Nie mogę uwierzyć...

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

mogaba1
Posty: 15
Rejestracja: 30 cze 2018, 16:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: mogaba1 » 10 lip 2018, 9:34

Witaj Pogodna.
Odkrywam obecnie wartość modlitwy. Odkryłem jednak również wspólnotę i stałem się jej częścią. Zasugerował mi ją nasz terapeuta małżeński. Może Twój mąż też mógłby z podobną wspólnotą się skontaktować.

pogodna
Posty: 22
Rejestracja: 04 lip 2018, 17:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: pogodna » 10 lip 2018, 11:28

Mój mąż jest bardzo skruszony, często mówi "przepraszam, skrzywdziłem Cię, nie planowałem tego, niczego bardziej w życiu nie żałowałem, nienawidzę siebie za to."
Widzę jak cierpi, widzą to też nasi przyjaciele, którzy wciąż powtarzają "nie Wy, to nie morze się tak skończyć".
Chyba ogarnął mnie spokój i zrozumienie. Przeanalizowałem ten czas i złożyło się na to wiele okoliczności. Jego kryzys bo nie radził sobie z odległością, tęsknotą, moje problemy w pracy. To by się nie wydarzyło gdybym była blisko. Wyszły jego syfy, jego słabość. Świadczy o tym płytkość tej relacji i fakt, że trwało to dokładnie tyle. Skończył to zanim się dowiedziałam, chociaż coś przeczuwałam. Ja chyba nie biorę tego do siebie. Mam fajne życie z nim czy bez niego - a on o tym wie. Wie też, że najbardziej skrzywdził siebie, bo sam odebrał sobie to co kochał najbardziej. Nie wiem co będzie... W tej chwili czuję już spokój. Dbam o siebie, o dobry nastrój, o dobre chwilę z dziećmi. Dużo się modlę. Mój mąż miał z Bogiem na bakier a wczoraj szukał instrukcji obsługi różańca ☺️ Trudno powiedzieć o zmianie bo on się zmienił od kiedy to skończył ale teraz podejmuje więcej działań. Chyba w siebie wierzy.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 548
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: ozeasz » 10 lip 2018, 12:07

Pogodna widzę w Tobie takie podejście którego mnie brakło kiedy żona mnie zdradzała , chęć zrozumienia ponad swoim niezaprzeczalnym bólem i cierpieniem , które mnie uczyniły przez jakiś czas dużym egoistą ,skoncentrowany na bólu nie widziałem delikatnych symptomów w zachowaniu żony ,która co prawda do dzisiaj mnie nie przeprosiła ,ale wtedy gdy sie wyprowadziłem ,7 lat temu była jakby otwarta na rozmowę ,co nie miało miejsca ,kiedy mieszkaliśmy razem .

Gdy mieszkaliśmy razem z Jej strony była kierowana w moim kierunku przemoc psychiczna w najczystszej postaci , nie było widać wahania ,kiedy mnie raniła .

Dlatego mimo tego zła które uczynił Twój mąż , mimo tego że rożnie próbujesz interpretować Jego zwrot w dobrą stronę , jestem pełen podziwu dla Niego (bo być naznaczonym , nawet adekwatnie do swoich uczynków i chcieć mimo to w pokorze się nawracać) ,i dla Ciebie że chcesz nawiązać dialog i nie zamykasz się przed Tym który Cię zranił .

Jedynie czego mnie tu brakuje jeszcze do ideału ( ponad tym co odczuwasz jako ból ,cierpienie jako kobieta ),to postawy wsparcia na drodze nawrócenia męża ,mądrej nie naiwnej , pełnej miłości ,a zarazem nie pozbawionej granic , ,takiego niezamykania się na dalsze ewentualne zranienia ,do tego trzeba dużej siły wewnętrznej i w dużym stopniu naprawionego poczucia wartości , a przede wszystkim prawdziwej miłości ,która nie szuka swego …

Bo przecież w tym wszystkim tak łatwo można by było sie odwrócić od zdradzacza ,przy poparciu wielu najbliższych ,nawet tych "prawowiernych" i epatować poczuciem zawodu ,odrzucenia i zdradzenia ?

Myślę że w porównaniu do wielu podobnych przykładów ,macie tę łaskę , że Ty mimo bólu i rzeczywistości zdrady , dajesz Mu szansę ,On mimo szukania ,ulegania swym słabościom , chce w dalszym ciągu małżeńskiej relacji z Tobą i naprawiania tego co zepsuł ,to jest nie do przecenienia w obecnych czasach ,i dla mnie ma rys Bożej miłości . Pozdrawiam serdecznie .
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

pogodna
Posty: 22
Rejestracja: 04 lip 2018, 17:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: pogodna » 10 lip 2018, 13:06

Ozeaszu
My nie jesteśmy razem. Dbamy o naszą relację bardziej na przyjacielskim gruncie. Wiem, że jest dobrym człowiekiem ale mnie jednak zawiódł.
Odpuściłam to na chwilę obecną na tyle, że nie podejmuję żadnych decyzji ani nie robię żadnych kroków. Nie godzę się w tej chwili też na żadne deklaracje ani kroki z jego strony.
Widzę też swoje słabe strony i wolę pracować z nimi na dystans. Tak na teraz.

lena50
Posty: 334
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: lena50 » 10 lip 2018, 22:57

Jacku-sychar....masz racje ,nie należy,a nawet nie można lekceważyć tego elementu powrotu.
PRZEPRASZAM to pierwsze co zdradzacz zrobić powinien.

Jesli to możliwe to wykasuj proszę tamto zdanie dla dobra innych.

Za bardzo skupiłam się na pogodnej ,na sobie i innych w podobnej sytuacji,gdzie ów magiczne słowo przestaje mieć znaczenie.
Zasłużyłam na upomnienie,którego nie dostałam.
Dzieki Ci Jacku za Twoj post, bo dzięki niemu nie dwa,ale trzy razy przeczytam zanim wyślę.
lena50....dawniej lena

lena50
Posty: 334
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: lena50 » 10 lip 2018, 23:09

Pogodna....nie widzę powodu do dalszego mojego pisania,bo widzę,że naiwna nie jesteś,a przed tym głównie przestrzec Cię chciałam.
Starasz sie zrozumieć,ale nie usprawiedliwiasz.....no chyba ,że się mylę.
lena50....dawniej lena

pogodna
Posty: 22
Rejestracja: 04 lip 2018, 17:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: pogodna » 11 lip 2018, 11:04

Lena50
Nie mylisz się, nie jestem naiwna. Rozumiem go o tyle, że przed terapią sama w podobne schematy wchodziłam. Trzeba dojrzeć aby na ugruntowanych wewnętrznie wartościach podejmować świadome decyzje. Pomimo kryzysów wewnętrznych i zewnętrznych okoliczności. Mi to zajęło trochę czasu ale też musiało zaboleć żebym własne syfy zaczęła uprzątać. Myślę, że to ten moment u niego. Dam mu czas. Będę obok.

jacek-sychar
Posty: 5108
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: jacek-sychar » 11 lip 2018, 20:59

lena50 pisze:
10 lip 2018, 22:57
Jesli to możliwe to wykasuj proszę tamto zdanie dla dobra innych
Witaj Leno
Przepraszam, że odpisuję dopiero teraz, ale w gronie moderatorów rozmawialiśmy na temat Twojej prośby (a to chwilkę trwało :P ).
Uznaliśmy, że lepiej będzie, jak Twój wpis pozostanie. Pokazuje on możliwość spojrzenia na sprawę z różnej perspektywy.
Dla osób, które ewentualnie będą to w przyszłości czytały, takie różne spojrzenie może być bardzo pouczające.

To jak ktoś reaguje lub czegoś oczekuje zależy od naszych charakterów. Każdy z nas jest inny.
Ja nie chciałem zdyskredytować Twojej opinii, tylko chciałem pokazać, że dla jednej osoby "przepraszam" to tylko słowa, a dla drugiej to warunek wstępny do możliwości przebaczenia.
Twoja opinia, w zależności od osoby, może być słuszna lub nie. Pamiętajmy o bioróżnorodności. :lol:

Serdecznie pozdrawiam :D

helenast
Posty: 2828
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: helenast » 12 lip 2018, 5:40

lena50 pisze:
10 lip 2018, 0:34

Niektórzy na forum żal mają,że nawet przepraszam nie usłyszeli,że skruchy nie było....
Nie żałujcie......to tylko słowa ,czasem nic nie znaczące.

Ja również jestem za tym, by czyny przemówiły , a nie słowo, bo tak naprawdę powiedzenie zwykłe ,, przepraszam,, to niewielki nakład zadośćuczynienia za krzywdy ... Przecież przeprosiny można wyrazić na wiele innych sposobów niż tym jednym słowem ... Przeproszenie to świadome przyznanie się do winy, to zobowiązanie, postawa , a jednocześnie prośba o zaufanie w chęć zmiany, poprawy itp. Czy sprawdza się zamknięcie całości trudnych i bolesnych tematów w usłyszeniu słowa ,,przepraszam,,? . Moim zdaniem NIE, bo życie weryfikuje szybko powyższe reguły. Analizując własne życie - ileż to razy przepraszamy za ten sam błąd ... za ten sam grzech ( np.podczas spowiedzi ). Tracimy więc zaufanie i wiarygodność zarówno w nasze chęci jak i w samo słowo...

pogodna
Posty: 22
Rejestracja: 04 lip 2018, 17:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: pogodna » 12 lip 2018, 20:03

Ja usłyszałam to słowo kilka razy po tej sytuacji, ze szczerym żalem, ze łzami w oczach. Nie pomogło mi to. Pomyślałam, że waga tego słowa w stosunku do tego o czuję jest śmieszna. Że przeprosić to można jak się człowiek spóźni, albo stłucze szklankę.

Paradoksalnie najbardziej pomogło mi gdy mąż powiedział, że nie może być ze mną dopóki z tym sobie nie poradzi. Że potrzebuje siebie zrozumieć i sobie zaufać i że będzie walczył i próbował mnie odzyskać gdy upewni się co do tego, że więcej mnie w ten sposób nie skrzywdzi.

Chociaż w trudniejszych momentach myślę, że mnie zna i powiedział to o sądził, ze chcę usłyszeć...

rak
Posty: 515
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: rak » 12 lip 2018, 23:14

pogodna pisze:
12 lip 2018, 20:03

Paradoksalnie najbardziej pomogło mi gdy mąż powiedział, że nie może być ze mną dopóki z tym sobie nie poradzi. Że potrzebuje siebie zrozumieć i sobie zaufać i że będzie walczył i próbował mnie odzyskać gdy upewni się co do tego, że więcej mnie w ten sposób nie skrzywdzi.

Chociaż w trudniejszych momentach myślę, że mnie zna i powiedział to o sądził, ze chcę usłyszeć...
to też jest pewien kapitał...

nawet jak w tej chwili wymuszony znanymi oczekiwaniami i nieuchronnością konsekwencji,
to na tym też można budować.
Bez naiwności, bo różnice między deklaracjami, a czynami już znamy ;) I tutaj trochę konsekwencji i weryfikacji myślę, że nigdy nie zaszkodzi.
Ale też z wiarą, że każdy nawet najmniejszy własny gest wytrąca zdradzacza z wcześniejszej sfery komfortu i zmusza do przewartościowań, choćby tylko werbalizowanych, to i tak często bolesnych i rozwijających. Słowo ma w końcu moc sprawczą, a nawet samego siebie po pewnym czasie coraz trudniej się oszukuje. :oops:

Ja przynajmniej tak do tego podchodzę:P
Nieważne jest, gdzie jesteś, ale wszędzie tam, gdzie przyjdzie ci się znaleźć, ważne jest, jak żyjesz - Henri J.M.Nouwen

lena50
Posty: 334
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: lena50 » 12 lip 2018, 23:20

Ja nie chciałem zdyskredytować Twojej opinii, tylko chciałem pokazać, że dla jednej osoby "przepraszam" to tylko słowa, a dla drugiej to warunek wstępny do możliwości przebaczenia.
Wiem Jacku i absolutnie nie odebrałam tego jako zdeskrydytowanie.
Zwyczajnie Twój post dał mi do myślenia.
Przypomniałam sobie co dla mnie w tym początkowym okresie było najważniejsze.
Właśnie to PRZEPRASZAM. To był początek wybaczenia i naprawy.
A to że w moim przypadku ów "przepraszam" nie zdało egzaminu...to inna bajka.

Heleniast.....zgadzam się,tyle że my jesteśmy już o parę kroków dalej w naszych kryzysach, więcej wiemy i rozumiemy. Na początku też wystarczało nam zwykłe Przepraszam.
lena50....dawniej lena

pogodna
Posty: 22
Rejestracja: 04 lip 2018, 17:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: pogodna » 12 lip 2018, 23:51

Raku ☺️
Dziękuję za wsparcie w tych najtrudniejszych momentach i otwarcie oczu na pewne sprawy. Pozbyłam się naiwności, totalnie odcięłam i zajęłam sobą.
Jeśli o męża chodzi widzę czyny... nie spodziewałam się ich. Widzę jak codziennie podejmuje próby zmiany czegoś w sobie i cieszy mnie to. Myślę, że faktycznie robi to dla siebie. Jest na etapie szukania odpowiedzi w sobie, poznawania siebie. Robi notatki 😱 - to po terapii.
Po raz pierwszy wziął się z życiem za bary totalnie na trzeźwo - przy większych problemach do tej pory musiał odreagować. A najważniejsze, jest szczery do bólu-mówi o rzeczach, które nie są łatwe ani dla mnie ani dla niego. Z jego perspektywy to na pewno spore ryzyko.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że motywacja może spadać ale biorę sobie do serca Twoje spostrzeżenia ☺️

pogodna
Posty: 22
Rejestracja: 04 lip 2018, 17:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: pogodna » 24 lip 2018, 22:31

Staram się jakoś poskładać. Uniezależniam się i strasznie mi ciężko odzyskać jakiś psychiczny spokój. Mam huśtawki nastrojów, masę wątpliwości, podejmuję decyzję a później ją kilkakrotnie przewartościowuję aż w końcu wycofuję się z niej. Kowalska sieje zniszczenie. Chyba boli ją to, że mąż tak walczy o rodzinę o mnie. Pewnie liczyła, że go dorzucę a on zapuka do niej skruszony bo będzie potrzebował plastra. On też czasem ma złe dni gdy nie mogę się z nim dogadać ostatnio. Ale zdałam sobie sprawę, że to ja prowokuję te sytuacje. Zadaję pytanie i odpowiadam sobie sama, przerywam, dopowiadam. Odkąd zdałam sobie sprawę, że święty by że mną nie wytrzymał, próbuję zająć się tym, wracam do starych lektur. Dziwię się, że na początku, przyjęłam to z takim spokojem i zrozumieniem a teraz dopiero mnie to rozwala. Mąż chodzi na terapię, chcę jechać na rekolekcje dla małżeństw, nie unika trudnych rozmów i pytań. Zajmuje się dziećmi gdy mi siada psychika. Mam dni, że nie chce mi się wstać z łóżka, chociaż od wczoraj jest mi lepiej. Zmuszam się do pozytywnych rzeczy. Modlę się o zajmuję sobą ale to ciągle za mało. Nie wiem jak sobie pomóc.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 548
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: ozeasz » 26 lip 2018, 8:11

Pogodna ,zastanów sie jaka sfera ,jaka część Twojej osoby cierpi ,na ile to jest adekwatne do sytuacji ,skonfrontuj to z Prawdą Ewangelii i nie oglądaj sie wstecz . Dla mnie jesteś/jesteście świadectwem że podejmując trud i cierpienie z Bogiem można przejść przez "śmierć" do Nowego życia .

Jesteś naprawdę dzielna kobietą , mam poczucie że to co wygląda dzisiaj na ruinę , z Waszymi postawami i Boża pomocą jest w stanie zbudować mocny i oparty na prawdzie związek ,a że po jakimś czasie będziecie pokazywać swoje rany jak Jezus to czynił ,czyni do dziś ,to tylko będzie wskazywać na Bożą moc miłości i Waszej współpracy z Jego miłosierdziem , a dla Was będzie źródłem Jego łaski ,niech Was Pan strzeże w tym trudnym czasie , w którym może warto jeszcze mocniej przylgnąć do Tego ,co siebie wydał za KAŻDEGO Z NAS .

Pozdrawiam Cię serdecznie Pogodna ... :)
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość