowała a teraz a jakże) Wychodząc spotkaliśmy wracającą żonę, która mówiła że nie idzie bo się żle czuje ale córce kazała iść. Wieczorem kiedy miałem zaliczyć weekend do w miarę udanych jak na obecna sytuacje dostałem "nagrodę". Żona do mnie mam coś dla ciebie jak możesz to podpisz jak nie to nie. I wręcza mi plan wychowawczy naszego dziecka po rozwodzie z określeniem ilości i czasu kiedy się będę mógł widywać z dzieckiem, wysokość alimentów itp. Poczułem dosłownie jakby mi ktoś wsadził noż w serce. (dobrze mi napisano powyżej, będą ciosy). Podłamałem się trochę oddałem jej i powiedziałem że przepraszam ale nie mogę tego podpisać. Zabrała i schowała do teczki która trzyma pod poduszką. Ogarnąłem się trochę żeby "nie beczeć". Obejrzeliśmy rolnika oddzieleni od siebie całą długością pokoju i po niedzieli. Noc prawie nie przespana za to przemodlona (choć w modlitwie mnóstwo rozproszeń bo nie potrafię oderwać myśli od tego wszystkiego)

Don
Posty: 9
Rejestracja: 28 lis 2019, 13:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Don » 03 gru 2019, 0:01

Poniedziałek
Postanowiłem w nocy że nie pójdę do pracy tylko po zwolnienie bo mam mocne przeziębienie a i kupę spraw.
Ale twardo leże sztywno zobaczę czy jak wstanie to się zainteresuje czemu ja nie wstałem (zawsze wstaje przed nią).
Przez myśl mi przeszło żeby martwego udawać i zobaczyć jaka będzie reakcja. Przyszła i z troską zapytała nie wstajesz? Powiedziałem że nie idę dziś. Ona poszła się myć a ja pod jej poduszeczkę do teczuszki (postanowiłem że zrobię sobie fotę tego planu wychowawczego żeby go na spokojnie przeczytać bo w tych emocjach to nie bardzo wiedziałem nawet co tam był). Liczyłem też że będzie coś więcej i nie zawiodłem się. Był projekt pozwu rozwodowego. Pozew bez orzekania o winie. Na końcu że wszystko mamy dogadane (a więc chyba robiony przed obwieszczeniem mi nowiny zakładała że się zgodzę a może tak się w pozwach pisze nie wiem nie znam się...:( ) Postanowiłem że muszę ja sprawdzić więc dzwoniłem do kumpla żeby zainstalował mi na kompie z którego żona korzysta coś co pozwoli przechwycić jej hasło do jej facebooka. Ma coś wymyśleć. Nie wiem czy to dobry pomysł, ale jednak chce wiedzaeć gdzie i z kim chodzi...

Małgorzata Małgosia
Posty: 137
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Małgorzata Małgosia » 03 gru 2019, 8:03

Don pisze:
03 gru 2019, 0:01
Był projekt pozwu rozwodowego. Pozew bez orzekania o winie. Na końcu że wszystko mamy dogadane (a więc chyba robiony przed obwieszczeniem mi nowiny zakładała że się zgodzę a może tak się w pozwach pisze nie wiem nie znam się...:( ) Postanowiłem że muszę ja sprawdzić więc dzwoniłem do kumpla żeby zainstalował mi na kompie z którego żona korzysta coś co pozwoli przechwycić jej hasło do jej facebooka. Ma coś wymyśleć. Nie wiem czy to dobry pomysł, ale jednak chce wiedzaeć gdzie i z kim chodzi...
Wiesz...ta wiedza z facebooka...po co Ci to? Po co kolejne noże w serce, tym razem wbijane przez siebie samego?
Jeżeli po to, żeby w 100 procentach utwierdzić się w przekonaniu, że nie zgodzisz się na rozwód "lekki, łatwy i przyjemny", to i tak niepotrzebne cierpienie takie śledzenie żony.

Sama miewałam pomysły, żeby męża śledzić. Tylko po co? Miałoby to sens, gdybym dopuszczała myśl o rozwodzie i szukała na niego haka.

Bo jeśli dowiesz się, że ktoś jest, to co? Nie zmusisz jej szantażem do wybrania Ciebie, jemu chyba też nie planujesz czegoś zrobić?
Na Twoim miejscu spróbowałabym już teraz wyobrazić sobie: tak, kogoś ma. Dlatego nie kocha i tak łatwo pisze te pisma, dlatego chce rozwodu bez orzekania o winie.

Co czujesz kiedy tak myślisz? Czy coś w Twojej decyzji wierności bez względu na wszystko się zmienia?
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

Don
Posty: 9
Rejestracja: 28 lis 2019, 13:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Don » 03 gru 2019, 8:52

Poniedziałek cd.
Całe dzień zaganiany kupa tematów ale najważniejszy to wizyta w poradni i rozmowa z terapeutą dla DDA.
Moja siostrą przeszła terapię i bardzo mi ją polecała no ale ja wiedziałem lepiej że mi to nie potrzebne.
Bardzo się myliłem. Jak zacząłem o sobie opowiadać to szybko sobie sam zdałem sprawę że jestem (a może byłem) jak mój ojciec.
Byłem taki jakim nigdy nie chciałem być, zamieniłem jedynie alkohol na inne rzeczy. Powieliłem schemat całkowicie nieświadomy.
Do tego w poczekalni zapoznałem się z broszurką na temat przemocy w rodzinie. Jaki głupi byłem myśląc że jak nie krzyczę, nie obrażam czy nie bije to jestem w porządku. Jestem albo byłem przemocowcem. Czasem świadomie a często nie, narzucałem swoje zdanie a jak coś było nie po mojej myśli to milczenie. A ona żyła w strachu czy jak zrobi tak nie będzie milczenia tydzień, dwa albo i dłużej... Zostałem zakwalifikowany na terapie (termin oczekiwania ok pół roku. Dramat!!!). Na szczęście dziś czyli we wtorek zaczynam terapie prywatnie. Żona po pracy a właściwie szkoleniu odebrała córkę ze szkoły i poszły na łyżwy, potem do dentysty. Ja międzyczasie pojechałem na spotkanie sycharu. Moje 2 ale 1 w nowym miejscu. Mam mieszane uczucia czy te spotkania są dla mnie dobre. Nasłucham się że jeden jest 10 lat po rozwodzie i czeka, drugi 8 lat albo 3 mnie to dołuje. Pogadanki że rozwód jest złem i jakie są jego konskwencje, mity czy co mówi o nim pismo święte są dla mnie oczywistością. Brakuje mi jakiś wskazówek co robić, czego nie, kto jakie błędy popełnił. to żeby kierować się do Boga jest dla mnie oczywiste i robię to, ale uważam że muszę też coś robić w kierunku żony. Delikatne sygnały, często może nie bezpośrednio do niej. Nie mogę modlić się i pracować tylko nad sobą. Po powrocie dziecko spało, próbowałem pogdać o neutralnych sprawach ale żona wściekła, opryskliwa (bez kija nie podchodź). Potem przyjechał jej brat który nocuje u nas bo robi remont u jej kolegi z pracy a mieszka 200 km dalej. Z nim rozmową mojej żony jakby wszystko było super, żarty, uśmiechy. Ja siedzę obok traktowany jak powietrze. On coś mówi o sylwestrze a żona że ona ma już plany. A co w tym czasie z naszym dzieckiem o mnie już nie wspominając? Nie wiadomo. Zabolało :(.
Dziś rano jak się myła zrobiłem wycieczkę do jej teczuszki. Na pozwie nowe dopiski, skreślenia, podniesienie kwoty żądanych alimentów a więc pracuje nad nim. Może przez to była taka poddenerwowana wieczorem. Rano w miarę spokojna. Dziś ma wrócić później z pracy a jutro jeszcze później może ok. 21.00. Nie jest lekko. Ale robimy swoje najpierw różaniec...

Kwiatkowa
Posty: 53
Rejestracja: 20 wrz 2019, 15:01
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Kwiatkowa » 03 gru 2019, 9:35

Witaj Don,
podajesz wiele szczegółów.. uważaj, wiesz internet jest dostępny każdemu

Wybacz, ze tak otwarcie..
Mi to wyglada na ogromny bunt Twojej żony, tak jakby Cię chciała i niechciala jednocześnie
Jakieś miotanie się między czymś a czymś

Pisałeś że trochę w tym Twojego udziału, jakieś oddalenie się...
A nie pomyślałeś że może czeka na jakiś Twój „spektakularny” ruch... może oczekuje jakiegoś dowodu miłości z Twojej strony.. uczucia
Może odnieś się do Waszych początków, przypomnij sobie jak to było kiedy to Ci zależało ją zdobyć
Może coś romantycznego?
Póki jesteście razem masz jeszcze wiele szans na poprawę waszej relacji
Mówią, że kropla drąży skalę
Nie zmienisz swojej żony, Ty byś chciał to czy tamto zaraz teraz, ekspresowej naprawy.. czasami tak się nie da

Ta teczka pod poduszką, tez wyglada na taką żebyś ją znalazł.. nagłe wyjścia do koleżanek, znajomych to tez taka próba.. pokazania: „mam swój odrębny świat”
Sory że tak bezpośrednio, ale pisze Ci jako kobieta i w tym jak opisujesz widzę trochę swoich zachowań, na ile trafiłam...? hm kto to wie.. mogę tylko podpowiadać ;)
Staraj się wsłuchać to co robi i mówi.. może w tym jest odpowiedź

Pozdrawiam

Don
Posty: 9
Rejestracja: 28 lis 2019, 13:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Don » 03 gru 2019, 9:51

Ja zakładam że ona wdała się w jakąś relacje z kimś. Nie wiem na jakim to jest etapie ale jestem niemal pewien że ktoś jest. Jeśli się to potwierdzi we mnie nic to nie zmieni. Ale wolę wiedzieć żeby nie "motać się " z tym w myślach czy ktoś jest czy nie. Być może będzie to miało znaczenia dla mojej terapii. Nie chce żyć w nieświadomości. Może za bardzo się obwiniam a to mi pozwoli spojrzeć bardziej realnie. I przede wszystkie będę miał odpowiedź na podstawowe pytanie dlaczego teraz, tak stanowczo i zawzięcie, bez żadnej iskierki na próbę naprawy.

s zona
Posty: 3662
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: s zona » 03 gru 2019, 10:07

Kwiatkowa pisze:
03 gru 2019, 9:35
Witaj Don,
podajesz wiele szczegółów.. uważaj, wiesz internet jest dostępny każdemu

Wybacz, ze tak otwarcie..
Mi to wyglada na ogromny bunt Twojej żony, tak jakby Cię chciała i niechciala jednocześnie
Jakieś miotanie się między czymś a czymś


Pisałeś że trochę w tym Twojego udziału, jakieś oddalenie się...
A nie pomyślałeś że może czeka na jakiś Twój „spektakularny” ruch... może oczekuje jakiegoś dowodu miłości z Twojej strony.. uczucia

Może odnieś się do Waszych początków, przypomnij sobie jak to było kiedy to Ci zależało ją zdobyć
Może coś romantycznego?
Póki jesteście razem masz jeszcze wiele szans na poprawę waszej relacji
Mówią, że kropla drąży skalę

Nie zmienisz swojej żony, Ty byś chciał to czy tamto zaraz teraz, ekspresowej naprawy.. czasami tak się nie da

Ta teczka pod poduszką, tez wyglada na taką żebyś ją znalazł.. nagłe wyjścia do koleżanek, znajomych to tez taka próba.. pokazania: „mam swój odrębny świat”
Sory że tak bezpośrednio, ale pisze Ci jako kobieta i w tym jak opisujesz widzę trochę swoich zachowań, na ile trafiłam...? hm kto to wie.. mogę tylko podpowiadać ;)
Staraj się wsłuchać to co robi i mówi.. może w tym jest odpowiedź

Pozdrawiam
Don,
tak po babsku,to ma sens .. pomysl prosze w ten sposob, moze zonie zwyczajnie sie przelalo i sie mota ..
Sadze, ze Twoja zona potrafilaby lepiej schowac te dokumenty,niz pod poduszke w Waszym wspolnym lozku ;) .. miales sie dowiedziec,wiec wiesz.... teraz pilka po Twojej stronie, co z tym zrobisz ?

Kwiatkowa
Posty: 53
Rejestracja: 20 wrz 2019, 15:01
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować moje małżeństwo?

Post autor: Kwiatkowa » 03 gru 2019, 10:12

Muszę jeszcze coś dopisać..

Jacek Pulikowski na swoich konferencjach mówi o takim przykładzie.. (warto go posłuchać, o męskiej miłości itd)..
Mąż zdradził żonę i próbował ją przeprosić, jakby zdobyć na nowo. Rzucił jej pewnego dnia na stół kluczyki do nowego samochodu. Nie podziałało..
Jednak p. Jacek doradził mu co innego, podarować bukiet 100 róż, ale nie od razu... każdego dnia po jednej
Pierwsze wyładowały w koszu, następne w korytarzu, po kilku następnych zaczęła je wstawiać do wazonu itd..
To nie jest problem sprezentowania ogromnych bukietów już teraz, natychmiast..
Cała tajemnica tkwi w zmianie, może powolnej ale konsekwentnej..

Fajnie że działasz, zaczynasz dostrzegać swoje niedociągnięcia, to duży krok (postęp)... oby tak dalej, dzialaj

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości