Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

contesempre
Posty: 108
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 23 lip 2020, 11:19

lustro pisze:
23 lip 2020, 10:48
(...) Tak, jak najbardziej. Ale stawanie w prawdzie o sobie nie jest równoznaczne przyznawaniu się drugiej stronie do wszystkiego, co sie w sobie nosi.
Bywa nawet mocno szkodliwe i nawet na tym forum wielokrotnie jest nazywane przerzuceniem ciezaru. (...)

Ja odpowiadalam contesempre na pytanie o korzyści lub ich brak, wynikajace z zachowania jej męża. I tyle.
Nie sugeruję, co robić należy a co nie. Pokazuję tylko drugą stronę.
Jak dobrze rozumiem Lustro, przyznanie się do własnych błędów można nazwać przerzucaniem ciężaru na osobę, której się prawdę wyznaje? Chyba nie do końca rozumiem, bo nigdy tego tak nie postrzegałam, czy niektórzy mówiąc prawdę myślą "powiem CI prawdę i radź sobie z nią"? O to chodzi? Ja prawdę powiedziałam uważając, ze to się mężowi po prostu należy a i mi będzie lżej, że nie noszę już kłamstwa w sobie. Po czym udałam się do spowiedzi bo mimo to i tak, ciężar winy pozostał i jest we mnie do dziś... :(
Kochana Lustro, nie do końca też wiem co masz na myśli pisząc "co się nosi w sobie", czy mogłabyś to rozwinąć? Czy chodzi o winy czy także odczucia towarzyszące razem a może osobno? Powiem szczerze, ze rozmawiając z mężem mówiłam mu co czuje po tym wszystkim i wydawało mi się, ze nie potrzebnie bo on tak jakby, nie przyswoił wszystkiego na raz. Skupiał się na jednym, słuchał ale słyszał tylko to, co mu w danej chwili pasowało słyszeć.

I to, że pokazujesz mi drugą stronę jest dla mnie bardzo cenne. Ale fakt, zyskałam duchowo jak pisała Nirwanna, straciłam fizycznie jak pisałaś Ty. Ciągle się zastanawiam co musiałoby się stać lub co mogłabym jeszcze zrobić, by mąż wrócił od przysięgi, poruszyłabym niebo i ziemie, oddała wszystko co mam by tak się stało. Mam jeszcze wiele siły by trwać w swojej postawie, mimo policzków jakie zadaje mi mąż. Mam tylko jeden cel, wypełnić przysięgę.

Rozpoczęłam Nowennę do MB Rozwiązującej Węzły i proszę Was drodzy forumowicze, westchnijcie o moim małżeństwie w swojej modlitwie, serdeczne Bóg zapłać!

contesempre
Posty: 108
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 23 lip 2020, 11:42

Nirwanna, Lustro, jesteście mi obie bardzo pomocne. Wszystkie Wasze słowa są dla mnie nauką i nie wykluczają się nawzajem a uzupełniają.

Problem chyba jednak nie jest w moim mężu, bo zaczynam rozumieć jego postępowanie. Problem jest we mnie, bo nie potrafię zrozumieć jego "nie będziemy razem". Teraz to ja słucham ale nie słyszę tego co on mówi, wybieram sobie tylko to co chcę słyszeć. Czyli kłamstwa na temat kowalskiej i wypominanie moich błędów. Nie umiem zaakceptować i nie dopuszczam do siebie myśli, że to się zakończy rozwodem. Słowo rozwód jest u mnie na liście zatytułowanej NIE SŁYSZEĆ,

Nie wiem, może gdyby powiedział mi wprost, że wybiera ją, bez owijania, wymijania itp., dopiero by to do mnie dotarło a dopóki się jej wypiera i mówi, ze "będę sam i przynajmniej nikt mi tego drugi raz nie zrobi", myślę, że między nimi nie ma miłości, że do rozwodu się pobawi a później może wróci jak staniemy na sali i zda sobie sprawę, że to koniec, ze nie chce do końca zamykać rozdziału małżeństwa, że ma nas dwie. tsa... ma nas dwie, mnie, która robi wszystko by wrócił, i którą gardzi oraz Kowalską, która zasługuje na wszystko to, na co ja przez lata nie zasłużyłam... To jest dla mnie bolesne, nie zdrada fizyczna, nie kłamstwa i oszczerstwa na mój temat. Mówił mi "kocham Cię ale nie zrezygnuję z rodziny i kolegów" a dla Kowalskiej to zrobił, rodzina i koledzy poszli w odstawkę bardzo szybko, ja przez lata nie mogłam się uprosić o czas dla mnie, ona dostała to wszystko bez większego wysiłku...

tata999
Posty: 1061
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: tata999 » 23 lip 2020, 12:24

contesempre pisze:
23 lip 2020, 8:02
tata999 pisze:
22 lip 2020, 21:16
Czy mąż Twoje przewinienia wybaczył lub kiedykolwiek odniósł się do przyznaia ich w jakiś logiczny sposób?
Deklarował wielokrotnie, że wybaczyłby nawet zdradę fizyczną, później, że nie będziemy radem bo on mi nigdy tego jednak nie wybaczy co zrobiła, teraz moje winy czyt. zauroczenie innym mężczyzną, jest wyciągane na piedestał jako główny i jedyny powód rozpadu małżeństwa, wszystko inne poszło w cień, jego zachowania także te przed złożeniem pozwu. Teraz jeśli jest jakakolwiek rozmowa to sprowadzana jest tylko i wyłącznie do mojej winy i tego, ze on mi nie wybaczy. Myślę, że wybaczył ale wyciera sobie tym ręce z swojego romansu, po prostu tak to wygląda. Swoje winy próbuje zakryć moimi.
Skoro nie wydaje Ci się zbyt logiczne to, co usłyszałaś, to albo faktycznie nie jest albo problem jest w komunikacji. Tak, czy owak potrzeba czasu, nic na siłę. W tym czasie możesz dużo zrobić ze sobą i dla siebie. Pogody ducha!

contesempre
Posty: 108
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 29 lip 2020, 8:05

tata999 pisze:
23 lip 2020, 12:24
contesempre pisze:
23 lip 2020, 8:02
tata999 pisze:
22 lip 2020, 21:16
Czy mąż Twoje przewinienia wybaczył lub kiedykolwiek odniósł się do przyznaia ich w jakiś logiczny sposób?
Deklarował wielokrotnie, że wybaczyłby nawet zdradę fizyczną, później, że nie będziemy radem bo on mi nigdy tego jednak nie wybaczy co zrobiła, teraz moje winy czyt. zauroczenie innym mężczyzną, jest wyciągane na piedestał jako główny i jedyny powód rozpadu małżeństwa, wszystko inne poszło w cień, jego zachowania także te przed złożeniem pozwu. Teraz jeśli jest jakakolwiek rozmowa to sprowadzana jest tylko i wyłącznie do mojej winy i tego, ze on mi nie wybaczy. Myślę, że wybaczył ale wyciera sobie tym ręce z swojego romansu, po prostu tak to wygląda. Swoje winy próbuje zakryć moimi.
Skoro nie wydaje Ci się zbyt logiczne to, co usłyszałaś, to albo faktycznie nie jest albo problem jest w komunikacji. Tak, czy owak potrzeba czasu, nic na siłę. W tym czasie możesz dużo zrobić ze sobą i dla siebie. Pogody ducha!
tata999 ja rozumiem to w taki sposób jak napisałam na końcu tamtego postu. Dla mnie wygląda to tak, że on nie próbował o nas zawalczyć, odszedł po cichu do innej kobiety a kiedy to zaczęło wychodzić jako prawdziwy powód złożenia przez niego pozwu, zaczął głośniej i więcej mówić o swoim skrzywdzeniu by zmienić temat, odsunąć ten prawdziwy, zakamuflować sie. I ja bardzo długo wierzyłam w ten jego ból, starałam się zadośćuczynić na wszelkie sposoby, odkupić u niego choć odrobinę zaufania i miłości ale nie da się tego zrobić kiedy on jest już zakochany w innej kobiecie . Kreował sobie wizerunek pokrzywdzonego przeze mnie... wybielał się przed wszystkimi, przed swoją i moją rodziną, przed znajomymi, przed współpracownikami, zrobił ze mnie najgorszą w momencie kiedy to on mnie zdradzał. Już to chyba pisałam ale powtórzę, że najgłośniej o krzywdzie krzyczy ten, kto sam świadomie krzywdzi innych. Świetnie jest to opisane w książce Marsjanie i Wenusjanki - Tajemnica udanego związku, przytoczę żeby zostać dobrze zrozumianą:

"Jeśli zdecydowanie negatywnie oceniamy innych, jest to symptomem naszej niechęci do siebie samych. Najbardziej nieprzyjazne osądy, jakie wydajemy o innych, są projekcjami naszych sekretnych samoocen."


Tak było w moim przypadku, oceniał mnie swoją miarą, swoją samooceną. Mówił: "zdradziłaś mnie, porzuciłaś, olałaś, miałaś kogoś innego w głowie, tego Ci nie wybaczę, człowiek, który kocha nie odwraca się od drugiego, nie zostawia go na pastwę losu."
Ale tak naprawdę to ja tego nie zrobiłam co on mówił, on mówił wtedy o sobie. Osądzał mnie negatywnie przez własną skrytą samoocenę w danym momencie. Długo mu wierzyłam, chciałam wierzyć i wypierałam z siebie wszystkie znaki świadczące o niewierności ale postawiłam tez granice, dlatego kiedy zaczął płakać podczas naszej ostatniej rozmowy powiedziałam mu " Ty nie płaczesz nade mną, Ty płaczesz nad sobą, bo ułożyłeś sobie życie z kimś innym i nie umiesz się z tego wyplątać, boisz się, że jak odejdziesz od niej to zaczną wychodzić Twoje brudy, które mogłyby Ci zaszkodzić", na co nie odpowiedział nic.


Mam wahania nastroju, nad którymi, zdecydowanie nie potrafię zapanować. Śni mi się on i cała jego rodzina, dziś także śniłam, że wrócił...
Ze mną chyba będzie tak jak mówiłam na początku, nie poddam się, nie uwierzę, że to się dzieje i będę się łudzić, dopóki nie dojdzie do rozwodu...

Triste
Posty: 375
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Triste » 29 lip 2020, 14:10

Contesemptre ja bym mogła obiema rękami podpisać się pod wszystkimi Twoimi słowami.
Mój mąż też tak krzyczał o swojej krzywdzie ale ja wiem jak prawda wygląda i ja wiem dlaczego mój mąż milczy po dziś dzień. Bo on się boi stanąć prawdzie w oczy i obnażyć się z tego że chciał się wymiksować z małżeństwa.
Podczas kiedy ja walczyłam i starałam się ze wszystkich sił on już emocjonalnie był na innej planie. Niestety tak to wygląda ale łatwiej jest przerzucić winę na innego niż wziąć za coś odpowiedzialność.

Bławatek
Posty: 111
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Bławatek » 29 lip 2020, 22:19

I ja też mam taką sytuację, że mąż obwinia mnie o wszystko, w sobie nie znajdując grama winy. I też nie wierzę w to co się dzieje, będę się łudzić do końca - czyli rozwodu lub dowiedzenia się że jednak zdradził (zdradza nadal) - bo wielokrotnie pytałam i zawsze zaprzeczał, a mi się pozwoli wierzyć nie chce, że jest sam. Jesteśmy okłamywane/i i czasami manipulowane/i - dlatego tak ciężko we wszystko uwierzyć.

contesempre
Posty: 108
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 30 lip 2020, 7:52

Triste, niestety taka jest rzeczywistość. Kiedyś nie pomyślałabym, ze coś takiego mnie spotka.

Bławatku, jak widzisz scenariusz bardzo podobny tylko aktorzy zupełnie inni.

Jesteśmy po tej samej stronie tylko ja już nie wiem co mam robić, czy dalej okazywać miłość, zabiegać o kontakt i nie dawać o sobie zapomnieć, walczyć, czy jednak dać mu spokój, nie wymuszać kontaktu, nie mówić co czuję i co myślę, zostawić go w tym jego miłosnym haju... Nie wiem...\


Po tym jak zobaczyłam ich razem, nie powinnam mieć już złudzeń, jednak... tej miłości jest więcej niż żalu do niego i nie uznaję go jedynym winnym, wiem, że ja też popełniłam wiele błędów, bo kto ich nie popełnia, przypomnę, że to ja pierwsza zapomniałam się w kontaktach z Kowalskim i chyba przez to próbuję usprawiedliwiać męża. Jednak nasza znajomość z Kowalskim opierała się głównie na konwersacjach pisanych, spotkaliśmy się kilka razy, nigdy sam na sam, zawsze gdzieś w miejscu pełnym ludźmi a relacja mojego męża z Kowalską jest hmmm.. no cóż, dogłębna :? Moim zdaniem problem nie tkwi jednak w potyczkach a w tym, by mieć odwagę wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Mój mąż nie potrafi, mimo tego, że ja wiem o nich, nadal idzie w zaparte. Manipulował mną i myśli, że dalej mu się to będzie udawało. Zyskał romans na kłamstwach, bo nie wierzę, że powiedział Kowalskiej o swoim udziale w rozpadzie, więc też nie winię jej bo ich romans nie zacząłby się gdyby tylko ona bardzo chciała... jednak wzbiera we mnie złość na myśl o niej, na jej widok, nie umiem opisać tego uczucia, nie mam nic do niej osobiście ale no... :x :x :x :x

Mojego małżeństwa już się nie uda uratować. Wiem to ale wypieram z siebie nadal...

Pavel
Posty: 2824
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Pavel » 30 lip 2020, 17:11

Nie wiesz.
Może się uda, może nie uda.
Jak to mi ktoś kiedyś napisał - warto żyć ze świadomością Możliwości spełnienia również tego najmniej optymistycznego scenariusza.
Ale jak będzie - nie wiesz.
I scenariuszy nie warto pisać, poświęcać im czasu i energii.
Warto zająć się sobą, swoim rozwojem i wzrostem.
Również wybaczeniem - sobie i małżonkowi.
Aby, jeśli przestanie błądzić, miał gdzie i do kogo wrócić. Abyś jako dojrzalsza wersja samej siebie była gotowa na tworzenie innej jakości relacji.
A jeśli nawet refleksja nie nastąpi - to możesz być mądrzejsza, dojrzalsza i gotowa Żyć pełnią życia, pomimo tego Co się wydarzyło.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

contesempre
Posty: 108
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 31 lip 2020, 7:56

Pavel pisze:
30 lip 2020, 17:11
Nie wiesz.
Może się uda, może nie uda.
Jak to mi ktoś kiedyś napisał - warto żyć ze świadomością Możliwości spełnienia również tego najmniej optymistycznego scenariusza.
Ale jak będzie - nie wiesz.
I scenariuszy nie warto pisać, poświęcać im czasu i energii.
Warto zająć się sobą, swoim rozwojem i wzrostem.
Również wybaczeniem - sobie i małżonkowi.
Aby, jeśli przestanie błądzić, miał gdzie i do kogo wrócić. Abyś jako dojrzalsza wersja samej siebie była gotowa na tworzenie innej jakości relacji.
A jeśli nawet refleksja nie nastąpi - to możesz być mądrzejsza, dojrzalsza i gotowa Żyć pełnią życia, pomimo tego Co się wydarzyło.
Cześć Pavel,
wiesz to raczej nie chodzi o pisanie scenariusza i gdybanie, chyba wolę wbić sobie to do głowy bo tak niestety to wygląda i ku temu zmierza, niż nadal się łudzić, robić sobie nadzieje i być rozżalona za każdym kolejnym zawodem, że jednak nie wyszło. Mężowi już wybaczyłam, gdyby tak nie było nie chciałabym jego powrotu i nie poświęcała się dla naszego małżeństwa przez niespełna rok kiedy on był w tym wszystkim bierny i tak jak napisała Triste - emocjonalnie na innej planecie.
Większy problem jest z wybaczeniem sobie, po tym jak zobaczyłam ich razem, na chwilę ciężar opadł, przestałam się obwiniać ale niestety to wróciło, przez jego słowa, przez jego kolejne kłamstwa, wypieranie sie i mówienie o mojej winie. W momencie kiedy powiedziałam, że wiem i mimo to ma możliwość powrotu, jego odpowiedź, że to nie ma znaczenia i nie ważne co się stało nie będziemy razem, znowu wbiło mnie w ten dołek z obniżonym poczuciem własnej wartości i wyrzutami sumienia.

Dojrzalsza jestem na pewno, wydaje mi się, że dopiero przez ten kryzys stałam się kobietą potrafiącą kochać miłością dojrzałą, tą którą ślubowałam. Dużo pracy za mną ale dużo też przede mną.

Pavel
Posty: 2824
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Pavel » 31 lip 2020, 14:03

Absolutnie rozumiem i zdecydowanie nie polecam życia nadzieją.
Chodziło mi bardziej o to, że warto takiej furtki, dopuszczającej taką możliwość, nie zamykać.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

contesempre
Posty: 108
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 03 sie 2020, 9:01

Nie zamykam ale ciężko jest tak żyć. Czekać nie czekając, nie wiedząc jak kierować swoim życiem, to taki stan zawieszenie, ciągłej niewiadomej, bo a może coś tam. Takie ograniczanie siebie, żeby mąż nie poczuł się urażony w razie, gdyby chciał wrócić... Ograniczam się we wszystkim, zanim coś zrobie zastanawiam się co by on o tym pomyślał i czy tym nie pogorszę sytuacji...

Bławatek
Posty: 111
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Bławatek » 03 sie 2020, 21:43

Contesempre, mam podobnie jak ty - czekam starając się nie czekać, i każdym swoim zachowaniem boję się że w jakiś sposób zranie męża. W końcu remontuję i robiąc generalne porządki spakowałam rzeczy męża i dziś poprosiłam aby część zabrał - minę miał zdziwioną ale bardziej tym, że aż tyle tego jest, a ja poprostu boję się że przy przenoszeniu z jednego pokoju do drugiego coś by się uszkodziło lub zgubiło - w małżeństwie mąż nieraz mnie oskarżał o zgubienie dokumentów lub dodatkowych kluczyków z auta a potem okazywało się, że schował je u rodziców.

Czasami myślę czy ja siebie zbytnio nie ograniczam zastanawiając się czy moje słowa lub czyny nie zranią męża. Czasami czuję się jak niewolnik sytuacji.

Pavel
Posty: 2824
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Pavel » 04 sie 2020, 1:40

Rozumiem, że tkwienie w rozkroku jest trudne i wykańczające psychicznie.
Doskonale to pamiętam.
Jest to natomIast stan którego takie efekty ze swojej strony możesz przynajmniej mocno zredukować np. Poprzez oddanie tego Panu Bogu, przyjęcie tego jak obecnie jest nawet do nieakceptującej świadomości.
Mi bardzo W takiej sytuacji pomagało myślenie które zawiera się w modlitwie o Pogodę ducha. Mimo, że jej wtedy jeszcze nie znałem najwyraźniej wyłapałem jej treść W rożnych postach na forum przy okazji Jego czytania.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

contesempre
Posty: 108
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 04 sie 2020, 11:18

Bławatek pisze:
03 sie 2020, 21:43
Czasami myślę czy ja siebie zbytnio nie ograniczam zastanawiając się czy moje słowa lub czyny nie zranią męża. Czasami czuję się jak niewolnik sytuacji.
Dokładnie Bławatku tak jest ze mną. Tym bardziej, mając z tyłu głowy sytuacje kiedy mąż powiedział "rozmowy zaczynały mnie przekonywać ale już nie chcę". Wtedy też biłam się z myślami, co zrobiłam złego, że jednak "już" nie chce. Bo uważnie stawiałam kroki i wypowiadałam wszelkie słowa. Okazało się, że nie zrobiłam nic, tylko mąż miał już kogoś innego w głowie. Tak samo jak powiedział "kocham Cię ale nie możemy być razem bo musiałbym zrezygnować z rodziny i znajomych", kiedy ja nigdy nie stawiałam mu ograniczeń, prosiłam o znalezienie równowagi miedzy tym a naszym małżeństwem a okazało się, że dla Kowalskiej, zrezygnował z rodziny i znajomych. :?
Pavel pisze:
04 sie 2020, 1:40
Rozumiem, że tkwienie w rozkroku jest trudne i wykańczające psychicznie.
Doskonale to pamiętam.
Jest to natomIast stan którego takie efekty ze swojej strony możesz przynajmniej mocno zredukować np. Poprzez oddanie tego Panu Bogu, przyjęcie tego jak obecnie jest nawet do nieakceptującej świadomości.
Mi bardzo W takiej sytuacji pomagało myślenie które zawiera się w modlitwie o Pogodę ducha. Mimo, że jej wtedy jeszcze nie znałem najwyraźniej wyłapałem jej treść W rożnych postach na forum przy okazji Jego czytania.
Tkwienie w rozkroku, brakowało mi określenia tego stanu, a Ty zrobiłeś to perfekcyjnie. Zawierzyłam Bogu wszystko, całe swoje życie, już nie prosze go o "oddanie mi męża", proszę go o mądrość w działaniu i jasność umysłu. Czytałam Drogę Krzyżową dla Małżeństw w kryzysach, Modlitwę o Pogodę Ducha jakoś przeoczyłam, skupiłam się na Nowennie Pompejańskiej i Nowennie do MB Rozwiązującej węzły a ostatnio nawet prosiłam Św. Antoniego o zwrot "zgubionej rzeczy". Jeśli chodzi o męża, staram sie mu pokazywać, że jestem innym i dobrym człowiekiem, chcę by zobaczył we mnie kobietę, z którą chciałby być, która jest atrakcyjna sama dla siebie i dla niego, łagodna, miłosierna i radosna a nie jak kiedyś czepliwa i awanturująca się, drażliwa. To efekt pracy nad sobą i modlitwy, która jest dla mnie ukojeniem na wszelkie utrapienia. Wyzbyłam się awanturującego tonu, czepialskich i ironicznych słów, docinek, wypominania, proszenia, staram się emanować dobrocią i ciepłem, miłością jakiej brakowało mi samej.

contesempre
Posty: 108
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 06 sie 2020, 14:24

Cześć Kochani, piszę do Was bo chyba nastąpił jakiś przełom... może niezbyt spektakularny ale czuję się jakoś inaczej. Co prawda zbliżająca się rozprawa paraliżuje mnie ale nie na tyle by zaburzyć moje funkcjonowanie - przynajmniej na razie, nie wiem jak będzie dalej :roll:
Ostatnio nawiązałam kontakt z mężem, temat neutralny, nic osobistego, nic o nas. Z grzeczności i w sumie z ciekawości a także by podtrzymać rozmowę, pytałam co u niego itp, po czym zakończyłam konwersację. Mąż o dziwo, nie był opryskliwy, złośliwy, nawet nie odniosłam wrażenia żeby był zakłopotany naszym kontaktem czy zdenerwowany, to pierwszy nasz normalny kontakt od baaaardzo dawna. Może nie potrzebnie ale cieszy mnie to, że było to normalne, nie odniosłam wrażenia żeby było wymuszone. Próbował chyba mnie sprowokować ale nie udało mu się. Chodziło o zakup jakiejś zgubionej pierdoły, napisał, że to nie on zgubił i nie kazał mi teraz tego kupować, wiec napisałam, ze nieważne kto zgubił, po prostu to kupiłam, żeby było. Myślał chyba, ze drążenie tematu oskarżenia go o zgubę, wywoła we mnie wybuch ale ucięłam to, dalej rozmowa też toczyła się normalnie, tak jakby przyjął do wiadomości, ze nie mam do niego o nic pretensji a wręcz przeciwnie być może ja to zgubiłam ale nie chcę drążyć kto i co, po prostu to kupiłam. Nie nakręcam się też przez to, nie wiem jakie miał intencje, co myśli, co czuje i nie ufam mu ale to chyba zrozumiałe.

Zastosowałam i często sobie odświeżam listę Zerty, może nie przestrzegam jej w 100% ale staram się. Modlitwa znowu jest lekiem na zło, lęk i emocje. Staję sie kobietą wrażliwą, która wie czego chce. A chcę na pewno być dobrze traktowana, z delikatnością i szacunkiem, stawiam granice kiedy ktoś zamiast konstruktywnej krytyki, wylewa na mnie wiadro pomyj czy swoich żali. Ludzie są zdziwieni, nie przyzwyczajeni do tego, że zwracam im uwagę i wymagam kultury, mówią, że zrobiłam się dziwna. Chyba pierwszy raz dosadnie i widoczne to robię, dojrzewam nie tylko fizycznie i duchowo ale też emocjonalnie. I co najważniejsze, sama te zmiany widzę ;)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość