Czy jest nadzieja?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Mont Blanc
Posty: 11
Rejestracja: 22 kwie 2018, 8:12
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Czy jest nadzieja?

Post autor: Mont Blanc » 15 maja 2018, 15:43

Ucze sie zyc sama, ale nie jest to proste. Nie pomaga mi swiadomosc, ze dzieci, w szczegolnosci mlodsze, tez ciezko sobie z tym radzi. Placze i niechetnie idzie z mezem. Nie rozumie, dlaczego przez 3 dni nie moze zobaczyc sie z mama. Dla malego dziecka to wiecznosc :(

Ukasz
Posty: 646
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy jest nadzieja?

Post autor: Ukasz » 27 maja 2018, 17:05

marylka pisze:
06 maja 2018, 13:26
Nie macie ślubu kościelnego, więc nie przystępujesz do Sakramentów Świętych, które dałyby Ci siłę, moc w życiu codziennym
To chyba jednak nie tak. Skoro Ty, Mount Blanc, jesteś w separacji, to nie ma przeszkód w przystąpieniu do sakramentu pokuty i potem eucharystii. Jak widać, traktujesz swój związek, choć nie jest teraz sakramentalny, jako małżeństwo. Być może jedną z głównych przyczyn kryzysu było to, że zgodziłaś się na wspólne życie bez sakramentu - ale to przecież możesz zmienić. Czy chcesz wziąć z nim ślub kościelny? Czy kochasz go i jesteś gotowa postawić taki warunek ponownego życia razem? Wydaje mi się, że odpowiedzi na te pytania są potrzebne w pracy nad sobą, w stanięciu w prawdzie.
Polecam modlitwy na Skype - to jakaś forma bycia razem, we wspólnocie, otwarta także dla osób zza granicy:http://sychar.org/skype/

Mont Blanc
Posty: 11
Rejestracja: 22 kwie 2018, 8:12
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Czy jest nadzieja?

Post autor: Mont Blanc » 30 maja 2018, 23:00

Dziękuję Ci Ukaszu za Twoje uwagi. Trudne to pytania. Bo tak, kocham męża, ale na ten moment chyba bezwarunkowo zgodziłabym się na jego powrót. Czyli - powiedz choć słowo, a przywitam Cię z otwartymi ramionami. Nie dorosłam jeszcze? Nie przepracowałam wszystkich swoich problemów? Za mało umocniłam się w wierze? Na pewno. Daleka jeszcze jestem od myślenia, że mogę być szczęśliwa sama.

Czytając sąsiednie wątki uświadomiłam sobie jednak jedna rzecz. W najcięższych momentach kryzysu, kiedy nie miałam pojęcia co robić, prosiłam Boga, żeby mi pomógł., bo ja nie znajduję wyjścia z tej sytuacji. Oczywiście, nie o takiej pomocy myślałam, miałam raczej na myśli cudowna zmianę mojego meza;) bo przecież o pracy nad sobą nawet nie pomyślałam. Ale Bóg wie, co robi. Czyżbym to sobie wymodlila? Czy w takim razie, nie powinnam ufać Mu bezgranicznie? Może ma wobec mnie plan, którego się trzyma?

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 3760
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy jest nadzieja?

Post autor: Nirwanna » 31 maja 2018, 9:14

Mont Blanc, wg mojego osobistego doświadczenia - Pan Bóg rzeczywiście ma wobec mnie plan, ale taki którego się kurczowo nie trzyma, tylko radośnie modyfikuje w miarę kolejnych dni mojego życia tu na ziemi. I ten plan nie jest mi narzucany, ale proponowany. Gdy ten plan wspólnie z łaską Bożą odkrywam i realizuję, jestem dużo szczęśliwsza niż przeciętnie. Choć bywa, że nie odkrywam, nie realizuję, tylko jadę po swojemu. I wtedy jest, cóż, z dużą ilością braków, tych wewnętrznych ;-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 589
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy jest nadzieja?

Post autor: ozeasz » 31 maja 2018, 11:39

Też doświadczyłem nieraz , że życia w pełni mogę doświadczać tylko w jedności z Bogiem i Jego plan tak często postrzegany jako ograniczenia ,okazuje się że pozwala mi przekraczać granice tam gdzie jest przy mnie Ojciec i doświadczać radości w obszarach o których nie miałem dotąd pojęcia .

Myślę że to z powodu tego , że moje "mrówcze" postrzeganie pełni jest mooooocno okrojone ,bo kto jeśli nie Stwórca a zarazem Abba wie ,co może mnie najbardziej dotykać ,radować ,uszczęśliwiać itd. , przecież już w raju trafił w dziesiątkę kiedy postawił przed Adamem Ewę :lol:
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Ukasz
Posty: 646
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy jest nadzieja?

Post autor: Ukasz » 31 maja 2018, 23:13

Mont Blanc pisze:
30 maja 2018, 23:00
Trudne to pytania. Bo tak, kocham męża, ale na ten moment chyba bezwarunkowo zgodziłabym się na jego powrót. Czyli - powiedz choć słowo, a przywitam Cię z otwartymi ramionami. Nie dorosłam jeszcze? Nie przepracowałam wszystkich swoich problemów? Za mało umocniłam się w wierze? Na pewno. Daleka jeszcze jestem od myślenia, że mogę być szczęśliwa sama.
Sprostuj, jeśli coś mylę: w tej chwili nie stoisz przed dylematem, czy przyjąć męża bezwarunkowo, czy na jakiś warunkach, bo on i tak nie chce wrócić. O takiej alternatywie warto pamiętać, myśleć, rozważać, czy chcesz iść w tym kierunku. I te rozważania będą zupełnie inne, jeśli będziesz je prowadzić w bliskości z Bogiem, szczególnie w sakramentach.
Ja także daleki jestem o myślenia, że mogę być szczęśliwy sam. Przejście przez kryzys z Bogiem pozwoliło mi jednak zobaczyć, że mogę być sam, że potrafię sam żyć. Więcej w tym bólu niż radości, ale jest to życie i może być barwne, piękne, może być kroczeniem do przodu, wspinaniem się wzwyż, a nie tylko trwaniem. To było bardzo ważne z kilku powodów.
Po pierwsze było weryfikacją hierarchii. Choć zawsze deklaratywnie stawiałem Boga wyżej, niż żonę, w praktyce godziłem się na rzeczy, na które godzić się nie powinienem. Tłumaczyłem to sobie dobrem dzieci, ale był to przede wszystkim strach przed samotnością. I zarazem jedna z podstawowych przyczyn rozpadu więzi.
Gdy byłem z żoną dlatego, że nie wyobrażałem sobie życia bez niej, panicznie się tego bałem, ona to czuła i rosła jej pogarda wobec mnie. Aż wreszcie tego nie wytrzymałem i zgasły wszelkie moje uczucia do niej. Tych w drugą stronę nie było już dawno i po ludzku rzecz biorąc nie zostało nic. Lub prawie nic - moja decyzja, żeby niezależnie od wszystkiego dochować wierności i szukać drogi odbudowy więzi.
Odbiłem się od dna. Mam pewność, że bez Boga raczej bym się wbił w to dno. A z Nim stało się inaczej. Stanąłem na nogi i uświadomiwszy sobie, że już potrafię żyć sam i nawet nie sprawia to już takiego bólu, postanowiłem pokochać żonę od nowa.Tym razem nie pod wpływem emocji, jak przy pierwszym spotkaniu, i nie w strachu przed porzuceniem, jak próbowałem przez pierwsze lata kryzysu, lecz w pełnej wolności. To oznaczało jednocześnie, że uwalniałem żonę od motywu litości nade mną. Mogłem ofiarować jej swoją miłość mówiąc: jestem wolny i chcę być z Tobą; chcę też, żebyś Ty podjęła decyzję w pełnej wolności.
Potem wróciły moje uczucia do niej. Zaczerpnąłem je z eucharystii. Tak mi poradził kierownik duchowy, ja mu zaufałem i cierpliwie czekałem na efekty, aż przyszły. I nie zrezygnowałem potem z codziennej komunii św., bo otrzymawszy tyle stałem się jeszcze bardziej zachłanny. Chcę więcej i jestem przekonany, że dostanę więcej, niż chcę.

Zachęcam Cię do postawienia pytania fundamentalnego: kto jest dla Ciebie na pierwszym miejscu? Czy chcesz, żeby na pierwszym miejscu był Bóg? Jeśli tak, to idź z tym do Niego. On ci pomoże w przemienieniu tej chęci w rzeczywistość. A wtedy wszystko powoli zacznie wracać na swoje miejsce. Nikt nie wie jak, może zupełnie sprzecznie z Twoimi wyobrażeniami. Moje osobiste doświadczenie mówi mi, że warto zaryzykować.

Babi
Posty: 24
Rejestracja: 29 cze 2018, 21:58
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy jest nadzieja?

Post autor: Babi » 01 lip 2018, 21:02

To bardo mądre, dojrzałe, powoli, dzięki Bogu do tego dojrzewam. ...

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 589
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy jest nadzieja?

Post autor: ozeasz » 05 lip 2018, 8:26

Mont Blanc jesteś tu jeszcze ,co u Ciebie ,czy jest jakiś progres ? Pozdrawiam serdecznie .
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Mont Blanc
Posty: 11
Rejestracja: 22 kwie 2018, 8:12
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Czy jest nadzieja?

Post autor: Mont Blanc » 07 lip 2018, 0:42

Witajcie.
Nie odzywałam się, choc regularnie Was czytalam - póbowałam sobie wszystko w głowie poukładać. Bardzo dużo mądrych refleksji można tutaj znaleźć, ale ja chyba nie do końca potrafię je wykorzystać.
Z mężem stosunki sa znacznie lepsze. Jest życzliwość, zrozumienie, wsparcie, uczucia, jakich od bardzo dawna między nami nie było. Z jednej strony nie mogę udawać, że nie daje mi to żadnej nadziei, czuje się jak psiak merdajacy ogonkiem, bo dostał kość. Z drugiej strony mam świadomość, że bardzo prawdopodobne jest, iz wszystkie te uczucia skierowane są nie do mnie, jako żony, ale jako matki jego dzieci. Ze obiektywnie nie ma szans na powrót męża, że zależy mu tylko na dzieciach. Bo, o ironio, po odejściu z domu znacznie bardziej zaangażował się w ich wychowanie.
Ponadto, cały czas zastanawiam się nad hierarchia w rodzinie. Zawsze powtarzacie, że na pierwszym miejscu ma być Bóg. Ze mamy akceptować jego wole. No ja tak (jeszcze?) nie potrafię. Dla mnie na ten moment najważniejsza jest rodzina jako całość. Nie jestem w stanie ze stanowczoscia powiedzieć: bądź wola Twoja. Modlę się, żeby mąż wrócił, bo jestem przekonana, że to będzie dla nas i dla dzieci najlepsze. Za mało w tym ufności, za dużo desperacji.
O liście Zerty coraz częściej zapominam. Znaczy się - znów piesek cieszacy się z każdej uwagi skierowanej w jego stronę i plaszczacy sie. Tylko ze - to działa. Im ja bardziej pokazuje pozytywne uczucia, tym mąż lagodnieje. Może mniej w nim strachu?
No i cały czas mam wrażenie, że stapam po polu minowym. Jeden zły krok, a wszystko wybuchnie. Zastanawiam się, co mąż chowa jeszcze w zanadrzu. Jednocześnie, modlitwa daje mi spokój.
Więc, z jednej strony czuje się znacznie lepiej niż jeszcze parę miesięcy temu, z drugiej, pod wieloma względami wciąż drepcze w miejscu.
I jeszcze taka jedna refleksja mnie niedawno naszła. Mąż, decydując się na separację, ku mojemu zaskoczeniu dał mi nadzieje. Nadzieję, że jeszcze, iż być między nami dobrze, choc wcześniej byłam jej pozbawiona. Nadzieje, ze będę go zawsze kochać, choć miałam co do tego wątpliwości. Nadzieje, ze będę jeszcze szczęśliwa.
Pozdrawiam Was wszystkich i dziekuje za wszystkie cenne uwagi.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość