Wróci?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Pavel
Posty: 1437
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wróci?

Post autor: Pavel » 08 lut 2018, 14:42

Krótko: wg mnie to drugie.
Poza tym bardzo mi się spodobał Twój post - stanęłaś przed sobą w prawdzie.
Weszłaś na dobrą drogę, mocno Ci kibicuje w pracy nad sobą, do „zestawu” dorzucam modlitwę.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

łucja
Posty: 30
Rejestracja: 09 paź 2017, 7:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wróci?

Post autor: łucja » 09 lut 2018, 14:08

Pavel pisze:
08 lut 2018, 14:42
Krótko: wg mnie to drugie.
Poza tym bardzo mi się spodobał Twój post - stanęłaś przed sobą w prawdzie.
Weszłaś na dobrą drogę, mocno Ci kibicuje w pracy nad sobą, do „zestawu” dorzucam modlitwę.
Dziękuję Pavel za odpowiedź.
Raczej skłaniałam się ku pierwszej wersji- przegadać, przeanalizować, zadręczyć (siebie i męża)...
Ale po to jest forum aby czerpać mądrość od innych, tak więc daruję sobie rozmowę na temat mojego zachowania.

Modlitwa? Jak najbardziej, jest moją "siłą napędową". Tydzień temu skończyłam odmawiać NP, myślę o kolejnej. Staram się jak najczęściej uczestniczyć we Mszy Św., przyjmować Komunię Św. Wierzę, że ten kryzys jest po "coś" i tylko z Bogiem mogę odkryć jego sens.

Jeszcze jedno. Z ust mego męża w owej rozmowie na temat tego, że nie wierzy w moją przemianę, padły słowa- że teraz ja się modlę, chodzę do Kościoła i na wspólnotę....i co? On jest teraz ten zły?

Mąż był (jest) bardzo wierzący i praktykujący, więc nie był to zarzut, ani atak, że robię coś nie tak. Raczej brzmiało to, jak zazdrość o moją relację z Panem Bogiem. I co ja mam mu powiedzieć? Przecież, nie mogę mu powiedzieć- módl się, zawierz Bogu, ty też możesz...Nic na siłę, sam musi poczuć taką potrzebę.

A ja czuje się winna, że przyczyniłam się swoim zachowaniem do jego wyprowadzki i do tego, że teraz jest pogubiony.

s zona
Posty: 1344
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wróci?

Post autor: s zona » 15 lut 2018, 18:55

Lucjo mnie pomogla w ubieglym roku
Droga Krzyzowa Dla Malzonkow
jest w pdf ,ale wersja ksiazkowa jest bardzo " poreczna do torebki " :)
http://sychar.org/modlitwa/sycharowska- ... zyzowa.pdf
Jesli jestesmy w kryzysie daje ulge i sily ....
a jesli maz odszedl " tylko " do rodzicow ..
To jest nadzieja na powrot :)
Pomodle sie wieczorem na Apelu o 21 h

łucja
Posty: 30
Rejestracja: 09 paź 2017, 7:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wróci?

Post autor: łucja » 16 lut 2018, 14:20

s zona pisze:
15 lut 2018, 18:55
Lucjo mnie pomogla w ubieglym roku
Droga Krzyzowa Dla Malzonkow
jest w pdf ,ale wersja ksiazkowa jest bardzo " poreczna do torebki " :)
http://sychar.org/modlitwa/sycharowska- ... zyzowa.pdf
Jesli jestesmy w kryzysie daje ulge i sily ....
a jesli maz odszedl " tylko " do rodzicow ..
To jest nadzieja na powrot :)
Pomodle sie wieczorem na Apelu o 21 h
Dziękuję za modlitwę. Wzruszyłam się tym, że Ktoś chce się za mnie (za nas) modlić. To chyba najlepsze w tej sytuacji, co można otrzymać od drugiego człowieka.
I dziękuję za Drogę Krzyżową dla Małżonków.

Masz rację, s zona modlitwa bardzo pomaga w kryzysie, daje siłę i nadzieję. Jestem spokojniejsza. Ufam Bogu, że to wszystko jest mi potrzebne, ma mnie do czegoś doprowadzić... Chociaż mam chwile słabości, zwątpienia i załamania staram się to wszystko zawierzyć Panu, niech mnie prowadzi.

Dziękuję Bogu za ten kryzys, bo dzięki niemu wejrzałam w głąb siebie, zrozumiałam jak daleka byłam od Niego i ile złego mogło się wydarzyć, gdyby nie odejście męża...
Przepraszam, że tak tajemniczo, ale są sprawy (które są cierniem na moim sumieniu), o których nie mogę publicznie pisać.

łucja
Posty: 30
Rejestracja: 09 paź 2017, 7:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wróci?

Post autor: łucja » 27 mar 2018, 8:31

Jakiś czas temu zenia1780 napisała w moim wątku:
zenia1780 pisze:
13 gru 2017, 10:30

Wiem, że na pewno warto robić:

W naszym Wrocławskim Sycharze jest znane powiedzenie „zapuszczanie wędki”. Są to próby, zachęcenie, dawanie znać o swojej postawie nawrócenia, mówienie życzliwie o drugiej stronie, takie zanęcanie jak ryby przed złowieniem (stąd zapuszczanie wędki), zachęcanie do dobra. Pochwalenie współmałżonka, (jak trzeba) takie zainteresowanie się nim, takie wyciąganie ręki do spotkania, do zgody, takie wychodzenie z inicjatywą. To rozumiemy jako „zapuszczanie wędki”.
Może nie ja sam, ale osoby z mojej wspólnoty wiedzą, jak nie jest to łatwe i jak bolące, jak trudne emocjonalnie, jak trzeba czasami w pokorze pierwszemu wyjść z inicjatywą, jak nie łatwe jest przełamanie siebie, to wszystko kosztuje i jak jest bolesne (cyt. „boli jak jasna cholera”) wiedzą jedynie Ci, którzy to praktykują, ale też tylko Ci wiedzą jak jest to potrzebne i jakie przynosi dobre owoce (to działa!). Tylko Ci wiedzą, co to robią.

fragment Listu otwartego do Sycharków o. Macieja
http://wroclaw-stysia.sychar.org/list-o ... sycharkow/
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że faktycznie przynosi to dobre owoce.
Choć mąż nadal mieszka u rodziców, nasze relacje bardzo się poprawiły.

Myślałam, że jestem na dobrej drodze....

Jednak wczoraj, po rozmowie z pewnym księdzem, zaczęły dopadać mnie wątpliwości...
Powiedział mi, że to jest śmieszne, irracjonalne, smutne...
Nasze relację są bardzo pogmatwane. Dał mi do zrozumienia, że brak nam odpowiedzialności...

Chodzi mianowicie o to, że w tym momencie czuje się, jakbym była kochanką żonatego mężczyzny (który de facto jest moim mężem).
Kiedy mąż przyjeżdża żyjemy jak gdyby nigdy nic- spędzamy wspólnie czas, rozmawiamy, żartujemy, śmiejemy się, przytulamy (jak dzieci nie widzą, aby nie dawać im błędnych sygnałów), czasem coś zrobi w domu (jakieś drobne usterki), współżyjemy, chodzimy do kościoła... Nawet wakacje zaplanowaliśmy wspólne.

A potem jak gdyby nigdy nic, wraca do rodziców (ja czuje się, jakby wracał do "żony").
Dzieci pytają, dlaczego tata musi jechać- ja milczę, bo nie musi, tylko chce...

Chyba faktycznie, nie jest to tak do końca normalne?
Bo skoro znajdujemy jakąś nić porozumienia, to powinniśmy zacząć budować RAZEM na nowo ten związek.
A jeśli mąż nie chce budować, to może przestać "udawać", że jesteśmy razem?
Najbardziej smutno mi z powodu dzieci, bo one tego nie rozumieją, dlaczego między rodzicami jest dobrze, a pomimo tego i tak nie mieszkają razem. Ja zresztą sama już nic nie rozumiem...
Boje się w jakikolwiek sposób naciskać, wymuszać jakiekolwiek deklaracje...
Bo powiedziałam, że dam tyle czasu, ile będzie potrzebował...

Pogubiłam się w tym i nie wiem co robić.

łucja
Posty: 30
Rejestracja: 09 paź 2017, 7:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wróci?

Post autor: łucja » 20 lip 2018, 12:55

Witajcie.

Dawno nie pisałam...

Czytając poprzednie swoje posty zauważyłam ile we mnie jeszcze niepokoju, braku cierpliwości.... A w tamtym czasie wydawało mi się, że już sobie wszystko poukładałam i to jest dobry moment, aby mąż wrócił. Teraz widzę, że nie. I nie wiem czy kiedykolwiek będzie...

Byłam w poradni psychologicznej, miałam spotkanie z psychiatrą, potem psychologiem. Pani psycholog utwierdziła mnie tylko w tym, że na moje obecne życie bardzo duży wpływ ma moja przeszłość i sytuacja w domu rodzinnym :-( Potrzebuję terapii, ale kolejki są kilkuletnie. A prywatnie nie mogę sobie na to pozwolić. Co robić? Czy bez pomocy terapeutów, psychologów będę w stanie uporać się ze sobą, swoimi lękami, odczuciami, zachowaniem, którego nie chcę? Gdzie szukać pomocy?

Strasznie się boję, że jak mąż wróci, to szybko zapomnę o swojej przemianie i powrócę do dawnych zachowań.
Wstyd się przyznać, ale znów uległam pokusie i sprawdziłam pocztę e-mail męża (pół roku wytrzymałam).
Ufam mu. Wiem, że jest mi wierny, ale ciekawość z kim i co pisze jest silniejsza.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 3296
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wróci?

Post autor: Nirwanna » 20 lip 2018, 14:14

Łucja, a o 12 Krokach myślałaś?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

krople rosy
Posty: 798
Rejestracja: 06 sty 2018, 12:40
Płeć: Kobieta

Re: Wróci?

Post autor: krople rosy » 20 lip 2018, 14:40

łucja pisze:
20 lip 2018, 12:55
Czytając poprzednie swoje posty zauważyłam ile we mnie jeszcze niepokoju, braku cierpliwości.... A w tamtym czasie wydawało mi się, że już sobie wszystko poukładałam i to jest dobry moment, aby mąż wrócił. Teraz widzę, że nie. I nie wiem czy kiedykolwiek będzie...
Myślę, że odciążającym by było dla Ciebie gdybyś nie układała się dla męża i odpuściła sobie nieustannie nurtujące Cię pytanie: czy wróci? czy już może? czy już jestem gotowa?
Nie o to przecież chodzi by dać mężowi pieknie wymuskanego gotowca który by męża sprowokował do powrotu. A potem tylko by czerpał pełnymi garściami dla siebie to, czego oczekuje.
Małżeństwo to dla mnie droga dwóch niedoskonałych ludzi. To trwanie ze sobą na dobre i złe. Podnoszenie jedno drugiego w chwilach kryzysowych i trudnych.
Osobiście rozumiem, że pewnych zachowań współmałżonka możemy mieć dość jednak kompletnie nie rozumiem ucieczki od rodziny bo jakby nie było są jeszcze w tym wszystkim dzieci.
A im dobrze byłoby pokazać że gdy jedno z małżonków nie domaga to drugie go wspiera, motywuje albo choć czeka na przemianę jednocześnie nie uciekając od problemu.
I trwając przy swoim sterze.
Ja odbieram trochę Twoje postępowanie jako zasługiwanie na powrót męża. Podejmujesz pewne kroki naprawcze żyjąc w napięciu i lęku czy to już?....czy nie jeszcze? i badając siebie samą czy już aby wszystko połatałaś w sobie jednocześnie obawiając się że nawet gdy mąż wróci to lada chwila przez niedopatrzenie , niestosowny moment znów możesz popełnić błąd.

Nigdy nie będziesz doskonała i bez wad. Twój mąż też nie jest.
Zamiast być razem i się wzajemnie wspierać doszło do sytuacji: że Ty nad sobą w napięciu pracujesz a mąż jest jedynie obserwatorem i gościem w domu. Według mnie to bardzo nie w porządku. Ale to mój odbiór tej sytuacji. Nie znam szczegółów.

Myślę, że bardziej budujące i uwalniające byłoby gdybyś wszelkie swoje starania i wysiłek włożony w eliminowanie wad czyniła dla Boga i z miłości do Niego. On doceni intencję, każdy mały krok i pomoże kroczyć dalej.

Ciężko człowiekowi wyeliminować jedną wadę a co dopiero kilka czy więcej. Do tego człowiek potrzebuje całego życia.
I uważam, że małżonkowie czynić to powinni będąc blisko siebie.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości