Jak się wybacza

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Tycjana
Posty: 18
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 09 cze 2021, 7:45

Pavel pisze:
08 cze 2021, 15:01
Tycjana pisze:
08 cze 2021, 14:05
No i się posypało... Wszelkie moje próby wyjścia z kryzysu, zmiany siebie, małżeństwa zostały przez mojego męża delikatnie mówiąc zniweczone. Przy pewnej kłótni (nie pierwszej po zdradzie, żeby nie było) mąż przeszedł na agresywne, obraźliwe słownictwo i groźbę przemocy...
Dlatego nie warto zmieniać się motywując chęć zmiany osobą trzecią.
Bo w takich sytuacjach motywacja maleje lub znika.
Warto zmieniać się, pracować nad sobą...dla siebie.
By stawać się najlepszą wersją siebie, by żyć inaczej - lepiej.

No i druga sprawa: tu, na forum, jakieś pięć lat temu przeczytałem, że nie da się kłócić w pojedynkę.
Oznacza to, że gdy ja nie wchodzę w kłótnię z żoną, to nie uczestniczę w kłótni.
Bez względu na ilość i moc prowokacji. Nie jest to oczywiście łatwe, nie było i dla mnie - exracjoholika.
Postanowiłem jednak spróbować i przyznaję...
...to działa :)
Od 5 lat nie kłóciłem się z żoną. Jak mnie za bardzo nosi to wychodzę na krótki spacer By nieco ochłonąć.

Rozumiem oczywiście twoje rozczarowanie postawą męża.
Warto jednak pamiętać, że nie masz na niego bezpośredniego wpływu.
Warto również opanować, obok tematu bezprzemocowej komunikacji, temat granic.
Mądrego stawiania wymagań.
Dzięki za te słowa. Z pewnością masz rację. Szczególnie, że kiedyś byłam tą, która nie umie się kłócić, w opinii męża... No to trzeba się teraz oduczyć... Mój mąż jest człowiekiem, który ma mały wgląd w siebie, te wszystkie psychologiczne aspekty to nie dla niego. Wiele rozmów musiało się odbyć i rzeki upłynąć, bo zrozumiał pewne rzeczy..
Wiem, że ma sporo problemów ze sobą.. Odbija się to na mnie, na rodzinie.

Zaproponowałam, żeby poszedł na terapię.
Pomysł totalnie nie przystający do niego. Prawie szalony. Ale wie, że jedyną szaloną rzeczą, jaką do tej pory w życiu zrobił była ta zdrada...

Tylko nie można przecież zmusić kogoś do terapii.. Sam do tego nie dojdzie, książek o tym czytać nie będzie. Czuję, że potrzebny jest ktoś z zewnątrz, ja już nie dam rady sama. Ręce opadają..

Pavel
Posty: 3503
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak się wybacza

Post autor: Pavel » 09 cze 2021, 9:22

Obawiam się Tycjano, że idąc tym tropem ręce opadną.
Bo w głowie, wnioskując po tym co piszesz, masz zmienianie męża, nie siebie.

Aby była jasność, to typowe, sam także początkowo celowałem w zmienianie żony.
Wydawało mi się bowiem, że to co u mnie niewłaściwe już zrozumiałem (więc i zmienię), że ja w porównaniu z żoną to funkcjonuję na tyle dobrze, że nie wymagam porządnej obróbki.

Obiektywnie - faktycznie żona miała większy bałagan do posprzątania.
Ale jej bałagan to jej sprawa, jej odpowiedzialność.
Ja natomiast próbując zmienić ją przekraczałem jej granice wolności, wchodziłem w nadodpowiedzialność.
I co najważniejsze - nie zajmowałem się sobą, naprawianiem siebie.
Wygodniej było odsuwać od siebie mój problem, co nie znaczy, że to było świadome działanie. W każdym razie nie robiłem tego (Praca nad sobą) z taką mocą gdybym zajmować się naprawianiem żony zajął się reperowaniem siebie.
A w końcu tylko na siebie mam bezpośredni wpływ.

Różnicę zobaczyłem, gdy wreszcie przestałem naprawiać żonę (do czego nie miałem ani prawa ani kompetencji). Nie zrobiłem tego z wyboru - dotarłem do końca ślepej ulicy. Bo takie reperowanie innych to ślepa ulica.
Wtedy, w poczuciu totalnej bezradności, bezsilności - oddałem żonę i nasze małżeństwo Bogu.

I skupiłem się na tym co zostało - na sobie.
Pomyślałem sobie, że może sprawdzę czy we mnie może nie ma czegoś do reperacji.
Okazało się (jak u każdego), że jest tego tyle, że życia zabraknie by to ogarnąć.

Zachęcam cię, bazując na doświadczeniu swoim i wielu ludzi ze wspólnoty - zajmij się sobą, naprawianiem siebie.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Tycjana
Posty: 18
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 09 cze 2021, 14:20

Jednak różnimy się. Odkąd dowiedziałam się o zdradzie, obudziłam się. Myślę, że u mnie było właśnie odwrotnie. Naprawiałam męża całe małżeństwo. Nie permanentnie, ale fakt, jego toksyczni rodzice wyrządzili wiele krzywdy... Naprawiałam nasze relacje, wyznaczałam granice, pewien poziom, z którego nie chciałam zjeść.. I to się nie sprawdziło. Do pewnego stopnia tak, latami przyznawał mi rację. Ale na dłuższą metę taki związek nie ma sensu. Bo czuł się poprawiany. No i uciekł w zdradę. Rozumiem. To było złe. Zrozumiałam swój błąd. Zdrada mnie obudziła, zaczęłam pracować nad sobą, starać się. On to widział, doceniał, ale wszystko pękło w tamtej kłótni. Zobaczyłam, że moje zmiany nie wystarczą. Że oczekuję od życia czegoś więcej niż tylko znosić jego złość, gniew, agresywne zachowania i na koniec przeprosiny. Dość. Zasługuję na szacunek. Moje wyobrażenie związku po zdradzie to odbudowa małżeństwa mocniejszego, lepszego. Mamy się kochać bardziej niż przed zdradą. Ja chcę, jestem w stanie, chcę się starać dla niego, dla siebie, dla nas. Ale dostaję w twarz (mentalnie). I to jest moja granica. Nie chcę już żyć byle jak..
Nie będę mówić jak ma się zmienić, co ma poprawić. Niech sam dojdzie, niech sam się stara dla siebie, dodać mnie. Chcę żeby zrozumiał, że jemu też będzie lepiej, jak zacznie kochać siebie, innych, bo tam jest wiele wypielęgnowanej złości i nienawiści..

Caliope
Posty: 1286
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Caliope » 09 cze 2021, 15:43

Tycjana pisze:
08 cze 2021, 17:15
Caliope pisze:
08 cze 2021, 14:43
Tycjano, a to piwo to mąż pije codziennie? niepokoi mnie takie agresywne zachowanie, to nie jest normalne.
Ano codziennie. Mnie też to niepokoi. Dla spokoju robi sobie przerwy, a potem dalej codziennie.. Temat rzeka, bo to "tylko" piwo...
No to masz już punkt zaczepienia, picie codzienne to uzależnienie od alkoholu. Agresja pojawia się kiedy nie pije, jest na kacu lub w przerwie. Pijąc codziennie wpada w ciąg alkoholowy, potem chwilowe złe samopoczucie, irytacja, agresja i dalej regulowanie emocji piciem alkoholu.

Tycjana
Posty: 18
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 09 cze 2021, 16:48

Caliope pisze:
09 cze 2021, 15:43
Tycjana pisze:
08 cze 2021, 17:15
Caliope pisze:
08 cze 2021, 14:43
Tycjano, a to piwo to mąż pije codziennie? niepokoi mnie takie agresywne zachowanie, to nie jest normalne.
Ano codziennie. Mnie też to niepokoi. Dla spokoju robi sobie przerwy, a potem dalej codziennie.. Temat rzeka, bo to "tylko" piwo...
No to masz już punkt zaczepienia, picie codzienne to uzależnienie od alkoholu. Agresja pojawia się kiedy nie pije, jest na kacu lub w przerwie. Pijąc codziennie wpada w ciąg alkoholowy, potem chwilowe złe samopoczucie, irytacja, agresja i dalej regulowanie emocji piciem alkoholu.
Nie jest aż tak źle. Ale problem jest. Przyznał to. Dlatego też terapia by pomogła. Tylko sam musi ją zacząć..

Caliope
Posty: 1286
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Caliope » 09 cze 2021, 18:02

Tycjana pisze:
09 cze 2021, 16:48
Caliope pisze:
09 cze 2021, 15:43
Tycjana pisze:
08 cze 2021, 17:15


Ano codziennie. Mnie też to niepokoi. Dla spokoju robi sobie przerwy, a potem dalej codziennie.. Temat rzeka, bo to "tylko" piwo...
No to masz już punkt zaczepienia, picie codzienne to uzależnienie od alkoholu. Agresja pojawia się kiedy nie pije, jest na kacu lub w przerwie. Pijąc codziennie wpada w ciąg alkoholowy, potem chwilowe złe samopoczucie, irytacja, agresja i dalej regulowanie emocji piciem alkoholu.
Nie jest aż tak źle. Ale problem jest. Przyznał to. Dlatego też terapia by pomogła. Tylko sam musi ją zacząć..
Jest źle, bo jest agresja, a to jest ostatnie stadium. Polecam zgłoszenie się po pomoc do ośrodka uzależnień, ta choroba to bardzo ciężka sprawa. I owszem, mąż musi sam zgłosić się na terapię, ale tylko jeśli zechce.

Ruta
Posty: 1229
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Ruta » 10 cze 2021, 9:46

Tycjano,

codzienne picie alkoholu, robienie sobie przerw, agresja, to zaawansowane stadium uzależnienia, tzw. faza trzecia, krytyczna. To tylko piwo jest jednym z mitów, podobnie jak inne mity, na przykład - "czasem nie pije przez dwa tygodnie", lub - "rzadko albo nigdy się nie upija". To ciężka choroba, trudna w leczeniu, bo uzależnieni nie chcą podejmować leczenia, ponieważ nie czują się chorzy i uzaleznieni. Wypierają problem, żyją w świecie iluzji, nie dostrzegają związku między destrukcją w swoim życiu a piciem alkoholu. Często obawiają się też życia w abstynencji - z powodu uzależnienia nie są w stanie wyobrazić sobie szczęśliwego życia bez alkoholu.

Problemem w tej chorobie jest to, że powoduje ona także zaburzenia u niepijących osób związanych emocjonalnie z osobą uzależnioną. Nazywa się to współuzależnieniem. I tu także osoba współuzależniona długo nie widzi problemu i racjonalizuje swoje zachowanie, jak również nie dostrzega problemu uzależnienia u bliskiej osoby, mimo, że żyje z nią na codzień.

W fazie trzeciej, a czasem już wcześniej pojawiają się romanse, często dochodzi też do rozpadu rodziny lub kryzysu małżeńskiego i w pozostałych relajcach rodzinnych. Zaskoczyło mnie to, że jest to częścią choroby, jednym z wariantów jej przebiegu. Mechanizm podstawowy który tu działa jest następujący: osoba uzależniona odczuwa skutki uzależnienia, ale nie chce przyjąć że są spowodowane alkoholem. Zaczyna winić więc żonę (matkę, siostrę, brata, ojca) za stan swojego życia i przypisując tej osobie wszystkie swoje problemy i trudności, także uczucie napięcia, które często towarzyszy osobie uzależnionej. Często też ta osoba jest winna - w oczach uzależnionego - wybuchom agresji, awanturom. Pojawia się pomysł, że jak zacznę od nowa, z dala od osoby którą winię za swoje problemy, moje problemy znikną. Nie znikają. Ale przez jakiś czas osoba uzależniona zafascynowana nową relacją nie pije i sądzi, że rozwiązała swój problem. Tłem bywają także zaburzenia funkcjonowania seksualnego, nowa relacja ma przekonac, że wszystko jest w porządku także w tej sferze i problemy wynikały z relacji małżeńskiej, nie zaś z problemów związanych z uzależnieniem. I z początku, gdy działa efekt nowości, wydaje się że tak jest. A potem okazuje się, że nie. Czasem nowej relacji uzależniony mąz poszukuje, gdy żona przestaje funkcjonowac w sposób współuzależnioy, stawia wymogi, przestaje tolerować picie. Aby mieć dalszy komfort picia uzależniony potrzebuje przy sobie współuzależnionej osoby, która nie intencjonalnie, ale jednak jego uzależnienie wspiera.

Jestem osobą współuzaleznioną. Mój mąż jest uzależniony od alkoholu, od narkotyków (piszę narkotyków, bo mąż w różnych okresach przyjmuje różne substancje) oraz od pornografii. Z jego uzależnień zdawałam sobie sprawę stopniowo. Mimo, że żyłam z nim na codzień. Tak działa współuzależnienie. Odkąd uczestniczę w terapii spotykam wiele osób współuzaleznionych i trzeźwych uzależnionych, z wieloma rozmawiam, czytam także ich relacje, świadectwa. Wiele osób jeszcze na terapii nie ma pewności, czy mąż (lub inna bliska osoba) na pewno jest uzależniona. Jest tak szczególnie w przypadku alkoholu - to dlatego, że nasza wiedza o chorobie jest zwykle niepełna, kojarzymy alkoholizm z ostatnią czwartą fazą choroby, chroniczną. To już ostatnia faza choroby. A wcześniej są jeszcze trzy.

Wiem, że pierwszym krokiem, pierwszą myślą, gdy zaczyna się podejrzewać uzależnienie bliskiej osoby jest chęć nakłonienia jej do leczenia, pomocy dla niej. To ma sens i jest możliwe, ale najpierw konieczne jest zdobycie wiedzy o chorobie, o mechanizmach jej działania, o tym jakie działania pomagają, a jakie szkodzą. To trudne, bo to co intuicyjnie rozumiemy jako pomocne, często jest szkodliwe i tylko wzmaga trudności, nie prowadzi do podjęcia leczenia.

Czyli - jak w większości przypadków ratowanie należy zacząć od siebie. Potrzebną wiedzę o chorobie, odpowiedź na pytanie czy mój mąz ma problem z alkoholem i jak duży jest to problem oraz czy jestem współuzależniona i jak bardzo, można znaleźć w ramach poradni uzależnień, w których organizowane są zajęcia dla osób współuzależnionych oraz w grupach Al-Anon. Warto skorzystać z takiego spotkania, podzielić się swoim problemem, posłuchać odpowiedzi. W ramach terapii i grupy uzyskuje się narzędzia do zmiany. Tak jak napisałaś - by nie żyć już dalej byle jak.

Caliope
Posty: 1286
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Caliope » 10 cze 2021, 14:54

Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, niezależnie od fazy występują zaniki pamięci "urwany film", uzależniony nie pamięta co robił. Może w tym czasie zdradzić, zastosować agresję fizyczną lub psychiczną i sobie tego nie przypomni. Tak działa długo pory alkohol na mózg.

Tycjana
Posty: 18
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 10 cze 2021, 15:53

Caliope, dzięki bardzo za te informacje, ale to nie do końca u nas tak wygląda. Agresja nie jest po alkoholu, jest kompilacją wychowania, charkteru i braku poczucia, że to jest na prawdę szkodliwe (dodam, że nigdy nie było przemocy). Alkohol jest elementem, który poprawia samopoczucie, podnosi nastrój, a mąż po alkoholu nie bywa agresywny, zdarza mu się niejako na co dzień. Tak było w domu, więc robi to co zna, choć oczywiście jest dobrym mężem i ojcem. Zdrada też nie była po alkoholu, zaczęło się w pracy. Nie będę Cię tu przekonywać, jest problem z tym, ale nie tak poważny. Alkoholik nie przyzna od tak, że pije za często. A mąż to przyznał. Zamykam temat alkoholizmu.

Zwyklaosoba
Posty: 178
Rejestracja: 22 gru 2020, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Zwyklaosoba » 10 cze 2021, 16:41

Tycjana pisze:
09 cze 2021, 14:20
Jednak różnimy się. Odkąd dowiedziałam się o zdradzie, obudziłam się. Myślę, że u mnie było właśnie odwrotnie. Naprawiałam męża całe małżeństwo. Nie permanentnie, ale fakt, jego toksyczni rodzice wyrządzili wiele krzywdy... Naprawiałam nasze relacje, wyznaczałam granice, pewien poziom, z którego nie chciałam zjeść.. I to się nie sprawdziło. Do pewnego stopnia tak, latami przyznawał mi rację. Ale na dłuższą metę taki związek nie ma sensu. Bo czuł się poprawiany. No i uciekł w zdradę. Rozumiem. To było złe. Zrozumiałam swój błąd. Zdrada mnie obudziła, zaczęłam pracować nad sobą, starać się. On to widział, doceniał, ale wszystko pękło w tamtej kłótni. Zobaczyłam, że moje zmiany nie wystarczą. Że oczekuję od życia czegoś więcej niż tylko znosić jego złość, gniew, agresywne zachowania i na koniec przeprosiny. Dość. Zasługuję na szacunek. Moje wyobrażenie związku po zdradzie to odbudowa małżeństwa mocniejszego, lepszego. Mamy się kochać bardziej niż przed zdradą. Ja chcę, jestem w stanie, chcę się starać dla niego, dla siebie, dla nas. Ale dostaję w twarz (mentalnie). I to jest moja granica. Nie chcę już żyć byle jak..
Nie będę mówić jak ma się zmienić, co ma poprawić. Niech sam dojdzie, niech sam się stara dla siebie, dodać mnie. Chcę żeby zrozumiał, że jemu też będzie lepiej, jak zacznie kochać siebie, innych, bo tam jest wiele wypielęgnowanej złości i nienawiści..
Tycjana, w moim małżeństwie było podobnie, tak to działało ,że ja podnosiłąm standardy, byłam ta bardziej wymagająca, mąż miał ogrom zalet, mąż nigdy mi się nie sprzeciwiał, czasem to wprost pytania stawiałam z opcjami a,b ,c bo zawsze zsuwał na mnie wszystko, no potem zdrada, i wnioski, że on musi mieć "gorszą" "prostszą" kobietę bo..... taką "może sobie wychować", no więc odszedł, problem alkoholu był zawsze ,a a ja byłam współuzależniona, z zalet niemieszkania razem wymienił "mogę pić", agresja i niechęć moim zdaniem może wypływać wprost z ust kowalskiej, u mnie tak było i jest ... słowa cytowane z smsów dosłownie,które odnalazłam.

Caliope
Posty: 1286
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Caliope » 10 cze 2021, 17:52

Tycjana pisze:
10 cze 2021, 15:53
Caliope, dzięki bardzo za te informacje, ale to nie do końca u nas tak wygląda. Agresja nie jest po alkoholu, jest kompilacją wychowania, charkteru i braku poczucia, że to jest na prawdę szkodliwe (dodam, że nigdy nie było przemocy). Alkohol jest elementem, który poprawia samopoczucie, podnosi nastrój, a mąż po alkoholu nie bywa agresywny, zdarza mu się niejako na co dzień. Tak było w domu, więc robi to co zna, choć oczywiście jest dobrym mężem i ojcem. Zdrada też nie była po alkoholu, zaczęło się w pracy. Nie będę Cię tu przekonywać, jest problem z tym, ale nie tak poważny. Alkoholik nie przyzna od tak, że pije za często. A mąż to przyznał. Zamykam temat alkoholizmu.
Właśnie tak robi osoba wspóluzależniona, nie zaprzeczaj temu co się dzieje. Agresja nigdy nie jest po alkoholu, a na kacu lub w trakcie niepicia w danym momencie. Ja się przyznałam i poszłam na terapię, więc się mylisz. Polecam dużo o tym poczytać, bo szkoda Ciebie i dzieci w tym wszystkim, a jako DDA jestem bardzo w temacie i też pi terapii.

Tycjana
Posty: 18
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 10 cze 2021, 21:31

Zwyklaosoba pisze:
10 cze 2021, 16:41
Tycjana pisze:
09 cze 2021, 14:20
Jednak różnimy się. Odkąd dowiedziałam się o zdradzie, obudziłam się. Myślę, że u mnie było właśnie odwrotnie. Naprawiałam męża całe małżeństwo. Nie permanentnie, ale fakt, jego toksyczni rodzice wyrządzili wiele krzywdy... Naprawiałam nasze relacje, wyznaczałam granice, pewien poziom, z którego nie chciałam zjeść.. I to się nie sprawdziło. Do pewnego stopnia tak, latami przyznawał mi rację. Ale na dłuższą metę taki związek nie ma sensu. Bo czuł się poprawiany. No i uciekł w zdradę. Rozumiem. To było złe. Zrozumiałam swój błąd. Zdrada mnie obudziła, zaczęłam pracować nad sobą, starać się. On to widział, doceniał, ale wszystko pękło w tamtej kłótni. Zobaczyłam, że moje zmiany nie wystarczą. Że oczekuję od życia czegoś więcej niż tylko znosić jego złość, gniew, agresywne zachowania i na koniec przeprosiny. Dość. Zasługuję na szacunek. Moje wyobrażenie związku po zdradzie to odbudowa małżeństwa mocniejszego, lepszego. Mamy się kochać bardziej niż przed zdradą. Ja chcę, jestem w stanie, chcę się starać dla niego, dla siebie, dla nas. Ale dostaję w twarz (mentalnie). I to jest moja granica. Nie chcę już żyć byle jak..
Nie będę mówić jak ma się zmienić, co ma poprawić. Niech sam dojdzie, niech sam się stara dla siebie, dodać mnie. Chcę żeby zrozumiał, że jemu też będzie lepiej, jak zacznie kochać siebie, innych, bo tam jest wiele wypielęgnowanej złości i nienawiści..
Tycjana, w moim małżeństwie było podobnie, tak to działało ,że ja podnosiłąm standardy, byłam ta bardziej wymagająca, mąż miał ogrom zalet, mąż nigdy mi się nie sprzeciwiał, czasem to wprost pytania stawiałam z opcjami a,b ,c bo zawsze zsuwał na mnie wszystko, no potem zdrada, i wnioski, że on musi mieć "gorszą" "prostszą" kobietę bo..... taką "może sobie wychować", no więc odszedł, problem alkoholu był zawsze ,a a ja byłam współuzależniona, z zalet niemieszkania razem wymienił "mogę pić", agresja i niechęć moim zdaniem może wypływać wprost z ust kowalskiej, u mnie tak było i jest ... słowa cytowane z smsów dosłownie,które odnalazłam.
Zdrada polegała głównie na tym, że czuł się w pełni akceptowany i też pewnie podziwiany (różnica 10 lat). Ale dziewczę szybko się zawinęło, czar prysł, a mąż zapewnia teraz, że nie może na nią patrzeć, nie rozumie co mu się podobało w niej. Zapewniał mnie od początku, że nie rozmawiał z nią nas mój temat, nie żalił się, nie opowiadał o mnie. I mu wierzę, znam go i wiem, że rozmawiali głównie o pracy, bo on to uwielbia, a ja nie zawsze chcialam tylko o tym... Wiem, że chodziło głównie o zainteresowanie nim, on jest przystojny, podoba się kobietom, ale ma niskie poczucie własnej wartości..
Problem w tym, że nie zauważyłam kiedy on się tak zmienił, jakby to nie ten sam człowiek..
Jesteśmy w zawieszeniu teraz, stwierdził, że musi to wszystko przemyśleć (Boże drogi, w końcu!). Nie rozumiem jak można o tym wszystkim nie myśleć? Mężczyźni mają taką zdolność chyba... Może się któryś wypowie na temat nieanalizowania? Był taki skecz o pustym pudełku głowie 🤣

Zwyklaosoba
Posty: 178
Rejestracja: 22 gru 2020, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Zwyklaosoba » 10 cze 2021, 21:49

Tycjana pisze:
10 cze 2021, 21:31
Zwyklaosoba pisze:
10 cze 2021, 16:41
Tycjana pisze:
09 cze 2021, 14:20
Jednak różnimy się. Odkąd dowiedziałam się o zdradzie, obudziłam się. Myślę, że u mnie było właśnie odwrotnie. Naprawiałam męża całe małżeństwo. Nie permanentnie, ale fakt, jego toksyczni rodzice wyrządzili wiele krzywdy... Naprawiałam nasze relacje, wyznaczałam granice, pewien poziom, z którego nie chciałam zjeść.. I to się nie sprawdziło. Do pewnego stopnia tak, latami przyznawał mi rację. Ale na dłuższą metę taki związek nie ma sensu. Bo czuł się poprawiany. No i uciekł w zdradę. Rozumiem. To było złe. Zrozumiałam swój błąd. Zdrada mnie obudziła, zaczęłam pracować nad sobą, starać się. On to widział, doceniał, ale wszystko pękło w tamtej kłótni. Zobaczyłam, że moje zmiany nie wystarczą. Że oczekuję od życia czegoś więcej niż tylko znosić jego złość, gniew, agresywne zachowania i na koniec przeprosiny. Dość. Zasługuję na szacunek. Moje wyobrażenie związku po zdradzie to odbudowa małżeństwa mocniejszego, lepszego. Mamy się kochać bardziej niż przed zdradą. Ja chcę, jestem w stanie, chcę się starać dla niego, dla siebie, dla nas. Ale dostaję w twarz (mentalnie). I to jest moja granica. Nie chcę już żyć byle jak..
Nie będę mówić jak ma się zmienić, co ma poprawić. Niech sam dojdzie, niech sam się stara dla siebie, dodać mnie. Chcę żeby zrozumiał, że jemu też będzie lepiej, jak zacznie kochać siebie, innych, bo tam jest wiele wypielęgnowanej złości i nienawiści..
Tycjana, w moim małżeństwie było podobnie, tak to działało ,że ja podnosiłąm standardy, byłam ta bardziej wymagająca, mąż miał ogrom zalet, mąż nigdy mi się nie sprzeciwiał, czasem to wprost pytania stawiałam z opcjami a,b ,c bo zawsze zsuwał na mnie wszystko, no potem zdrada, i wnioski, że on musi mieć "gorszą" "prostszą" kobietę bo..... taką "może sobie wychować", no więc odszedł, problem alkoholu był zawsze ,a a ja byłam współuzależniona, z zalet niemieszkania razem wymienił "mogę pić", agresja i niechęć moim zdaniem może wypływać wprost z ust kowalskiej, u mnie tak było i jest ... słowa cytowane z smsów dosłownie,które odnalazłam.
Zdrada polegała głównie na tym, że czuł się w pełni akceptowany i też pewnie podziwiany (różnica 10 lat). Ale dziewczę szybko się zawinęło, czar prysł, a mąż zapewnia teraz, że nie może na nią patrzeć, nie rozumie co mu się podobało w niej. Zapewniał mnie od początku, że nie rozmawiał z nią nas mój temat, nie żalił się, nie opowiadał o mnie. I mu wierzę, znam go i wiem, że rozmawiali głównie o pracy, bo on to uwielbia, a ja nie zawsze chcialam tylko o tym... Wiem, że chodziło głównie o zainteresowanie nim, on jest przystojny, podoba się kobietom, ale ma niskie poczucie własnej wartości..
Problem w tym, że nie zauważyłam kiedy on się tak zmienił, jakby to nie ten sam człowiek..
Jesteśmy w zawieszeniu teraz, stwierdził, że musi to wszystko przemyśleć (Boże drogi, w końcu!). Nie rozumiem jak można o tym wszystkim nie myśleć? Mężczyźni mają taką zdolność chyba... Może się któryś wypowie na temat nieanalizowania? Był taki skecz o pustym pudełku głowie 🤣
Tycjana oczywiscie że nie myślał, mi j mąż mówił że nie starczyło że mu mówiła, ' jesteś tak przystojny ,że chce cię zaciągnąć do łóżka ' dobrze ,że czar prysł ,dużo siły , mam wrażenie za Ty jesteś tutaj we wlasniwym momencie i na właściwym miejscu ,bardzo Cię wspieram , tam do góry za Ciebie wznoszę modlitwę ,jakoś tak poczułam,że jesteś blisko mnie nie wiem dlaczego

Tycjana
Posty: 18
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 10 cze 2021, 22:53

Zwyklaosoba dziękuję, bardzo to miłe. Niesamowite jak podobne są te przeżycia.. Nasi mężowie, my w tym wszystkim...
Dużo siły Ci życzę, niech Bóg ma Ciebie i Twoje sprawy w opiece..

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości